Jak jeść normalnie? Pseudojedzenie.

Dzisiaj dalszy ciąg bardzo ważnego posta, odpowiadającego na kilka pytań:
– Ile jeść, żeby schudnąć?
– Co to w ogóle znaczy „schudnąć”?
– Ile je normalny człowiek i jak stać się nim na powrót?
– Dlaczego diety tuczą i co wie nasze ciało, czego my nie wiemy.

Upewnij się że go przeczytasz do końca.

Tak jak pisałam w poprzednim poście, każde ciało ma swoją idealną, zaprogramowaną genetycznie wagę. My – ludzie o mądrych mózgach – uważamy, że wiemy lepiej niż natura i próbujemy nią maipulować. Dlatego też jako jedyny gatunek na Ziemi wpadamy w zaburzenia odżywiania.
Codziennie dostaję na przykład takie maile:

Zawsze ważyłam x kg, teraz ważę o 7 kg mniej i w końcu siebie akceptuję! Chciałabym to utrzymać, ale teraz ciągle mam ataki objadania się, ciągoty na słodkie  Boję się, że przytyję. Co robię nie tak?

No WAŻYSZ nie tak. Nie tyle ile ZAWSZE ważyłaś i powinnaś ważyć!
Bo przecież skoro ta waga była taka, a nie inna, to znaczy, że było dobrze! Teraz Twój organizm w każdej sekundzie kombinuje jak to nadrobić straconą masę i nie przestanie, póki jej nie nadrobi.
Pomyśl, gdybyś żyła w innej epoce, po prostu tyle byś ważyła i żyła szczęśliwym życiem.
Niestety urodziłaś się w czasach, gdzie społeczeństwu pierze się mózgi, że tylko uzyskując ekstremalny wygląd (wychudzenie lub wystające mięśnie) uzyskasz szczęście.
(Swoją drogą to całkiem dobra strategia, żeby wyciągnąć od ludzi kasę i upewnić się, że nie zaczną zajmować się ważniejszymi sprawami, jak np. zanieczyszczenie naszej planety czy bezsensowne wojny – ale to tak na marginesie)

To jeszcze raz: Ile mam ważyć? Pewnie właśnie tyle co przed odchudzaniem.

Czy to dobra wiadomość, czy zła?

Dla mnie była to wiadomość dobra, bo w wyniku diet przytyłam do 59 – 62+ kg (zależy w którym stadium jojo właśnie byłam). Do tego miałam zawsze chomiczą twarz, wzdęcia, zaparcia i wyglądałam jak pączek – bynajmniej nie róży.
Mówiłam już, że dieta tuczy i oszpeca? Milion razy, ale powtórzę jeszcze raz: dieta tuczy i oszpeca.
Kiedy jej zaprzestałam, schudłam i co najważniejsze, wypiękniałam.

Chcę tu jeszcze nadmienić, że wróciłam do swojej wagi sprzed odchudzania, ale to nie znaczy, że tak musi być i u Ciebie. Może wtedy na prawdę miałaś nadwagę? A może odwrotnie, byłaś bardzo młoda, jeszcze rosłaś? Nie sugeruj się w w stu procentach moimi doświadczeniami.
Ja po prostu już w wieku lat dwunastu miałam obecny wzrost i bardzo szybko nabrałam kobiecych kształtów. Twoja sytuacja mogła być inna.

Kolejna sprawa (bo już pojawił się taki komentarz) – nie wkręć sobie teraz błagam, że będziesz ważyć tyle samo co ważysz, ale zrobisz z siebie chodzący atlas anatomiczny – zero tłuszczu i mięśnie na wierzchu. To NIE o to chodzi.
W ostatnim poście opublikowałam zdjęcie sylwetki kobiet, które POPRAWIŁA swój wygląd. Zwróć uwagę, że nie zamieniła się w spieczoną na skwarek Miss Bikini Precel i nie jest wskazane byś ty się w takową przeistaczała.
Ok?

No właśnie, a co jeżeli przed odchudzaniem miałam nadwagę?

Pod pierwszym postem, pojawił się taki oto komentarz od Kamki:
Aniu, a co w przypadku, gdy od dziecka, od najmłodszych lat, byłam przekarmiana, i nie mam pojęcia, jaka jest ta moja ,,naturalna waga”? Odkąd skończyłam 4 latka regularnie miałam napady obżerania się. Obecnie mam 21 lat i cały czas jest tak samo. Nigdy nie jadłam normalnie, więc nawet nie wiem, od czego zacząć. Mam dużą nadwagę, źle się z tym czuję i nie wiem, co robić. Jak wypracować sobie jedzenie jak u ,,normalnego” człowieka?

Bardzo dobre pytanie, bo właśnie o tym miałam pisać.

Zawsze zapytana jaką dietę polecam, powtarzam, że zdroworozsądkową.
Ile razy jeść? Jakie śniadania? Jakie obiady? Co i jak? – odpowiedź mam jedną – po początkowym ustabilizowaniu jedzenia (regularne, pełnowartościowe posiłki, unikanie zapalników), kiedy odzyskasz już w pełni kontakt z własnym ciałem i sygnałami, które Ci wysyła (6-12 miesięcy) – przestrzegaj tylko jednej zasady:
Jedz w większości jedzenie nieprzetworzone.
(Od razu podkreślę słowo w większości , bo jak tego nie zrobię, wpadniesz mi w tu w ortoreksję. Co to znaczy? Ja staram się jeść tak w 90%. Czy 9 na 10 posiłków.)

Tak radzi zdrowy rozsądek właśnie, prawda? Skoro epidemia otyłości wybuchła na dobre po wynalezieniu przetworzonego jedzenia, to coś jest na rzeczy.
Zawsze też przytaczałam słowa Einsteina:

Tylko człowiek jest na tyle inteligentny, że potrafi wyprodukować własne jedzenie i na tyle głupi, by je jeść.

Jednak dopiero niedawno znalazłam cudownie proste i szczegółowe wytłumaczenie DLACZEGO nie jedzenie syfu jest aż tak ważne.
Wpadł mi w oko genialny blog „Eat like normal person” o uzależnieniu od śmieciowego jedzenia. Jego autorka zrobiła kompletny reaserach tematu.
Wspomogłam jej blog, pokochałam i polecam. Teraz, dla tych które wolą czytać po polsku, przytoczę najważniejsze fakty tam znalezione oraz dodam sporo od siebie.

Jedzenie przetworzone, to niby-jedzenie.

Co znaczy przetworzone? Strawione lub częściowo strawione w trakcie procesów chemicznych, czyli pozbawione ważnych elementów odżywczych.
Błonnik – odpadł, witaminy – won, makroelementy – zostawmy tylko cukier prosty i tłuszcz, dodajmy sól, żeby smakowało ( i uzależniało), kolor, zapach i gotowe.
Wygląda, pachnie i smakuje jak prawdziwe jedzenie (a nawet lepiej), ale jedzeniem NIE JEST.


Zainteresowanym tematem polecam książkę „Salt, Sugar, Fat” – Michaela Moss’a, w której opisane jest dokładnie jak koncerny spożywcze odzierają jedzenie z wszelkich wartości odżywczych oraz manipulują naszymi zmysłami – wszystko dla swoich zysków.


