Tak ciężko być lekką

Niedawno dostałam taki list:

„Witam!
Choruję na bulimię od ponad 5 lat.
Obecnie mam 18. Wyjaśnię może najpierw dlaczego to się zaczęło. Otóż jestem w szkole baletowej i pomimo że byłam szczupła nauczycielka mówiła mi, że mam schudnąć, gdyż jestem bardzo utalentowana ale jak dla niej za gruba.
Dzień w dzień słyszałam, że wyglądam jak tłusta świnia, gruba i nic nie warta. Że z takim ciałem nie mam co marzyć o karierze baletnicy.
Pomimo moich starań nie chudłam. Nie ułatwia mi tego fakt, że mam Hashimoto. Wtedy się zaczęło.
W ciągu tych 5 lat miałam okresy, gdy nie powodowałem wymiotów, lecz później wszystko wracało.

Obecnie znowu jestem wybrana do konkursu i muszę schudnąć. Przez tą presje znowu zaczęłam wymiotować po kilka razy dziennie, pomimo że nie robiłam tego już 3/4 miesiące.
Chciałabym prosić o jakieś rady, bo naprawdę nie wiem co z tym już robić, a rodzina nie może się dowiedzieć.

Dzięki,
Asia”

Zaczęłyśmy korespondować, aż w końcu umówiłyśmy się na spotkanie w kawiarni.

Przychodzi prawdziwa baletnica – bardzo szczupła, wysoka i pełna gracji. Rude włosy związane klasycznie w kok na czubku głowy.
To bardzo wygodne uczesanie – wyjaśnia – wytrzymuje cały dzień.
Przy tym ile poświęcam na treningi, liczy się każda oszczędność czasu.

Teraz odkąd zakwalifikowała się do konkursu, trenuje po 40 godzin tygodniowo, czyli dwa razy więcej niż normalnie. W soboty i niedziele także.
Dzisiaj na przykład zaczęłam o 9 rano – 20 minut rozgrzewki, potem taniec klasyczny –drążek, podskoki, potem ćwiczenia na pointach. Następnie taniec współczesny – układy lub krótkie ćwiczenia. Dalej jest taniec w danym stylu – ukraiński, hiszpański, rosyjski. A potem ćwiczenia w parach, tak zwane partnerowanie.
Joanna jest po kilku godzinach treningu, ale przyznaje że jadła tylko śniadanie. Zje później.
Teraz zamawia wodę.

Wiem, że mam zaburzenia odżywiania i zdaję sobie sprawę, że to niebezpieczne, ale tkwię w nich z rozmysłem. Nie mam wyboru i zaraz wyjaśnię dlaczego.
Naprawdę długo próbowałam schudnąć w zdrowy sposób, trzymałam dietę którą ułożyłam sama na podstawie informacji znalezionych w internecie.
Chodziłam też po dietetykach, ale nie znalazłam żadnego, który podjąłby się współpracy z osobą na tarczycę. A nawet jakby, to przecież ja i tak jestem już bardzo szczupła.
Gdy zwróciłam się do nauczycielki, usłyszałam, że powinnam jeść 300 – 500 kcal, czyli tyle ile mają dwa opakowania jogurtu.

Bulimia okazała się poniekąd moim wybawieniem. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Kiedyś na lekcji biologii omawialiśmy temat zaburzeń odżywiania. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o tym, że można prowokować wymioty. To przecież rozwiązanie moich wszystkich problemów – myślałam – będę mogła zjeść normalnie a i tak schudnę!
Weszłam na bloga dziewczyny, która pisała jak to robić. Dużo wody, palce w gardło.
– Próbowałam przez kilka tygodni, aż w końcu się udało. Jaka byłam szczęśliwa…i jaka naiwna. A może i nie? – dziewczyna zamyśla się – Może zrobiłam właściwą rzecz? Jeżeli chcę do czegokolwiek w tańcu dojść, to muszę być chuda za wszelką cenę.
– Nawet za cenę zdrowia?
– Tak.

