5 żelaznych zasad zdrowiejącej Wilczycy

Uwaga, drukujemy i wieszamy na lodówkę:

1. Jedz tyle, ile potrzebuje Twoje ciało.

Nie połowę tego w ramach restrykcyjnej diety, ani nie dwa razy tyle w ataku objadania się, który jest nieodzownym jej następstwem. Gdy będziesz jeść ile trzeba, będziesz ważyć tyle ile trzeba. Nie staniesz się ani za gruba ani za chuda, lecz taka jaką zaprojektowała Cię natura – szczupła i sprawna. W świecie zwierząt, do którego – niespodzianka – my też należymy, tylko takie osobniki mają szansę na przeżycie i przekazanie swoich genów dalej.
Nie wiesz ile to jest „normalnie”? Nie przejmuj się, Twoje ciało to wie. Jeżeli przestaniesz karmić je śmieciami, już niedługo samo Ci to powie za pomocą głodu i sytości.

2. Odżywiaj się dobrym jedzeniem.

Zadaj sobie trud by coś ugotować, zrób zakupy, poświęć na to trochę czasu. Odgrzana w mikrofali parówka czy zjedzona w locie bułka nie załatwią sprawy. Niech takie działanie nie pomyli Ci się z oszczędnością czasu. Potem dwa razy dłużej będziesz się objadać i kompensować.
Odpuść także perfekcjonizm w tej kwestii. Nie musisz od dzisiaj odżywiać się super zdrowo (ZERO słodyczy, ZERO białej mąki, ZERO czegoś tam). Wystarczy, że będzie dobrze w osiemdziesięciu procentach . Jeżeli zjesz czasami pizzę, drożdżówkę czy pierogi, naprawdę nic się nie stanie. To nie musi być czarno – białe: albo jem tylko zdrowo, albo obżeram się syfem. Idź drogą środka.

3. Jedz gdy jesteś głodna.

Nawet jeżeli nie wybiła jeszcze tak zwana „godzina posiłku”, albo dopiero co zjadłaś. Zrozum, głód to nie złośliwość organizmu, to nie żart z jego strony i nie jaja, które robi sobie Twoim kosztem. Jeżeli sugeruje że jest GŁODNY to znaczy, że… jest głodny. Skończyło mu się paliwo i nie ma się co kłócić, że przecież jeszcze powinno być. NIE, tak samo jak nie dyskutujesz z czerwoną lampą w samochodzie, tak nie dyskutuj z własnym ciałem. (Przeczytaj artykuły o braku głodu, głodzie ekstremalnymgłodzie emocjonalnym, aby mieć jasność co jest czym.)
Zaobserwuj jak zachowują się normalne osoby, w jego obliczu – robią sobie kanapkę, zjadają ją i mają spokój. Jak zachowuje się Twój pies? Przecież nie marudzi że jeszcze nie pora karmienia.

4. Nie bój się jedzenia za dużo.

Bój się jedzenia ZA MAŁO – „pomijania” posiłku, „przegłodzenia się na drugi dzień po”, zasypiania głodna, oszczędzania kalorii. Nie ma czegoś takiego jak zaoszczędzona kaloria. Jest tylko kaloria pożyczona. O zwrot każdej z nich organizm upomni się już wkrótce i to ze sporą nawiązką.
Zaoszczędzisz 1000 kcal – obeżresz się na 2000 kcal, zaoszczędzisz dziesiątki tysięcy podczas anoreksji – zjesz setki tysięcy gdy już wpadniesz w poanorektyczne obżeranie się. Więc jeżeli przychodzi Ci do głowy myśl, że udało się dzisiaj zjeść mniej, niech raczej Cię ona przerazi, niż ucieszy.

5. Porzuć marzenia o nierealnej wadze.

Nie raz widziała dziewczyny, które spokojnie mogłyby z tego wyjść, ale ciągle naiwnie liczyły, że jednak uda im się wbić w rozmiar XS. Cały czas próbowały być na diecie i cały czas miały napady. Niestety w tej grze nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Zdecyduj się na NORMALNY rozmiar, a zyskasz znacznie więcej niż mogą dać Ci cyferki na wadze. To mogę Ci obiecać w ciemno.

