Abstynencja i trzeźwość

abstynencji pisałam wiele i chętnie. Gdy ją mam, trzymam Wilka na dystans.
U mnie wyglądała ona mniej więcej tak: trzy posiłki o ustalonych porach, nie tykanie zapalników, nie przejadanie się. Codziennie to samo, tylko dzisiaj.
Bez myślenia że tak już będzie na zawsze i do końca życia. Buuu, już nigdy nie zjem słodyczy. Nie! Po prostu dzisiaj ich nie zjem, bo one mi szkodzą.
Wiedziałam, że stroniąc od starych, chorych schematów, umacniam te dobre.
I faktycznie, z każdym dniem Wilk odzywał się co raz mniej, co raz rzadziej – cichł jego głos.
Aż w końcu ucichł zupełnie.

Na początku w ogóle tego nie zauważyłam. Czułam, że coś się zmieniło, ale nie potrafiłam powiedzieć co. Nagle jedzenie stało się dla mnie zupełnie naturalne, tak jak oddychanie czy spanie.
Zaczęłam przyglądać się temu nowemu uczuciu… i nie byłabym sobą, gdybym nie postanowiła go zbadać.
Zrobiłam więc eksperyment z zapalnikami, o którym pisałam niedawno i stwierdziłam, że one nie mają nade mną mocy.
Hmmm. Co się stało?

Zaczęłam grzebać w internecie, aż w końcu na Roberta Rutkowskiego, autora książki „Oswoić Narkomana”, terapeutę, który sam przeszedł przez piekło uzależnienia.
Akurat organizował spotkanie w Warszawskim Empiku. Lecę! Siadam w pierwszym rzędzie!
Słuchałam tego mądrego człowieka w ogromnym skupieniu.
I w pewnym momencie zadał on takie pytanie: Czym różni się abstynencja od trzeźwości?
To proste – pomyślałam.
Tym, że abstynencja to nieużywanie danej substancji, mimo że każda komórka ciała o nią woła. To życie na ciągłym wdechu: Teraz  NIE ćpam, NIE piję, NIE objadam się.
NIE ROBIENIE tego czegoś staje się treścią mojego życia.
Abstynencja to liczenie dni od ostatniego razu, to dziękowanie każdej nocy za kolejne czyste 24h. To unikanie z całych sił zła, które zwykliśmy sobie robić.
A trzeźwość?
Trzeźwość to NIE myślenie o tym w ogóle.
To w pewnym sensie stan sprzed nałogu. Trochę tak jakby się to nigdy nie stało. Nie trzeba już myśleć o nieużywaniu swojego narkotyku, bo w ogóle nie ma się na niego ochoty.
Trzeźwość to zaleczona rana – ładna, czysta blizna.
Trzeźwość to wypisanie się ze szpitala Abstynencji i podjęcie upuszczonego życia na nowo.

I wtedy do mnie dotarło: Ja, Anna Gruszczyńska, wytrzeźwiałam.
Przeszłam na drugą stronę, stanęłam obiema stopami na lądzie Żywych. Moim życiem nie rządzi ani nałóg, ani jego brak. Bulimia to po prostu zamknięty etap, tak samo jak podstawówka czy liceum.
Już nie muszę nazywać siebie trzeźwą bulimiczką, bo nie jestem ŻADNĄ bulimiczką. Jestem Ania – człowiek.

Jesteście sobie w stanie wyobrazić jak się poczułam? Puściły ostatnie więzy choroby, która rządziła moim życiem odkąd pamiętam! Jaka wolność, lekkość, euforia! Tak czuję się większość ludzi wobec jedzenia? Wow! Dla mnie to zupełna nowość!

