Schudnąć szybko I od jutra.

 

Głównym powodem dla którego wpadłyśmy w Wilczą Chorobę, była chęć schudnięcia.
Nikt nie wpakował się w to dla zabawy, albo z nudów, prawda?
Minęło kilka długich lat, a my wcale nie jesteśmy ani grama szczuplejsze. Często zaś, ważymy jeszcze więcej niż przed chorobą. Schudł za to nasz portfel.
To, co stało się z resztą naszego życia, pominę litościwym milczeniem.

Jedyne co pozostało niezmienne, w trakcie całej naszej choroby, aż do dnia dzisiejszego to determinacja w osiągnięciu celu: SZYBKO SCHUDNĄĆ.
Za tym postanowieniem idzie często kolejne; OD JUTRA. Dzisiaj zrobię sobie jeszcze ostatnią ucztę.
I tak radośnie bijemy głową ciągle w ten sam mur, zastanawiając się, dlaczego łeb nam pęka.

Szybko schudnąć! Nie ma przecież czasu:

  • Zaraz Sylwester, a kiecka się nie dopina!
  • Walentynki tuż tuż, będę wyglądać jak słoń w tej seksi bieliźnie!
  • Dżizas, idzie wiosna. Wszyscy zobaczą, że utyłam, gdy zdejmę zimową kurtkę.
  • Jak ja się pokażę z takim sadłem na majówce nad jeziorem?
  • Wakacje! Bikini! Ratunku!!!
  • Wrzesień: nowy start, zabieram się za dietę.
  • Październik: muszę zmieścić się w zimowe ciuchy z zeszłego roku!
  • Zima: Teraz jest czas na odchudzanie. Zaraz święta, a nie chce dodatkowo przytyć.

I tak się toczy kołowrotek.
Mój toczył się półtorej dekad.

Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że należy zrobić realistyczny plan, a potem do znudzenia wcielać w życie każdego dnia, parsknęłabym śmiechem.

Czy ty nie wiesz głupku, ze zaraz wakacje i muszę, no MUSZĘ wyglądać jakoś na plaży! Tym razem się odchudzę; przegłodzę się po kompulsie, a potem będę jadła tylko produkt X, nie łącząc go NIGDY z produktem Y i eliminując NA ZAWSZE produkt Z!

No tak, kiedyś myślałam, że zdrowe odżywianie to żarcie korzonek, odmawianie sobie wszystkiego i dożywotnia samokontrola.
Nie wiedziałam tego co wiem teraz: że to jedzenie po królewsku – pięknie, smacznie i do syta. Zresztą i tak bym w to nie uwierzyła…

Nigdy nie zaświtała mi prosta myśl, że jak coś nie zadziałało za pierwszym razem, to nie zadziała i za tysięcznym. Że zamiast znowu próbować szybko schudnąć należy puknąć się w głowę i zacząć jej używać.
Na szczęście pojęłam to w końcu i we właściwym dla mojego ciała tempie, osiągnęłam wymarzoną wagę.
Po piętnastu latach! Jak na ironię, dokładnie taką, jaką chciałam mieć, gdy zaczynałam wesoła przygodę z Wilkiem. No i na co mi to było?

Jeżeli też tak chcesz, to zacznij od zadania sobie pytania:

Gdzie mi się spieszy z tym chudnięciem?

Czas sobie płynie, niezależnie od tego czy szarpiesz się ze sobą na oślep, czy postępujesz rozsądnie.
Ja uważam, że lepiej być szczupła i zadowolona za pół roku, albo nawet i rok (Słodki Jezu, rok?!), niż mieć efekt jojo za trzy tygodnie.
Żeby to pojąć trzeba pozbyć się ze złudzenia, że ciebie to akurat nie dotyczy. Ty jesteś w stanie szybko schudnąć i nie doświadczyć negatywnych tego konsekwencji (kompulsy, jojo).
Yyyy…nope. Dotyczy to ZWŁASZCZA ciebie, droga Wilczyco.
Obudź się z tego narkotycznego snu i schudnij wolno, ale raz na zawsze. Tak jak ja.

Kolejnym mitem jest; mit od jutra. Od jutra walczę z Wilkiem, od jutra zdrowo jem.
Taaaa….
Tutaj sprawa jest o wiele prostsza. Zanotuj sobie jedno:

Jutra nie ma.

