Jak nie objadać się na imprezach

Dzisiaj bardzo praktyczny post:
Technika do zastosowania na wszelkiego rodzaju wieczorki, posiadówki, pikniki, zjazdy, wesela i wszystkie inne imprezy, gdzie w centrum wydarzeń stoi zastawiony stół i pełen alkoholu barek.
Nie muszę chyba opisywać, jaki popłoch wywołuje to w nas, próbujących poradzić sobie z kompulsywnym jedzeniem.
Nie ma szans, że to przeżyję na czysto. Będę cała w stresie i nawet jeżeli przetrwam tą balangę bez ekscesów, to wrócę do domu i wtedy się objem! Zawsze tak było.
Słyszysz w głowie taki monolog, prawda?

No to co robić? Iść? Nie iść? Pić czy nie? A może olać to i zrobić sobie dzień wolny od pracy nad sobą: Hulaj dusza, piekła nie ma. No przecież nie wykręcę się od wesela brata! A iść tak i się męczyć, też nie chcę.

Pozwól, że trochę Ci w tym pomogę. Opracowałam prostą strategię, którą przetestowałam na dziesiątkach moich podopiecznych.
Działa.

Jedna zasada, zamiast stu.
Jeżeli borykasz się z zaburzeniami odżywiania, twoja głowa jest naszpikowana różnymi zakazami i nakazami. Jedne są całkiem mądre (unikać jedzenia przetworzonego), inne zupełnie nieracjonalne (jak zjem kawałek „zakazanego jedzenia” to mogę już zjeść wszystko), ale teraz to nie ważne.
Jedno jest pewne: jest ich tyle, że nie da się już szpilki wcisnąć.
Mam rację?

A więc dzisiaj, na ten jeden wieczór, zapomnij o niech wszystkich.
Nie liczymy kalorii, białek do tłuszczy, czy innych dietetycznych jednostek, o których zwykły śmiertelnik nigdy nie słyszał i nie usłyszy.
Dzisiaj jemy wszystko, ale kierując się jeną zasadą:

Nakładamy sobie jedną porcję co 40 minut.
Albo jedna porcja co 10-15 tańców.

I tyle. Proste, prawda?

Dlaczego co 40 minut? Testowałam to na moich dziewczynach i taki odstęp czasu wydaje się optymalny. Spokojnie zjesz, odstawisz talerzyk, potańczysz, pogadasz.

Jedyne czego wymaga ta metoda to odrobina uczciwości w stosunku do siebie.
Ważne jest by nie zachowywać się jakbyś sama sobie chciała zrobić na złość.
Porcja? Nawalę cały talerz i nazwę to porcją. Dla mnie to tyle, masz z tym problem? 
I bah, wjeżdża pół kilo bigosu.
W efekcie będziesz jadła cały czas, no ale „nie załamisz zasady”.
Jeżeli załapiesz się na takim myśleniu, to zastanów się kto tu kogo chce oszukać?
Ty siebie. A kto na tym ucierpi?
Ty.

Albo odwrotnie – porcja to jedna smętna kropeczka potrawy na środku talerza.
No co w tym złego?
To, że pewnie już czujesz skręcający Cię głód i strach.
Takie uczucia nie towarzyszą robieniu dla siebie czegoś dobrego.

To samo tyczy się alkoholu – jedna porcja na godzinę.
Sącz to winko, odginając z gracją nadgarstek, zamiast wlewać je w siebie jak chłop. Po co?

I błagam, nie ustawiaj sobie stopera. Nie stój nad stołem odliczając sekundy do momentu, kiedy będziesz mogła zjeść. To nie o to chodzi i wiesz o tym dobrze.

Jeżeli skorzystasz z tej metody uczciwie, okaże się, że nie przegapiłaś imprezy, stojąc przy bufecie, albo wisząc nad kiblem.

Odkryjesz coś jeszcze: po trzeciej – czwartej rundzie, stwierdzisz, że… masz chwilowo dosyć i czas zwolnić; tak po prostu.
Zobaczysz jakie to wspaniałe uczucie. Już nie musisz jeść jak wypuszczony z lasu dzikus.
Nie będziesz miała takiej ochoty!
Wpływa na to fakt, że wolno Ci spróbować wszystkiego, trzymając się tej jednej jedynej zasady.

Niesamowite jest, że dziewczyny raportują mi, że używając tej metody, jako jedyne z całego towarzystwa (ludzi, którzy nie mają problemów z jedzeniem) się nie obżarły.
Wujek Karol zasnął nad kotletem, Ciocia Krystyna musiała poluzować gorset odświętnej sukienki, a ja nic!

