Dlaczego leczenie bulimii jest nieskuteczne?

Dlaczego się objadam?
Pytanie które przewija się i na Wilczej i w dyskusjach na stadzie i non stop w Twojej głowie.
Dlaczego Ciągle to robię?

Idziesz więc po pomoc, bo to dawno już przekroczyło granice tego co możesz znieść.
I czego się dowiadujesz?

Że objadasz się, bo uciekasz od rzeczywistości.
Że zajadasz emocje.
Że to jest twój sposób na odreagowanie.
Że chcesz siebie zniszczyć.
Że nikt Cię nie kochał.
Że trauma, że matka, że ojciec i że prababka, której los odtwarzasz (Jak Ania)

Aha, spoko.
Tylko co zrobić z taką informacją?

A czy ktoś zapytał Cię kiedyś co Ty jesz i ile? Czy ktoś spojrzał na Twoją dietę?
Na Twoje przekonania na temat jedzenia?
Że gluten, insulina, laktoza, ketoza, redukcja, śniadania białkowotłuszczowowęglowodanowe (zależy czego akurat zakazują jeść), okno anaboliczne i okno żywienia.
Czy ktoś Ci kiedyś powiedział, że to wszystko bzdura na resorach, którą utrudniasz sobie życie?
Że sobie nią to życie uniemożliwiasz!
Czy ktokolwiek zainteresował się, że jesz 1200 kcal, zamiast 2400?
Czy ktoś nauczył Cię, że głos nałogu, który każe Ci lecieć o północy po wafelki, nie jest Twoim głosem i MOŻESZ go zignorować?
Czy raczej zajmowałaś się czym zupełnie bez związku z powyższym?

Przyczepiłam się?
A tak.
Znowu załączył mi się tryb „Bezczelna blogerka bez tytułów naukowych, poucza profesjonalistów”.
Ale teraz to wściekłam się na maksa.

Znowu trafiła do mnie siedemnastolatka struta psychotropami tak, że nie wiedziała jak się nazywa.           Wróciła właśnie z długiej tułaczki po szpitalach i z zawalonym rokiem w liceum.
I co?
Wystarczyło powiedzieć jej kilka banalnych prawd: Jedz śniadania, nie utuczą Cię, bo to co zjesz rano i tak się spali. Jeżeli tak zrobisz, chęć objedzenia się na wieczór zmaleje do niegroźnych rozmiarów.
Wystarczyło dać jej kilka narzędzi i oduczyć kilku głupot, które gdzieś wyczytała. Cud!

Tak proste, że aż niemożliwe?
No cóż, nie ma powodu by proste sprawy komplikować.

Albo tak jak wczoraj: Znowu pisze do mnie młoda matka, że daje zły przykład dzieciom.
Za co się obwinia? Za to że nie potrafi wybaczyć swoim rodzicom ich wiecznej nieobecności, a to sprawia, że się objada (substytuuje miłość).
Próbowała już na stu terapiach i nic.
Drążymy temat i okazuje się, że jest na diecie już dziesiąty rok (co roku innej, przerywanej na przemian napadami obżarstwa i harcorowymi treningami z wynajętym trenerem).
No to ciekawe co jest przyczyną jej bulimii? hmm…

*

Znowu ktoś wdepnął głębiej w bagno, tracąc czas na rysowanie uczuć, podczas gdy nałóg rozwijał się w najlepsze, a błędne koło przybierało swój ostateczny kształt.
Tak jak ja kiedyś:
Mój pamiętnik z liceum pełen jest rozważań jakie emocjonalne braki kompensuję rzyganiem (zadanie od lekarza ), podczas gdy obok wyliczone skrupulatnie kalorie które zjadłam: 234, 312, 507 (tu notatka: Ty gruba świnio!!!)

A ja po prostu chciałam TYLKO schudnąć… w bardzo nieumiejętny sposób.
Tak, wiem, zaraz będzie, że chciałam schudnąć, by zrekompensować owe braki emocjonalne.
A guzik!
Robiłam to, bo moja ostatnia dieta cud (wycięta z gazety przez mamę) zakończyła się gigantycznym jojem i spowolnieniem metabolizmu.
I myślałam, że jedząc 300 kcal, naprawię to.
Bo dla kogoś kto nie ma pojęcia jak działa metabolizm, logiczne jest, że jak się mniej je, to się chudnie, tak?

Do tego byłam osobą, która NIGDY się nie poddaje (mam tak do dziś), więc porzucenie mojego celu nie wchodziło w grę. Więc pociągnęłam swoją dietę do zaburzeń odżywiania.
No i w efekcie my tam sobie z przemiłą panią pitu pitu raz w tygodniu po godzinie (100 zł), a moje niewinno- głupie odchudzanie zmieniło się tym czasem w potwora.
Ja się zmieniłam w potwora, w Wilka, chodzącą maszynkę do żarcia pieniędzy!
Na tak wiele lat…

*

No dobra, po przydługim wstępie i kilku głębszych oddechach odpowiadam na pytanie.
Dlaczego się objadasz?

Z dwóch powodów:

1. Głodzisz się i dlatego twój instynkt samozachowawczy tak broni Cię przed śmiercią.
2. To już się stało nawykiem, nałogiem – jak wyciąganie papierosa do kawy.

Druga przyczyna może istnieć już niezależnie; bez tej pierwszej.
Tak jak to dzieje się u wielu moich podopiecznych:
Ania, ja się już się nie głodzę, ale jem bo… czuje silne emocje, albo nie czuję nic oprócz nudy, bo się stresuję, albo cieszę, bo jest piątek, bo jest sama w domu, bo dostałam awans, bo co tu robić wieczorem?

Tak jak alkoholik pije, bo dostał złą wiadomość (wyleciał z pracy) i dlatego że dostał dobrą wiadomość (urodził mu się syn)
I jak palacz, który sięga po papierosa, bo się zestresował, ale i dlatego że właśnie miał dobry seks (widziałaś to nie raz na starych filmach).
I absolutnie nie dlatego, że ucieka przed jakimiś tam emocjami, czy obrazem surowego ojca.
Dobra, może tak się to zaczęło – od zagubienia, ale teraz to nie ma już nic do rzeczy.

Ci nałogowcy mają fuksa. Ich nie traktuje się Seronilem, czy innym chemicznym specyfikiem (no dobrze, nie napiszę słowa, które mi się ciśnie na klawiaturę)

Oni uczą się jak radzić sobie z nałogiem i z nałogu wychodzą.
Amen.

*

Czy czepiam się specjalistów, tak zwanych?
Nie.
To są tylko ludzie, których tak nauczono w szkołach.
A Ci, co uczyli w szkołach, też nauczyli się tego w innych szkołach.
Ja wiem, że oni wszyscy chcą DOBRZE.
Ale system „leczenia” jest zły. Opiera się na fałszywych przesłankach.
Czy ktoś to jeszcze widzi??

Zresztą co się dziwić, skoro zaburzenia odżywiania rozpowszechnione na taką skalę to problem nowy. Ile ma lat? 30?
Nie ma jeszcze rzetelnych badań na ten temat.
Za to jest niedosyt bezczelnych dziewuch takich jak Kathryn Hansen i moja skromna osoba, które krzyczą, że nie tędy droga.