Dlaczego?
Żeby coś nazwane zostało jedzeniem, musi spełniać dwie funkcje:
– Dostarczać odpowiedniej ilości energii, czyli kalorii.
– Dostarczać odpowiedniej ilości składników odżywczych – makro, mikro itd.

Jedzenie przetworzone dostarcza bardzo dużo kalorii  przy minimalnej wartości odżywczej.
A na samych kaloriach nie da się żyć!

Gdzie jest problem?
Ano tu, że nasze ciało nie jest głupie.
Nasze ciało jest tak mądre, że w pałce nie mieści!
Ono WIE OD RAZU, że dostało właśnie produkt jedzeniopodobny, a nie jedzenie;  że tam nie ma tych składników, które ono MUSI mieć do przeżycia.

Taka sytuacja:
Zjadłaś zestaw w McDonaldzie. To 1320 kcal. Teoretycznie powinnaś być najedzona przez pół dnia, a zamiast tego czujesz głód już po dwóch godzinach.
Dlaczego? Bo w tym jedzeniu nic nie było. Równie dobrze mogłaś zjeść sobie papierowe zdjęcie tego posiłku, a efekt byłby podobny (całkiem możliwe, że zdjęcie okazałoby się zdrowsze).
Czy wyobrażasz sobie obiadową porcję kaszy, mięsa i surówek na 1320? Chybabyś pękła!
Taki zestaw zaś możesz wciągnąć bez problemu i poprawić lodem.
Możesz okłamać wszystkich w koło – mamę, tatę, partnera, lekarza, dietetyka, siebie… ale organizmu nie nabierzesz.
On wie, że nie zjadłaś posiłku, zjadłaś iluzję. Kalorie są, ale gdzie cała reszta?

Zaczynasz już widzieć to co ja?
Z jednej strony niezawodne, perfekcyjnie skalibrowane arcydzieło natury – ciało człowieka, z drugiej pseudojedzenie, fałszywe paliwo, szwindel stulecia.

Teraz o efektach:

Co się stanie po zjedzeniu tego nieszczęsnego zestawu (albo dietetycznego batonika, miski płatków kukurydzianych reklamowanych jako fit, opakowaniu kolorowego jogurtu o zapachu truskawki)? Ciało powie: Aha, dzięki, ale teraz posiłek poproszę.
– Ależ ja zjadłam posiłek – odpowiesz.
– Ale ja się nie najadłem – i będzie dalej domagać się niezbędnych składników – do skutku.
Jeżeli kolejny posiłek też będzie śmieciowy, sytuacja się pogorszy. I jeszcze i jeszcze i jeszcze. Skonsumowane kalorie będą rosły, a wraz z nimi twój głód. Więc będziesz jeść jeszcze więcej, a potem przytyjesz, a potem zaczniesz się przeczyszczać, a potem…
Potem jest wilczy głód, depresja, cięcie się, izolacja, szpital, psychotropy, zdiagnozowana na papierze choroba.
A Ty po prostu… jesteś bardzo bardzo chcesz jeść.
Tak, że wariujesz od tego.
(Ludzie z głodu wariują, o czym jeszcze będzie)

Znasz przecież to uczucie: cały czas coś jesz i podgryzasz, a ciągle jesteś głodna. Może nawet masz je w tej chwili?


Tutaj uprzedzę pytanie: Sytuacja będzie dokładnie ta sama, jeżeli będziesz podgryzać cały dzień zdrową marchew i jabłuszka – tam też nie ma wszystkich składników odżywczych.
Organizmowi chodzi o ich pełen KOMPLET. Wtedy się uspokoi.


Dlatego właśnie mówi się, że otyli ludzie są niedożywieni i dlatego są niedożywieni, bo są otyli (dokonują złych wyborów żywieniowych).
Tak samo jest z bulimią – jesteś niedożywiona i do tego koszmarnie odwodniona. Nic dziwnego, że to upierdliwe, nieustające uczucie „zjadłabym coś” towarzyszy Ci od rana do nocy – non stop, latami.
Mi towarzyszyło.
Nigdy, przenigdy nie byłam usatysfakcjonowana.
Jadłam za mało i jadłam shit.

Króliczy głód.

Badacz rdzennych Amerykanów, Vilhjalmur Stefansson opisał w swoich pracach fenomen nazwany przez niego rabbit starvation – króliczy głód.

W okresach ostrej zimy, gdy nie ma nic innego do jedzenia, mieszkańcy rezerwatów muszą polegać na króliczym mięsie. Jest to mięso bardzo chude, praktycznie pozbawione tłuszczu.
Żywiący się nimi w ciągu tygodnia dostają biegunki, bólu głowy, czują znużenie i apatię.
Jeżeli królików jest dużo, ludzie będą się nimi obżerać do bólu, ale nie ważne ile ich zjedzą, ich głód (tłuszczu) nigdy nie zostanie zaspokojony.

Jak dla mnie brzmi to znajomo. Pamiętam jak byłam na diecie Duncana, gdzie mogłam jeść WSZYSTKO tylko nie tłuszcz i nie cukier (hahaha). Przeszłam na nią wniebowzięta. W końcu będę mogła jeść bez ograniczeń i będę chudnąć!
A już po trzech dniach chciało mi rzygać tym jogurtem i kurczakiem i dietetycznym sernikiem (twaróg 0%, słodzik, białko jaja). Mogłam go zjeść całą blachę, a nawet dwie, a i tak chciało mi się płakać.

Powtórka była na diecie beztłuszczowej, bezcukrowej czy jakiej tam jeszcze innej.
W momencie odstawienia konkretnego makroskładnika (Boże, widzisz a nie grzmisz), natychmiast zaczynałam myśleć tylko o nim.
Byłam przekonana, że to moja słaba wola żarłoka, podczas gdy to był tylko i wyłącznie geniusz mojego ciała, od razu sygnalizujący, że czegoś jest ZA MAŁO, albo nie ma wcale.

A jak wygląda taka na przykład bulimia?
Rano zaczynasz dietę: super zdrowe śniadanie wielkości guzika, potem dietetycznie soczyste jabłko (w głowie zdjęcie półnagiej fit kobiety wgryzającej się białym zębami w owoc), przy obiedzie już jest gorzej (myśli by wyskoczyć oknem, jakoś nie dają spokoju), ale odmierzamy twardo 40 gram kaszy, z kurą na parze i bez smaku. Palce lizać.
W domu zaś rzucasz się na lodówkę i siatę słodyczy, która nie wiadomo jak znalazła się w twoim posiadaniu.

No bo bądźmy szczere, czym objadają się wilczyce?
Słodyczami i innym syfem. Nie słyszałam jeszcze by ktoś robił sobie ucztę z brokułów.
Nie. Zżeramy wszystko co kaloryczne i smaczne; tylko tak jak w przypadku tych królików, bez żadnej wartości dla nas.
Ok, wiadomo, że i tak to zwrócimy, ale czy wiesz, że na każde zjedzone 2300 kcal, oddajemy średnio tylko 900?
Właśnie znalazłam masę ciekawych badań na ten temat, o których też niedługo napiszę.
Wynika z nich, że każdy jeden średniej wielkości atak to ekwiwalent wypitej szklanki miodu, która zostaje w organizmie – nawet jeżeli natychmiast opróżnimy cały żołądek.
Mądre ciało jest szybsze i zdąży wchłonąć co może przez błony śluzowe w jamie ustnej, przełyku i żołądku. (Nieźle co? Tyle męki a i tak szklanka miodu nasza.)

