dziesięć nawyków

10 najważniejszych nawyków żywieniowych.

Według Biblii, świat powstawał przez 7 dni; najpierw niebo i ziemia, potem rośliny, zwierzęta a na końcu człowiek. Nawet Bóg nie mógł ogarnąć wszystkiego za jednym zamachem.
Myślę, że jest to dobra metafora, żeby pokazać, jak powstaje każda nowa rzeczywistość – najpierw podstawy, potem szczegóły. Krok za krokiem i nie na hura.
Tak samo tworzy się życie bez Wilka.
Ty jesteś dopiero na początku tej drogi. Dla ciebie jest dzień pierwszy, może drugi.
Ja jestem w dniu piątym i z tej perspektywy piszę. Pokazuję ci jak do niego dojść.
No właśnie; dojść. Tutaj trzeba się wspiąć i nie stanie się to przez noc.
Pozwól, że będę twoim przewodnikiem.

Swoją drogę na szczyty wolności i zdrowia opisywałam w poście: „Co jem. Krok po kroku”
Teraz opowiem, jakimi nawykami zakotwiczyłam się w tym miejscu, tak, żeby nie zlecieć.

Jem trzy razy dziennie. Zauważyłam, że postępując tak niemodnie i wbrew trendom dietetycznym, czuję się najlepiej. Znika moja obsesja jedzenia, nie kręcę się głodna przy lodówce co kilka godzin, nie myślę o tym.

Jem do syta. Ale nie do przesytu. Jem do momentu kiedy poczuję, że muszę sobie zrobić przerwę. Nazywam go Momentem Ufff. Każdy kęs, który leży poza nim, traktuję jako objadanie się.
Dzięki jedzeniu do syta, nigdy nie mam poczucia smutku i rozdrażnienia, odchodząc od stołu.

Jem wszystko, na co mam ochotę, oprócz zapalników. Oczywiście w granicach rozsądku. Łatwo mi unikać śmieciowego jedzenia, bo go zwyczajnie nie kupuję, ale jeżeli raz na jakiś czas mam ochotę na frytki, to je zjem.
Czy od tego nie przytyję? Jeżeli będzie to faktycznie raz na jakiś czas, to nie. Zwróćcie uwagę na to co jedzą ludzie szczupli. Samą sałatę? Nie. Same słodycze i fast food? Też nie. Ludzie mający normalną wagę, nie popadają w żadne skrajności.

Nie uznaje dokładek. Nie najadłam się obiadem? Ależ oczywiście, że się najadłam; porcja była wystarczająca. To tylko moja wyobraźnia pracuje na dawnych obrotach i produkuje uczucie „pustego żołądka”. No cóż. Muszę przemęczyć się kwadrans, tak aby sygnał o najedzeniu dotarł do mózgu. I robię to.
Kiedyś dokładki były moją zmorą; jedna, druga, dziesiąta… i zamiast obiadu robiła się wilcza uczta.
W końcu zlitowałam się nad sobą i wykreśliłam słowo „dokładka” ze swojego słownika. Nie ma i już.

Nie podjadam. Po posiłku zamykam buzię i otwieram ją dopiero na posiłek następny.

Jem siedząc przy stole, zawsze w tym samym miejscu, o tej samej porze. Straszne nudy, co?
No tak; nudy i wytrenowany mózg, który wie, że jedzenie przychodzi regularnie i nie trzeba panikować. Nasz umysł czuje się bezpiecznie w powtarzających się rytuałach, dlatego mu je zapewniam.

Zostawiam na talerzu ostatni kęs. Symbolicznie. Po to, żeby trenować moją silną wolę. Do wielu rzeczy może się jeszcze przydać.
To jest zdecydowanie nawyk „dnia piątego”. Praktykuję go dopiero od niedawna i czasami mi nie wychodzi.
Nie polecam wprowadzać go w „dniu pierwszym”, gdyż może być to frustrujące.

Nie jem po 18stej. Już widzę twoje przerażenie, ale spokojnie. To nie jest jakaś sztywna zasada, której NIE MOŻNA ABSOLUTNIE ZŁAMAĆ. Tak po prostu wypada.
Dlaczego? Bo wieczorem zwyczajnie nie jestem już głodna. Moje ciało doskonale wie, że nadchodzi czas spoczynku i nie domaga się nowych porcji energii.
Może zaburczy mi w brzuchu o 22.00. No i co z tego? To nie powód, żeby lecieć do lodówki.
Mam na nie lepszy sposób. O 21 parzę dzbanek herbaty ziołowej lub owocowej (bez teiny) i siorbię przed telewizorem lub przy książce.
O 23 idę spać.

A teraz zdradzę wam obiecaną tajemnicę.