*

Kochana, myślę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie, zapraszam Cię więc na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Zobacz także pierwszą lekcję kursu online: Lekcja 0

19 komentarzy

  • OL.P

    Ja jestem znów na etapie myślenia, że każda kaloria oszczędzona nie jest pożyczoną… Że mogę się wbić w XS znowu, skoro raz się udało… I że tym razem tak zostanie po wieki wieków. Znów balansuję na granicy świadomości normalności i pokusy dawnej chudości..

    Październik 13, 2017 at 10:06 am
    • Ilia

      Pomyśl że wszystkie tak myślimy i wszystkie na tym myśleniu wychodzimy z dodatkowymi kilogramami i zrytym łbem. Statystycznie więc Twoje szanse są bliskie 0. Szkoda energi, równie dobrze mogłabyś liczyć na to że zarobisz na życie grajac w totka.

      Październik 13, 2017 at 2:01 pm
  • Xxx

    Siedze w tym juz 6-7 lat i czasami ciezko jest sie juz połapać co jest „dobre”, a co „zle”. Aniu, jakbyś mogła rozwinąć ten temat lub odwołać mnie do wpisu na blogu (moze cos przeoczyłam) bo ja chyba nie wiem co tak naprawdę oznacza zdrowe jedzenie. Nie umiem odzielić wsród swoich posiłków tych zdrowych od tych niezdrowych. Od poczatku czerwca tego roku zaczelam czytac Twojego bloga. Z dniem zagłębienia sie w posty po prostu przestałam wymiotować. Nie umiem jednak przestac obsesyjnie myslec o jedzeniu. Od czerwca troszke przytyłam i sprawia to, ze z dnia na dzien co raz ciężej jest mi sie powstrzymać. Staram sie jesc to na co mam ochote i kiedy mam ochote ale wydaje mi sie, ze problem leży w wyborach jakie podejmuje kazdego dnia. Pozdrawiam ciepło i dziękuje, ze uratowałas mi zycie.

    Październik 13, 2017 at 11:08 am
  • Magda

    Tylko pytanie – Jaki to jest normalny rozmiar?

    Październik 13, 2017 at 12:20 pm
    • Ilia

      Normalny to prawdopodobnie taki jaki miałaś przed odchudzaniem o ile nie miałaś wtedy nadwagi lub nie byłaś małym dzieckiem. Normalny rozmiar to taki, który naturalnie przyjmuje Twoje ciało po pewnym dłuższym lub krótszym czasie jedzenia normalnie (normalnie czyli w 80% zzdrowo, nie za duzo, nie za mało, uwzględniającego że czasem się przejesz na świętach czy u cioci na imieninach zjesz 2 kawałki sernika jak wszyscy normalni ludzie). Po jakimś czasie przestajesz obsesyjnie myśleć o jedzeniu, jesz w odpowiedzi na fizjologiczna potrzebe organizmu a nie z emocji, nudy czy czego tam jeszcze. Temat odchudzania i idealnej figury zaczyna cie nużyć, bo orientujesz się że wszyscy mają to w dupie czy wazysz 10 w te czy te, a w życiu nagle okazuje się że są inne ważne sprawy jak relacje z ludzmi, Twoje hobby, Twój związek, Twoja praca i to że chcesz pojechać na wakacje albo nauczyć się czegoś nowego. I do żadnej z tych rzeczy nie jest potrzebna Ci sylwetka XS. Któregoś dnia patrzysz w lustro i zauważasz że chyba wyglądasz nieźle, właściwie to całkiem dobrze, ale nie ma euforii z tego powodu, bo masz już ważniejsze rzeczy na głowie i znacznie przyjemniejsze

      Październik 13, 2017 at 1:49 pm
      • NeoF

        Podejrzewam, że ta idealna waga może być różna na różnych etapach życia. raczej nie sądzę, ze w wieku 43 lat, po urodzeniu dwójki dzieci nadal będę wchodzić w spodnie z liceum. Niestety, z tym także trudno się pogodzić.

        Październik 13, 2017 at 8:26 pm
        • NeoF

          I skąd wiedzieć, że to właśnie ta nasza naturalna waga na danym etapie życia i nie ma sensu z nią walczyć ;(
          Mam tu na myśli swoje 6 kg na plusie w czasie ostatniego półtora roku, gdzie jadłam zdrowo i byłam aktywna fizycznie 2, 3 razy w tygodniu. A waga w górę… (badania pod kontem cukru, tarczycy itp. nic nie wykazały)

          Październik 14, 2017 at 12:21 pm
      • Agata

        Dokładnie o to chodzi!