Joanna jest na ostatnim roku w szkole baletowej. Tam trzeba być – jak to mówi – w niedowadze.
Prawie wszystkie najsławniejsze baletnice mają anoreksję, niektóre bulimię. Przerażające? Tak, ale o tak powszechne w tym świecie, że już zupełnie normalne.
W szkole jest ogromna presja nie tylko szczupłą sylwetkę. Ale cisną cię też o wszystko inne. Ludzie tego nie wytrzymują. Do ostatniej klasy dochodzi około 25- 30 % tych co zaczynali. Mój rok nie jest wyjątkiem.
Ciągła presja to norma –masz idealnie stać, chodzić, wyglądać. Nie można okazać słabości, mieć gorszego dnia.
Jeżeli jesteś dobry, masz podwójnie przechlapane. Ciągle słyszysz docinki, nie rzadko wyzwiska. To forma docenienia, znak że się tobą interesują, że masz coś w sobie.
Jak się nie czepiają, to wiadomo, że raczej kariery nie zrobisz.
Jeżeli tak do tego podejdziesz, to da się przyzwyczaić.
Nie każdy nauczyciel wyzywa, to fakt. Ale ci najbardziej wymagający, tak. Oni wiedzą, że to twardy zawód i chcą nas do tego przygotować.
Ja jestem bardzo dobra, dlatego się nasłuchałam.
Przede wszystkim o wadze. Od 12 roku życia kazano mi się odchudzać, powtarzano na zajęciach, że jestem tłusta świnia, nic nie warty grubas, że nie dostanę się do żadnego teatru, że taki talent marnuje się w ciele takiego grubasa.
To miało mnie motywować i tak, motywowało; do jeszcze cięższych ćwiczeń i do głodowania.

Słabsi psychicznie sobie nie poradzili. Ci co zostali w naszej klasie są zdeterminowani by wejść na sam szczyt. Jest na 10 osób, sześć dziewczyn z czego dwie dziewczyny mają anoreksję. Jedna waży 38 kilo, druga 40. No i ja z bulimią. O tym to akurat chyba nikt nie wie. Mój cel, to przy wzroście 170 dojechać przynajmniej do 50 kg.

W naszej szkole ponad połowa osób ma jakieś zaburzenia –my na ostatnim roku mamy już wyrobione oko i orientujemy się łatwo co kto ma. Tylko się o tym głośno nie mówi. Bo po co?
Są też szczęśliwcy z dobrą przemianą materii, ale większość je po prostu mało.

Co na to rodzice? Niektórzy coś tam niby robią, ale reszta nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. U nas wszyscy są bardzo drobni i szczupli, a więc nawet ci zaburzeni nie wyróżniają się na tle innych uczniów.
Ja też jestem bardzo szczupła, ale na standardy mojej szkoły za gruba.
I sama już sama nie wiem kogo widzę w lustrze… nie potrafię na siebie spojrzeć obiektywnie. Chyba jednak tłuściocha… Czasami już wszystko mi się miesza.

Teraz, przed samym konkursem, postanowiłam na jakiś czas jeszcze ograniczyć kalorie – jeden dzień głodówki, jeden dzień 150 kcal (tyle ile mają dwa małe jabłka), kolejny 300. Wczoraj zjadłam 750 kcal i czuję się ciężka, obżarta, wielka.

Czy można trenować przy tak małej ilości jedzenia? To chyba kwestia przyzwyczajenia. Omdlenia się zdarzają, ale nie tak często.
Ja na szczęście mam siłę ćwiczyć. I robię to dobrze, bo nauczyciele mnie chwalą.

