Co robi z człowieka głód?

Chciałabym wam opowiedzieć o pewnym ciekawym eksperymencie. Kiedyś już o nim słyszałam, potem coś tam czytałam, po roku znowu obił mi się o uszy. Jednak jakoś nigdy w pełni nie doceniłam wniosków z niego płynących.
Aż do niedawna – kiedy to ponownie pojawił się w książce, którą akurat słuchałam.
Wtedy pacnęłam się w czoło.
Ahaaaa, to dlatego większość osób z zaburzeniami odżywiania ma depresję, wycofuje z życia towarzyskiego, nie ma ochoty na nic…
Dlatego płaczemy, wyżywamy się na bliskich i same siebie przestajemy poznawać.
I dlatego też lądujemy w pewnym momencie na krócej (lub zazwyczaj jeszcze krócej), na antydepresantach. Wszystko jasne.
Zobacz co odkryli amerykańscy naukowcy (jak zwykle) już wieki temu.

Eksperyment głodowy w Minnesocie.

Może znasz to badanie, może nie.
Jeśli nie, zaraz zobaczysz dlaczego jest ono dla nas tak bardzo ważne.

W środku II wojny światowej w USA zadano sobie pewne ważne pytanie: Jak pomóc ofiarom głodu w Europie – wyzwolonym więźniom obozów koncentracyjnych, jeńcom, ludności cywilnej?
Jak działa głód na nasze ciało i naszą psychikę? Jakie zmiany powoduje i jak je odwrócić? Co możemy zrobić postawieni przed takim problemem?

Na Uniwersytecie w Minnesocie zebrano zespół badawczy i ogłoszono nabór ochotników do eksperymentu.
„Czy dasz się zagłodzić, by oni zostali nakarmieni?” – głosił slogan. „Pomóż swojemu krajowi”, „Pomóż nam w wysiłkach wojennych”.
Taka była retoryka na jaką odpowiedziało 400 młodych patriotów.
Z nich wybrano trzydziestu sześciu zdrowych mężczyzn w wieku od 22 do 33 lat.
Przetestowano ich pod kątem zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim psychicznego. Mieli być odporni na stres, dojrzali, stabilni emocjonalnie, wytrwali, bez żadnej historii chorób psychicznych, problemów rodzinnych itp.
Ale co najważniejsze, mieli być bardzo zmotywowani. Czekał ich przecież rok głodzenia.
Każdy z nich musiał być głęboko przekonany, że robi coś ważnego dla kraju, że ojczyzna na niego liczy, a miliony głodnych ludzi przeżyje dzięki ich poświęceniu.
Mocno akcentuję sprawę motywacji, ponieważ jest ona niezwykle ważna dla tego co chcę tu przekazać. W dalszej części artykułu wrócę jeszcze do tego.

Eksperyment podzielono na cztery części:

1. Okres kontrolny (trzy miesiące).
Uczestniczy dostawali około 3200 kalorii dziennie, tak aby osiągnęli idealną dla siebie wagę. Ci, którzy byli zbyt szczupli, mieli trochę przytyć, zbyt duzi – schudnąć.

2. Okres głodówki (pół roku)
Wartość kaloryczną obcięto o połowę, czyli do 1560 kcal przy bardzo monotonnej diecie. Zostawiono tylko dwa posiłki, wyrzucono zaś kolacje (brzmi znajomo, co?)
Każdy z nich musiał też pracować w laboratorium przez 15 godzin, chodzić 35 kilometrów tygodniowo (czyli spalać dodatkowo 1000 kcal ponad podstawową przemianę materii), uczęszczać na lekcje przez 25 godzin tygodniowo i pisać dziennik.

3. Okres ściśle nadzorowanej rekuperacji (trzy miesiące)
Uczestników podzielono na cztery grupy po osiem osób. Każda z nich dostała inną dietę regeneracyjną, różniące się od siebie wartością energetyczną i składem.
Potem grupy zostały podzielone na jeszcze mniejsze, gdzie testowano różne warianty suplementów i witamin. W ten sposób sprawdzano, która strategia jest najlepsza w walce z niedożywieniem.

4. Swobodny okres rekuperacji (dwa miesiące).
Mężczyźni mogli jeść co chcieli i kiedy chcieli. Wszystko było jednak skrupulatnie monitorowane i mierzone.

