dojrzeć

Pozwól sobie dojrzeć

Ostatnio opublikowałam list mojej podopiecznej Pauliny, która z moją pomocą wróciła do zdrowia.
Po wielu latach odchudzania się i objadania, w końcu zaczęła dostarczać sobie tyle kalorii ile potrzebuje i naprawiła swoją relację z jedzeniem.

Widziałam tę przemianę i wprost nie mogłam uwierzyć na jak wielu płaszczyznach ona zachodzi.
Zmieniło się nie tylko to, że teraz Paulina po prostu dobrze je.
Najbardziej zadziwiło mnie to jaki spokój się w niej pojawił, jaka dojrzałość. Taka „głupia” sprawa jak odżywianie może przemienić człowieka z kłębka nerwów w oazę spokoju.

I widzę to za każdym razem.
Przychodzą do mnie dziewczyny rozdygotane, skupione na swoim wyglądzie, na kaloriach, na dietach, na tym by ważyć koniecznie X i pytają po sto razy czy na pewno nie przytyją (schudną).
Często są to dorosłe kobiety, matki dzieciom, a cele mają jak instagramowe nastolatki – koniecznie wbić się w rozmiar XXS i odsłonić wyrzeźbiony brzuch!
To jest po prostu infantylne.
I nie, nie śmieję się z tego. Sama taka byłam. Miałam trzydzieści lat na karku, a martwiłam się, tym że nie mam six packa, zamiast tym, że w tym wieku nie mam żadnych oszczędności. Tak na przykład.

Nie wszystkie, ale wiele dziewczyn, tak się w tym zapętliło już lata temu, że w ogóle nie miało okazji dojrzeć.

A potem dzieją się cuda.
Z dnia na dzień, zaczynają dostrzegać, że w życiu są też inne rzeczy niż waga.
Sprawa kalorii i gramów białka, schodzi gdzieś na drugi plan.
W końcu, przestają myśleć o jedzeniu 24 godziny na dobę, a wtedy pojawia się miejsce na ważne pytania: kim jestem, czego chcę, co robię ze swoim życiem, dokąd idę?
Dokładnie o to zaczęłam pytać siebie samą, zaraz po wyjściu z tego bagna. Przecież nawet tak nazywają się rozdziały w mojej pierwszej książce!
Wcześniej nie było do tego głowy. Były ważniejsze „egzystencjalne dylematy”; właśnie przytyłam trzy kilo, na jaką dietę muszę NATYCHMIAST przejść???
Wszystkie istotne, życiowe sprawy, przysypała góra żarcia.

A okazuje się, że pod nią cały czas leżał uśpiony Człowiek, który teraz budzi się i rozkwita – psychicznie, emocjonalnie ale i fizycznie.
Dziewczyny pięknieją; chudną, jeśli muszą, pozbywają się niedowagi. Ciało regeneruje się i naprawia samo, jeżeli da mu się w końcu to czego pragnie – jedzenie i święty spokój.

*

Zazwyczaj moja ostatnia rozmowa z podopieczną bardzo różni się od tej pierwszej. Od tego ile kto zjadł przechodzimy na to:
Czy związek w którym żyję jest dla mnie dobry? – Monika
Czy nie jestem przypadkiem wykorzystywana w pracy? – Iwona
Czy istnieje Bóg? – Joanna
Może ja wcale nie chcę iść na stomatologię po maturze? Czego ja chcę? – Michalina
Jak mogę pomóc głodnym ludziom? Nikt nigdy nie powinien być głodny. – Karolina

Dziewczyny zaczynają myśleć szerzej, dojrzewają.
Z „Żarłoków”, „Wilczyc” „Bulimiczek” stają się takimi osobami, jakimi zawsze miały być.
I zaprzyjaźniają się ze sobą.

No właśnie, przyjaźń.
Pod listem Pauliny pojawiło się twierdzenie, że nie można nazywać się zdrowym po trzech miesiącach. To za krótko i będą jeszcze bolesne nawroty. Po takim czasie można ewentualnie powiedzieć, „że jest się na dobrej drodze”.
No bo przecież wychodzenie z zaburzeń odżywiania to długi, żmudny proces w każdym momencie narażony na porażkę, tak?