To tylko koncept, pobożne życzenie. Dzisiaj może rąbnąć bomba atomowa w prezencie od Kim Dzong Una i nici z twoich planów.
Przyszłości jeszcze nie ma, przeszłości już nie ma; jest tylko dzisiaj.
Tylko dzisiaj możesz działać.
Jeżeli postanawiasz coś zmienić, zacznij od teraz. Lepszego momentu na zrobienie pierwszego kroku nie będzie.

Przychodzi Wilk? Zastosuj Technikę Fali, albo Technikę Pisania i nie dopuścić do TEGO właśnie ataku, który wzbiera.
Chcesz zacząć ćwiczyć? Padnij na podłogę i wykonaj 10 pompek. Tak jak stoisz.
Chcesz wyeliminować zapalniki? Wyrzuć je ze swojej kuchni. Już.
Nie czekaj na Nowy Rok, nowy miesiąc, lato, jesień. Działaj teraz. Rozpędź się.
Jutro to mityczna kraina, w której wszystko dzieje się po twojej myśli, tylko, że jutro…
Przestań w niej żyć. Już wystarczy.

To co? Szybko i od jutra czy powoli i od dzisiaj?
Niech runie kolejne przekonanie, którym żywi się Wilk.

 

50 komentarzy

  • M

    Aż mnie ciarki przeszły jak bardzo to mnie!
    No ja od wczoraj. Konieczny był cały dzień spędzony w łóżku z minimum aktywności i minimum pożywienia a dużą ilością wody by wyjść z szaleństwa dwutygodniowego ciągu. Trochę jak narkoman: przymusowy „detoks”, zamknięta w 4 ścianach. Na szczęście 1 dzień pomógł w odzyskaniu zalążka nadziei, odzyskaniu „dzisiaj” 🙂

    Październik 7, 2015 at 1:42 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      No widzisz, Ciocia Wilczyca przerabiała to milion razy 🙂 Wstawaj, tylko dzisiaj istnieje naprawdę. :*

      Październik 7, 2015 at 9:11 pm
  • lena

    Pamiętam..ze zanim trafiłam na Twoj blog Aniu,przez caly poprzedni miesiąc juz walczyłam z wilkiem..z silnym przekonaniem,ze chce wyzdrowiec.Wytrzymywałam dwa….trzy dni…i poddawałam sie.Rozpaczliwie szukając pomocy,trafilam na Ciebie…zachłannie czytałam po kilka razy wszystkie posty,chyba przez dwie godziny…słowa „dobrze się przygotuj” byly dla mnie zbawienne wtedy.Wzięlam notes,długopis..zrobiłam plan zakupow,plan posiłkow,ustaliłam godzinę cwiczeń.Pierwszy tydzień..technika fali bardzo mi pomogła…potem bylo coraz lepiej,chociaz troszkę bardziej miałam wystający brzuch,ale nie przejmowalam sie tym w ogole.Po miesiacu po brzuchu ani sladu,niedawno pisalam ze waze 54 kg…dzis stanelam na wadze i szok 52,jem normalnie i chudne…dzis na kolacje i kolejne dni zjem dodatkowe 100 kcal..bo musze nadrobic do 54 kg 🙂 Dziewczyny..piszcie jak wam idzie..Ania odwaliła za nas kawal dobrej roboty,ja robię dokladnie wszystko i tak jak Ania pisze…to działa 🙂 pozdrowienia

    Październik 7, 2015 at 6:10 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Boże dziewczyno! Czy ja mogę ten wpis kopiować i wysyłać do każdego niedowiarka, co chce koniecznie po swojemu? I o to chodzi właśnie! Braaaawo brawo brawo! Podskakuję na moim wilczym zadku! Buuuziak!