No dobra, pół biedy byłoby, gdybyśmy w tych wchłoniętych kaloriach zawarły się jakieś substancje odżywcze, ale tak się nie dzieje. Pożarte słodycze nie mają ich wiele.
Nasze notorycznie niedożywione ciało (przypomnij sobie swoje „wypasione” śniadanie), nie dość że zmuszane jest do wymiotów, to jeszcze i tak nie dostaje tego czego tak desperacko potrzebuje!
I tak to się dzieje latami.

Kolejna kwestia: Zastanawiałaś się dlaczego tak bardzo pożądasz słodyczy?

To taki typowy dylemat.
Mi się wydawało, że wszyscy tak mają, tylko że w przeciwieństwie do mnie mają także silną wolę i są w stanie się od nich powstrzymać. A ja nie.
Na serio żyłam w takim przekonaniu i wiem, że Ty też je masz.
Ktoś nawet ostatnio wkleił na Wilczym Stadzie taki rysunek:

jedzenie

Tego mema zrobiła kobieta na diecie. Jestem pewna.
Oczywiście, to są wszystko żarty. Znam się na żartach, ale wiem też, że w zaburzeniach odżywiania tak właśnie się myśli – gdybym tylko miała tę silną wolę, albo gdybym mogła jeść słodycze i nie tyć.
Dzieje się tak z tych samych przyczyn jakie opisuję w tym poście – głód.

Bo Ty jesteś GŁODNA na poziomie tkankowym, komórkowym! Dlatego tak pożądasz słodyczy i jedzenia w ogóle. Każdy milimetr ciała go chce.
Jak się w końcu NAKARMISZ, zamiast nażreć,  z marszu stracisz zainteresowanie ciastkami, tortami, chipsami, lodami, nieskończonymi dokładkami itd, itp.
Nie będziesz (cytat): „musiała unikać słodyczy za wszelką cenę i ze wszystkich sił”. Przestaniesz po prostu o nich myśleć. Piękne? Tak, najlepsze, najcudowniejsze!

Doświadczyłam tego kiedy wyszłam z bulimii i zaczęłam się odżywiać, a nie napychać. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo myślałam, że już zawsze będę musiała się KONTROLOWAĆ w obliczu jedzenia.
Teraz o nim w ogóle nie myślę. Wyobrażasz to sobie? NIE pomyśleć ani razu o jedzeniu przez cztery godziny, aż do momentu gdy brzuch powie: mrrr?
Moje ciało ma wszystko czego potrzebuje, a więc głowa może się zająć czymś innym.

Najlepsza wiadomość jest taka, że to wszystko można naprawić… w kilka dni. Jeżeli zaczniesz jeść odpowiednią ilość, zbilansowanego jedzenia.
Poczekaj, zaakcentuję to bardziej: Potrzebujesz dwóch rzeczy:
ODPOWIEDNIEJ ilości kalorii
ZBILANSOWANEGO jedzenia (wszystkie mikro, makro itd)
I substancje odżywcze i LICZBA KCAL muszą się zgadzać. Nawet jeżeli dostarczysz sobie wszystkiego, ale w zbyt małej ilości, Twoje ciało będzie dalej się domagać więcej.

Przedstawię Ci budujący cytat mojej kursantki, która zaczęła kurs KILKA dni wcześniej:

Nie myślałam, że wyjście z zaburzeń odżywiania może być takie proste! Już od pierwszego dnia myśli o objadaniu się minęły, a patrząc na czekoladę czy ciastka jedyne co czuję to obojętność! Cudowne uczucie być wolnym!!! Od lat chodzę na terapię i ciągle terapeuci mówią tylko o problemach z dzieciństwa, z rodzicami itp. a nikt nie zapytał się o moje jedzenie, (…) a jak chciałam poruszyć ten temat to mnie zbywają 🙁 Cieszę się, że kupiłam ten kurs, dzięki niemu i Tobie oczywiście wierzę, że wyjdę z tego i zajmie to zdecydowanie mniej czasu niż kilka lat. Jedzenie jest dla mnie teraz źródłem energii potrzebnej do życia, a nie sposobem walki ze stresem, problemami, emocjami…Jedzenie przychodzi mi naturalnie, nie myślę o nim cały czas, posiłek jest, był – zapominam o nim i zajmuję się czymś innym.

M.

Tak szybko? Tak. Ponieważ tak samo szybko jak ciało wyłapuje, że nie są mu dostarczone składniki odżywcze, wyłapuje też, że te składniki już się pojawiły. Od razu też widzi różnicę, pomiędzy dietą 1800 kcal, a 2100 na przykład. (O tym w kolejnym poście, będzie bomba).
A kiedy już wszystko dostanie, co robi? Wysyła sygnał: DOSYĆ. I to nie taki, jak znasz do tej pory „Pęka mi brzuch – dosyć” ale „Najadłam się, czas na coś innego „.

Z DNIA NA DZIEŃ przestaje desperacko się domagać „no zjedz coś, no zjedz, no zjedz, no zjedz, no k*** nooo” – ta ciągła gadanina gadziego mózgu ucisza się już od pierwszego dnia o 80 – 90%.
Tak, pojawiają się jeszcze te myśli, ale nie są już one jak olbrzym, który Cię miażdży, ale jak mucha, którą można odgonić.
Jeszcze raz: to dzieje się prawie natychmiast i to nie jest ściema. Spróbuj i przekonaj się na własnej skórze. Co Ci szkodzi, co?

Wracając do pytania: Co jeżeli przed odchudzaniem miałam nadwagę? Co jeżeli NAPRAWDĘ potrzebowałam schudnąć? Co jeżeli nie wiem ile mam ważyć?

Odpowiedź: Twój organizm zna od urodzenia najlepszą wagę dla Ciebie, nawet jeśli nigdy jej nie miałaś, tak jak Kamka, autorka komentarza z początku tekstu.
Skąd się biorą takie osoby?
Podejrzewam, że było tak: Rodzice chcieli dobrze – okazywali miłość jedzeniem; może nie koniecznie śmieciowym, ale ciastka i czekoladki na pewno wchodziły tam w grę. Potem w okresie dojrzewania, jakaś nieśmiała próba kontroli wagi (śniadanie wielkości, guzika, jabłko, 40 gr kaszy) i poooooszło.

A organizm zawsze tą wagę znał znać będzie. I w każdej chwili tylko czeka na to by właśnie tak wyglądać. Niestety nie ma szans, jeżeli musi się bić o każdą witaminę w fit i nie fit batonach.