I z całym szacunkiem, ale zaburzenia odżywiania są tak niezrozumiałe dla ludzi, którzy w nich nie siedzą, że łatwo przypiąć im łatkę zaburzeń psychicznych.
No bo jak by inaczej? Młoda kobieta symbolicznie odmawiająca sobie pokarmu w akcie rozpaczy.           To takie wdzięczne i tak pięknie się spina.
Pani wymiotuje na zło tego świata (autentyczna diagnoza mojej podopiecznej).

No pięknie ładne, super.
Ale Ty czujesz, że to wszystko nieprawda.
Tylko… że już sama nie wiesz w co wierzyć.

Podejrzewasz, że dom, przeszłość i wychowanie nie mają tu nic do rzeczy.
Za to co jadłaś na śniadanie – owszem.

I ten męczący głos w głowie „Zjedz, zjedz” – też ma coś tutaj do gadania.
A Ty nie wiesz, jak sobie radzić.
I te utarte ścieżki – smutek – jedzenie, radość – jedzenie, nuda – jedzenie
Tyle razy powtarzane, że już sama nie wiesz co mogłabyś innego zrobić.

*

Wiem, że to kolejny teks, po którym posypią się na mnie gromy.
Ale wiem, że mam moralny obowiązek mówić o tym co widzę w codziennej pracy z moimi podopiecznymi.
Nie mogę milczeć, nawet za cenę ewentualnego ostracyzmu.

Ale mam także ogromną nadzieję, że Ty Wilczyco, rozpoznasz prawdę w moich słowach.

No nie jest tak?
Napisz mi choć krótki komentarz, że Ty też ją widzisz.

Bo tylko prawda ma moc, by nas wyzwolić.

72 komentarze

  • Gosia

    Widzę Aniu tę prawdę. Wróciłam niedawno z kolejnej terapii w szpitalu, która gówno mi dała. Nie mogła mi pomóc. Moje objadanie się to nawyk, który długo sobie wyrabiałam, ale którego nie mam już zamiaru kontynuować. Już wiem, że nie jestem wobec niego bezsilna i że nie muszę diametralnie się zmieniać, by skończyć z bulimią.

    Luty 28, 2017 at 2:44 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Dziękuję.

      Luty 28, 2017 at 3:06 pm
  • Edyta

    Anuś zgadzam się w 100 %. Ja sama tak długo szukałam pomocy (terapia,psychiatra-wspomniany seronil,siłownie,dietetycy itp),szukałam też winy w dzieciństwie i na pewno jest w tym związek ale teraz to już tak jak piszesz-zwykły nałóg.Tyle lat straciłam łudząc się,że jakiś specjalista mi pomoże.Może miałam pecha,nie wiem ale wiem na pewno,że nic mi tak nie pomogło jak Ty Ania:)Na niektóre tematy nie myślimy tak samo,ale na pewno gdyby nie Ty dalej bym szukała lekarza,który w końcu mi pomoże i chodziłabym bez grosze (bo pieniędzy też mi dużo poszło…) i jestem Ci wdzięczna,że to wszystko się skończyło:)

    Luty 28, 2017 at 3:07 pm
  • Monika26lat

    Dokładnie tak jest u mnie. Jem bo tak się przyzwyczaiłam. Od 5 lat czy się stresuję, czy cieszę, czy mam czas wolny albo dlatego że mogę już odetchnąć po pracy… pojawia się pustka i głos – idź po 2 czekolady. A ja idę, bo nie wyobrażam sobie innej możliwości, wpadłam w rutynę. Końcem świata byłoby nie posłuchanie głosu. Straciłam już szacunek do siebie że nałóg panuje nad całym moim życiem….

    Luty 28, 2017 at 3:30 pm
  • KasiaKasia

    Aniu, zgadzam się z wieloma kwestiami, które opisałaś. Do pozbycia się nawyku potrzeba jednak odpowiedniego nastawienia. Osoby z ED często mają depresję (spowodowana ED), niską samoocenę, a w trudnych chwilach działają celowo na swoją niekorzyść. Nie wiem, jak postrzegasz terapię, ale wg mnie terapia ma nas nauczyć, jak sobie radzić z sytuacjami, kiedy chcemy, a jednocześnie nie chcemy z czymś skończyć. Każda osoba kompulsywnie jedząca, która chce przestać, czerpie też ogrom korzyści z tkwienia w takiej sytuacji (często podświadomie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy) – czyli jednocześnie chce i nie chce z tym skończyć. Przedkłada szybką nagrodę (napad) nad długotrwałe pozytywne rezultaty (unormowanie jedzenia, samozadowolenie). Terapia uczy, jak powstrzymywać się od impulsywnych reakcji (m.in. dzięki poznaniu i zrozumieniu tychże). Pomaga nam lepiej poznać samych siebie i dostrzec, ze WARTO przetrzymać trudne chwile, trzymać się postanowienia (=nie objadać się) i dbać o siebie (=podejmować słuszne decyzje dot. odżywiania), ponieważ jesteśmy tego WARCI.
    Co do porównania do palenia papierosów – palenie zwykle nie wpływa tak fatalnie na samoocenę palacza i nie znam nikogo, kto wpadłby w depresję czy próbował odebrać sobie życie z powodu nieudanych prób rzucenia papierosów (w przeciwieństwie do osób z ED).

    Luty 28, 2017 at 3:39 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, o tych aspektach ED też pisałam wielokrotnie i zdaję sobie z nich sprawę.
      Tak, możemy się najlepiej na świecie nauczyć powstrzymywania od impulsywnych reakcji, ale jeżeli zjadłyśmy tego dnia 500 kcal, to nic to nie da.
      Dowiadujemy się też, że jesteśmy warci zmiany i jak mamy o siebie dbać, co jest dobre – nie przeczę. Ale tym czasem prawdziwy problem leży odłogiem i się pogłębia.
      Z powodu palenia może nikt życia sobie nie odbiera, ale z powodu alkoholizmu, hazardu, narkotyków, seksoholizmu, już tak. I jedzenie znajduje się w tej kategorii także.

      Luty 28, 2017 at 5:26 pm
      • KasiaKasia

        No jeśli ktoś je 500 kcal, to nie dziwne, że ma napady. Sęk w tym, ze często osoby z ED nie są w stanie zjeść więcej, ze strachu, z nienawiści do siebie, z poczucia bezsilności. I myslę, że zadaniem terapii jest zachęcić taką osobę, żeby zaczęła o siebie dbać, czyli również odpowiednio sie odżywiać i uregulować swoje jedzenie. A żeby to zrobić, trzeba odłożyć chęć schudnięcia na dalszy plan, a priorytetowo zająć się swoim zdrowiem i ustabilizowaniem diety. U niektórych osób pragnienie czy przymus bycia chudym jest tak duży, że po prostu nie dają rady odpowiednio ułożyć priorytetów.

        Marzec 1, 2017 at 6:49 am
        • Wilczo Glodna
          Wilczo Glodna

          Ale do tego nie potrzeba terapii. Ja bałam się jeść, bo myślałam, że przytyję. Nie dlatego, że siebie nienawidziłam. Raczej nienawidziłam siebie za „brak silnej woli”. Widzę to także u moich dziewczyn na mentoringu; gdy się im pokaże, że można jeść więcej i nie tyć, bo to tak nie działa, czują ogromną ulgę.

          Marzec 1, 2017 at 9:27 am
  • martyna

    Masz jak zwykle rację, Aniu, oby jak najwięcej takich Słońc jak Ty

    Luty 28, 2017 at 4:05 pm
  • Martyna

    Jak zawsze w punkt, zgadzam się w 100%. Sama, chodząc do psychologa kilka razy usłyszałam, ze robię to przez częściową niepełnosprawność mojego taty (?). Bzdura i kompletne brednie … nie ma w ogóle sensu chodzić do takich specjalistów. Ja osiągnęłam o wiele więcej sama czytając Wilczą niz chodząc do fantastycznej pani psycholog.

