Jak jeść normalnie? Waga wyjściowa.

Uwaga, to jest bardzo ważny, bardzo długi post w odcinkach. Od miesięcy zbierałam do niego informacje.
Rozprawię się w nim z kilkoma ważnymi sprawami:
– Ile jeść, żeby schudnąć?
– Co to w ogóle znaczy „schudnąć”?
– Ile je normalny człowiek i jak stać się nim na powrót?
– Dlaczego diety tuczą i co wie nasze ciało, czego my nie wiemy.

Upewnij się że go przeczytasz do końca.

Ile jeść, żeby schudnąć?

Zanim odpowiemy to pytanie, cofnijmy się o jeden krok i zapytajmy: Ale ile schudnąć?
I czy w ogóle trzeba?

Waga wyjściowa.

Według wielu badań na ludziach i na zwierzętach (o których napiszę w osobnym poście) każdy organizm ma zaprogramowaną dla siebie idealną wagę. Już wyjaśniam o co chodzi.
Po pierwsze, jest to wartość, przypisana ciału przez naturę. Decydują o niej głównie geny.
Po drugie, jest z nią dokładnie tak samo jak ze wzrostem. (Jeden ma 183 cm, drugi 163 cm i nic się z tym nie da zrobić.)
Po trzecie: Organizm zawsze będzie do niej dążyć, jeżeli z jakichś przyczyn ją utraci.

Idealna waga jest do pewnego stopnia skorelowana ze wzrostem, jednak dla każdego człowieka będzie ona trochę inna. Dwie osoby o tym samym wzroście mogą mieć zupełnie inną idealną wagę.
Możesz to zaobserwować gołym okiem: Są ludzie filigranowi, są ludzie „solidni”, są ludzie gdzieś pomiędzy.
I wszystko jest ok, dopóki ci więksi nie zechcę zmienić się w chucherka, a chucherka przypakować jak Pudzian, bo akurat taka moda obowiązuje.
Ale ciało jak zawsze wie swoje i nie za bardzo powala na takie fluktuacje.
Bo jest złośliwe? Nie. Ono po prostu ma w sobie raz na zawsze ustawiony termostat, którego nic nie jest w stanie zmienić.

I dobrze, bo dzięki temu, waga każdego człowieka (i zwierzęcia) jest w miarę stabilna. Inaczej raz ważyłabyś 40 kg, bo miałaś dużo pracy i nie było czasu jeść, raz 80 kg, bo wpadło kilka imprez.
A przecież tak się, na szczęście, nie dzieje. Możesz więc spokojnie pozbyć się swojej największej obawy: Jak zacznę jeść, będę tyć w nieskończoność!
Oczywiście, da się ten cudowny mechanizm ostro zaburzyć dietami, (co pewnie zrobiłaś, skoro czytasz te słowa) ale jest to szkoda jak najbardziej odwracalna.

W praktyce wygląda to tak: Jeżeli schudniesz za dużo, doświadczysz wzmożonego apetytu, który będzie dawał o sobie znać, dopóki nie powrócisz do swojej wagowej „bazy”.
Jak to będzie się objawiać? Tak jak już zdołałaś tego doświadczyć: ciągły głód, myśli o jedzeniu, smutek, obsesja, zaburzony obraz ciała, nienawiść do siebie, poczucie, że się zwariowało.
Tego doświadcza każdy głodujący człowiek (o czym też napiszę), dopóki jego ciało nie zostanie odżywione, a głód zaspokojony.
Jeżeli dodasz to tego przeciwstawne pragnienie twojej głowy, by kontynuować dietę (no przecież MASZ się wbić w XS!) – zaburzenia odżywiania gotowe.
Brzmi znajomo?
No właśnie.
(Oczywiście można też powiedzieć, że to wina traumy z dzieciństwa, albo wadliwy gen na chromosomie X, ale przez chwilę bądźmy poważne)

*

Cały problem z tym odchudzaniem bierze się z fałszywego przekonania, że:
– możemy sobie ważyć ile chcemy i będzie spoko.
– że nasze ciało będzie sobie funkcjonować jak gdyby nigdy nic, mając 50 kg przy wzroście 175 cm (istnieją dziewczyny z natury tak szczupłe, np moja teściowa, ale jeżeli nie jesteś jedną z nich, to… nie jesteś jedną z nich. Jasne?)
– że zaprogramowaną przez naturę wagę można zmienić czy zignorować. Nikt nie próbuje zrobić tego ze wzrostem, a z wagą kombinujemy. No przecież wystarczy się odchudzić. Błąd.

*

No dobrze, więc ile można ważyć, tak by być piękna, szczupła i zajebista?