      Październik 7, 2015 at 9:18 pm
      • lena

        Oj coś w złym miejscu mi sie komentarz dodał..napisze jeszcze raz… Ty Kochana możesz wszystko 😉

        Październik 8, 2015 at 5:54 pm
  • Ela

    Witaj Aniu kochana.
    Jestem w strasznym dołku, od kilku dni się objadam (chyba przytyłam już ze 3 kg) czuję się fatalnie sama ze sobą, wstydzę się siebie i gardzę sobą…
    Właśnie się przeprowadziłam, do tego zmieniłam pracę, o mało się nie rozstałam z mężem i to wszystko się działo w przeciągu tygodnia. Ogromna dawka stresu, który rozładowuję jedzeniem ogromnej ilości słodyczy (które są moim zapalnikiem). Bardzo nie podoba mi się moje ciało teraz i dokładnie tak jak piszesz w dzisiejszym poście – chce schudnąć szybko, na już, a najlepiej na wczoraj. Kiedyś przebywając w Anglii przytyłam ponad 10 kg i wyglądałam koszmarnie. Strasznie się tego boję, że to wróci przez moje objadanie się.
    Co robić? Nie potrafię się zaakceptować w takim ,,stanie” w jakim jestem teraz.
    Płakać mi się chce nad tym jaka jestem słaba i głupia.
    Tylko głodzenie się daje mi nadzieję, kiedy mi się udaje czuję się silna, mądra i pełna energii do działania. Jakby cały świat był u moich stóp, jakbym była pod wpływem jakiś narkotyków – nieustanne flow i poczucie szczęścia. Czuję się kimś.
    Jak się z tego wyplątać? Jak zacząć żyć normalnie?
    Napisz mi proszę od czego zacząć.
    Z góry dziękuję,
    Ela

    Październik 7, 2015 at 8:32 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Kochana,
      Dobrze, że piszesz. Pierwszy krok to zatrzymanie się na chwilę i zdanie sobie sprawy z tego co się dzieje. Właśnie to zrobiłaś; Teraz masz niełatwy wybór; albo zrobić, tak jak ja mówię i logika wraz z fizyką nakazują (obliczyć zapotrzebowanie energetyczne np), albo znowy wpaść w kolejny cykl kołowrotka, zaczynając od głodzenia.
      Ile razy musisz się na nim jeszcze zakręcić, żeby zrozumieć, ze głodzenie się jest właśnie oznaką słabości i głupoty? Odwagą i mądrością jest spojrzeć prawdzie w oczy, zmierzyć się z nieracjonalnymi obawami (przytycie, itd) i zaufanie komuś takiemu jak ja, kto wie co mówi.
      Odwagą i mądrością jest robienie codziennie małego nudnego kroczku i cierpliwe czekanie na rezultaty.
      Ale gdy one przyjdą, nic już nie będzzie takie jak było. Obiecuję.

      Październik 7, 2015 at 9:25 pm
    • lena

      Aniu …Kochana Ty możesz wszystko 🙂 buziakow 100 😉

      Październik 8, 2015 at 5:51 pm
      • Ela

        Dziękuję za Twoją odpowiedz, mądrą i ciepłą, jak zawsze Aniu 🙂
        Masz oczywiście całkowitą rację, ale gdzieś tak głęboko mi siedzi w głowie przekonanie, że człowiek leniwy i słaby się objada i jest gruby, a ludzi silni i pewni siebie są w stanie sobie odmawiać przyjemności jedzenia, jedzą mało, a czasem nawet się głodzą.
        Po drugie, mam takie okresy remisji choroby (kiedy jem dobrze i odpowiednio dużo) i wszystko idzie świetnie, aż sama zaczynam się zastanawiać że już za długo jest Ok i czas coś spieprzyć (co też czynię niezwłocznie). Po prostu sama sobie robię krzywdę i na złość. Żeby mi nie było za łatwo i za dobrze.
        Do tych problemów z jedzeniem dochodzi u mnie niezadowolenie ze swojego ciała i charakteru, poszukiwanie pracy (sama nie wiem w czym bym się sprawdziła i czego na prawdę chcę), brak określonej ścieżki zawodowej i zawirowania w związku. Straszny chaos panuje w moim życiu.
        Sama nie wiem od czego zacząć te porządki.
        Z jedzeniem cały czas jest tak na zmianę – poprawa która trwa jakiś tydzień, dwa, później już nie wytrzymuję tego ,,ciśnienia” we mnie i się załamuję. I znowu historia się powtarza.
        Aniu, a Ty czym się zajmujesz zawodowo? bo nie mieszkasz w Polsce, prawda?
        Jak odkryłaś swoje powołanie do tej pracy?
        Pozdrawiam gorąco,
        Ela

