Nuda

Wilk jest dziki, wilk jest zły, wilk ma bardzo ostre kły.
I do tego jest potwornie nudny.

Nie zauważyłaś tego jeszcze?
Życie przed Wilkiem, było JAKIEŚ. Coś się działo – niekoniecznie dobrego i niekoniecznie złego.
Ale działo się na pewno. Byli ludzie wokół, były emocje.
Czasami płakałaś, czasami tarzałaś się ze śmiechu.
Pamiętasz to jeszcze?
Chodziłaś do szkoły, do pracy, na imprezę, z myślą inną niż tylko jeść–nie jeść-jeść-nie jeść.
Rano wstawało się dla samej przyjemności przeżycia nowego dnia, a nie po to by z czymś WALCZYĆ.
I zasypiało się ze zmęczenia, nie z wyczerpania.
Wizyta w sklepie była okolicznością przyjemno-obojętą, a nie jak teraz, zawsze na tej samej wysokiej nucie paniki.

Słowem, życie miało jakieś kolory i odcienie.
Potem zbladło, zszarzało – zupełnie jak twarz oglądana w lustrze.
Zamiast kolorów – niestrawna papka, zalegająca na żołądku.

I co się dzieje?
Niewiele. Każdy dzień wygląda tak samo. Miesiąc podobny jest do miesiąca, rok do roku, dekada do dekady. (Tak, dekady. Koresponduję z kobietą, której Wilk nie opuszcza już prawie od 40 lat – dzień w dzień)
Bo co ma ci taki wilk do zaoferowania? Tylko te same czynności, sklep – kuchnia – kibel- sklep- kuchnia. Przeżuwanie tego co wczoraj i rok temu – po raz setny, tysięczny, od nowa, do bólu szczęk, do porzygania. Sama w czterech ścianach.

A emocje?
Wszystko zżarte, pogryzione. Nie ma żadnych emocji.
Obrosłaś wilczą skórą, więc jak zwierz kierujesz się podstawowym instynktem. Nie umiesz już wchodzić wyżej.
Dominująca emocja to strach, strach, strach.
Ciągle to samo. Nuda, marazm, wieczny zastój.
Grasz z życiem uparcie, jedną jedyną kartą- bulimią.
I systematycznie je przegrywasz.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-05-30T13:13:50+00:00 21 Kwiecień, 2016|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , , , , , |

29 komentarzy

  1. Iwikaam Kwiecień 21, 2016 w 12:44 pm - Odpowiedz

    Bardzo mocny tekst. Taki prawdziwy… niestety. Dziękuję, że piszesz. Dzięki Tobie widzę światełko w tym długim tunelu 🙂

  2. K Kwiecień 21, 2016 w 3:23 pm - Odpowiedz

    I właśnie tutaj powinnyśmy sobie postawić pytanie – dlaczego tak się stało? Czemu tak bardzo chciałyśmy (oczywiście nieświadomie) żeby to życie stało się takie nudne? Jakie uczucia chcemy zabić? Czemu wolimy zniszczyć wszystkie emocje, głębsze przemyślenia na temat życia itp. Co doprowadziło do tego, że paradoksalnie łatwiej jest żyć z bulimią niż bez niej… Dzięki niej nie ma już miejsca na problemu typu: jak sprawię by następny związek jednak się udał, co zrobię ze swoim życiem zawodowym, jak w ogóle żyć żeby to miało jakiś sens. Wystarczy przecież przewegetować skupiając się tylko na żarciu. Oczywiście fajniej było kiedyś pójść na piwo i nie przeliczać od razu ile ma kalorii, nie unikać wizyt u znajomych (bo na stole będzie ciasto, bo lody, bo cośtam) i w ogóle normalnie żyć, ale przecież to życie jest takie trudne, bez sensu. Lepiej to zażreć, wyrzygać i nie myśleć o czymkolwiek innym…
    Jakiś rok temu uświadomiłam sobie z przerażeniem co mnie czeka jak bulimia mnie opuści. Będę musiała stawić czoło tym wszystkim problemom, z którymi sobie nie radze. Dopiero terapia które trwa już od półtora roku pozwala jakoś podejść do tych spraw, tylko dzięki temu możliwa jest prawdziwa walka z chorobą (nie wystarczy tylko ustalenie sobie zakazów czego nie mogę nigdy zjeść). Jak na razie sytuacja powoli się poprawia 😉

