• nałóg

Nałóg – ćpanie jedzenia

Czym jest bulimia?
Wydawałoby się, że to podstawa i ten wpis powinien się pojawić wieki temu, ale jak do tej pory nie potrafiłam udzielić innej niż sztampowa odpowiedzi na to pytanie.
Bulimia nervosa to zaburzenie odżywiania charakteryzujące się…
Yyy…Wilcza to nie Wikipedia, więc postanowiłam że daruję sobie takie opisy. Zamiast tego ukułam prostszą definicję: Kompulsywnie objadasz się i przeczyszczasz? Masz bulimię. Objadasz się i nie przeczyszczasz? Cierpisz na BED (Binge Eating Disorder)

Minęło trochę czasu, mierzonego u mnie ilością przeczytanych listów od was (już kilka tysięcy), oraz naukowych i popularnonaukowych książek (grubo ponad setka).
To doświadczenie pozwala mi pokusić się o napisanie nowej definicji kompulsywnych zaburzeń odżywiania.

Po pierwsze i, w sumie, po ostatnie: Bulimia to NAŁÓG.
Zwykły, ordynarny nałóg, jak faje, dragi, alko i gry komputerowe. Moim zdaniem, nie jest to, jak zwykło się do tej pory twierdzić, objaw jakiś większych problemów ze sobą, niemożność radzenia sobie z życiem czy kompensowanie sobie czegoś tam.
To jest nałóg – ćpanie jedzenia.

OWSZEM: Jego geneza (jak każdego nałogu) tkwi w naszej przeszłości, w nieszczęsnym zbiegu okoliczności, który sprawił, że pierwszy raz sięgnęliśmy po naszą substancję odurzającą, a potem nauczyliśmy się używać jej jako lek na każdą życiową niedogodność.
ALE: Czasami była to tylko ciekawość, chęć dorównania innym lub po prostu głupota. (Magda znalazła świetny sposób – je co chce, zwraca i nie tyje. Hmmm, może  ja też spróbuję…)
OWSZEM: Zabrakło wsparcia ze strony rodziców gdy wpadałyśmy w szpony uzależnienia.
ALE: Nie zawsze. Są też wspierający rodzice uzależnionych dzieci.
OWSZEM: Zaczęłyśmy, by poprawić swoją nieznośną sytuację, by poczuć się lepiej.
ALE: Też dlatego by po prostu schudnąć. Tu nie ma reguły.
Takie były początki. A potem?

Gdy Wilk usadowił się już dobrze w naszym mózgu pierwotnym, wszystko zaczęło kręcić się samo, bez związku z sytuacją rodzinną czy poczuciem własnej wartości.
Skąd to wiem? Z waszych listów. Piszą do mnie kobiety, które dawno zrobiły porządek w swoim życiu; dojrzały, wyszły za mąż, porobiły kariery, urodziły dzieci, są autentycznie szczęśliwe i spełnione, ale… dalej rzygają.
Czy robią to dlatego, że nie radzą sobie z przeszłością czy z życiem? A może dlatego, że demony dzieciństwa wciąż każą im szukać słodkiej miłości w czekoladzie?
Ależ nie! Po prostu mają takiego wilczego autopilota w głowie: stres- czekolada, zmęczenie- czekolada, potrzeba odprężenia-czekolada, nuda – czekolada.
Gdyby, jako młode dziewczyny uzależniły się od papierosów zamiast czekolady byłby papieros. Albo bieganie, albo rozmowa z przyjaciółką, albo… Jest tysiąc sposobów na poradzenie sobie z naszymi stanami emocjonalnymi. Jedne dobre inne złe. Każdy z nas ma swój. Jeden żre, drugi pije a trzeci nieszkodliwie gra sobie na gitarze (jak mój chłopak na przykład). Wsadziłyśmy po prostu coś do naszej głowy, powtórzyłyśmy sto razy i mamy nawyk, lub jak kto woli NAŁÓG.