        Październik 9, 2015 at 8:52 pm
        • Bartek
          Wilczo Głodna

          Kochana,
          Dużo pytań sobie zadajesz. Usiądź, weź kartkę i odpowiedz sobie na nie; napisz co ci przyjdzie do głowy; kim jestem? Co chce w życiu zrobić (nie myśl, czy to sie da, tylko pisz co przyjdzie)
          Co do silnych ludzi; to nie są oni silni, dlatego, że potrafią się bezwzględnie karać i umęczać, ale dlatego, że poznali siebie. Wiedzą gdzie leżą ich słabości i gdzie należy popracować.
          I pamiętaj; zdrowi od Wilka ludzie nie patrzą na jedzenie w takich kategoriach jak my. Interesują się nim tylko jak są głodni, po czym zapominają o nim. Nie muszą sobie niczego „odmawiać”. Mój chłopak potrafi cały dzień nic nie jeść, bo mu się nie chce gotować! Dla nas to niepojęte, co?
          Co do mojego zawodu to jestem wszechstronną artystką. Jak odkryłam powołanie? Zapytałam siebie: Co cię kręci i zaczęłam to robić. Mimo, że rodzice ostrzegali, że po ASP to będę bezdomna. I co? Poradziłam sobie 🙂

          Październik 10, 2015 at 11:11 am
  • Ana

    Aniu, co uważasz o poście leczniczym Dąbrowskiej jako sposób na wyjście z kompulsywnego objadania się ?

    Październik 8, 2015 at 12:07 am
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      To co o wszystkich postach, jako sposób na wyleczenie z objadania się.
      Posty są spoko, ale dla zdrowych ludzi.
      Jak już wyjdziesz z Wilka i miną dwa lata, to sobie możesz zrobić na oczyszczenie organizmu.
      Teraz, to będzie głodzenie się, żeby schudnąć, pod inną nazwą.

      Październik 8, 2015 at 8:00 am
      • Ela

        Jak to pięknie i twórczo brzmi:
        wszechstronna artystka 🙂
        Gratuluję Aniu, że się odnalazłaś i spełniasz się w tym co robisz 🙂
        Mam nadzieję, że mnie też to kiedyś czeka.
        Co do rodziców – nie ma to jak wsparcie i bezwarunkowa miłość :/
        Moi podobnie do tego podchodzili – kiedy chciałam zmienić kierunek studiów (studiowałam to co oni mi wybrali) to zagrozili że przestaną mi w ogóle dawać kasę a pracując w tym zawodzie będę żyła na skraju nędzy 😉 Ehh…
        I dopiero teraz po malutku testuję, próbuję, co jest dla mnie – jaki zawód, jakie zajęcie. Nie miałam siły i odwagi ,,postawić” się kiedy szłam na studia.
        Dziękuję Ci gorąco za wszystkie rady i wskazówki :*
        Pisz dla nas częściej, bardzo Cię potrzebujemy Aniu 🙂
        Ela

        Październik 13, 2015 at 7:07 am
        • Bartek
          Wilczo Głodna

          Testuj, szukaj, odkrywaj. Życie jest wystarczająco długie. Grunt to go nie marnować. :*

          Październik 13, 2015 at 2:01 pm
  • Paulina

    Po raz kolejny, genialny tekst. Nie wiem jak Ty to robisz, ale za każdym razem trafiasz w sedno, naprawdę. 🙂 Z ciekawości zapytam – masz jakieś zdjęcia siebie sprzed X lat, które mogłabyś nam pokazać?
    Pozdrawiam!

    Październik 8, 2015 at 1:05 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Dziękuję bardzo 🙂 Mam zdjęcia, mam. Muszę któregoś dnia je odgrzebać i pokazać, jak się zmieniłam. Zabieram się za to od miesięcy i ciągle jest coś ważniejszego do roboty 😛