A co jeżeli podejdziesz do niego w ten sposób: Jestem swoją najlepszą przyjaciółką i nie robię tego za karę, ale dla własnego dobra.
Co wtedy?
Czy nakarmisz się toną śmieciowego jedzenia? Czy przejdziesz znowu, wbrew zdrowemu rozsądkowi, na dietę redukcyjną? Czy wypijesz „ziółka” na płaski brzuch, albo skatujesz się na siłowni?
No nie, przyjaciele sobie tego nie robią.
A jeżeli tego po prostu nie zrobisz, to dlaczego masz mieć „nawroty”? One przecież nie biorą się z powietrza.
One są konsekwencjami naszych wyborów.

I właśnie to chcę Ci to przekazać:
W życiu jesteś odpowiedzialna na 100% za jedną, jedyną osobę, która nazywa się „Ja”.
Twoim obowiązkiem jest dbać o nią, bo to najbardziej bezbronna osoba na świecie.
Jeżeli Ty, nie zatroszczysz się o Ja, to nikt inny tego nie zrobi, a ona zostanie sama, zupełnie bez opieki.

Ty masz Siebie brać codziennie za ręką i najlepiej jak potrafisz, prowadzić przez życie.
Masz chronić jej ciało, przed bólem i głodem, przed złymi ludźmi, którzy wchodzą jej na głowę i nie szanują. Masz mówić do niej dobre, wspierające, ciepłe słowa, gdy jest źle.
Masz stać za nią murem i nigdy nie opuszczać. Ona na Ciebie liczy.

Będziesz z nią w każdej chwili swojego życia, w każdej jednej sekundzie, aż do końca. A więc nie traktuj jej jak wroga, którym nie jest, ale daj jej miłość.
Będzie wam się żyło o niebo lepiej, a decyzje typu „może by tak się przegłodzić dzisiaj” nawet nie przyjdą Ci do głowy.

Moim zdaniem, to jest właśnie dojrzałość: ta spokojna akceptacja siebie i bezwarunkowa miłość -kocham Siebie bo jestem, nie dlatego że coś robię, czy jakoś wyglądam.
I to osiągają moje (i nie tylko moje) dziewczyny, kiedy zejdą z kołowrotka diety i obżarstwa.

Gdzieś tam, w środku, w każdej z nas, schowana jest ta spełniona, szczęśliwa wersja samej siebie. Także w Tobie czeka ona na odkrycie.

Czeka i czeka.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com

26 komentarzy

  • Edyta

    Aniu tych słów właśnie potrzebowałam.Co ciekawe dla innych jestem i zawsze byłam przyjaciółką.Mówiłam „jesteś zmęczona?to odpocznij,wyjedz gdzieś,ciesz się życiem bo Ci się należy” a żeby sobie tak powiedzieć? a w życiu!nawet przez myśl mi to nie przechodziło,tak jakby to było zajęte na innych ludzi.A teraz to się zmienia:***

    Lipiec 14, 2017 at 9:17 am
  • Beata

    Piękny post, dziękuję.

    Lipiec 14, 2017 at 9:38 am
  • Marta

    Dopiero teraz, kiedy od dwóch miesięcy nie objadam się, nie przeczyszczam się, nie katuję się na treningu – ROZKWITAM. Mówią mi to osoby, które widziały mnie wcześniej na zdjęciach, na których byłam wychudzona, głodna, z rozmiarem XS i które widzą mnie teraz: uśmiechniętą, wolną, kobiecą i dojrzałą, po której widać, że w końcu nie jest głodna i ma w nosie jakiś wydumany kanon urody. Byłam początkującą bulimiczką, która przez ponad pół roku obżerała się, przeczyszczała się, trenowała i tak w kółko. W głowie miałam w końcu „sportowy plankton” zamiast mózgu, więc czego można się było spodziewać. Mijają dopiero dwa miesiące, odkąd się nie obżeram, nie przeczyszczam i nie ćwiczę do nieprzytomności i mogę powiedzieć jedno: z bulimii da się wyjść i nie trzeba za bardzo kombinować, jak to zrobić. Pokazać środkowy palec mediom/magazynom/itp., które głoszą, że tylko w rozmiarze XS będziemy szczęśliwe to jeden z najprostszych kroków do zdrowienia. Poza tym, trzeba zacząć po prostu samodzielnie myśleć, a nie dawać się zwodzić za nos. Doświadczyłam, przeżyłam i wiem, jak to jest. Wpierw byłam gruba (ponad 20 kilo na +), potem chuda, następnie wychudzona, potem znów gruba, a teraz jestem normalna i kocham siebie za to, jaka jestem, a nie za to, jak wyglądam. Jestem królową życia, mam ten błysk w oku, piękny uśmiech, nie chodzę głodna, ani sfrustrowana. Mężczyźni się za mną oglądają, kobiety mnie komplementują, a wcale nie mam 6-paku, ani mega chudych nóg (swego czasu miałam i uwierzcie mi, że nigdy nie słyszałam tylu miłych słów, jak dopiero teraz, kiedy nie mam tych „śmiesznych” atrybutów kobiecości). I tak na koniec: z bulimii da się wyjść i wcale nie musi to trwać nie wiadomo jak długo. Nie ma tutaj jednego wzoru, bo każda z nas jest inna. Mi w zupełności wystarczyły dwa miesiące, by dojrzeć i w końcu powiedzieć sobie, że jedzenie to nie wszystko.

