Czy ufać dietetykom?

Myślę, że czas poruszyć palącą kwestię tak zwanych specjalistów od jedzenia; dietetyków i trenerów personalnych. Wiele z nas decyduje się na skorzystanie z ich usług. Polegamy na słowie i doświadczeniu innych, ponieważ same sobie nie jesteśmy już w stanie zaufać. Często jednak obserwuję jak to pogłębia problem, albo wręcz tworzy go od podstaw.
Pytanie brzmi; czy warto zgłaszać się do takich osób? Na co zwrócić uwagę, zanim obdarzymy kogoś zaufaniem w tak ważnej kwestii?

Kaloryczność diety – oczywiście

Na palcach jednej ręki mogę policzyć znane mi przypadki, kiedy dietetyk ułożył dietę spełniającą zapotrzebowanie kaloryczne danej osoby. Mówię tutaj nie tylko o nas – wilczo głodnych, które szczególnie powinny jeść odpowiednio, ale także o ludziach bez historii ED. Prawie każdy dostaje dietę na mniej niż potrzebuje.

Ale czy to nie o to chodzi – zapytasz mnie – by było tych kalorii mniej? Przecież chcemy schudnąć!
Tak, racja; ale ciągle ma ich być tyle, aby spełnić TWOJE zapotrzebowanie, tylko że dla nowej, szczupłej wersji Ciebie (pisałam o tym tu), a nie dla przedszkolaka!
Podam jeszcze raz swój własny przykład, który już wcześniej omawiałam:

Jeżeli przy moim wzroście i aktywności jadłabym 2500 kcal, to ważyłabym 80 kg, czyli miałabym około 25 kg nadwagi. Powiedzmy, że chcę się jej pozbyć.
Idę do dietetyka z waszych opowieści – słynna firma, albo pierwszy lepszy z ulicy. Tak czy siak jestem prawie pewna, że dostanę rozpiskę na 1200 kcal – 1600 kcal, plus zalecenie ćwiczeń.
Jaki efekt osiągnę? Pewnie taki jak Ty, wyląduję wpisując w google „jak jeść??? ratunku!” albo coś w tym stylu.

kalorie kalorie

 

A przecież wystarczyłoby, że zredukuję kalorie o 400 i zacznę jeść ich 2100, by szybko do swojej wagi, 55 kg.
No dobrze – zapytasz znowu – ale żeby schudnąć (lub przytyć) 1 kg z tłuszczu potrzeba 7000 kcal na minusie (lub plusie). Jeżeli będziesz jeść o 400 kcal mniej każdego dnia, to schudniesz 25 kg w 437 dni. To przecież kupa czasu!

Nic bardziej mylnego. W praktyce stanie się to o wiele szybciej – z dwóch powodów:
Po pierwsze ciało przy rozkręconym metabolizmie, bez poczucia że jego życie jest zagrożone (pisałam o tym tu) szybko pozbędzie się nadmiaru tłuszczu. Dla niego to balast i ciągły stan zapalny. Po co miałby go trzymać? Natomiast jeżeli zaczniesz głodować (1400 kcal np.) organizm będzie walczył jak lew o każdy jego gram i prędzej zje własne mięśnie niż odda trochę tłuszczu.

Drugi powód jest taki, że to i tak wszystko rozważania czysto teoretyczne. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z osobą, która miałaby nadwagę i jadła każdego dnia grzecznie 2500 kcal! Nie, to wygląda raczej tak:

 

dietetyk

Projekt ilustracji do mojej najnowszej książki (premiera na wiosnę 2018)

 

Czyli od poniedziałku do piątku (do godź. 17.00) spowalniamy elegancko metabolizm, a potem, na weekend ładujemy mu miliony kalorii ze śmieci. I to dlatego mamy nadwagę – bo JUŻ jesteś na diecie!!!

Jeżeli jesteś w takiej sytuacji, to nie potrzeba Ci kolejnych restrykcji, ale sensownego jadłospisu na zapotrzebowanie kaloryczne, dla szczupłej (w tym momencie jeszcze wirtualnej) wersji Ciebie. A więc dla mnie 2100 kcal. Dla Ciebie? Wylicz tu: kalkulator
Kochana, jesteś tak – jak ja- dorosłą, aktywną kobietą. Powiesz mi, że dużo nie ćwiczysz, ale przecież pracujesz umysłowo, albo na stojąco, albo uczysz się, albo chodzisz cały dzień. Masz więc jeść jak dorosła aktywna kobieta, a nie jak niemowlę (850 – 1000 kcal), albo jak pięcioletnie dziecko (1600 kcal). Dobrze?

PPM i niżej

Zapewne wiesz co to jest podstawowa przemiana materii (PPM)? To nasze zapotrzebowanie na czynności fizjologiczne; bicie serca przetaczającego 8 ton krwi na dobę, praca mięśni międzyżebrowych kurcząca się 24 000 razy w ciągu dnia, ruchy jelit, praca mózgu, wątroby etc etc etc.