Pytasz, czy my się w tym wszystkim wspieramy, a więc powiem ci prawdę; my jesteśmy dla siebie śmiertelną konkurencją. Z drugiej jednak strony, po tylu latach w szkole, czujemy się jak rodzina.
Przecież spędzamy ze sobą więcej czasu niż z rodzicami czy prawdziwym rodzeństwem.
Oczywiście jak wszędzie, tworzą się grupki.
U nas wygląda to tak: konkursanci – najlepsi z przedmiotów zawodowych i cała reszta. Ja jestem wśród najlepszych.
„Zwyczajni” patrzą na nas jak na trędowatych, ale wiem, że to zazdrość – chcieli by być tak dobrzy jak my. Nie mam o to żalu.
Ale coś za coś: pomiędzy nimi zdarzają się prawdziwe przyjaźnie, a pomiędzy nami? Śmiechu warte!
Niby tak bardzo się trzymamy razem, papużki nierozłączki, a każdy po cichu liczy na kontuzję drugiego.
Miałam taką „przyjaciółkę”. Była tak dobra jak ja. Na treningu upadła i złamała nogę z przemieszczeniem. Jasne było, że już nigdy nie pofrunie tak lekko. Zrezygnowała ze szkoły. A ja co zrobiłam? Skwitowałam to krótko: „dobrze jej tak, mniejsza konkurencja dla mnie”. Miałam 14 lat i byłam tak w stanie powiedzieć! I naprawdę tak uważałam.
Rodzice nawet nie mrugnęli okiem na to moje stwierdzenie. Przyzwyczaili się.
Zresztą jak mam być zupełnie szczera, to my się chyba jednak nienawidzimy. Ale dobrze jest trzymać swoich wrogów blisko.
A więc nie mam przyjaciółki i nie potrzebuję jej. Zresztą nie poszłam do szkoły by zawierać przyjaźnie, tylko by zostać tancerką.

No i żadna z nas, konkursantek raczej nie chodzi na randki. Bo niby kiedy? Balet to czasochłonne i wymagające zajęcie.
Z chłopakami ze szkoły też się nie umawiamy – traktujemy ich raczej jak irytujących braci, niż jak potencjalnych partnerów.
Ja sama nigdy nie miałam chłopaka i nie chcę mieć. Tak samo jak inne dziewczyny, którym zależy na karierze. Na pierwszym miejscu jest taniec, potem szkoła. No bo przecież też mamy normalne przedmioty, jak historia czy polski. I gdzie miałabym jeszcze tego chłopaka wcisnąć? To bez sensu.
Zresztą tancerka nie może zajść w ciążę, bo to oznacza koniec kariery.
Nie chcę tak głupio ryzykować.

Taniec jest dla mnie wszystkim.
Zaczęłam gdy miałam 5 lat i poświęcam temu cały mój wolny czas. Nie mam innych znajomych – tylko tych ze szkoły, nigdzie nie wychodzą, tylko na treningi. Nie chcę, wolę jechać do szkoły.
Nawet jak wracam do domu o 19 i klnę na czym świat stoi to i tak chwilę odpocznę i znowu ćwiczę.
W sobotę i niedzielę to samo – nie spędzam czasu z rodziną, bo lecę tańczyć.
Nie oglądam żadnych seriali czy filmów, tylko spektakle baletowe. Jeżeli coś czytam w internecie – to są to artykuły o tańcu. Nie znam i nie chcę znać innego życia.

W szkole ciągle słyszę, że jak uda mi się wejść w niedowagę, mam szansę pracować dla najlepszych teatrów świata. A ja celuję jeszcze wyżej – chcę zostać solistką. Wiem, że mnie na to stać. To moje marzenie i największy życiowy cel.
A więc zrozum; mając wybór taniec, albo zdrowie, zawsze wybiorę taniec.
Dopnę swego, tak by moje nauczycielki były ze mnie dumne.


Artykuł ukaże się na nowym portalu dla kobiet kobieceporady.pl, którymi będę współpracować, po by wspomóc ten projekt i by dzielić się swoją wiedzą z szerszą publicznością.


Czy są wśród nas baletnice i zawodowe tancerki? Chciałabym napisać o tym większy artykuł do gazety.
Czy któraś z was zechciałaby mi opowiedzieć o swoich doświadczeniach?