Teraz wiem na pewno, że niezależnie od sytuacji życiowej, nie sięgnę po kompulsywne objadanie się.
Wiem też, że nie muszę kurczowo wystrzegać się danego typu produktów (chleb, słodycze), bo nawet jak je zjem to NIC mi się nie stanie.
Mogę zjeść sobie, od czapy, miskę truskawek, bo akurat MAM NA NIE OCHOTĘ. I nie znaczy to wcale, że przekroczę jakiś limit kaloryczny.
Po prostu na kolację zjem mniej, ale to dlatego że będę mniej głodna, a nie dlatego że coś „ręcznie” wytnę z tego posiłku.

Dojście do tego momentu zajęło mi niecałe dwa lata. To bardzo krótko.
I tylko pierwsze kilka miesięcy wiązały się z poważnym dyskomfortem abstynencji.
Warto było przeżyć te wszystkie odliczone czyste dni, te wszystkie fale i trudne momenty. Teraz mogę po prostu i jeść i żyć.

A kiedy Ty zaczniesz swoje zdrowienie?

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-06-20T09:13:03+00:00 20 Czerwiec, 2016|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , , |

36 komentarzy

  1. Beata Czerwiec 20, 2016 w 11:29 am - Odpowiedz

    Ja zaczęłam swoją abstynencję dokładnie 47 dni temu. Po tym jak przeczytałam Twój tekst o tym , jak na nowo zaprogramować swój mózg. Od tego czasu programuje go nowo i jest super! Z każdym kolejnym minionym dniem chcę aby tych dni było jak najwięcej i wierze, ze kiedyś tez będę mogła powiedzieć o sobie , ze jestem trzeźwa.

    Aniu, dziękuję Ci bardzo ze dzielisz się z nami swoja wiedzą!

    • Wilczo Glodna Czerwiec 20, 2016 w 7:43 pm - Odpowiedz

      hurrrraaaaa! Whooop whooop! Gooooo girl 😀

    • Ania The Wolf Czerwiec 20, 2016 w 8:11 pm - Odpowiedz

      Gratuluję! Tak trzymaj dziewczyno! Wielki szacun 😉

  2. Ania The Wolf Czerwiec 20, 2016 w 4:24 pm - Odpowiedz

    Hm… Też chciałabym poczuć tę wolność, jak „za starych czasów”, kiedy moje myśli zaprzątały sprawy codzienne i zwykłe problemy. Już nie pamiętam jak to jest :-/ Niby 30 dni czystych, ale z dwoma nawrotami, z których jestem strasznie niezadowolona! Nie jestem nawet. W stanie zaliczyć tego miesiąca jako mojego sukcesu. Jako perfekcjonistka muszę wszystko robić idealnie (taki wewnętrzny przymus). Stąd niezadowolenie :'( Porażka! Długa droga przede mną…najpierw muszę osiągnąć całkowitą abstynencję, a potem…może będzie już z górki?? Prawda??

  3. Ania The Wolf Czerwiec 20, 2016 w 4:32 pm - Odpowiedz

    A co najgorsze… Obecnie wkręciłam się w myślenie typu: „dlaczego inni mogą jeść slodycze czy chleb, a ja nie?!” – za co ta kara, co ja takiego złego zrobiłam… Ciągle pracuję nad sobą, by być lepszym człowiekiem. Co więcej moja tusza tak mnie dołuje, że wewnętrzny głos podpowiada mi: „przestań jeść, zrób sobie głodówkę oczyszczającą, schudniesz”. Kiedyś wytrzymałam nawet tydzień na samej wodzie! Wiem totalna głupota! :'( Dam radę, dam radę… ?!

    • Anyway Czerwiec 21, 2016 w 4:45 am - Odpowiedz

      Dasz radę DZIEWCZYNO! Kwestia czasu. Spokój, cierpliwość i wytrwałość. 30 dni to jest bardzo dużo. Szczere gratulacje od trzeźwego niegdyś żarłoka kompulsywnego! 😉 Dobrego Dnia!