  3. Wieczna_wilczyca Kwiecień 21, 2016 w 3:29 pm - Odpowiedz

    Tak jest…w moim przypadku 5 rok takiej beznarwnej papki. Czesto dopadaja myśli z cyklu po co żyć skoro wstaje po to żeby brzuch bolał od przejedzenia?

  4. zarlokkompulsywny Kwiecień 21, 2016 w 3:47 pm - Odpowiedz

    Prawdziwe życie podstawia ci nogę z zaskoczenia. Czasem dzieją się rzeczy, na które nie mogłaś się przygotować, a jednak musisz sobie poradzić. Bo przecież świat nie zatrzyma się z Tobą i nie popłacze tylko dlatego, że akurat masz jakiś problem. Bulimia czy inny nałóg cię od tego odcina, jest przewidywalna. Nawet jeśli nienawidzisz tego, co się spotyka każdego dnia, przynajmniej to znasz! A życie „naprawdę” często zaskakuje bez uprzedzenia. Ale za to jest życiem, a nie lewitowaniem. Sięgamy na początku po jakiś zagłuszacz niewinnie przecież, tylko ten jeden raz, tyle że potem karuzela się rozkręca i trudno ją zatrzymać. Piękne jest, to że można to przerwać. Że można, jak powiedziałaś, wstawać dla samej przyjemności przeżycia kolejnego dnia. Powodzenia wszystkim walczącym!

  5. Pix Kwiecień 21, 2016 w 4:59 pm - Odpowiedz

    Ja uciekam przed zmęczeniem się, przed dawaniem z siebie stu procent. Mam dosyć za####dalania. Bo z tego się składa moje życie. Mam dosc również bycia uzależniona mam dość tego ze nie mam prawdziwych warunków do wyjścia z choroby i musze polegać tylko na swojej silnej często słabej woli. Brak sil zmęczenie psychiczne. Jaka na to rada? Żadna. Życie nie zaczeka żeby odpocząć. Zrobi mi większe zaległości na które znajdę jednak siłę ale nie odbija się to dobrze. Wogole to ciężko mieć siłę na chorobę i życie równocześnie.

    • zarlokkompulsywny Kwiecień 21, 2016 w 5:22 pm - Odpowiedz

      Jakie są prawdziwe warunki do wyjścia z choroby? Nie ma takich. Nie ma idealnych warunków, ani w Twojej sytuacji ani w niczyjej innej. Masz na sobie polegać, na swoich reakcjach, których trzeba się nauczyć. Owszem, życie nie zaczeka, żeby odpocząć, ale czy nie zatrzymuje się przypadkiem za każdym razem, gdy oddajesz się chorobie? A co jeśli kiedyś się już nie podniesiesz, co? Kto nadrobi zaległości? Może nie musisz tego wszystkiego, o czym piszesz robić sama? No i skoro ciężko mieć siłę na chorobę i życie, to trzeba się choroby pozbyć. Twój post rzeczywiście pokazuje, że jesteś zmęczona. Czuć to. Tylko czy przypadkiem to zmęczenie nie jest idealną wymówką dla wilka? Lepiej być chorym zmęczonym czy zdrowym zmęczonym, który ma siłę, by zaplanować odpoczynek?

    • Wilczo Głodna Kwiecień 21, 2016 w 5:34 pm - Odpowiedz

      Kochana, zastanów się czym dla ciebie jest w takim razie życie; jakąś harówką, z którą trzeba się wyrobić? Po co i na co?

