Objawy

Ostatnio rozmawiałam z jedną z naszych Wilczyc.
Pożaliła mi się, że: Chodziłam dziesięć bitych lat na terapię, ale i tak objawy ma, dalej codziennie.

– Objawy? W sensie objadanie się i wymiotowanie?
– No tak, objawy.

Cała aż podskoczyłam na to słowo, bo zdałam sobie sprawę, jak totalnie złe i błędne ono jest.
Nigdy wcześniej nad tym nie myślałam, chociaż słyszałam je czasami.

Bo co to są objawy?
To inaczej symptomy choroby.
A więc…

I teraz będą bezczelne tezy.
Uwaga:

Zaburzenia odżywiania, to nie choroba. To zaburzenia.
Tak, sama używam tego słowa, wymiennie ze słowami „bulimia”, „objadanie się” czy „zaburzenia” właśnie, ale już dawno zorientowałam się, że nie jest to choroba sensu stricto.
(Swoją drogę, muszę przestać używać tego słowa, skoro uważam je za nieadekwatne.)
Choroba to: rak, cukrzyca, grypa, gruźlica, kiła – coś na co nie można bezpośrednio poradzić.
Można zrobić coś tylko i wyłącznie pośrednio: wziąć lek, zastrzyki, pójść na operację, słowem – poddać się terapii.

A na bulimię?
Można coś poradzić.
Bez leków, bez zastrzyków, bez operacji – czyli bez żadnej terapii.

(Tutaj zastrzegę, że terapia według Słownika Języka Polskiego to przywracanie zdrowia przez stosowanie różnego rodzaju zabiegów, leków; także metoda leczenia choroby – i to mam na myśli w powyższym)

Bo jeżeli założymy, że objadanie się i wymiotowanie to „objaw”, to przyczyna „choroby” jest zupełnie gdzie indziej.
Tak jak wysypka jest tylko objawem tego, że w organizmie jest jakiś stan zapalny, czy inny problem.
Nie leczy się wysypki jako takiej, ale właśnie likwiduję się jej przyczynę.
Na przykład: wywołuje ją alergia na jakiś produkt. Idziesz na testy i okazuje się, że to nabiał. Odstawiasz nabiał i tym samym rozwiązujesz problem. Wysypka znika.

I takie jest też mainstreamowe założenie terapii bulimii: objadanie się i wymiotowanie to objaw, trzeba więc znaleźć przyczynę. Idziesz na „testy” – do psychologa, psychiatry, hipnoterapeuty itd. i szukasz. Kiedy ją znajdziesz (powiedzmy jakieś zdarzenie z dzieciństwa, czy jakaś trudna relacja z kimś) i zlikwidujesz (wybaczysz, przepracujesz), objaw zniknie.
I tu muszę przyznać jedno: Jest to logiczna i konsekwentna teoria.
Słowem; To się trzyma kupy!

Tak samo jak trzyma się kupy sprawa mleka i wysypki, albo wirusa grypy i objawów grypy.

Więc dlaczego to nie działa?
Dziewczyny, tak jak moja Wilczyca, latami chodzą na terapię, ciężko pracują nad rozwiązaniem problemów… i nic.

A to dlatego, że to leczenie opiera się na totalnie błędnym założeniu.
Objadanie się i wymiotowanie to nie żaden objaw czegoś tam.
Objadanie się i wymiotowanie to przyczyna i skutek w jednym.
Skutek dłuższego głodzenia się, który wywołał potężną reakcję instynktu samozachowawczego, która to stała się nawykowa. A potem – nałogowa.
Bulimia to nałóg!!!
Nałóg to nie wysypka.

Jak ktoś pali fajki to nie jest to przecież OBJAW jakiejś choroby, która go toczy. (Chociaż to równie destrukcyjne i kompulsywne zachowanie.)
Owszem, zaczął palić, bo miał może niskie poczucie własnej wartości i chciał się dopasować do grupy.
Albo po prostu głupi był i myślał, że popali, pobędzie cool, a potem przestanie.
A że miał skłonności do uzależnień to wpadł na dobre.
Albo i nie miał skłonności, ale palił tak długo, że się uzależnił.