    Lipiec 14, 2017 at 11:01 am
    • Kornelia

      Piękny komentarz. Dziękuje za niego :*

      Lipiec 14, 2017 at 12:22 pm
  • Karolina

    Kocham Cie Aniu;) dla mnie jestes najlepsza;)

    Lipiec 14, 2017 at 12:29 pm
  • Marta

    mam łzy w oczkach.
    Dziękuję!:)

    Lipiec 14, 2017 at 5:34 pm
  • Magda

    No właśnie…jeżeli ja tłumaczę chrześniakowi, że kanapki z Nutellą są złe, to siebie też powinnam traktować z podobnym uczuciem, bo dobrze wiem, co jest dobre, a co złe dla zdrowia. A ten ten post chciałabym podsumować znanym powiedzeniem, że „nie po to żyjemy, aby jeść, ale jemy, żeby żyć”.

    Lipiec 14, 2017 at 9:37 pm
  • Daria

    No właśnie jak to jest,że jestem po 30 i nie mam oszczędności…żyję z miesiąca na miesiąc….
    No tak-jedzenie (duuużoooo jedzenia) i alkohol (wieczór bez drinka to nie wieczór ) KOSZTUJE!!!
    Czas się ogarnąć…
    Dziewczyny dobrze,ze jesteście…

    Lipiec 15, 2017 at 8:56 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Powodzenia!

      Lipiec 16, 2017 at 8:16 pm
  • Sucharek

    Jem tak, jak powinnam, czasem odrobinkę więcej ale bez żadnych obżarstw od jakiś może dwóch miesięcy. Może to i za krótko, żeby wyzdrowieć, ale na tyle długo, żeby te wszystkie stare rany NARESZCIE się zabliźniły i zaczęły chodzić.
    Nie schudłam od tego czasu praktycznie nic, a czuję się o wiele szczuplejsza. Brzuch nie jest 24/7 wzdęty, twarz wydaje mi się smuklejsza, patrząc w lustro nie widzę grubasa. Żołądek w zasadzie nigdy mnie nie boli, teraz już nie jest na zmianę głodny i obżarty. Mam o wiele lepsze samopoczucie, bo mój świat nie kręci się w okół niego. Nie myślę obsesyjnie o jedzeniu, a z przychodzącą czasem ochotą na nażarcie się słodkich, radzę sobie coraz lepiej.
    Ale to nie wszystko. W życiu nie nasłuchałam się tylu komplementów na temat mojego ciała w tak krótkim czasie. Zaczęłam też zauważać inne rzeczy w swoim wyglądzie, nie tylko rozmiar, który noszę.
    Także nie zrażajcie się faktem, że samo wychodzenie trwa często lata. Pierwsze efekty widać o wiele szybciej

    Lipiec 15, 2017 at 12:18 pm
    • Sucharek

      *GOIĆ
      kocham moją autokorektę.

      Lipiec 15, 2017 at 12:19 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      O to chodzi! Brawo!