      Październik 8, 2015 at 5:30 pm
  • Cebulka

    Po pierwsze chciałabym ci podziękować za wiadomości na mailu – dają poczucie, że ktoś pamięta o moich staraniach. Na dodatek ktoś, kto rozumie.
    Też chciałam szybko schudnąć, nie dla jakiegoś powodu, w nic nie musiałam się wciskać, jednak nie lubiłam długo czekać. Najpierw drastyczne obniżanie kalorii (300kcal na dzień, sic!), głodówki, potem pierwsze kompulsy. Męczyłam się rok, waga latała w te i wewte. Później długa przerwa od tego dziadostwa, moja dieta z pseudo odchudzającej zmieniła się na wegańską. Trzy miesiące spokoju, bo skupiłam się na innym aspekcie żywienia, lecz potem jedno potknięcie i znowu siedzę w tym bagnie.
    Sporo schudłam, ale to dzięki walce z wilczym głodem. Zaczęłam dokładnie spisywać, co jem, być tego świadoma, poprawiłam swoją kondycje. Nauczyłam się cierpliwości i pokory, wiem, że nie ma drogi na skróty, bo zawsze skończy się to kompulsami,
    Najgorsze jest jednak to, że niższa waga wcale nie sprawia, że jest łatwiej walczyć. Kiedyś myślałam, że gdy będę ważyć tak mało, nie będę nawet chciała latać do łazienki po posiłku. Niestety, strach przed przytyciem pozostaje.
    Dziękuję, Aniu. Gdy na Ciebie trafiłam napady wilczego głodu były codziennością, teraz są tylko sporadyczną. winą mojego niedopilnowania, mam jednak nadzieję, że pewnego dnia nie będę pamiętać, kiedy zdarzył się ostatni.
    Dziękuję.

    Październik 8, 2015 at 3:51 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Kochana, przyjdzie taki dzień; obiecuję. Jestem z Ciebie dumna :*

      Październik 8, 2015 at 5:33 pm
  • Marta

    Aniu, trafiłam tu niedawno, jestem jeszcze bardzo młoda, z wilkiem zmagam się 2 lata.
    Nikomu o tym nie mówiłam nawet rodzicom-uważałam że to wstyd. Dzięki tobie wiem że to choroba, i chorobę się zwalcza. Zawsze chciałam szybko szybko, 2 dni jadłam jakbym była piórkiem (straszny ból głowy, zawroty itp.) i już dopatrywałam się efektów. Myślałam ze tydzien da mi efekty takie jak w 2 miesiące. Wspomniałaś o ostatniej uczcie….męczy mnie ona codziennie, nie ma chwili kiedy nie myślałabym o jedzeniu to tak strasznie mnie nęka! Aktualnie siedze przy swoim zabałaganionym biurku i płaczę. Płaczę, bo zdałam sobie sprawę ile krzywdy sobie wyrządziłam. Dziękuje Ci, dziękuje Ci bardzo, dałaś mi nadzieję 🙂

    Październik 9, 2015 at 4:16 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      To otrzyj łzy, posprzątaj bałagan na biurku i w swoim życiu, ok? Będzie dobrze, obiecuję.

      Październik 10, 2015 at 11:02 am
  • Rose

    Witaj. Właśnie dzisiaj, dzięki pewnej osobie, zdałam sobie sprawę, że mam zaburzenia odżywiania. Nie łatwo było mi się do tego przyznać, bo jak wiemy – żadna z Nas nie chce być chora. Jestem z tym prawie zupełnie sama, nie umiem powiedzieć o tym bliskim, bo wiem jaka będzie ich reakcja. Boję się, że zostanie to ze mną na zawsze. Czytając Twoje posty uciekam od tego wszystkiego. Widzę sens, aby walczyć. Dziękuję.

    Październik 9, 2015 at 8:01 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Nie jesteś sama; jesteś z nami Wilczycami. Czujemy to co ty i rozumiemy.
      A powiem ci, że nigdy nie wiemy, jak ktoś zareaguje, dopóki nie sprawdzimy.
      Jeżeli boisz się powiedzieć wprost, to napisz list…

      Październik 10, 2015 at 11:04 am
  • Aga

    Aniu, bardzo Ci dziękuję za Twojego bloga. Wiele razy mi pomógł. Mam 34 lata. Jestem żoną i mamą, która po kilkunastu latach życia bez napadów pozwoliła, by one wróciły. Na jakiś miesiąc. To był naprawdę koszmar. Bo naprawdę nie da się żyć w tym okropnym bulimicznym kłamstwie. Walczę jednak, bo szkoda mi życia na tę niewolę. Szkoda mi męża i dzieci, którzy od razu odczuwają każdy mój odjazd.