Jeżeli przestaniesz jeść pseudojedzenie, które dostarcza tylko pustych kalorii, a zaczniesz jeść prawdziwe jedzenie, twój organizm przestanie się ciągle czegoś domagać – otrzyma wszelkie składniki odżywcze i się uspokoi. Jemu chodzi tylko o to!
On nie chce Ci zrobić na złość, nie chce mieć na sobie sadła. Chce być sprawny i zdrowy. Gracie przecież do jednej bramki! Ale do tego potrzebne mu białko, cukry, tłuszcze, witaminy itd.
Daj mu to, a zaczniesz chudnąć, jeżeli naprawdę masz nadwagę.

Tak jak moja podopieczna Natalia. Niestety nie mogę opublikować jej zdjęć, bo się na to nie odważyła (szanuję jej decyzję), ale dziewczyna schudła już prawie 30 kg, od czasu naszego mentoringu pół roku temu. Uwierzyła mi na słowo, zrezygnowała z diety i zaczęła jeść więcej – znacznie więcej – ale tylko prawdziwego jedzenia! Jej waga natychmiast ruszyła z kopyta w dół, a napady obżerania się ustały.
Jej organizm od lat na to czekał – daj mi jeść!!!
Doczekał się, a Natalia w końcu jest szczupła. Do tego uwierzyła w siebie, została dostrzeżona w pracy, realizuje powoli swoje marzenia i takie tam „detale”.

No dobra, to czy coś może jeszcze pójść nie tak?

Wiesz jak bardzo kreatywne jesteśmy w doprowadzaniu wszystkiego do ekstremum, prawda?

Przeczytaj komentarz Weroniki. To wprowadzenie do tego, co chcę powiedzieć w kolejnym poście:

Od dziecka byłam otyła. Moje jedzenie w ciągu dnia to było kilka hot dogów wciągniętych na raz, mnóstwo chleba z majonezem i kupa słodyczy.. No jak tu nie tyć, prawda? Teraz wiem, że chociaż moi rodzice nie należą do drobnych ludzi to moja nadwaga nie była winą genów (gdyby tak było, moja siostra też byłaby gruba, a nie jest) tylko złego odżywiania. Mniej więcej w drugiej klasie liceum obudziło się we mnie marzenie żeby na swoją studniówkę iść w sukience. Pierwszy raz w życiu miałabym ją założyć, odpuściłam nawet bal gimnazjalny ze wstydu przed koleżankami! I tak zaczęłam po prostu jeść normalnie. Nie odchudzałam się.. Od czasu do czasu zjadłam coś słodkiego czy niezdrowego, ale po prostu więcej się ruszałam, na co dzień zrezygnowałam z przetworzonego jedzenia i- wcale nie jadłam mało. Jadłam bardzo dużo, nawet więcej niż wcześniej, ale były to takie rzeczy, jak kasze, owoce, warzywa, orzechy (jadłam je garściami, więc na pewno pochłaniałam ogromne ilości kalorii) a mimo to, traciłam na wadze. Jadłam wtedy, kiedy byłam głodna i do momentu, w którym się najadłam. W ciągu roku straciłam około 50 kg, bez wiszącej skóry, bez żadnych zdrowotnych problemów – wręcz przeciwnie. Ważyłam wtedy około 65-70kg przy 180 cm wzrostu i wyglądam bardzo zdrowo i promiennie. Problem zaczął się wtedy, kiedy waga stanęła w miejscu. Zaczęłam kombinować na wszelkie sposoby- trzy treningi dziennie, liczenie kalorii, ograniczenie do 500 kcal dziennie i tak wytrwałam jakieś pół roku. Chcecie wiedzieć jak to się skończyło? Anoreksją, szpitalem, rozwaloną tarczycą, brakiem znajomych (no bo przecież, jak się widzieliśmy to oni zawsze jedli, no nie?). Postanowiłam wtedy o siebie zawalczyć i pójść do dietetyczki. Wspaniała kobieta, bardzo zaangażowała się w to, aby mi pomóc. Stopniowo podnosiła mi ilość kalorii i przez jakiś czas było dobrze. Jak długo? Aż zauważyłam, że przytyłam pół kilo i poziom mojej tkanki tłuszczowej wzrósł aż do 5%! Zaczęła się panika i wielkie wyparcie. Rzuciłam jadłospisy w bok, a mamie powiedziałam, że to dlatego, że jestem zmęczona i chce zacząć jeść normalnie, jak wszyscy. Ona potraktowała to jako dobry objaw, ale co ja zrobiłam? Zaczęłam się odchudzać. Znowu. Tylko, że mój mądry organizm tym razem nie chciał mi na to pozwolić.. Tak zaczęły się moje problemy z kompulsywnym objadaniem się. Doprowadziło to do uzależnienia od jedzenia, z którego bardzo trudno jest mi wyjść. Boję sie, ze sobie nie poradzę, że znowu będę wyglądać, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem.

Bo pomyślisz tak: dobra, to teraz jem tylko prawdziwe, nieprzetworzone jedzenie, ale będę jeść go na 1800 kcal. To taka rozsądna dieta, by schudnąć. Będzie git.

Myślisz, że dieta 1800 kcal to całkiem rozsądny wybór?

Też do niedawna tak myślałam. Ba! Nawet na taką dietę przeszłam przy wegańskim jadłospisie!
Wytrzymałam 3 dni…
Czułam się KOSZMARNIE, mimo że jadłam super zdrowo. Nie mogłam podnieść lekkiej sztangi na zajęciach, mimo że zawsze bez problemu wywijałam cięższą, było mi słabo i źle. A jak zorientowałam się, że nie jestem w stanie zebrać myśli, by odpisać komuś na maila, natychmiast zwiększyłam kcal o kolejne 300!
Oczywiście kilka lat temu stwierdziłabym, że jestem słaba i się do niczego nie nadaję i pewnie poszłabym się objadać.
Teraz wyciągnęłam logiczny wniosek, że pewnie jestem trochę bardziej aktywna niż te 1800. Spoko.

Wniosek był PRAWIE poprawny, a jak wiemy prawie robi w tym przypadku ogromna różnicę.
Kilka tygodni temu zrozumiałam jak bardzo się myliłam.
Jak wszyscy się mylimy…

Co odkryłam?

Tu muszę potrzymać Cię w napięciu jeszcze do wtorku. Miałam napisać o tym w tym poście, ale tak się rozpisałam, o tym śmieciowym jedzeniu, że przerzucę to na kolejny post. Wytrzymasz?

Post już jest: Kliknij tu

Daj mi tymczasem znać w komentarzu, czy to co piszę jest zrozumiałe.

Najważniejsze źródła:
„Eat like a normal person” – blog o tym jak pozbyć się uzależnienia od śmieciowego jedzenia
„Never Binge Again” – Glenn Livingstone
„The Bulimia Help Method” – Richard Kerr, Ali Kerr
„Unbroken Brain” – Maia Szalavitz
” The Addictive Brain” – prof. Thad A. Polk
Minnesota Starvation experiment – różne materiały

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

42 komentarze

  1. Ania29 Maj 27, 2017 w 7:11 am - Odpowiedz

    Cześć 🙂 super jest ten cykl długich wpisów, czekam na następny z tej serii 🙂
    mam pytanie, jestem raczej niska (1,58 i niestety 56 kg wagi), wyliczam sobie zapotrzebowanie na kalorie w 10 różnych kalkulatorach i zawsze wychodzi mi pomiędzy 1650 a 1800. Jak jem 2000 lub powyżej to zaczynam powoli, ale jednak tyć. Jem zdrowo, pełnowartościowo. Co robić?