I tak samo z bulimią. Zaczęłaś bo chciałaś schudnąć.
Dlaczego chciałaś schudnąć? Bo czułaś się nieatrakcyjna i myślałaś, że jak schudniesz to dopasujesz się do grupy.
Albo po prostu głupia byłaś i zaczęłaś się odchudzać nieumiejętnie.
A że masz do tego skłonności do uzależnień, to wpadłaś na dobre.
Albo i nie masz skłonności, ale tak długo to robiłaś, że się uzależniłaś.

I tyle.

Tylko palacz ma fuksa, że do jego problemu podchodzi się zupełnie racjonalnie, czyli jak do nałogu, a do twojego – nie.
Palacz dostanie plastry z nikotyną (zamienniki), nauczy się unikać sytuacji w których palił (zapalniki), przyswoi techniki pokonywania przymusu psychicznego, aby sięgnąć po papierosa (np. technika fali), nie będzie trzymał fajek w domu (niepotrzebna próba woli), nie będzie robił sobie papierosowych cheat day’ów (cheat fucki’n meal)

I dlatego on rzuci fajki, podczas gdy ty rzucisz trzeciego terapeutę i pójdziesz do czwartego (Jeżeli Cię na to stać, albo masz duuuuużo czasu na NFZ).
Zobacz, każdy zna kogoś kto poradził sobie z fajkami (ja sama paliłam przez osiem lat) i nie jest to taki big deal.

Ale jedzenia nie da się rzucić! Prawda. Ale da się rzucić kompulsywne jedzenie.

Wracając do tematu:
Pierwotną przyczyną twoich zaburzeń, mogło być coś co stało się w dzieciństwie (dla mnie były to docinki rodziny i ciągła dieta mamy), ale to już teraz nie ważne.
Za późno, by to rozważać, bo w między czasie wpadłaś w nałóg i TO ON jest twoim problemem, nie zaś twoje relacje sprzed piętnastu lat.
Trzeba zająć się nałogiem nie dzieciństwem.

Wyjaśnię Ci to na podstawie obrazka:

Założenia mainstreamowej terapii:

zalozenie-terapii

Jeżeli rozwiążemy problem z przeszłości (mleko), objaw ustanie (wysypka)

Moje założenia:

zalozenia-wilczej

Jeżeli rozwiążemy sprawę błędnego koła diet, rozwiążemy też problem nałogu – przymusu objadania się.
To jaka była przyczyna tego cyrku, nie jest już ważne z punktu widzenia nałogu.

Oczywiście, możesz się nią zająć (na przykład na terapii), albo nie.
Jeżeli się nią zajmiesz i, powiedzmy, wybaczysz swoim rodzicom – to cudownie.
Będzie Ci się żyło nieporównywalnie lżej.
Ale wybaczenie im nie jest warunkiem do zaprzestania wymiotowania.
Możesz im równie dobrze nie wybaczyć, a nie wymiotować, bo po prostu przestaniesz słuchać błędnych, nałogowych impulsów płynących z twojego mózgu pierwotnego.

No dobra, a co z niskim poczuciem własnej wartości, które ciągle każe mi się odchudzać?
Czy nie jest tak, że najpierw muszę przepracować ten problem (pierwotny), aby wyjść z bulimii (wtórny)?

Nie. Nawet jak zniknie twoja zła samoocena (chociaż jeżeli codziennie wymiotujesz i nie masz poczucia władzy nad swoim życiem, to wątpię, że to się stanie) to i tak, w dalszym ciągu nawyk objadania się, będzie miała się dobrze. (O ile nie zrobisz czegoś z tym).
Dlaczego tak się dzieję, pisałam w postach o Gadzim mózgu (maj 2016), więc nie będę się tutaj powtarzać.
Odsyłam do filmiku, który zniknie niebawem, więc zobacz koniecznie: Gadzi głos.