Spróbuj, a przypomnisz sobie, dawno zapomnianą prawdę:
Istotą zjazdu klasowego jest spotkanie starych przyjaciół.
Istotą babskiego wieczoru, jesteście wy – baby.
Istotą wesela jest weselenie się.
Sensem tych wszystkich zgromadzeń są LUDZIE i ich interakcje.
Nie jedzenie, czy alkohol!
Doświadcz tego ponownie.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-10-02T09:58:10+00:00 2 Październik, 2016|Kategoria: Kontrolowanie napadów|Tagi: , , , , , |

16 komentarzy

  1. Ania The Wolf Październik 2, 2016 w 12:05 pm - Odpowiedz

    To jest po prostu… piękne! Nawet o tym nie pomyślałam. Takie to proste i już. Opanować te myśli i ciągi to będzie mistrzostwo i człowiek od razu poczuje się lepiej, że w końcu ma władzę nad sobą, że wszystko jest naprawdę możliwe 🙂
    Dziękuję Aniu za kolejny post, otwierający oczy! Ile ja się uczę od Ciebie, tego świat nie opisze hehe 😉

  2. Ania The Wolf Październik 2, 2016 w 12:08 pm - Odpowiedz

    Na pewno wypróbuję przy nadarzającej się okazji – uroczystości czy zwykłym rodzinnym grillowaniu 😉

  3. Ania Październik 3, 2016 w 10:51 am - Odpowiedz

    Po prostu czytasz w myślach i każdy kolejny post jest na czasie.
    Ja właśnie wybieram się na wesele za dwa tygodnie i im bliżej to tym bardziej sie denerwuje jak to przeżyje. Mam nadzieje że będe na tyle silna że miło bede wspominać spotkanie z rodziną a nie wycie nad toaletą.
    Pozdrawiam i dam znać jak mi poszło.

    • Ania The Wolf Październik 3, 2016 w 11:24 am - Odpowiedz

      Trzymam kciuki :-* Na pewno dasz radę. Najważniejsze, żebyś wspaniale się bawiła, a Twoim partnerem nie był Wilk, lecz przystojny mężczyzna 😉 Powodzenia 😀

  4. Daria Październik 3, 2016 w 12:41 pm - Odpowiedz

    Jakbyś czytała w moich myślach… 15 wybieram się na wesele i już od dwóch tygodni tylko mysle, czy pozwolic sobie na kawałek ciasta, tort, mączne dania, czy pić czy nie… Mam nadzieję, że dzięki temu postowi będzie mi łatwiej przezyć imprezę 🙂

  5. Paulina Październik 4, 2016 w 5:53 pm - Odpowiedz

    Jestem tutaj od niedawna, pierwszy raz się odzywam. Pisze tutaj, bo nie wiem gdzie to umieścić. Napisałam długi komentarz, ale się wyskoczył mi błąd i wszystko się skasowało. To teraz tak w skrócie. Przede wszystkim dziękuję Ci Aniu za pracę jaką wkładasz w bloga, kawał świetnej roboty. Jeśli chodzi o mnie, to standard – obżeram się. Ja jednak nie wymiotuję (na szczęście czy nieszczęście?) – po prostu w moim przypadku to kompulsywne jedzenie. Jeszcze niedawno jadłam prawie do nieprzytomności. Teraz staram się jeść mniej podczas ataków i nie tak późno. Chcę z tego wyjść, ale popołudniami przychodzi kryzys i polegam. Mimo tego codziennie rano budzę się z nastawieniem, że walczę od nowa, jest nowy dzień, nie poddaję się. Zamówiłam Twoją książkę, czekam na nią z niecierpliwością. Mam nadzieję, że pomoże mi się ogarnąć. Aniu, jeśli to przeczytasz, to powiedz proszę, czy jest dla mnie szansa na normalne życie, a nie taką wegetację, jak obecnie? Czy zawsze tak trudno wyjść z tego? Bez tylu upadków? Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Was Dziewczyny. Buziaki :*

    • Wilczo Glodna Październik 4, 2016 w 7:38 pm - Odpowiedz

      Kochana, dla każdego jest. Pytanie tylko co robisz w tym kierunku. Bo jeżeli codziennie to samo, oczekując innych rezultatów, to może być ciężko. Musisz zrobić coś innego niż dotychczas. Co kochana? Jaki jest pierwszy krok?