Oto dwa z nawyków odpowiedzialnych za moją niezmienną, idealną (dla mnie) wagę.:

Długa przerwa.
Śniadanie jem o 9.00, a kolację  około 18.00. Między nimi jest więc 15 godzin przerwy.
Na tyle czasu daję mojemu żołądkowi święty spokój. Odpuszczam jelitom, śliniankom, trzustce, kwasom i każdemu elementowi układu trawiennego. Finito, fajrant, free time!
No bo po co go tak ciągle obciążać!?
Dzięki temu nie chodzę już z wydętym brzuchem, bo w moich jelitach nie zalega jedzenie. A rano bez problemów idę do toalety.
To powrót do intuicji i zdrowego rozsądku. Przecież nawet się mówi: „Daj mu czas, żeby to przetrawił i wyciągnął wnioski.” Dlaczego więc nie robimy tego w stosunku do siebie?
Dajmy sobie czas na dokładne strawienie i wyciągnięcie składników odżywczych.

W 90% jem  jedzenie nieprzetworzone.
To jest dla mnie już tak oczywiste, że prawie zapomniałam napisać o tym punkcie.
Stronię od chemii i innego syfu. Moje ciało nie jest śmietnikiem, żeby wrzucać do niego śmieci.
Zawsze w głowie dźwięczą mi słowa Alberta Einsteina: „Tylko człowiek jest na tyle inteligentny, żeby wyprodukować swoje własne jedzenie i na tyle głupi, żeby je jeść.” Ja chcę być mądrzejsza.

Zwróćcie uwagę, że jest to 90%, a nie 100%. Czasem pozwolę sobie na coś niekoniecznie-zdrowego (jak owe frytki), ale nie codziennie i nie do każdego posiłku.
To co jemy w 90% kształtuje naszą sylwetkę, a nie odwrotnie.

I na koniec:
Nie igram z moimi nawykami. Nie wystawiam ich na próbę. Wyrabiałam je w sobie długo, więc każdy traktuję jak skarb.
Pokusa żeby odpuścić pojawia się często:
Jestem na wyjeździe i ciężko o idealne warunki; jedzenie na mieście, inny plan dnia…
Rodzina mojego chłopaka organizuje imprezę; szampan się leje, a ja stoję z soczkiem jak cielak…
Jestem ze znajomymi i pada propozycja pójścia do nowego bistro; zamówimy tylko przekąski….
W takich momentach mówię sobie: Oj Ania, tylko raz…
Ale potem dociera do mnie, że to nie jest tego warte. W nowym mieście znajdę coś fajnego do jedzenia, w nowym bistro zamówię oryginalną herbatę, a na imprezie wzniosę toast bez bąbelków. I co? Stanie się coś?
Nie ma sensu majstrować przy fundamentach na których stoję.

15 komentarzy

  • Monika

    Ten (świetny) tekst trafił do mnie w 200% ! Ja akurat jadam co 3h nawet czasem bez uczucia głodu, a żeby utrzymać swój rytuał dnia i nie panikować, gdy po pominięciu posiłku złapie mnie wcześniej głód – i co teraz?? Dlatego nie majstruje w godzinach 🙂 Ale w przerwach od kolacji do śniadania podobnie jak Ty Aniu – mam 14-15 godzin 😉

    Listopad 17, 2015 at 10:22 am
  • andzia

    Kochana Aniu! Dziękuję Ci za te wszystkie mądre rzeczy które piszesz…Oby mi się udało

    Listopad 17, 2015 at 3:41 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Nie ma się co „udawać”, to trzeba zrobić. I Ty to zrobisz. Tak jak ja i setki innych Wilczyc.
      Chodź!

      Listopad 17, 2015 at 4:43 pm
  • necia

    Ja tez staram sie jesc do 3 godz. Czasem sie udaje. Ale czas pomiedzy posilkami jest dla mnie istną katorgą. Od lipca sie staram..ale ostatnio Wilk dał mi znow popalic. Nie umiem sie pozbierać bo wraca z podwojną siłą 🙁

    Listopad 17, 2015 at 5:33 pm
  • Kasia

    piszesz o jedzeniu jak o paliwie – jesz, aby przeżyć- czy jedzenie już nigdy nie będzie dla Nas po prostu przyjemnością?

    Listopad 17, 2015 at 6:43 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Jedzenie tak długo było moim narkotykiem, że zupełnie zapomniałam o jego utylitarnych funkcjach. My Wilczyce musimy sobie o tym przypominać każdego dnia. Jedzenie to WIELKA przyjemność (zobacz na mój instagram jak smacznie jem), to paliwo, to okazja do spotkań… Jedzenie może być wszystkim, czym jest dla człowieka, ale już nigdy nie będzie tak „po prostu”. Nie, niestety.