Znam kobiety które z biegiem lat wyleczyły się z młodzieńczych kompleksów – tworzą udane związki, mają kariery, dzieci i fajne życie, ale dalej odczuwają przymus objadają się do nieprzytomności.
(Tak, wiem przeciwnicy mojej teorii powiedzą, że to maska i tak naprawdę te kobiety są zakompleksione do szpiku kości. Ale zaufajcie mi; z wiekiem człowiek zaczyna siebie po prostu akceptować i wygląd schodzi na drugi plan)
Znam też dziewczyny o niskim poczuciu własnej wartości, które nigdy nie wpadły na pomysł odchudzania się i dlatego nigdy nie miały bulimii.

*

Istnieje też inne niebezpieczeństwo podejścia choroba – objaw.
Moja Wilczyca, wspomniana na początku tekstu, nadal jest podświadomie przekonana, że ona po prostu choruje. Tak samo jak choruje na przykład nieszczęsny gruźlik.
I jest to coś niezależnego od niej.
Do tej pory była na terapii, czyli leczeniu. Przez 10 lat szukała przyczyn swojego zaburzenia w przeszłości; łącznie z własnym życiem płodowym – na serio. (Chociaż ostatnio przebiła ją inna Wilczyca, której doszukano się przyczyn zaburzenia w prababci ciepiącej głód podczas wojny)
To wpoiło jej głębokie przekonanie, że dopóki nie znajdzie przyczyny, nic SIĘ nie zmieni.
Taka wyuczona bierność i brak poczucia sprawstwa.

Obserwowałam to wielokrotnie.
Dziewczyny, które były długo szukały przyczyn na zewnątrz, mają trudności z wzięciem spraw w swoje ręce, już od teraz.
Ania, ja nie mogę uwierzyć, że już od dzisiaj tak po prostu mogą przestać objadać się i wymiotować.
No przecież nie wiem, jaka jest przyczyna, więc jak mogę się wyleczyć z objawu?

Albo mówią coś takiego:
No tak, masz rację, ale wiem że objawy będą jeszcze czasami występować…
NIE. Nic nie musi już występować! To Ty to „występujesz”. Rozumiesz?
Musisz zdać sobie sprawę, że to zawsze jest i zawsze był twój wybór czy pójść do lodówki czy nie. Musisz się tylko nauczyć, jak z niego korzystać!

Jakie są więc moje konkluzje:
Skończmy raz na zawsze z mówieniem o objawach – tak jakby bulimia była chorobą taką samą jak hemoroidy – a zacznijmy traktować ją jak nałóg (fajki).
Wtedy będziemy mogły skupić się na praktycznych rozwiązaniach, zamiast przesiadywać po dziesięć lat na terapiach starając się przypomnieć sobie traumy z życia płodowego.

Proponuję nowy sposób spojrzenia na problem bulimii.
Bo dlaczego uparcie trwać przy starym, skoro nie przynosi on efektów?
Podam przykład:
Przez stulecia leczono ludzi upuszczaniem krwi. Czasami „przynosiło to efekty”, czyli działał efekt placebo, albo organizm chorego sam zwalczał infekcję.
I wyobraźmy sobie, że nikt nigdy tego nie podważył. Na dzień dzisiejszy mielibyśmy nowoczesną aparaturę do upuszczania krwi, zaawansowaną, bezbolesną technologię.
No i co z tego, skoro całe założenie jest po prostu błędne?

Ja próbuję zrobić to samo: uświadamiać, że upuszczanie krwi nie działa.
Problem w tym, że nie mam tytułu profesora psychologii, czy psychiatrii. Ba! W ogóle nie mam tytułu psychologa!
Jestem bezczelną dziewuchą, jakąś tam blogerką, która ma czelność pouczać mądrzejszych.
No i dobra, niech tak będzie.
Jednak tego właśnie uczy mnie moje doświadczenie w pracy z dziewczynami i jak się tak zastanowić;
zdrowy rozsądek.