Obliczamy ją na przykład tak:
• PPM (kcal) dla kobiet = 655,0955 + 9,5634 x waga (kg) + 1,8496 x wzrost (cm) – 4,6756 x wiek
• PPM (kcal) dla mężczyzn = 66,4730 + 13,7516 x waga (kg) + 5,033 x wzrost (cm) – 6,7550 x wiek

To kalorie, które pali każdy z nas codziennie, nawet jeżeli leży w śpiączce. Przecież gdyby tak nie było, ludzie w tym stanie nie dostawaliby żadnego jedzenia dożylnie, prawda? (Co za oszczędność!) Ale tak nie jest. Spalamy w stanie spoczynku i to dużo.
Nie znam Cię osobiście, ale w ciemno strzelę, że Twoje PPM będzie wynosiło pomiędzy 1200, a 1500 zgada się? Moje to 1340 kcal.

No i teraz wyobraź sobie, że idziesz do dietetyka i dostajesz rozpiskę na właśnie tyle kalorii, albo i mniej.
Wynika z tego, że w momencie gdy otwierasz rano oczy i wysuwasz stopę spod kołdry, już robisz sobie deficyt. A potem jest tylko gorzej – wstajesz, chodzisz, przygotowujesz posiłek, drapiesz się po głowie, dłubiesz w nosie… palisz, palisz, palisz. Ale to nic! Ty na takiej diecie idziesz na siłownię, bo tak zalecił Ci trener.

Czy jesteś sobie wstanie wyobrazić jaki to stres dla organizmu? Metabolizm ostro hamuje, kortyzol strzela w niebo (hormon stresu odpowiedzialny między innymi za otyłość brzuszną), a gadzi mózg zaczyna wysyłać intensywne sygnały: JEEEEEEEŚĆ!!! Pisałam o tym sto razy, więc nie będę się powtarzać.
Na chłopski rozum: Jak coś takiego ma się dobrze skończyć?

A teraz „humorystyczna” anegdotka:
W poradni chorób metabolicznych NFZ, gdzie lekarz na lekarzu i specjalista na specjaliście też przepisują takie diety.
Moja dawna podopieczna pokazała mi rozpiskę, którą dali jej na okoliczność sporej otyłości (+100 kg): Razem 1200 kcal, kilka dni w ogóle bez warzyw, makaron świderki, dżem truskawkowy. No nic tylko się pochlastać. Chyba człowiek z łapanki na ulicy ułożyłby lepszą.
Opowiadała mi też, że wzięli ich wszystkich na żywieniową pogadankę na poziomie pierwszej klasy podstawówki, po czym każdy dostał – z wielkiego segregatora – ksero odpowiedniej diety – na tarczycę, na otyłość, na cukrzycę – wszyscy po 1200 – 1400 maks.
Obok niej siedziała olbrzymia kobieta, na którą lekarz krzyczał, że ma się trzymać tych zaleceń, a ona ze łzami w oczach zaklinała się, że się trzyma. W spojrzeniu doktora było coś w stylu „Ty wstrętny, kłamliwy grubasie”.
A jak tej kobiecie akurat wierzę na 100%. Jeżeli czytasz regularnie mojego bloga, to też ją rozumiesz, prawda?

No tak – powiedzą mi – znowu bezczelna blogerka bez wykształcenia medycznego, wjeżdża na specjalistów po uniwersytetach.
A to nie tak, ja krytykuję chory system i ślepotę na najprostsze prawdy. Robimy coś bez precedensu w świecie natury – dobrowolnie odmawiamy sobie jedzenia – i płacimy za to kolosalną cenę.
Moja podopieczna – studentka dietetyki, mówiła mi, że na studiach uczą ich, że człowiek może spokojnie żyć na deficycie kalorycznym -1000 kcal. Ok, ale jak długo? I jakie są tego konsekwencje? O tym podręczniki milczą.

Wykluczanie grup produktów

Idąc po poradę do dietetyka zwróć też uwagę czy z twojego menu nie wyleciały aby węglowodany (podstawowe źródło energii człowieka) albo tłuszcze (źródło energii i budulec naszego ciała), albo oba na raz (Dukan?).
Zapewnią Cię, że tylko w ten sposób schudniesz. Ale na jak długo i jakim kosztem?
Powiedz szczerze, żyłaś kiedyś bez węgli?  Jeżeli tak to wiesz, że po kilku dniach nic innego nie robisz tylko krzyczysz na ludzi i płaczesz. Praca, nauka, relaks? Zapomnij.
Byłam kiedyś na diecie South Beach i wiesz jaką ja nazwałam? South Bitch. Kiedy zabrakło mi cukru, ze słodkiej osoby zmieniłam się w najgorszą sucz; i to raz dwa! Nikt nie mógł ze mną wytrzymać, a już najbardziej nie mogłam ja sama. A potem rzuciłam się na całe żarcie tego świata.

