Jak wychować gadziego bachora?

W poprzednich dwóch postach przedstawiłam dowody na to, że bulimia to nałóg.
Tak się niefortunnie składa, że nałogi mieszkają w rejonach mózgu, odpowiedzialnych za nasze biologiczne przetrwanie i ciężko je stamtąd wyłuskać. Ale uzbrojona w kilka podstawowych faktów, jesteś w stanie to zrobić.
Ostatnio pisałam o tym, jak do siebie mówić, tak aby nasz Gadzi mózg zrozumiał proste przesłanie – żadnego więcej rzygania!
No dobrze, to znaczy że mam do końca życia gadać do siebie? Nic z tych rzeczy!
W tym poście wyjaśnię dlaczego.

Rzeka Bulimia.

Pamiętasz jak powstaje nawyk? Poprzez konsekwentne powtarzanie.
A jak nawyk znika? Poprzez konsekwentne niepowtarzanie!
Zastanów się, czy miałaś kiedyś umiejętność (umiejętności to też nawyki), którą później zatraciłaś?
Ja mówiłam płynnie po włosku. Ciągłym powtarzaniem słówek, wyrzeźbiłam w swoim mózgu nową ścieżkę, której wcześniej tam nie było. Pewnie wtedy mogłabym ją zobaczyć na skanerze MRI (rezonans magnetyczny).
Za każdą lekcją stawała się ona szersza i mocniejsza, aż zamieniła w autostradę.
Kiedy w końcu wyjechałam na studia do Perugii, otwierałam usta i fru, automatycznie wylatywały włoskie słowa.
A teraz? Wstyd się przyznać, ale nie sklecę jednego zdania.
Dlaczego? Bo przestałam używać tej neuronalnej drogi. Jej połączenia rozluźniały się, słabły, aż w końcu została tylko „blizna” po niej –  puste koryto rzeki.
Czasami, raz na rok, muszę użyć tego języka – zagubiony turysta itd. Wysilam się bardzo i czuję fizyczne wręcz swędzenie pod czaszką. Mój mózg znowu notuje aktywność w tym rejonie – słowa płyną z trudem i małym strumyczkiem. Pod skanerem będzie to widziane jako nikłe rozbłyski, ale im dłużej rozmawiam, tym więcej ich i więcej.
Jeżeli postanowię wrócić teraz do Włoch, za kilka tygodni znowu będę gadać, jakbym nigdy stamtąd nie wyjechała.
Dlaczego o tym wspominam? Bo tak samo jest z nawykiem objadania się: nieużywany – wysycha.
Słabnie skojarzenie jedzenie – atak. Za każdym dniem niereagowania na głos Gadziego, strużka staje się co raz cieńsza, słabsza i mniejsza. Fakt, koryto rzeki Bulimia na zawsze tam pozostanie, ale czy popłyną nim impulsy, będzie tylko i wyłącznie twoim wyborem! Nigdy przymusem.
Ja wyszłam z bulimii kilka lat temu, ale jeżeli się uprę, mogę zrekonstruować ten nawyk w kilka tygodni – przestanę ćwiczyć, zacznę się głodzić, pomijać posiłki, w efekcie rzucę się na słodycze i zacznę zwracać. Łatwizna! Niebawem mózg zacznie się tego domagać z automatu: Halo, już południe, gdzie moja wyprawa do toalety???
Tylko po co miałabym to robić?
Moim wolnym, świadomym i niezależnym wyborem, jest niepowracanie do takich zachowań.

Gadzi bachor.