Mam dla Ciebie dwie wiadomości – dobrą i złą:
Zła: Nie mniej niż właśnie wrodzona, idealna waga. Wszystko co poniżej będzie się wiązało z drastycznym oporem ciała (napady obżerania, ochota na słodkie, depresja).
Dobra: Zakodowana idealna waga, jest… idealna dla Ciebie. Będziesz w niej wyglądać najlepiej.
Uwierz, jest coś co możesz zrobić, by wyglądać lepiej, bez zrzucania kilogramów.
Co? Czytaj dalej.

Pozwól, że zobrazuję Ci to wszystko na moim przykładzie.

Mój wagowy punkt wyjścia plasuje się na 55 kg przy 162 cm wzrostu.
Ważę się bardzo rzadko; raz na kilka miesięcy, i obserwuję, że to akurat się nie zmienia.
Zresztą umówmy się, po 20 latach od pierwszej diety, znam na tyle swoje ciało, by to wiedzieć.
To jest w ogóle pierwszy raz od lat, gdy publicznie podaję te cyfry. Nigdy tego nie robię, bo nie chcę zachęcać nikogo do porównań (o Jezu, a ja mam przy tym samym wzroście 56 kg!)
Ale dzisiaj piszę to, bo chcę udowodnić pewną tezę.

Od czasu kiedy wyszłam z bulimii były tylko dwa momenty kiedy ten wynik był inny.

Po pierwsze w czasach sztucznej AŻetowskiej abstynencji, gdy jadłam bardzo restrykcyjnie i zeszłam do 50 kg (!).
Wtedy często czułam spory głód, ale zasady nie pozwalały na żadne podjadanie, więc nie podjadałam. To było jeszcze czarno – białe myślenie w czystej postaci.
Oglądam swoje zdjęcia z tamtego okresu i widzę kobietę o ciele dziewczynki – chude rączki, głowa na szyjce jak patyczek, zero cycka. Brrr.
W momencie, gdy przestałam się wygłupiać i zaczęłam jeść w zgodzie ze swoim zapotrzebowaniem i apetytem, od razu naturalnie dobiłam do 55 kg i równie naturalnie tam się zatrzymałam.
(Jeszcze raz: nie będziesz tyć w nieskończoność)
W tej wadze wyglądam po prostu dobrze i zdrowo. Wyglądam NORMALNIE. Tak stwierdzisz, gdy spotkasz mnie na ulicy.
I co najważniejsze – nie myślę w ogóle o jedzeniu. Never. Jem jak jestem głodna, kończę jak poczuję sytość i nie sprawia mi to absolutnie żadnej trudności. Nigdy też nie liczę kalorii, nie ważę posiłków, ani nie odprawiam żadnych innych rytuałów.
I jakoś moje ciało wie samo, że jest gites i nie należy ani chudnąć ani tyć.

Drugim wyjątkiem była sytuacja sprzed kilku miesięcy, gdy zaczęłam podjadać na noc. Nie byłam głodna. Byłam po prostu niewyspana i przemęczona nadmiarem obowiązków (pisanie książki, robienie kursu, mentorowanie dziewczynom etc). Zmęczona głowa domaga się cukru. Do tego z braku czasu zmniejszyłam swój codzienny ruch. Kilka błędów, które przyniosły taki a nie inny rezultat.
Przytyłam wtedy około 3 kg, co bez problemu zrzuciłam w miesiąc, wracając do swoich podstawowych nawyków.

*

Te moje odwieczne 55 kg, plasuje mnie w połowie skali między osobą filigranową, a dobrze zbudowaną (nie grubą).
Wszystkie kobiety w mojej rodzinie (a jest ich dużo), wyglądają mniej więcej jak ja – około 160 cm i mniej niż 60 kg. Nie ma tam wysokich „tyczek”, nie ma kruszynek, ani pulpecików. Wyjątek stanową te, które latami się odchudzają i jojują w tę i we wtę.
Reszta jest po prostu przeciętnie szczupła i kompletnie zwyczajna.

Na przykład moja siostra – jest dokładnie tego samego wzrostu co ja, a waży zawsze ok 58 kg, czyli 3 kg więcej – jest po prostu odrobinę masywniejsza.
Jednak w życiu żaden człowiek nie określiłby jej jako „gruba”, czy nawet „duża”. To po prostu piękna, proporcjonalna dziewczyna, która trzyma tę samą wagę przez całe życie. A raczej ta waga trzyma się jej.
Dlaczego? Bo ona nigdy w życiu się nie odchudzała.
Po prostu zawsze dbała by jeść pełnowartościowe jedzenie (nieprzetworzone), ale też bez przesady.
Potrafi kupić sobie loda, czy pizzę i nie robi z tego wielkiego halo.

Ale co najważniejsze; umiejętnie ćwiczy. I to widać.
Umiejętnie, czyli nie za dużo, nie za mało. Wie kiedy zrobić trening siłowy, kiedy cardio, a kiedy ODPOCZĄĆ.
Kiedyś, kiedy była nastolatką, była w swoich 58 kg po prostu dobrze zbudowana (dobrze, nie że za gruba). Teraz wygląda jak milion dolarów.
Jak to się potocznie mówi – zamieniła tłuszczyk na mięśnie, ale dalej waży tyle samo. Postąpiła bardzo rozsądnie.