A tłuszcz? Ostatnio napisała do mnie siedemnastoletnia dziewczyna powoływana do reprezentacji Polski (nie zdradzę dyscypliny ze względu na jej prywatność), której trener kazał schudnąć… przez niejedzenie tłuszczu właśnie. W ogóle, nic.
Siedemnastoletniej dziewczynie – trener – reprezentacji – Polski.
No po prostu:

 

dietetycy

Zgadnij jaki jest efekt? Dziewczyna schudła, po czym zaczęła się objadać, po czym przytyła, po czym dostała kolejną dietę, schudła, przytyła, zaczęła wymiotować, przestała miesiączkować, dostała hormony, schudła, przytyła, załamała się, wyleciała z reprezentacji.
Powstrzymam się od komentarza, bo słowa które cisną mi się na klawiaturę, nie nadają się na tego bloga.

Nie respektowanie granic ciała

Magdę poznałam jakieś pół roku temu. Przyszła do mnie na metoring totalnie załamana. Rozwaliło się jej zdrowie, związek, groziło wyrzucenie z pracy.
Co się stało? Dwa lata wcześniej poszła do dietetyka, który zapytał wprost” Ile chcesz ważyć? 
Nooo z 15 kg mniej, tak 52 kg – walnęła na odlew Magda ze swoich 175 cm wzrostu.
No dobra, to jedziemy!
Przez ponad pół roku trzymała się głodowej diety i do tego ćwiczyła. Totalna gehenna, brak okresu, wypadające włosy, płaczliwość, brak siły. Ale schudła, podziękowała, zapłaciła, wyszła i rzuciła się na jedzenie. Żarła przez kilka miesięcy. Właśnie wtedy zostawił ją wyczerpany sytuacją narzeczony. Przytyła 20 kg, zaczęła wymiotować, potem kolejna głodówka, przeplatana wymiotami… czyli standard. Mamy to na co dzień.
Przyszła do mnie jako zniszczona w każdym aspekcie kobieta. Bliska samobójstwa.

A jak się pytam, gdzie ten dietetyk miał oczy? Dlaczego w ogóle zgodził się na odchudzenie klienta do niedowagi? A jakby powiedziała 42 kg, to co? Czy nie wiedział, że to niebezpieczne? Czy nie było tego na wykładach? A może o to nie dbał, bo klient nasz pan? Czy to jest w porządku – tak po ludzku, moralnie?
Dlaczego nie powiedział jej, że 5 kg w zupełności wystarczy?

Często też słyszę historię dziewczyn które już w momencie udania się do gabinetu miały niedowagę, albo – niech będzie – prawidłową, normalną wagę, a mimo to dostały dietę 1200 kcal.
Jak to wytłumaczyć?

A ktoś taki jak Iwona, która wpadła w zaburzenia odżywiania na diecie 1500, po latach poszła do dietetyka, żeby pomógł jej się z tego wyciągnąć i dostała co? Dietę 1500!

A karmiąca piersią kobieta na 1800?

A Ania, na diecie 800 kcal, która miała jej „przyspieszyć metabolizm”? (Przeczytaj jej historię)

To działa!

A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Zaskoczę Cię teraz: Te wszystkie diety DZIAŁAJĄ.
Tak, schudniesz na 1200 kcal – z mięśni i z narządów, ale w końcu i z tłuszczu też. Zupełnie tak jak ci biedacy z eksperymentu w Minnesocie.
Schudli? Schudli! Więźniowie z KL Auschwitz schudli? Ano tak!

ALE co dalej? Jak to co? JO – JO
I spowolniony metabolizm i rozwalone hormony i obwisła skóra i rozstępy i wypadające włosy i szara cera i last but not least – szkody psychiczne których nie da się powetować, stracone lata, zniszczone relacje… Czy ktoś to w ogóle bierze pod uwagę, wypisując taką dietę cud?

 

dietetyk

 

dietetyk

Radź sobie sama

Najbardziej przykre jest to, że ludzie przemieleni przez przemysł dietetyczny, przez trenerów, wyprani z nadziei, z kasy i zdrowia, są pozostawieni sami sobie. Mało tego; obwinia ich się za niepowodzenie.
Masz jojo? Nie stosowałaś się do zaleceń!
Zapierdzielasz na mojej siłowni jak Ci każę, jesz jak Ci każę i TAK wyglądasz? Pewnie oszukujesz.
Kto nie daje rady sprostać drakońskim dietom (99.9% dietujących wraca do dawnej wagi w przeciągu 2 lat) ten dostaje łatkę słabeusza i spojrzenie a’ la wspomniany doktor „Ty wstrętny grubasie”.
Na nas zrzucana jest cała odpowiedzialność za efekty tych cudownych kuracji. Ja w wieku 15 lat dorwałam w domu książeczkę o dietach. Pisaną przez specjalistów, bezpieczną. Okupiłam to piętnastoma latami w bulimii.
To my – ja i Ty – płacimy 100% ceny za uwierzenie w te wszystkie półprawdy.