Widziałaś kiedykolwiek histeryzującego dzieciaka w sklepie? Takiego co się drze, że chce loda.
Jeżeli nie, to spróbuj sobie wyobrazić tę scenę. Mały rzuca się na podłogę i tak długo wyje, aż zażenowani rodzice dadzą mu to, czego chce.
Krzywisz się z niesmakiem, ale zrozum, że to nie jest wina dziecka.
Tak go niestety nauczono przez konsekwentne powtarzanie tej samej sytuacji. Za każdym razem gdy rodzice ulegali, w głowie malucha wzmacniała się ta właśnie neuronalna ścieżka: darcie się = wymierna korzyść.
Aż do momentu, gdy nad dzieckiem w ogóle nie dało się zapanować i trzeba było dzwonić po super nianię.
Tak samo stało się z twoim Gadzim. On chce swoją porcję czekolady i odstawia histerie – zsyła na ciebie dzikie pragnienia i żądze. Wie dobrze, że jeżeli wystarczająco długo będzie krzyczał i tupał nogami, ty mu w końcu tego loda dasz. To ty go tak uwarunkowałaś – dzień po dniu, rok po roku. Masz teraz rozwydrzonego bachora w głowie, który tobą rządzi jak chce, a więc w desperacji zwróciłaś się do wilczej super niani.
A Wilczo Głodna mówi: Popatrz, jesteś dorosła, a to tylko dziecko, ono nie wie, co jest dobre a co złe.   To ty jako rodzic musisz przejąć kontrolę, wziąć odpowiedzialność za zaistniałą sytuację i zmienić ją. To ty tak rozpuściłaś swojego dzieciaka i teraz to ty musisz go oduczyć tych zachowań.
Zastanówmy się jak : dając klapsa, przekrzykując, walcząc? Nie, sprawi to tylko, że mały będzie darł się jeszcze głośniej? Więc co zrobić?
Najlepiej powiedzieć stanowcze, spokojne i ostateczne NIE, a potem zignorować jego naganne zachowanie. Tak wiem, presja jest ogromna i pragnienie by jej ulec silne, ale w momencie gdy tego nie zrobisz, zaczniesz odwracać cały proces.
Jutro mały będzie protestował mniej intensywnie, za miesiąc będzie tylko chlipał, a za dwa w ogóle zapomni o rzucaniu się na podłogę.
Przestań reagować na podszepty Gadziego już DZISIAJ, po czym daj sobie trochę czasu, na to, by jego gadanina ustała. Cierpliwie znoś jego ekscesy – pragnienia, emocje, nagły płacz z niewiadomych powodów- ale nie reaguj.
To minie bez śladu, i to szybciej niż myślisz.

Naucz Gadziego jak ma się zachowywać i przestań wzmacniać go w przekonaniu, że akcja – darcie japy, przynosi zawsze tą samą reakcję – tona jedzenia.
Bo przecież dobry rodzic to nie taki, który spełnia wszystkie zachcianki dziecka, ale taki, który potrafi je mądrze wychować.

Odpowiadając więc na pytanie:
Czy będziesz musiała do końca życia rozmawiać ze swoim uzależnionym mózgiem?
Nie, ponieważ już niedługo oduczysz go niepożądanych zachowań. Pozwolisz aby rzeka Bulimia wyschła. Wychowasz Gadziego na miłego dzieciaka, który grzecznie zajmuje się regulacją hormonów i oddychaniem, nie wtrącając się w nasze codzienne wybory.

53 komentarze

  • Paulette

    Dajesz mi nadzieje 🙂

    Maj 8, 2016 at 1:26 pm
  • Kasia

    To co pisze Ania sprawdza się w 100%, testuję to w chwili obecnej na sobie. Trudno mi w to uwierzyć, ale moje obsesyjne myśli dotyczące jedzenia wygasają i z każdym dniem są coraz słabsze. Zaczynam łapać się na tym, że nie wyobrażam sobie, żeby się rzucić na jedzenie i objeść się. Przepełnia mnie uczucie wolności i ulgi. Muszę jeszcze dać organizmowi czas na powrót do normalnego funkcjonowania, ale wszystko jest na jak najlepszej drodze:)

    Maj 8, 2016 at 2:22 pm
  • Dari

    Podziwiam cię, to co robisz, to że sobie poradziłaś z wilkiem. Ja chyba mam w sobie jeszcze za mało siły, każda bardziej emocjonalna sytuacja niszczy wszystko co zacznę budować. Mam nadzieję że kiedyś okiełznam bachora i zacznę normalne życie.

    Maj 8, 2016 at 4:05 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      Kochana, ale myślisz, że ja się taka urodziłam? Nie, ja wszystko sobie wypracowałam. Nie szukaj wymówek, że masz czegoś za mało. Każdy ma tyle samo. Pytanie co zrobimy z naszymi zasobami.

      Maj 8, 2016 at 4:14 pm
      • Seniorka

        Po przeczytaniu o gadzim bachorze uświadomiłam sobie coś gorszego niż moje 26 letnie życie z wilkiem w ciele ja swoją własną córkę wychowałam na taką Gadzinke . Może to będzie dla Was młodych dodatkowym powodem walki o siebie ,swoje zdrowie i życie . Chyba nikt nie chce krzywdzić swoich dzieci , a dopóki nie pozbędzie się wilka nie będzie innej możliwości.

        Wrzesień 20, 2016 at 3:23 pm
  • topka

    A u mnie to wszystko jest utrudnione, bo mieszkam z moimi dzieciakami , mężem i mamą. Mąż jeszcze jest w stanie zrozumieć, że walczę staram się nie objadać. Natomiast mama (starsza osoba), wraca z pracy, przynosi ze sobą słodycze i wszystko kładzie na wierzchu. Proszę, aby chowała słodycze, bo ja nie chcę ich jeść, a tym bardziej na nie patrzeć i walczyć ze sobą. Mama kwituje to stwierdzeniem, że ona lubi je jeść, czym ja się w ogóle przejmuję, żeby też jadła, a jeśli je schowa to o nich zapomni… Ręce opadają. Kocham ją tłumaczę, ale naprawdę ciężko jest żyć, kiedy te wszystkie ciastka i cukierki leżą sobie i kuszą… Ćwiczenie silnej woli niebywałe.