I Ty właśnie TAK możesz poprawić swoją sylwetkę – zmieniając odrobinę proporcję tkanek, a nie pozbywając się kompletnie którejś z nich! (Tylko błagam, nie przegnij teraz w drugą stronę)

Ja zaś zrobiłam po swojemu, czyli głupio.
Któregoś dnia uznałam, że nie podoba mi się miejsce, w którym umieściła mnie natura i postanowiłam się odchudzać.
Miałam 15 lat i… uwaga, uwaga… 55 kg żywej wagi, ale wymyśliłam sobie, że chcę ważyć 48 kg, czy coś w tym stylu. Totalnie z dupy i bez sensu. Ja przecież nigdy nie byłam gruba, nawet nie byłam „przy sobie”.
Wyglądałam normalnie, jak tysiące dziewczyn, które codziennie mija się na ulicy, jak moje koleżanki z klasy.
No ale ubzdurałam sobie, że muszę mieć szparę pomiędzy nogami. Tak zaczął się koszmar, trwający całą moją młodość.
I co? Jajco. Ważę teraz tyle samo co ważyłam wtedy. Co do grama. Brawo ja!
Nie ma to jak walić bez sensu przez piętnaście lat głową w mur dla sprawy, która i tak od początku była przegrana.
Teraz wiem, że będę ważyć właśnie tyle i już. Możliwe, że z wiekiem przybędzie mi naturalnie około 5 – 10 kg, bo taka jest naturalna kolej rzeczy, ale absolutnie się tym nie martwię. Wierzę, że dalej będę wyglądać świetnie (czyli po prostu normalnie)
Wniosek: zaakceptowałam coś, czego i tak nie przeskoczę – mój wzrost i moją wagę, czyli MÓJ WYGLĄD.

Długo zajęło mi pogodzenie się z tym, że nie mogę ważyć mniej, że muszę mieć troszkę boczków i odrobinę brzuszka (mankamenty, które tylko i wyłącznie ja widzę, bo reszta ludzkości postrzega mnie jako osobę szczupłą).
Oczywiście, mogłabym – tak jak moja siostra – poprawić to ćwiczeniami, ale szczerze: nie chce mi się, przysięgam. 
Ćwiczę regularnie i bardzo to lubię, ale szczegółowe planowanie treningu? Nie, dziękuję.
Po prostu uważam, że cena za nieposiadanie boczków jest dla mnie osobiście, zbyt wysoka i nie zamierzam jej płacić.
Wolę w tym czasie napisać nowy post, czy przeczytać książkę.
Jeżeli jednak ty uważasz inaczej – ZAPŁAĆ JĄ. Ułóż mądry plan, mądry jadłospis, zrób to z głową, ale błagam, nie się odchudzaj głupią dietą.

Zanim jednak pobiegniesz na siłownię, przede wszystkim musisz wyjść z niedowagi, ale o tym jeszcze pogadamy.

W kolejnym odcinku rozwinę ten temat dalej oraz podzielę się moim szokującym odkryciem.

Najważniejsze źródła:
„Eat like a normal person” – blog o tym jak pozbyć się uzależnienia od śmieciowego jedzenia
„Never Binge Again” – Glenn Livingstone
„The Bulimia Help Method” – Richard Kerr, Ali Kerr
„Unbroken Brain” – Maia Szalavitz
” The Addictive Brain” – prof. Thad A. Polk
Minnesota Starvation experiment – różne materiały

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2017-07-14T16:52:12+00:00 23 Maj, 2017|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , |

41 komentarzy

  1. Paulina Maj 23, 2017 w 3:39 pm - Odpowiedz

    Uśmiechnęłam się gdy przeczytałam ten fragment ”że muszę mieć szparę pomiędzy nogami”… Wszystkie jesteśmy takie same. Każda zaczynała z normalną wagą a później popłynęłyśmy sinusoidą wzrostów i spadków i tak dryfując latami powróciłyśmy do punktu wyjścia. Po co było tracić tyle pięknych młodzieńczych lat? Dlaczego nie chwytałyśmy każdego promienia słońca tylko chowałyśmy przed światem i życiem w łazience?
    Tyle wiem, a nie wiem nic.
    Chcę jeść, a boję się jeść.
    Jem choć czuję się z tym za ciężko.
    Chcę wyzdrowieć a nie robię nic.
    Staram się jednego dnia by po chwili znów się podtchnąć.
    Sześć lat tkwię w tym cholernym kole dieta-anoreksja bulimiczna-bulimia-pomiędzy jakieś inne..
    Czego mi brakuje?
    Sportu?
    A może to właśnie sport?
    A może jakieś warzywo?
    Może więcej lub mniej posiłków?
    Do śmierci chyba będę szukać swojej drogi życia.