*

Na dowód, że to nie jest wszystko wyssane z palca, przedstawiam kilka świadectw z setek, jakie zgromadziłam przez ostatnie dwa lata:

Mogę stwierdzić , ze Ania otworzyła mi oczy, pokazała mi moje błędy , zmieniła podejście i sposób myślenia o jedzeniu. Zrozumiałam cały mechanizm problemu i otrzymałam wskazówki jak radzić sobie na co dzień.
Dodam,że korzystałam z pomocy psychiatrów, dietetyków , lekarzy i psychoterapeuty.

Żadna z tych osób nie rozwiązała mojego problemu. dopiero Ania Gruszczyńska odpowiedziała na wszystkie moje wątpliwości, dała mi praktyczne wskazówki i receptę na normalne szczęśliwe życie. Żałuje że nie zgłosiłam się do niej wcześniej ale czasu nie cofnę a w perspektywie mnóstwo lat do przeżycia, bo ja dopiero zaczynam żyć dzięki Ani.
Wcześniej wegetowałam. Ania uratowała mi zycie.

*
Witam Cię Aniu,
To pewnie będzie jedna z tych bardziej nietypowych wiadomości, bo nie jestem chora, nigdy nie miałam okazji spotkać Wilka bezpośrednio.. Piszę, bo chciałabym Ci bardzo podziękować. Pomogłaś w ostatnim czasie mojej młodszej siostrze. Nie umiem napisać jak bardzo jestem wdzięczna i jak strasznie się cieszę. Jesteś kimś więcej niż lekarzem.
Uratowalaś jej zdrowie i dalsze życie. Usłyszałam od niej, że jest wolna.
Od dawna niczego tak bardzo nie chciałam jak jej zdrowia, jak siostry sprzed Wilka.
Powiedziała mi, że spotkała na swojej drodze Anioła i to jest prawda, modliłam się o to i pojawiłaś się Ty. Oddałaś mi siostrę
Wygralyscie obie z jej Wilkiem. Życzę Ci wszystkiego co w życiu jest najlepsze, bo Ty dajesz ludziom to co jest bezcenne: zdrowie, radość z życia i końcu właśnie życie.
Jesteście wszystkie moją motywacją do zmian na lepsze.
Jesteś cudowną osobą. Dziękuję raz jeszcze.

*

Aniaaaa to wszystko dzieki Tobie,
U mnie zaburzenia odżywiania zaczęły się jak miałam 16 lat
Wiesz głodówki, diety, anoreksje…. A pozniej prawie 4 lata bulimii
Trafiłam na Ciebie i Twojego bloga i jestem zdrowym człowiekiem – bez leków, bez psychologów
Ja np teraz jem wszystko.
Naprawdę wszystko.
Jak mam ochotę to zjem coś słodkiego i w ogóle o tym nie myślę.
W życiu nie myślałam ze osiągnę taki stan wolności!
Dziękuję Ci za wszystko!
*

