nocni objadacze

Nocni objadacze

Nocni objadacze, to duszyczki, które nigdy nie mogą zaznać spokoju.

Zaburzeniach odżywiania zaczynają się tak:
Wpadasz na pomysł odchudzania się, a jako że jesteś perfekcjonistką, realizujesz go z zimną precyzją.
Zero słodyczy, zero podjadania, jogurt tylko zero procent.

Albo tak: postanawiasz odżywiać się tylko zdrowo. Eliminujesz ze swojej diety wszelkie przetworzone produkty – mąkę, cukier, chemię, kupne jedzenie, jedzenie, które ma w składzie chociaż jedno E, jedzenie, którego składu nie znasz, jedzenie jako takie.
Zostają Ci tylko trzy produkty na krzyż, ale w swoim mniemaniu jesz zdrowo.

Albo jeszcze inaczej: postanawiasz zrobić sobie fit figurę. Wynajmujesz trenera personalnego, przestrzegasz reżimu diety i ćwiczeń. Za dużo, za mocno, za szybko? E tam.
Przecież idzie po Twojej myśli.

Aż któregoś dnia to wszystko pęka. Zaczynasz jeść i nie możesz skończyć przez dwa miesiące.

A jak zaczyna się nocne objadanie?

Tak samo, z tą różnicą, że nie pękasz. Nie od razu.
Masz niezwykle silną wolę, a twoja potrzeba bycia najlepszą, jakimś cudem bierze górę nad instynktem samozachowawczym.
Tu muszę przypomnieć moje wcześniejsze posty, gdzie udowadniam, że ataki objadania się, to nic innego jak efekt strategii przetrwania naszego organizmu.
Gdyby nie one, zagłodziłybyśmy się na śmierć, albo doprowadziły do nieodwracalnych zmian.
Nasz system obronny reaguje tak jak powinien.
Słowem: Zaburzenia odżywiania to zdrowa reakcja twojego zdrowego mózgu, na chorą sytuację w której się znalazł.

Ale są osoby, które wymykają się nawet tak potężnemu mechanizmowi jakim jest zew przeżycia.
I to one najczęściej kończą, jako nocni objadacze.

Jak to działa?

Nocne objadanie się to po prostu kolejna, ekstremalna, strategia przetrwania.
Twój mądry gadzi mózg (który absolutnie nie jest Twoim wrogiem, a jedynie upewnia się, że przeżyjesz) orientuje się, że twoja perfekcjonistyczna skłonność do trzymania się raz powziętych założeń, jest trudna do pokonania.
Dlatego musi spróbować czegoś innego, po to by ocalić Cię od śmierci z wycieńczenia.
No i „wymyśla”, że będzie zmuszał Cię do objadania się w nocy.

Dlaczego?

Ponieważ w nocy, świadoma część Twojego mózgu śpi.
Wraz z nią śpią mocne postanowienia „będę chuda do lata”, „będę odżywiać się tylko zdrowo”, „będę miała kaloryfer na brzuchu”.
Śpi także kontrola impulsów, która jest tylko i wyłącznie umiejętnością daną rodzajowi ludzkiemu. (Pawian nie zawaha się walnąć kupy tam gdzie stoi, człowiek zaś owszem. My mamy wolną wolę i nie musimy automatycznie reagować na wszystkie bodźce. Dlatego możemy wyjść z zaburzeń odżywiania).
Śpisz cała Ty – twoja kora mózgowa – a wraz z nią wszystko co Cię określa i tworzy jako czującego i myślącego człowieka.

I wtedy budzi się instynkt.
Już nie musi walczyć z Twoimi świadomymi pragnieniami. Przecież one są teraz wyłączone.
W tym stanie może zrealizować swoje podstawowe zadanie – uchronienie Cię przed zrobieniem sobie krzywdy.
I robi to.
Twoje ciało (nie umysł) budzi się w środku nocy i idzie do źródła pożywienia – kuchni.
Twoje ręce otwierają lodówkę, kroją chleb, rozrywają opakowania. Dzieje się wszystko tak jak podczas normalnego, ludzkiego posiłku.
Ale Ciebie tam nie ma. Jest tylko zwierzę, które musi się pożywić.
To zwierzę, którym jesteś w wymiarze biologicznym, chce po prostu przeżyć.