    Luty 28, 2017 at 4:07 pm
  • Monika

    Ojoj jaka prawda o mnie, psychoterapia, psychotropy, rady psycho, które bardziej zmuszają do jedzenia niż walki o zdrowie, tekst świetny, jak dla mnie nowe sztabki złota

    Luty 28, 2017 at 4:59 pm
  • Ania

    Ja też się zgadzam z tym że wszyscy psycholodzy (przynajmniej ci których ja spotkałam) upatrują źródła problemów z objadaniem się w dzieciństwie i relacjach z najbliższymi. Spotkałam ostatnio żonę kuzyna która też jest psychologiem i od słowa do słowa doszłyśmy do temtu pomocy psychologicznej i rożnych zaburzeń i co słyszę? „Wiesz to wszystko nie jest takie proste. Nie da się tak szybko komuś pomóc bo wiele problemów tkwi w dzieciństwie” i też odniosłam takie wrażenie ci psychologowie to wszyscy takie samo utarte myślenie mają… wpoili im na studiach sposób myślenia i wszustkich tą samą miarą mierzą a nawet krawcowa która chce dla dla trzech różnych kobiet uszyć sukienkę musi każdą z osobna zmierzyć.
    Ach a ja szkolny błąd zrobiłam bo przez weekend na weselu zjadlam za dużo różności i rozciągnęłam żoładek i teraz tak już trzeci dzień ciagle głodna jestem i jem jak Wilk. A wcale sie nie denwrwuje niczym… a to taka reakcja na przejedzenie.

    Luty 28, 2017 at 6:21 pm
  • silna93

    W 100% masz rację, to nałóg i trzeba nad nim zapanować. Nie mówię, że psycholog jest zły. Pomaga nawet w trudnych chwilach, jakie na pewno niesie ze sobą ta choroba, ale leki… we mnie też wciskają, a ja czuję, że to zupełnie zbędne, nic mi to nie daje. Problem tkwi w uzależnieniu a tego nie da się wyleczyć chemią.

    Luty 28, 2017 at 6:26 pm
  • Ania Nowa

    ja również się zgadzam z Tobą Aniu, bo dokładnie mam te same doświadczenia, dwie terapie – które nic kompletnie nie dały.
    Dopiero unikanie jedzenia przetworzonego i więcej kcal w diecie dały zmianę.
    A mam pytanie o to ile kcal powinnam spożywać dziennie?
    Bo nie potrafię trafić we właściwą ilość, z Twojego postu o Newtonie wyszło mi że ok 1500 (158 cm wzrostu, 52 kg wagi, nie ćwiczę wcale), ale jak tyle jem to czuję lekki głód. Ile powinna jeść żeby było ok?
    Czy jedzenie 1500 – 1600 kcal dla małej, niskiej, nie za bardzo aktywnej osóbki będzie ok? Dodam, że te kalorie pochodzą z naturalnego jedzenia, jem głównie warzywa, zdrowe tłuszcze, pestki, orzechy, mięso, jajka, ryby, trochę nabiału i owoców.
    Proszę o pomoc w takim ustaleniu kaloryczności, żebym nie miała ataków głodu, a jednocześnie żebym nie przytyła.
    Z góry dziękuję :*

    Luty 28, 2017 at 7:03 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, absolutnie nie schodź nigdy poniżej 1800! Może i nie ćwiczysz jak tako, no ale pracujesz, chodzisz, uczysz się (?). ti wszystko spala kcal!
      1600 to jak się okazuje za mało nawet dla osoby, która ma 150 cm wzrostu (Mam taką dziewczynę na mentoringu)

      Luty 28, 2017 at 7:53 pm
  • Agata

    Aniu, może zainteresuje Cię podejście poznawczo-behawioralne i mindfulness. Mam wrażenie, że Ty już to praktykujesz ze swoimi podopiecznymi zupełnie intuicyjnie. Może nawet nie wiedząc, że to swojego rodzaju psychoterapia, polegająca na warunkowaniu i kontr-warunkowaniu naszych zachowań. Obieraniu celu i jego realizacji, a nie szukaniu przyczyn. Fakt poznania i zrozumienia przyczyny choroby nie leczy jej. Tak jak w przypadku każdej innej choroby.
    To są stosunkowo nowe metody, które wykazują ogromną skuteczność w leczeniu uzależnień, ED, a nawet depresji.

    Luty 28, 2017 at 8:09 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kicia, znam znam. Przeczytałam na ten temat już kilkanaście (albo kilkadziesiąt, nie wiem) książek. Intuicja to fakt, ale wierzę też, że bierze się ona po prostu z wiedzy, którą mam. Nie robię nic innego oprócz pisania Wilczej i czytania książek. Więc z tego to wynika.
      Jak masz jakieś fajne tytuły, to poleć koniecznie!

      Luty 28, 2017 at 8:28 pm
      • KasiaKasia

        Aniu, ja polecam zerknąc na tytuł „Insight” Michała Pasterskiego. Obszerna książka. Sama jeszcze jej nie zaczęłam na dobre. To raczej podręcznik do pracy nad sobą. Michał prowadzi też bloga i platformę https://lifearchitect.pl/ z fajnymi kursami autocoachingowymi. 🙂

        Marzec 1, 2017 at 6:52 am
    • dead

      To tylko moja opinia, ale wg mnie terapia poznawczo – behawioralna nic nie daje.. Przeszłam kilka sesji i dalej nie było sensu, pani psycholog usiłowała wycisnąć ze mnie moje cele życiowe i sposoby ich realizacji, a jak do diabła osoba z m.in. chroniczną depresją ma nagle tego dokonać i wypisać owej pani w punktach jaki ma plan na życie?? Przecież nie szukałaby pomocy, gdyby sama umiała sobie pomóc!

      Marzec 1, 2017 at 2:29 am
  • Marlena

    Zgadzam sie z toba Anno w 100%,jestesmy nalogowcami uzalezniajacymi swoje zycie,reakcje,zachowania od jedzenia ktore daje nam chwilowe poczucie bezpieczenstwa,swobody,wolnosci a przynajmniej mi. Pisalam do ciebie nie raz w prywatnych wiadomosciach ale nie sluchalam do konca tego co do mnie pisalas… po przeczytaniu twojego dzisiejszego tekstu zaczyna do mnie docierac czy mi sie to podoba czy też nie ….mozg potrzebuje energii zeby pracowac,kojarzyć,myśleć itd a czy mi sie to podoba czy tez nie to ta energie czerpie z pozywienia…chce jesc i sie boje

    Luty 28, 2017 at 8:11 pm
  • jolka

    „Ci nałogowcy mają fuksa. Ich nie traktuje się Seronilem, czy innym chemicznym specyfikiem (no dobrze, nie napiszę słowa, które mi się ciśnie na klawiaturę)
    Oni uczą się jak radzić sobie z nałogiem i z nałogu wychodzą.”

