Gadzi i Profesor

Jak przemówić sobie skutecznie do rozumu, tak by przestać się w końcu objadać, wymiotować i niszczyć własne życie? Hm, w sumie, to bardzo prosto.
Ale najpierw trzeba zadać sobie pytanie kto i do kogo będzie przemawiał.
Nooo, ja do siebie? Niby tak, ale to nie jest takie proste.
Cała sprawa wymaga dość obszernego wstępu, a więc cierpliwości.

Od dwóch lat szukam konkretnej odpowiedzi na pytanie: Jak wyciągnęłam się z tej choroby? Z jednej strony tak: Myślałam korzystne dla mnie myśli, uważałam na to co do siebie mówię, wzięłam odpowiedzialność za swoje czyny, wprowadziłam racjonalną dietę…
Wszystkie te aspekty złożyły się na moje wyzdrowienie, to prawda, ale co było w tym kluczowe, najważniejsze? Przecież tyle razy obiecywałam sobie racjonalnie się odżywiać, pozytywnie myśleć, brać odpowiedzialność, i nic.
Co więc zrobiłam inaczej tym razem? Czy jest na to krótkie i zwięzłe wyjaśnienie?

W jego poszukiwaniu zakopałam się w książkach; po trzy, cztery publikacje w tygodniu, nauczyłam się szybkiego czytania, w każdej chwili słuchałam audiobooków, nawet pod prysznicem. I tak: psychologia, biologia, neurologia, genetyka, ezoteryka, hipnoza, medytacja – i od nowa, psychologia…
Podjęłam obszerne studia, aby to zrozumieć. I ciągle to pytanie: jak?
Jedna rzecz wiodła mnie do drugiej, aż dotarłam do literatury o uzależnieniach, widzianych z neurologicznego punktu widzenia.
Dowiedziałam się z nich jak dokładnie tworzy się nałóg i jak funkcjonuje nasz mózg pod jego wpływem. Zdobyłam ostateczny dowody na to, że bulimia, to nic innego jak uzależnienie. Żaden tam mechanizm radzenia sobie z życiem, czy inne ładnie brzmiące frazy słyszane na terapiach.

No dobrze, więc wróćmy do tematu naszych wewnętrznych konwersacji.
Kto komu przemawia do rozumu?
Jak dotąd, mózg pierwotny do kory przedczołowej: Wilk do Człowieka.
Wilk mówi: „Czas na atak” a Człowiek, czyli Ty, posłusznie leci.
A ja Ci pokażę, że Człowiek może powiedzieć skutecznie NIE i trzymać się tego bez wysiłku.
Zainteresowana? Czytaj dalej.

Wilk:

Nasz zębaty potwór jest, jak się okazuję stworem zupełnie realnym – to nasz nałóg.
Widać go wyraźnie podczas skanów mózgu.
Gdzie jest jego nora?
W mózgu pierwotnym, tak zwanym mózgu gadzim, od tej pory zwanym przeze mnie Gadzi. To bardzo stara struktura ewolucyjna, pochodząca z czasów prehistorycznych.
Zawiaduje ona podstawowymi funkcjami naszego organizmu: oddychanie, bicie serca, produkcja hormonów, a także: sen, popęd płciowy i jedzenie.
Setki tysięcy lat temu operowaliśmy tylko z tego poziomu; jak się nam chciało walnąć kupkę pod siebie, to to robiliśmy bez zbędnych krępacji. O innych rzeczach już nie wspomnę.
Działo się tak do czasu, kiedy wykształciliśmy nasz człowieczy, inteligentny mózg, zwany od teraz Profesorem. On jest wszystkim co w nas ludzkie; mowa, kreatywność, wyższe uczucia, kontrolowanie impulsów. I o kupie nie mam już mowy.
No więc Wilk zagnieździł się w miejscu kluczowych dla naszego przetrwania instynktów. Skoro tam siedzi, to jest z nimi mocno neuronalnie związany. No tak, Gadzi i Wilk właściwie traktują się już jak rodzina. Zaczynasz dostrzegać problem?
Oto on: Mój najbardziej pierwotny mózg wykoncypował sobie, że jak nie będę się obżerać do nieprzytomności i zwracać, to moja egzystencja zostanie zagrożona, tak? No pięknie!
Ale dokładnie to się stało.
Jak, na Boga!?