Przez bardzo długi okres czasu gdy myślałam o swojej chorobie uważałam ze zanim z niej wyjdę czy zacznę wychodzić będę musiała spalić za sobą wiele mostów, odbyć długa wewnętrzna podróż w której będę musiała przebaczyć niektórym osobom, inne zapomnieć, a z reszta pożegnać się na zawsze.
Zastanawiałam się, co miałabym zrobić aby widzieć ścieżkę zdrowia, nie rzygania aby jeść normalnie, nie się głodzić, aby ćwiczyć dla zdrowia, nie dla wystających kości. Zaczynajac terapie podczas której nazwałam moja chorobę nie stanem, a bulimią, nadal uporczywie doszukiwałam się konkretnej recepty, która pomoże mi żyć- nie wegetować.
Dopiero niedawno, po 4 miesiącach niewymiotowania, zdałam sobie sprawę ze miałam odpowiedz pod nosem. Tak banalna i zarazem tak trudna.
Wstałam jednego dnia, z tych listopadowych gdzie niewiele się chce, niewiele można zrobić przez pogodę i trafiło mnie to.
Nie muszę nic naprawiać, nie muszę nikomu tłumaczyć, nikogo usprawiedliwiać i nikomu wybaczać.
Jedyna osoba która potrzebuje rozgrzeszenia, jestem Ja.
Pojęłam, że muszę wybaczyć SOBIE, te głodówki, niekonczący się smutek, bezustanne wymiotowanie.
Muszę SOBIE wybaczyć te ilości jedzenia jakie pochłanialam, zmarnowany czas i miesiące a nawet lata życia.
Pojęłam ze powinnam pogodzić się z nikim innym jak z SOBĄ. Zamienić ból na walkę, a smutek na spokój, bo wybaczanie to najpiękniejsza rzecz w życiu. Musimy wybaczać innym aby tworzyć coś nowego i lepszego, muszę wybaczyć SOBIE aby być zdrowa.
Dzisiaj wstaje i mam poczucie, ze przebaczylam swojej osobie to wszystko. Nie marnuje już energii na szukanie usprawiedliwień, grzebanie w przeszłości czy rozdrapywanie ran.
Przeznaczam ją na trening, na pracę nad sobą. Wybaczenie daje spokój, ja ten spokój otrzymuje i uczę się na nowo patrzeć na świat. Potrzeba tylko/ aż pogodzic się z samym SOBĄ. Dziękuje Aniu za to, ze od Ciebie rozpoczęłam ten proces. Czasami wstaję i sama nie wierzę, że rzeczy niemożliwe naprawdę mogą stać się możliwe.

*

Zadałam sobie ostatnio pytanie: chcesz się nad sobą użalać i nadal być małą dziewczynką chowającą się za spódnicą mamusi, za każdym razem, gdy ktoś cię zrani, gdy pojawi się większy problem?
Nadal będziesz tkwić w miejscu? (…) Czy moze wreszcie dorośniesz, staniesz się KOBIETĄ, żoną, odpowiedzialną za siebie, swoje decyzje, swoje błędy, swoje wybory, swoje życie? O czym marzysz? Czego chcesz od życia? Co Cię cieszy? I tak podjęłam decyzję w ciagu jednego wieczoru.
Ale najwazniejsze: przestałam marzyć, a zaczęłam robić.
Postawiłam pierwszy krok. Następnego dnia drugi, a dziś już trzeci.. Wszystko dzieje się tak szybko, tak pięknie.. Moje życia zaczyna wyglądać tak, jak ja tego chcę..
A przecież to dopiero początek!

*

Ania mnie uratowała. Było ze mną już bardzo źle. Anoreksja, bulimia, branie psychotropów, wizyty u psychologów, psychiatrów itd. Ponad 5 lat męki. Nie potrafili mi pomóc, nie wiedzieli jak i dobijali tylko gwoździe do trumny swoimi opiniami lekarskimi.
Podczas mentoringu zmieniło się wszystko, naprawdę wszystko. Ania wyjaśniła mi w czym jest problem. I !uwaga! zawsze dawała mi konkretne rozwiązania, dosłownie wskazywała mi palcem co, jak, kiedy należy zrobić a czego nie. Byłam z nią w kontakcie 24 na dobę. Była ze mną zawsze, w najgorszych chwilach, gdy wyłam pod lodówką broniąc się przed napadem i gdy płakałam z bezsilności i bezradności.
W ciągu trzech tygodni stałam się inną, normalną dziewczyną, która wie, co chce zrobić ze swoim życiem, która zrozumiała, że nie ma nic ważniejszego i cenniejszego od zdrowia. Zmieniło się moje podejście do jedzenia. Teraz jest ono tylko jedzeniem, a nie lekiem na całe zło. Pod opieką Ani odstawiłam leki i czuję się z tym bardzo dobrze. Przestałam się ważyć, a jeszcze miesiąc temu robiłam to po kilka razy dziennie i po każdym ataku również.
Po mentoringu czuję się wolna. Czuję się tak jakbym dostała drugą szansę od życia i wiem, że to zasługa Ani, która nauczyła mnie żyć i jeść od nowa.
Ania podczas mentoringu oddaje swojej podopiecznej całą siebie, ogrom czasu, cierpliwości i zrozumienia. Dopiero u niej na mentoringu PIERWSZY RAZ ktoś powiedział mi co i jak mam robić żeby z tego wyjść. Będąc w dole i ciemnościach ktoś w końcu powiedział mi: „Obiecuję, że Cię z tego wyciągnę, że wyzdrowiejesz”. Do tej pory czuję, że Ania czuwa nade mną.
Podczas mentoringu nauczyłam się rozróżniać wilczy głos i stawiać mu czoła. Zrozumiałam, że to zawsze jest mój wybór, moja decyzja. Przestałam się nad sobą użalać i szukać wymówek. Zaczęłam regularnie jeść i ćwiczyć. Teraz treningi są dla mnie przyjemnością a nie przykrym obowiązkiem.
Razem z Anią naprawiłam swoje życie. Jeśli jeszcze się zastanawiasz, czy pójść na mentoring, a jesteś pewna tego, że chcesz ZMIENIĆ swoje życie, być wolną, normalną i szczęśliwą osobą, to nie czekaj, tylko pisz do Ani.
Dziękuję Ci jeszcze raz z całego serca. Jestem i będę wdzięczna do końca życia za uratowanie mojego młodego życia 💜💚❤