    Czołem! Trochę się zezloscilam. Bardzo nie lubię, kiedy jedni nalogowcy mówią o innych, ze mają lepsze leczenie, łatwiejszy nałóg, a zdarzają się nawet opinie, ze „nie jestem przecież pijaczka/narkomania whatever, oni mają za darmo i głupki nie korzystają. To nie tak
    Zdanie z fb, ze terapia „nie leczy”,można odnieść do wszystkich uzależnień. Wydaje mi się – a czytałam o tym bardzo dużo, jak Ty – ze najgorzej z ofertą i potrzeganiem społecznym maja seksoholiczki, zaraz po nich hazardzistki. One są wykluczone z wykluczonych. Nie znam statystyk, pewnie ich nie mam Znam polskie statystyki nr alkoholizmu. Skuteczność dwuletniej terapii (pięcioletnie badania PTP) to 25%. Czyli wg kryteriów DSM po dwuletniej terapii osoba nie pije , nie ma ciągów, przymusu, zesp abstynecyjnego PRZEZ ROK – i uchodzi za wyłączona. Co po trzech latach – akogoto. Z klocek amerykańskie szacunki skuteczności AA (oni nie wymagają abstynencji wcale) to… 1%.
    Tak więc nie ma co porównywać.
    Pozdrawiam (mimo że inne uzależnienie, często tu zaglądałam. Wszędzie chodzi o to samo, dochodziła do podobnych wniosków, tu były sprawnie nazwane)
    Amen.”

    Luty 28, 2017 at 8:41 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, ja się nie czepiam innych uzależnionych. Ja podaję tylko przykład, że do uzależniania od jedzenia podchodzi się jak do choroby psychicznej, a nie jak do nałogu. Rozumiesz kicia? Tylko o to mi chodziło.

      Luty 28, 2017 at 9:08 pm
    • jolka

      Cd (nie umiem pisać na takim blogu przez tel). Liczba osób zaczynających terapię, a liczba ja kończących – różni się 50krotnie. Osoby rezygnują z powodu fatalnej jakości oraz traktowania objawów choroby jako złej woli (tzw zapicia i zacpania są powodem wyrzucenia z terapii). Czytałam straszne świadectwa. Widziałam dużo olewactwa.
      A czasem jest też tak, komuś przykładowy seronil jest potrzebny, bo depresja, bo problemy. I to jak dyzurni psychiatrzy traktują pacjentow/pacjentki odwykowe ociera sie moim zdaniem o lamanie praw czlowieka. To tak z boku, pozdrawiam jeszcze raz 🙂

      Luty 28, 2017 at 9:10 pm
  • Marta z Łodzi :)

    Aniu , ja również się z tobą zgadzam . Chodzę na terapię, jednak jej charakter się zmienia, sam temat jedzenia schodzi na drugi plan , ponieważ w leczeniu pomagasz mi ty, a u Pani psychiatry skupiamy się bardziej na fałszywych przekonaniach, źle zapisanych kodach, które po części spowodowały moją chorobę. Tak jak mówisz zaburzenia odżywiania, są stosunkowo młodym zjawiskiem, mam nadzieję, że zmienią się metody leczenia. Ahh dużo by pisać
    Pozdrawiam:)

    Luty 28, 2017 at 8:41 pm
  • jolka

    Przepraszam za absurdalne błędy – telefon żyje swoim życiem 🙂

    Luty 28, 2017 at 8:43 pm
  • Justyna

    No to powiedz mi Aniu gdzie my do cholery żyjemy? Szukamy leku na raka…a z zaburzeniami jedzenia nie dajemy sobie rady (my-czyli „specjaliści”). Czuję się obrażona przez metody, jakimi próbuje się leczyć ED w Polsce. Poza Polską nie wiem bo tutaj mieszkam 32 lata. Mnie też „leczyli” terapią i psychiatrą…Przez miesiąc był spokój – a potem KIBEL. Więcej takich odważnych wpisów ANIU! Trzeba coś kurde zrobić bo coraz młodsze dziewczyny grzebią w przeszłości zamiast wsiąść się za TERAZ.

    Luty 28, 2017 at 9:22 pm
  • Wiktoria

    Dziękuje, codziennie zmagam się z bulimią i zaczynam ją coraz dogłębniej rozumieć dzięki Pani. Teraz popatrze na to jak na alkoholizm, bo w końcu to też jest nałóg.

    Luty 28, 2017 at 11:46 pm
  • dead

    Tak, psycholodzy mają zwyczaj doszukiwać się dziwnych rzeczy, które są wyłączni wytworem ich wyobraźni, wg mnie ci ludzie często SZKODZĄ, zamiast pomagać. Po takiej „terapi” pacjent czuje się tylko gorzej, nie dość że rozdrapuje stare rany, to jeszcze utwierdza człowieka w przekonaniu że coś z nim jest nie tak, że music COŚ robić/brać ogłupiające leki bo inaczej sobie nie poradzi. Aniu, dobrze, że obnażasz ten chory system.

    Marzec 1, 2017 at 2:18 am
  • Z.

    Ja również zgadzam się w 100%. Próbuję wierzyć, że moje napady to po prostu pozostałość po niedawno przebytej anoreksji – po prostu podświadomie boję się, że znów nie będzie jedzenia. Ze wszystkich terapii zrezygnowałam właśnie dlatego, że czułam, że nie tędy droga. Rozdrapywałam stare rany, a problemy z jedzeniem nie znikały.
    Wspaniale, że jesteś, Aniu. I chwała Ci za to, że potrafisz mówić o sprawach, o których inni milczą.
    Może kiedyś uda się pozbyć tych wszystkich paskudnych objawów.
    Dziękuję Ci.

    Marzec 1, 2017 at 6:53 am
  • chimchim

    Właśnie trafiłam na twoją książkę ostatnio w Tesco, spodobała mi się więc kupiłam bo borykam się z bulimią od 3 lat. To krótki okres czasu ale wszystko potoczyło się tak szybko, że tak na prawdę nie wiem gdzie teraz jestem w szczególności, że za dwa miesiące mam maturę a jestem w totalnej rozsybce bo moi rodzice nic nie wiedzą, przyjaciele też nie, jestem z tym sama a męczę się codziennie. Dziękuję pani za te posty, na pewno zacznę tu zaglądać systematycznie i postaram się wstać na nogi razem z panią. A co do tematu to na pewno nie powinno się leczyć takich stanów tabletkami, nigdy nie korzystałam z pomocy ale wydaje mi się, że najbadziej jest potrzebna samokontrola, determinacja i pomoc w postaci terapii czy informacji które potrzebujemy na ten temat, nie jakieś głupie diety cud po których spowolnimy metabolizm, będziemy się głodzić po czym później będzie efekt jojo.

    Marzec 1, 2017 at 1:41 pm
  • Aga

    To ja chyba będę jakimś wyjątkiem…
    Zgadzam się z Tobą, Aniu, wyjątek polega na tym, że chodziłam na terapię i pani psycholog powiedziała, że punktem wyjścia jest to, żebym zaczęła jeść zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem. Całe sesje mi to tłumaczyła- że jedząc za mało rzucę się na jedzenie. Powiedziała również, że ona pracuje z osobami chorymi na bulimię jak z uzależnionymi. Dawała mi rady, że kiedy przyjdzie chęć objedzenia się to mam wyjść z domu (bez portfela 🙂 ).
    Niestety, ja nie potrafiłam jeść tych 1800 kcal… PANICZNIE bałam się, że przytyję, ten strach był obezwładniający. W końcu trafiłam do psychiatry z powodu głębokiej depresji…
    Aniu, myślałam nawet o mentoringu u Ciebie, ale wiem, że tam też punktem wyjścia jest większa kaloryczność, a ja po prostu nie mogę się przemóc… Nie mogę…

    Marzec 1, 2017 at 2:47 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Jesteś wyjatkiem z tą terapią.
      Powiedz mi ile jesz teraz?
      Z dziewczynami z anoreksją bulimiczną też mam doświadczenie.