Ano tak, że gdy pierwszy raz zaczęłaś się odchudzać, wysłałaś potężny sygnały do swojego gadziego mózgu: nie ma jedzenia.  A on w panice: Nie ma?! O rany, to musi być susza! Albo myśliwi nic nie upolowali od dawna! Alarm!
(Gadzi jeszcze nie skumał, że czasy się zmieniły. Dla niego, jak nie ma jedzenia, to znaczy że myśliwi zawalili i tyle.) Zwalnia metabolizm, ustaje okres, wypadają włosy. Nie wiadomo przecież kiedy te patałachy się ogarną i coś upolują! Jest ciężko, ale przetrwamy Mała, nic się nie bój.
Bo Gadzi, mimo tego że głupi jak but, ma jedną jedyną misję – utrzymać cię przy życiu. I jest w tym najlepszy na świecie. Serio.
Więc bierze się ostro do roboty:
Mama przynosi pączki, a on szarpie cie za rękaw: Zobacz, pączki! Tłuszcz, cukier, wszystko czego potrzebujesz! Jedz, szybko, to jest rozwiązanie twojego problemu!
A ty nic.

Gadzi dostaje furii! Jak to nie jesz!? Umrzesz idiotko! Zalewa cię bodźcami: skręca cię z głodu, zapach doprowadza cię do szału. Kurcze, przecież ty nawet nie przepadasz za pączkami, więc co jest?
Tym razem wszystkie jego wysiłki spełzają na niczym. Twardo odmawiasz. Dlaczego?
Twój wyższy, ludzki mózg, Profesor, ubzdurał sobie, że musi wbić się w bikini rozmiar XS na lato i odmawia przyjęcia pokarmu.
A Profesor ma właśnie taką super moc: KONTROLUJE  ŚWIADOME RUCHY CIAŁA, takie jak pójście do kuchni, otwarcie lodówki, ruchy szczęk gryzących to ciasto. ZAWSZE.
No dobra, myśli Gadzi, Profesor jest może i mądry, ale w pewnych sprawach nie można mu ufać. On sobie roi o plaży, ale tym samym wtrynia się w moją robotę. A jak ja zawalę, to będziemy leżeć dwa metry pod ziemią a nie na plaży!
Dobra, on ma 100% świadomej władzy nad ciałem, ale ja mogę go SKŁONIĆ, żeby mnie posłuchał. Nie możemy przegapić kolejnej okazji na pączki!
I Gadzi odpala cały repertuar sztuczek, na który go stać: zaczyna wysyłać, gdzie się da, silne pragnienia. Jedzenie śni ci się po nocach, zaczynasz o nim myśleć non stop, odczuwasz napięcie, rozdrażnienie, spadki nastroju, irracjonalne ciągoty, aby nażreć się do oporu.
Czasami Profesor wygrywa nad tym przez dłuuuugi czas, a ty słyszysz diagnozę: anoreksja.

Ale prędzej czy później poddaje się. Gadzi dopina swego! Tak bardzo nękał przemądrzalca, że pokonał go chwilowo i teraz przejął kontrolę. Jesz! W końcu jesz! Nieopamiętanie, szybko, zachłannie. Nic z tego nie pamiętasz? Zgadza się. Kontrolę przejęło zwierzę, którym tak naprawdę jest Gadzi i którym ty też jesteś, z biologicznego punktu widzenia, 
Gdy już dokona się dzieło zniszczenia, a raczej przetrwania, Gadzi zadowolony z dobrej roboty zasypia. No Mała, sprawa załatwiona, nie umrzesz dzisiaj z głodu!  Ależ nie dziękuj, spoko. Pa!
Wtedy budzi się Profesor i przerażony woła: Coś ty narobiła! Trzeba to naprawić!!!
Wtedy lecisz na siłownię, albo bierzesz leki przeczyszczające, albo po raz pierwszy idziesz wymiotować.
Potem znowu ostra dieta – profesorska kontrola i nadzór.

Ten cykl trwa zazwyczaj kilka miesięcy- Gadzi próbuje ocalić cię od śmierci, rozsądnie każąc ci zjadać ogromne ilości jedzenia, a Profesor, że bikini i bikini.
Do tego jedzenie staje się o wiele bardziej przyjemne niż kiedyś, zwłaszcza podczas ataków objadania. To też robota Gadziego – jedzenie musi być odczuwane jako przyjemne, aby zmotywować cię do jedzenia.
I od tej przyjemności, od orgiastycznej euforii zaczynasz się uzależniać. Powoli rodzi się Wilk.