    Napiszę jeszcze, że całe to jedzeniowe szaleństwo wróciło do mnie, gdy w końcu udało mi się schudnąć. – 25 kg. Ważę teraz 68 kg przy wzroście 176 cm. Pierwszy raz w dorosłym życiu moja waga jest w środku BMI. Cieszę się oczywiście, ale też nie wiem jak sobie radzić w tym okresie po schudnięciu. Boję się przytyć. Lubię jeść. To tego ta skłonność do kompulsji.

    Zaczęłam więc stosować metodę o której pisałaś ostatnio. Robię sobie plan jedzeniowy. Jak się go trzymam jest ok. Gorzej gdy np jak wczoraj skubnę coś więcej od dzieci np. I później robię sobie dokładkę czegoś spoza listy. Do tego dorzucam parę łyżeczek miodu, kilka łyżek słonecznika. Gdy takie niekontrolowane podjadanie wypada w okolicy kolacji, od razu mam pół kg więcej na wadze. A wtedy smutek i lęk że nie utrzymam wagi.

    I jeszcze jedno. to jest dla mnie najtrudniejsze w tym momencie. Planuję sobie to jedzenie. Zdrowe, nieprzetworzone. Wiesz, płatki owsiane, kasza jaglana, kotlety soczewicowo-indycze, twaróg, dużo warzyw, trochę owoców do południa itd. Ale jak tu zapanować nad wielkością porcji.???? Boję się jeść mało. Tak trudno odejść od stołu w 80 proc. najedzonym, by dać sobie czas na poczucie najedzenia.
    Jak się tego nauczyć? Masz jakąś metodę? 🙂

    Ściskam Cię mocno,
    dziękując,
    bo widzę jesteś takim narzędziem w rękach Pana Boga,
    dzięki któremu mogę zdrowieć dalej.

    Zaraz za moim Mężem 🙂 i samym Panem Bogiem przede wszystkim.

    Październik 10, 2015 at 6:54 am
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Kochana, mam jedną metodę; nie uznaje dokładek; to dla mnie zapalnik sytuacyjny.
      Jeżeli masz problem z porcjami, to polecam broszurkę Anonimowych Żarłoków http://anonimowizarlocy.org/produkt/godnosc-wyboru/
      i http://anonimowizarlocy.org/produkt/plan-jedzenia-narzedzie-do-zycia-tylko-dzis/ mi bardzo pomogły przestac się oszukiwać, że jeszcze tylko kęskek, dokładeczka. Nie ma takich 🙂
      Nie kombinuj z odchodzeniem od stołu najedzoną w procentach. Po prostu naucz się ustalać odpowiednie dla siebie porcje i zjadaj tylko to. Nie będziesz musiała ze sobą walczyć za każdym razem i nadużywać mieśnie silnej woli.

      Zasługujesz na to, żeby być szczupła. Nie sabotuj się. Należy ci się piękne, wymarzone ciało. Zapracowałaś na nie i się nim ciesz. Teraz rób codziennie wszystko, żeby je takie utrzymać. Wszystko; czyli kultywuj małe codzienne nawyki, małe kroki. Ok?

      I dziękuję za takie wielkie słowa…ja czuję się zwyczajną dziewczyną. Mam niezwyczajną misją, co prawda, ale to już inna sprawa 🙂
      Buziak!

      Październik 10, 2015 at 11:47 am
  • Ola

    Kolejny trafiony wpis! Ania, jesteś boska! Mówiłam sobie „od jutra” już chyba z milion razy, ale fajnie było tylko przez pierwszych kilka dni. Potem się okazywało jak zwykle, że nic nie ma sensu i po co się starać.. Ja jakoś z wilkiem próbuje walczyć. Powoli, ale do przodu. Czasami pozwalam sobie na więcej, żeby zachować jakiś balans, zobaczymy co z tego będzie. Niestety u mnie na samym wieku się nie kończy jeśli chodzi o kompulsy, cierpię na trichotillomanię. Nie wiem nawet gdzie mam szukać pomocy, psycholog, psychiatra, terapia grupowa?! I kiedy znaleźć na to czasu, kiedy tu uczelnia, praca, pisanie inzynierki.. Czasami czuje się jakbym była jaka wadliwa, w dodatku prowadzę ciągłą autodestrukcję. Po paru tyg przerwy znowu zaczęłam wyrywać włosy i nie potrafię przestać. W rodzinie żadnych podobnych przypadków, wśród znajomych również, a ja nabawiłam się już 2 kompulsów.. Żebym miała ku temu jakieś konkretne powody(problemy w domu, ciągłe nerwy), ale praktycznie wszystko jest ok.