  2. Marta Maj 27, 2017 w 8:05 am - Odpowiedz

    Przed chwilą skończyłam czytać to, co napisałaś. Od ponad pół roku mam problem z jedzeniem. Zaczęło się tak: schudłam do ekstremalnie niskiej wagi, czyli do 42 kg przy wzroście 162 cm. Jedynym minusem był brak okresu. Przy tej wadze wytrzymałam bardzo długo i czułam się silna fizycznie – wiesz, rano biegałam, po południu robiłam drugi trening. Byłam chudziutka, ale silna (co wielu wprawiało w wielkie zdziwienie), choć momentami bardzo głodna. Tak głodna, że zaczęłam objadać się zdrowymi rzeczami, by potem rzucić się na pieczywo – uwielbiałam wszelkiego typu bagietki i jadłam je na sucho – i na słodycze. A potem już poszło z górki, ale u mnie zamiast wymiotów, było przeczyszczanie się. Ta cała paleta barw początków bulimii przysporzyła mi dodatkowych kilogramów, ale też huśtawki nastrojów i przewodniej myśli: „Nienawidzę swojego ciała”. Dopiero od 3 tygodni zaczęłam jeść prawdziwe jedzenie i wróciłam do jednego treningu w ciągu dnia. I to, co teraz napiszę może wiele osób zaskoczyć, ale w przeciągu tych 21 dni moje ciało odżyło! Cera promienieje, brzuch zmalał, zeszła też nagromadzona woda – po opuchniętym ciele ani śladu. Zmieniło się nie tylko ciało, ale również psychika – zaczęłam znów czuć moje ciało, a ono zaczęło ze mną po prostu współpracować. Dziś chętniej robię sobie zdjęcia, bo widzę w lustrze kobietę, która stanęła oko w oko z wilkiem i która zamierza podnieść rzuconą jej rękawicę, by walczyć, ale tym razem nie o rozmiar ciuchów i zgrabniejsze ciało. Mam cellulit, nieco większe uda, mam też rozstępy, ale przynajmniej teraz wiem, że w takim wydaniu jestem najprawdziwszą kobietą, a nie jakimś wytworem z photoshopa – tak, kiedyś do takiego obrazka usilnie dążyłam, ale w porę się ocknęłam. Zrozumiałam, że to na czym się skupiłam (idealne ciało, idealne wymiary i wszystko inne idealne), po prostu nie istnieje, tego nie ma i nigdy nie będzie. Ot, co, Proste, banalne, ale prawdziwe.

    • Waniliowa Maj 27, 2017 w 9:44 pm - Odpowiedz

      Czyli co np. Jesz w ciągu dnia? Mam problem z wyborem jedzenia… oszukuje sama siebie. Wieczorem planuje ze zjem jutro śniadanie juz na 100%.. a rano z niego rezygnuje. Mówię mamie ze zjadłam. . Budzę czymś talerz. A potem skubie po trochu do obiadu.. tak że w końcu nie wiem ile zjadłam i co. Obiad – połowa wypluta, odrobina zjedzone a reszta odłożona niby na później. A do kolacji znów podjadanie i ciągła depresja. Ostatnio robiłam glodowka 2 tyg.. schudłam do 59 kg wzrost 179 cm.. boje się jeść, boje się przytyć. Nie wiem co robić komletnie. Jestem załamana. ..

      A Ty Aniu jesteś nieoceniona!

      • Marta Maj 28, 2017 w 8:47 am - Odpowiedz

        Na śniadanie jem zazwyczaj owsiankę ze świeżymi owocami, orzechami, gorzką czekoladą, na obiad kasze/ziemniaki/makaron z kurczakiem/indykiem i do tego świeże warzywa. Na kolację przeważnie zjadam budyń z różnymi dodatkami np. orzechy,owoce itp., zdrowe ciasteczka owsiane itp. To moje trzy główne posiłki, do tego jeszcze dochodzą dwie kawy z mlekiem 🙂 Zauważyłam, że jedzenie trzech większych posiłków jest dla mnie o niebo lepsze, niż pięć małych, ale to wszystko zależy od człowieka i jego uwarunkowań.

        • Waniliowa Maj 29, 2017 w 7:15 am - Odpowiedz

          Dziękuję za odpowiedź 🙂 spróbuję.. wiem ze to juz głupie pytanie ale ile łyżek tych płatków jesz? Ja już nie wiem ile się je normalnie.. czy 5 łyżek płatków? 3 kostki czekolady garść owoców i na wodzie? Albo mięso. . Czy 1 kotlet czy 2.. szklanka kaszy ugotowane? Pogubilam się bardzo.. jedzenie „normalne” wydaje mi się za dużo. . A zamiast posiłków w ciągu dnia skubie coś co 5 min cały czas i nie wiem ile jem… ciągle głodna z wyrzutami sumienia. Nie wiem jak z tego wyjść

          • Marta Maj 29, 2017 w 7:43 am

            Ja wszystko nakładam intuicyjnie, na oko – kiedyś, owszem, miałam ustaloną ilość łyżek płatków owsianych, odmierzone ilości np. orzechów – ale to wprowadziło mnie w jeszcze większą paranoję. Nauczyłam się słuchać organizmu i staram się nie przeginać ani w jedną, ani w drugą stronę. Proces jest trudny, u mnie nadal trwa, bo od niedawna uczę się na nowo jeść – kiedyś jadłam 5 posiłków co 3 godziny, teraz jem 3 posiłki co 4, albo kiedy jestem po prostu głodna. Postaraj się przez tydzień poobserwować swój organizm i zobacz, jakie ilości Ci odpowiadają. Pamiętaj, że każdy organizm jest inny – ktoś może zjeść owsiankę złożoną z 5 łyżek płatków, zalaną mlekiem z bananem i jednym rządkiem gorzkiej czekolady, a ktoś inny nie zje takiej ilości i zmniejszy ilość łyżek na 3. Nikt Ci tak naprawdę nie powie, jak powinnaś jeść – są owszem przykłady jadłospisów, ale z doświadczenia wiem, że sposób jedzenia trzeba podpasować pod siebie, a nie na odwrót 😉 Ściskam Cię mocno i wierzę, że sobie świetnie poradzisz!

  3. wiki Maj 27, 2017 w 10:30 am - Odpowiedz

    oczy mi się otwierają choc jestem tu bardzo dlugo…ale po wbijaniu do glowy tych prawd i mechanizmów wreszcie coś zaskakuje w tej głowie

  4. Wilczek Maj 27, 2017 w 10:47 am - Odpowiedz

    Wow, wszystkie te informacje sprawiły mi sporo ulgi. Dziękuję. Nie mogę się doczekać dalszej części posta!