Naprawdę nie mogę zrozumieć dlaczego inne uzależnienia traktowane są jak uzależnienia, a nałóg objada się traktuje się jako objaw jakiejś grubszej dysfunkcji?
To okropnie krzywdzi, stygmatyzuje i przytłacza same zainteresowane.
Dlaczego przytłacza? Dlatego, że po paru wizytach w przychodni chora zaczyna myśleć tak:
Wyciągnę się z bulimii, jeżeli nauczę się kochać siebie, naprawię stosunki rodzinne (uprzednio analizując całe moje dzieciństwo i doszukując się traum), zapanuję nad swoim wybuchowym charakterem, będę potrafiła powiedzieć NIE szefowi i w ogóle stanę się chodzącą świętą. Dopóki tego nie zrobię, będę się objadać!
To wpaja się nawet bardzo młodym dziewczynom, które szukają pomocy. W efekcie, zamiast dość szybko odwrócić skutki warunkowania mózgu, gdy jest jeszcze na to czas, kładzie się na ich barki odpowiedzialność za naprawianie rodziny. Na barki szesnastolatki!
Jedna z moich Wilczyc poszła do lekarza na NFZ i tam usłyszała, że to wszystko wina rodziców, że ona ma teraz się bardziej starać i organizować wspólne wyjścia z nimi, by się do nich zbliżyć.
„Ania, miałam zawsze bardzo dobre relacje z rodzicami, a teraz zaczęłam w to wątpić. – Zaczęłam wymiotować, bo chciałam schudnąć, by się ładnie prezentować w nowej szkole, ale lekarz mówi, że to nie prawda, że problem jest głębiej i długa terapia przede mną. Jestem przerażona.”
A potem piszą do mnie babki po czterdziestce, po kilku terapiach coś w ten deseń: Pani Aniu, ja wiem że to wina moich relacji z rodzicami (dziadkami, siostrą, bratem, psem Pikusiem i papużką falistą), ale to nic nie pomaga. Ciągle wymiotuję, a przecież zrobiłam już wszystko.
Ok. Zrobiłaś wszystko, by stać się lepszym, świadomym człowiekiem, ale to nie ma nic do rzeczy z faktem, że nie możesz żyć bez czekolady, od której jesteś na maksa uzależniona. Nic a nic.

Uważam, że współczesne podejście do leczenia kompulsywnych zaburzeń odżywiania w Polsce, w ogromnym stopniu jest chore, nieskuteczne i szkodliwe. (Już nie wspominając nawet o jego dostępności, bo to temat na osobną tyradę.)
Nie odważyłabym się walnąć takiej tezy, gdybym za plecami nie miała silnych naukowych prac i waszych świadectw. Przysięgam, nie jestem ignorantką, czy domorosłym znachorem.
Czytam dużo fachowej literatury oraz śledzę trendy w USA, które są pionierami w leczeniu ED. Tam bardzo popularne są tzw boot campy: dziewczyny jadą na kilka miesięcy do sanatorium. Owszem, poza wyrabianiem w sobie nowych nawyków, uczą się także na przykład, zaufania do siebie, komunikacji, doceniania własnego ciała. Nadrabiają zaległości w swoim rozwoju, zaniedbania, które spowodowały lata tkwienia w rozpaczy i bezsilności wobec uzależnienia. Ale uczą się jak przede wszystkim przygotowywać i jeść normalne porcje, radzić sobie z uporczywymi myślami, jak nie uruchamiać swojego lodówkowego autopilota.
Bardzo poważnie traktuje się prace doktora Schwartza i Begley’a czy Jacka Timpney’a,  i o nie opiera się proces leczenia.

Czy tradycyjna terapia jest w takim razie potrzebna? Owszem! Polecam ją każdemu. Pozwoli Ci ona rozliczyć się z przeszłością, lepiej poznać i zrozumieć siebie. Pomoże Ci naprawić spustoszenia w życiu i w psychice, jakie wywołały lata lub nawet dekady nałogu.
Ale tylko i wyłącznie rozmawianie o twojej przeszłości nie sprawi, że przestaniesz wymiotować! Nie tędy droga. Trzeba tutaj dodać jeszcze podejście behawioralne (konkretne narzędzia gdy przychodzi atak) i sporą dawkę wiedzy. Nie może być takich sytuacji, że lekarz mówi dziewczynie (np. mi) – napij się wody z cytryną, gdy poczujesz, że chcesz się nażreć. Nie podziałało? Nie starasz się.

I żeby było jasne: NIE JESTEM PRZECIWNICZKĄ TERAPII. Nic z tych rzeczy! To cudowne narzędzie, które uratowało tysiące istnień ludzkich. Tak samo jak na przykład: penicylina. Ale jeżeli będziesz próbować leczyć penicyliną raka trzustki, to wiele nie osiągniesz, prawda?

Jeżeli ktoś przeczytał ten post i ma ochotę wyszarpać mnie za włosy, bo tak bardzo naruszam wszystko to w co wierzy – niech najpierw zastanowi  się chwilę, nad poniższymi poglądami, które także zmienił się na przestrzeni dziejów:

– ziemia jest płaska, słońce i planety krążą wokół niej,
– choroby leczy się upuszczaniem krwi,
– latanie jest niemożliwe,

To co piszę jest nowe, zwłaszcza na Polskim gruncie, ale nie jest wyssane z palca. Postuluję: podejście do zaburzeń odżywiania musi się zmienić! Od tego przynajmniej zacznijmy.