      • zarlokkompulsywny Kwiecień 21, 2016 w 5:54 pm - Odpowiedz

        Ania, jak zwykle w punkt. Trudno się to czyta, ale już po naszła mnie taka myśl. Że żeby wyjść z choroby trzeba się naprawdę wkurzyć. Trzeba mieć jej po dziurki w nosie! I może więcej takich mocnych postów? Nie ma, że ja jestem taka słaba, taka biedna. Dopóki się myśli tak o sobie, ma się świetną wymówkę do paplania się w tym błocie. Ostatnio gdzieś pisałaś, że prawdziwe wychodzenie z choroby zaczęło się u Ciebie, gdy już wiedziałaś, że to zrobisz! A nie, że może. Jutro albo za trzy lata. Trzeba podjąć decyzję, kropka.

        • Pix Kwiecień 21, 2016 w 6:00 pm - Odpowiedz

          Uczucia to jedno. Solidne podstawy to drugie. Co z tego ze się wkurze jestem świadoma mechanizmów i powodów dla który h się objadam znam korzyści i wiem ze one przeważają. Co z tego? To nie wystarczy.

          • zarlokkompulsywny Kwiecień 21, 2016 w 6:54 pm

            Wiem, że nie wystarczy. I wiem, że jest Ci ciężko, jeśli nie otrzymujesz wsparcia od najbliższych. Może skoro wiesz, że rodzice pośrednio, a może i czasem bezpośrednio przyczyniają się do Twojej choroby, spróbuj się od nich wyprowadzić? Przychodzą Ci jakieś sposoby na to do głowy? Nie chciałam Cię atakować, nic w tym rodzaju albo sugerować, że za mało się starasz. Chciałam raczej powiedzieć, żebyś się nie oddawała temu zmęczeniu, tylko zastanowiła, co możesz z nim zrobić. Czemu jesteś taka zmęczona? Naprawdę musisz „to” wszystko robić?

  6. Pix Kwiecień 21, 2016 w 5:58 pm - Odpowiedz

    Nie bardzo rozumiem Aniu. Po co i na co? Tu nie chodzi o moje postrzeganie życia tylko o to jakie ono jest. Nie jest łatwe. Trochę za dużo się ode mnie wymaga. Jak ja widzę swoje życie? Chciałabym się wyprowadzić odciąć od toksycznego miejsca uczuć i ludzi. Prowadzić swoje życie na własną rękę. Nie mam warunków bo chociazby nie mogę pozbyć się zapalnikow z domu ponieważ mieszkam z rodzicami którzy olewaja mój problem i przy okazji powodują negatywne emocje. Czy to nie są widoczne utrudnienia?…

  7. Pix Kwiecień 21, 2016 w 6:03 pm - Odpowiedz

    Na mnóstwo rzeczy nie mam wpływu. Nie Wybrałam sobie tej harowki. Pieprzona bezradność. Musze wytrwać. Czekam na prawdziwe życie….jednocześnie starając się. To nie jest tak ze się poddałam.

  8. pix Kwiecień 21, 2016 w 8:17 pm - Odpowiedz

    ZARLOKKOMPULSYWNY – nie jestem jeszcze pełnoletnia za niedlugo będę ale zostaly mi jeszcze 2 lata nauki. bede cos kombinowac z praca na wakacje ale czy da sie w 2 miesiace zarobic na 10 miesiecy utrzymania? nie wiem czy dalabym rade pracowac i sie uczyc to jest chyba niemozliwe. poza tym to trudna sytuacja bo z drugiej strony nie chce tutaj zostawiac 3,5 letniego brata. oprocz mnie nie ma tu nikogo normalnego. nie chce zeby przechodzil przez takie „pieklo” jak ja.
    no coz zadalas strasznie duzo pytan i zalozylas z gory ze moja sytuacja nie ma znaczenia na drodze wyjscia z choroby wiec przyznam ze poczulam sie atakowana.
    tak, naprawde musze to wszystko robic.