    • Izzka Maj 24, 2017 w 1:30 pm - Odpowiedz

      Nie, nie każda zaczynała z normalną wagą. Ja miałam 68 kg przy 158 cm wzrostu. To nadwaga nawet według BMI, a o swoim ówczesnym poziomie tkanki tłuszczowej wolę nie myśleć. Kondycji zero, choć miałam 19 lat. Potem zeszłam do 42 kg, później z anoreksji wskoczyłam w bulimię (głodówkową, nieprzeczyszczającą), a w końcu utknęłam w kompulsywnym obżarstwie. Tak dobiłam do 75 kg. Później starałam się po prostu jeść mniej i zdrowiej, zeszłam do 55 kg, teraz znowu jest 57. A marzy mi się 49 – idealna waga według BMI. Skąd wiedzieć, jaka jest ta moja „zaprogramowana”???

      • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 2:18 pm - Odpowiedz

        Nie każdy, oczywiście. W piątek post właśnie o takim przypadku.

  2. Kamka Maj 23, 2017 w 3:58 pm - Odpowiedz

    Aniu, a co w przypadku, gdy od dziecka, od najmłodszych lat, byłam przekarmiana, i nie mam pojęcia, jaka jest ta moja ,,naturalna waga”? Odkąd skończyłam 4 latka regularnie miałam napady obżerania się. Obecnie mam 21 lat i cały czas jest tak samo. Nigdy nie jadłam normalnie, więc nawet nie wiem, od czego zacząć. Mam dużą nadwagę, źle się z tym czuję i nie wiem, co robić. Jak wypracować sobie jedzenie jak u ,,normalnego” człowieka? 🙁

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 1:51 am - Odpowiedz

      Napiszę też o tym. Kochana, zacznij od jedzenia nieprzetworzonego. Pewnie nigdy go nie jadłaś i stąd ten problem. Nabijałaś kalorie, ale nie było w nim wartości odżywczych, Twój organizm to czuł i chciał więcej więcej i więcej (gdzie moje białko, gdzie witaminy). Właśnie to jest tragedia: otyłe osoby na poziomie komórkowym umierają z głodu. Jak zaczniesz jeść prawdziwe jedzenie, twój poziom głodu i sytości bardzo szybko się ureguluje i przestaniesz ciągle CHCIEĆ jeść.

  3. K. Maj 23, 2017 w 4:38 pm - Odpowiedz

    I dlaczego nie uczą takich rzeczy w szkołach?

  4. Marta Sz. Maj 23, 2017 w 6:00 pm - Odpowiedz

    Poruszyłaś bardzo ważny temat Aniu, zresztą jak zwykle. Nie potrafię być szczera przede wszystkim ze sobą i ciągle tkwię w przekonaniu, że moja chorobliwie niska waga jest moją wagą idealną. Miesiączkuję regularnie, jem ok. 1700 kcal dziennie (liczę! i tu też muszę bardzo mocno siebie przekonywać, że wszystko ze mną ok), nie objadam się i nie wymiotuję od prawie roku (za wyjątkiem kilku wpadek, o których pisałam Ci tutaj i na fejsie), chodzę dwa razy w tygodniu na aerobik (mam więcej siły niż większość NORMALNYCH dziewczyn)…A jednak cholera coś tu jest nie tak, każde dodatkowe pół kilo natychmiast trzeba zmasakrować ograniczając kalorię, więcej ćwicząc itp. No i trafiam na Twój post… i szczerze mówiąc nie jest mi wygodnie z tym, co czytam, bo coraz trudniej mi się okłamywać. Napisałaś ostatnio, że Belgii nikt nie zwraca uwagi na to, czy ktoś ma parę centymetrów za dużo tu i ówdzie, fajnie, choć budzi to też mój lęk, bo myślę sobie, że w takim kraju od razu bym się roztyła. A ja ostatnio usłyszałam od młodziutkiej (i szczuplutkiej) dziewczyny pytanie : „co pani robi, że ma pani taką figurę?”, a jeszcze raz zaznaczę, że wyglądam jak więzień KL Auschwitz, więc pomyślałam sobie, że to smutne i nienormalne do jakiego wyglądu się teraz dąży.

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 1:48 am - Odpowiedz

      Kochana, z tego co piszesz, to właśnie dalej jesteś niedożywiona kicia, stąd ten obraz ciała (wyjaśnię to w kolejnym poście) Myślę, że gdybyś poluzowała sobie tę śrubę, zaczęłabyś też normalniej postrzegać swoje ciało. Sama doświadczyłam na sobie jak bardzo myśli prostują się, kiedy człowiek przestaje się tak katować.