Pamiętasz chyba, że wszystko powtórzone odpowiednią ilość razy, staje się w końcu nawykiem.
Teraz nie chodzi już tylko o przetrwanie, zaczyna chodzić o coś więcej: rozkosz, ekstaza, odlot.
W mózgu tworzy się nowa ścieżka neuronowa – jedzenie, przyjemność, wymioty, jedzenie…
Za każdym razem gdy to robisz, połączenie staje się co raz mocniejsze i trwalsze, aż w końcu „świeci” oglądane na skanerze. Zupełnie tak samo jak na przykład połączenia nerwowe pianisty w obszarze mózgu odpowiadającego za ruchy palców.
Ta struktura staje się teraz silna, dominująca. Staje się automatyczna.

Gadzi stwierdza w swojej zwierzęcej bezmyślności: Aha, mamy nową neuronową autostradę. Skoro tu jest, to znaczy że jest do czegoś potrzeba. Pewnie do przeżycia, jak wszystko co umiejscowione w tych rejonach mózgu. No dobrze, to będę dbał, aby ta czynność nie była nigdy zaniedbywana!
I Gadzi bierze się do pracy ze sobie tylko znaną uporczywością.
Teraz każdego dnia wywołuje w tobie te dzikie pragnienia ataku. Po co? Sam już nie wie.
Tak został zaprogramowany przez liczne powtórzenia, więc to robi. Nie można wymagać od niego refleksji na ten temat. Tak jak mówiłam, on nie ma za grosz inteligencji i nie bez kozery nazywamy go Gadzi.

I w taki właśnie sposób stałaś się szczęśliwą posiadaczką nałogu.

Człowiek:

A co z Profesorem? Tym co chciał koniecznie wyglądać szałowo na plaży?
Jest przerażony. Miało być bikini, rozmiar XS, a zamiast zbliżać się do tego celu, oddala się! No bo przecież, nie oszukujmy się, nikt jeszcze nigdy nie wypiękniał od bulimii, prawda?
Co ja robię? Co się dzieje!? – pyta na forum Wilcze StadoPomocy!
W swojej ogromnej inteligencji, wymyśla nową strategię.
Od jutra nowa dieta, ćwiczenia, reżim … I znowu to zrobiłam! Jak to możliwe!?
Powoli popada w depresję i poczucie braku kontroli nad sobą. Nie panuję nad moimi nogami, które niosą mnie do sklepu, nad moimi rękami, które sięgają po słodycze i nad moimi ustami, które się otwierają!
Ale tutaj biedak się myli. Jak zawsze, ma on 100% kontroli nad tym.
Dlaczego więc to robi? Bo nie wie  nic o wywrotowych poczynaniach Gadziego. Nie wie, że jest on nałogowcem, czekoladowym ćpunem najgorszego sort, który zrobi WSZYSTKO, aby dostać swoją działkę.

Profesor myśli, że jest sam w tej inteligentnej głowie. Myśli o sobie: JA
W nim są zawarte wszystkie twoje uczucia, wspomnienia, talenty, znane ci języki, piosenki, twój charakter i usposobienie. Profesor to świadoma ty – kora przedczołowa.
I ty świadomie sobie mówisz: Koniec z bulimią! Nie mogę tak dalej! Ale mi nie wychodzi, bo jestem słaba, głupia, beznadziejna, mam słabą wolę.
Błąd! Żadne z tych wytłumaczeń nie jest prawdziwe. Dzieje się tak dlatego, że prośby o zaprzestanie destrukcyjnego działania kierujesz pod niewłaściwy adres – do dziekanatu swojej głowy.
A trzeba kierować je do gadziej pieczary! Teraz czas na to aby Człowiek przemówił do Wilka.

Pozwól, że najpierw was sobie przedstawię:

– Gadzi, to jest Profesor, ludzka część twojej osoby, ta od rozkminiania sensu życia, dokonywania wyborów i miłości.
– Profesorze, oto Gadzi, dba o to abyś czytając wiersze, malując obrazy, czy marząc o podróżach w kosmos, nie zapomniała o oddychaniu.
– Profesorze, jesteś olbrzymem, który otacza Gadziego z góry i z boków. Dominujesz nad nim. Do tego, jak już wspominałam masz władzę nad ciałem.
– Gadzi, jesteś mniejszy, ale o wiele starszy od Profesora. W twoim wnętrzu zapisana jest pamięć pierwszych form życia na ziemi. Masz swoją prastarą Wiedzę, ale uwierz, lepiej aby Profesor trzymał w kwestii Wilka za stery. ok?
Oboje macie swój własny głos.
Jeden, Człowieczy, i jeden Wilczy.
Do tej pory to ty, Gadzi, dominowałeś dyskusję, wysyłając pragnienia jedzenia w formie myśli, uczuć i obrazów, ale czasy się zmieniają. Profesor właśnie odkrywa, że ma prawo weta.

