głód

Głód czy łakomstwo?

Po ostatnim moim poście o ekstremalnym głodzie, dostałam dużo maili i komentarzy z zapytaniem jak odróżnić ekstremalny głód występujący przy wychodzeniu z zaburzeń odżywiania od łakomstwa. Jak w ogóle odróżnić zwykły głód od łakomstwa?

„Czy to że gotuję sobie właśnie idę po drugą dokładkę to potrzeba organizmu, czy raczej moje widzimisię?”

To jest bardzo dobre pytanie, bo sama także długo zmagałam się z tym problemem. Wyszłam już z zaburzeń odżywiania, ale ciągle nie miałam zdrowej relacji z jedzeniem. Mimo, że przestałam obżerać się toną żarcia, dalej pozostały we mnie złe nawyki, wyrabiane przez całe życie: skubanie, podjadanie, dokładki, niemożność powiedzenia NIE. Wiele z nich wyniosłam z domu: jedzenie przed telewizorem, na nudę etc, a potem diety. No to myślałam, że to normalne i każdy tak robi.

Moja bulimia, a zwłaszcza pożegnanie się z nią, zmusiła mnie do ponownego zweryfikowania wszystkiego co wiem i myślę o jedzeniu.
Przełomowy moment nastąpił, gdy zaczęłam jeść zupełnie normalnie; bez unikania zapalników, trzymania się pór posiłków i pilnowania godzin. No i wtedy zobaczyłam, że chyba mam złą definicję „normalnie”, bo przybrałam na wadzie. Nie jakoś dużo, ale wystarczająco by nie zmieścić się w ulubione spodnie. To dało mi do myślenia: Zbyt często jem bez sensu i trzeba coś z tym zrobić.

No dobrze, ale skąd mam wiedzieć czy to bez sensu, czy nie? A może to własnie faza rekuperacji, kiedy organizm czasowo domaga się większej ilości kalorii?
Jak to rozpoznać?
Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: FIZYCZNY GŁÓD. Jeżeli go nie ma, nie jemy.
Pytamy siebie zawsze: Czy jestem głodna? Czy to wychodzi z ciała, czy z głowy?
Jeżeli z głowy, to jest to głód psychiczny, którego jedzenie i tak nie zaspokoi, więc równie dobrze można sobie darować.
O tym jak odróżnić głód psychiczny od fizycznego, pisałam tu: Głód prawdziwy – głód fałszywy.

W każdym razie w moim przypadku to nie był fizyczny głód (ani tym bardziej ekstremalny), a nawykowe łakomstwo właśnie.
Mogłam wtedy załamać ręce i stwierdzić, że jednak faktycznie jestem żarłokiem i pozostanę nim do końca życia, a AJ miało rację. Zamiast tego, na spokojnie zrobiłam użytek z mojego ludzkiego mózgu i rozważyłam kilka kwestii.

Po pierwsze: Czym tak naprawdę jest jedzenie?
Jeżeli obierzemy je z całej socjologiczno-kulturowej nadbudówki, dojdziemy do sedna: Jedzenie to paliwo.
To zawsze powtarzał mi mój nieoceniony T. Bardzo długo broniłam się przed takim poglądem, oburzałam; no przecież jedzenie to jedna z największych przyjemności w życiu, to czynnik spajający ludzi, wyraz troski o siebie. Obchodzenie się z nim mądrze i nienadużywane go, może naprawdę wiele wnieść w nasze życie.
A T. kręcił tylko głową i śmiał się.
Teraz wiem dlaczego. Zbyt często nadawałam jedzeniu znaczenia, których ono nie miało, zamiast zjeść i tyle.
Postanowiłam, że będę podchodzić do niego bardziej praktycznie.