A kiedy już zrobi co trzeba, wraca do łóżka i zasypia.
Gadzi mózg przybija sobie piątkę – moja praca, do której zostałem powołany przez naturę, została wykonana!
Hej, mała, poklep mnie po ramieniu, dzięki mnie nie zejdziesz z tego świata!

Ale Ty (i ciało i umysł) budzisz się rano i nikogo nie klepiesz, tylko uderzasz w płacz.
Już od pierwszych chwil wiesz co się wydarzyło. Nie da się zignorować tej nieznośnej ciężkości w żołądku.
Co ja zrobiłam? Jak to się stało? Jestem taka głupia!

I co teraz? Dalsze ograniczenia i głodówka – przecież trzeba to naprawić!

I jaki w tym momencie wysyłasz sygnał do swojego gadziego mózgu?
Nocne objadanie się jest uzasadnione i kluczowe do przeżycia. Trzeba je powtarzać za każdym razem, ponieważ w ciągu dnia nie ma jedzenia.
No i zaczyna się kręcić błędne kółeczko.
Raz, drugi, trzeci, dziesiąty – utworzyłaś sobie nowy nawyk. Co z tego, że odbywa się on na poziomie nieświadomym? Nawyk to nawyk; neuronalna ścieżka w twoim mózgu.

Co dalej?

Powiedzmy, że zrobisz najbardziej oczywistą rzecz – przestaniesz się głodzić i zaczniesz jeść względnie normalnie.
Wtedy zaobserwujesz, że te epizody po prostu znikną.
Nie będzie już potrzeby, by się powtarzały.

Właśnie taki scenariusz obserwuję u większości moich podopiecznych.
Wszystko wraca do normy bardzo szybko i nocne objadanie staje się tylko zapomnianym snem.

Ale co gdy mimo wprowadzenia zrównoważonej diety, epizody dalej się powtarzają?
Tu niestety wchodzi kwestia nawyku właśnie, czyli czynności, którą nauczyłyśmy się powtarzać w danych okolicznościach:
kawa = papieros
poranek = bieganie
noc = jedzenie
Każdy nawyk można zmieniać, ale w tym przypadku jest pewien szkopuł:
Ciężko jest zapanować nad czymś, czego nie jesteś w pełni świadoma.

*

Pracuję nad tą trudną sprawą już od jakiegoś czasu, aczkolwiek nadal nie mam dla Ciebie złotej recepty. Przedstawię Ci kilka wniosków, do których doszłam w mojej pracy z podopiecznymi:

1. Po pierwsze: porzuć restrykcje i ograniczenia. Zaspokajaj swoje zapotrzebowanie na kalorie, mikro i makro składniki na bieżąco.
Jeżeli tego nie zrobisz, organizm będzie je sobie uzupełniał swoją sprawdzoną, nocną metodą.

2. Odseparuj się fizycznie od jedzenia. Mam kilka podopiecznych, które z powodzeniem zainstalowały… zamek na drzwiach kuchni. Klucz trzyma mąż.
Wiem, że brzmi to kuriozalnie, ale działa.
Oczywiście dalej musisz pracować nad zbilansowaną dietą, bo to tylko rozwiązanie doraźne.
Jesteś czasowo odcięta od swojego nawyku i masz szansę go wygasić.

3. Zastanów się czego Ci brakuje i uzupełni te niedobory w ciągu dnia.
Skąd masz to wiedzieć? Zobacz czym objadasz się w nocy.
Nasze ciało jest mądre i wie jakie składniki zawiera dane jedzenie. Ktoś kto ucina sobie węglowodany, będzie objadała się słodyczami. Ktoś, kto stroni od tłuszczy, naje się orzechów i masła z chlebem (w tej kolejności).