      Lipiec 16, 2017 at 8:17 pm
  • N

    Od pewnego czasu porzuciłam wszystkie diety, nie tylko te odchudzające ale tez np. AIP zalecone przez lekarza. Zaczęłam jeść to czego wzbraniała sobie przez długi czas, głownie słodycze. Owszem przytyłam, ale zauważyłam, że zyskałam pewnego rodzaju wolność – myśle o jedzeniu już prawie tylko gdy jestem głodna i nie potrafię dłużej bez niego wytrzymać. Planuje oczywiscie wprowadzić nieco zdrowsze produkty, bo chyba nie można opierać diety na bułkach, ale powiedzcie czy w ogóle dobrze zrobiłam i robię?
    Życzę wsystkim wolności i pozdrawiam.

    Lipiec 16, 2017 at 6:00 am
    • N

      *I potrafię dłużej bez niego wytrzymac

      Lipiec 16, 2017 at 6:02 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kicia, na bank wprowadź coś zdrowszego. Czytałaś post „Pseudojedzenie” ?

      Lipiec 16, 2017 at 8:18 pm
  • Kamila S.

    Piękna wizja życia… Tyle,ze ja kompletnie sie w nia nie moge wpasowac. Czytam komentarze,typu :”jak przestalam jesc i wymiotowac rozkwitlam itp” a j??? Jestem widocznie jakims chodzacym dziwakiem. Przestalam sie glodzic, przestalam wymiotowac, przestalam miec napady…i co? I ani nie rozkwitlam,ani nie jestem bardziej szczesliwa, ani nie mam spokojniejszej glowy i oprocz go,ze czynnie nie choruje to w glowie i emocjach ten sam sajgon. Taki stan straszliwie odbiera jakiekolwiek chęci i motywacje do dalszej walki o siebie,bo po co???!!!! Przeciez i tak nic sie nie zmienilo mimo moich najwiekszych staran.Pozostaje tylko czytac posty,piekne ,komentarze i wierzyc,ze ktoregos dnia tez sie tak poczuje….choc przez króciutki moment

    Lipiec 16, 2017 at 9:04 am
    • Marta

      W tę piękną wizję życia nie musisz się wpasowywać i raczej nie powinnaś. Przestałaś się głodzić, przestałaś wymiotować, przestałaś mieć napady i przestałaś… się doceniać. Masz odpowiedź czemu u Ciebie jest, jak jest.

      Lipiec 16, 2017 at 10:26 am
      • Kamila S.

        Docenialam kazdy czysty dzien, bylam z siebie dumna…ale w momencie ,kiedy zauwazylam,ze to nic nie zmienia- stracilam chec i motywacje.Bylam pewna,ze jesli po 20tu latach w koncu bede na tej dobrej drodze i bede starac sie z calych sil to bedzie lepiej. Fakt, napadow juz nie mam, staram sie jesc normalnie,ale poza tym zniknela jakakolwiek radosc we mnie i znika chec dalszych zmian.

        Lipiec 16, 2017 at 11:38 am
        • Marta

          Wolisz skróty? Poczekaj, nie śpiesz się – ok, powiesz teraz „Ale ile ja mam do cholery czekać?!”, ale wiesz co? Nic Ci innego nie pozostaje. Może brutalnie to zabrzmiało, ale choćbyś stawała na rzęsach, to i tak nie wszystko przyjdzie do Ciebie od razu. No chyba, że chcesz szybkich efektów, na widok których powiesz „Wow”. Ja też nie zawsze jestem radosna, mnie też nie zawsze się chce, bo nie widzę zmian, bo ciągle jest coś nie tak, ale jednak wybieram właśnie takie życie, bo to ono jest prawdziwe. Wczoraj oglądałam film „Aż do kości” i usłyszałam coś takiego: „Przestań czekać, aż życie będzie łatwe, przestań liczyć, że ktoś Cię uratuje. Zmierz się z rzeczywistością, a może przeżyjesz cudowne życie”.

          Lipiec 16, 2017 at 5:27 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, zaoferuj swoją pomoc innym ludziom, zrób coś dla kogoś – raz w tygodniu wolontariat. Pomoże, zobaczysz.

      Lipiec 16, 2017 at 8:19 pm
  • dead

    Aniu, dla mnie właśnie ta część jest najbardziej przerazająca. Kiedy schodzi na drugi plan problem żarcia/wagi itd, to pytanie „Kim jestem, dokąd zmierzam, co w życiu robię” zwala się na mnie z siłą tony kamieni.. Póki co czuję że jestem nikim, nie wiem co chce robić, tak sobie żyje i nie wiem właściwie w jakim celu.. niby jest ok, ale pustka jest niewyobrażalna, strach przed życiem, ludźmi, tym ze sie zestarzeję i nic nie osiągnę.. A nie mam siły by zacząć to zmieniać… Nie wiem co robić.