Po drugie: Kiedy jem głową, a nie żołądkiem? Wtedy gdy:
– jedzenie leży na widoku,
– nudzi mi się,
– mmm smaczne,
– zmarnuje się,
– jest za darmo,
– szkoda wyrzucić,
– częstują,
– na zapas,
– nie ma co zrobić z rękami,
– zawsze o tej porze jadłam,
– leci film,
– smutno mi.

Tak, normalni ludzie też tak robią. Nie jedzą tylko dlatego że są głodni; skubią do filmu, podjadają w ramach relaksu, czyszczą wszystkie resztki z talerza (bo dzieci w Afryce, bo szkoda), ale… kiedy przekraczają trzydziestkę, rosną im brzuszki, oponki, flaczeją ramiona. Widzę to na klasowych spotkaniach po latach.
A ja tak nie chcę. Chcę świadomie zadbać o siebie – być zdrowa, silna i szczupła (nie mylić z: zafiksowana, wyrzeźbiona, chuda). A to już zupełnie inny zestaw nawyków.

Oczywiście nie twierdzę, że nigdy nie można zjeść, jak nie jest się głodnym! Popcorn w kinie, lód na plaży, czy deser raz na czas. Ale na pewno nie za każdym jednym razem.
Pamiętasz mój post „Dobry rodzic”? To wbrew pozorom, jeden z najważniejszych tekstów jakie napisałam; o ponownym WYCHOWYWANIU siebie z miłością. Czy dobry rodzic to taki, który wszystkiego zabrania? Nie. Albo taki, który na wszystko pozwala? Też nie. Trzeba znaleźć złoty środek.

Jak to zrobić? W trzech krokach:

Krok 1: Stając się świadoma: Halo, jem bez sensu.
Krok 2. Biorąc za siebie odpowiedzialność: Mogę to zmienić. Nie jestem chora czy bezsilna wobec jedzenia.
Krok 3: Mówiąc do siebie i zadając sobie pytania: Czy na serio muszę to dojadać? Czy mam ochotę na tego loda, czy biorę go, bo wszyscy biorą? Po co lecę po tę przekąskę, jak za godzinę będzie obiad?

Niedawno miałam podopieczną, którą zaczęła pracę ze mną, ważąc ponad 100 kg. Teraz definitywnie weszła na drogę do szczupłej sylwetki. Powiedziała mi, że najważniejsze czego się nauczyła, to by zadawać sobie zawsze jedno krótkie pytanie: Po co?
Po co otwierasz lodówkę? Bo jesteś głodna czy z przyzwyczajenia?
I by SŁUCHAĆ odpowiedzi.

Jeżeli jest to trudne, ugryź to inaczej. Zastanów się, co doradziłabyś swojej najlepszej przyjaciółce: Tak tak, wciśnij w siebie te resztki, bo jesteś mniej ważna niż to jedzenie i jego „dobro” jest na pierwszym miejscu. Czy raczej: Oszalałaś? Wyrzuć to, jak już nie możesz!
Albo: Łap, bo ucieknie? Czy: Zastanów się czy mądrze jest brać trzecie ciastko pod rząd?
Gwarantuję, że takie postępowanie wejdzie Ci w nawyk i przeniesie się na całość Twojej egzystencji.
Czy potrzebna mi  ta kolejna sukienka? Czy potrzebna mi ta kolejna kłótnia?

Wyłącz autopilota i zacznij ze sobą rozmawiać. Jeżeli musisz, to na głos. A co!

Wracając więc do pytania: Czy branie drugiej dokładki to potrzeba organizmu czy widzimisię?
Nie wiem. Ty to wiesz, w głębi serca. Zapytaj siebie i udziel uczciwej odpowiedzi.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

 

20 komentarzy

  • Kamila S.