  5. Wiecznie głodna Maj 23, 2017 w 7:43 pm - Odpowiedz

    Zaprogramowana jest masa ciała, czy może ilość tkanki tłuszczowej?
    Ważąc np 60kg na 165cm wzrostu można mieć nieco tłuszczyku, ale jeśli byłaby mowa o kulturystce to byłaby raczej wychudzona i bez okresu… ?

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 1:45 am - Odpowiedz

      Kochana, a czy bycie kulturystką jest naturalne? Czy jakiekolwiek zwierzę w naturze ma takie mięśnie na wierzchu? Po co Ci to, słońce? Właśnie pisałam, żeby nie przegiąć w drugą stronę. Nie warto.

  6. Julia Maj 23, 2017 w 8:08 pm - Odpowiedz

    Znalazłam dzisiaj coś co troszkę mnie zainteresowało ale wzbudziło mieszane uczucia. Nazywa się „dieta IF” i polega na poszczeniu przez większą część dnia. Zasady wydają mi się trochę absurdalne jedną z nich jest np. nie jedzienie śniadania. Mam totalny mętlik w glowie bo wszystko co wydawało mi się jak najbardziej słuszne teraz stoi pod znakiem zapytania. Mogłabyś mi jakoś w tej sprawie pomóc? Bylabym bardzo wdzięczna pozdrawiam Aniu

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 1:44 am - Odpowiedz

      Kochana, a czy KTOKOLWIEK tak robi??? Czy widzisz normalnych ludzi którzy poszczą w ciągu dnia? Czy każdy kto nie pości, jest GRUBY? Przecież gdyby ta dieta była słuszna, ewolucja sama wpadłaby na nią miliony lat temu! Wydając Ci się absurdalne, bo SĄ absurdalne! Natychmiast wyrzuć te bzdury do kosza kochana i uchroń się przed kolejnym zatoczonym kółeczkiem wilka.
      Swoją drogą kto produkuje aż TAKIE głupoty, to ja nie wiem 🙁

      • Marta Maj 24, 2017 w 12:18 pm - Odpowiedz

        To nie aż takie głupoty, choćby w trakcie snu pościmy, a zdrowotne głodówki są chyba znane nie od dziś?.. Nie jestem specjalistką, ale pamiętam, że kiedyś któraś czytelniczka zwróciła uwagę, że nawet Ty nieświadomie stosujesz IF, bo jadłaś wtedy ostatni posiłek, zdaje się, o 18:00, co dawało te kilkanaście godzin „postu”. 🙂

        Aczkolwiek to chyba nie dla nas 😀

        • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 12:30 pm - Odpowiedz

          JAdłam ostatni posiłek o 18 kiedy byłam w nieracjonalnej abstynencji (posty AJoty). Teraz tak nie robię. Nikt tak nie robi. Tylko ludzie w różnych fazach diety (od „poszukującego” do osoby z ED)
          Tak, w trakcie snu pościmy – tyle postu zaplanowała dla nas natura i niech tak zostanie. Dla naszego dobra 🙂

          • Marta Maj 25, 2017 w 11:49 am

            A ja to pamiętam jako Twój okres wychodzenia z Wilka. Twój film o ataku też chyba o tym przypomina, czy się mylę? A także wpis o tym, jak jadłaś 4, a potem 3 posiłki. I że to działało. (A może tamtych postów już nie ma, ale w pamięci zostało; nie mogę znaleźć)

            Ja to rozumiem, stopniowo dochodziłaś do optimum, ale my nie wiemy, które posty mamy traktować jako aktualne, a które nie. I być może większość z nas musi przebyć swoją własną, podobną drogę..?

          • Wilczo Glodna Maj 25, 2017 w 2:19 pm

            Zostawiłam wszystkie posty, nawet te nieaktualne jako świadectwo mojej drogi. Na początku (jesień 2014) jadłam 3/3/3 – 3 posiłki, 3 przekąski co 3 godziny. Super, działało. Potem czas był na kolejny krok, jeść mniej posiłków (nie kcal). Niestety tutaj wkręciłam się w jedzenie tylko 3 posiłków (AŻ), co było niepotrzebne. Teraz się dzielę tym, żeby ktoś inny nie musial, tak jak ja, jechać naokoło.

  7. Paulette Maj 23, 2017 w 8:37 pm - Odpowiedz

    Cudowny wpis, oby więcej takich! Po przeczytaniu go… ulżyło mi. Że nie muszę całe życie się odchudzać i dążyć do wyimaginowanych ideałów, bo moja sylwetka jest po prostu inna, moja. Matko, to takie logiczne, a nie umiałam na to wpaść. I kiedy mówisz o idealnej wadze, w której będziemy się czuć idealnie, bo ona jest „nasza” doskonale wiem, kiedy ją miałam. Kiedy jadłam zdrowo, dużo się ruszałam, spałam odpowiednio, nie stresowałam się aż tyle. Teraz jestem trochę większa, ale czuję że moje ciało naturalnie wróci do tamtej sylwetki. Jeśli przestanę je katować, nie muszę się już stresować, dziękuję Ci Aniu.