    Październik 10, 2015 at 12:39 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Kochana,
      Na zadbanie o siebie musisz znaleźć czas! Co ci z inżynierki, co ci z pracy, jeżeli będziesz chora i zniszczona!? Idź do pierwszego lepszego psychologa, natychmiast! Jeżeli nie będzie potrafił ci pomóc, to skieruje cię dalej. Poszukaj go TERAZ.

      Październik 11, 2015 at 1:07 pm
      • Ola

        Chyba masz rację. A nawet nie chyba tylko na pewno! Poszłam do przychodni i oto zapisałam się do psychiatry! Tam mnie jeszcze nie było 😀 Co prawda dopiero za miesiąc, ale jakoś muszę wytrzymać Zobaczymy co będzie..

        Październik 13, 2015 at 9:19 pm
  • Marta

    Cześć Aniu 🙂
    Przez błędy młodości i kombinowanie z dietami nabawiłam się kompulsywnego objadania, z którym walczę już kilka ładnych lat. Bywa raz lepiej, raz gorzej, mam za sobą rok terapii, bez rezultatów… niedawno trafiłam na Twojego bloga, jest dla mnie o tyle cenny, że jesteś bardzo wiarygodna w tym co robisz- nikt nie może wiedzieć więcej o ED niż osoba, która sama przez to przeszła… Powoli wdrażam Twoje rady dotyczące poprawnego jedzenia i niedawno podjęłam chyba najważniejszy krok- nie łudzę się już, że mogę być na diecie 1000/ 1200 kcal i nie mieć kompulsów… Dość rozsądnie i bezpiecznie ułożyłam jadłospis z niewielkim tylko deficytem, nie katuję się już ćwiczeniami…choć obsesja i chęć, żeby coś uciąć, coś jeszcze spalić z kalorii bywa wciąż silna. Dość długo sobie radziłam, byłam na czysto bez drastycznych cięć w kaloriach, ale dziś w pośpiechu popełniłam kardynalny błąd- pominęłam posiłek, wróciłam do domu zmęczona, zła. No i ciach- atak na lodówkę.
    I co teraz? Każda wpadka narusza już i tak słabą wiarę, że da się żyć bez kompulsji…
    Wyzerować licznik? Zapomnieć? Zacząć znów- z czystym kontem?
    Jak wyglądały Twoje początki zmian? Jedno definitywne cięcie, czy powolna zmiana i też miewałaś „wpadki”, które z czasem były coraz rzadsze?

    Ściskam Cię mocno, Wilczusiu. 😉

    Październik 10, 2015 at 9:04 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Kochana! Nic nie zeruj, nie czyść, nie zaczynaj od nowa. Po prostu rób rozsądnie dalej swoje i wyciągnij wniosek na przyszłość; nie pomijać posiłku. Zapisz sobie ładnie, na liście wniosków 🙂
      A kardynalnym błędem będzie, jeżeli teraz ześwirujesz. Spokojnie, było potknięcie, a nie gleba. Idziemy dalej. Bo co robisz jak potkniesz się na ulicy? Siadasz i płaczesz? Zaczynasz biegać w panice? Nie, mówisz „o kur…cze” i idziesz dalej. Si?
      Co do mnie, to jako przedstawiciel rasy ludzkiej, nie rasy cyborgów, popełniłam dużo błędów. Ba! Dalej popełniam, ale już nie upadam 🙂
      Nie upadaj.

      Październik 11, 2015 at 1:13 pm
  • Ewa

    Dziekuje że napisalas to wszystko. Oprócz ogromnej wiedzy, popartej niestety doswiadczeniam masz niesamowitą lekkość pisania i umiejętność trafienia w „punkt”. Dzięki Tobie zrozumialam, że nie walcze że sobą tylko glodnym wilkiem 🙂 o ile łatwiej jest celowac na eczem w wilka. Jak zmienia się rzeczywistosc, gdy nagle po ponad 20 latach odkrywa że to jego muszę zamknąć w klatce.