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-10-06T19:32:27+00:00 28 Wrzesień, 2016|Kategoria: Media|Tagi: , , , , , |

21 komentarzy

  1. Gatka Wrzesień 28, 2016 w 9:46 am - Odpowiedz

    Ja może nie o tańcu, ale na inny temat, który też pojawił się w poście.
    Czy są tu jakieś Wilczyce z Hashimoto? Nie wymiotuję, ale jestem kompulsywnym żarłokiem. Hashi zdiagnozowano u mnie na początku roku. Mam napady na niezdrowe jedzenie. Chora tarczyca sprawia, że bardzo szybko tyję, a w okresach zdrowego odżywiania i ćwiczeń nie chudnę. Hormony na to nie pomagają.
    Dajcie znać czy u którejś z Was napady są lub uważacie, że mogą być, związane z tarczycą i jak sobie radzicie (suplementacja? jakieś pomocne książki?). Może nie jestem sama…

    • wiktoria Wrzesień 28, 2016 w 5:32 pm - Odpowiedz

      Ja cierpię na niedoczynność tarczycy. Głównie dlatego, że sama sobie to zrobiłam będąc w anoreksji przez około rok. Później wpadłam w sidła kompulsów. Zalecono mi brać hormony (Letrox), ale miałam niewygodne skutki uboczne więc po miesiącu zrezygnowałam z farmakologii. Właściwie nie odczuwam żadnych tego objawów. Kiedy jem normalnie i ćwiczę to chudnę i nie mam co do tego wątpliwości. I tak jak wymaga moje ciało zjadam od 1400 do 1600 kcal dziennie. Uczę się i jestem drobnej postury dlatego taka ilość mi starcza. Rozumiem, że jesteś sfrustrowana pomimo, że ja takich stanów zawieszenia z wagą nie miewałam. Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale nie znamy się i mam za mały wgląd na Twoje funkcjonowanie. Oczyść organizm z toksyn, zważ się na czczo. Oblicz dzienne zapotrzebowanie kaloryczne uwzględniając wysiłek fizyczny i wprowadzaj powoli jakieś ćwiczenia. Wiem, że to wszystko bardzo banalne, ale to jest recepta na utrate wagi. I zważ na to, że ja również jestem bulimiczką. Jeśli powyższe nie daje skutku to może warto zastanowić się jakie bariery psychiczne Cie ograniczają. Może brzmieć niewiarygodnie, ale nawet stres może sprawić, że przytyjesz.. Jeśli chcesz schudnąć dla zdrowia to pomyśl nad rozwojem duchowym idącym w parze z cielesnym. Medytacja, joga, dużo śmiechu, zadowolenie z samego siebie. Nasz organizm to maszynka…u niektórych działa inaczej, ale mechanizmy mamy te same. Jeśli zmieniając coś w żywieniu wciąż nie osiągnęłaś celu to trzeba szukać gdzie indziej. Życzę Ci żebyś szybko znalazła przyczynę i powodzenia

    • Renata Wrzesień 28, 2016 w 10:06 pm - Odpowiedz

      Polecam bloga qchenne inspiracje jest tam kilka artykułów odnośnie chorób tarczycy a chciałam wstawić link ale na telefonie nie wiem jak to zrobić wpisz w wyszukiwarkę qchenne inspiracje Hashimoto.
      Aniu a Tobie dziękuję z całego serca za tego bloga i Twoją pracę. Od prawie 2 miesięcy jestem „czysta ” zbieram się żeby napisać do Ciebie i pomęczyć Cię moją historią, mam za sobą kilkanaście lat bulimi. Po dwóch dniach czytania Twojego bloga podjęłam decyzję że zamykam tamten rozdział mojego życia. Przeczytałam wszystkie artykuły płakałam jak bóbr, ale teraz czuje się jak nowonarodzona. Jak będę gotowy i ugruntowana w moich nowych dobrych nawykach to się odezwę. A jeszcze jedno zdanie do bohaterki tego artykułu przeczytaj sobie co to jest podstawowa przemiana materii i całkowita przemiana materii. A im mniej jemy tym nasz organizm więcej odkłada zresztą Ania już o tym pisała. Pozdrawiam
      Renata

      • Gatka Wrzesień 30, 2016 w 9:46 am - Odpowiedz

        Dziękuję dziewczyny za wszystkie rady! To dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że jesteście :*
        Walczę dalej!