    Maj 8, 2016 at 7:13 pm
    • Ania

      Szczerze podziwiam silnej woli! Tak trzymaj. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Maj 8, 2016 at 9:59 pm
  • Ania

    Dziękuję za kolejny rewelacyjny post 🙂 Jesteś niezwykle mądrą kobietą, a Twoje rady są bardzo trafne i pomocne. Jest ciężko. Chcę się zmienić i żyć jak dawniej, być całkowicie wolna. Stosuję się do Twojego planu zmiany. To dopiero 3 dzień. Dzisiaj było kiepsko, bo w domu pojawiło się ciasto, ale go nie jadłam, z tym, że zjadłam za to za dużo na kolację o dwa kotleciki z fasoli i 3 orzechy włoskie. Niby nie dużo… Potem się już opanowałam. Choć przez godzinę troszkę walczyłam, starając się uciszyć głos Gadziego. Postanowiłam, ze uznam to za zwycięstwo, bo nie popłynęłam „nurtem tej rzeki”, poddając się sile rozpędu. Chciałabym jednak nie doświadczać już takich okropnych sytuacji. Dziękuję za „podładowanie mojego akumulatora”, który dzisiaj uległ całkowitemu rozładowaniu. Tak dużo energii traci się na powrót do równowagi życiowej, ale co to dla nas Wilczyc! Chodzi w końcu o nasze zdrowie! Pozdrawiam i życzę powrotu do normalności i czerpania z życia garściami! 🙂

    Maj 8, 2016 at 9:57 pm
  • unprofessional_fighter

    Dziękuję, dajesz mi nadzieję <3

    Maj 8, 2016 at 10:20 pm
  • topka

    Ja też zjadłam dzisiaj więcej niż zaplanowałam, ale stwierdziłam, że skoro się nie obżarłam to i tak jest sukces. Także nie jest źle i musi być lepiej.
    Trochę się boję, bo za dwa tygodnie robię córci urodziny. Będzie miała trzy latka. I będę piekła tort i ciasto i ciasteczka. Będzie grill i sałatki…. I nie wiem jak to wytrzymam. Mam zaplanowane potrawy dla siebie, ale nie wiem, czy dam radę…

    Maj 8, 2016 at 10:22 pm
    • Ania

      Na pewno dasz radę, mądra i silna Wilczyco (przepraszam, że tak bezpośrednio się do Pani zwracam). Trzymam mocno kciuki. Zdrowe jedzenie bez zapalników to podstawa. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Maj 9, 2016 at 3:21 pm
  • Paulina

    Super, czyli KAŻDA jedna wygrana bitwa w tej wojnie ma znaczenie. 🙂 Dzięki!

    Maj 9, 2016 at 10:32 am
    • topka

      Dziękuję. Cieszę się bardzo, że istnieje ten blog. To bardzo duże wsparcie dla wszystkich Wilczyc. Dziękujemy Aniu z całego serca…

      Maj 9, 2016 at 5:26 pm
      • Ania

        Ja też się przyłączam 😉 Bardzo, bardzo dziękujemy! Nie wiem, co bym bez takiego wsparcia zrobiła… Aniu, jesteś cudowna i niezwykła 🙂

        Maj 9, 2016 at 9:25 pm
  • Sarah

    Post naprawde udany (porównanie do rozwydrzonego dzieciaka, wcześniej do heroinisty, heh nie ma co)

    Chciałabym się podzielić moja refleksja (tak jak prosi nagłówek w komentarzu)

    Niestety ale niezbyt optymistycznie:
    Co jest dla Was najgorsze w całej tej szalonej chorobie?