Na koniec przypominam o kursie Święta bez Wilka, na który można wskoczyć jeszcze tylko dzisiaj do 24.00

14 komentarzy

  • Kaśka

    Anulko kochana, samą prawdę piszesz! Mam Cię za niezwykle mądrą i GŁODNĄ WIEDZY osobę. Gratuluję Ci z całego serca za to jak daleko jesteś! 🙂
    Kiedyś już komentowałam Twoje wpisy, nigdy nie zwątpiłam w Twoje metody. Ostatnio tylko trochę od nich się odłączyłam. Powód? Psychiatra na NFZ plus spotkania grupowe z psychologiem. Brałam przez parę miesięcy fluoksetynę, nie objadałam się, było ok. Po jakimś czasie ta chemia zaczęła tak mną sterować, że miałam myśli samobójcze. Odstawiłam z dnia na dzień odczuwając skutki uboczne, ale miałam dość już robienia mi wody z mózgu. Prawie przed każdym cotygodniowym spotkaniem grupowym w przychodni czułam się dobrze, bo się nie objadałam, czasem miałam gorsze chwile, rozpamiętywanie, itd., ale ogółem na plus. Gdy o tym mówiłam na grupie, było mi głupio, uwierzysz? Głupio za to, że mówię coś pozytywnego, za to że mówię, iż nie ma co rozmyślać o przeszłości, trzeba iść dalej, nie obżeram się, nie ruszam zapalników i szukam zamienników. Wiesz co usłyszałam? Oto zlepek paru wypowiedzi psychologów: „Pani Kasiu to Pani ma chyba inne oczekiwania co do naszej terapii, bo my tu uczymy się zmagać z naszymi emocjami, a nie od nich uciekać. A co by się stało, gdyby Pani zjadła kawałek tej czekolady z orzechami? Może Pani zjeść kawałek? Dlaczego Pani szuka sposobu na odwrócenie uwagi od jedzenia, przecież ono jest nam potrzebne, by żyć. Niech się Pani zastanowi co tak naprawdę jest problemem. A jak było w Pani rodzinnym domu? Miała Pani dobre dzieciństwo? To może Pani mama stoi za Pani obecnymi problemami, bo nie mogła się Pani z nią porozumieć”. Ludzie!! Paranoja!
    Po każdym spotkaniu z takiej entuzjastycznie nastawionej Kaśki nic nie pozostawało. Szłam do domu, płakałam, byłam zdołowana. Pytałam męża: „To jest ta terapia? Przez 10 miesięcy mam się dołować? A jak pytam o sposoby odwrócenia swojej uwagi od napadu, dołowania się, to one karzą mi się rozpłakać i dać upust emocjom?! Czyli w moim przypadku odczucie bezsilności, rozpamiętywanie czegoś co było 10 lat temu i okropnie negatywne myśli.”.
    To nie prawda, że nie chcę jeść, chcę ale zdrowo. Nie zjedzenie czekolady jest moim wyborem, wolę banana z kakao. Pytając o sposoby na nie dołowanie się chciałam poznać jakieś „sztuczki psychologiczne” jak np. wyjście na spacer, pisanie, itd., a Ty Aniu o tym wszystkim mówiłaś… Natomiast psycholog mówi mi delikatniej, ale z takim przekazem, że mam się puknąć w łeb. To chyba nie powinno być tak, że mówię, iż się podnoszę, a w tej grupowej aurze smutku jest mi z tym wstyd. Podczas takiej sesji złapałam się na tym, że ja naprawdę zaczynam szukać traumy, krzywdy dzieciństwa. Takiego czegoś nie było! W każdej rodzinie są jakieś problemy i u mnie też tak jest do tej pory. Moje lekkie sugestie, iż bulimia to uzależnienie spotykają się z wielkim niezrozumieniem. Dziś opuszczę drugie spotkanie. Za pierwszym razem nie specjalnie, bo coś mi wypadło. Teraz już świadomie. Rezygnuję. Szkoda mi życia, aby się dołować. Nie wymiotuję od lipca, ale OBJAWY (jak to tam nazywają) występują, bo czasem sobie zjem ponad miarę (tyle, że nieprzetworzone jedzenie). Po 9 latach bulimii zauważam swój progres i jestem z tego dumna. Nie dam nikomu, nawet psychologom mi wmówić, że to nic nie znaczy, bo i tak uciekam przed jakąś bliżej nieznaną mi tragedią z dzieciństwa.
    Jesteś moja najlepszą terapeutką :). Twoje metody są super i wiem, że mogę z tego wyjść, bo CHCĘ!
    Pozdrawiam Cię serdecznie Aniu!