    • Majka Październik 11, 2016 w 8:50 am - Odpowiedz

      Ja! Napisz do mnie:
      jaajka93@gmail.com

  2. Anet Wrzesień 28, 2016 w 1:41 pm - Odpowiedz

    Witaj, ja nie w temacie. Może zamieściłabyś niebawem na swoim blogu przykładowy tygodniowy jadłospis dla Wilczycy, taki 1800 kcal, 3 posiłki dziennie (bo 5 wg mnie i skubanie małych porcji z zegarkiem w ręku to dla bulimiczki woda na młyn). Ciężko samej cos skomponowac, a tak byłby fajny punkt odniesienia. Plisss.

    • KasiaB Wrzesień 28, 2016 w 1:57 pm - Odpowiedz

      Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Każdy ma inne potrzeby żywieniowe. Porównywanie się do konkretnej tabelki nie ma sensu. Poza tym, od konkretnych porad dotyczących posiłków są dietetycy. Zresztą Ania dużo pisała o tym, jak jeść. Ważne są regularnOscara i nieprzetworzone jedzenie.

      • Anet Wrzesień 28, 2016 w 2:40 pm - Odpowiedz

        Wydaje mi się, ze w naszym chaotycznym życiu przydałaby się taka ściągawka na początek, ułożony dzień , który nauczyłby nas jak jeść, wyrobił przyzwyczajenie. Na pewno nikomu by to nie zaszkodziło. Kto chce dietę indywidualną, zamówi ją sobie.

    • Wilczo Glodna Wrzesień 28, 2016 w 5:26 pm - Odpowiedz

      Właśnie moja dietetyczka zrobiła taki jadłospis na cały miesiąć na 1800 kcal, pod nas – Wilczyce.
      Udostępnię PDF. Będzie on płatny, ponieważ nie mogę wymagać od Justyny pracy za darmo, ale na pewno nie będzie drogi.

  3. Paulina Wrzesień 28, 2016 w 2:28 pm - Odpowiedz

    Aniu, obserwuję na instagramie pewną dziewczynę, nawiasem mówiąc bardzo chudą, która rownież jest wychowanką szkoły baletowej. Pytana niejednokrotnie przez obserwatorów o sekret swojej figury odpowiada, że zawdzięcza ją szkole baletowej, którą przecież skończyła już dawno temu. Teraz zastanawiam się, co konkretnie miała na mysli i jakie nauki z tej szkoły wyniosła. Jeśli chcesz, podam Ci namiar do jej konta, może udałoby się porozmawiać. Pozdrawiam

    • Wilczo Glodna Wrzesień 28, 2016 w 5:24 pm - Odpowiedz

      podaj słońce :*

  4. Konfuzja Wrzesień 28, 2016 w 3:20 pm - Odpowiedz

    Nie spodziewałam się u Ciebie takiego wpisu, bo to totalna zachęta i inspiracja dla anorektyczek i bulimiczek do dalszego głodzenia i wykańczania swojego ciała.

    • Wilczo Glodna Wrzesień 28, 2016 w 5:05 pm - Odpowiedz

      Tak? żeby sfiksować i zniszczyć sobie zdrowie? Nie wiem czy życie Asi jest takie różowe – nie dość że presja ogromna, to jeszcze wyzwiska i upokarzanie.
      Rozumiem pasję, ale system kształcenia jest chory. Nie sądzisz, że trzeba o tym mówić głośno, że takie rzeczy mają miejsce w państwowych instytucjach?