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 1:41 am - Odpowiedz

      Otóż to! Super!

  8. Joanna Lipska Maj 23, 2017 w 9:12 pm - Odpowiedz

    Aniu moja wyjsciowa waga byla 57 kg ,172 cm.Wtedy zaczelam odchudzanie ale mialam 15 lat a teraz 37 .Czy jest to mozliwe ze organizm moze wrocic do tej wagi tak jak u ciebie?

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 1:40 am - Odpowiedz

      Nie wiem kochana, po prostu zobacz gdzie się sama uplasujesz, jak zaczniesz jesć normalnie. O tym też jeszcze napiszę. Aczkolwiek w Twoim przypadku wydaje mi się to mało prawdopodobne. Jesteś dość wysoka,a waga malutka. A jak wygląda Twoja mama, ciocia, siostra? Też takie kruszynki?

      • Joanna Lipska Maj 24, 2017 w 5:19 pm - Odpowiedz

        Aniu moja mama to nie wiem bo ona zawsze je malo i pali.Ja mam geny mojego taty.Moj tata jest szczuply.Tata jest podobny do swojej mamy(Mikel babci)a babcia byla szczupla.

    • Daria Maj 24, 2017 w 6:47 am - Odpowiedz

      Joasiu też miałam 15lat jak zaczęłam…teraz mam 35 i ciągle to samo
      Są wzloty i upadki..
      Tak jak pisze Anka w poście -kobieta o ciele dziewczynki-chude rączki, głowa na szyjce….
      Staram się z całych sił-jedynym sukcesem jak do tej pory to że przestałam się ważyć …
      Pozdrawiam
      Anka-post suuuper !!

  9. Weronika Maj 24, 2017 w 5:17 am - Odpowiedz

    Droga Aniu! 🙂
    Od jakiegoś czasu śledzę Twoją strone i muszę przyznać, że niektóre Twoje wpisy bardzo otworzyły mi oczy.. Jednak ten szczególnie. Nigdy nie czytałam czegoś równie mądrego i trafnego!!
    Od dziecka byłam otyła. Moje jedzenie w ciągu dnia to było kilka hot dogów wciągniętych na raz, mnóstwo chleba z majonezem i kupa słodyczy.. No jak tu nie tyć, prawda? Teraz wiem, że chociaż moi rodzice nie należą do drobnych ludzi to moja nadwaga nie była winą genów (gdyby tak było, moja siostra też byłaby gruba, a nie jest) tylko złego odżywiania. Mniej więcej w drugiej klasie liceum obudziło się we mnie marzenie żeby na swoją studniówkę iść w sukience. Pierwszy raz w życiu miałabym ją założyć, odpuściłam nawet bal gimnazjalny ze wstydu przed koleżankami! I tak zaczęłam po prostu jeść normalnie. Nie odchudzałam się.. Od czasu do czasu zjadlam coś słodkiego czy niezdrowego, ale po prostu więcej się ruszałam, na codzień zrezygnowałam z przetworzonego jedzenia i- wcale nie jadłam mało. Jadłam bardzo dużo, nawet więcej niz wcześniej, ale były to takie rzeczy, jak kasze, owoce, warzywa, orzechy (jadłam je garściami, więc na pewno pochłaniałam ogromne ilości kalorii) a mimo to, traciłam na wadze. Jadłam wtedy, kiedy byłam glodna i do momentu, w którym się najadłam. W ciągu roku straciłam około 50 kg, bez wiszącej skóry, bez żadnych zdrowotnych problemów – wręcz przeciwnie. Ważyłam wtedy około 65-70kg przy 180 cm wzrostu i wyglądam bardzo zdrowo i promiennie. Problem zaczął się wtedy, kiedy waga stanęła w miejscu. Zaczęłam kombinować na wszelkie sposoby- trzy treningi dziennie, liczenie kalorii, ograniczenie do 500 kcal dziennie i tak wytrwałam jakieś pół roku. Chcecie wiedzieć jak to się skończyło? Anoreksją, szpitalem, rozwaloną twarczycą, brakiem znajomych (no bo przecież, jak się widzieliśmy to oni zawsze jedli, no nie?). Postanowiłam wtedy o siebie zawalczyć i pójść do dietetyczki. Wspaniała kobieta, bardzo zaangażowala się w to, aby mi pomóc. Stopniowo podnosiła mi ilość kalorii i przez jakiś czas było dobrze. Jak długo? Aż zauważyłam, że przytyłam pół kilo i poziom mojej tkanki tłuszczowej wzrósł aż do 5%! Zaczęła się panika i wielkie wyparcie. Rzuciłam jadłospisy w bok, a mamie powiedziałam, że to dlatego, że jestem zmęczona i chce zacząć jeść normalnie, jak wszyscy. Ona potraktowała to jako dobry objaw, ale co ja zrobilam? Zaczęłam sie odchudzać. Znowu. Tylko, że mój mądry organizm tym razem nie chciał mi na to pozwolić.. Tak zaczęły się moje problemy z kompulsywnym objadaniem się. Doprowadziło to do uzależnienia od jedzenia, z którego bardzo trudno jest mi wyjść. Boję sie, ze sobie nie poradzę, że znowu będę wyglądać, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem.. Ale wiem jedno- to, co robisz i piszesz Aniu jest cudowne i pomaga bardziej niż wszelkie terapie. Rób to, co robisz dalej, bo jesteś moją bohaterką i motywacją do walki.