      • Paulina Październik 5, 2016 w 7:08 am - Odpowiedz

        Dziękuję Aniu za odpowiedź. Nie wiem, czy można uznać to za pierwszy krok, ale staram się nie jeść siedząc przed komputerem. To chyba jest mój największy problem, potrafiłam jeść obiad przy laptopie. Teraz, jedząc skupiam się tylko na posiłku. Komputer swoją drogą, a jedzenie swoją. Oczywiście, także jako pierwszy krok, zamówiłam Twoją książkę jako narzędzie do zmian.

        • Marta Ż Październik 6, 2016 w 10:40 am - Odpowiedz

          Ja myślę, że to świetny krok do przodu. Ja osiągnęłam to, że już w ogóle nie jem poza kuchnią, a najlepiej tylko przy stole, gdy już mam nałożoną porcję do zjedzenia. Nawet jeśli karmię Wilka, staram się nie wychodzić z kuchni – każda taka zmiana to szansa na łagodniejsze konsekwencje i na przybliżenie się do wyzdrowienia.

          A przecież rezygnacja z jedzenia poza kuchnią to niezbyt duży żal, prawda? 🙂 Nie tylko z naszej wilczej perspektywy. Bo przecież można wtedy zjeść w większym spokoju, poczuć smaki, celebrować chwilę, namówić rodzinę na wspólny czas przy posiłku. 🙂

          • Paulina Październik 6, 2016 w 3:34 pm

            Dziękuję za odzew MARTA Ż 🙂 Zauważyłam, że jeśli skupiam się tylko i wyłącznie na posiłku, to czuję jakiś wewnętrzny spokój i mam wrażenie, że szybciej odczuwam sytość. Ponadto, nie odczuwam aż tak głodu w ciągu dnia i nie ciągnie mnie do jedzenia 😀

  6. Ilia Październik 10, 2016 w 12:17 pm - Odpowiedz

    działa, działa. Rzeczywiście proste wyjatkowo, przeżyłam wesele w ten weekend robiąc dokładnie tak jak Aniu napisałaś. I rano obudziło mnie ssanie żoładka (tak, byłam głodna po weselu) a nie kamienie w brzuchu i napuchniete policzki. I zjadłam ciacha, obiad, zakąski. I gadałam i świetnie się bawiłam. Mój chłopak ustawił sobie alarm, na co 40 min żeby mi ułatwić, ale nawet nie było to potrzebne. To ciekawe dzialać znowu jak homo sapiens a nie jak homo bulimicus

  7. Weronika Listopad 26, 2016 w 10:39 pm - Odpowiedz

    Ten sposób niestety nie sprawdzi się na typowych imprezach. 🙁 Moim największym problemem są właśnie takie typowe studenckie imprezy, gdzie jest mnóstwo chipsów, czekoladek, itp… Po paru piwach czy szotach nie jestem w stanie się powstrzymać od napychania się właśnie np. chipsami.

    • Wilczo Glodna Listopad 27, 2016 w 8:13 am - Odpowiedz

      Kochana, o alkoholu też pisałam; jeżeli pić, to w umiarkowanych ilościach – mała szklanka piwa na 40 min, lampka wina na godzinę.
      Albo wóz, albo przewóz – albo pijesz umiarkowanie i jesz umiarkowanie, albo upijasz się i objadasz. To zawsze TWÓJ wybór, słońce.

  8. Ola Luty 12, 2017 w 9:15 pm - Odpowiedz

    Czytam dzisiaj ten post, bo się obżarłam – a jak leżę z przejedzonym brzuchem i już więcej nie wcisnę, kiedy wreszcie mija ta cała ochota na żarcie (jedyny plus jaki widzę w tym że się objadłam), to czytam różne mądre rzeczy. Cieszę się i dziękuję, że w całym tym bagnie znajdujesz tyle humoru i i ironii i piszesz o tym często na śmiesznie! Te zachowania na imprezach są takie prawdziwe, niemądre i nieracjonalne, a jednak jakbym czytała o sobie 🙂

  9. Sucharek Kwiecień 13, 2017 w 7:44 am - Odpowiedz

    Cudowny post.
    Męczę się z kompulsywnym objadaniem od prawie 3 lat i nigdy nie umiałam sobie z tym poradzić, na wszystkich możliwych świętach jadłam ile wlezie, a kg leciały do góry…
    Podoba mi się jak prosto to przedstawiłaś, ja zawsze główkowałam się godzinami jak z tego wyjść. Nie mogę się doczekać aż przetestuję to na najbliższych komuniach xD

    • Wilczo Glodna Kwiecień 13, 2017 w 7:25 pm - Odpowiedz

      Powodzenia!

Zostaw komentarz