Ważne jest to, że podczas całego eksperymentu ochotnicy mogli swobodnie wychodzić z laboratorium i uczestniczyć w normalnym życiu. To znaczy, że musieli (tak jak my, odchudzające się) odpychać wszelkie pokusy i konfrontować się życiem codziennym, będąc na głodzie.

Okres głodówki i zmiany fizyczne

Właściwie już od pierwszych dni, wraz z kilogramami zaczęła spadać ich siła, energia temperatura ciała, puls i libido.

Potem było co raz gorzej.

Po kilku tygodniach, serce zwolniło z 55 uderzeń do 35 uderzeń na minutę i skurczyło się. Ilość krwi zmniejszyła się o 10%. Wypróżnianie następowało raz w tygodniu.
To jest właśnie zwolnienie metabolizmu, mające na celu zaoszczędzenie energii. Wielu z nas wydaje się że wolny metabolizm to tylko zwolnienie trawienia, podczas gdy jest to zwolnienie wszystkich procesów życiowych zachodzących w ciele. Wszystkich.

Skóra stała się gruba i szorstka w wyniku twardnienia mieszków włosowych.
Narzekano na zawroty głowy, bóle mięśni, obniżoną koordynację ,dzwonienie w uszach, mrowienie w stopach i dłoniach, wrażliwość na zapachy, ostre światło, dźwięki, zaburzenia widzenia, ciągłe zimno.
Uczestnicy eksperymentu cały czas pili wrzącą wręcz herbatę i kawę, domagali się gorącej kąpieli. Właściwie każdy wolny moment, wykorzystywano na leżenie na słońcu, żeby chociaż trochę się dogrzać.

głód

Z powodu zaniku tkanki tłuszczowej, ból sprawiało dłuższe siedzenie czy leżenie.

Jako, że uczestnicy mogli pić wodę w nieograniczonych ilościach (co robili by zabić głód), pojawił się u nich obrzęki kolan, kostek i twarzy. W porównaniu do ich wychudzonych ciał, wyglądało groteskowo.

Tutaj jeszcze raz przypomnę, że to działo się na diecie 1560 kcal, która stanowiła połowę z ich zapotrzebowania. Ile wynosi Twoja połowa? Byłaś na takiej diecie? Niżej niż ta wartość? 

Znajdź 10 podobieństw ze swoim życiem, czyli zmiany psychologiczne na diecie 1560 kcal:

Wszyscy szybko popadli w apatię przerywaną irracjonalnymi wybuchami złości lub euforii.

Posiłki stały się najważniejszym punktem dnia. Ochotnicy ustawiali się w kolejce do stołówki już na kwadrans przed jej otwarciem. Wpadali w złość jeżeli jego pora przesuwała się choćby o minutę. Na stołówce wybuchały agresywne spory o wszystko. Drażniły głosy sąsiada, czy to jak oddycha.
Znikło poczucie wspólnoty typu: Jesteśmy tu razem dla większej sprawy.
Każdy powoli zaczął się izolować i zamykać w swoim własnym świecie.

W trakcie posiłku zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
Mężczyźni tulili do siebie jedzenie, mieszali je w dziwne papki, dzielili i układali na talerzu, trzymali jak najdłużej w ustach bez połykania. Wielu z nich miksowała wszystko z wodą, żeby wyglądało na więcej. Wylizywano do czysta talerze i miski.
Zdarzało się szmuglowanie resztek porcji poza stołówkę, żeby jeść je w samotności.
Pod koniec eksperymentu, zjedzenie posiłku zajmowało co niektórym nawet dwie godziny.

głód

Pomiędzy posiłkami uczestnicy mogli pić kawę, herbatę i żuć gumę, z czego chętnie korzystano. Niektórzy żuli nawet 40 paczek dziennie i pili po 15 kaw. W końcu tego zabroniono.

Nie rozmawiano już o niczym innym jak jedzenie, chociaż wcześniej polityka, wojna czy dziewczyny były ważnym tematem.
Zaczęto nałogowo czytać książki kucharskie i kolekcjonować przepisy. Jeden z uczestników napisał w swoim dzienniku „Studiowałem książkę kucharską do piątej rano”
Przyjemność dawało wąchanie jedzenia czy obserwowania innych jak jedzą.
Zbierano także utensylia kuchenne.
Co ciekawe, żaden z mężczyzn nie był przed eksperymentem specjalnie zainteresowany gotowaniem, zaś podczas jego trwania 40% deklarowało że właśnie to planują robić w przyszłości.
Faktycznie trzech z nich zostało szefami kuchni, a jeden zajął się rolnictwem
(Wiele z moich podopiecznych też studiuje dietetykę, albo zajmuje się żywieniem.)

