falowanie

Falowanie

Wbiegłam do falującego morza, w noc, na ślepo.
Zakołysało moją łodzią wagi i porwał mnie odpływ, wprost na kościste mielizny.
Szybko zapadłam na morską chorobę. Szara na twarzy, z poranionymi dłońmi, wyrzucałam z siebie w białą muszlę toalety, zdechłe wodorosty. Opijałam się słoną wodą łez i dokładnie płukałam z drobinek tłuszczu.
Wysączał się mi przez zęby i rozpływał wraz ze szkliwem.
W księdze pokładowej wyliczony każdy ruch ręki i nogi, tak by rachunek zawsze zgadzał się na moją niekorzyść, na minus przekreślający moje życie. Chowałam się pod jego bezpiecznym dachem.

Ryk wiatru w mojej głowie tak potężny, że zagłuszał sygnały S.O.S. jakimi wyło moje ciało. Żaden głos nie mógł przebić jego siły, żadne wykrzyczane „wracaj”, nie mogło mnie zawrócić.
Nadymały się tylko moje policzki jak pełne żagle – najpierw z oburzenia, a potem jedynie z opuchlizny. Trzepotała do nieba poszarpana bandera włosów.
Statek widmo gonił szczęście widmo na kursie XS.

I tak dzień po dniu odpływała odpływem kanalizacyjnym radość, energia i miłość. Czas przeciekał przez szczeliny między posiłkami.
Odpływało moje życie, pozostawiając na brzegach załamania nerwowego, szkielet oplątany linami wystających żył.
Obojczyki strzelały w niebo jak wydmy, nogi jak dwie samotne latarnie morskie, odsunięte od siebie zajadle wywalczoną przestrzenią.
Tak wyrzuciło mnie na Wysp Wagi Kwalifikującej na Szpital i leżałam tam w poczuciu triumfu.
Smak zwycięstwa miał gorycz czarnej kawy. Ziarenko słodkiego piasku nie zazgrzyta tu w zębach.

Aż w końcu nocne przyciąganie światła lodówki stało się nieznośne, nie do wytrzymania. Szalały z głodu instrumenty nawigacyjne, wysiadał silnik motywacji i skończyło się paliwo silnej woli.
Zaczął się przypływ.
Wypadłam za burtę diety i topiłam się w nagle przybyłych słodkich wodach. Wlewała mi się do ust, aż do zadławienia. Puchłam kilogramami jak trup skazany na dryfowanie – od sklepu, do domu, do sklepu. Wylewałam się sama z siebie zza paska i stanika. Martwa z przerażenia.
Księżyc wszedł w fazę tycia i nic tylko wyć syreną na trwogę i pomoc.

Siedziałam potem wyłowiona wprost w gabinety szkoły pływania, obolała i przestraszona.
Chodzi o to by nie nałykać się wody – mówili mi. O tak. – I demonstrowali zaciśnięte usta.
Zaciskałam więc i nie oddychałam, a potem zachłystywałam się jeszcze bardziej.
Nie, nie, nie! – mówili inni – Musisz zanurzyć się bardzo głęboko, na samo dno morza przeszłości, aby tam szukać zatopionych wraków swojego dzieciństwa. Znajdowałam więc wraki, aż miałam ich całą kolekcję w gablotce z napisem „Winni”.
Ależ skąd! – słyszałam znowu – Z wichrami trzeba walczyć. Trzeba bić się z wiatrem na pięści i mocować z burzą! Nie możesz dać się ponieść prądom emocji w stronę waniliowych gór lodowych!

A ja nic z tego nie rozumiałam; najżałośniejsza pływaczka.
I wciąż targał mną odpływ i przypływ. Stawałam się większa i mniejsza i mniejsza i większa, lecz ciągle dalsza i dalsza dla świata. Na zawsze zgubiona bez mapy i kompasu.

Aż któregoś dnia zmęczyłam się bardzo i po prostu położyłam płasko na wodzie. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że ja wcale nie lubię i nie chcę pływać; w ogóle mnie to nie interesuje. Nigdy wcześniej na to nie wpadłam!
Nie muszę się tego uczyć, nie muszę nurkować na samo dno, ani żeglować na rozszalałych falach. Jedyne co muszę zrobić to WYJŚĆ z wody.
Tak po prostu, jak kiedyś w nią weszłam.
Zarzucić ekspedycję do mitycznych Wysp Szczęśliwych. One są tu i teraz, a nie gdzieś za horyzontem BMI.
Wyjść i wysuszyć się z tego absurdu, patrząc jak światło lodówki blednie, gdy wstaje brzask świadomości.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

22 komentarze

  • Joanna

    Mmmmmmmm 🙂 Pięknie napisane… Kawał dobrej literatury 🙂

    Wrzesień 5, 2017 at 9:10 am
  • Justyna

    Bardzo wymownie napisane. Coś we mnie drgnęło….

    Wrzesień 5, 2017 at 11:29 am
  • Sucha

    Powinnaś zostać poetką to jest ewidentnie cudowne

    Wrzesień 5, 2017 at 2:58 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Dzięki dziewczyny. Ja myślę, że poetą nie można zostać. Albo się nim jest, albo nie 🙂 A raczej się nim bywa, w momentach natchnienia. Więc jeżeli uważacie, że to poezja, to tak, w momencie pisania, byłam poetką 🙂 :* :*

      Wrzesień 5, 2017 at 5:44 pm
  • Milena

    To jest naprawdę piękne!

    Wrzesień 5, 2017 at 3:01 pm
  • Patryvcja

    Dokładnie! Powinnas pomyslec o poezji. Piekne !