    Jestem czysta od pól roku. Mysle ze radze sobie naprawde nieźle. Wszystko szło tak świetnie aż nagle natknelam sie na coś, co zupełnie zbilo mnie z tropu ( a wręcz przygniotlo okropnie)
    Moje stosunki z ludźmi slabna. Wczesniej- nawet mimo choroby tak nie bylo! Ba! Bylo wręcz bardzo dobrze miedzy mna a ludzmi! I to w samym środku wilczej klatki. Ok, dusza cierpiała, nalog kwitl,ale nie bylo mowy o jakiejś izolacji czy denerwowaniu sie z byle powodu. Poprostu- nalog swoje a życie towarzyskie swoje.
    Natomiast teraz: Jest zupełnie inaczej.
    W obecnosci ludzi i jedzenia kompletnie trace glowe.
    Zauwazylam to jakis czas temu. Kiedy na stole jest jedzenia a wokol ludzie, w mojej glowie szaleje wielkie pragnienie zostania sam na sam z tym co znajduje sie na tym stole. Powoduje to brak koncentracji na obecnej sytuacji, unikanie wzroku ludzi (co jest smutne) brak zainteresowania rozmowa, a nawet strach. „Jestem tak zestresowana, ze niech nikt na mnie nie patrzy!”
    Wczesniej tego nie bylo. Wczesniej poprostu cieszylam sie posilkiem, wspolnym czasem. Jadlam patrzac ludziom w oczy. Teraz- dziczeje!!!
    Czuje ze trace cenne momenty ze swojego zycia. Ostatnio przypadl mi piknik, potem grill z przyjaciolmi. Mimo, ze mialam swoj zdrowy, smaczny zestaw pod reka (salki, miesko..) kompletnie nie bylam obecna w danej chwili, moj umysl wedrowal po orbitach astralnych, w glowie pojawil sie instykt ucieczki. Mialam wrazenie, ze ludzie zaobserwowali moje nienaturalne zachowanie. (hej! Przeciez ta dziewczyna zawsze jest taka rozesmiana, zainteresowana, a teraz co!? Kompletnie ma nas gdzies!)
    Smutno mi z tego powodu. Bo czuje, ze cos trace. Wczesniej ludzie stanowili dla mnie zrodlo uciechy, dawali mi energie do zycia. Kochalam spedzac razem czas. Teraz z powodu mojego dziwnego zachowania zaczelam sie izolowac (nawet w sytuacji braku jedzenia) dlaczego? Poniewaz to pociagnelo za soba sznur w mojej glowie: ok, oni widza ze cos jest nie tak. To teraz tymbardziej bede unikac ich wzroku! Jestem przygaszona, nie patrze na nikogo, zamykam sie powoli.

    Szybko siegnelam do artykulow na podobny temat i doczytalam, iz bulimicy czesto nie potrafia tkac niczego w obenosci innych ludzi poniewaz spozywanie pokarmu stalo sie tak intymna czynnoscia.

    Czy to jest kolejny etap tej choroby?

    Maj 9, 2016 at 5:33 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      Kochana, ale jak będziesz się fiksować, że Ci się pogarsza, to faktycznie się pogorszy. A chrzanić to! Chrzanić chorobę i jej etapy i co kto o niej napisał! Podejmij decyzję, że nie dasz się sterować przez swój nałóg! TO TY TU JESTEŚ KAPITANEM, a nie on!

      Maj 10, 2016 at 12:11 am
    • Ania Ania

      Czesc Sarah,

      Ja mam podobny problem – spoleczno-towarzyski. Otoz, gdy bylam buli na 100% bylam idealnym kompanem do wyjsc – szlam do restauracji czy baru, zawsze bylam na tak na alkohol (niewazne ile) i max jedzeniowy (jadlam wszystko i w bardzo duzych ilosciach), zawsze zjadalam swoje i objadalam wspolbisiadnikow. No, generalnie wszysstko na tak -kazdy rodzaj jedzenia i picia, kuchnia, ilosc, forma itd, itp.
      Ja bylam raczej skoncentrowana na jedzeniu samym w sobie. Ogolnie wolalabym, zeby rozmowca byl mi bliski i poruszal temat, ktory mnie interesuje, ale jak nie, to nie bylo problemu. Ja bym sobie siedziala i jadla bez konca.
      No wiec, problemy towarzyskie, ktore pojawily sie po rozpoczeniu walki z bulimia:
      – zmiana przyzwyczajen moich znajomych / przyjaciol co do mojego zachowania przy stole, w szcegolnosci: ja przychodze spozniona a kolezanka czeka juz z butelka wina, jak pije po lyku co 15 mins, to sie zdziwiona pyta, co sie stalo; inny przyklad – ide do jakiejs restauracji, gdzie zawsze bralam konkretne danie (np. pizze), a teraz przychodze i np. biore salatke; no w ogole pelno pelno przyklad przestawienia sie z opcji max (kalorii, tluszczu i karbow) przerzucam sie na cos zdrowego. Pelno pytan w stylu – no jak to, na diecie chyba nie jestes, bo Ty przeciez i tak chuda;
      – nie moge juz wychodzic z byle kim – tutaj podobna sytuacja do Twojej, w sensie jak sie czuje poirytowana czyjas osoba, to mam relaps – jak ktos nawija bez sensu albo mnie nie interesuje, to ja mam ochote rzucic sie na jedzienie. I powiem szczerzze, ze czesciej dochodze do wniosku o tym bezsensie. Jest mnie dosc latwo podirytowac. Jeszcze bardziej irytuje mnie, kiedy ktos chce mi wcisnac cos, czego ja nie chce spozyc (szcegolnie alko lub slodycze);
      – unikam wyjsc tam, gdzie wiem, ze nie bedzie niczego odowiedniego do zjedzenia dla mnie;
      – jak zjem za duzo to potrafie sie poirytowac / zdenerwowac i moj(a) towarzysz(ka) bedzie totalnie zagubiona, o co chodzi.
      Powiem Ci, ze ja jakies trzy miesiace temu podjelam walke (na zasadzie, ze zrobie wszystko, aby wyjsc z choroby, nawet jesli mialabym stracic wszystko – wlaczajac znajomych, pieniadze i w ogole wszystko) i rzeczywiscie jest tak, ze moje zycie towarzysie jest inne. Wczesniej wychodzilam zdecydowanie wiecej i wiecej podczas tych wyjsc konsumowalam. Teraz zasami wydaje mi sie, ze moje zycie jest duzo lepsze, a czasami, ze duzo gorsze. Oczywiscie wiem, ze moj bulimiczny umysl na nie za bardzo sie potrafi oreslic, wiec w ogole o tym nie mysle. Kto ma zostac w moim zyciu, ten zostanie. Stawiam na jakosc kontaktow, a nie ilosci. Jesli chodzi o stres wokol jedzenia, to on bedzie malal podobie jak ataki. Otaczaj sie ludzmi, z ktorymi rozmowa Cie interesuje. Nie jedz przed wyjsciem, czyli wkomponuj ten posilek w swoja normalna rutyne posilkow, ale zaplanuj, co bedziesz jadla. I tego sie trzymaj. To jest w Twojej glowie, ze ludzie az tak patrza, bo nie patrza. Najlepiej to bulimie olac, ona wtedy traci sile.
      Powodzenia, trzymam za nas wszystkie kciuki!