      Marzec 1, 2017 at 4:42 pm
  • Joanna

    Tak! Tak! Tak! Czytam to, co napisałabym sama, gdybym miała zdolność zgrabnie ubrać myśli w słowa!!! To nie tak, że jedzeniem kompensuję sobie „coś”… Mam dobrą pracę, zarabiam nienajgorzej, mam fajnego męża, dzieci, dom, samochód… i 15 kilo nadwagi, bo kocham jesć 🙁 I ten głos – „jeść!!!!” od rana do wieczora… Będę stałym gościem tutaj, mam też Pani książkę „to nie jest dieta”, od 28.02 zaczęłam 30-dniowy program, mam już 5 punktów ;))) Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    Marzec 2, 2017 at 7:39 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Powodzenia!
      Pisz do mnie jak idzie, ok?

      Marzec 2, 2017 at 10:51 am
  • Aga

    Droga Aniu. A czy masz świadomość że ED to objaw, w którym pomagasz ale który nawet zatrzymany nie rozwiąże problemów tej osoby? Dlaczego nie piszesz że jak ED znika to często pojawia się depresja i stany lękowe? Czuję się obrazona gdy piszesz ze daję 100zl tygodniowo pani na terapii gdzie jest tylko pitu pitu. Mnie terapia bardzo pomogła. Może napisz odwaznie ile mentoring kosztuje u Ciebie. Dla mnie ten post to kolejny hejt na osoby będące w terapii. Szkoda że takimi metodami sie poslugujesz…

    Marzec 2, 2017 at 9:50 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Tak, bulimia to objaw tego że się wpadło w błędne koło diet. Nic więcej: http://wilczoglodna.pl/objawy/
      Jak ED zanika to depresja i stany lękowe zanikają WRAZ z nią, a nie się pojawiają. W końcu masz siłę na myślenie o czym innym i na życie!
      Nigdy nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś wpadł w depresję PO ED – w trakcie, owszem. No bo jak można być szczęśliwym jak się wymiotuje 5 razy dziennie i nie ma się siły na nic.
      Nie czuj się obrażona – ja mówię tylko o sobie. Skoro Ty uważasz rozmowę z psychologiem wartą tych 100 zł, to spoko.
      Ile ja biorę? Odważnie więc mówię: ułamek tego. Jaką mam skuteczność? Zapraszam do przeczytania historii moich dziewczyn, albo do porozmawiania z nimi na Wilczym Stadzie. I wcale się nie wstydzę tego, że biorę pieniądze za swoją rzetelną, SKUTECZNĄ pracę 🙂
      Jak zaś mogę hejtować osoby będące w terapii?? Po co? Przecież do takich właśnie osób jest skierowany mój blog!
      Mówię tym osobom tak (w tym Tobie): TY też możesz się z tego bagna wyciągnąć, bez lat na kozetce i trucia się chemią! Dasz radę, bo to jest PROSTE. Fakt, nie jest łatwe, ale jest proste własne!
      Nie mogę uwierzyć, słońce, że w tak pokrętny sposób odebrałaś moje słowa! :O

      Marzec 2, 2017 at 12:55 pm
      • KasiaKasia

        Myślę, że Adze chodziło o to, ze gdy znika objaw, tj. osoba chora powstrzymuje się przed wymiotowaniem, pojawia sie depresja. To jest bardzo częste. Nie masz jak odreagować emocji, jesteś przerażona zmianą, czujesz brak kontroli itp. To jest oczywiście przejściowe, ale trzeba sobie wtedy też jakoś radzić.

        Marzec 5, 2017 at 9:09 am
        • Wilczo Glodna
          Wilczo Glodna

          Normalnie spotykam się z odwrotną reakcją – dziewczyny już nie chcą tego robić i NIE POTRZEBUJĄ i czują się wolne. Ja uczę moje podopieczne, że emocje a jedzenie nie mają aż tak wiele wspólnego, jak powiedziano im na terapiach. I to przynosi ogromną ulgę.
          Także uczymy się emocje wyrażać, nie odreagowywać.
          Na serio, to nie jest matnia bez wyjścia.
          Ale to dobra wiadomość 🙂

          I jeszcze jedno: bulimia to nie objaw. Bulimia to błędne koło uzależnienia od jedzenia.

          Marzec 5, 2017 at 12:38 pm
  • Jedzenioholik

    Dziękuję za kolejny wpis. Uważam że terapia z psychologiem wydaje się być w zasięgu przeciętnej Kowalskiej. Jest to wydatek rzędu 400 zł/miesiąc. Pominę już aspekt skuteczności rożnych terapeutów. Jednak według mnie mało kto może sobie pozwolić na mentoring, ktory podobno jest skuteczny, jednakże z tego co wiem jego koszt to 3-8 tys. zł…. Także nie jest to z pewnością „ułamek tego co u psychologa”. Pozdrawiam serdecznie

    Marzec 3, 2017 at 6:01 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Absolutnie nie tyle 🙂 Poza tym mentoring u mnie to 16 h dziennie, więc już po 1 dniu cenowo bijemy stawki na głowę 🙂

      Marzec 3, 2017 at 12:40 pm
  • Justyna

    Aniu zgadzam się z Tobą w 100%, moje kompulsje wywołały wszystkie te „trendy dietetyczne”, już nie wiedziałam JAK ŻYĆ?! I po każdym posiłku niezgodnym z założeniami tych „przykazań odchudzania” objadałam się coraz bardziej. Nigdy nie wymiotowałam, ale to niczego nie zmienia – miałam potworne wyrzuty sumienia, ból brzucha i na drugi dzień czułam się jak na kacu. Wierzę, że właśnie wychodzę z tego gówna, z Twoją pomocą. Moje ciało już nie musi być chłopcem do bicia dla moich chorych przyzwyczajeń. Ściskam Was wszystkie 😉

    Marzec 3, 2017 at 8:04 am
  • Ada

    A ja muszę napisać ,że nie wiem co u mnie było pierwsze:Depresja,Bulimia,Hashimoto.Te trzy wiedźmy mnie dopadły i powoli lecz skutecznie wysyłają życie ze mnie:(Dzięki Ani ogarnęłam jedną wiedźmę bulimie…jeszcze czuję jej oddech na plecach ale jestem już po lepszej stronie.Jem 4-3 posiłki ,nie mam napadów jak się trzymam planu żywieniowego itp……Myślałam ,że z Panią Bulimią odejdzie Pani Depresja.A ona siedzi sobie wygodnie i sprawia ,że żyję za mgłą…..chyba czas na jakieś leki:(Hashimoto też nie ułatwia życia …hormonalna huśtawka,brak efektów zdrowej diety i intensywnych ćwiczeń.
    ..taka historia 3 wiedźmy ja jedna …kto wygra ?
    Pozdrawiam

    Marzec 3, 2017 at 8:05 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      TY.

      Marzec 3, 2017 at 12:39 pm
      • Ada

        Tegonie wie nikt,chciałam tylko podkreślić złożoność problemów.Ed lubi mieć koleżanki…Niestety to bardzo długi proces pozbycia się ich.Depresja to bardzo trudny temat …ciężki do noszenia na codzień .Tu zwykłe Yes you can -nie pomaga:(

        Marzec 5, 2017 at 9:02 am
  • Aga

    Ja przestalam sie objadac i pojawily sie duże lęki. Po prostu objaw maskowal coś innego, odwracal uwagę. I takue są moje doświadczenia. Dlatego czasem racjonalna dieta i terapia muszą iść w parze.