 

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-07-12T16:16:07+00:0012 Lipiec, 2016|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , , , , |

31 komentarzy

  1. Kaśka Lipiec 12, 2016 w 8:42 am - Odpowiedz

    Sama prawda! To cholerne uzależnienie. Jesteśmy ćpunkami. Rozum jedno, a ciało drugie. Mnie często aż trzęsie, bo muszę sobie „ulżyć”. Mogę mieć super dzień, a wystarczy chwilka zapomnienia i wpadam w dół. W klasyczny ciąg, który bardzo trudno przerwać. Za tydzień mam wizytę u psychiatry. Na jej podstawie stwierdzą czy NADAJĘ SIĘ, aby uczestniczyć w zajęciach grupy terapeutycznej. Nie wiem czy iść. Od momentu zapisania się minęły chyba 4 miesiące. Są pozytywne przebłyski w mojej walce, ale często polegam po całości :(. Boję się, że nabawię się tam jeszcze gorszych odczuć i potraktują mnie taśmowo. Byłam u psychologa kiedyś, ale to właśnie były gadki o przeszłości i doszukiwaniu się traumy. Nie było czegoś takiego. Doświadczyłam przykrych zdarzeń, ale bulimia zaczęła się znacznie wcześniej. Nie wiem co zrobię za tydzień, jeszcze muszę to przemyśleć.

    • Wilczo Glodna Lipiec 12, 2016 w 11:22 am - Odpowiedz

      Kochana, idź. Na pewno nie zaszkodzi. Nigdy nie wiesz – może usłyszysz tam coś co zmieni twój światopogląd, da Ci nową motywację, perspektywę… Idź koniecznie!

  2. Magda Lipiec 12, 2016 w 9:25 am - Odpowiedz

    Dzień dobry Pani Aniu, na Pani bloga trafiłam dosłownie kilka dni temu przez przypadek, gdyż ktoś z Pani czytelników polecił Pani stronę na innym blogu. Z ciekawości weszłam i zaczęłam czytać. I tak jak pisze tutaj większość osób w komentarzach, to jest taj jakbyśmy czytały i sobie. Trafia Pani bezbłędnie w sedno. Ja cierpię na kompulsywne objadanie od kiedy pamiętam, ale teraz w wieku 35 lat kiedy problemy życia codziennego są czasami przytłaczają swoim ogromem, napady są coraz częstsze i bardzie intensywne. Zakupiłam Pani książkę To nie jest dieta i czekam z niecierpliwością na jej otrzymanie. Chciałam jedynie pogratulować Pani świetnej pracy. Z pewnością będę zaglądała na Pani bloga oczekując coraz to nowych postów.

    Pozdrawiam serdecznie Magda

    • Wilczo Glodna Lipiec 12, 2016 w 11:21 am - Odpowiedz

      Dziękuję kochana, powodzenia! :*

  3. Hanka Lipiec 12, 2016 w 9:29 am - Odpowiedz

    byłam na terapii, gdzie była mowa tylko o szukaniu źródeł nałogu-znam doskonale te źródła-i co z tego? dawno wybaczyłam tym, którzy mieli na to wpływ, a ja nadal żrę..mimo, że mam fajne życie, bo…tak jak piszesz-to nalóg, zły nawyk-cwiczony 20 lat…być może terapia behawioralna może pomóc, ale ja do terapii się zraziłam, pracuję nad sobą z Wilczogłodną 🙂 pozdrawiam

  4. Kasia Lipiec 12, 2016 w 9:41 am - Odpowiedz

    Potwierdzeniem tego wszystkiego jest mój przypadek. Od kwietnia nie wymiotuję, w moim życiu nie nastąpiło nic nadzwyczajnego związanego ze szkołą, rodzina itd. Wręcz przeciwnie miałam parę komplikacji, które z psychologicznego (klasycznego) punktu widzenia wykluczały by możliwość mojego wyzdrowienia. A jednak ! Cud się zdarzył. Dlaczego? Bo sama sobie w końcu postanowiłam, bo miałam siłę pokonać nałóg, bo zaczęłam bardzo odczuwać, że mnie on niszczy. Da się ! Tylko trzeba poczekać na swój czas. Aniu zgadzam się z Tobą w 100%. Wyszłam z tego bez psychoterapii, psychiatrów, czy leków. Po prostu praca nad swoją silną wolą.