      • Ilia Wrzesień 29, 2016 w 9:02 am - Odpowiedz

        tylko ze Asia ma 18 lat i sama wybiera. Nie da się niestety być baletnicą z normalnym BMI. Po prostu ten sport/sztuka wymaga chorobliwej wręcz lekkości, która w normalnym życiu jest nie do zaakceptowania, a na scenie jak najbardziej uchodzi.

        • Ewa98 Październik 3, 2016 w 8:56 pm - Odpowiedz

          Niestety nie mogę się zgodzić. Może mało wiem o tańcu, ale jedno wiem na pewno… Coś takiego jak „nie da się” to tylko kiepska wymówka. Jako przykład podaję moją niedawno odkrytą inspirację – Misty Copeland. Ta amerykańska baletnica rozpoczęła swoją przygodę z tańcem w wieku 14 lat, do tego doszedł jeszcze kolor skóry… Nikt nie dawał jej szans na zrobienie kariery a dzisiaj jest jedną z najbardziej znanych baletnic w Stanach. Trochę się rozpisałam, ale najważniejsze jest to, że patrząc na jej piękne, atletycznie wyrzeźbione ciało, nie można użyć stwierdzenia „anorektyczka”. Ona złamała tę chorą regułę. Promuje zdrowy styl życia i odpowiednie odżywianie, nie głodzi się. Polecam obejrzeć filmiki z jej udziałem…

          Nigdy nie komentowałam żadnego posta… Nie wiem też czy mój komentarz cokolwiek zmieni. Możliwe, że wyjdę na ignorantkę, która wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia… Po prostu czuję, że powinnam się tym podzielić. TRZYMAJ SIĘ ASIA, DASZ RADĘ PRZEZ TO PRZEBRNĄĆ…

          • Ilia Październik 5, 2016 w 10:09 am

            Istnieją też modelki PLUS Size, ale to nie zmienia całej branży. Po prostu istnieje sobie jakaś tam osobna gałąź biznesu. I tylko pozornie zwiększa to wybór. Bo jaki to wybór – bądź chorobliwie chuda, albo miej nadwagę. Obie opcje są chore, bo nie mieści się w nich zwykłe zdrowe, szczupłe ciało.
            Misty Copeland – załóżmy że za jej przykładem zmieni się cały trend w branży. Do czego to niby ma doprowadzić? Takie ciało jak jej również poddane jest reżimowi dietetycznemu. Nie ma możliwości mieć takie ciało i nie jeść od linijki. Oczywiście ona nie musi tego sama ogarniać. Pewnie jej dietetycy i trenerzy układają jej zawartość tłuszczu, białka, węgli, całe jadłospisy. Opcja zdrowsza o tyle że się nie głodzisz, ale wciąż nie ma tu miejsca na spontaniczną pizzę ze znajomymi:) To po prostu kolejny reżim i każdy kto wchodzi do tego świata musi się z tym liczyć. ALe na szczęście problem dotyczy nikłego promila ludzkości, w dodatku na maksa zdeterminowanego, który już zdecydował że zdrowie nie jest dla niego priorytetem. Dlatego zamiast płakać nad losem nieszczęsnych baletnic czy modelek uważam że lepiej zastanowić się dlaczego akurat takie ścieżki kariery wydają się młodym dziewczynom atrakcyjne? Czy nie jest temu winne społeczeństwo które kładzie nacisk na to jak kobieta wygląda, nagradza ją aprobatą za strój, makijaż, urodę, a np kompletnie ignoruje fakt, że kobiety też potrafią racjonalnie i logicznie mysleć, dlaczego jest tak mało kobiet na polibudach? Gdyby dziewczyny wiedziały od dzieciństwa że mają wybór, że mogą zostać kim chcą, gdyby nie było kretyńskich stereotypów, to po pprstu wiecej byśmy mieli kobiet które wybieraja karierę programistki, inżyniera, naukowca, a nie karierę wymyśloną i narzuconą przez co tu gadać… męski świat