    • zarlokkompulsywny Kwiecień 21, 2016 w 11:10 pm - Odpowiedz

      Przepraszam, że tak się poczułaś. Wiem doskonale, jak to jest mieszkać w domu, z którego chciałoby się uciec. Póki tam jesteś, szukaj wsparcia zewsząd. Choćby tu. Pisz, rozmawiaj. Może idź do psychologa. Nie w związku z bulimią, ale tą sytuacją, która Cię dotyka w domu. Staraj się może, jak najczęściej przebywać poza domem. No i nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale przede wszystkim zadbaj o siebie. Tylko wtedy będziesz w stanie pomóc kiedyś bratu. Trzymam za Ciebie mocno kciuki. Jeszcze raz przepraszam, że poczułaś, że Cię jakoś zaszufladkowałam.

      • pix Kwiecień 21, 2016 w 11:33 pm - Odpowiedz

        Nie szkodzi, teraz wiem ze nie mialas zlych intencji 🙂

  9. topka Kwiecień 21, 2016 w 8:45 pm - Odpowiedz

    Właśnie o emocje chodzi i strach przed nimi. Żeby nie czuć. Za dużo złych rzeczy wydarzyło się w życiu. Za szybko trzeba było dorosnąć. Musiałam zamknąć emocje w klatce i powściągnąć je. Musiałam zająć się innymi, którzy zbyt mocno przeżywali. I nie było już miejsca dla mnie i moich uczuć. Nie wolno było dziesięcioletniej dziewczynce płakać po śmierci Taty, bo Mama miała silną depresję i mogłoby jej się pogorszyć. Nie wolno było trzydziestoletniej kobiecie płakać po śmierci Brata, bo znowu Mama była w takim stanie, że trzeba było się nią zająć.
    Nie mam pretensji do Mamy. Rozumiem ją i kocham. Straciła najbliższe osoby. Ma tylko mnie i na szczęście moje kochane dzieciaczki. Dobrze, że mam męża i dzieci. Chyba tylko oni trzymają mnie przy życiu…

  10. AniaA Kwiecień 21, 2016 w 9:58 pm - Odpowiedz

    Żyje z Wilkiem od … 23 lat, czyli dokładnie polowe mojego życia przewegetowalam i nikomu tego nie życzę. Wierzcie mi im dłużej chorujesz tym trudniej jest wyjsć z tego. Ja już straciłam nadzieje i dzięki Ani odzyskałam ja na nowo. Właśnie zabicie dopadajacej mnie wieczorem nudy okazało się strzałem w dziesiątke. Mimo strachu, ze jestem za stara, ze w moim wieku to nie wypada, ze mnie wyśmieją itp wróciłam po 20 latach przerwy do mojej ukochanej dyscypliny sportu. I co… Już nie rzygam codziennie, tylko kilka razy w tygodniu. Po treningu jestem uskrzydlona, szczęśliwa, poznałam nowych, fajnych ludzi, poczułam znów smak pasji i nie mam już nawet czasu na Wilka, bo zaraz kładę się spać. A od lat rzygałam codziennie… Jest światełko w tunelu. Dziękuje Aniu, a Wy dziewczyny idzie za głosem serca, nie bójcie się spełniać swoich marzeń. Nie jesteście za stare, za młode, za słabe, za biedne itp. To tylko strachy w naszych głowach…. Wierze, ze krok po kroku wykopie (dosłownie ????) Wilka z mojego życia.

    • Daria Sierpień 25, 2016 w 6:53 pm - Odpowiedz

      Aniaa-chętnie z Tobą porozmawiam ..popiszę…
      Tak potrzebuję z kimś pogadać!
      Może odczytasz moją odpowiedź(oby!)
      Może podasz mi swojego@
      Pozdrawiam serdecznie:)

  11. Wilczo Głodna Kwiecień 21, 2016 w 10:03 pm - Odpowiedz

    Brawo!!!