W kolejnym poście opiszę jak rozpoznać  głos naszego wilczego nałogu i jak skutecznie przeciwstawić się jego sugestiom. Już nie jesteś skazana na ślepe posłuszeństwo.
Możesz sprawić, aby twoje oba mózgi dogadały się, wróciły do równowagi i przestały wtrącać się w swoje kompetencje.

Podekscytowana? Ja bardzo!

Źródła:
Schwartz and Begley: „The Mind and the Brain”
Jack Trimpey: „Rational recovery” „The small book”
Kathryn Hansen: „Brain over binge”
Pamela Peeke: „The hunger fix”

34 komentarze

  • Monika

    Przeczytam cały tekst, jadąc co rusz do dołu, czekając na wyjaśnienie: jak ich rozpoznać ? Tak, więc Anula nie pozwól na długo czekać (nawet jutro brzmi odlegle), ale czekamy i działaj!
    Ty nasz psychologu, neurologu, psychiatro przypisujący i PODAJĄCY idealne leki, matko i nasza mentorko jesteś nieoceniona w swym działaniu ;* Rośnij w siłę !

    Maj 1, 2016 at 3:30 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      hahaha. no dzięki 🙂
      Nie chciałam tak wywalić wszystkiego na raz. Zresztą sam ten tekst pisałam trzy dni, a zapowiada się jeszcze kilka takich długich. Ale powiem, że mega się jaram. Mam pod opieką jedną Wilczycę, przetestowałam na niej tę metodę i nie mogę uwierzyć w to co się podziało! Ona zresztą też nie 🙂

      Maj 1, 2016 at 4:21 pm
      • Monika

        Pozazdrościć tej Wilczycy 🙂 A opiszesz dokładnie tą metodę, może to jak Gadzi głos uciszyć, lekceważyć… Bo czasem można odnieść wrażenie, że pomimo udanych działań, ten Profesor ma chęć opuścić swój dziekanat i udać się na…. urlop 😮
        A może wykształcić dwóch Profesorów ? O to byłby ideał 😀

        Maj 1, 2016 at 4:54 pm
        • Bartek
          Wilczo Głodna

          Wszystko opiszę.
          Nie można mieć dwóch Profesorów. Profesor to nazwa na korę przedczołową. Nie można mieć ich dwóch. To nie jest metafora, tylko biologia przedstawiona w obrazowy sposób.
          Kora przedczołowa nigdy też nie udaję się na urlop 🙂 Jest zawsze na miejscu. Ale daje się zagłuszyć głosom gadziego mózgu.
          I właśnie o tym będę pisała w następnym poście.
          Jak się nie dać 🙂

          Maj 1, 2016 at 5:42 pm
  • Magdah

    Jesteś świetna! To co robisz jest nieocenione.. swoją drogą świetny byłby z tego filmik ???? Jestem pełna podziwu dla tego co robisz i jak wiele wiedzy posiadasz a także potrafisz się nią dzielić.

    Maj 1, 2016 at 6:13 pm
  • Kasia

    Myślę, że mi przypadł zaszczyt bycia tą Wilczycą;) powiem szczerze, że jestem tak podekscytowana i w euforii, że aż mnie to przeraża. Bo czy jest możliwe, aby w moim mózgu przeskoczyła dźwignia i z dnia na dzień pozbyć się Wilka? Teoria, którą przedstawiła mi Ania trafiła w samo sedno. Moje myślenie uległo całkowitej zmianie. Każda dotychczasowa terapia (a bylo ich wiele) nie trafiała do mnie, utwierdzała mnie tylko w przekonaniu, że czeka mnie ogrom pracy i straciłam nadzieję na zdrowienie. Każdy powód był dobry, aby się najeść. Nie miało znaczenia czy byłam smutna, czy szczęśliwa, nudziłam się czy byłam zajęta. Więc jakim cudem wyeliminować wszystkie okoliczności sprzyjające moim kompulsom? Ale teraz już wiem, że to zwykły nawyk, którego mogę się pozbyć w kazdym momencie. Tak samo jak codziennego porannego ważenia się (co kiedyś wydawało mi się nie do pomyślenia). Nie muszę już słuchać swojego gadziego mózgu, a w zasadzie mogę, ale nie jest on w stanie wyrządzić mi krzywdy bo decyzja pozostaje po mojej stronie:) troszkę się rozpisałam, ale buzują we mnie emocje i mogłabym napisać o wiele więcej:)
    Dziękuję mojemu Aniołowi Stróżowi:*