      Maj 10, 2016 at 6:15 pm
  • Andzia

    Aneczko! Jesteś niewiarygodnie mądrym i wspaniałym człowiekiem, wiesz? Chciałabym być choć troszka taka jak Ty.

    Maj 9, 2016 at 9:26 pm
  • Aneta

    Trafiłam tu… Nie przez przypadek… Z uczuciem przepełnienia i mdłości i pełnego brzucha, które sprawia że już chce się wymiotować… Nigdy nie powodowałam sama wymiotów ale nieraz najadłam się tak, że aż się samo niemal w ustach ulewało… Wczoraj poczułam smak wymiocin w ustach po obżarstwie…. dzis pi kolacji z dziećmi, poczułam napad na słodkie i pierwszy raz, zamiast klasc dzieci do łóżek, to ubrałam w pośpiechu trójkę dzieci i wyszłam szybko do sklepu po czekoladki które jadłam jedna za drugą, myśląc o kolejnej… Następnej… Tyję na potegę, wczoraj na komunii spotkałam dslszą część rodziny, która mnie nie poznała, tak przytyłam… Obżeram się i płacze i mam nawet rozpisana dietę u dietetyka

    Maj 10, 2016 at 2:26 am
  • Aneta

    I teraz nawet nie czytam tych jadłospisów. Czuję właśnie tą rozpacz, że mam Jeść mniej, kiedy jem to właśnie myślę cały czas o tym że zaraz się skończy, czuje rozpacz. Próbowałam jeść regularnie, mniejsze porcje, a okazywało się że jadłam i tak do pełnej sytości, bólu brzucha, u nas w mieście ruszają spotkania anonimowych żarłoków, może warto?

    Maj 10, 2016 at 2:31 am
  • Aneta

    Prowadziłam pół roku Psychoterapii, ale Psychoterapeuta stwierdził ze w moim przypadku to bez sensu, bo mam obniżoną motywację poprawy. Ogólnie zrobiłam się strasznie nerwowa, wydzieram się na męża i dzieci, zajadam wszystkie kłótnie, problemy, a tak naprawdę to mój największy problem to właśnie otyłość ociężałośćI to mnie Dołuje i sprawia że jeszcze więcej jem. Nienawidzę siebie za to do jakiego stanu się doprowadziłam 🙁

    Maj 10, 2016 at 2:35 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      Kochana, to idź do AŻ, musisz koniecznie coś z tym zrobić. Nie chcę Cię straszyć, ale dzieci chłoną jak gąbka takie zachowania…

      Maj 10, 2016 at 12:04 pm
  • Aneta

    czy mogę mieć bulimię, nie wymiotując?

    Maj 10, 2016 at 2:38 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      Jeżeli przeczyszczasz się po atakach obżarstwa, głodzisz lub ćwiczysz do upadłego, masz bulimię. Jeżeli nie robisz nic, cierpisz na BED – syndrom kompulsywnego objadania się.