Dietetyk to nie Bóg

Na koniec chcę Cię poprosić, żebyś zawsze myślała samodzielnie i podważała autorytety. Pamiętaj, że osoba po drugiej stronie biurka (lub sztangi) to tylko człowiek. Na pewno ma on sporą wiedzę, ale nie jest nieomylny. Jeżeli sprzedaje Ci porady, które są po prostu sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, niech zapali Ci się czerwona lampka.  Zadawaj pytania, szukaj, aż w końcu trafisz – mam nadzieję – na kompetentną osobę, bo są takie, zapewniam.
Jak to powiedziała jedna z moich podopiecznych, najlepszym dietetykiem jest nasze ciało. Zawsze tak było i zawsze będzie. Tego się trzymajmy, a nie zbłądzimy w tym szalonym świecie.

*

Kochana, myślę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie, zapraszam Cię więc na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Zobacz także pierwszą lekcję kursu online: Lekcja 0

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2017-10-17T03:20:41+00:00 10 Październik, 2017|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , |

36 komentarzy

  1. Marzenka Październik 10, 2017 w 11:19 am - Odpowiedz

    To, co pisałaś jest w sporej mierze prawdziwe, ale też obraża osoby takie jak ja. Kształcę się na dietetyka, mam zamiar pracować z osobami chorujacymi na ED, i myślę, że mam sporą wiedzę na temat tego, jak pomagać takim ludziom, bo wiesz, że sama przez to przeszłam, a teraz SAMA z tego wychodzę. I wiem, podobnie jak wielu innych dietetyków, że 1200 kcal jest zwykłym harakiri, czy jak to się tam pisze. Cenię sobie Twoją wiedzę i doświadczenie, ale ten wpis zmieszał z błotem innych, tak jakbyś Ty jedyna miała wiedzę na ten temat. Bardzo mnie to zabolało. Ty też bowiem nie jesteś nieomylna.

    • Maria Październik 10, 2017 w 11:30 am - Odpowiedz

      Chyba nie przeczytałaś tego posta…

      • Maria Październik 10, 2017 w 11:34 am - Odpowiedz

        Ania wyraźnie pisze: po prostu nim komuś zaufasz – zastanów się, czy jego porady nie są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Jeżeli nie zamierzasz zalecać podopiecznym diet 1200 kcal, to to nie jest post o Tobie i nie masz powodu, by czuć się urażona.

    • G Październik 10, 2017 w 11:38 am - Odpowiedz

      Marzenko ja tego tak nie odebrałam. Ania nawołuje do używania rozumu i ma rację. Niestety też chodziłam do wszelakich dietetyków a dziś ma 35 kg nawagę(raczej otyłość) i dokładnie radzili mi podobnie góra 1500 kcal. Wpadłam we wszelkie hormonalne choroby. Moim zdaniem Ania dobrze radzi. Prawda zanim do człowieka dotrze niestety najpierw go obrazi. Od czasu jak czytam jej bloga bulimia odeszła i jem normalnie, mało chudnę, ale już nie patrzę przez pryzmat „talerza”.
      Pozdrawiam

    • Wilczo Glodna Październik 10, 2017 w 12:34 pm - Odpowiedz

      Słońce, a doczytałaś do końca? Mówię, że kompetentni dietetycy istnieją (dokładnie w tych słowach) i trzeba ich poszukać, a nie przyjmować za prawdę opinię pierwszego lepszego, nawet jak jest to nie rozsądne. Ja sama współpracuję z dwiema dietetyczkami (układały jadłospisy, które sprzedaję na blogu) i uważam, że są fantastyczne.
      Przeczytaj słońce jeszcze raz i zobacz, że nie ma się o co obrażać.
      A ja, nie jestem nieomylna – to fakt który codziennie biorę pod uwagę, zwłaszcza jak piszę posta lub nagrywam filmik.

  2. Gabakulka Październik 10, 2017 w 12:58 pm - Odpowiedz

    Wiem co masz na myśli Aniu. Zanim wpadłam na Twoje filmiki na YT i tego bloga, szukałam pomocy u dietetyka klinicznego. Pełna nadziei poszłam na pierwszą wizytę, bo już nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Nienawidziłam siebie, osób w koło i nie mogłam patrzeć na jedzenie.

    I wyraźnie zaznaczyłam, że nie chcę niskokalorycznej rozpiski. Że ćwiczę jakieś 4 razy w tygodniu, że mam pracę siedzącą. Że chciałabym schudnąć jakieś 5 kg (waga 62, wzrost 162), ale nie zależy mi na tempie schudnięcia, bo bardziej chciałabym wyjść z bulimii. Nie mieć obsesji jedzenia. Pani z usmiechem zapewniła, że ma sporo klientek, którym pomogła, również po bulimii. I co? Wyszłam z dietą 1200 kcal (sama obliczyłam z rozpiski – Pani robiła „trik” pominięcia liczb). Wróciłam po dwóch tygodniach na wizytę kontrolną. Strzępek nerwów. Poprosiłam o zwiększenie kaloryczności. Tłumacząc, że za mało, że głodna, że obsesja się zwiększyła. I co? Za 250 zł otrzymałam jadłospis na dwa tygodnie na 1350 kcal… Bravo!