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 7:50 am - Odpowiedz

      Kochana, to czekaj na kolejne wpisy – też z tego wyjdziesz, spokojnie!

  10. Joanna Maj 24, 2017 w 8:15 am - Odpowiedz

    Dziękuję Aniu za ten post (i każdy inny) 🙂

  11. Edyta Maj 24, 2017 w 10:17 am - Odpowiedz

    Anuś napisałam Ci maila ,ale dla tych co nie wiedzą-ja zupełnie straciłam orientacje jak jeść.Miałam w głowie obraz jedzenia,którego trzymałam się za wszelką cenę.Swoje zasady,które miały mi „pomóc”. Nawet Ani nie chciałam się przyznać,bo przecież „ja wiem lepiej jak mam jeść”. Otóż nie wiem jak się okazało dlatego zaczynam na nowo i biorę się za normalne jedzenie i powiem Wam,że z chęcią to zrobię mimo walki z myślami.

  12. Ania Maj 24, 2017 w 10:19 am - Odpowiedz

    Dziękuję ci za ten tekst! wychodzę z anoreksji i staram sie zaakceptować to ze musze przytyć, to co napisałaś jest dla mnie bardzo ważne

    • Wilczo Glodna Maj 24, 2017 w 11:57 am - Odpowiedz

      Cieszę się słońce, że mogę pomóc.

  13. Alina Maj 24, 2017 w 5:29 pm - Odpowiedz

    Ania, widzę, że poruszasz bardzo ważny temat.
    Tak, lekarstwo na problem z odżywianiem tkwi w ODŻYWIANIU, a więc jedzcie dziewczyny!

  14. NE Maj 24, 2017 w 8:08 pm - Odpowiedz

    Potrzebowałam takiego wpisu. Dziękuję.

  15. Świetny post, bardzo podoba mi się zachęcanie do ćwiczeń:)
    http://www.ladymademoiselle.pl/

  16. Gabrysia Maj 26, 2017 w 1:24 pm - Odpowiedz

    Ciesze sie bardzo że poruszyłas ten temat Aniu, jeśli moglabym byc jedno pytanie, czy to oznacza ze cwiczenia takie nie ulożone, zaplanowane dla nas nie przynosza efektow ? Pewnie cos zle zrozumialasm

    • Wilczo Glodna Maj 26, 2017 w 2:26 pm - Odpowiedz

      Hahaha, no nie to chciałam powiedzieć. Ja mam efekty – jestem silna i szczupła, ale nie zamierzam jeszcze dodatkowo pracować, żeby wyglądać jeszcze lepiej. Tak mi wystarczy.

  17. […] już, że aby schudnąć trzeba wziąć pod uwagę dwie rzeczy: – Twoja idealna, genetycznie przypisana Ci waga. Nie ma sensu próbować zejść poniżej niej, bo to się po prostu nie uda. […]

  18. Liriel Maj 30, 2017 w 8:22 am - Odpowiedz

    Ok. A czy jest możliwe, że organizm ma „zaprogramowaną” nadwagę?
    U mnie w rodzinie wszyscy są masywni. Po prostu. Większość zapewne ma nadwagę wg BMI, ale nawet wskazując na tych, którzy nie mają ciąży spożywczej, po prostu mają bardzo mocną budowę.