    o ile extreme hunger bez problemu mozna odróżnic od zwykłego łakomstwa (cholera,tego uczucia extremalnego głodu do końca życia nie zapomnę 🙂 ), to z takim czysto fizycznym,zwyczajnym głodem jest już trochę trudniej. Szczególnie ,jeśli po latach siedzenia w zaburzeniach odżywiania i babrania się w swoich chorych nawykach jedzeniowych-to wszystko zlewa się w jedno,wielkie „ŻREĆ!!!!” . U mnie pewne rzeczy działy się automatycznie,bez udziału mojej świadomości- automatycznie siegałam po cos do jedzenia i nawet nie rejestrowałam tego,dopiero gdzieś w trakcie było nagłe ocknięcie się i BUM!znów to samo! Czarodziejko! masz absolutną rację- nawet takie chore nawyki da radę zmienić. Przy sporej ilości ciezkiej pracy nad sobą i samozaparcia można zacząc po prostu jeść ,nie dając jedzeniu jakiejs magicznej mocy.Jeść-nie dlatego,ze jest sie smutnym,wesołym,zmeczonym,wściekłym….ale jeść dlatego,że jest się najzwyczajniej na świecie GŁODNYM!!!! 🙂

    Sierpień 8, 2017 at 11:10 am
  • Maria

    Aniu, czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu, uważam, że to co robisz jest wspaniałe i ważne. Przesyłam Twoje artykuły wszystkim koleżankom, które chcą się odchudzić tnąc kalorie o połowę. Ale tak naprawdę to czytać Cię powinni wszyscy, bo rozsądne odżywianie się to chyba najważniejsza rzecz, jaką możemy zrobić dla swojego zdrowia. Myślałaś nad programem zajęć dla szkół? Jak pamiętam siebie z gimnazjum, to właśnie takich informacji wtedy potrzebowałam – jak działa ludzki organizm, dlaczego odchudzanie się to zły pomysł. Od strony graficznej dodam tylko: wolałam Twoje grafiki z wilczkiem od tych zdjęć uśmiechniętych lasek ze stocka:)

    Sierpień 8, 2017 at 12:31 pm
    • Kamila S.

      co do grafik- ja się pod tym też podpisuję! te z wilczkiem były cudowne!!!!!! Wyjątkowe i inne:) Ania, w sumie takie jak Ty :*

      Sierpień 8, 2017 at 12:45 pm
      • Wilczo Glodna
        Wilczo Glodna

        Wiem, ale głupi facebook mi je blokuje. Wpisy nie pokazują się moim fanom. Pfff.

        Sierpień 8, 2017 at 8:59 pm
        • Kamila S.

          no ta Twoja skromność jest czasami powalająca,podobnie jak i delikatność ….hahaha 🙂 Ja Ci tu piszę,że jesteś wyjątkowa i w ogóle cud,miód…a Ty :”wiem”. 🙂 Normalnie uwielbiam Cię Czarodziejko, mam dosłownie identycznie 🙂

          Sierpień 9, 2017 at 7:02 am
  • Gabakulka

    Aniu, chciałabym Ci podziękować. Byłam w ten weekend u rodziców. Sama w domu. Szafka pełna słodkości. A w lodówce spaghetti i kawałek pizzy. Normalnie wymarzona sytuacja do ataku. Przecież nie można trafić lepiej…I wiesz co? Pierwszy raz od ponad roku czasu – otworzyłam barek, popatrzyłam na to wszystko. Nawet otworzyłam moje ulubione Rafaello. Powąchałam i się okazało, że ono w ogóle nie jest takie ulubione. Nie mogłam wyjść ze zdziwienia, że mi się nie chce. Że tak można. Że ja sama w domu, że pełen zapas żarcia a ja nie jem, bo tak najzwyczajniej jak można zwyczajnie nie jestem głodna i nie mam ochoty! Godzinę to analizowałam. Nie pamiętałam, jak to jest, jak Ci się nie chcesz jeść. Ale wiecie co? Jest zajebiście 🙂