    Dzięki Tobie Aniu wiem, że jedząc więcej, nie robię sobie krzywdy. Napady nie trwają już tygodniami. Niestety brakuje mi pewności siebie a przyjemność mylę ze szczęściem… A to dwie różne rzeczy…

    • Agnieszka Pietrzyk Październik 16, 2017 w 3:52 pm - Odpowiedz

      To jakiś koszmar! Gdy słyszę takie historię to naprawdę zaczynam wątpić w ten zawód, choć sama jestem jego przedstawicielką i mam przyjemność współpracować z Anią. Jak dla mnie problem tkwi w tym, że zawód dietetyka nie jest w Polsce uregulowany prawnie. Panuje swawola, gro „specjalistów i doradców żywieniowych”. Polecam weryfikować wiedzę dietetyka, do którego się udajemy – najprościej poprzez prośbę pokazania dyplomu ukończenia 5-letnich studiów na Uniwersytecie. Nie jest to oczywiście gwarancja nie trafienia na oszusta czy to wyznawcę dziwacznych metod głodowych jadłospisów, ale jednak jakaś podstawa.
      I szczerze nie uważam tego wpisu za obraźliwy dla nas dietetyków. Naszą rolą jest dać pacjentowi przykład i narzędzia do tego, aby wreszcie zacząć podążać za swoją intuicją i tak też postępuję w pracy z wilczkami. Nie wyobrażam sobie rozpisać diety 1200 kcal! Taka droga na skróty do niczego nie prowadzi!
      Pozdrawiam serdecznie i w razie pytań zachęcam do bezpośredniego kontaktu 🙂

  3. Iwona Październik 10, 2017 w 1:08 pm - Odpowiedz

    Te ikonki, które przedstawiłaś przy diecie 1200 kcal rozwaliły mnie na łopatki 😀 idealnie to przedstawiłaś, nic dodać, nic ująć! Dobry wpis !

  4. Kinga Październik 10, 2017 w 2:22 pm - Odpowiedz

    Dzięki Tobie, a dokładnie Twoim wpisom zrozumiałam, że wpadłam w zaburzenia odżywiania. Fakt, nie mam i nigdy nie miałam bulimii. Ale obsesje – owszem. Chęć zrzucenia paru kg wzięła górę nad całym moim życiem. I dzięki Tobie to zauważyłam. Obcinanie kcal do minimum i ciągła obsesja na punkcie jedzenia. W końcu postanowiłam coś z tym zrobić. Próbowałam sama i jakoś nie szło mi to za dobrze, ciągły strach nie pozwalał mi pójść do przodu. Aż nadszedł moment krytyczny i postanowiłam zgłosić się do specjalisty – dietetyka. Było to kilka tygodni temu. I może po prostu miałam szczęście, ale trafiłam właśnie na tę kompetentną osobę, która uczy mnie „jeść” od nowa. Nie ma mowy o głodzeniu się, niedojadaniu, obcinaniu kcal. Z każdą wizytą moja dieta uzupełniania jest o kolejne kalorie, których mój organizm potrzebuje. I wiecie co jest w tym najlepsze? W końcu pozbywam się tych znienawidzonych kilogramów. Powoli, spokojnie, bez nerwów, stresów. Jem i chudnę ! A jeszcze do niedawna nie byłam w stanie uwierzyć, że to możliwe…
    Nie wątpię, że jest rzesza „specjalistów”, którzy postępują, tak jak napisałaś w tym poście. Ja jestem jednak przykładem na to, że można trafić na naprawdę dobrego dietetyka i każdej osobie szukającej pomocy tego życzę.

    • Ewa Październik 10, 2017 w 6:30 pm - Odpowiedz

      Mam pytanie. Jak wyszukałaś takiego dietetyka? Też borykam się z takimi problemami, ale nie wiem do kogo dokładnie się udać.. Czy to psychodietetyk, czy zwykły dietetyk?
      Z góry dziękuję za odpowiedź.

  5. Asia Październik 10, 2017 w 4:02 pm - Odpowiedz

    A jeżeli chce schudnac to powinnam liczyć te kalorie? Czy powinnam jesc po prostu według głodu a waga sama spadnie? Jak to jest?

    • aronia Październik 11, 2017 w 3:18 pm - Odpowiedz

      Z mojego doświadczenia – ważne jest jedzenie 4-5 posiłków co 2-4 godziny, wtedy kiedy poczujesz głód. Cukier, słodycze, czipsy i śmieciowe jedzenie ograniczasz do minimum. Dużo wody ok. 2 litry, żadnego podjadania.

  6. S. Październik 10, 2017 w 4:10 pm - Odpowiedz

    Aniu, myślę, że dobrze by było użyć formy „dietetyk”,”pseudodietetyk”, „trener” itd. Jedno zdanie o kompetentnym specjaliście ginie w fali pejoratywnego wydźwięku tego tekstu na temat dietetyków. Wyczytalam ze wiekszosc z nas jest beznadziejna, nie liczy sie ze zdaniem pacjenta, obwinia go za porażkę, wszystko wie najlepiej, patrzy tylko w portfel i przelicza gotówkę wciskając ludziom nowe kopiuj wklej cud diety. Gdzie historie osób które pracowały z dietetykami i mogą się pochwalić długotrwałymi efektami oraz sukcesem w leczeniu?