    Marzec 3, 2017 at 12:27 pm
  • Jedzenioholik

    W rozliczeniu godzinowym mentoring wypada bardziej korzystnie, ale jednorazowy wydatek jest nieporównywalny. Pozdrawiam

    Marzec 3, 2017 at 4:49 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, a ile warte jest dla Ciebie zdrowie? Na ile mam wycenić swoją pracę 24/7 z podopieczną? Czytałaś jakie mam rezultaty?
      To nie kolejne gadanie o niczym. To rozwiązanie problemu. Przychodzisz i za miesiąc wychodzisz jako zupełnie inna osoba. To jest bezcenne. Przynajmniej tak mówią, te które były.
      Zapewniam słońce, że nawet jeżeli to by kosztowało o 10 tyś, to jest to warte każdej złotówki.
      Zresztą ile my wydajemy na jedzenie? W ile się to „zwróci” (nomen omen) miesiąc, dwa? A choćby i rok. Warto.

      Marzec 3, 2017 at 8:15 pm
  • Kamila

    Cześć Aniu i wszystkim kobietkom, mój pierwszy komentarz tutaj..15 marca, dopiero 15 marca mam wizytę u psychiatry 🙁 do tego czasu albo pęknie mi żołądek, albo stanie się cud i powrócę na „właściwe tory” na moją zdrową dietę. Bo tak jak większość ludzi ja nie umiem jeść..a chciałabym. Gdzie szukać powodu bulimii?..Pewnie u każdej z nas jest inne podłoże. Mój maraton trwa 2 tygodnie, każdego dnia ten sam schemat jedzenie dużo jedzenia…o ile w pracy się chowam po kątach, tak w domu „ONA” się budzi, zła, głodna, niszczy mnie a ja siedzę na podłodze w kuchni i zjadam ostatnie płatki do mleka mojej córki ze łzami w oczach, po czym popijam litrem wody i bięgnę do toalety..a moja kochana Różyczka pyta: Mamusiu znowu się brzuszek boli?..ciche żałosne tak, godzina 19 ja uciekam spać bo już nie chce jeść..już nie chce. W nocy idę po córkę do jej łóżeczka bo spać nie mogę, jestem samotna..tak jestem sama całkowicie sama..rano wstajemy a tu na śniadanie nie mam co córce dać bo zdążyłam dnia poprzedniego zjeść wszystko. Wychodząc do pracy pomyślę..Boże dodaj mi siły, aby ten dzień był lepszy, był szczęśliwy, żeby „ONA” zostawiła mnie w spokoju.. nie jest tak..każdy dzień wygląda tak samo..Kamjla

    Marzec 3, 2017 at 6:15 pm
  • Salamandra

    IdealnE! Trafione w sedno to PRAWDA CAŁA PRAWDA. znam to z autopsji. Prochy nie dadzą wolności tylko zmiana myslenia-nawykow-sposobu odżywiania się. Uwielbiam Cię Anka za to co i jak piszesz. Dziękuje! !!

    Marzec 4, 2017 at 9:48 am
  • Nettie

    Cześć Aniu. W kwestii objadania zastanawia mnie jedna rzecz, a mianowicie gdzie kończy się reakcja obronna organizmu na niedobór kalorii, a zaczyna nałóg? Granica jest zapewne cienka, a ja nie jestem w stanie stwierdzić czy wciąż jem za mało (ostatnio 2000kcal), czy jest to już tylko i aż uzależnienie? Potrafię mieć jeden, może dwa dni czystości, po czym znowu nie wytrzymuję i wrzucam w siebie wszystko co mam pod ręką, po czym zazwyczaj lecę do toalety… Ale wcale nie z głodu… Myślałam tez że czynnikiem zapalnym może być stres… Ciągle mam w głowie nieustającą ochotę na jedzenie i nie wiem w którą stronę pójść… Znowu zwiększyć kalorie w nadziei że napady ustąpią, czy walczyć z nimi jak z nałogiem?

    Marzec 4, 2017 at 4:17 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, przestań wymiotować, a szybko zobaczysz gdzie jest ta granica. Zapewniam.

      Marzec 4, 2017 at 4:46 pm
      • Nettie

        Walczę z tym… Jednak zdarzają się dni, kiedy tyle w siebie wrzucam, że czuję jakby mój żołądek miał zaraz pęknąć, i nie zawsze potrafię nad tym zapanować… Czasami wyłącza się we mnie jakiekolwiek myślenie i odzyskuję świadomość co zrobiłam dopiero kiedy niemal rozrywa mi z bólu żołądek… Wtedy najczęściej też pojawiają się wymioty… Z bólu, a za razem poczucia winy…

        Marzec 5, 2017 at 1:56 pm
  • Klaudia

    Kochana zgadzam się z Tobą problem w dużej mierze jest w tym, że człowiek się głodzi i wpada w paranoje w liczeniu kalorii…a później nie wytrzymuję i nadrabia to wszystko…i tak wpada w nałóg.

    Marzec 5, 2017 at 12:01 am
  • Stokrotka

    Ja tez się zgadzam. Ale tylko odnosnie bulimii. Po 4 latach anoreksji w koncu wpadlam w bulimię i jakaś czesc mnie nie potrafila zaakceptowac tego, ze chcę jesc, bo… JESTEM GŁODNA!!! Dlugo zwalalam to na emocje, na to, na siamto, na mamę, na babcię, na kolezanki. Az w koncu dotarlo do mnie, ze intensywnie cwicząc pomiędzy napadami, robiąc glodowki po 0kalorii, tylko sama woda, nie pozwalając sobie z wyrzutow sumienia na wiecej niz 4godziny snu dziennie, wykanczam swoj wyniszczony anoreksją organizm. Zaczelam stabilizowac jedzenie, ale szybko znów wpadlam w anoreksję. U mnie na dlugie lata przed ED były zaburzenia osobowisci borderline, depresja, nerwica i lęki. Chociaz nie lubię definiowac siebie poprzez choroby psychiczne. Anoreksja trochę pomogla mi to napięcie wyciszyc, a napdy i 20kg na plusie w kilka miesiecy na powrot je wyostrzyly. Owszem. Wyszlam z kompulsywnego objadania. Ale moje problemy są o wiele większe i pozostaly. Przynajmniej jeden problem mam z glowy.

    Marzec 6, 2017 at 3:50 pm
  • Renia

    Jakie to wszystko jest prawdziwe. Naprawdę jakbym czytała o sobie. Ja przez nie umiejętne wyjscie z anoreksji popadlam w bulimie trafiajac do szpitala i nic to nie pomogło. Oni poza dawaniem leków i wmawianiem że w podświadomości mam to co się kiedyś działo jest przyczyną. Tak leczyli że nawet nie widzieli jak wymiotuje i wierzyli jak mówiłam że wszystko już okay. Prawda jest taka, że teraz mam huśtawki i jem nic lub prawie nic albo sie objadam.