  5. Aga Lipiec 12, 2016 w 10:43 am - Odpowiedz

    Niestety jesteśmy uzależnione!!! i czy to się nam podoba czy też nie taka właśnie jest prawda, ale by to zrozumieć również trzeba dojrzeć do tego etapu…A co dalej?! Terapia pomogła mi tylko zrozumieć początki, uświadomilam sobie ze owszem nie było tak jak być powinno, a jedzenie stało się wówczas lekiem, odskocznią, przyjemnością…pogodzilam się z przeszłością, założyłam rodzinę, idealny mąż, cudowne dzieci i ” ona” mimo wszystko jest, wraca… Każdy czysty dzień jest walką, z samą sobą, jest drżenie rąk, nerwy, złość, płacz…

  6. Kasia Lipiec 12, 2016 w 7:34 pm - Odpowiedz

    Aniu, a ja nie potrafię odnieść do siebie tego, co piszesz. Potrafię kilka tygodni/miesięcy żyć bez kompulsów. Odżywiam sie zdrowo, ćwiczę (mam z tego dużo frajdy), nastroj mam różny, ale stabilny. Przygotowywanie posilkow nie sprawia mi problemów, mam zdrowe nawyki żywieniowe (nie jestem wtedy na diecie), bo takie lubię. Aż tu bum, jakies złe emocje i wpadam w ciąg (od kilku dni do dwóch tygodni zwykle). Wpycham w siebie jedzenie, które mi sie smakuje, mam wrażenie, że robię to sobie za karę, żeby cierpieć w momentach, kiedy czuję sie mało wartościowa. Na nic zdają się wtedy wszystkie techniki, bo po prostu NIE CHCE z nich korzystać. Po co, skoro mam ochotę sobie dowalić? Cały czas staram się zrozumieć swój mechanizm, ale bez powodzenia. Twoje porady uważam za bardzo dobre, ale chyba do wykorzystania jedynie w określonym stanie emocjonalnym (kiedy naprawdę chce sie skonczyc z objadaniem). Ja kiedy jestemw ciągu wpadam w depresje (ale tylko w trakcie ciągu) i nie potrafię z tych technik skorzystać. Kiedy mam dobry nastrój również nie mogę z tych technik skorzystać, bo sie nie objadam i – nie mogę „poćwiczyć na przyszłość”. Byłabym wdzięczna, gdybyś mogła się jakoś odnieśc do mojego komentarza – cały czas próbuje zrozumieć to blędne kolo, w którym tkwię.

    • Ania The Wolf Lipiec 13, 2016 w 9:03 am - Odpowiedz

      Skąd ja to znam? Chyba z własnej autopsji… U mnie też nie pomagają żadne techniki fali, zapisanie wilka najlepiej na śmierć czy rozmowa z przyjaciółką… nic z tych rzeczy. Ale zmieniam się, chcę tego mocno. Do poprawki idzie myślenie, bo niestety jest tak, że sami się nakręcamy i zamykamy drogę do wolności. Myślę Kasiu, że powinnaś popracować nad myśleniem i pewnie, jak tylko czujesz, że Ci to pomoże, udać się do psychologa albo poczytaj książki na ten temat i wkręć sobie więcej sportu w „tych chwilach”, trochę chilloutu nie zaszkodzi, nawet w formie pląsów tanecznych:-P U mnie pozwoliło to trochę poprawić moją sytuację. Kto wie, może u Ciebie też pomoże? Trzymam mocno kciuki Kochana! Jeżeli potrafisz „być czystą” tyle czasu, to wierzę, że z tym sobie też poradzisz 🙂 Zajrzyj w głąb siebie i poznaj 😉

      • Kasia Lipiec 13, 2016 w 9:49 am - Odpowiedz

        No właśnie, jesli chodzi o myślenie w trakcie ciągu, to z tym jest najgorzej. Brakuje mi motwyacji, żeby chcieć wyjśc z tego bagna. Na terapie chodziłam 2,5 roku. Wydawało mi sie, że problem jest za mną (5 miesięcy czystych), więc terapię zakonczyłam. Dwa miesiące nie minęły, a ja w nawrocie. Co do sportu – czasem w ciągach ćwiczę, ale po jedzeniu i wymiotach czuje się zwykle strasznie osłabiona. Dodatkowo, myśle sobie, że po co mam ćwiczyć, jak spalę w tym czasie niewielki procent tego, co pochłaniam. Oczywiście, rozumiem,że w Twojej wypowiedzi chodziło o poprawienie sobie humoru sportem, ale sęk w tym, że j własnie w tych złych momentach uciekam do destruktywnych zachowań, nie takich, które mi służą.