        Październik 20, 2017 at 4:37 am
  • Gaba

    Wychodzi na to, że domowe jedzenie (np pierogi) nie są zdrowe i jedzenie ich to to 20%… Czy to miałaś na myśli?

    Październik 13, 2017 at 2:32 pm
    • kociaq

      Hmmm, przyznam, że z pierwszą odpowiedzią i się zgadzam, i nie. Powiem tak – pierogi pierogom nierówne. W takich z farszem z osobiście przez nas zmielonego kawałka mięsa, cebuli i przykład/ półtłustego twarogu i szczypiorku/ soczewicy z przyprawami/ szpinaku z fetą to według mnie zupełnie zdrowy, kompletny posiłek. Czy w każdym posiłku musimy mieć koniecznie dużo błonnika? Jeśli jem tak:(w sumie podam typowe menu, z założeniem, że mam n obiad standardową ilość pierogów zjadanych „na raz” – od 3 lat trzymam na tym wagę i nie mam ED): ś: 2 kromki razowego chleba posmarowanego awokado + 2 jajka + + domowe ciastko z płatkami owsianymi i rodzynkami; 2 ś: jabłko, serek wiejski, kilka wafli kukurydzianych; o: 10 pierogów + buraczki, na deser znowu takie ciastko, jak rano + na kolację kromka razowego chleba, mała, pojedyncza pierś z kurczaka i jakieś warzywa do pochrupania to chyba nie umrę z braku błonnika. Każdy nadmiar szkodzi, wiadomo od starożytności :):):).

      Październik 15, 2017 at 1:57 pm
  • Ilia

    Gaba, nie wiem czy pierogi nie są zdrowe, ale Ty będziesz wiedzieć na pewno. Czy jesz je 5 dzien z rzędu czy raz na jakiś czas? Czy jesz je bo chcesz się napchać czy też może własnie potrzebujesz wysokoenergetycznego i pozbawionego błonnika posiłku, bo czujesz się osłabiona? Co jadłaś tego dnia? Może pozostałe 2-3 posiłki są zbilansowane i te pierogi nie robią różnicy? A może cały dzien jedziesz na bułkach i kawie z automatu i teraz te pierogi.. Może zjadasz pierogi a do nich sałatkę wielką, bo nienawidzis warzyw i to jest jedyny sposób dla ciebie na przełknięcie ich gdy zjesz je z pierogami. Może wychodzisz z anoreksji i potrzebujesz wysokokalorycznego posiłku i te pierogi ratują Ci życie? A może bardzo się stresujesz egzaminem, masz biegunkę i potrzebujesz zjeść coś ciepłego co nie ma błonnika bo nie chcesz latac do kibla.. naprawdę od kontekstu złożonego zależy czy coś jest zdrowe czy nie. Dla uczulonego na jarmuż nie będzie on zdrowy.. także sama będziesz wiedzieć czy to co właśnie jesz – robisz dl a siebie czy dla choroby.

    Październik 13, 2017 at 2:54 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, kim Ty jesteś? Chciałam trzy razy odpowiedzieć na komentarz i trzy razy zobaczyłam, że ktoś odpowiedział dokładnie tak jak zrobiłabym to ja! Jesteś moim alter ego? Astralnym bliźniakiem? Hahahah 😀

      Październik 13, 2017 at 6:42 pm
    • Kasia

      Jak by się dało „lajknełabym” ten komentarz 😉

      Październik 17, 2017 at 1:15 pm
  • Your name

    Kochane, na ED cierpiałam od 10 lat… na bulimię chorowałam ponad 3 lata. I dziwiło mnie, czemu nie mogę zajść w ciążę… no tak… organizm by temu nie podołał. Od ponad pół roku zakończyłam tą bezsensowną pogoń za rozmiarem XS. Stosuję się do 5 żelaznych zasad… i wiecie co??? Odżyłam…moje małżeństwo rozkwita na nowo, znów wychodzę do przyjaciół…spełniam się w pracy… a… właśnie… najważniejsze… jestem w 4 miesiącu ciąży… It’s a girl! Aniu…dziękuję Ci :*

    Październik 13, 2017 at 5:14 pm
  • B

    Tak czytam, czytam… I doszlam do wniosku, że dobrze byłoby zabrać się za siebie. Problem polega na tym, że nie wiem jak. Przejrzałam twoje posty o jedzeniu według zapotrzebowania, ale! jem po 1500 kalorii dziennie od ponad roku… W momencie wejścia na 1800 przytyłam 4kg… I nie, nie była to ani woda ani treść jelitowa. Trenuje, jestem instruktorka pump, przecież to fizycznie niemożliwe żebym tyla! Od dwóch miesięcy biorę leki na niedoczynnosc, ale efektów brak. Dzisiaj miałam napad. Pierwszy raz od roku. Ale taki, że bolą mnie aż plecy a żołądek wystaje bardziej od biustu… Boże.
    Jakieś rady? Kochana, jak wyjść na prostą?