    Marzec 6, 2017 at 8:32 pm
  • Kasia

    Zawsze uważałam, że nikt nie zrozumie mnie lepiej niż ktoś kto przechodził przez to samo. Na terapiach psychoterapeuci analizowali moją przeszłość, a ja w głębi ducha zastanawiałam się jak ma mnie to powstrzymać przed kolejnym atakiem…na chwilę obecną pozbyłam się ataków i muszę powiedzieć, że przez 13 lat tułaczki od jednego do drugiego psychologa nikt nie pomógł mi jak Ania:)

    Marzec 11, 2017 at 4:11 pm
  • Anastazyja

    Chodzę na terapię już dosyć długo, a mój problem nie jest tak typowy bo wszystkie problemy zaczęły się od objawów nerwicowych. Niejednokrotnie próbowałam pewnych sposobów, między innymi tych opisanych tutaj. Pracuje nad tym już dosyć długo i jestem pewna, że gdyby nie terapia nie byłabym w stanie zrobić tak wielkiego postępu jak robię teraz. Bardzo nie podoba mi się tak radykalne komentowanie wszelkich terapii, zażywania leków i mówienie, że to jest bezsensu. Kompulsje w dużym stopniu mają podłoże napięciowe i ten nawyk u mnie właśnie wykształcił się przez stres- na początku w innych sytuacjach nie miałam potrzeby najadania się. Troszke znam się na dietach i zdrowym stylu życia, dlatego też nigdy z tym nie miałam problemu. Jednakże gdyby nie terapia i gdyby nie leki, dzięki którym zredukowałam w sobie pewien poziom napięcia, który nie pozwolił mi trzeźwo myśleć i pracować nad sobą nie byłabym w stanie radzić sobie z problemem. Terapia pomaga mi, gdyż robię kroki niewielkie, ale trwałe, a nie, jak kiedyś- liczyłam na szybki przełom i on przychodził tak szybko jak odchodził. Na pewno pomogłaś dużej rzeszy osób, ale każdy przypadek trzeba traktować indywidualnie. Ty uważasz, że psychologowie ‚nie działają’ , a dla mnie pójście na terapie było jedną z lepszych decyzji. i uważam, że używanie zdań typu „my tam sobie z przemiłą panią pitu pitu raz w tygodniu po godzinie (100 zł)” i innych podobnych może bardzo zaszkodzić właśnie tym osobom, dla których jest inna droga niż ta Twoja. Mimo jednego problemu każdy człowiek to kompletnie odrębny przypadek.

    Marzec 20, 2017 at 2:02 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Oczywiście. I to też mówię.
      Ale ponownie: dla niewielkiej ilości osób, będzie to zbawienie, dla znakomitej większości gadanie o rodzinie podczas gdy dziewczyna się po prostu głodzi.

      Kwiecień 16, 2017 at 9:57 pm
  • bezsilna

    Najpierw wszyscy mi mówili, że moje „rzucanie się na jedzenie” jest spowodowane tym, że ważę zbyt mało (43kg-168cm),wystarczy tylko trochę przytyć i wszystko wróci do normy. TO objadanie się było tak duże, co raz większe, że od objadania się na początku pół paczką ciastek skonczylo się po paru miesiącach na dwoch paczkach ciastek, trzech tabliczkach czekolady, calym bochenku chleba, platkach popitych maslanka-wszystko naraz), albo innego dnia zjedzeniu 10 bułek jedna po drugiej. Utyłam do 60 kg, wciąż się objadam, nie wiem już kiedy jestem glodna kiedy nie, mogę jesc caly dzień- zawsze znajdzie się miejsce na kolejne ciastko,cukierka, bulke, chleb, plasterek sera czy wędliny… CO robić? Nie chce tak żyć!!!!!!!!! Najgorsze jest to, że wróciłam już do mojej początkowej wagi- z tej , z której zaczęłam się odchudzać!!!!!!!!!

    Kwiecień 16, 2017 at 6:18 pm
  • Edi

    Coś w tym jest, sprawdzam dalej.
    Ostatnio przytyłam, miałam napady objadania się i tłumaczyłam to stresem przed zbliżającą się maturą. Nie zwróciłam tylko uwagi, że nieco wcześniej zaczęłam liczyć kcalorie do 1500, przy czym szkoła, zespół, wolontariat, znajomi. Teraz próbuje normalnie, tak jak Ty radzisz. Czuję się lepiej z tym, że potrafię zapanować nad własnym ciałem, po to by czuć się dobrze i zdrowo. 🙂

    Maj 26, 2017 at 7:38 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Tak trzymać!

      Maj 27, 2017 at 4:35 am
  • aronia

    Hm… a ja się nie zgadzam. Mój początek objadania się miał źródło w stresie. Były oczywiście okresy odchudzania i tycia. Myślałam, że to już poza mną, bo wiele lat miałam normalną wagę 60-62 kg. przy 170cm. Pojawił się życiowy stres i objadanie się wróciło i trwa do dziś.