    Grudzień 20, 2016 at 2:52 pm
  • Kasia

    Wprawdzie nie jestem bulimiczką, ale mam problem z kompulsywnym objadaniem. Jestem taką bulimiczką, ale bez epizodów wymiotowania. Na początku roku poszłam do terapeuty, wydawałoby się specjalisty. Po niespełna pół roku terapii doszłyśmy do tego, że mam problem, z którym chcę coś zrobić. Ale terapeutka nie podchodziła do mojego problemu jak do zaburzenia odżywiania. Niestety wciąż pokutuje u nas opinia, jak się okazuje nawet wśród specjalistów, że kompulsywne objadanie się to po prostu fanaberia, jem bo lubię, bo chcę być gruba, a jestem gruba bo jem. Zaburzenia odżywiania to właśnie bulimia i anoreksja, osoby takie jak ja po prostu jedzą. Zrezygnowałam, bo jeśli po pół roku terapii terapeutka doszła do wniosku, który ja poruszyłam na pierwszym spotkaniu to chyba coś jest nie tak.

    Grudzień 21, 2016 at 5:47 am
    • Monika

      Kasia! Też na początku miałam tylko kompulsywne objadanie się, później doszły wymioty. Miałam tak jak Ty, lekarz przepisał mi psychotropy i odesłał do psychologa. Początkowo brałam te tabletki, które kładły mnie do łóżka a z czasem pewnie położyłyby mnie do grobu. Kompulsywne objadanie się to nie fanaberia to początek złej drogi lekceważonej przez społeczeństwo, lekarzy, specjalistów.
      Trzymaj się Kasiu i zadbaj o to żeby w Twoim życiu skończyły się kompulsy i nie wkradły wymioty. Bądź dzielna 🙂