      • Ania The Wolf Czerwiec 23, 2016 w 2:10 pm - Odpowiedz

        Dziękuję za wsparcie! Może kiedyś też będę nazywać siebie trzeźwą? Czekam na to z wytęsknieniem i nadzieją, nadzieją na lepszą przyszłość…
        A poza tym, Anyway, gratuluję! Gratuluję trzeźwości 🙂 To musi być totalnie zajefajne uczucie, ta wolność…hm…rozmarzyłam się trochę hehe 😉

    • ANYWAY Czerwiec 21, 2016 w 4:55 am - Odpowiedz

      Gwoli ścisłości. Ten czas, o którym mówię, to nie w tym sensie, że „aaa to ja se poczekam i popatrzę, co się stanie”. Czas jest Ci potrzebny, żeby wszystko w głowie weszło na właściwe miejsce, ale Ty nie zatrzymuj się w pozyskiwaniu wiedzy itp. Po prostu Twój mózg musi sobie wszystko przetworzyć. Sama zobaczysz, jak niebawem będziesz mieć niemal codziennie efekt „wow!”, bo nie tylko, że czegoś się dowiesz, ale dostrzeżesz, jak to pięknie się sprawdza i w Twoim życiu. Wiem, co mówię 😉 Trzymaj się :*

    • Dana Wrzesień 22, 2016 w 8:18 pm - Odpowiedz

      Aniu The Wolf. Wyobraź sobie, że na świecie są ludzie, którzy mają np. cukrzycę i też pytają „dlaczego inni mogą jeść słodycze, a ja nie?”, są też tacy, którzy cierpią na bezsenność i nie wysypiają się przez większość tygodnia… oni pytają „dlaczego inni mogą spać, a ja nie?” są też tacy, którzy mają sparaliżowany kręgosłup, jeżdżą na wózku i pytają „dlaczego inni mogą biegać, a ja nie?”
      Każdy z nas jest dobry. Tak po prostu Stwórca wymyślił, żeby nie było idealnie.
      Powiedz do siebie i swojego ciała, że je kochasz. Takie jakie jest. Zauważyłam, że kiedy siebie krytykuję i obrzucam obelgami za „ten obrzydliwy tłuszcz” to z miejsca odbieram sobie mnóstwo siły. Mam ochotę więcej jeść i przestać się starać. A z kolei kiedy jestem dla siebie życzliwa i myślę o sobie dobrze, to ciało współpracuje. Głowa współpracuje i nie chce mi się objadać, ćwiczę dla przyjemności i pamiętam o tym, że nie zobaczę zmian po 2 dniach.

  4. Anka Czerwiec 21, 2016 w 6:29 am - Odpowiedz

    Kurcze,
    Aniu The Wolf mam tak samo, zarzynam się tymi chorymi myślami…
    A właśnie tu tkwi dla mnie sedno trzeźwości.
    Abstynent tylko powstrzymuje się od tego, co go niszczy.
    Trzeźwy człowiek w pełni docenia każdy aspekt swojego nowego życia.
    Celebruje drobiazgi,
    jest cierpliwy, pokorny
    ale pełen dumy i siły.
    Ja ciągle tego szukam, ciągle się szarpię.
    I chociaż alkoholu nie tknęłam od trzech lat- wcale nie czuję się trzeźwa.
    Bo przecież od czasu do czasu zażeram się do nieprzytomności.
    Upijam się jedzeniem.