Tygodnie mijały, a mężczyźni zaczęli poszukiwać jedzenia wszędzie gdzie się dało, przez cały czas. Zdarzały się oszustwa i kradzieże. Po jakimś czasie pozwolono im poruszać się po mieście tylko dwójkami.
Jeżeli któremuś udało się oszukać z jedzeniem powodowało to stan chwilowego uniesienia i szczęścia, kończącego się totalnym załamaniem i myślami, że nie mam po co żyć i jestem totalnym zerem, skoro nie umiem wytrzymać na diecie.

Jeden z nich pracował w sklepie spożywczym i tam stracił kontrolę nad sobą. Zjadł kilka ciastek, bananów, pudełko popcornu. Kiedy zorientował się co zrobił, natychmiast zwymiotował i ze łzami w oczach pobiegł wyznać wszystko eksperymentatorom. W dzienniku napisał, że czuje się gorszy, słaby, obrzydliwy.
Inny uczestnik nie był w stanie się głodzić. Raz na czas zupełnie niekontrolowanie napychał się ogromną ilością jedzenia, po czym wymiotował i zaczynał na nowo. Został odesłany do domu.

Tu właśnie chcę przypomnieć aspekt motywacji. Każdy uczestnik eksperymentu zaczynał z bardzo silnym przekonaniem, że robi coś dla swojego ukochanego kraju, że miliony liczą na niego i nie może ich zawieść. To cel jasny i zrozumiały dla naszej inteligentnej części mózgu (kora mózgowa), lecz zupełnie niepojęty dla mózgu pierwotnego (gadzi), który ma za zadanie utrzymać nas przy życiu, upewniając się, że zjemy, wyśpimy się i zaczerpniemy kolejny oddech.
Motywacja była żelazna, ale instynkt samozachowawczy także. Kilku uczestników eksperymentu wyrzucono za oszukiwanie. Po prostu nie dali rady wygrać z naturą.

Ciekawy jest przypadek tego biedaka z ewidentną bulimią. Zaczęło się u niego wykształcać to samo błędne koło o którym pisałam w postach o gadzim. Z jednej strony motywacja by nie jeść (ojczyzna wzywa), z drugiej strony przymus ciała, żeby JEŚĆ.
I tak się biedak miotał pomiędzy pragnieniem osiągnięcia celu, a głosem natury, która ewidentnie brała górę.

Spójrz na siebie. Czy to nie jest dokładnie to samo? Ty też masz silną motywację by nie jeść (rozmiar XS wzywa) i silny instynkt ciała by jeść – wbudowany genetycznie priorytet: przeżyć. Ten konflikt interesów napędza objadanie się i wymiotowanie. Tak jak to jest przedstawione poniżej.

głód

Wracając do eksperymentu: Kto nie oszukiwał, nie podjadał i wytrwale robił to czego od niego wymagano? Tylko najsilniejsze jednostki. Ludzie o tak nieugiętej woli, że byli wstanie czasowo okiełznać swój własny zew przeżycia. Tak jak to robią… anorektyczki.
Jednak wszystko do czasu i za ogromną cenę.

Co było dalej:

Zmiany psychiczne postępowały.
W szeregach ochotników zapadała co raz większa apatia, zmęczenie, ograniczenie potencjału intelektualnego. Na łeb na szyję poleciały wyniki testów na inteligencję.
Niektórzy zaczęli kompulsywnie obgryzać paznokcie lub palić, inni wykształcili nerwowy tik.

Pojawiły się objawy szaleństwa.
Jednego z uczestników, już po kilku tygodniach, zaczęły nawiedzać bardzo realistyczne koszmary o kanibalizmie. Śniło mu się, że zjada starszego mężczyznę (!?)
Czuł, że się załamie, więc kilka oszukał z jedzeniem. Kiedy prowadzący eksperyment go o to zapytał, ten rozpłakał się jak dziecko i zaczął krzyczeć, że go zabije.
Natychmiast został odesłany do szpitala psychiatrycznego, gdzie po kilku dniach odpowiedniej diety, na powrót stał się zupełnie normalny.