  5. Ilia Wrzesień 29, 2016 w 9:21 am - Odpowiedz

    Jest wiele dyscyplin sportowych/arytstycznych, profesji, które wymagają poświęcenia zdrowia. Gracze rugby mają tak silne mikrourazy w mózgu, ze w wieku lat 50 te zmiany pchają ich do destrukcyjnych zachowan, nałogów, a nawet samobójstwa. Anoreksja i bulimia to również codzienność przy tak męskiej dyscyplinie jak skoki narciarskie. Jeżeli dla kogoś jest priorytetem zdrowie to nigdy w coś takiego nie wejdzie i to jest jedyne wyjście, nie ma co się łudzić, że np, chcę być modelką czy baletnicą i będę jeść po prostu zdrowo i z umiarem i to wystarczy. Nie. Nie wystarczy. W tym świecie nie wystarczy być zdrowo szczupłym. Nie wystarcza racjonalna dieta. Trzeba jeść mniej i koniec. I jak komuś się nie podobają te zasady to niech tam po propstu nie wchodzi. Jest milion innych ścieżek życiowych jeżeli dla kogoś priorytetem jest zdrowie. Ale są ludzie dla których zdrowie wcale nie jest priorytetem. Wiem że zabrzmi to okrutnie, ale cieszę się że tak jest. Dzięki temu świat jest różnorodny. Mamy sztukę i rozwiniętą, różnorodną cywilizację dzięki temu. Wiem ze dla osób z zaburzeniami odżywiania, które chcą z tego wyjść – zdrowie jest wszystkim. Ale dla innych nie musi. Poświęcają je, bo mają inne priorytety. Gdy popłaczesz się na Jeziorze Łabędzim w operze i be∂ziesz oklaskiwać tancerki – dziękujesz im właśnie za ten morderczy wysiłek, za to piękno którego wyprodukowanie jest tak kosztowne dla ich organizmów. Klaszczesz, bo dziękujesz im za to że choć są nastolatkami nie mogą iść na pizzę i piwo ze znajomymi. Że nie mogą na spontanie wziąć miesiąc wakacji i plażować się w ciepłych krajach. Klaszczesz, bo wiesz że na codzien przeżywają wyzwiska, stres i muszą mierzyć się z ogromną presją. Jak robisz sobie zdjecie przy katedrze Notre Dame w Paryżu albo przy piramidach egipskich i wzdychasz jakie to piekne czy poświęcasz chwilę refleksji temu że setki ludzi zgineło, poświęciło życie aby te budowle mogły stanąć. Moze warto, i to chyba wszystko co możemy zrobić. Przepraszam, chciałam krótko. Chodziło mi o to że dla mnie zdrowie jest priorytetem, podejrzeważ że dla wszystkich wilków które tu zagladają – również. Ale na świecie musi być tak, że priorytety dla różnych ludzi będą różne i to pcha go do przodu. Oczywiście kosztem jednostek, jak Asia. Ale pozwólmy im w spokoju wybierać.

  6. K Wrzesień 30, 2016 w 1:47 pm - Odpowiedz

    Katarzyna Wolska, która prowadzi fanpage na Facebooku „Wolska Trenuje” tez chodziła do szkoły baletowej. Powinnaś łatwo znaleźć babkę.

  7. Klaudyna Październik 2, 2016 w 5:14 pm - Odpowiedz

    Aniu, popieram z całego serca!
    Trzeba o tym głośno mówić, to przerażające! Temat dla prokuratury.

  8. Paulina Październik 12, 2016 w 11:02 am - Odpowiedz

    Z całym szacunkiem, ale…chyba bym się… zabiła, mając takie życie jak Asia. Myślałam, że moje życie to średniawka, ale po tym co przeczytałam…dziękuję Bogu za to co mam i kim jestem. <3 Dobrze jest być sobą.

Zostaw komentarz