    • Ilia Czerwiec 21, 2016 w 6:44 am - Odpowiedz

      @ dziewczyny, perfekcjonizm to wielka przeszkoda i n ajego uporczywy głos trzeba reagować mniej wiecej tak samo jak na głos który namawia cie do jedzenia jeszcze i jeszcze. Głos gadziego wiadomo – żul, ignorujemy żula. Perfekcjonizm to żul w garniaku od Armaniego, co w tym złego że wszystko chcemy robić jak najdokładniej, jak najlepiej? To że najmniejsza rysa spowoduje że zboczymy z drogi. A wystarczy że bedziemy robić wystarczajaco dobrze, i to w zupełności wystarcza. Wczoraj na imprezie u przyjaciólki zjadłam na kolacje kawałek ciasta, a potem jeszcze troche chipsów. Nie obżarłam się, ale pojawiły się myśli – chipsy to syf, miałaś jeść zdrowo, nigdy się nie ogarniesz. No właśnie – normalnie po takiejimprezie dożarłabym się  wdomu bo i tak zawaliłam, a od rana kontynuowałabym jedzenie. Ale już umiem stopować te chore myśli. Jest coraz lepiej i Wam też się bedzie udawać. TYlko się nie wkręcajmy w pozornie niewinne perfekcjonistyczne slogany. One nam szkodzą.

  5. Anka Czerwiec 21, 2016 w 6:50 am - Odpowiedz

    Żul w garniaku.
    Wyborne porównanie!
    🙂 🙂 🙂 🙂

  6. Ania The Wolf Czerwiec 21, 2016 w 10:39 am - Odpowiedz

    Anka, Ilia… Macie rację. Sedno problemu tkwi w tych myślach! Jednak ciężko jest się zmienić. Moja podświadomość zawsze wmawiała mi, że jestem zerem, nieważnym elementem tego świata, bezwartościową istotą i tylko dzięki dążeniom zmierzającym do stania się idealnym mogłam jakoś zapełnić tę potrzebę oraz uzyskać profity w postaci pochwał czy dobrego słowa, z których de facto i tak nie potrafiłam cieszyć się zbyt długo, dalej harując jak Syzyf, tylko moim kamieniem była/jest wzorowa nauka, wysokie stopnie, ciężka praca, wycieńczające ćwiczenia, głodówki, idealne ciało czy całkowita czystość i abstynencja od jedzenia „tykających bomb z opóźnionym zapłonem” (bo one i tak zawsze wybuchają, tworząc czarną dziurę, która wsysa wszystko na swojej drodze… kilkakrotnie w taki sposób zawaliłam swój wymarzony weganizm :(). A perfekcjonizm najwidoczniej to kolejna wymówka: skoro nie udało się być czystym, to rozwalmy cały system 🙁 Najgorsze jest to, że sama siadam na te miny, a potem dziwię się, że pół d… mi urwało i muszę się sama zbierać… :'( Ale koniec wymówek! Czytam właśnie „W dżungli podświadomości” B. Pawlikowskiej i staram się pracować nad swoim myśleniem! Jest ciężko, ale jak pojawia się jakaś zła myśl, głos gadziego, to zamieniam ją w coś pozytywnego, albo odwracam uwagę, skupiając się… np. na pięknym przelatującym obok mnie niebieskim motylku 😛 Wam dziewczyny również życzę powodzenia 🙂 I dziękuję za wsparcie i pomoc. Jesteście Superwomen! 🙂

  7. Arleta Czerwiec 21, 2016 w 2:44 pm - Odpowiedz

    jak fajnie,ze jestescie -powoli a osiagniemy sukces a wygrana bedziemy sie delektowac na zawsze-pozdrawiam wszystkich-Arleta

  8. Kasia Czerwiec 21, 2016 w 5:46 pm - Odpowiedz

    Kiedy 3 dni temu znalazłam ten blog, nie mogłam uwierzyć ze ktoś opisał mój problem czyli kompulsywne objadanie sie. Czasem jest tak, ze głoduje całymi dniami a innym razem nie mogę skończyć jeść. Wszystko przeliczam na kcal, im mniej tym lepiej ale zdarzają mi sie czasem wpadki ze słodyczami, które mi nawet nie smakują:/ ja nie jestem otyła a mimo to widzę w sobie sam tłuszcz. Muszę odzyskać nad soba kontrole

  9. Marta Czerwiec 22, 2016 w 7:30 am - Odpowiedz

    Ale czy według Ciebie Aniu w takim razie można całkowicie wyjść z uzależnienia? Że można zamknąć etap uzależnienia od alkoholu, jedzenia, narkotyków itd.? Bo wiele teorii mówi, że można być TRZEŹWYM, ale uzależnionym pozostaje się do końca życia (w tym sensie, że trzeba uważać na siebie i stosować do zasad trwania w trzeźwości).