Inny odrąbał sobie siekierą trzy palce.
Nie był w stanie wytłumaczyć, czy zrobił to specjalnie, czy nie.
Jednak dziesięć dni przed zdarzeniem zanotował w swoim dzienniku, że czuje się w absolutnej otchłani, chce, żeby wypuścili go do domu i nie widzi innego sposobu na skrócenie swojej męki, jak tylko przez okaleczenie się.

Przypadki klinicznej depresji, hipochondrii i histerii dotknęły prawie wszystkich uczestników.
Pamiętajmy, że jeszcze kilka miesięcy temu byli to fizycznie i psychicznie zdrowi, młodzi mężczyźni. Marna szansa, że akurat wszyscy poprzypominali sobie traumy z przeszłości czy deficyty emocjonalne. Po prostu tak działa głód.

A oto wspomnienia chłopaków. Przypominają Ci coś?

Treść życia zaczęła blednąć. Rozmowy z bliskimi są takie jałowe, męczące i bez sensu. Nie mam ochoty w nich uczestniczyć. Całe ich życie stanęło i zaczęło się toczyć od posiłku do posiłku.

Mam potrzebę bycia ze sobą sam na sam. Dużo chodzę do kina.
Kiedy jednak trafiam na komedię, w ogóle nie jestem rozbawiony. Nie czuję potrzeby, tak jak kiedyś, żeby się śmiać.

W okresie kontrolnym zakochałem się w dziewczynie, ale teraz widzę ja co raz rzadziej. Nawet trzymanie się za rękę sprawia mi trudność. Jeżeli idziemy na film, to i tak najbardziej interesują mnie sceny jedzenia.

Kiedy jestem w większym tłumie, daję się potrącać i popychać. Moim głównym stanem emocjonalnym jest rezygnacja.

Pod koniec półrocznego okresu głodówki (1560 kcal) uczestnicy stracili około 25% masy ciała – tłuszcz, ale też mięśnie i tkanki (pamiętasz skurczone serce i o 10% mniej krwi)
A teraz uwaga: Pomimo wszelkich zmian jakie w nich zaszły, w ogóle nie postrzegali siebie jako za chudych. Odwrotnie; uważali, że wszyscy w koło są za grubi, oni zaś są ok.
Hmmm…

Okres rekuperacji

Nadzień rozpoczęcia rekuperacji czekano jak na zbawienie, jednak kiedy nadszedł, niektórym przyniósł ogromne rozczarowanie.
Mężczyzn podzielono na cztery grupy, w których zwiększono kaloryczność posiłków o: 400, 800, 1200 i 1600 kcal.
Po kilku tygodniach okazało się, że grupa pierwsza, w ogóle się nie regeneruje, mimo że dawano im witaminy i suplementy. Organizm zaczął minimalnie reagować dopiero po dodaniu kolejnych 400 kalorii.
Nawet Ci, którym z powrotem zwiększono kalorie do dawnego poziomu, potrzebowali sporo czasu, aby w pełni dojść do siebie. Dopiero po zwiększeniu dawki kalorycznej do 4000 ich stan wyraźnie zaczął się poprawiać.

głód

Jednak, co ciekawe, stan psychiczny rekonwalescentów w dalszym ciągu się pogarszał.
Irytacja zmieniła się w agresję, depresja i obsesja na punkcie jedzenia nie ustępowała, wahania nastroju były co raz gorsze. Zaburzony obraz ciała, też się nie zmieniał tak samo jak niskie poczucie własnej wartości.
Kiedy trzy miesiące kontrolowanego dożywiania minęły, uczestnikom dano wolną rękę w sprawie diety.

I się zaczęło.

Mężczyźni wrzucali w siebie po 5000 – 8000 kcal dzień w dzień. Rekordziści potrafili i 11 000.
Jeden z nich wylądował w szpitalu z płukaniem żołądka.
Z ich notatek wynika, że posiłek spożywali właściwie tylko jeden – od rana do nocy. Wszyscy zgłaszali też, że nie ważne ile by zjedli, ciągle czują się głodni. Nawet jeżeli napchali się pod korek, za pół godziny znowu byli w kuchni.