  12. OLILA Kwiecień 22, 2016 w 1:43 pm - Odpowiedz

    Cześć wszystkim:) i ja również chciałam się podzelić moimi doświadczeniemi z chorobą, chorowałam niemal że 7 lat 7 długich lat moje życie to męczarnia… ciagle wymioty i wymioty wszędzie potrafiłam to robić tylko tak aby nikt nie zauważyłam… bulimia zabrała mi bardzo wiele, całą moją beztroska młodość, gdy inni chodzili na imprezy ja siedziałam w domu bo ciągle się wszytskiego bałam, nie chciałam czasami wychodzić tylko po to aby znowu sie nie najeść i znowu nie rzygac! Izolowałam się ! Trudno było mi się z nią rozstać „ona” przecież zawsze była pocieszeniem w trudnych chwilach, była moim odpręzeniem , zabiciem czasu… Bolący brzuch, poniszczone zęby otarcia na dłoniach (potrafiłam zakleić nawet plaster aby sie wyrzygać i aby nie niszczyć dloni) popękane naczynka w oczach, szybsze bicie serca, jakieś dziwne wrzody na ściance gardła… Ja nie widziałam już dla siebie ratunku. I tak jak we wcześniejszym poście było o potasie to prawda!! moje serce zwariowało! nie mówię po to żeby straszyć ale w koncu może kogoś to przestraszy na tyle na ile mnie. Wylądowałam w szpitalu… nie wiedzieli co się ze mną dzieję a ja oczywiscie nie przyznalam się że wymiotuje. no bo jak??? od kardiologa do kardiologa tętno przy tabletkach spadło mi do 40 ledwo co żyłam. i wtedy usłyszłam od doktorki ze mam odstawić wszelkie używki, kawe itp to pomyślałam „odstawie wymioty” wtedy może coś sie zmieni… I zaczęłam walczyć o siebie!! Już 3 lata jak jestem czysta może nie do końca bo upadki były ale trzeba sobie powiedziec „jesteś zajeb…babka dasz rade , kto jak nie Ty, olej wszystko walczysz o siebie i dla siebie” I jeszcze miałam i mam swoje hasło które może już ktoś pisał ale mówie sobie” KOCHAM CIE NA DOBRE I NA ZŁE, w zdrowiu i w chorobie, w słońce i w deszcz aż do końca życia ” Poczujecie że ktoś kto siebie w was Was kocha! dziwne to ale mi pomogło. Jedyną osobą która wie o problemie jest mój mąż trudno było sie przyznac! on nie umiał zrozumiec jak i dlaczego ale mi pomaga. Jemy razem , na początku troche było cieżko bo po obiedzie mówiłam mu „wiesz jak mi cieżko na żoładku tak chce mi sie rzygać!” ale on jakos odciagał mnie od tego… Kochane bądzcie silne i walczcie o siebie i dla siebie!! dla nikogo !! Wy jesteście warte zdrowia i szczęścia!!!