        • Ania The Wolf Lipiec 13, 2016 w 8:33 pm - Odpowiedz

          Tak. Chodzi mi o sposoby na rozładowanie tych negatywnych i destruktywnychemocji oraz podejmowanychdzdziałań. Ale wszystko tak naprawdę zaczyna się w głowie i tam też kończy. Z terapiami jest ciężko, ale może zbyt szybko zrezygnowałaś, uznając „swoje zwycięstwo” i powrót do normy? Może warto podjąć się tych rzeczy, które przynosiły w Twoim przypadku pozytywne efekty? Zastanów się, co to dokładnie jest… W końcu tak długo byłaś czysta i dobrze się czułaś… Na pewno będzie dobrze. Pozdrawiam i trzymam kciuki :-*

        • Wilczo Glodna Lipiec 17, 2016 w 9:07 am - Odpowiedz

          Kochana, a jak się te twoje ciągi zaczynają? Co do siebie mówisz? To jest znowu ciekawość, czy zaczynasz się odchudzać? Jaka jest tego geneza?

          • Kasia Lipiec 17, 2016 w 9:22 pm

            Między ciągami odżywiam sie zdrowo i lubię to, ale kontroluję się dośc mocno (nie odchudzam się, nie redukuję kalorii, nie forsuję itp.). Po prostu mam tendencje do kontrolowania, ale tę tendencje sukcesywnie osłabiam (np. udawalo mi sie przestać prowadzic dzienniczek, wychodzilam na spontaniczne posilki itp.). Ciąg zaczyna się zawsze od jakiejs negatywnej emocji, napięcia. Nie zawsze jednak kiedy przezywam negatywne emocje wpadam w ciag. Te emocje musza sie skumulowac, np. muszę nieco nadszarpnac swoja rutyne (np. zjesc wiecej albo posilek, po ktorym mam wyrzuty sumienia). Kiedy mam kumulację, tak jakby szala sie przelewa i plynę. Jak alkoholik po abstynencji, ktory wypil jeden kieliszek i juz wie, ze jest w ciagu. Co sobie mówię? Standardowo, zaczynam czuć koszmarny impuls („urge”), żeby sie objesc celem redukcji napięcia. Nie wiem, jak uchronic sie przed wpadaniem w ciagi. Ostatnio super mi szło przez 5 miesięcy, myslałam, ze mam juz rpoblem zupelnie za soba i tak sie czulam – czulam sie swietnie i czulam sie wolna. Az tu nagle jakis stres i polecialam w stary schemat. Co najgorsze, moje ciagi sa coraz bardziej intensywne. Ostatni byl dłuższy i bardziej intensywny niz poprzedni, który wczesniej byl najsilniejszym itd. To mnie przeraza. Boje sie, ze teraz np. 10 miesięcy bedzie ok, a później wpadne w ciag nie na 2 tygodnie (a w ostatnim ciagu 3), jak do tej pory, ale na miesiąc. Chciałabym jakoś nad tym pracować, żeby sie uchronic, przygotować sobie taką „szalupę ratunkową” na wypadek ciągu, ale nie mam bladego pojęcia jak.

          • Kasia Lipiec 17, 2016 w 10:04 pm

            Dodam coś jeszcze. Często piszesz o sprawianiu sobie przyjemności jedzeniem, pocieszaniu się czekoladką itp. Ja nigdy nie wpadam w ciag, bo chce sobie sprawić przyjemnośc jedzeniem. Jak odżywiam sie zdrowo, to też mi nie przychodzi do głowy, żeby zjeść slodycz dla przyjemności (nie sprawiloby mi to przyjemności, wywołałoby jedynie mega stres). Nigdy nie objadam sie, bo jestem smutna. Objadam sie, gdy jestem zdenerwowana. Dużej części Twoich postów nie potrafię dlatego odnieśc do siebie. Dodam jeszcze, że nie mialam nigdy anoreksji ani powaznych zaburzeń. Zaczęło sie od odchudzania, ale nie bardzo restrykcyjnego, raczej ortorektycznego jeśli już.