    Wysłane z iPhone’a

    Maj 1, 2016 at 7:36 pm
    • Monika

      Gratuluję i cieszę się Twoim szczęściem, bo tą Twoją euforię czuć w każdej literce ! Czekamy więc i MY na postawienie do pionu przez takie przesunięcie dźwigni 🙂

      Maj 1, 2016 at 9:42 pm
  • Ania Ania

    Czesc Ania i Dziewczyny,

    Bardzo sie ciesze, Aniu, ze napisalas ten post, poniewaz, u mnie odkrycie wplywu primytywnego mozgu na bulimie stanowilo PRZELOM mojej walki z choroba. Wplyw na nie miala ksiazka Kathryn Hansen „Binge over Brain”, w ktorej autorka (oczywiscie byla bulimiczka), opisuje to, co Ty – czyli ze nasze ataki sa wynikiem nalogowych sygnalow wysyslanych przez mozg prymitywny, a te z kolei zwiazane sa tak naprawde z dwoma czynnikami:
    – nalogiem, nazwijmy to czynnikiem kompulsywnych; oraz
    – glodem – tak wlasnie glodem, poniewaz nasz przez lata maltetowany organizm probuje nas zmusic do jedzenia po tym, jak glodzilysmy go przez jakis tam czas.

    Nauczylam sie ROZPOZNAWAC ATAK (wiedzac, ze nie ma on NIC WSPOLNEGO ze mna, amocjami itp., NIE JEST MNA), zaakceptowalam, ze ataki beda sie pojawiac, jak u kazdego nalogowca (coraz rzadziej, gdy uda mi sie je ZBYWAC mozgiem swiadomym) i je ZBYWAC.

    Dla mnie ulga byla SAMA INFORMACJA, ze nie musze najpierw poradzic sobie z moimi problemami emocjonalnymi, brzemieniem dziecinstwa tudziez zaprzeszlego zycia PO TO, ABY SKONCZYC Z BULIMIA. TO BYLO JAK NAJLEPSZY PREZENT URODZINOWY PRZYCHODZACY ZA WCZESNIE!

    Ja sama czujac atak, prowadze dialog:
    – pytam sie mojego ciala, czy aby nie jest glodne. Jesli jest – to jem (tak bylo bardziej na poczatku). Teraz juz nauczyam sie, ile jedzenia powinno je nakarmic. Na poczatku, nie mialam zielonego pojecia. Przysiegam Wam – brodzilam jak jakis lunatyk.
    – jesli nie jest, to po prostu mowie do prymitywa, ze nic nie dostanie.

    Tak naprawde adekwatne zywienie (czyli jedzenie porzadnych porcji o dobrej jakosci) bardzo pomaga w redukcji liczby i intensywnosci atakow. Najsmieszniejsze jest to, ze ja w ogole nie mialam pojecia, CO TO JEST PORCJA (jestem po 16 latach bulimii). No wiec koniec koncow, nauczylam sie odmierzac porcje „NA WIELKOSC TALERZA” i zadzialalo – mozg sie nauczyl, ze to porcja, po porcji ma byc najedzony i mnie juz nie meczy.
    Po tym, jak zaczniem jesc adekwatnie, to zostana nam jeszcze ataki nalogowe i tu musimy po prostu powiedziec „NIE” – tak, jak kazdy alkoholik czy inny nalogowiec. Poniewaz nasz prymitywny mozg wie, ze umial nas w przeszlosci naklonic do ulegloci wobec nalogu poprzez odnoszenie sie do:
    – naszych emocji
    – stresu
    – zmeczenia

    to bedzie wlasnie takich argumentow uzywal,
    ALE NIE DAJCIE SIE ZWIESC !!! BULIMIA DOTYCZY JEDZENIA, A NIE WSZYSTKIEGO INNEGO !!! (tak, jak zapewne wmiawia Wam Pani psycholog). Nie szukajcie przyczyn w Waszym dziecistwie, emocjach, stresie, zmeczeniu, a zwyczajnie w interakcjach mozgu prymitywnego z wyzszym (dokladnie, jak opisala to Ania). Juz po paru chcwila przy braku reakcji na atak, kompulsja odejdzie w wiekszosci przypadkow (jesli jecie adekwatnie). Wystarczy zajac sie czyms przyjemnym, aby Wasz mog wyprodukowal dopamine, ktorej szuka.