    Pamiętam też u siebie rok całkowitej abstynencji i wolności/trzeźwości, bez objadania. Wtedy wydawało mi się, że wyzdrowiałam, że etap problemów z jedzeniem mam za sobą. Przestałam się pilnować i przyszedł nawrót.

    • Wilczo Glodna Czerwiec 26, 2016 w 7:58 am - Odpowiedz

      Myślę, że przychodzi taki moment, że nie trzeba się „pilnować”. Widocznie byłaś jeszcze w tym etapie przejściowym (abstynencja) i zaczęłaś kombinować za wcześnie. Nie doczekałaś do etapu trzeźwości.
      Co do bycia do końca życia „narkomanem” to myślę, że jest tak, że do końca życia mamy w naszym mózgu ślad po uzależnieniu. Tak samo jak po języku, którym już nie potrafimy mówić.

  10. Anka Czerwiec 23, 2016 w 7:23 am - Odpowiedz

    Zapowiadajo dzisiaj upały.

  11. Anka Czerwiec 23, 2016 w 7:31 am - Odpowiedz

    I nie układa mi się grzywka.

  12. Anka Czerwiec 23, 2016 w 7:33 am - Odpowiedz

    Kurcze,
    faktycznie można pisać z d00py a nie z głowy
    i wszystko się elegancko publikuje….
    Ściskam serdecznie wszystkie „małomądre” 🙂 🙂 🙂

    • Ania The Wolf Czerwiec 23, 2016 w 2:05 pm - Odpowiedz

      Hehe przeprowadzasz jakieś eksperymenty? 😛
      Ja już przez te upały umieram, topię się niczym lód. Nie znoszę takiej pogody, wolę temp. max. do 25 st. :/ Ale nie ma co narzekać 😉 Cieszmy się z tego, co mamy 🙂

  13. Kasia Czerwiec 23, 2016 w 9:24 am - Odpowiedz

    Też jestem ponad 2 lata”czysta”,ale do końca życia będę bulimiczką.Teraz uważam,że nigdy do choroby nie wrócę.Mam sporo stresów i nawet nie pomyślałam,żeby odreagować poprzez chorobę.Ale nie wiadomo co będzie za miesiąc,rok.

    • Ania The Wolf Czerwiec 23, 2016 w 2:02 pm - Odpowiedz

      Dziewczyno, 2 lata jesteś „czysta”! Szacun! Gratuluję! Nie patrz w przyszłość i nie zastanawiaj się nad tym, co będzie, bo będzie wspaniale i na pewno się nie złamiesz, tylko będziesz żyć jako wolna osoba 🙂 Pozdrawiam cieplutko 🙂

  14. Ania The Wolf Czerwiec 25, 2016 w 6:02 am - Odpowiedz

    Tak się zastanawiam… Aniu i byłe Wilczyce, jak Wy to zrobiłyście, jak osiągnęłyście tę trzeźwość? Czytam posty, czytam książkę i chyba coś źle robię… 😐 Patrzę na swoje ciało i pragnę znowu być chuda jak anorektyczka, bo przynajmniej byłabym szczęśliwą anorektyczką (nawet jeśli byłoby to złudne uczucie) 😐 I jeszcze jedno ważne pytanie… Jak w końcu zaczęłyście zdrowo jeść, nie wymiotując i nie głodąc się, to czy wróciła Wam miesiączka i po jakim czasie? Moja pani ginekolog chce wywoływać ją lekami, czego nie chcę 😐 Dziękuję za odpowiedź 🙂

  15. kasia Czerwiec 25, 2016 w 12:19 pm - Odpowiedz

    Wchodzę w trzeci miesiąc abstynencji, znowu zaczynam podjadać zapalniki. Nie działają na mnie tak jak kiedys , ale czuje ze jadę po bandzie. Nie chce się stoczyć. Potrzebuję się z tym podzielić, aby znów odnaleźć motywację i sens w zdrowieniu. Pzdr wszystkich walczących.