    Wrzesień 5, 2017 at 4:56 pm
  • majka

    Przepięknie napisane z prawdą w sercu i umyśle

    Wrzesień 5, 2017 at 6:54 pm
  • Ania The Wolf

    WOW! <3

    Wrzesień 6, 2017 at 12:14 pm
  • ania

    Właśnie stałam się 160tym studentem kursu 🙂 i czytam wszystko co się da na tej cudownej stronie. Mam ogromną nadzieję, ze tym razem mi się uda. Pozdrawiam i trzymam za wszystkich kciuki!

    Wrzesień 6, 2017 at 1:02 pm
  • Jedzenioholik

    Ten tekst robi wrażenie! Bardzo inteligentny i pomysłowy! Gratuluję

    Wrzesień 6, 2017 at 7:05 pm
  • NIKA

    Pora, aby wypłynąć na brzeg…

    Wrzesień 6, 2017 at 7:10 pm
  • NIKA

    Dzięki Ania, Twoje poprzednie posty pomogły mi zrozumieć sporo kwestii związanych z żywieniem. Potrzebowałam ich. Chyba niczego tak bardzo nie żałuję, jak tych kilku lat głodzenia się. Chciałabym to naprawić.
    Dobrze Ci idzie pisanie 🙂 Nawet bardzo. Jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy, zawsze to powtarzam. Może to zabrzmi śmiesznie, ale potrzebowałam takiego potwierdzenia z zewnątrz, że wolno mi jeść na poziomie 2000kcal i więcej, że moim podstawowym źródłem energii jest jedzenie, że inaczej się nie da. Staram się przyswoić sobie, że potrzebuję jedzenia do normalnego funkcjonowania, że się nie roztyję. Potrzebowałam „pozwolenia” z zewnątrz, aby móc zerwać łańcuchy.
    Dziękuję kochana.

    Wrzesień 6, 2017 at 7:16 pm
  • Kornela

    Aniu,
    pytanie może Nie na Temat, ale po jakim czasie zaczelas słuchać swojego organizmu i jeść intuicyjnie? 🙂

    Wrzesień 7, 2017 at 4:56 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Nagrałam filmik, gdzie odpowiadam na to pytanie! Dziękuję za inspirację! Jest na moim YouTube :*

      Wrzesień 8, 2017 at 2:41 pm
  • Magda

    Ania, aż mi łzy stanęły w oczach. Całe szczęście, że jest happy-end. Możliwy dla każdego…

    Wrzesień 7, 2017 at 6:49 pm
  • Anna

    Naprawdę wyjątkowy tekst. Brawo Aniu

    Wrzesień 7, 2017 at 10:42 pm
  • Ania Autentyczny Copywriting

    To jest tak dobre, że dałabym ten tekst do redakcji w Wydawnictwie Czarne (tylko tam jeszcze prawdziwi redaktorzy – a dosłownie w kilku miejscach przydałabym mu się delikatna interwencja – dla dobra przyszłych pokoleń, ale zaraz, bo to już dalej). A potem bym to wydrukowała w podręcznikach szkolnych z przyszłości (bo w tych teraz nie warto – zamienią w makulaturę za rok). To jest tak dobry tekst, że mu to aż odbiera siłę perswazji. Bo człowiek tonie w tym języku i odpływa w swoje światy, po górach się wspina, metaforami upija. To jest moja droga literatura, kawałek prozy. Proszę napisz książkę prozatorską i go tam wsadź. Proszę napisz.

    Wrzesień 11, 2017 at 8:05 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, powiem Ci że tak mnie Twój komentarz kopnął, że wyciągnęłam draft mojej pierwszej prawdziwej książki (no bo poradniki, które napisałam to nie literatura). Czytam go i zaczynam wierzyć, że mogę napisać ją do końca, że będzie miało to sens. I że może może kiedyś powiem, że jestem pisarką, a nie tylko autorką. Bardzo Ci dziękuję.

      Wrzesień 12, 2017 at 7:45 pm
  • Aga

    Masz talent Aniu, nie wspominając o pomysłach na metafory! Gratuluje.

    Wrzesień 12, 2017 at 8:26 pm
  • owocek

    Droga Aniu, bardzo męczy mnie jedna kwestia związana z jedzeniem, proszę Cię o radę 😉 otóż, kiedy nie mam np batonów jest okej ( chodzą za mną, ale przez jakiś czas potem zapominam, no bo nie mam ich akurat w domu), ale kiedy akurat np nadaży się super okazja no to fajnie jest kupic sb np 4 bo są w promocji na kiedyś. I tutaj pojawią się problem bo jak je mam niewązne ile to czy tj 2 czy 4 czy 6 jak już zaczne z jednym, nie skończę dopóki opakowanie nie będzie puste. Czy to jest taki kolejny proces który przeminie po jakimś czasie, co radzisz mi zrobić teraz, nie kupować zrobić sobie taką dyspense na ten moment? jak długo powinnam ją trzymać ? ściskam Cię mocno i czekam na odpowiedź <3

    Wrzesień 14, 2017 at 1:43 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, pisałam o tym nie raz, o zapalnikach np. Tak, nie kupuj jeżeli jesz wszystkie. Jeżeli zaczniesz odżywiać się prawdziwym jedzeniem i jeść tyle ile potrzebujesz, zobaczysz że już żadna dyspensa nie będzie potrzebna, bo ochota na batony po prostu zniknie. Teraz by mi w życiu nie przyszło do głowy by zjeść cos takiego, a kiedyś żyć nie umiałam bez Snickersów. Widzę to też u dziewczyn na moim mentoringu; ochota na słodycze znika w kilka dni. Spróbuj.

      Wrzesień 14, 2017 at 8:13 pm

Skomentuj

INSTAGRAM