    Jako dzieciak doszłam do wagi 87 kg (przy 163 cm, szybko przestałam rosnąć). To było gdzieś w 2. gimnazjum. Potem zaczęłam się głodzić (długa historia, nie wnikając – typowa ana) – okres zatrzymał mi się już przy wadze 55, generalnie przy tejże nauczyciele już dzwonili do domu, bo wyglądałam jak trup. Zjechałam do 49, potem w bólu i cierpieniu weszłam na 55.
    Potem zaczęły się studia… cóż, powodów pewnie było wiele, ale dla mnie liczy się głównie to, że odzyskałam dystans do siebie. Waga wskoczyła na 72, okres powrócił przy 67, po 3 latach przerwy (no a potem jeszcze poszła w górę). Właśnie wtedy, przy 72, uznałam, że „pora coś ze sobą zrobić”, ale znając poprzednie doświadczenia, zdałam się na profesjonalistę, czyli zamówiłam dietę i treningi (wtedy zaczęłam ćwiczyć siłowo, a nie tylko cardio). Dietę miałam bardzo spoko, dużo tłuszczów, żadnych głodówek, dobre, nieprzetworzone jedzenie.
    Spadłam z 72 do 67… i znów zniknął okres.
    Wtedy przerwałam współpracę, raz, że przestraszyłam się zaniku miesiączki , dwa, że zaczął się serio stresujący i mega zapracowany okres, gdzie wiedziałam, że nie zdołam zrealizować planu w 100%. Jednocześnie pojawiło się to dzikie parcie na jedzenie, glównie słodycze. Ostrożnie myślałam o bulimii, ale w sumie nigdy nie miałam z nią problemów – zakładałam raczej, że to kwestia niedospania czy czegoś w tym stylu.
    Obecnie ważę 76 kg. Mam nadwagę – widzę to całkiem wyraznie. Nawet mi ona nie przeszkadza za bardzo, nie licząc brzucha, wolę siebie w tej wersji. Na kondycję nie narzekam, ćwiczę, kiedy mogę. Okres działa jak należy.

    Stąd pytanie czysto akademickie – czy moja „zaprogramowana” waga może być tak wysoka?

  19. […] Każde ciało ma swoją idealną wagę, w której czuje się i wygląda najlepiej. Jest to sprawa genów, tak samo jak […]

  20. Asia Wrzesień 23, 2017 w 11:39 am - Odpowiedz

    Hej Aniu,
    Dzieki za ten wpis, otwiera oczy szeroko, aczkolwiek wciaz mam jedna wielka watpliwosc, a mianowicie, odkad zaczelam zwracac uwage na to ile waze (podejrzewam, ze bylo to gdzies w okolicach początku podstawowki) nie zanotowalam czegos takiego jak moja stala waga. Bylam troche grubszym dzieckiem niz moje kolezanki, ale nie otylym. Potem z tego „wyroslam” bez diet, po prostu schudlam rosnac i wygladalam normalnie. Potem poszlam do liceum, gdzie pod wplywem uwczesnego zwiazku i roznych znajomosci jadlam bardzo duzo syfu i tylam z miesiaca na miesiac. Doszlam do wagi 75kg przy 171, nie jest to jakas porazajaca ilosc, ale ze wzgledu na owczesny sposob odzywiania watpie zeby byla to moja waga wrodzona. Potem zaczelo sie ED, w 5 miesiecy schudlam do 48kg i szczerze mowiac, biorac pod uwage kazda moja wage jeszcze z przed ED nie bylo takiego okresu zeby waga nie wahala sie przynajmniej o 5 do 10kg w ciagu pol roku. Obecnie jem w miare normalnie, napadow „klasycznych” nie mam, czasem zdarza mi sie na imprezie rzucic na jedzenie i wymiotowac ale to rzadkosc. Licze kalorie, a waga ciagle sie waha. I pytanie brzmi, jaka wartosc kaloryczna powinnam wziac za wyjsciowa skoro nie wiem do jakiej wagi powinnam ja dostosowac? Przy obecnej wadze jest to niecale 2000kcal wg kalkulatora, ale co jesli moja obecna waga jest za niska i powinnam jesc np 2300? Nie glodze sie ani nie odchudzam, a waga ciagle waha sie o 2-5kg. Nie wiem czy moje watpliwosci sa zrozumiale, ale staralam sie jak moglam.

    • Wilczo Glodna Wrzesień 23, 2017 w 4:39 pm - Odpowiedz

      Z tego co piszesz, 2300 to rozsądne zwiększenie.Daj znać jak będziesz się czuła, ok?

  21. Hania Listopad 8, 2017 w 5:28 pm - Odpowiedz

    Ja chyba czegoś nie rozumiem. Dlaczego stosujesz sie Aniu postawa, że trzeba duzo jeść. Rozumiem, że bez jedzenia sie oczywiscie nie obejdzie – To najbardziej oczywista rzecz na świecie, ale Ty jakbys każdy problem rozwiązywala JEDZENIEM. Nie rozumiem tego trochę, bo nie każda kobieta chora na bulimie wyleczy sie z tej choroby jedzeniem. Jesli tak by bylo, mam takie przeczucie, ze kazda bulimiczka bylaby osoba otyla. Niewazne czy chciala schudnąć czy miala problemy, moze nawet depresje- w każdym poście mówisz o tym, ze trzeba jeść. To absurdalne

    • Wilczo Glodna Listopad 8, 2017 w 6:37 pm - Odpowiedz

      Stosowanie się do moich rad nie jest obowiązkowe.

Zostaw komentarz