Niektórym przez jakiś czas zdarzało się prowokowanie wymiotów, ze strachu że przytyją, albo wymioty samoistne, po czym jedzenie zaczynało od nowa.
Generalnie każdy jadł dużo więcej niż kiedyś i przytył około 10% w porównaniu ze stanem wyjściowym. To zaczęło się normalizować na przestrzeni pięciu miesięcy. Napady się skończyły, a waga naturalnie wróciła do stanu sprzed eksperymentu.
Wahania nastroju ustały po około trzech miesiącach, ale wszyscy badani twierdzili, że jeszcze nie czują się w pełni normalnie wobec jedzenia.

Głód różni się diametralnie od zachwycających niuansów apetytu – powiedział jeden z naukowców – To właśnie on czasowo zmienił tych mężczyzn na wiele sposobów. Jednak to co pozostało w nich najdłużej to ta niezdolność rozróżnienia między ssącym głodem i normalnym apetytem.
Apetyt jest pytaniem, na które odpowiada posiłek. Głód jest palącą potrzebą, pustką, która błaga o zaspokojenie za pomocą jakichkolwiek, niezbędnych środków.

W wywiadzie z 2003 roku znowu zapytano dzielnych ochotników o ich przeżycia związanie z eksperymentem. Wielu wyznało, że jeszcze przez wiele lat towarzyszył im strach, że jedzenie zostanie im odebrane.

głód

Głodowaliśmy w najlepszych warunkach, jakie można sobie wyobrazić. Do tego wiedzieliśmy dokładnie kiedy nasza tortura się skończy – powiedział Sam Legg (ten od odrąbanych palców) – Ale nasze ciała tego nie wiedziały.
Instynkt samozachowawczy nie zna różnicy pomiędzy trzydziestodniowym oczyszczaniem organizmu*, a zagrażającym życiu głodem.
Ból i lęk o utratę pożywienia przypominają o sobie każdemu kto kiedykolwiek musiał z nim się zmagać – dobrowolnie, lub nie.
Najsmutniejsze jest to, że tak często odkładamy życie na później; pójdziemy na randkę, pojedziemy w podróż, zrobimy karierę… dopiero jak schudniemy. Po tym co przeżyliśmy uważam, że to nie to pragnienie schudnięcia, trzyma nas w domu i nie pozwala żyć. To głód nas tam trzyma – samotnych i czekających.

* posty Dąbrowskiej, głodówki lecznicze i INNE CUDA!!!

*

Mam nadzieję, że rozumiesz co chcę przekazać opisując tę historię.
Głód powoduje nie tylko zmniejszenie tkanki tłuszczowej, czy – niestety – mięśniowej (serce to też mięsień) i łącznej.
Głód powoduje zmniejszenie człowieka jako takiego, i jego życia. Sprowadzenie go do zwierzęcia, które całe swoje jestestwo nastawia na jedno: zdobyć jedzenie.

Eksperyment głodowy w Minnesocie właśnie to udowadnia.
Rzuca on też nowe światło na zaburzenia jedzenia. Bo skoro w wyselekcjonowanej grupie zdrowych, psychicznie odpornych mężczyzn, BEZ historii depresji czy traum rodzinnych, zdołano wywołać kompulsywne objadanie się, ewidentną bulimię, depresję, obsesję na punkcie jedzenia oraz wyglądu – to chyba wszystko jest możliwe.
Oczywiście to światło w ogóle nie jest nowe. Eksperyment ma ponad 70 lat temu, ale z tego co słyszę i czytam, jego wyniki nie są zbyt często brane pod uwagę w leczeniu ED w Polsce (Sytuacja powoli zmienia się na przykład w Ameryce, ale to ciągle są wyjątki, a nie norma. Dalej w zastraszającej większości leczy się zaburzenia odżywiania oldschoolowo – terapia psychodynamiczna, leki)

*

A teraz ważne pytanie.
Dlaczego mężczyźni z Minnesoty wrócili do normy w przeciągu pół roku, a dziewczyny z zaburzeniami odżywiania nie są w stanie?
Tutaj znowu: motywacja. U tych mężczyzn zniknął jej aspekt. Zrobili swoje dla kraju, z pompą im podziękowano, stali się bohaterami. Cel osiągnięty.
A u dziewczyny z bulimią czy anoreksją, cel nie znika. Ona dalej chce być szczupła i wbić się w to cholerne bikini. A im bardziej się głodzi, tym bardziej się objada, im więcej chudnie, tym bardziej jej obraz ciała wypacza się i tym mocniej nakręca się błędne kółko.