    Przestance myslec, ze to WY JESTESCIE PROBLEMEM. BULIMIA to NIE TY. To uzaleznienie, ktore jest wytworem prymitywa. Przebaczcie mu i zyjcie, czyli zostancie przyjacielem mozgu wyzszego i waszych prawdziwych celow.

    Pozdrawiam.

    Maj 2, 2016 at 10:10 am
    • Dana

      wspaniały komentarz, dzięki 🙂

      Wrzesień 18, 2016 at 8:24 pm
  • katharsis2016

    Dziękuję Aniu ! Przeczytałam wprawdzie ten post na raty z powodu braku czasu, ale już nie mogę się doczekać kolejnej części 🙂 Potrafisz to wszystko tak przekazać, że czł0wiek ma to wszystko przed oczami 🙂 A jeśli już sobie coś wyobrazimy, łatwiej nam się z tym zmierzyć 🙂 Dzięki Tobie mój Profesor rośnie w siłę z dnia na dzień. Nawet w chwilach stresu ogromnego nie pozwala za bardzo Gadziemu wyjść ze swojej pieczary 😉 Dzięki Tobie zaczynam doceniać to, co mam i zdawać sobie sprawę, że świat widziany nie tylko przez pryzmat jedzenia i wymiotów jest o wiele wiele piękniejszy i wartościowy 🙂 Jesteś Wielka Kochana 🙂

    Maj 2, 2016 at 11:43 pm
  • zarlokkompulsywny

    Czekam z niecierpliwością na następny post 🙂 Świetnie ubrane w słowa 😉

    Maj 3, 2016 at 12:01 am
  • topka

    I znowu się nawpierdzielałam. I to po alkoholu…. Tragedia. Jak człowiek nie potrafi nad sobą zapanować. I niby wszystko wie . W teorii. Najgorzej jest ze słodyczami…

    Maj 3, 2016 at 5:32 pm
  • lena

    Niby rozumiem to, co Aniu piszesz…Twój ostatni wpis to jakby o mnie. Tylko, co z tego – kolejny raz nie dotrzymałam dawanej sobie obietnicy, że już dość pochłaniaia i zwracania jedzenia. Po dzisiejszym dniu mam wrażenie, że wszystkie elementy jedzenia są dla mnie zapalnikami – brzmi dziwnie prawda? Czuje się tak bardzo pozbawiona emocji, woli i chęci walki o siebie i życie normalne. Czytam – i nadal tkwię…Gdybym mogła to krzyczałabym POMOCY

    Maj 3, 2016 at 8:28 pm
  • Martita

    Najgorzej ze slodyczami-potwierdzam!ten nalog jest tak silny…przez jakis czas udaje mi sie „odchodzic”,ale potem znowu wracam…i zgadzam sie,wszystko „siedzi” w glowie,mozgu.Jak wspaniale byloby poddac sie np.hipnoterapii,podczas ktorej rozmowiono by sie z naszym mozgiem i usunelo z niego program-bulimia.Marzenie…:(

    Maj 3, 2016 at 10:27 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Możesz to zrobić sama! Już teraz! Przeczytaj kolejny post 🙂

      Maj 4, 2016 at 8:45 am
    • Dana

      byłam na hipnozie i nie pomogło 😀 sama lepiej to zrobisz!

      Wrzesień 18, 2016 at 8:25 pm
  • Ania

    Przepraszam, że przeszkadzam, ale ja już nie mam sił. Myślę tylko o tym, aby TO się skończyło w jakikolwiek sposób… Nie ważne jak, najważniejsze, aby poczuć wolność i ulgę…wieczną ulgę… 100:1 dla Gadziego.
    Gorąco pozdrawiam i życzę z całych sił powrotu do zdrowia wszystkim potrzebującym 🙂