    Lipiec 12, 2017 at 11:59 am
  • Daria

    Cześć, chetnie się podzielę, poniewaz: zabrnęłam w diety, w jadłowstręt, anorektyczne i bulimiczne zachowania… z tym, ze zawsze miałam zaburzenia postrzegania własnego ciała (mikroskopijne patrząc wstecz odnosząc do obecnego czasu). Wiodąca cecha czyli motywacja i mobilizacja, popchnęła mnie w skrajności po zdiagnozowaniu zaburzeń hormonalnych. Brak kontroli nad własnym organizmem zostawił ślad do tej pory. Usilnie walczę, choć nigdy daleko nie zabrnęłam z prostego wzgledu: miałam spora wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego organizmu. Wiedziałam, żeby schudnąć trzeba jeść. Owszem jadłam ale na diecie ketogeniczbej przez ponad rok czasu. Można się spodziewać jaki był finał, odmawiania sobie węglowodanów „bo wybije z ketozy i prawdopodobnie w kosmos i przytyje i stracę prace i nie chce ludzi, bo oni jedzą cukier i cieszą twarz”. Lekarstwem okazała się zmiana otoczenia i ogromna chęć powrotu do zdrowia (zaburzenia hormonalne nasiliły się do tego stopnia, ze lekarz oznajmił, ze pesel nie zgadza się z wynikami badań i pani jest 50+, ale w Polsce jest wszystko na plus także 500+;) po ketozie, kolejna dieta – wysokie węgle (od dietetyka), wszystko super ale dalej liczenie i ważenie i stres bo sypnęło mi się za dużo białka, a za dużo bialka nie powinno się, bo glukogeogeneza i cukier (schiza po ketozie). Jak już wspomniałam zmiana otoczenia – nie musiałam wciskać się w xs, moja twarz nie musi być perfekcyjna (o matko jak mi puchła z głodu…). Poza tym, nie chciałam dłużej ciągnąć zastępczej terapii hormonalnej.. to były naprawdę silne leki, po tym stany depresyjne, a moja praca wymaga entuzjazmu Wiec ciągły stres o utratę jej. Nie wiem jak to wyglada w ocenie osoby z zewnątrz, bo nadal nie uważam się za wiarygodna i sobie nie ufam, ale podjęłam kroki i oceniam je za naprawdę Ok. Zaczęłam jeść zdrowo (nigdy nie jedlam złe, poza kompulsami), na początku jeszcze liczyłam kalorie, ale patrząc jak moja twarz się zmienia i ożywia, ciało niestety kilka kg w górę, przestałam ważyć i mówiłam sobie w głowie: Ty nie jesz, Ty się odżywiasz, odzywiasz swoje ciało, które jest wygłodzone, ale niebawem ci podziękuje. Skończyły się napady, stres który przykuwał mnie do łóżka, silne skurcze mięśni, ze aż cała byłam sztywna, opuchlizny – palce z rana tak mi puchły ze nie mogłam wysłać smsa.. Zimno, osłabienia, wypadające włosy, niegojące się rany, światłowstręt i tym podobne, które myśle, ze każda zna. Wróciłam do żywych, powoli, zmotywował mnie powrót energii, a ja z natury jestem żywa, aktywna, optymistyczna i kochałam ludzi, Wiec ostatni rok traktuje jak najgorszy epizod i cień mnie. Dalej czasem stanę na wagę, ale fluktuacja kilku kg przestała na mnie robić wrażenie. Mogę jeść tyle rzeczy i nie tyć! Moja waga dalej jest 8 kg ponad normę, ale nie czas na redukcje, czas na życie i wszystko inne samo się zrównoważy. Mój sposób (bo psycha nadal poniekąd chora, góruje chęć kontroli nad własnym organizmem). Bazuje na liście najbardziej odżywczych produktów, jem dopóki organizm nie powie stop (tej granicy nadal nie ufam) ale jest to zdrowe! Trudno jak przybiore, wierze szczerze, ze jak organizm się odżywi to waga sama się ustabilizuje, wróci chęć do normalnych aktywności i samo się spali, tylko muszę przestać wygłaszać naturalne odruchy. Nawet nie wiem ile teraz jem kcal, kiedyś to policzę z czytaj ciekawości, ale waga nie leci ani w dół ani w górę (zauważalnie) Wiec to mnie motywuje. Odrastają mi włosy, zaczęłam się pocić (!!!!) nawet na najcięższym treningu ciało nie oddało grama wody … twarz zaczęła przypominać mnie, bez opuchniętych policzków i napiętych nienaturalnie mięśni i bez nabrzmiałych węzłów jak przy anginie. Naprawdę wystarczy jeść żeby deprecha Zniknęła, jak zniknie, nie patrzy się na żarcie jak odskocznie od rzeczywistości, nawet nie patrzysz na zbyt pofałdowane udo.. jak jest się zdrowym to jest się ładnym. Byłam chuda, nieszczęśliwa i brzydka. I tak, chce żeby było mniej na wadze, ale to nie jest priorytet. Pierwszy raz dziele się tym w internecie. I z innej beczki, mam trudności, miewam krytyczne podejście, ponieważ, z waga jakaś sobie radzę, ale mam wciąż napompowany brzuch, nie umiem go wciągnąć, nie wiem czy to wynik stresu czy zmiany żywienia, ale czy keto czy high carbs czy teraz „normalne” jedzenie, tam w środku ciagle balon (była gastroskopia, usg) wszytko Ok. Jest to przewlekłe i bez znaczenia jeżeli chodzi o jedzenie (nie gazy!!). Jakby ktoś dotarł do końca tego komentarza i umialby coś powiedzieć, będę wdzięczna:) dzięki i życzę zdrowia, reszta sama przyjdzie;)

    Sierpień 1, 2017 at 6:22 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, bardzo sie cieszę z Twoich postępów. Tak trzymaj!
      Co do Twojego pytania, to może to stres? Albo jakieś psychosomatyczne historie?
      Czytałaś książkę „Historia wewnęrzna”? W jelitach jest o wiele więcej niż tylko trawienie.

      Sierpień 6, 2017 at 11:19 am
  • Hania

    A może zamiast pisać „ułamek tego”, czy też „w przeliczeniu na godziny dużo mniej”, „ile warte jest Twoje zdrowie” itp. wymijające odpowiedzi, podalabyś Aniu rzetelną kwotę? Jaka jest cena brutto 1 h mentoringu i ile godzin miesięcznie uważasz za minimum?

    Październik 13, 2017 at 4:11 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana,
      Ja operuje dniami nie godzinami. Jeżeli przychodzisz na mentoring, jesteś ze mną 30 dni od rana do nocy; oglądam każdy Twój posiłek, odpowiadam na każde pytanie; ciężko jest to przeliczyć na godziny. 30 dni wystarcza, bo tyle trwa program.
      Co do ceny to okresowo ją zmieniam, więc podaję tylko w prywatnych mailach, zainteresowanym osobom. Ktoś kto nie widzi w tym wartości nie musi jej znać.

      Październik 13, 2017 at 7:57 am
  • Natalia

    Na Pani bloga natrafiłam przypadkiem. Jestem psychologiem, zdarza mi się pracować z dziewczynami z zaburzeniami odżywiania. Pani post wydaje mi się krzywdzący dla osób które w blogach tego typu upatrują autorytetu, a którym psychoterapia mogłaby bardzo pomóc. Skąd pomysł że psychologowie nie patrzą na takie podstawowe rzeczy jak sposób odżywiania, zapotrzebowanie kaloryczne itd? To że zdarzają się tacy (nie wątpię, jak w każdym zawodzie i tutaj podejścia są różne) nie znaczy że odkryła Pani tajniki pracy tysięcy innych psychologów pracujących w tym kraju. Jest to pierwszy temat jakim zajmuję się podczas pracy z dziewczynami. I zawsze do tego wracam. Rodzina, samoocena, sposób reagowania na stres też są ważne i psycholog powinien umieć fajnie to wszystko zintegrować i połączyć. Mam nadzieję że Twój post nie zniechęci nikogo przed dobrą decyzją jaką jest szukanie pomocy. Myślę że „mentoring” jaki proponujesz sprawdzi się w przypadku dorosłych kobiet o rysie osobowościowym podobnym do Twojego. Proszę pamiętać jednak że zagląda tu dużo młodych dziewcząt, które takiej pomocy mogą naprawdę potrzebować, a z powodu Pani postu mogą się do niej zniechęcić. Proszę być bardziej odpowiedzialną za swoje słowa i krytyczną wobec tego co Pani pisze. Dla dobra tych dziewcząt. Pozdrawiam

    PS. Widzę że pod każdym postem krytycznym lub podważającym Pani stanowisko w poście pisze Pani że nie jest ono wcale takie radykalne i zawsze się Pani broni. Czytając jednak sam tekst odnosi się wrażenie że wypowiada się Pani jednostronnie i radykalnie.

    Październik 18, 2017 at 8:23 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      No to jesteś chwalebnym wyjątkiem. Skąd pomysł, że tak jes jak opisuję? Z ponad 10000 wiadomości.
      Pomogłam różnym osobom i nastolatkom i starszym kobietom i facetom – ponad 100 osób. Staram się dotrzeć do każdego.
      I tak, jeżeli nastolatka ma iść na terapię i rozmawiać o przeszłości (załóżmy że nie trafiła do Ciebie) a w między czasie wpadać głębiej w bagno, to ja wolę by trafiła tu.

      Październik 19, 2017 at 6:27 am
      • Natalia

        Nie podważam tego że pomagasz. Wydaje mi się jednak że fajnie by było gdybyś nieco pokorniej do sprawy podchodziła, a z Twojego postu można wyczytać, że pomoc od Ciebie jest dobra i prawdziwa, a pomoc psychologiczna to jakieś książkowe bzdury.

        Październik 19, 2017 at 7:22 pm
        • Wilczo Glodna
          Wilczo Glodna

          Kochana, rób swoje, jeżeli masz poczucie, że dobrze robisz, ja będę robiła swoje. Tak jak moja wiedza, doświadczenie i serce mi każe.

          Październik 19, 2017 at 7:38 pm

Skomentuj

INSTAGRAM