    • Ania The Wolf Czerwiec 25, 2016 w 2:09 pm - Odpowiedz

      Dziewczyno trzymaj się! „Dawaj, dawaj i nie przestawaj”. Ja zaliczyłam już miesiąc, ale z dwoma wpadkami. Jesteś silna i podziwiam Cię 🙂 Mocno ściskam 😉

  16. kasia Czerwiec 26, 2016 w 9:07 am - Odpowiedz

    Dziękuję 🙂 dzisiaj juz spokojnie. Mam pytanie, czy kontrolujecie wagę?

    • Ania The Wolf Czerwiec 26, 2016 w 12:28 pm - Odpowiedz

      Hm… Myślę, że to w sumie zależy od osoby. Ja na razie nie ważę się. Boję się, że cyferki mogą zostać w mojej głowie, dołując mnie i równocześnie załączając myślenie typu: „Jesteś gruba, więc co ci szkodzi się najeść”. Zważyłam się tylko przed rozpoczęciem „Planu zmiany” udostępnionego przez wspaniałą Anię. I myślę, że będę się jeszcze ważyć, jak rozpocznę walkę z moim potworem 😛
      Chyba najzdrowiej będzie kontrolować wagę, np. co tydzień lub dwa, a najlepiej raz na miesiąc. Jednak Ty znasz siebie najlepiej 🙂
      Ps. U mnie też spokojnie, choć nie obyło się bez „psychicznych sztormów”… Pozdrawiam serdecznie 🙂

  17. Katarzyna Czerwiec 26, 2016 w 7:56 pm - Odpowiedz

    Hi kobitki czytam czytam i czytam o sobie sprzed 12 lat. Tak przez 10 lat chorowała na bulimie. Potem terapia, terapia prywatna terapia i bulimia poszła sio. Przez 12 lat spokój, zer ataków zupełnie o niej zapomniałam. 3 lata temu urodziłam 2 dziecko,trochę kg więcej i brzydki wygląd itd. Dieta,potem dieta od dietetyka, zeszło ale później wróciło. I nagle buuuuuu pół roku temu impuls i wilk wrócił. Szok, niedowierzanie chce znowu wrócic do normalności, ale nie wiem jak. Pomóżcie!!! Do tego 2 miesiące temu odeszła moja ukochana mama 🙁

    • Wilczo Glodna Czerwiec 28, 2016 w 6:59 am - Odpowiedz

      Kochana, tak mi przykro…
      Mogę Ci tylko powiedzieć, że jeżeli zrobiłaś to raz, potrafisz i drugi. Czytaj tego bloga i pracuj nad sobą.

  18. Katarzyna Lipiec 4, 2016 w 2:20 pm - Odpowiedz

    Miałam identycznie- 7 lat anoreksji i bulimii, całe życie było podporządkowane diecie – „smażenie” kurczaka na mleku, liczenie każdej kalorii etc. Potem kilka lat spokoju tylko dzięki wysiłkowi woli, praca, potem burzliwy związek, czwórka dzieci jedno po drugim- trochę kilogramów więcej i napady wróciły, 5 x rzadziej niż kiedyś, ale jednak . Wróciły, bo mam świra na punkcie przytycia. Aniu, napisz proszę o obsesji przytycia i obsesji- kompulsie- ćwiczeń. Napisz, czy świat się zawali, jak będziemy miały BMI 24 a nie 19. Napisz, dlaczego musimy ćwiczyć pół godziny dziennie- boję się takich „nawyków”, to mnie przeraża, bo ja to znam, tak wkopałam się w anoreksję. Napisz, że nic się nie stanie, jak będziemy miały te uda z cellulitem, że nie MUSIMY mieć nawyku i ćwiczyć z Mel B. Bo to mi śmierdzi powrotem do wariatkowa anoreksji. Napisz jak się nie bać przytycia, a nie co zrobić żeby nie przytyć…