  5. Daria Maj 27, 2017 w 10:52 am - Odpowiedz

    Trochę przytyłam (waga schowana GŁĘBOKO w szafie) ale zaczynam patrzeć na siebie jak na prawdziwą kobietę a nie na wychudzoną dziewuszke
    Anka-posty kapitalne! Czekam od wtorku do piątku od piątku do wtorku DZIĘKI BARDZO
    Pozdrawiam Was 🙂

  6. Ania Maj 27, 2017 w 4:20 pm - Odpowiedz

    I teraz przez 4 dni rozmowa o czym post we wtorek ;D

  7. Joanna Lipska Maj 27, 2017 w 8:08 pm - Odpowiedz

    Odliczam dni Aniu

  8. Aga Maj 27, 2017 w 8:17 pm - Odpowiedz

    Aniu jest nie tylko zrozumiałe piszesz zajmująco mądrze i wpełni to kupuję! Uzdrawiające! Dziękuję.

  9. Magda Maj 27, 2017 w 8:47 pm - Odpowiedz

    Zrozumiałe i pomocne! 😀

  10. Patka Maj 28, 2017 w 9:47 am - Odpowiedz

    Świetny artykuł, trafia w punkt! Tutaj pojawia się jednak moje pytanie tak a propos tych 1800 kcal. Wychodziłam z głodówki jeszcze jakiś czas temu. Dietetyczka potraktowała mnie dietą 1200, pomińmy to… Stopniowo zwiększałam sobie kcal, oczywiście to co schudłam to przytyłam, ale trudno. Chciałam przejść na system 3-4 posiłków zamiast 5-6, bo wtedy co zjadłam to znów myślałam, że zaraz będę musiała zjeść, posiłki malutkie, nie najadałam się. Przeszłam od 3 tyg. na 3-4 posiłki, ale żołądek mi się buntuje i nie potrafię zjeść więcej niż te 1800. Kolację i tak wciskam na siłę, z rozsądku. Myślisz, że to kwestia przyzwyczajenia żołądka do nowych nawyków? Chciałabym jeszcze podbić kalorie, ale już teraz czuję, jakby żołądek miał mi eksplodować!

  11. aga Maj 28, 2017 w 6:21 pm - Odpowiedz

    Hej, bardzo mądry artykuł. Mam jednak jeden zasadniczy problem – jak poradzić sobie z opuchlizną, gdy przestaje się wymiotować, bo jest niestety ogromna:( proszę, poradź coś, będę wdzięczna

    • Marta Maj 29, 2017 w 7:45 am - Odpowiedz

      Spróbuj zwiększyć ilości wypijanej wody, do tego dodaj ruch – spacer, trening, skakanka i zobaczysz, że po kilku dniach wszystko wróci do normy 🙂 Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość – klucz do wszystkiego! Ściskam mocno! 🙂

  12. Daria Maj 28, 2017 w 6:58 pm - Odpowiedz

    Masz na myśli tą okropną chomiczą buzię -duzzza i opuchnięta…..brrr
    I sama się tak do niedawna ‚upiększałam’ …

  13. Malgocha Maj 28, 2017 w 7:55 pm - Odpowiedz

    Hej trafiłam tu przypadkiem ale twoje wpisy są tym co chyba organizm stara mi się przypomnieć. U mnie troszkę inaczej bo w domu nie było co jeść chodziłam głodna aż głód się wyciszył… Będąc u kogoś jadłam garściami bo to jest jedzenie! Teraz mam28 lat i gdy już sama zarabiam więc opłacam swoje zakupy to mam wrażenie że zjem wszystko!!!!! Boże kochany przeciez mogę sobie kupić to co za dzieciaka tylko patrzalam przez szyby sklepowe… Owszem mam nadwagę nie umiem sobie odmówić bo gdy patrzę trzęsę się żeby zjeść żeby nie czuć tej pustki z dzieciństwa. Chyba potrzebuje rozmowy z moim organizmem a dokładnie sojuszu. Trzymaj za mnie kciuki

  14. Aga Maj 29, 2017 w 11:04 am - Odpowiedz

    Dziewczyny, ale jak to jest? Będę jeść zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem i schudnę? Przeciez trzeba uciąć kalorie…

    • Wilczo Glodna Maj 29, 2017 w 12:25 pm - Odpowiedz

      No właśnie nie. To straszny błąd i mit.
      Czytałaś poprzedni artykuł?

      • Aga Maj 29, 2017 w 7:04 pm - Odpowiedz

        Tak, czytałam, są świetne. ALE Pamietam Twoje początkowe wpisy- przy którymś pisałaś co jesz, jak wyglada Twój dzień i mówiłaś ze jesz ok 2000 kcal czy 2200 i nie tyjesz i nie chudniesz. Wiec jeśli ja będę jeść zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem to tez będę stała w miejscu. Twoje wpisy sa super, czekam zawsze na kolejny „odcinek”, ale wlasnie tej sprawy z zapotrzebowaniem nie rozumiem… Na jakimś filmiku (nie wiem czy nie na wstępie do kursu świątecznego?) mówiłaś ze jednak trzeba obciąć kalorie ale nie drastycznie, tylko z 300 kcal i tu wlasnie nie rozumiem o co chodzi. Pozdrawiam!

        • Aga Maj 29, 2017 w 7:05 pm - Odpowiedz

          I niestety ja tez mam nadwagę przez objadanie sie i bardzo chciałabym schudnąć 🙁

          • Wilczo Glodna Maj 30, 2017 w 7:15 am

            I MOŻESZ to zrobić!

        • Wilczo Glodna Maj 30, 2017 w 7:21 am - Odpowiedz

          Teraz wiem, że te 300 to za dużo, Wystarczy ze 150. No chyba, że ważyłabym 80 kg, to tak.
          Właśnie zdobyłam te informację, w których piszę, więc uaktualnię stare.

          Teraz jem właśnie tyle i ani nie chudnę, ani nie tyję, ALE ja już jestem w swojej idealnej wadze. Gdy zaczęłam wychodzić z bulimii miałam 62 kg (jak nie więcej, bo bałam się zważyć). Postawiłam na ok 2100, dojechałam do swojego obecnego wyglądu i się zatrzymałam.
          A jakie jest Twoje zapotrzebowanie jak sobie podstawisz w kalkulator swoją zdrową, rozsądną wagę? Tyle jedz właśnie.

  15. Ruda Maj 29, 2017 w 6:50 pm - Odpowiedz

    A u mnie jest niestety inaczej bo Nie należę do osób wychudzonych tylko mam 20 kg nadwagę, z którą próbuję walczyc, a niestety wilk mi bardzo to utrudnia 🙁 ta Straszna, nieudająca się chęć zrzucenia tłuszczu… Nienawidze 🙁 chcialabym jeść normalnie

    • Wilczo Glodna Maj 30, 2017 w 7:23 am - Odpowiedz

      No właśnie to jest artykuł dla Ciebie kochana. Pisałam go głównie z uwagą na osoby objadające się. To terapia dla Ciebie – wyrzuć syf ze swojego jadłospisu, a waga zacznie spadać.