    Maj 4, 2016 at 1:28 am
  • Lea

    Bulimiczką jestem od 20 lat, czyli ponad połowę swojego życia.. w walce z tą podstępną choroba nie pomogło mi nic, ani Miłość (do męża czy do dzieci), ani strach, ani niemożność zajścia w ciążę, ani później sama ciąża, ani fakt posiadania dzieci, ani świadomość tego jak to uzależnienie może wpłynąć na moje zdrowie, NIC po prostu NIC, co więcej uważam, że argument dot. zdrowia to najsłabszy i najmniej przekonywujący argument, przynajmniej dla mnie… jedynym argumentem, który miał znaczenie i dla którego lub przez którego rozkręciło się całe to piekło to chęć bycia szczupłym/ chudym! Czyli najgłupszy (myśląc racjonalnie) i najbardziej banalny z możliwych argumentów. To on wytyczył ścieżkę mojego życia, życia w uzależnieniu, życia z nałogiem… później siłą rzeczy doszły inne argumenty takie jak np. sposób na stres… cóż bardziej przyjemnego niż móc „zajeść” stres bez ponoszenia konsekwencji za to (czyli najeść się bez kalorii)?! Czasami sama prowokowałam nerwowe sytuacje, by tylko mieć usprawiedliwienie, dla swojego nałogu… ach co to były za cudowny czas… często myślałam sobie „jaka ja jestem sprytna, jem co chce, ile chce, kiedy chce i jak chce, nie muszę katować się na siłowni a każdy zazdrości mi figury…” uważałam, że przechytrzyłam cały świat! A do tego zdrowie mi nie pomagało, wyniki był i są świetne, figura jak najbardziej poprawna (żadna ze mnie anorektyczka, ale też broń Boże nie rozmiar 38!)… Oczywiście były momenty, kiedy było mi z TYM źle… a nawet bardzo źle… zwłaszcza, gdy dzieci zaczynały podrastać a ukrywanie mojego nałogu stawało się coraz trudniejsze… był nawet moment, że postanowiłam poszukać pomocy u specjalisty… i był to BŁĄD…nie trafiłam ani na specjalistę ani na wet na osobę, która chciała lub mogła mi pomóc, więc znowu zostałam zdana tylko na siebie. Ileż to razy powtarzałam sobie „ Nie jest mi potrzebny żaden specjalista, sama sobie poradzę jak przyjdzie odpowiedni czas/ moment…ale jeszcze nie nadszedł”. Umiejętność oszukiwania samej siebie (w tym innych) opanowałam prawie do perfekcji a co więcej potrafiłam być z tego dumna! Jednak z czasem zaczęło mi być coraz ciężej… chciałam uwolnić się od tego demona! Chciałam poczuć jak to jest żyć „normalnie” czyli nie myśleć zawsze
    i wszędzie o jedzeniu a później o tym jak się go pozbyć by inni nie zauważyli?! Chciałam móc i umieć skupić się na moich dzieciach, które z uwagi na moje uzależnienie siłą rzeczy były na drugim planie… w końcu uświadomiłam sobie, że niczym nie różnię się od alkoholika, nałogowego palacza czy narkomana, po prostu NICZYM! I to mnie po raz pierwszy przeraziło… przecież nie chciałam być „KIMŚ TAKIM”, kimś uzależnionym, kimś dla kogo nałóg jest ważniejszy niż najbliżsi…a BYŁAM! No i przyszedł TEN DZIEŃ… dzień, w którym schylając się na sedesem i wypluwając z siebie to, co zdążyłam pochłonąć kilka minut wcześniej, słuchając przy tym moich dzieci, z płaczem dobijających się do zamkniętych na klucz drzwi, powiedziałam do siebie „Udowodnij sobie, że jesteś inna, udowodnij sobie, ze potrafisz wytrzymać choć 2-3 dni bez wymiotowania! Skoro to takie proste to zrób to!…”
    i nie wiedząc jak zrobiłam… wstałam następnego dnia z założeniem, że jestem innym człowiekiem… czyli rozpoczęłam WOJNĘ…. Wojnę, która będzie trwała całe moje życie i mam tego pełną świadomość… najpierw był ten pierwszy dzień, potem drugi i trzeci, potem piąty i dziesiąty, potem piętnasty i dwudziesty… kiedy minął pierwszy miesiąc, odkąd byłam „czysta”, zaprosiłam mojego męża na kolację, aby świętować moje małe zwycięstwo, to była zwycięska, miesięczna bitwa… wiedziałam, że przede mną kolejne bitwy… wiedziałam, tez ile zbliża się pokus, idą wakacje, idzie okres grillowy, okres, w którym piwo leje się w każdy weekend a lody są podstawa menu w upalne dni… dziś minęły 4 miesiące od czasu rozpoczęcia mojej walki… zdarzyły mi się przegrane bitwy, choć chyba bardziej powinnam je nazwać przegranymi potyczkami, na przegrane bitwy pewnie jeszcze przyjdzie czas… teraz wiem już, że ten liść sałaty, który wcześniej był symbolem niechcianych kalorii dziś jest symbolem zdrowia i kolejnej wygranej potyczki, dziś wiem już, że od jednego kawałka tortu czy jednej kulki lodu, nie przytyję do razu 15 kilo i nie będę musiała wyrzucać rzeczy, dziś wiem też, że chwila nieuwagi, chwila zwątpienia, chwila słabości, chwila zlekceważenia przeciwnika i leżę… skutecznie podcina mi nogi, ale wstaje… nogi całe, mogą wstać… gorzej z głową, ale ją przygotowałam na porażki, wiem, że nie mogę nakładać na siebie zbyt dużej presji, że nie mogę chcieć od razu wygrać…tak naprawdę to wydaje mi się, że nigdy nie będę miała odwagi by szczerze powiedzieć, ze wygrałam z bulimią… w mojej ocenie nie można z nią wygrać, możną ją pokonać, uśpić, ale nie wygrać… tak jak niepijący alkoholik zawsze będzie alkoholikiem, jak niepalący palacz, zawsze będzie palaczem i tak jak czysty narkoman zawsze pozostanie narkomanem tak ja już na zawsze pozostanę bulimiczką pytanie tylko czy czynną czy bierną… ale na to pytanie odpowiem sobie dopiero ja łożu śmierci…