    • Wilczo Glodna Październik 10, 2017 w 7:04 pm - Odpowiedz

      Kochana, gdzie ty to wyczytałaś? To jest absolutnie nadinterpretacja, a o tym portfelu i kopiuj wklej to już w ogóle. Przecież w ogóle nie mówię, że dietetycy to banda łasych na kasę debili, po prostu ostrzegam: MYŚLEĆ SAMODZIELNIE przy wyborze dietetyka, czy kogokolwiek. Pewnie gdybym miała blog o innej tematyce mogłabym napisać taki sam tekst o prawnikach, o księgowych, o dermatologach, mechanikach samochodowych itd.
      Po prostu codziennie do znudzenia czytam te historie, więc o tym piszę. To są realne doświadczenia moich czytelniczek.

  7. Klaudia Październik 10, 2017 w 5:27 pm - Odpowiedz

    Aniu, a nie powinno być zamiast:
    „Drugi powód jest taki, że to i tak wszystko rozważania czysto teoretyczne. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z osobą, która miałaby nadwagę i jadła każdego dnia grzecznie 2500 kcal! Nie, to wygląda raczej tak”
    to:
    „Drugi powód jest taki, że to i tak wszystko rozważania czysto teoretyczne. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z osobą, która miałaby nadwagę i jadła każdego dnia grzecznie 1200 kcal! Nie, to wygląda raczej tak”

    • Wilczo Glodna Październik 10, 2017 w 7:07 pm - Odpowiedz

      Absolutnie chodziło mi o 2500, to nawiązanie do przykładu o mnie – gdybym miała mieć teoretyczną nadwagę, powinnam jeść 2500 codziennie. A w kolejnym zdaniu mówię, że nie ma takich ludzi, że raczej to wygląda tak: poniedziałek – czwartek 1200 piątek – niedziela 5000 i średnia wychodzi 2500.

  8. Ania Październik 10, 2017 w 6:11 pm - Odpowiedz

    Aniu czytam Cię dokładnie i skrupulatnie, nigdy nie byłam anorektyczką bulimiczką i nigdy nie doprowadziłam swojego organizmudo braku okresu jedynie do nieco wypadających włosów.
    Borykam się jednak z takim problemem: moje zapotrzebowanie to 2400kcal wedug Twojego kalkulatora. Czyli jakbym jadła 2000kcal powinnam chudnąć tak? Czemu więc gdy zjem głuie 1800 tyję, a tylko przy 1500 waga w miarę leci w dół i tro strasznie wolno bo przez 2 miesi,ące 2kg tylko? 🙁

    • Wilczo Glodna Październik 10, 2017 w 7:09 pm - Odpowiedz

      Bo spowalniasz metabolizm, spalasz mięśnie i narządy. Gdybyś jadła 2400 – tyle ile wynosi zapotrzebowanie (rozumiem że na tą niższą wymarzoną wagę) to tyle byś ważyła. Przy diecie 1500 organizm dosłownie hamuje i broni się jak może. Przeczytaj kochana serię „Jak jeść normalnie” – maj 2017

  9. Ilia Październik 10, 2017 w 7:01 pm - Odpowiedz

    Te kalkulatory i całe to liczenie kalorii, że przy spożyciu 2000 to 50 kg a 2500-80 kg są strasznie naciągane. Nie ma żadnej gwarancji że będzie tak albo tak bo czynników jest za dużo. To nie jest tak że jestesmy tacy sami, a kaloria kalorii nierówna. Na przyswajanie kalorii i to czy organizm ma potrzebę magazynowania tkanki tłuszczowej wpływa przeciez stres, sen, hormony, to co zjedlismy a nie tylko ile, co jedliśmy dzien wczesniej, to czy produkt miał błonnik czy nie, Ania Ty naprawdę wierzysz że wpiszesz jakieś liczby w kalkulator on line i to tak zadziała dla każdej osoby? Serio pytam, bo widzę że często o tym piszesz. W świetle tej teori powinnam wazyć 9o kg, ważę 57. Nie ma prostego przełożenia, że deficyt 3500kcal to pół kilo mniej i vice versa. Set point jaki ma każdy organizm działa nie tylko w dół, ale również w górę. nie da się tyć w nieskonczoność. Kalorie to takie obsesyjne wentyle bezpieczeństwa – że zawsze można policzyć, skatalogować i przewidzieć. Ale nasze organizmy na szczęście nie rozumieją tych tabelek i nic sobie z nich nie robią.

    • Wilczo Glodna Październik 10, 2017 w 7:15 pm - Odpowiedz

      Kochana, to jest wszystko orientacyjnie. Po prostu uświadamiam dziewczynom widełki w jakich mają się poruszać i że to NIE jest 1200. Ja sama niby mam jeść 2100, a przy ostatnim wegańskim jadłospisie przekonałam się że jem więcej, tak więc nie – nie traktuję tego jako wyroczni i wiem, że sprawa jest bardziej skoplikowana. Mało tego; ja w ogóle nie jestem fanką liczenia kcal, ale czasami potrzebna jest ich świadomość do wyciągnięcia się z najgłębszego doła.