  7. Ania The Wolf Lipiec 13, 2016 w 8:44 am - Odpowiedz

    No właśnie nałóg. A zaczęło się dosyć niewinnie od diety i chęci poprawy swojej sylwetki i zobaczenia siebie w lepszym świetle. Bo kto nie chce czuć się wartościowym w swoich własnych oczach?! Każdy… Ale jest ciężko… U mnie mama to nałogowa palaczka, siostra uwielbia słodycze razem z mamą, a tata (aż wstyd pisać) to po prostu alkoholik 🙁 I jak tu być normalnym? Od tych konkretnych używek mnie odpycha – alkohol i papierosy, ale znalazłam sobie inną…nie wiem, czy lepszą czy gorszą 😐 Niestety, warunki nie sprzyjają powrotowi do zdrowia :'( Tatuś obecnie jest już w ciągu pijaństwa ponad tygodniowym…nic tylko kłótnie i wrzaski… Gdyby nie praca i wydłużone godziny do 11 h, to bym nie wytrzymała tego wszystkiego :'( Ale do spokoju ducha mi daleko… Walczcie Kochane Wilczki, bo gra jest warta świeczki, choć nie zawsze ma się wsparcie, to pokażmy, że potrafimy! Nie innym, tylko sobie! :-*

  8. Jagodkabawolek Lipiec 13, 2016 w 9:04 am - Odpowiedz

    Zgadzam się w 100% !!! Od 6 lat zmagam się z anoreksją i bulimią, po prostu nie umiem juz jeśc..Kompletnie….Niestety pójście do psychologów mi nie pomogło.. Jako 17 letnia dziewczyna (mam 21) pierwszy raz wybrałam się na swoja pierwsza terapię. I nagle po 17 latach wszystko w moej glowie zaczęło się przewracać…Mam wspaniałych rodziców, miałam super dzieciństwo…ale po rozmowie z psychologiem wszystko się zmieniło…Cała moja choroba ma podobno podłoże w rodzinie, podobno mój tata nie był taki jak powinien, podobno nie miałam dość miłości w domu…Sama już nie wiedziałam co myśleć..Od tamtej chwili moja głowa była nastawiona na to, że to problem jest w rodzinie. Następni terapeuci i ciągle to samo… O szpitalu nawet nie będę wspominać. Mimo zaburzen odzywiania nikt nie patrzył na to co jem, ile jem…
    Dlatego już wiem, że nie tędy droga. Muszę sama to zwalczyć. Mam wspaniałą, wspierającą rodzinę. Może i mamy pare problemów, może i nie potrafimy aż tak okazywać uczuć, ale juz teraz wiem, ze nie mogę nikogo winic za to co się dzieję od 6 lat.
    PS Juz tydzień z ksiązką ! 😀 Dziękuje ! Pozdrawiam, buziaki !

  9. Ilia Lipiec 13, 2016 w 2:53 pm - Odpowiedz

    po co wylewać dziecko z kąpielą? terapia jest pomocna w walce z uzależnieniami i zaburzeniami odżywiania, pomogła wielu ludziom. Zwykle jednak pomaga gdy płacisz 100 zł za godz i meldujesz sie raz albo 2 w tyg, to co dzieje sie w przyhcodniach i publicznych placówkach to absurd. Dobry terapeuta jest prywatny podobnie jak to bywa niestety z dentystami i ginekologami.

    „Gdy Wilk usadowił się już dobrze w naszym mózgu pierwotnym, wszystko zaczęło kręcić się samo, bez związku z sytuacją rodzinną czy poczuciem własnej wartości.
    Skąd to wiem? Z waszych listów. Piszą do mnie kobiety, które dawno zrobiły porządek w swoim życiu; dojrzały, wyszły za mąż, porobiły kariery, urodziły dzieci, są autentycznie szczęśliwe i spełnione, ale… dalej rzygają.
    Czy robią to dlatego, że nie radzą sobie z przeszłością czy z życiem? ”

    jeżeli ktoś jest autentycznie szcześliwy i spełniony to nie rzyga. Nie ma takiej opcji. To że ktoś ma dzieci, meża i robi kariere nie znaczy że jest spełniony. Owszem, wypełnia doskonale wszystkie wymagania nowoczesnego społeczeństwa i dziwi się dlaczego skoro jest taki grzeczny i ma życie które według wszystkich standardów powinno uszczęśliwać – on/a czuje że coś jest nie tak, i nie rozumie dlaczego. Najpierw myślisz że pomoże Ci miłość, może jakieś nowe hobby, może w koncu dziecko?? oczywiście to droga do nikad. Jeżeli ktoś Ci pisze w listach że jest spełniony i szcześliwy ale rzyga to po prostu myli mu się – pisze jak się powinien czuć a nie jak się naprawdę czuje.

  10. Kasia Lipiec 13, 2016 w 6:54 pm - Odpowiedz

    Ja rzygam, bo boję się utyć. Na to nie pomaga ani terapeuta ( 2 lata terapii ), ani uporządkowane życie. To JEST w głowie. To nie nałóg. To strach przed utyciem. To jest największy problem, chyba że jestem anorektyczką bulimiczną, jak zdiagnozowała mnie psycholog, choć BMI w normie.
    U mnie to nie ma nic wspólnego z nałogiem, z radzeniem sobie przez czekoladę. Ja po prostu boję się być gruba. Eating disorders są przez STRACH. Pewnie to nie jest strach przed utyciem, ale przed czymś innym, na terapii to drążyłam, ale dalej się boję.