Dla uczestników eksperymentu lekarstwem na depresję, obsesję i paranoję było jedzenie – nie rozmowy o przeszłości i emocjach i nie co raz większe dawki antydepresantów.
JEDZENIE.
To, czego brak spowodował to całe zamieszanie, było i zawsze będzie rozwiązaniem.

Ale ja jestem inna – pomyślisz może – ja jedzeniem sprawiam sobie przyjemność, rozładowuję napięcie, zagłuszam emocje.
Ok, nie przeczę, ale czy to znowu nie ma wiele do rzeczy z tym, że od lat jesteś na diecie i „uważasz na to co jesz” (zero słodyczy, zero tego, zero tamtego)?
I że nie masz siły już „uważać”, gdy dochodzi jakiś stres. Po prostu mówisz „Chrzanić to” i jesz wszystko czego sobie broniłaś.
Bo dlaczego akurat jedzenie? Przecież spanie czy picie wody (zwłaszcza w upalny dzień) też jest przyjemne. Ale nie robisz tego w stresowych momentach? Po prostu nie jesteś śpiąca, ani spragniona. A głodna owszem.
Pomyśl też, czy byłabyś w stanie przekonać kogokolwiek, kto nie ma bulimii, że jedząc ogromne ilości słodyczy poradzi sobie ze stresem?
Słuchaj Kaśka, znam świetny sposób – 10 czekolad, tort i lody i po problemie.
Czy poleciłabyś tę „metodę” swoim dzieciom?

Z własnego doświadczenia i doświadczenia moich podopiecznych, mogę powiedzieć, że w naszym życiu nie wydarzył się cud. Ja wcale nie nauczyłam „radzić sobie z emocjami”, ani trochę nie „zapełniłam pustki” i nie „skonfrontowałam się ze swoimi demonami”. Po prostu unormowałam swoje jedzenie, co zaowocowało tym, że przestałam się obżerać. Dalej czasami płaczę, wkurzam się, czy jestem nieznośna.
Ale nie żrę.

Wracając do tematu: to że przez swoją ekstremalną dietę wpadłaś w depresję, jest – jak się okazuję – normalną reakcją ludzkiego ciała na głód. Nic z Tobą nie jest nie tak. Odwrotnie! Twoje ciało na wszelkie możliwe sposoby daje Ci znać, że jedzenie  MUSI stać się teraz priorytetem, bo zagrożona jest twój egzystencja.
Dlatego właśnie nic Cię nie cieszy. Gdyby tak było, nie byłabyś wystarczająco zmotywowana, żeby go szukać! Włączyłabyś sobie fajny film i zapomniała o sprawie. Po czym padłabyś martwa.
Widzisz, że to wszystko ma sens i logiczne wytłumaczenie?
Ciało ludzkie jest mądrzejsze niż ludzki umysł ze swoimi antydepresentami na receptę.
Leczenie nimi bulimii jest jak pudrowanie parcha na środku nosa, albo malowanie na czerwono paznokcia z grzybicą. Wszystko pięknie – już się uśmiecham – ale problem wcale nie jest rozwiązany.
Oczywiście są przypadki, gdzie trzeba brać jakieś leki, ale leczenie nimi głodu?

*

A Ty, kochana? Czy rozpoznajesz swoje doświadczenia w tym co przeżyli ochotnicy z Minnesoty? Ja owszem! Izolacja, depresja, ze średniej 5.3 na średnią 3.5, wieczne zimno…
Podziel się z nami swoimi doświadczeniami.

Na koniec chciałabym Ci powiedzieć, jaki wniosek ja wyciągam osobiście z opisanego eksperymentu:
Zaburzenia odżywiania nie są tajemniczą chorobą na którą się zapada i choruje, są za to stworzonym w określonym sposób problemem, który DA SIĘ rozwiązać.

Pisząc artykuł korzystałam z wielu źródeł.
Książka: The Bulimia Help Method – Richard Kerr, Ali Kerr
Filmy dokumentalne i artykuły dostępne w internecie.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com