  10. akinue Październik 10, 2017 w 7:13 pm - Odpowiedz

    Aniu, chciałam Ci z całego serducha podziękować. Pomogłaś mi. Bardzo. Może to zabrzmi dziwnie i śmiesznie, ale nauczyłaś mnie jeść od nowa. Dzięki Tobie bardzo zmieniło się moje podejście do jedzenia oraz mojego ciała. Potrzebowałam takich lekcji. Chcę być zdrowa i silna. Jeszcze nie jest pięknie, ale staram się, aby tak było.

  11. Ana Październik 11, 2017 w 4:16 am - Odpowiedz

    Tak naprawdę to ja nie ufam żadnemu specjaliście, chyba, że nie mam innej możliwości, bo to jest np. chirurg i moja wiedza w temacie jest zerowa. Zawsze przed podjęciem ważnych decyzji wgłębiam się w problem doczytuję i sprawdzam. Podkreślam – ważnych – bo pierdołami się tak nie przejmuję. Obecnie problem polega na tym, że na dietach „zna się” już każdy: rozmaite celebrytki, „dietetycy” po wyższych szkołach tego i owego, trenerzy i blogerzy. Dyplomy na ścianach porozwieszane, a wiedza marna. Na pewno są wyjątki i świetni dietetycy też się znajdą, ale nie mam czasu i pieniędzy na ich szukanie, prawidłowe żywienie to nie jest jakaś tajemna wiedza, naprawdę wystarczy zdrowy rozsądek i parę mądrych książek na temat fizjologii ludzkiego ciała.

  12. Kama Październik 11, 2017 w 8:07 am - Odpowiedz

    Ja napiszę tylko tyle. Moje kontakty z dietetykami i trenerami (chyba muszę dodać słowo pseudo) doprowadziły mnie do tego, że mam zwyrodnienie stawu kolanowego i całkowicie rozwalony układ trawienny (trzustka + wątroba).

  13. HaNNa Październik 11, 2017 w 8:47 am - Odpowiedz

    Witam od ponad roku jestem na diecie z strony internetowej której nazwy nie będę tu pisać.Aktualnie jestem na diecie 1900 kcal (dodam tylko ,ze jestem osobą bardzy aktywna dużo biegam i cwicze około 5-6 dni w tygodniu.
    Dieta polega na tym ze raz w tygodniu wysyłam ile ważę i Pani dietetyk (chyba) rozpisuje mi na podstawie mojej wagi jadłospis na kolejny tydzień. W tamtym tygodniu napisałam ze moja waga z 62.3 wzrosla na 62.8 kg. I Pani dietetyk odrazu obciela mi kaloryczność z 1900 na 1700 kcal. Postanowiłam napisać do Pani Dietetyk ,ze natychmiast ma mi przywrócić diete 1900 która moim zdaniem jest i tak nie wystarczająca dla mnie i ze nie zgadzam się na kaloryczność 1700 bo to zdecydowanie za mało jak na mój tryb życia .Pani dietetyk po 2 godzinach odpisala „Oczywiscie zaraz rozpisze Pani diete na caly tydzien spowrotem na 1900 kcal.”.Chciałam tu dodać jeszcze tylko tyle że od prawie 3 miesięcy do proponowanej diety 1900 kcal dokładam według własnego uznania 400 kcal i z czystym sumieniem przyznaje WRESZCIE CZUJE SIĘ ŚWIETNIE :)))a to wszystko zasługa Wilczoglodnej ;*:) która serdecznie pozdrawiam :)))

  14. kasia Październik 11, 2017 w 10:05 am - Odpowiedz

    Wlasnie zaczełam 1 rok dietetyki. Obiecuje sobie Tobie i Wam wilczyki, ze nigdy nie bede takim dietetykiem, o ktorym pisze Ania ( sama takich kilku przerobiłam)

  15. Joanna Październik 11, 2017 w 2:15 pm - Odpowiedz

    Do dietetyczki wybrałam się raz i więcej tego błędu nie popełnię. Moja przygoda z liczeniem gramatury każdego kawałka mięsa skończyła się w ciągu 1.5 miesiąca. Od zaleconej diety, na szczęście miała aż 1870kcal, dostałam żółciowego zapalenia żołądka, czyli po prostu żółć z wątroby zalewała wnętrzne żołądka. Nie mogłam z bólu siedzieć ani leżeć, ryczałam, nie wychodziłam z domu, jadłam wtedy, kiedy ból stępiał i byłam na silnych lekach przeciwbólowych. Uratował mnie mądry gastrolog. Leczenie trwało pół roku i kosztowało mnie mnóstwo łez.

    • Wilczo Glodna Październik 11, 2017 w 3:37 pm - Odpowiedz

      O DIETY tak Ci się zrobiło? To co w niej miałaś? Dżizas!