    • Ilia Lipiec 18, 2016 w 8:50 am - Odpowiedz

      @Kasia przeczytałam wszystkie Twoje komentarze pod tym postem i mam wrażenie że jesteś moim alter ego jeżeli chodzi o zaburzenia odżywiania. Dlaczego wpadam w ciag, kiedy, po co sie objadam, to jak funkcjonuje miedzy ciągami, podpisuje się czterema wilczymi łapami pod Twoimi pytaniami/watpliwościami. Tez byłam zdiagnozowana z anoreksja bulimiczna, potem to przeszło w binge eating. Ech, szkoda gadać. Obecnie jestem w trakcie terapii, już długo trwa. Sa wyniki, ale ja chce znacznie wiecej. Rozumiem skad sie wzieły moje zaburzenia, już bardzo dobrze rozumiem i próbuje tym własnie problemom które je spowodowały zaradzić. Generalnie zgadzam sie z Wilczo Głodna że cały świat nie musi się zmienić, żebym ja skonczyła z tym. Ale mój świat wewnetrzny musi sie zmienić na pewno.

  11. majka Lipiec 13, 2016 w 7:19 pm - Odpowiedz

    Niestety ale też tkwiąc w bagnie anoreksji i bulimi i tzw. zdrowia po psychotropach 3 krotne podejścia zawsze sedonil , 5 psychologach lub więcej doszukiwaniu się problemu we mnie , rodzicach, bratu,nadwrażliwości, pracy, związkach, stresowi i tak dalej będąc juz kobietą 28 letnią też ok. 12 lat w zaburzeniach odżywiania . Tak to jest uzależnienie od jedzenia , niejedzenia , kompletny chaos w odżywianiu , trawieniu i postrzeganiu własnego ciała. Nałóg zamydlacz oczu

    • Kasia Lipiec 13, 2016 w 7:43 pm - Odpowiedz

      Jak więc ma się do bulimii zaburzenie postrzegania własnego ciała i przymus bycia chudą?
      Można „normalnie” i nie wymiotować (przez dłuższy czas, nawet latami- ja tak miałam, 5 lat przerwy), można to sobie wypracować, ale fałszywy obraz sylwetki w głowie i strach przed utyciem- tego nie pozbędziemy się techniką behawioralną.

  12. Julka Lipiec 15, 2016 w 3:40 pm - Odpowiedz

    Brawo Ty!
    Kolejny mądry post

  13. Marta Lipiec 16, 2016 w 8:13 pm - Odpowiedz

    Aniu, z jednej stony rozumiem Twoją postawę, bo też dostaję sporo maili, które nie napawają optymizmem niestety 🙁 Bardzo często terapeuci podchodzą taśmowo do pacjentek, nawet nie silą się na zmianę utartych schematów, pogadanek itd.

    Z drugiej jednak strony dla wielu chorych terapia będzie ostatnią deską ratunku. Nie każdy jest na tyle silny, by poradzić sobie z zaburzeniem samemu. Uważam, że nie zawsze jest to możliwe, tak po prostu – bo każdy z nas jest inny, ma inne predyspozycje psychiczne i inną wewnętrzną siłę. Uważam, że wtedy warto walczyć o siebie i spróbować z terapeutą – nie z tym, to z innym. Do skutku!

    Kolejna sprawa to ta, że terapia terapii nie równa. Ja mocno wierzę w siłę terapii poznawczo-behawioralnej, której podstawą jest zmiana MYŚLI i naszego postrzegania samego siebie i świata. Zgadzam się, że zaburzenie odżywiania jest jak nałóg – dlatego tak ważne jest nie tylko wyleczenie TU i TERAZ, ale też wyrobienie nawyków i poznanie rozwiązań, które pozwolą przywalić zaburzeniu, gdy wróci znienacka. Niestety masa ludzi nigdy sama do tego nie dojdzie: po pierwsze dlatego, że za bardzo skupiają się na swoim zachowaniu (jedzeniu), a nie na myślach i nie zdają sobie sprawy z tego, jak dużą mają one moc, a po drugie – brak im wiedzy, by pomóc samym sobie.