    Fakt, to nie przyszło tak samo. Najpierw zgodnie z Twoimi artykułami, dałam organizmowi to co chciało. Dwa tygodnie jadłam ile chciałam, ale tak z głową. Tak zwana „czysta micha”. Przybyło 2 kg. Jeszcze jakiś czas temu padłabym chyba na zawał wchodząc na wagę i widząc ponad 60. Teraz pomyślałam „No jest, to jest. Trudno. Nadal noszę „S”, więc o co był ten cały dramat?”
    Wiem, że będą i chwile lepsze i gorsze. Ale chcę, by wszystko wróciło do normy. Żeby jedzenie było jedzeniem, a nie czymś, w okół czego obraca się moje życie. Trzymam kciuki za nas wszystkie a Tobie Aniu dziękuję

    Sierpień 8, 2017 at 2:13 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Slonce, cudownie!!! Brawo! Tak trzymać i jak widać nie taki diabeł straszny 🙂

      Sierpień 8, 2017 at 9:02 pm
  • kasia

    Aniu a jak rozróżnić głód fałszywy od ekstremalnego ?

    Sierpień 8, 2017 at 7:20 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, przy ekstrymalnym głodzie jesteś głodna jak nigdy w życiu, trzęsą Ci się ręce, prawie płaczesz z głodu. Głód fałszywy to „latająca wokół glowy mucha”. Można ją dosyć łatwo odpedzic.

      Sierpień 8, 2017 at 8:58 pm
      • kasia

        czyli np taki stan kiedy jem jem cały czas mam ochotę coś jeść i czuję że jak ktoś zaraz zabierze mi jedzenie to bym się po prostu rozpłakała (wiem ze to śmieszne ale tak czułam) to ekstremalny głód?

        Sierpień 9, 2017 at 7:00 am
  • Stokrotka

    Ostatnio wszystkie wpisy na jedną modłę 🙁 czekam na coś przełomowego.

    Sierpień 8, 2017 at 8:27 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Jak to na jedna modlę? Co ma wspólnego zajadanie stresu z sercem i ekstremalnym głodem? Nie mam słońce „przełomowych” królików z kapelusza. Jeżeli nudzi Cię moja praca, to przepraszam.

      Sierpień 8, 2017 at 8:55 pm
      • zakochana_w_jf

        Aniu, jesteś nam potrzebna. Ty jesteś dla nas, a my dla Ciebie.