4. Paradoksalna intencja – metoda, którą testuję od kilku miesięcy (będzie post, jak zbiorę więcej danych). Jest to metoda opracowana przez wybitnego terapeutę Viktora Frankla polegającą na celowym nastawieniu się, że stanie się rzecz, której się boimy.
Na przykład boisz się, że nie zaśniesz i… dlatego faktycznie nie możesz zasnąć. Frankl radzi, by powiedzieć sobie wtedy: Dzisiaj będę miała największy atak bezsenności ever. Nie będę spała do siódmej rano!
Takie podejście niweluje lęk, który jest odpowiedzialny za twoje niespanie. I co? Zasypiasz. (Dla mnie rewelacja.)

Tak samo w przypadku nocnego jedzenia. Zamiast się bać, dziewczyny wychodzą lękowi na przeciw: Dzisiaj zrobię sobie taką wyżerę, że popamiętam na całe życie. Zjem to to i jeszcze to.
Dostaję feedbak, że skutkuje, aczkolwiek dopiero testuję tę metodę i nie wysnułam jeszcze ostatecznych wniosków. Możesz spróbować i dać mi znać jak poszło.
(Jeżeli chcesz wiedzieć więcej, przeczytaj książkę Frankla „Człowiek w poszukiwaniu sensu”)

Pamiętaj – i tak najważniejszy jest punkt pierwszy.
Bo jeżeli twoje odżywianie będzie leżało, ty będziesz chodzić. Do lodówki.

*

Jeżeli epizody nocnego jedzenia dopiero się u Ciebie zaczynają, nie czekaj aż przekształcą się w dobrze zakorzeniony nawyk. Podejmij zdecydowane kroki teraz.

Na koniec poproszę Cię o podzielenie się swoimi doświadczeniami. Co działa i jak to wygląda w Twoim przypadku? Pomóż mi opracować metodę dla wszystkich nocnych objadaczy.

13 komentarzy

  • Edyta

    Ania zgodzę się z tym nastawieniem.Ja tak boję się obżarstwa,że ostatnio (nie słyszałam o żadnej metodzie,widocznie robię to instynktownie). Tak się boję aż w końcu myślę”trudno,zjem wszystko co mam w domu,jeszcze w szafce córki coś znajdę(wstyd) i tak dowalę,że szkoda gadać.”I wyobraźcie sobie,że zaczynam mieć taki fatalny nastrój jak to postanowię (taki jak wtedy kiedy się faktycznie obżeram),że automatycznie zmieniam zdanie i tego nie robię.Po prostu widzę jak się już zaczęłam czuć,momentalnie te wszystkie dolegliwości odczuwam które towarzyszą objedzeniu się.Takie nastawienie daje mi jasność wyboru”ja mogę się najeść ,ale nie muszę” i wybieram to drugie….:)
    Pozdrawiam!

    Kwiecień 21, 2017 at 9:56 am
    • oleszmag

      U mnie też coś podobnego czasem się zdarza. Jak się trafi wyjątkowo ciężki i dobijający dzień, myślę sobie: wrócę do domu i się nażrę. Wstępnie planuję co zjem w pierwszej kolejności. A kiedy wracam okazuje się że już kompletnie mnie to nie kusi.

      Kwiecień 21, 2017 at 12:04 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Super!

      Kwiecień 21, 2017 at 3:57 pm
  • Kasia

    Komentarz trochę nie na temat. Ja mam problem z alkoholem. I to nie w sensie, że ja nie mogę bez niego wytrzymać. Unikam picia alkoholu, bo czuje się po nim źle i na drugi dzień nie mam ochoty przestrzegać moich zasad a jeść tylko pizzę. Ale jestem na studiach, wychodzenie i nie picie jest dla innych czymś dziwnym, niestety. A raczej nie chcę opowiadać wszystkim moim znajomym, że choruję na zaburzenia odżywiania. I męczące jest ciągle wymyślanie wymówek lub unikanie wyjść. Może mogłabyś zrobić vloga lub posta o tym? Pozdrawiam! Uwielbiam Cię czytać, motywujesz.

    Kwiecień 21, 2017 at 10:03 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Miałam starsze filmiki o tym.
      Ja też nie piję alkoholu. I co mówię znajomym?: „Aaaa nie, dzięki” i nikt mnie nie musza.
      Nie musisz się tłumaczyć słońce.

      Kwiecień 21, 2017 at 3:57 pm
  • Al

    A ja z kolei często miałam napady zaplanowane, więc to metoda nie dla mnie. Zaplanowałabym sobie i się objadła, jak zwykle.