    • Wilczo Glodna Lipiec 5, 2016 w 6:55 am - Odpowiedz

      Oczywiście, że się nic nie stanie jak będziemy miały uda z cellulitem. Sama mam, a co! I BMI też na pewno nie 19? Po co? 🙂
      Ale ćwiczę nie po to, żeby schudnąć, ale po to by wytrenować mój mózg. Tak, tak 🙂 Codzienny trening uczy wytrwałości, wzmacnia silną wolę i NAWET stymuluje odnowę komórek nerwowych, co do tej pory uważało się za niemożliwe. (Całe obszerne dowody naukowe zawarte są w ksiażce Spark- Metthew Syed) Dlatego ćwiczę. Wygląd to sprawa drugorzędna.
      A co do popadania w skrajności to pisałam kiedyś taki post (daaaawno) o sportoreksji. Skromnie polecam 🙂
      Sciskam!

  19. Kasia Lipiec 4, 2016 w 5:25 pm - Odpowiedz

    Katarzyno, oprócz imienia mamy wiele wspólnego. 21 lat temu zachorowałam na anoreksję bulimiczną. 7 lat studiów i stażu praktycznie nie pamiętam. Wszystko kręciło się wokół bycia chudą, diet, potem objadania się i wymiotów. Potem siłą woli z tego wyszłam. Była kilkuletnia przerwa: wymarzona praca, mężczyzna po przejściach, czwórka dzieci rok po roku. I parę kilogramów do przodu. To napełniło mnie paniką i przerażeniem. Napady wróciły, raz na tydzień, ale zawsze. Nie ma porównania z nasileniem tamtych- wtedy spędzałam w kiblu pół dnia. Ale nie satysfakcjonuje mnie, że po ciastku muszę zwymiotować. Aniu, proszę napisz, jak NIE PRZEJMOWAĆ SIĘ BMI 24. Bo to nie jest nadwaga. Ale bulimiczki-anorektyczki mają w głowach, że z taką wagą są zerem. NIE CHCĘ czegoś robić z BMI 24. CHCĘ dobrze się czuć z taką wagą, a nie dążyć do BMI 19. Z jednej strony pozbywamy się kompulsu obżarstwa. Z drugiej łapiemy kompuls pół godziny wysiłku dziennie- po co? Znów dla idealnej wagi. Dlaczego nie mamy być ok z cellulitem na udach? Jak Aniu zapatrujesz się na problem samoakceptacji, gdy nie ma się wagi na dolnej granicy normy?
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Kasia Lipiec 5, 2016 w 2:43 pm - Odpowiedz

      Ups, myślałam że pierwszy post wyleciał w niebyt i się zdublowałam. Przepraszam.

  20. Ola Kwiecień 14, 2017 w 10:36 am - Odpowiedz

    Hm, to liczyć te czyste dni w abstynencji czy nie…? Przeczytałam ten post i „Licznik” i już sama nie wiem… Jakoś mi się to wzajemnie wyklucza. Liczenie z jednej strony bardzo mnie motywuje, ale z drugiej męczy i powoduje frustrację… 🙁

    • Wilczo Glodna Kwiecień 15, 2017 w 5:58 am - Odpowiedz

      Kochana, „liczenie dni od ostatniego razu” – tu mówię w przenośni. To nie znaczy, że masz tak robić, tylko że o tym się myśli podświadomie. O to mi chodziło. Absolutnie nie licz dni! :*

Zostaw komentarz