  16. ne Październik 11, 2017 w 4:04 pm - Odpowiedz

    Do dietetyka czy jakiegokolwiek lekarza iść można, ale dobrze jest kierować się własnym rozumem i nie wierzyć absolutnie we wszystko co się usłyszy.

  17. Joanna Październik 12, 2017 w 7:30 am - Odpowiedz

    Przede wszystkim paradoksalnie za dużo warzyw a za mało tłuszczy. Mała porcja sałatki na dwie przekąski, na obiad znowu warzywa, ale z dodatkiem białka i w niewielkiej ilości tłuszczu w postaci oliwek lub pestek dyni i słonecznika. Orzechy to zło, bo kaloryczne, więc nie mogłam zjeść więcej niż 5. Broń Boże przed łączeniem, bo się nie schudnie. Jak byłam na tej pseudo zdrowej i mądrej diecie, chodziłam głodna, chciało mi się bardziej słodyczy. Oczywiście nic nie schudłam. Tylko się znerwicowałam. Po tej ‚diecie cud’ przytyłam dużo za dużo.

  18. Joanna Październik 12, 2017 w 7:35 am - Odpowiedz

    Ach, i oczywiście zero jakichkolwiek kasz i makaronów. Takie – uwaga- węglowodanowe produkty DOPIERO w fazie drugiej, czyli stabilizacyjnej…. jak teraz o tym myślę, to wewnętrzny śmiech mnie ogarnia, ale w zeszłym roku byłam bardzo zdesperowana, bo ciągle tyłam. I wydawało mi się, że trafiłam do specjalisty. A trafiłam na…. właśnie, kogo?

  19. Kasia Październik 13, 2017 w 1:11 pm - Odpowiedz

    „No tak – powiedzą mi – znowu bezczelna blogerka bez wykształcenia medycznego, wjeżdża na specjalistów po uniwersytetach.” – zgadzam się z Marzeną, że to trochę boli. Też kształcę się na dietetyka i tak łatwo rzucane słowa są kolce. Przykro mi, że trafiałaś do nieodpowiednich osób, ale tak może być w każdej dziedzinie (lekarze, stomatolodzy, ekipy budowlane, nauczyciele, urzędnicy). Przepraszam, ale brzmi to tak, ze dietetycy z założenia uczą się „niszczyć” ludzi. A Ty jedna nie. Pozdrawiam.

  20. Magda Październik 13, 2017 w 2:38 pm - Odpowiedz

    Aniu czy mogłabyś sprawdzić działanie kalkulatorów? Liczę swoje zapotrzebowanie (podobne parametry do Twoich tylko lat więcej i wychodzi ok 1800 kcal, wpisuję Twoje i wychodzi też ok. 1800 a nie 2000. Sprawdzisz? Proszę.

  21. Pauluk Październik 15, 2017 w 2:11 pm - Odpowiedz

    Hej. Miałam naprawdę wielkie szczęście w swoim życiu, że spotkałam na swojej drodze aż dwie porządne panie dietetyk. Niestety mam też za sobą traumatyczne przejście z jednym panem, który dosłownie mnie zagłodził podczas sportowego okresu w moim życiu. Takie osoby są OKROPNIE szkodliwe dla osób, które wcześniej nie poznały podstaw dietetycznych – będą słuchać się specjalisty, ponieważ mu ufają. Dlatego to co piszesz o własnym rozsądku jest bardzo fajne, ale czasami stan psychiczny osób, które finalnie decydują się na wizytę u dietetyka może takie racjonalne myślenie wyłączyć – nawet jak to było w moim przypadku u wspomnianego pana.

  22. Paulina Październik 15, 2017 w 8:17 pm - Odpowiedz

    Z jedną rzeczą się nie zgodzę, czasem jest tak że ludzie otyli, zwłaszcza tacy którzy wcześniej na własną rękę stosowali „cudowne” diety mają tak spowolniony metabolizm że oprócz tego że odkładają wszystko na czarną godzinę to organizm zmniejsza wydatek energetyczny podstawowych czynności, chcąc przeżyć jak najniższym kosztem, czyli ppm wynosi mniej niż u zdrowego człowieka, w skrajnych przypadkach może wynosić poniżej 1000 kcal czyli taka osoba będzie przybierała na wadze nawet na diecie 1300 kcal. Trzeba wtedy najpierw unormować organizm a nie możemy przecież dorzucić z dnia na dzień 1000 kcal więc zaczynamy od mniejszej ilości i dopiero wtedy układamy dietę która pokrywa zapotrzebowanie zdrowej osoby. W dietetyce wszystko jest kwestią indywidualną

  23. MleKoak Październik 18, 2017 w 8:08 am - Odpowiedz

    Pozdrawiam i polecam aplikację Fitatu. Można jeść co się lubi i chudnąć. To jest przełomowa aplikacja, super działająca i pomagająca w końcu uzyskać efekty! A wszystko zdrowo, w swoim tempie i skutecznie 🙂

Zostaw komentarz