  16. Marta Maj 29, 2017 w 8:49 pm - Odpowiedz

    Posty bardzo dobre, ale nie zgadzam się, że cały problem tkwi w jedzeniu. Po latach tłumienia jedzeniem każdej uwierającej emocji i uciekania od życia nie wystarczy się najadać. Masz silne nawyki i nie wiesz, jak reagować na stres, ból, nudę. Ale może to już kwestia woli życia. Jak chcesz się nażreć, to się nażresz. Jak chcesz żyć innym życiem, choćby pustym, to teoretycznie masz wybór…

  17. Asia Maj 29, 2017 w 9:54 pm - Odpowiedz

    O matko, czyli post już jutro mam nadzieję, że wytrzymam. Chyba o to chodzi. Jestem objedzona, ale niedożywiona ciągle tylko słodycze, jogurty, pieczywo, naleśniki, pierogi. Zjadam tysiące kalorii a ciało ciągle woła jeść.

  18. Ania Czerwiec 1, 2017 w 10:35 am - Odpowiedz

    Oj… długie te posty ale przyznam że wyczerpujące.
    I tak nasunęła się mi taka myśl. Obserwacja z kilku moich ostatnich dni. Generalnie jem nieprzetworzone jedzenie a jeśli już to sama przygotowuję posiłki (jakieś duszone mięso, pieczone bez tłuszczu w piekarniku, gotowane warzywa, kiszone samodzielnie ogórki itp.)
    Ale chodzi mi teraz o to, że jest teraz sezon na sałatę i przez ostatnie 2 tygodnie (może ciut dłużej) wcinam codziennie sałatę zrobioną na różne sposoby i zauważyłam że mimo,że jem jej naprawdę dużo (objętościowo) to schudło mi się ale też zauważyłam że organizm zaczął domagać się węglowodanów… bo parę dni temu czułam straszne parcie na pieczywo (cokolwiek: bułkę,chleb, pączka) ale i na słodkie i już miałam taki lekki kryzys bo faktycznie rzuciłam się na pączka chałwę ale na szczęście powstrzymałam się w porę …….;) . I tak na własnej skórze doświadczyłam, że urozmaicona dieta musi być. Trzeba dostarczać węglowodanów bo inaczej wrócę do Wilczego napadu i pożrę wszystko… 🙂 na szczęście zmodyfikowałam dietę i wiem teraz że nie mogę dopuścić znowu do takiej sytuacji. Pozdrawiam Wszystkich :*

    • Wilczo Glodna Czerwiec 2, 2017 w 4:14 am - Odpowiedz

      Bardzo mądrze!

  19. Joanna Czerwiec 8, 2017 w 10:02 am - Odpowiedz

    Czytam ten post i czytam (jak zwykle super)… I tak myślę nad sobą… Odkąd mogłam sama decydowac, co jem i czy w ogóle (wczesniej to rodzice decydowali), mam problemy z atakami (to już 20 lat!!!) Każda z Was na pewno to zna, więc nie będę się rozpisywać. Miewałam okresy „diety” 1000kcal, 700kcal… Wiadomo, czym to sie później kończyło. Przeczuwałam od dawna to, co Ania pisze w postach, że tylko wartościowe, regularne jedzenie zapewni wolność od napadów… Problemem jest to, że ja nie znoszę gotować!!! Gotuję dla męża i dzieci, bo muszę, a dla siebie nie starcza mi energii i inwencji. Będąć „na diecie” nie dopuszczałam mysli, że mogę jeść to samo, co reszta rodziny, bo przecież to nie jest dietetyczne (a przyznam uczciwie, że im gotuję wg Ani zasad – 90% nieprzetworzone). No i teraz sobie przypomniałam, że przecież, jak zdarzało się, że bywałam na wyjazdach z regularnym, „domowym” jedzeniem (kolonie, wczasy) to rzeczywiście – po kilku dniach ochota na „zakazane przysmaki” odchodziła i przechodziłam obojętnie wobec lodów, gofrów i innych „kurortowych kusicieli”… w wieku 40 lat doznałam olśnienia;) Człowiek to głupi jest i ma rzeczywiście – jak Ania pisze – namieszane w głowie przez media i przemysł…

  20. Jedzenioholik Czerwiec 8, 2017 w 7:59 pm - Odpowiedz

    W tym poście mogę odnaleźć siebie jako osobę z nadwagą. Jednak mimo iż jem sporo i na serio stronie od przetworzonego jedzenia to ciagle mam ochotę na objadanie się. Słodycze wcale mnie nie wołają… Jem z samotności albo ze stresu, ale nie z niedożywienia (mam zróżnicowana dietę). Produkty którymi się objadam to wafle ryżowe i pieczywo. Bardzo choruje po przetworzonej żywności a szczególnie po słodyczach, czekolada i pochodne mi nie smakują. Nadwaga mimo to rośnie… pozdrawiam

  21. Joanna Czerwiec 10, 2017 w 7:33 pm - Odpowiedz

    Zastanawia mnie jedna rzecz – czy rzeczywiście tak jest, że desperacko pragnę słodyczy, bo jestem niedożywiona „dobrym jedzeniem”?
    Odkąd pamiętam, od bardzo wczesnego dzieciństwa „rzucałam się” na słodkie. Jako, że moje wczesne dzieciństwo przypadło na początek lat ’80-tych, słodycze były na kartki, więc nie było ich jakoś dużo w domu. Ale cukier był… I dobrze pamiętam siebie, może 3-4-letnią, wyżerającą po kryjomu cukier z cukierniczki, cukier puder, kostki cukru… A przecież jadłam „normalnie”, nikt mnie nie głodził… I ten cukrowy szał trwa i trwa… Ok. rok temu kupiłam książkę Sarah Wilson „Rzucam cukier”. Zastosowałam się do rad zawartych w książce, myśląc, że to moje pragnienie cukru to zły nawyk, który można zwalczyć, jak palenie papierosów. Stosowałam rady Sarah przez 4 tygodnie. (teoretycznie uzależnienie fizyczne ma minąć po 2 tygodniach). W tym czasie nie jadłam słodyczy, owoców ani nic zawierającego cukier prosty. Węglowodany złożone tak, tłuszcze tak, białko i warzywa tak. Po 4 tygodniach rzuciłam się z powrotem na cukier… Czy któraś z Was tak ma????

    • Wilczo Glodna Czerwiec 11, 2017 w 8:39 am - Odpowiedz

      A badałaś sobie kochana insulinooporność itd??

      • Joanna Czerwiec 13, 2017 w 10:22 am - Odpowiedz

        Nie, nie badałam, ale mam „podejrzenie graniczące z pewnością” 😉 , że mam, bo jak nie to , to co? 😉
        Mój tato opowiadał mi wczoraj, że jako dziecko robil dokładnie to samo z tym cukrem… Ale niestety u niego (ma 78 lat) poszło w alkoholizm… A słodycze nadal wciaga… Jakaś patologiczna rodzina 😉