    Kwiecień 21, 2017 at 1:54 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Tak, przy zaplanowanych napadach to nie działa. Tu mowa o czymś, czego nie chcemy robić.

      Kwiecień 22, 2017 at 6:09 am
  • Magda

    Tak, Ania – to działa. Pisałam Tobie kiedyś jak sobie radzę w markecie, gdy „gadzi” mózg mówi – kup sobie czekoladę. Wtedy ja nie opieram się tej myśli, szybko mówię mu „OCZYWIŚCIE, ZARAZ” i wtedy go oszukuję, bo tego nie robię. Wracam do domu bez czekolady i nie miałam pojęcia, że stosuję metodę naukową…
    😀

    Kwiecień 21, 2017 at 4:02 pm
  • Ola

    Próbowałam mówić gadziemu mózgowi stanowcze „nie”, ale wtedy czułam się tak fatalnie, czułam taki wewnętrzny bunt, nie mogłam tego wytrzymać i już po chwili dawałam za wygraną – „dobra, objem się”, aby poczuć ulgę. Więc ten uzależniony mózg chyba trzeba właśnie jakoś sprytnie ososzukać, powiedzieć „zaraz”, przynajmniej w moim przypadku… 🙁

    Kwiecień 21, 2017 at 7:13 pm
  • KasiaKasia

    Punkt 1 – zaspokojony w ponad 100% (od kilku m-cy jem z nadwyżką kcal)
    Punkt 2 – taka zewnętrzna przeszkoda działa super w moim przypadku; nie jestem jednak w stanie (i broń boże nie chcę) tak organizować swojego życia, żeby caly czas byś odseparowaną od jedzenia albo aby ktoś mnie „pilnował”; a często wydaje mi się, że się nie najem, a jednak się najadam…
    Punkt 3 – zgadzam się, że tak to działa, ale chyba tylko do pewnego stopnia; ja mam często napady na węglowodany (musli, płatki owsiane, jogurty, owoce – niby całkiem zdrowe, ale jem to w bardzo dużych ilościach), a na co dzień jem sporo węgli złozonych i owoce też jem,
    Punkt 4 – u mnie działa odwrotnie; jak sobie zaplanuję żarcie, to już wpadłam; nawet przeszkody zewnętrzne nie pomogą; nawet jak wilcze myśli nieco zelżeją, to i tak wykonam swój „plan”, bo już się nakręciłam.

    Kwiecień 22, 2017 at 4:57 pm
  • Wiki

    Kiedy wieczorem po calodniowej batali zaczynam mieć chęć na ucztę to od razu staram sie wyłapać skąd wzięła się wgl ta myśl. Najpierw dostrzegam że to nawyk. Później metodą dedukcji rozpoczynam proces myślowy, w którym zauważam że jedzenie to mój nawyk- jem kiedy pojawia sie jakas nadzwyczajna emocja, z którą nieczęsto mam styczność. Mówię sama do siebie, że emocje się czuje a nie zajada ( metoda z tego bloga) po czym jeszcze sama siebie informuję, że jak rano wstane to bede czuc się jak dno i zamiast rozwiązać jakiś problem dołoże sobie kolejny. Prowadzę ze sobą po prostu zawzieta polemikę spacerując po mieszkaniu cała w nerwach.

    Kwiecień 22, 2017 at 8:20 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, wszsytko dobrze, tylko po co te nerwy. Ty tu jesteś szefem.
      Ps. Też ze sobą gadam 🙂

      Kwiecień 22, 2017 at 8:55 pm
  • Ana

    Ta strategia działa (ja nigdy obżarstwa nie planuję, nigdy go nie chcę), wczoraj w krytycznym momencie powiedziałam sobie: proszę, wszystko twoje, nażryj się, nie zapomnij o litrowym słoiku miodu – też zjedz, kto ci zabroni! Poczułam nagle absurdalność całej tej sytuacji, zobaczyłam siebie z góry jak tak stoję i przemawiam do siebie, śmiać mi się zachciało i odpuściłam…

    Kwiecień 23, 2017 at 7:33 am

Skomentuj

INSTAGRAM