        Sierpień 9, 2017 at 9:59 am
  • zakochana_w_jf

    Kochana Aniu, na anoreksję cierpię od 2012 roku, miałam wtedy 15 lat. Niedawno skończyłam 20 lat i uczę się żyć od nowa. Mam pracę, mam studia (zaoczne), ale nad zdrowym podejściem do jedzenia i do samej siebie muszę jeszcze popracować. Jeszcze kilka lat temu myślałam, że skoro mam wagę w normie (a właściwie w dolnej granicy) i że nie wyglądam jak dziewczyna cierpiąca na anoreksję to jest ok. Że nic mi nie grozi. Że mogę odetchnąć. A zaburzenia odżywiania to nie taka bułka z masłem.
    Jadłam zdrowe rzeczy, ale dostarczałam sobie za mało kalorii. Stanowczo za mało. Nie pod względem objętości, bo potrafiłam naraz bardzo dużo zjeść (dużo warzyw przede wszystkim), ale pod względem kalorycznym. Wtedy wciąż nie mogłam zrozumieć dlaczego, nie mam energii, dlaczego nie mogę spać, dlaczego ciągle chodzę głodna, dlaczego nie mam siły na naukę, dlaczego jestem rozdrażniona, dlaczego nic mnie nie interesuje, dlaczego nie mam na nic ochoty, dlaczego nie miesiączkuję? Ograniczyłam jedzenie do minumum, dlatego też ograniczyłam swoją aktywność w ciągu dnia do minimum. To przecież logiczne, prawda? A ja wogóle nie dopuszczałam do siebie myśli, że jem za mało. Kocham jeść, a ograniczałam sobie tą przyjemność. Byłam niedożywiona. Po prostu bałam się. Bałam się, że jedząc normalnie, zacznę tyć. Że mój organizm będzie odkładał jedzenie. Że jestem jakimś beznadziejnym przypadkiem, bo skoro psycholog nie pomógł itd.? Ciągle siebie pilnowałam, powstrzymywałam przed zjedzeniem więcej. A mój żołądek, moje ciało potrzebowało jedzenia. Ja te sygnały odrzucałam. Sporo myślę o jedzeniu, jak jestem głodna to na całego, ale cały czas pracuję nad sobą. Dużo się zmieniło… Teraz staram się pilnować i jeść ok.2000kcal dziennie (jeszcze rok temu to było dla mnie nie do pomyślenia). Wsumie to zależy od dnia, bo w pracy czy na uczelni nie zawsze mam czas aby spokojnie coś zjeść, nieraz zjem np. te 1700kcal (chociaż chciałabym więcej), ale kiedy potrzebuję 2000kcal lub więcej i mam czas i spokój, jem. Zrozumiałam, że powinnam słuchać organizmu. Że to on najlepiej wie, czego potrzebuje. A ja? Ja powinnam mu to zapewnić. Na tym polega dbanie o siebie. Chcę być fit? To powinnam jeść z głową, zdrowo, kolorowo, smacznie, ruszać się i dbać o siebie.
    Odkąd jem więcej, nie mieszczę się w rozmiar XS, musiałam pozbyć się większości spodni z szafy (jestem szczupła, tułów mam szczuplutki, ale nogi zawsze miałam masywniejsze) i teraz czuję się lepiej, pewniej, bardziej kobieco. Takie ciało chcę mieć i o takie ciało chcę dbać. Jest chyba więcej spokoju we mnie… Nie przeszkadza mi mój nowy rozmiar. Nie walczę ze sobą. Nie chcę. Życie mnie do tego zmusiło, życie pokazało mi, że aby przetrwać, normalnie funkcjonować w pracy i móc się uczyć, albo ćwiczyć (dla zdrowia i lepszej kondycji, aby się wyżyć i odstresować), muszę jeść.
    Nie tak dawno myślałam, że jestem nienormalna, bo ciągle chodzę głodna i z sytością po posiłkach różnie u mnie bywa. Ale twoje posty mnie uspokajają. Chcę wierzyć i wierzę w to, że w pewnym momencie jedzenie zejdzie na drugi plan, organizm będzie spokojniejszy i pojawią się inne priorytety.
    Aniu, ty tyle wiesz! Jestem pełna podziwu. Otworzyłaś mi oczy na wiele spraw, bardzo Ci dziękuję. Chciałabym Cię kiedyś spotkać i mocno uściskać. Dajesz mi siłę i odwagę do tego, aby być sobą.
    Jesteś niezwykła. Dla mnie i dla innych młodych dziewczyn oraz kobiet.

    Sierpień 9, 2017 at 9:56 am
  • Ania N.

    Cześć dziewczyny, u mnie już okres ekstrmalnego głodu minął, jadłam tyle ile wołał organizm, troszkę przytyłam, ale nie dużo.
    Teraz jem średnio 2000 kcal, dołożyłam też do tego wysiłek fizyczny – siłownię fitness, zumbę, bieganie (stawiam na różnorodność), w tym momencie 5 razy w tygodniu, dwa dni na regenerację.
    Oczywiście chciałabym troszkę schudnąć ale daję sobie na to dużo czasu (5 kilo – 5 miesięcy).

    Sierpień 9, 2017 at 7:21 pm
  • Edyta P.

