Jedzenie jest jak ciepły kocyk. Otula gdy świat jest zły i gdy chcemy się schować.
Wiemy doskonale, że sposób  w jaki jemy nas niszczy, ale musimy się okłamywać , po to, żeby móc pod tym kocykiem siedzieć.
Inne wyjście?
Zobaczyć prawdę.
Zobaczyć, do czego doprowadziło odgradzanie się murem jedzenia od własnego życia.

No właśnie kłamstwo versus prawda.
Chyba każde uzależnienie sprowadza sie do tego, że żyjesz w kłamstwie. Im większe uzależnienie, tym większe kłamstwo. Rosną też koszty jego utrzymania; koszty fizyczne, moralne, finansowe, w relacjach międzyludzkich i każde inne.

Co mam na myśli? Podam przykład z mojego życia:
Bardzo szkodzi mi chleb. Fizycznie czuję się źle i mnie wzdyma (pewnie coś z tym glutenem).
Poza tym chleb jest moim zapalnikiem i wywołuje ataki wilczego głodu. Koniec i kropka.
Ale nie mogłam się z tym pogodzić przez lata.
Bo ja chleb po prostu uwielbiam. Kocham wszystkiego rodzaju wypieki, bułeczki i inne cuda.
Ale chleb mi szkodzi. Taka jest naga, surowa prawda i nigdy nie będzie innej.
I tego nie mogłam zaakceptować. Zatkałam na nią uszy, zakryłam oczy, tupałam nogami i krzyczałam „nie nie nie”, jak małe dziecko.
Kombinowałam więc; chleb tylko żytni, chleb tylko na zakwasie, chleb raz dziennie.
A co ja będę jeść, jak nie chleb? Oj, przesadzasz wszyscy jedzą chleb itd.

Miotałam się tak miesiącami, a prawda była sobie cały czas taka, jaka była. Jedyna i niewzruszona. Obojętna na to, czy ją w końcu zaakceptuję czy nie.
Prawda jest jak skała. I mogłabym do końca życia próbować ją zamalować, zakryć i udawać, że w cale jej nie ma. Że ten słoń na środku mojego salonu, wcale tam się nie znajduje.
Yyyyy… znajduje się.

Rozumiesz,  co chcę powiedzieć?
Prawda czasami (często) może być brzydka, niewygodna, bolesna.
Ja wolałabym, oczywiście, żeby była inna, chciałabym jeść chleb, który tak lubię.
No ale coż. Wybór jest zawsze prosty; albo się oszukujesz, kombinujesz i lądujesz ciągle w tym samym miejscu, albo akceptujesz niezmienialne i idziesz dalej.
Chcesz schudnąć; katujesz się dietami, albo wymiotujesz. Nie chudniesz.
Dlaczego? Bo „prawda” która się posługujesz, jest nieaktualna. Nie osiągasz zamierzonych rezultatów?
To znaczy, że opierasz swoje działania na fałszywych przesłankach.
Lepiej skorzystaj z prawdy kogoś, kto schudł; osiągnął rezultat, którego ty szukasz.
Nie podoba ci się ona? No trudno.
Prawda nigdy się nie nagina do naszych wyobrażeń do niej.
Ale tylko akceptując ją w pełni, możemy ruszyć dalej z naszym życiem i budować je.

To tak jak z działaniem matematycznym; jeżeli na początku rąbnęłaś się w dodawaniu, to potem możesz całkować i pierwiastkować jak profesor Harvarda, a i tak wynik wyjdzie ci błędny.

Żeby żyć w prawdzie nie trzeba cudów. Wiesz czego trzeba?
Odwagi.
Stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie; wcale nie jem jak ptaszek; skubiąc tu i tam.
Nie; w efekcie jem 5000 kcl dziennie.
Wcale nie piję winka jak chcę się zrelaksować po stresującej  pracy. Piję winko codziennie i to jedną butelkę.
Przestać siebie okłamywać jest ciężko.
Większość ludzi na świece żyje okłamując się, bo prawda bywa dla nich zbyt ciężka do zniesienia. Uzależnienie t nawykowe jej zagłuszanie tą samą substancją; jedzeniem, alkoholem…
Chyba nie chcesz być w tym względzie jak reszta świata?

Czy ty, właśnie TY masz odwagę spojrzeć prawdzie w oczy?
Życzę ci jej z całego serca.