      Maj 10, 2016 at 12:03 pm
  • Ana

    Dziewczyny, to działa! Na razie jeszcze za wcześnie dla mnie, by mówić o pełnym sukcesie, ale przetrwałam konferencję (z wypasionymi posiłkami) i komunię – wszystkie te okazje były dla mnie jeszcze chwilę temu powodem do uznania, że „dzień jest stracony” i napadu. Gadzi coś tam co prawda nadawał, ale byłam na to przygotowana i został doprowadzony do porządku. Mój mąż o wszystkim wie, więc się nie dziwi, kiedy półgłosem gadam do siebie (do Gadziego znaczy), ale między ludźmi i w sklepie muszę się pilnować:)))

    Maj 10, 2016 at 7:02 am
  • Aneta

    Odpiszcie mi, proszę …

    Maj 10, 2016 at 11:31 am
  • Ana

    Aneta, można oczywiście, ja nie wymiotowałam nigdy, a bulimię mam (z tym, że zachowuje prawidłową wagę ciała, dzięki okresom pomiędzy napadami, w które odżywiam się prawidłowo). W Twoim przypadku nie troszczyłabym się o nazwy tylko szukała pomocy. Jesteś w nałogu, bez wsparcia będzie ci trudno, idź do AŻ, co masz do stracenia?

    Maj 10, 2016 at 2:42 pm
  • Bea

    Dzięki Aniu, 3 tygodnie z Twoim blogiem i tylko jeden raz Gadzi rzàdził. Ogladam Twoje filmy na YT, czytam posty. To pomaga. Przestalam sie obwiniac, przestalam sie czuc słaba.

    Maj 10, 2016 at 8:51 pm
  • sylwia

    Podczytuję Twojego bloga i podziwiam. Ja zmagam się z kompulsywnym objadaniem się. Dni totalnego obżarstwa przeplatam z dniami restrykcyjnej diety i ćwiczeń. Raz jest lepiej, raz gorzej, ostatnio raczej gorzej. Dobrze wiedzieć, że ktoś mnie rozumie. Mojej rodzinie wydaje się, że użalam się nad sobą i stąd wszystkie moje niepowodzenia. Nie wiedzą o wilku, bo strasznie się boję komuś o tym powiedzieć, ale coraz częściej czuję, że ciężko mi sobie samej z tym poradzić. Mam wrażenie, że wszystkie moje problemy mają związek z ed. Ale kiedyś będzie lepiej. Pozdrawiam i dalej szukam inspiracji 🙂

    Maj 11, 2016 at 8:46 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      To rzuć tą dietę!!! Nie będzie „kiedyś” lepiej! Takie rzeczy same się nie dzieją. To Ty to musisz zrobić!
      Koresponduję z kobietami, które mają i 60 lat, ciągle licząc na to, że kiedyś będzie lepiej.

      Maj 12, 2016 at 9:02 am
  • Aneta

    Byłam pierwszy raz w życiu na spotkaniu Anonimowych Żarłoków… Jestem w szoku, pełna emocji, nadziei. Jestem taka głodna ale boję sumię jeść. Jadłam kolację o 19 wiec faktycznie myśle ze mogę być głodna. Ale wiem też, że jak zacznę jeść przed północą to już nie skończę, nie wyhamuję. Jak mam odróżnić głód i faktyczną potrzebę jedzenia i zjeść, czy lepiej, znając siebie i wiedząc że nie jest skoncze na jednej czy dwóch kolacjach lepiej poczekać do rana? Jak poznać i odróżnić te moje zapalniki? Czy możliwe że kawa z mlekiem i cukrem nie będzie moim zapalnikiem, skoro mogę wypić ją rano i nie jeść nic nawet do południa? Czy mogę jutro rano na śniadanie wypić kawę czy mam już rozpoczynać abstynencje? od razu zaczynac dietę czy jak?

    Maj 11, 2016 at 11:33 pm
  • Aneta

    Aniu poradź cos o ile nie spisz? 😉 proszę 😉

    Maj 11, 2016 at 11:35 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      Moja rada jest taka: Idź spać i jutro na świeżo wszystko przemyśl, ok?

      Maj 11, 2016 at 11:37 pm
  • Aneta

    🙂 W sumie to pewnie byłoby najlepsze:) Ale nie wiem jak jutro zacząć ten dzień? Muszę mieć plan? Bo rano będę się zastanawiać 0,5 h czy wypić kawę czy nie, czy zjeść chleb z masłem jeśli tak to ile? Tyle pytań, tyle dylematów i te myśli?nie wiem co robić, co jesc i o której? W sumie mam już rozpisaną dietę przez Dietetyka, może o tego zacząć? Dzisiaj na spotkaniu AZ ludzie mówili że mają abstynencję.. Ale od czego? Od konkretnych produktów? W Przypadku alkoholików przynajmniej sprawa jest jasna? Ania, ja naprawdę cały czas się zastanawiam czy mige zjeść czy nie, ile mogę. Czy mam odrzucić słodycze? Czy chleb? Czy mogę tę kawę wypić?… Cała się popłakałam… Ale dziwne dzisiaj było o sobie mowić Aneta Żarłok tak publicznie… Ale ludzie byli super. Dziękuję Ci, że jesteś. Bo to od Ciebie się wszystko zaczęło i zaczyna, dzięki Tobie kochana!