    Ja tak z innej beczki: nie wiem jak inne wilczyce ale jak ja się nie objadam to jestem taka sztywna,spięta,mam wręcz pokerową twarz.Jak się objem (oczywiście tylko na początku bo później jest tylko wielki smutek) to mam radość,puszcza napięcie,uśmiech i dowcip wraca,taka wesoła jestem,słowem:dostaje kopa.To tylko chwilowe i tak w podskokach wracam do normalnego jedzenia (bo to dla mnie najważniejsze) ,ale jednak ten czas kiedy się nie objadam jestem spięta i sztywna,dużo mniej towarzyska.Mam nadzieje,że to minie…pozdrawiam:*

    Sierpień 10, 2017 at 10:05 am
  • JaNieWiem

    Ania, po anoreksji czuję, że stałam się kimś innym.
    Byłam u dietetyka i powinnam jeść 1950kcal, ale dla mnie to za mało, dlaczego? Kalkulatory w internecie podają różne wartości – jeden 2000kcal, drugi 2200kcal, a inny 1900kcal.
    Staram się jeść zgodnie z zapotrzebowaniem, słuchać organizmu ale mam w głowie mętlik straszny 🙁 Ciągle chodzę głodna, chociaż jem te 2000kcal i więcej. Gdy dopada mnie głód, czuję się fatalnie. Jestem nie do życia. Jedzenie jest u mnie na pierwszym miejscu… Z jednej strony wiem że to taka faza, że organizm musi się zregenerować, że trzeba jeść, że jem po to aby żyć, że to moje paliwo, ale z drugiej czuję że powinnam się pilnować, boję się że stracę panowanie nad sobą, że będę jeść o wiele więcej niż powinnam i zamiast mieć to swoje 21BMI w którym czuję się dobrze i wyglądam normalnie, przytyję a to byłoby dla mnie straszne 🙁

    Sierpień 10, 2017 at 4:44 pm
  • kociaq

    Aniu,u m mnie problemy z odżywianiem już szczęśliwie zamknięte dawno,ale bloga chętnie czytam-zagadnienia dotyczące psychologii i fizjologii człowieka są dla mnie po prostu ciekawe, zresztą lubię Twój styl pisania :). Co do jedzenia z „łakomstwa”, czy jako elementu niby kulturowego – zastanawia mnie to, dlaczego w polskich rodzinach bywa tak, że jakąś osobę w rodzinie traktuje się jak śmietnik – na zasadzie: dzieci nie dojadły, niech mąż kończy porcję itp… Do drugiego dnia chyba to jedzenie raczej nie przepadnie, a wspomniane dziecko może przecież dokończyć to pół kotleta z resztką surówki na kolację czy tam podwieczorek…

    Sierpień 12, 2017 at 4:52 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Myślę, że te osoby same traktują sie jak śmietnik, bo „jedzenia się nie wyrzuca”

      Sierpień 13, 2017 at 8:26 am
  • Natalia

    Droga Aniu,

    Przez ponad rok miałam problem z odczuwaniem głodu fizycznego, przestałam praktycznie go czuć i jadłam „głową”. Przez ten okres przytyłam około 10 kg. Ostatnio byłam dwa tygodnie na wolontariacie – jedzenie za darmo, ale okropne i mało (ale jest), wstawanie o 5 rano, byłam zajęta cały czas, nie miałam czasu myślec i zastanawiać się nad sobą, i głód fizyczny wrócił. Wróciłam do domu, powtórka z rozgrywki. Znalazłam sobie pracę na produkcji, teraz codziennie wstaję o 5 rano, jem śniadanie i zabieram jedzenie do pracy, głód fizyczny znowu powrócił. Wróciłam na weekend do domu – nic. Nie chce mi się jeść, pić ani spać, czuję się źle. Nie chciałabym czuć się jak „normalny człowiek” tylko wtedy, kiedy zaiwaniam w pracy czy w ogóle działam non stop, ale też podczas odpoczywania. Czy masz pojęcie czym może być to spowodowane? Pozdrawiam serdecznie!

    Sierpień 13, 2017 at 11:03 am

Skomentuj

INSTAGRAM