  13. oli Kwiecień 22, 2016 w 1:46 pm - Odpowiedz

    Cześć wszystkim:) i ja również chciałam się podzelić moimi doświadczeniemi z chorobą, chorowałam niemal że 7 lat 7 długich lat moje życie to męczarnia… ciagle wymioty i wymioty wszędzie potrafiłam to robić tylko tak aby nikt nie zauważyłam… bulimia zabrała mi bardzo wiele, całą moją beztroska młodość, gdy inni chodzili na imprezy ja siedziałam w domu bo ciągle się wszytskiego bałam, nie chciałam czasami wychodzić tylko po to aby znowu sie nie najeść i znowu nie rzygac! Izolowałam się ! Trudno było mi się z nią rozstać „ona” przecież zawsze była pocieszeniem w trudnych chwilach, była moim odpręzeniem , zabiciem czasu… Bolący brzuch, poniszczone zęby otarcia na dłoniach (potrafiłam zakleić nawet plaster aby sie wyrzygać i aby nie niszczyć dloni) popękane naczynka w oczach, szybsze bicie serca, jakieś dziwne wrzody na ściance gardła… Ja nie widziałam już dla siebie ratunku. I tak jak we wcześniejszym poście było o potasie to prawda!! moje serce zwariowało! nie mówię po to żeby straszyć ale w koncu może kogoś to przestraszy na tyle na ile mnie. Wylądowałam w szpitalu… nie wiedzieli co się ze mną dzieję a ja oczywiscie nie przyznalam się że wymiotuje. no bo jak??? od kardiologa do kardiologa tętno przy tabletkach spadło mi do 40 ledwo co żyłam. i wtedy usłyszłam od doktorki ze mam odstawić wszelkie używki, kawe itp to pomyślałam „odstawie wymioty” wtedy może coś sie zmieni… I zaczęłam walczyć o siebie!! Już 3 lata jak jestem czysta może nie do końca bo upadki były ale trzeba sobie powiedziec „jesteś zajeb…babka dasz rade , kto jak nie Ty, olej wszystko walczysz o siebie i dla siebie” I jeszcze miałam i mam swoje hasło które może już ktoś pisał ale mówie sobie” KOCHAM CIE NA DOBRE I NA ZŁE, w zdrowiu i w chorobie, w słońce i w deszcz aż do końca życia ” Poczujecie że ktoś kto siebie w was Was kocha! dziwne to ale mi pomogło. Jedyną osobą która wie o problemie jest mój mąż trudno było sie przyznac! on nie umiał zrozumiec jak i dlaczego ale mi pomaga. Jemy razem , na początku troche było cieżko bo po obiedzie mówiłam mu „wiesz jak mi cieżko na żoładku tak chce mi sie rzygać!” ale on jakos odciagał mnie od tego… Kochane bądzcie silne i walczcie o siebie i dla siebie!! dla nikogo !! Wy jesteście warte zdrowia i szczęścia!!!

  14. Anna Kwiecień 24, 2016 w 7:50 pm - Odpowiedz

    Aniu, jak zwykle trafiłaś w sedno. Często zastanawiam się jak to było przed, jaka ja byłam, niestety już nie bardzo pamiętam.

  15. Maria Kwiecień 25, 2016 w 9:50 pm - Odpowiedz

    Aniu, cieszę się, że prowadzisz ten blog, trafiłam tu kiedyś „przypadkiem”, kiedy „przypadkiem” zaczęło mi się „zdarzać”. To też o mnie. Choć jeszcze nie do końca potrafię się przyznać, zwalam to na „lekką niedyspozycję”, „wypadki przy pracy biegu życia”. Perfekcjonistka z emocjonalnym stosunkiem do jedzenia. Jasne, mechanizm obronny. Wszystkie legły tej zimy podczas psychoterapii, którą od pewnego czasu przechodzę. Teraz ten etap, gdy niedokochane kiedyś wewnętrzne dziecko szczególnie często ma głos. Ale jestem na dobrej drodze – mam w sobie dorosłość, siłę i kobiecość, które są „tu i teraz”. Ściskam!

  16. Who asks get lost Maj 2, 2016 w 3:39 pm - Odpowiedz

    Mocny wpis…
    Ale to sama prawda – jak z każdym nałogiem. Nie ma miejsca na emocje. Nie ma miejsca nawet na głupią nudę.

  17. Paulina74 Maj 4, 2016 w 8:40 pm - Odpowiedz

    Hej 🙂 Wiem, że pewnie to głupie pytanie.. jesteś dorosłą kobietą itd. jednak chciałabym się ciebie zapytać, jak twoi bliscy dowiedzieli się o bulimii? No bo nie wyobrażam sobie tego, że mogę pójść do rodziców i powiedzieć „hej jestem chora, mam bulimie.. pomożecie?” nie to, że jestem chora czy coś w tym stylu.. po prostu chciałabym wiedzieć 🙂
    Pozdrawiam

Zostaw komentarz