    Czerwiec 20, 2016 at 9:53 am
  • SASI

    Lea, czytając Twoj koment mam łzy. Oddałaś to tak jakbym czytała o sobie. Zwłaszcza gdy wspominasz , ze ten okropny nałóg ta paskudna bulimia jest w nas mimo miłości do partnera,meża, do dzieci . . . ze nie zwracamy na to uwagi kiedy dopada nas atak nic sie nie liczy . . . jednocześnie piszesz o tym ze podjęłaś walkę! mimo 20 lat cierpienia dajesz rade … dla mnie to ogromne pocieszcenie poniewaz nie chce zamykac sie w łązience przez kolejne 6 lat czujac tym samym jak siebie niszcze i lub przede wszystkim moje ukochana rodzine, która jest moja rodziną ‚moim projektem’ moim zyciem , no bo przeciez to czesc mnie. Ja zabieram moje dziecko do łazienki , nie pilnując go wymiotuje. Wiadomo czym to skutkuje , nie upilnowanie dziecka ktore bawi sie wszytkim wszystko bierze do buzi wszystkim sie bawi, przeciez to jest nie wybaczalne! moje dziecko moze zrobic sobie krzywdę sam lecz ‚MOIMI REKOMA’ mowie sobie dosc, błągam 3 majcie kciuki . . . .

    Grudzień 14, 2016 at 11:42 am
  • Karolina

    Droga Wilczo Głodna, jesteś moim ratunkiem. Przeczytałam ten tekst pierwszy raz (i wiem, że muszę się z nim przespać, przeczytać jeszcze 10 razy i przejść do kolejnych), ale jako jedyna osoba do mnie przemawiasz. Dziękuję Ci za to!
    Jest piątek wieczór, nie wiedziałam po raz kolejny, co począć. Dajesz mi wiarę!

    Czerwiec 23, 2017 at 9:08 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Czytaj dalej. Będziesz wolna.

      Czerwiec 24, 2017 at 5:59 am
  • Monika

    Uwielbiam ten żartobliwy, błyskotliwy i obrazowy sposób w jaki piszesz:D Super przyjemnie się czyta:)

    Sierpień 3, 2017 at 7:30 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      dzięki 🙂

      Sierpień 6, 2017 at 11:21 am
  • Justyna

    Boże jakie to mądre!!! Chodzę od 3 lat na intensywna terapie a nigdy nikt nie wyjaśnij mi dlaczego dzieje się tak a nie inaczej. Dziękuję…

    Październik 3, 2017 at 11:18 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Słońce, to przeczytaj sobie post „Objawy”. Ty chodzisz 3 lata, a niektóre dziewczyny 13 (miałam taką jedna), a potem przychodzą do mnie i wychodzą z tego miesiąc (tyle trwa mentoring). Oszczędność kasy i czasu.
      Czy dlatego, że jestem taka super? Nie, ja idę od razu do meritum i wiem jak działają te mechanizmy. Nie tracę czasu na rozmawianie o emocjach i rodzinie, bo to nie ma NIC do rzeczy. Jak poczytasz Wilczą to zobaczysz

      Październik 4, 2017 at 7:25 am
  • Paulina

    <3

    Październik 19, 2017 at 1:59 pm

Skomentuj

INSTAGRAM