      Listopad 18, 2015 at 7:56 am
  • Curves to Love

    Ohh, świetny wpis. Muszę wypróbować Twoje nawyki żywieniowe! pozdrawiam xoxo

    Listopad 18, 2015 at 12:09 am
  • Dziewczyna

    Cześć Ania:)
    Zacznę od tego, że bardzo szanuję Cię za Twoją inicjatywę i za wysiłek, który wkładasz w pomoc Wilczycom takim jak ja. Dziękuję razy tysiąc.
    Piszę ten komentarz, żeby zwrócić Twoją uwagę na punkt widzenia, którego być może nie uwzględniłaś decydując się na realizację cyklu „Życie po wilku”. Zaglądam na Twoją stronę/facebooka/instagrama codziennie. Szukam inspiracji, motywacji, rady w słabszych chwilach (walczę od czterech miesięcy). Jednak posty z najnowszego cyklu mają na mnie wpływ, jak zakładam, odwrotny od zamierzonego. Czuję się przytłoczona, daleka od Ciebie… Wiem, że dążę od tak wielu dni do miejsca, w którym jesteś, jednak te idealistyczne (dla mnie) obrazy tylko ukazują mi, jak daleko od niego jestem. Jak się pewnie domyślasz, nie odbija się to dobrze na moim samopoczuciu, a to przekłada się na wszystko inne.
    Bardzo nie chciałabym, żeby zabrzmiało to jak złośliwa krytyka. Bardzo cieszę się Twoim szczęściem i nie chciałabym też wyjść na egoistkę. Jednak zmotywowała mnie do napisania tej uwagi myśl, że może inne osoby, z myślą o których prowadzisz swoją działalność, mają podobne odczucia, a wtedy Ty pewnie chciałabyś o nich wiedzieć i je uwzględnić.
    Trzymaj się mocno i bądź szczęśliwa. Dzięki za wszystko jeszcze raz.

    Listopad 18, 2015 at 10:08 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Kochana, przez ten cykl chcę pokazać, ze życie po wilku toczy się normalnie.
      I dla każdego z nas może się tak toczyć. Droga nie jest długa; to tylko droga pomiędzy jednym posiłkiem i drugim nie zawalona dodatkowym, zbędnym jedzeniem. Tylko tyle dzieli nas od tego uśmiechu i normalnego funkcjonowania; i Ciebie i mnie- jeden kompulsywny kęs.
      Ja go nie biorę.
      Dlaczego Cię to dołuje? Bo nie wierzysz, że możesz tę drogę przebyć.
      Ja Cię jednak zapewniam, ze się mylisz. Możesz.

      Listopad 19, 2015 at 12:48 pm
      • Monika

        A ja od kiedy zauważylam nowy pomysl / cykl Ani mam poztywne odczucia. W pamieci najbardziej zostalo mi zdjęcie przed oczami pokoju zza drzwi: zycie po wilku to bez lęku zostanie samemu w domu.Nie cytuje, ale cos w tym stylu. Naprawde pomaga to zacząc patrzec racjonalnie na to co jest normą, a co nie, co już się osiągnęło, a na czym trzeba jeszcze popracować. Super Ania, super !! Dawaj tak motywująco-wzurszające fotki ! Ps. Nie przyjmij tego „Dziewczyna jako krytyki z mojej strony 🙂

        Listopad 19, 2015 at 8:21 pm
  • Żaneta

    Doczekałam się tego wpisu, dziękuje i chciałam Ci powiedzieć ,że utożsamiam się z Twoimi nawykami , chociaż są wyjątki, np: ze względu na moja prace, a pracuje w hotelu na kuchni, jestem kucharzem, niestety zjedzenie posiłku na siedząco przy stole ,to prawie nie wykonalne , w pracy mam bardzo busy, ale w domu zawsze przy stole , tak jak należy . Obecnie zjadam 4 posiłki dziennie, ale to akurat kwestia indywidualna . Uczę się zostawiać ostatni kęs na talerzu, tak jak piszę ,ucze się ,bo dzisiaj szybko jadłam w pracy śniadanie i okruszka nie zostawiałam Hihihi , zapomniałam 🙂 Wiadomo zdrowe nawyki trzeba sobie wypracować , a ja nie obijam się pod tym względem.
    Dziękuje ,że jesteś i pozdrawiam serdecznie 🙂
    Ps: dodam tylko, że jedzenie zdrowe smakuje baaaardzo !

    Listopad 18, 2015 at 10:58 pm
  • Jelizawieta

    Aniu, co sądzisz o IF (Intermittent Fasting)???

    Listopad 24, 2015 at 12:23 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Nigdy nie słyszałam o tym terminie, ale okazuję się, że sama tak robię. Aczkolwiek nie jako metodę „żeby szybko schudnąć” czy inne jakieś szkodliwe głupoty 🙂

      Listopad 24, 2015 at 4:11 pm
  • Iwona

    Wracam tu zawsze… dajesz wiarę, że można, że się uda 🙂 jestem w trakcie 3 miesiąca kuracji, generalnie jest ok, ale boje się, że na razie jestem tylko „uśpiona” dzięki tabletkom… czekam na terapię z psychologiem… musi się udać, kto ma wyjść z tego bagna jak nie ja…my wszystkie 🙂 ps. też przechodziłam etap kiedy nie mogąc jeść kupowałam miliony pierdół, tony ubrań, wszystko żeby jakoś oszukać swoją głowę… eh nie chce nawet o tym myśleć (zaległe długi jeszcze spłacam! 8lat…koszmar)

    Listopad 24, 2015 at 6:19 pm

Skomentuj

INSTAGRAM