    Maj 11, 2016 at 11:51 pm
  • Aneta

    Te meetingi będą co tydzień. Swoją drogą ciekawe dlaczego pisze się mityng …

    Maj 11, 2016 at 11:53 pm
  • Aneta

    Może spróbuję jutro zachowywać się normalnie i zapisywać sobie w pamiętniku co jem, ile itd i co czuje? Ale dlaczego na samą myśl o zastosowaniu rozpisanej diety czuję rozpacz i bunt? i chce mi się płakać? Pewnie dlatego że nie ma tam chleba i masła i słodyczy? I próbuje tłumaczyc sobie że to nie kwestia tego co jem ale ile jem? I potem sobie próbuje jeść wszystko to co lubię w małych ilościach…A Kończy się tak, ze jem to co lubię w olbrzymich ilościach… Czy lepiej jeść do Syta i dużo, czy mniej a to co się lubi? Chociaż to „mniej” jest chyba nierealne…

    Maj 11, 2016 at 11:59 pm
  • Aneta

    Przepraszam za to ze tak Cię męczę tu… A tak w ogóle to czy ja w odpowiednim miejcu pisze te wszystkie rzeczy? Czy może jest jakieś forum itp?

    Maj 12, 2016 at 12:01 am
  • Agnieszka

    Aniu, dzięki Tobie czuje, ze zaczynam nad Wilkiem powoli panować. Wilk przypałętał sie do mnie 10lat temu. Ostatnio nie wymiotowałam ponad 20dni. Potem zaliczyłam tylko 2 wpadki, które jednak nie zakończyły sie ciągiem, często trwającym wiele tygodni. Bez dnia przerwy. Wiem, ze cały czas muszę sie pilnować jednak dzięki Tobie dowiedziałam sie wielu rzeczy i ta wiedza i stosowanie sie do Tego o czym piszesz po prostu działa!
    Chciałam zapytać jaki wpływ ma alkohol na Gadziego? Tak jak wcześniej wspominałaś unikasz alkoholu, ja ze względu na większe ryzyko ataku wilka rownież.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuje za wszystko co robisz

    Maj 12, 2016 at 9:44 am
  • szmer

    Jak odróżnić głos Gadziego od ochoty na coś, przykładowo, słodkiego? Takiej zwykłej ochoty, którą się zaspokoi i po temacie. Zwykle kiedy już zrobię pierwszy kęs, to robię następny i następny, bo przerwałam głodówkę, bo złamałam zasady, jest już za późno oraz „przecież i tak wszystko zaraz wyrzygam”. Nie wiem, czy pozwolić sobie wówczas na tę przyjemność i bić się z powyższymi myślami, czy nie zjeść i czekać tylko na kolejny, nieunikniony napad. Od kilku lat boję się jedzenia, nigdy nie jem w czyjejś obecności. Moja choroba to okresy głodówki urozmaicane ciągami bulimicznymi ( średnio trwającymi kilka dni, najdłuższy trwał dwa miesiące – wymiotowanie nawet kilka razy dziennie, przytyłam wówczas 10 kg), potem znów okres głodówki, gdzie wymiotuję jedynie jeśli ktoś zmusi mnie do zjedzenia czegokolwiek, tym razem schudłam 15 kg. Taka sinusoida. I nie wiem, czy jeść. Czy chęć zjedzenia jest głosem rozsądku wycieńczonego głodówką ciała, czy może głosem Gadziego „przecież i tak wyrzygasz”?

    Maj 24, 2016 at 6:06 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Głodna

      Kochana, w naszym przypadku nie ma „jednego ciasteczka”. Po dłuższym czasie może i tak, kiedy odzyskasz zaufanie do siebie. Ale to jeszcze długa droga. Na razie każdy podszept: zjedz, zjedz, zjedz, jest podszeptem nałogu. Pomyśl sobie o palaczu, który miałby takie same dylematy: Czy tego papierosa chcę zapalić bo mam ochotę, czy dlatego, że nałóg mi każe. Widzisz niedorzeczność sytuacji?