    Lipiec 18, 2017 at 11:08 am
    • Kamila S.

      mam dokładnie to samo. Zaburzenia odzywiania zabrały mi wszystkie pasje,chęci do życia,do czegokolwiek, bedac pod ich wpływem zniszczyłam wszystkie relacje z ludzmi,Zostałam z niczym.Mam 33 lata i nie mam najmniejszego pojecia kim jestem? co lubie? Nie wiem nawet jaka jestem osobą- przez tyle lat kazdego dnia zakładałam maski,udawałam kogos zupełnie innego,ze zagubiłam się gdzies po drodze. Miałam być w życiu „kims”,miałam cos osiągnąc….zawsze byłam tą ambitną,inteligentną,która zrobi wszystko to,o czym sobie tylko zamarzy.tylko ja nawet nie wiem ,o czym marzę,już nie mam marzeń.Jedyne,co zostało to ogromna pustka,która wypełnia mnie po brzegi i poczucie bezsensu,beznadziei. Anoreksja i bulimia zabierały mi przez te lata każdy moment szczęścia,kawałek po kawałku az nie zostało kompletnie nic. Teraz nie mam pojecia co robic,jestem zdezorientowana. Tak bardzo chciałabym byc choc przez chwile szczesliwa i wolna.Nie potrafie

      Lipiec 18, 2017 at 11:24 am
      • dead

        Dokładnie tak, ja też byłam „tą zdolną, inteligentną, z dobrym startem”, bardzo wysokie oczekiwania rodziny, śrubowanie poprzeczki.. I dupa :/ nawet juz nie utrzymują ze mną kontaktów.
        Z tym ze nie powiem ze tylko ED zniszczyły mi życie.. raczej były ucieczką, próbą radzenia sobie z rzeczywistością, ale potem mnie to wszystko przerosło i zostalam z niczym, w wielku 27 lat… Jestem zagubiona i nie mam sił by „walczyć”, a nie ma łatwo. Przy tym zniszczone relacje z ludźmi, itd.. dokładnie wiem, co czujesz.

        Lipiec 18, 2017 at 2:12 pm
  • Dobrochna

    Siedzę w pracy. Skończyłam wszystkie analizy, przeczytałam ten post i rycze. Jak jakiś bezbronny bachor. Słowa o tym, że muszę się sobą zaopiekować… no nie mogę. Powylam się jak maluch.
    Dziękuję, Aniu.

    Lipiec 20, 2017 at 3:30 am
  • Dominika

    Aniu, czytam Twojego bloga, oglądam Twój kanał od jakiegoś już czasu i jestem niezmiernie szczęśliwa i wdzięczna, że wreszcie mamy w Polsce kogoś kto zajął się problemem zaburzeń odżywiania- z pełnym zaangażowaniem, sercem i bagażem własnych doświadczeń.
    Sama przez wiele lat zmagałam się z anoreksją, potem z epizodami kompulsywnego jedzenia, depresją. Od ok.6 lat jest stabilnie, choć nie zawsze różowo. Mnie z tego bagna wyciągnął cel- studia medyczne, a potem podniosła miłość- znalazłam wspaniałego faceta i przyjaciela.
    Może mój post jest trochę nie na temat ale czytając go poczułam do Ciebie ogromną wdzięczność za to co robisz i jednocześnie wielki smutek i żal, że, gdy sama z tego wychodziłam, nie dostałam tyle cennych rad i wskazówek. Ogromna szkoda, że nie mamy w Polsce nikogo, kto zająłby się-tak jak Ty bulimią- stricte problemem anoreksji i pomógł tym biednym dziewczynom wygrzebać się z wielkiego piekła jakim jest. Niestety, tradycyjna medycyna, jeśli chodzi o zaburzenia odżywiania jest w Polsce w tyle. Leczenie sprowadza się do uwięzienia na oddziale i odkarmienia. A co dalej?

    Lipiec 20, 2017 at 4:06 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Dziękuję :*

      Lipiec 21, 2017 at 9:28 am

Skomentuj

INSTAGRAM