      Pozdrawiam

      Grudzień 21, 2016 at 8:45 am
  • Monika

    Aniu! Będąc z Tobą w sumie od niedawna dużo więcej mi uświadomiłaś niż nie jeden lekarz, nie jeden artykuł w których to zaburzenie nazywane jest chorobą. Jest trudno z „objawami”, ale jeśli tylko się CHCE to można. Teraz święta baaaardzo ciężki czas dla Wilczyc, ale trzeba uwierzyć w siebie!! Każda z nas jest na pewno mądrą kobietą, piękną… Jesteśmy zaradnymi kobietami. Jeżeli wątpisz w sobie i swoje zdolności to zastanów się jak wspaniale potrafisz zorganizować swój dzień, a jak dodatkowo jesteś matą to już całkiem, musisz być dosłownie wszędzie. To jest jeden z miliona powodów który udowadnia to że jesteś fantastyczna!!!
    Dzięki Tobie kochana Aniu zrozumiałam że nie sztuką dać psychotropy, pogadać, trzeba umieć w kilku wiadomościach uświadomić że to jest NAŁÓG!! W kilku zdaniach przekonać że można z tego wyjść!! I tak jak piszesz „bezczelna dziewucha, blogerka” jest 100 razy mądrzejsza niż wszyscy „lekarze” wkoło bo jest doświadczona, bo to przeżyła i postanowiła podnieść się z tego a nie przeczytała kilka informacji o przypadku bulimii i teraz leczy. Jak do tej pory co czytam Twojego to piszesz czystą prawdę, u mnie wszystko zaczęło się tak jak piszesz i to w każdym poście.

    Gratuluję Ci Dziewczyno !! Robisz dużo dobrego!!
    Wszystkim Wilczycom życzę czystych i radosnych Świąt !!
    Pozdrawiam i mocno ściskam!!

    Grudzień 21, 2016 at 8:37 am
  • Daria

    Witam
    Chętnie popiszę \zaprzyjaźnie się\ prywatnie z którąś z Was 🙂
    darka1982@vp.pl
    Pozdrawiam serdecznie i korzystając z okazji- WESOŁYCH ŚWIĄT!! 🙂

    Grudzień 21, 2016 at 10:34 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      moja kochana :*

      Grudzień 21, 2016 at 10:41 am
  • Joanna

    Terapia nie rozwiązuje problemów. Terapia wspiera w ich rozwiązywaniu, ale nie rozwiąże niczego za NAS samych.

    Grudzień 21, 2016 at 5:53 pm
    • Joanna

      Znalezienie dobrego terapeuty jest jak szukaie igły w stogu siana, ale myślę, że warto. Ja miałam ten komfort, że znalazłam takiego po miesiącu (z polecenia psychiatry), ale wcześniej trafiłam na takich, do których więcej nie chciałabym wrócić.

      Grudzień 25, 2016 at 8:59 am
  • Aga

    Aniu jednym pomaga grupa wsparcia a innym terapia. Proszę nie podwazaj metod specjalistów bo to jest po prostu nieetyczne. Robisz fajne rzeczy ale zachowaj też szacunek dla innych.

    Grudzień 26, 2016 at 4:44 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, Ja robię to z całym szacunkiem dla innych.
      Nie potępiam ludzi, a jedynie metody, które nie działają (przynajmniej tak wynika z tysięcy listów, które do tej pory dostałam)
      Analogicznie: Gdyby zwykła pielęgniarka Elizabeth Kenny nigdy nie podważyła metod leczenia polio (z szacunku dla kolegów z dyplomem, strachu etc), nie ocaliłaby tysiąca żyć.
      Ja mam moralny i właśnie etyczny obowiązek mówienia o tym, co wiem, ponieważ stawka w tej grze jest równie wysoka.

      Grudzień 26, 2016 at 5:15 pm
  • Kornela

    Dokładnie ! Otworzylas mi oczy ! To taka prosta prawda ! Aniu, u mnie największym problemem jest dzielenie jedzenia na dobre i złe. I po zjedzeniu chociaż trochę tego jedzenia ,,złego” pojawia się kompuls. Czy w którymś ze swoich postów piszesz o tym ? 🙂

    Grudzień 26, 2016 at 10:32 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Na pewno tak, poruszałam ten temat kilkakrotnie.

      Grudzień 30, 2016 at 11:10 am
  • Sucharek

    Takie osoby jak Ty, powinny mieć specjalnie miejsce w niebie

    Maj 19, 2017 at 2:59 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      🙂

      Maj 20, 2017 at 11:37 am

Skomentuj

INSTAGRAM