      Maj 24, 2016 at 10:55 pm
      • szmer

        Masz stuprocentową rację. Ostatnio dużo pracowałam nad sobą, nad swoją psychiką, analizując wszelkie procesy myślowe i emocjonalne zachodzące w mojej głowie. Chciałam wiedzieć dlaczego postępuję tak a nie inaczej. I tak, ani razu w tym czasie nie zjadłam normalnego posiłku. Zresztą nie było takiego od kilku lat. Nigdy nie kończy się na jednym ciasteczku. Tak trudno mi nad sobą zapanować. Ze skrajności w skrajność. Albo jem dużo i wszystko, albo nic. Z papierosami to dobre porównanie, bo tak się składa, że palę. Moje życie to jeden wielki nałóg. Ale dajesz mi Aniu dużo nadziei. Pierwszy krok był taki, że zauważyłam, że mam problem z psychiką, poważny. Potem zaczęłam dostrzegać fizyczne zmiany, w postaci uszkodzonego szkliwa i startych zębów, wypadających włosów, suchej i podatnej na urazy skóry. Do tego siwiejące włosy. A mam 21 lat (sic!). Co prawda mam dużo stresu, ale stres + bulimia to błędne koło. Nie ma gorszych połączeń. Chcę walczyć o siebie, swoje życie. Mam tak dużo potknięć w swojej walce, że prędzej nazwę to porażką, ale czuję, że póki chcę wygrać z tą chorobą, to mam nad nią jakąś przewagę.

        Lipiec 6, 2016 at 10:05 pm
  • Sfrustrowana

    Jak to możliwe, że po dwóch naprawdę udanych miesiącach, złe nawyki powróciły z dnia na dzień? 🙁

    Czerwiec 19, 2016 at 7:02 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, nic nie powraca od tak i nic się od tak nie „udaje”. Wszystko robisz Ty. Co takiego robiłaś, co działało i czego nie robisz teraz?

      Czerwiec 20, 2016 at 8:26 am
  • Perfekcyjna

    Kolejny przeczytany wpis! 🙂
    Ten bardzo mi się spodobał. Świetna metafora. Dokładnie tak siebie często postrzegam. Tylko poza tym dzieckiem, jestem również szalenie krytyczną, przemocową matką, która nad tym rozhisteryzowanym dzieckiem się pastwi i znęca. Właśnie dlatego, że jest takie nie do okiełznania. Niespokojne, nieposuszne. Dlatego trudno powiedzieć, co było pierwsze, jajko czy kura.
    Wiesz? Ja dokładnie odtwarzam realną sytuację z dzieciństwa. Nie chcę za bardzo zagłębiać się w psychonalizę, ale obawiam się, że odtwarzam pewien schemat, po to by być blisko z matką.
    Miałam 16 lat, gdy się wyprowadziłam z domu. Od tego czasu mamy ze sobą bardzo sporadyczny kontakt. Z różnych powodów. Ta kwestia w dużej mierze została przepracowana w jednej z dwóch terapii. Niestety muszę trzymać się z dala od rodzinnego domu. Jak widać moje dziecko tęskni za matką. A że za taką właśnie jakiej doświadczyło, to węszę kolejny temat do przepracowania.
    Uch… ciężkie to wszystko…

    OK. Oswajam się z Tobą i swoim własnym wilkiem, dalej. Do napisania! 🙂

    Sierpień 26, 2016 at 7:11 pm
  • Kinga

    Czytając ten wpis poczułam się w pewnym sensie bardziej dorosła.
    Dzięki.

    Listopad 8, 2016 at 1:25 pm
  • SASI

    Niesamowity wpis! Aniu jestes inteligentna kobietą, szacun! jakze sie ciesze iz „znalazłam ten blog Ciebie” i moge poczytac madre rady i opisy ktore wierze ze mi pomogą!

    Grudzień 14, 2016 at 12:16 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Dziękuję kochana. Powodzenia!

      Grudzień 14, 2016 at 2:22 pm
  • sucharek

    Zamurowało mnie ze zdziwienia. I to nie pierwszy raz.
    Zawsze myślałam, ba, bylam pewną, ze to mnie nigdy nie zostawi. Co więcej, przy paleniu miałam takie same podejście, a decyzję o rzuceniu podjęłam w mniej niż sekundę, pod wpływem impulsu składając komuś obietnice. Owszem, przychodzą momenty kiedy mam na to ochotę, ale nigdy tak wielką, żeby rzeczywiście znowu wydać na to pieniądze i popsuć sobie płuca.
    Naprawdę otwarłas mi teraz oczy xD

    Maj 14, 2017 at 2:40 pm
  • Asia

    Dwie godziny temu zdiagnozowalam w sobie „jedzenioholiczkę”. Tak mam, ze od razu szukam teorii. Chwilę potem znalazlam sie na Twoim blogu. …godzinę temu dalej czytałam i gorzko płakałam. …po artykule o Gadzim … 🙂 🙂 🙂 ❤❤❤ LOV U GIRL! …czytam dalej! 🙂 🙂 🙂 …

    Czerwiec 14, 2017 at 8:25 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Czytaj dalej. Jak skończysz, będziesz wiedziała co robić.

      Czerwiec 14, 2017 at 8:37 am

Skomentuj

INSTAGRAM