    Październik 13, 2017 at 8:22 pm
    • Klaudyna

      Kochana, a czy Ty po tak długiej niskokalorycznej diecie, nie ważysz po prostu za mało? Może Twoje ciało potrzebuje tych 4 kg?

      Październik 17, 2017 at 9:00 am
  • Kasia

    Odkąd choruje nadal nie wiem co to umiar. Nie rozumiem pojęcia -raz na jakiś czas. Ale jaki czas? Tydzień, Dwa? Miesiąc, Dzień, Rok? Ile. Po komentarzach wyżej dochodzę do tego, że może zależy to ode mnie. Nie wiem, poprawcie mnie proszę. Każda wiedza jest przydatna. Wiem, że nie tylko ja mam z tym problem i może dla tego w kółko jem to samo. Non stop. tzn ileś tam przepisów na posiłki i to wszystko. Kiedy się wyczerpią od początku… No i oczywiście zeszłam z tematu :/ Jak sobie radzicie z tym -raz na jakiś czas- ? Kiedy jeść słodycze, ile warzyw w tygodniu, ile mięsa? A jeśli ktos lubi? A jeśli ktoś nie mam innej opcji? A kiedy ktoś chce ale jego zapalniki mu w tym przeszkadzają? Strasznie dużo pytań, no ale cóż taki wiek :/ 🙂 Nie wierze lekarzom. Sobie też nie wierze i kogo tu się słuchać a pro po jedzenia. Ehhh i że przeciętni ludzie nie muszą mieć z tym problemów… Jak sobie radzicie patrząc na ten poblem?

    Październik 17, 2017 at 1:27 pm
  • Natalia Julianna

    Mam nadzieję, że to pomoże w jakikolwiek sposób… Jestem po EDNOS anorektyczno-ortoreksyjnym. A od kilku miesięcy jestem na fali kompuls/cięcie/kompuls i tak cały czas. Problem w tym, że mama nie widzi problemu bo nie mam nadwagi 52kg przy 162 wzrostu, a tata tylko jakoś tak w talerz mi patrzy. Kompulsy mam zawsze jak go nie ma. Przy mamie się nie blokuję. Ona jest ektomorfikiem, je co chce o jest w typie wysoka i szczupła. Ja nie. Ja jestem normalna. Piszę to po kompulsie. Kolejnym. Ostatnio jedyne co wypracowałam to „ograniczenie kalorycznosci”. Wpycham sobie chleb/owoce/zupy krem warzywa. Staram się ograniczać rzeczy kaloryczne. Czasami kupuję te bardzo duże jogurty i zanim zdążę coś innego pochłonąć to szybko go zjadam bo jest tak duzy ze zapycha na amen. Ale wstyd jest caly czas. Bo widać ze lodowka czy szuflada pusta po mnie zostaje. A ja sie czuje okropnie. Jak słabeusz.
    Przepraszam ze tak nieskładnie, ale jestem strasznie zdenerwowana. Właśnie wysunęła m jakies 2000kcal. Moze mniej trochę. Ale to i tak dużo. Więcej niż mam jeść dziennie.
    Z tej listy zauważyłam jedna rzecz, ktora jest dla mnie czyms nie do przejścia. Caly czas chce zacząć ale boje sie teraz. Mowie sobie to za tydzień jak wyrownasz te nazarte kalorie. A potem kolejny kompuls. I znowu czekam. Bo się boję. Boję się że przytuje jesli tak bez przygotowania zacznę jeść ile powinnam. A ile powinnam? Skoro codziennie robię coś innego? Lubię ćwiczyć. Lubię od dziecka. Ale nie wiem co ze sobą zrobić.

    Październik 21, 2017 at 3:10 pm

Skomentuj

INSTAGRAM