    Także TAK – nie jest dobrze z naszymi terapeutami, TAK – zaburzenia to nałóg (i mamy gorzej, bo nie możemy odstawić tego środka), NIE – nie zawsze samopomoc jest możliwa, nie możemy potępiać terapii, nie powiem, że nie ma w Polsce świetnych specjalistów, którzy będą w stanie pomóc masie chorych – nie można ich od tego rozwiązania odciągać.

    Pozdrawiam cieplutko i pisz/działaj dalej, bo robisz wiele dobrego! 🙂

    • Wilczo Glodna Lipiec 16, 2016 w 8:44 pm - Odpowiedz

      Kochana, ależ ja mówię z grubsza to samo i nie potępiam absolutnie terapii.
      Właśnie najbardziej boli mnie to, że nie ma alternatywy – albo szitowa pomoc z NFZ (oczywiście nie zawsze, bo są też świetni lekarze, ale szpitale np to jakaś pomyłka), albo…nic. To trzeba zmienić; żeby była trzecia droga -sensowna i skuteczna – terapia psychodynamiczna plus CBT plus dietetyk plus coach, tak jak to robią w OCZO na przykład. I tylko o to mi chodzi.
      :*

      • Marta Lipiec 17, 2016 w 4:27 pm - Odpowiedz

        Aniu, zgodzę się, że daleko nam do innych krajów… Wiem, że jest paru świetnych prywatnych terapeutów w PL, ale bądźmy szczere – większość z nas (zwłaszcza młodych) nie stać na np. półroczną terapię 200 zł/h. Teraz widzę, że myślimy podobnie – marzyłaby mi się kompleksowa opieka z NFZ – wymiana komunikatów między specjalistami, wsparcie z różnych stron. Może kiedyś… Walczmy o to! 🙂

  14. Beata Lipiec 17, 2016 w 4:43 am - Odpowiedz

    Ja myślę, że żeby wyjść z bulimii tak jak z każdego innego nałogu jest potrzebna i praca nad nawykami i nad sobą. Nie ma lekko – to i to jest potrzebne. Ja mam tak, że mam silną wolę na walkę z autopilotem jak radzę sobie z życiem generalnie. Tak jak przy zasadzie HALT. Do zmiany nawyków potrzebna jest silna wola, jest jej określona ilość, np. rozpamiętywanie ją wyczerpuje, więc jak ciągle wyczerpujemy ją na coś innego to na walkę z nałogiem mało zostaje. Tak samo niewyspanie, choroby zmniejszają jej zasób. Żeby mieć jej dość na walkę z nałogiem trzeba o to zadbać. No i potem na to właśnie ją wykorzystać.

  15. zz Listopad 23, 2016 w 10:51 pm - Odpowiedz

    Bo w zaburzeniach jedzenia najlepszą psychoterapią jest terapia poznawczo- behawioralna, która pomaga właśnie w analizowaniu natrętnych myśli i błędnych przekonań oraz zmianie nawyków(tu nie drąży się dzieciństwa) Terapie o których piszesz to terapie psychodynamiczne /psychoanalityczne i jeżeli terapeuta do którego uczęszczałaś nie poinformował Cię, że w sprawach zaburzeń odżywiania jest lepsza forma terapii niż jego psychodynamiczna to był bufonem.
    Oczywiście nie chodzi mi o to aby każdy kto ma zaburzenia odżywiania musiał chodzić na psychoterapię- każda osoba jest inna, ale myślę, że warto poinformować o tym osoby, które tego nie widzą a chciałby skorzystać z psychoterapii i nie wiedzą do kogo się udać.

    Czy Twoja książka „To nie jest dieta” dotyczy także osób BED czy tylko bulimii?

    • Wilczo Glodna Listopad 24, 2016 w 7:15 am - Odpowiedz

      Kochana, jestem zorientowana w rodzajach terapii, spokojnie 🙂 Co do poznawczo-behawioralnej to faktycznie jest najlepsza, ale rozwiązuje tylko część problemu – myśli. Jeżeli nie będzie się do tego racjonalnie jadło (bez głodzenia) to nic z tego.
      „To nie jest dieta” jest o zdrowych nawykach, które trzeba w sobie wyrobić, aby zrzucić zbędne kilo. Są one uniwersalne i dla osób z BED i dla tych bez. A więc zapraszam 🙂
      Ściskam!

  16. zz Listopad 23, 2016 w 11:08 pm - Odpowiedz

    I która z twoich książek lepsza na początek?

    • Wilczo Glodna Listopad 24, 2016 w 7:17 am - Odpowiedz

      to zależy jakie masz problem, kotek.

      • zz Listopad 24, 2016 w 12:31 pm - Odpowiedz

        Bulimii nie mam na pewno. Raczej już BED.

Zostaw komentarz