    • ilia Czerwiec 11, 2017 w 10:49 am - Odpowiedz

      myślę że odpowiedziałaś sobie sama w tym poście. Glukoza to preferowane źrodło paliwa, zawsze tak będzie. JEżeli skasowałaś owoce i wszystkie nieprzetworzone źrodła węgli prostych to nie ma szans żeby nie chciało Ci się słodkiego. Powiem Ci jak ja to zrobiłam, bo problem zgrubsza podobny, jestem słodkofilem. Po prostu ucinasz sacharoze (komercyjne słodycze i cukier z cukierniczki), wszystkie słodziki typu aspartam, stewia, ksylitol i inne cuda. To bardzo ważne żeb y wyeliminować je, gdyż prowadzą do insulinooporności (insulina wydziela się w odpowiedzi na słodki smak, ale gdy okazuje się że za nim nie idzie glukoza, organizm uczy się aby nie reagować, z czasem prowadzi to do coraz słabszych odpowiedzi również na normalne jedzenie, tak w wielkim skrócie rodzi sie insulinooporność na skutek zjadania dietetycznych słodzików i wynalazków) Jesz sobie tam gdzie zwykle były słodycze – ekologiczne suszone owoce (umiarkowanie na ile to możliwe), całe owoce (bez ograniczen z wyjątkiem takiej tandety jak białe winogrona), możesz dosładzać kawe czy herbate miodem, ale to próbuj ograniczać. świeże owoce nie są dobrym deserem niestety, bo szybko fermentują i jeżeli zjesz je po obiedzie (białko, tłuszcz trawi si ę wolniej) masz gwarantowane wzdęcia, gazy itd. DLatego ja bym wprowadziła jako jeden posiłek – koktajl z liści i owoców(szpinak_banany, truskawki, siemię lniane), przepisów na zielone koktajle w sieci pełno, tylko staraj się nie dodawać do nich orzechów, mleka tłustego albo kokosowego, raczej woda, mleko sojowe, ewentualnie świezo wyciskany sok. Być może okaże się że wprowadzenie takiego odżywczego słodkiego koktajlu Ci pomoże, być może jak przestaniesz bać się cukrów prostych z owoców to te z Ci zrobi dobrze:) Acha – i zanim powiesz że to absolutnie na Ciebie nie działa, nie pomaga itp to proszę Cię o jedną rzecz: obiecaj sobie że nauczysz się , wygrzebiesz z sieci, przetestujesz – 20 przepisów na bezcukrowe, bezsłodzikowe słodycze. Każdy przetestujesz, zjesz raz i potem zobaczysz czy jest to w stanie wyeliminować głód na niezdrowe słodkie przekąski jak batony, ciasteczka. Ja jak mam okres to robię sobie koktajl (tofu, banany, kakao, wiśnie, ekstrakt z wanili bourbon) – to skutecznie eliminuje chęć na czekoladę. Lubię też marchewkę z jabłkiem i cynamonem zmiksowane w blenderze na gęsty mus. Swietne są lody z warzyw, np z kalafiora, batata, pietruszki. Lody z kalafiora ( mrożony, surowy kalafior, banany, cynamon, kakao, trochę mleka sojowego), w sieci znajdziesz mnóstwo przepisów na bezcukrowe kremy, nutelle do kanapek ( z daktyli, z ciecierzycy), wszystko do zrobienia w 15 min max. ALe też przeisy na ciasteczka bez cukru i ciasta. Moją wielką słabością były lody, więc opanowałam do perfekcji sztukę robienia lodów bez cukru i tłuszczu, ale kremowych, gęstych i pysznych. Co ty najbardziej lubisz? Cokolwiek to jest znajdz zamienniki, uwierz że Twój mózg potrzebuje czasem nagrody, może nawet pocieszenia, ale niekoniecznie dokłądnie tego produktu o którym tak desperacko teraz marzysz. Słodkie lody z banana (nie oszukane, nie w wersji light, ale takie kremowe z dobrych składników) wystarczą Ci po pewnym czasie. Powodzenia!!

      • Joanna Czerwiec 13, 2017 w 10:20 am - Odpowiedz

        Bardzo Ci dziękuję 🙂 🙂
        Na pewno skorzystam z rad i nie powiem, że to na mnie nie działa 🙂 Na szczęście – nie słodzę kawy, herbaty nie piję (wolę wodę), nie lubię winogron 🙂 Nie pijam też alko żadnego – nie lubię 🙂 Obiecuję, że spróbuję tych przepisów…
        Nie badałam sobie nigdy insulinooporności (glukoza zawsze w normie), mam Hashimoto, z dawką Euthyroxu 200.. (praktycznie tarczycy juz nie mam 🙁 )
        Na pewno się w tę insulionooporność wpędziłam, używając przez lata duuużo aspartamu, no i te napady obżarstwa…
        Popróbuję, choćby dlatego, że mi odpisałaś 🙂 Jupii, nie jestem sama 🙂
        Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję 🙂

  22. Marta Czerwiec 11, 2017 w 2:07 pm - Odpowiedz

    A co w momencie kiedy scenariusz opisany w poście się nie sprawdza? Jak my wszystkie tutaj, również mam ze sobą przeszłość bogatą w drakońskie diety, katowanie na siłowni, rozwalony układ hormonalny (trwała ona z przerwami kilkumiesięcznej poprawy 1,5 roku) Rzygania na szczescie nigdy nie odkryłam. Do zdrowia wracam od 6 miesięcy. Zaprzestałam liczenia i zaczęłam jeść bardzo gęsto odżywczo, a przy tym duże ilości (jeżeli miałabym szacować to 2300-2500 kalorii przy 55kg, 158 cm wzrostu, umiarkowany wysiłek fizyczny). Przytyłam nawet powyżej mojej wagi wyjściowej. Od 1,5 roku nie bylam najedzona i nawet juz nie pamietam jakie to uczucie. Jestem pewna, że jestem dobrze odżywiona, bo szkody które wyrządziłam nie były az tak duże (najniższa waga to 50kg, niedawno wrócił mi juz okres mój własny, nie wywołany tabletkami). Mimo to głód jest, stały, nieustępujący, nie do zaspokojenia i to nie tylko na słodycze i orzechy, ale na wszystko, na cokolwiek, na sałatki, kasze, mięso, wszystko. Co może być przyczyna? Czy mogę zrobic cokolwiek więcej czy musze cierpliwie czekać? Twój post sugeruje, ze jakiekolwiek zmiany można dostrzec w miarę szybko, mi na przestrzeni tych 6 miesięcy nie polepszyło sie nic. mam dosc życia od posiłku do posiłku 🙁

  23. Dominika Czerwiec 13, 2017 w 7:45 pm - Odpowiedz

    Aniu, dziękuję Ci za ten post ogromnie, z całego serca! Otworzyłaś mi właśnie oczy na tak niby proste i oczywiste rzeczy… na które jednak mogłabym nigdy w życiu nie wpaść. DZIĘKUJĘ!

  24. Monika Sierpień 2, 2017 w 11:26 am - Odpowiedz

    Aniu Kochana, wczoraj mi odpisałaś na maila, dziś się zabrałam za czytanie maila, wszystko o czym piszesz to jest prawda, strasznie się cieszę, że tu trafiłam, jesteś SUPER !!!

  25. Mina Sierpień 18, 2017 w 8:52 pm - Odpowiedz

    Wszystko się zgadza jeśli chodzi o chudniecie przy jedzeniu nieprzetwoezonych rzeczy. Ale czy na pewno jest to najlepszy sposób żeby wyjść z ortoreksji? Przecież w tej chorobie głównym problemem jest przymus jedzenia tych rzeczy i paniczny strach przed czyms niezdrowym. no i czy takie rzeczy jak masło orzechowe 100% orzechów, sery czy oleje to też jedzenie nieprzetworzone?

Zostaw komentarz