    Poruszają wszystkie emocje a tematy nierealne w Twoim wydaniu są rzeczywiste i osiągalne. W dwa dni przeczytalam wszystkie Twoje wpisy. Z przyjemności km przeczytaj je jeszcze po kilka razy, skupiając się na wszystkim co piszesz i tym co jest między wierszami.

    Od wczoraj przestałam karmić wilka, dzięki Tobie odkryłam różnice między głodem a glodnym wilkiem. Na pewno jeszcze muszę mnustwo odkryć i się napracowac.

    Dziękuję, że dalas mi mape, kompas i porządne buty. Teraz wiem gdzie chce iść i mam w czym.

    Październik 10, 2015 at 10:37 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Matko jedyna, poryczałaś mnie! Dziękuje z całego serca! Takie słowa pamięta się do końca życia…
      Szerokiej drogi do zdrowia, kochana!

      Październik 11, 2015 at 1:17 pm
      • Maryśka

        Witam dziewczyny i kobiety!
        Po długomiesięcznym śledzeniu tego bloga – przełamałam się i piszę (może dlatego, że to dla mnie bardzo trudny czas, a jak pewnie wiele z Was tego doświadczyło – z tym głównym problemem, który zdominował moje życie – jestem sama). Boje się, że „moja refleksja” jest infantylna, bo sam problem, z którym się zmagamy/ choroba, moim zdaniem, jest właśnie infantylna. Czy też często (przepraszam za wyrażenie) myślicie o sobie, jak o kompletnych idiotkach/ „pustakach”/kretynkach?
        Pomimo, że boję się, że ktoś, kiedyś dorwie mój komputer i niechcący wyjdzie, że udzielam się na blogu o takiej tematyce (nikt, kompletnie nikt o mnie nie wie) to zaryzykuję i nawet podam o sobie kilka informacji, bo bez kontekstu to nie ma znaczenia.
        Jestem studentką, kończę studia. Zastanawiałam się, kiedy zachorowałam (jak zwykle, trudno to dokładnie określić, bo dużo później przyznałam się sama przed sobą, że mam problem). Myślę, że miałam 17 lat.Kończę studia. Nic nie przeżyłam. Nikogo nie mam. Zgorzkniałam. Zbrzydłam. Zadepresiałam. Schudłam-Utyłam-Schudłam-Utyłam. Osamotniałam. Zestarzałam się! I co?
        Pustka, straszna pustka.
        Teraz, po tylu latach nadarzyła się okazja, żeby się wyleczyć.
        Wyjechałam do innego miasta, mieszkam w akademiku (mam współlokatorke), kuchnia jest na korytarzu, wspólna toaleta, nie mam za dużo pieniędzy, bo inne wydatki na głowie – chyba wiecie po, co podaję te szczegóły – sytuacja dla „wilka” jest mocno utrudniona. Udało mi się już wytrzymać 6 dni – trudne te dni, ale wpadłam w pułapkę – to jest mój problem – objadam się, ale warzywami i owocami, w wielkich ilościach, bo tłumaczę to sobie niewielką ilością kalorii..mam wrażenie, że przytyłam i znowu mi się włącza myślenie – czas na głodówkę albo jabłko dziennie itd.
        Jak się już zdobyłam na odwagę, to wykorzystam sytuację – czy też zmagałyście się z problemem opuchniętych ślinianek? Martwię się, bo przez te 6 dni bez wymiotów nadal są mocno opuchnięte i nie mogę na siebie patrzeć w lustrze. Poradźcie/ Doradźcie, jak jeszcze mogę wykorzystać tę nową sytuację. Mam w planach zapisać się na jakieś zajęcia, szczególnie rychowe/ sportowe albo „kulturalne”, bo jak jestem zajęta i wychodzę do ludzi to nie myślę tak obsesyjnie, a poza tym łatwiej być fit;)
        Jestem bardzo zmęczona, brzydzę się sobą, nie chcę być sama, ale nikogo nie dopuszczam z obawy przed odrzuceniem i też dlatego, że chronię ludzi przed sobą, przed potworem, jakim potrafię być.
        Przepraszam, że tak wszystko ze mnie wyleciało, trochę nieskładnie, ale musiałam, bo wy wiecie i ja wiem, ale nikt poza nami wokół.
        Pozdrawiam

        Październik 11, 2015 at 10:59 pm
        • Bartek
          Wilczo Głodna

          Kochana, ślinianki wrócą do normy; daj im czas. Daj sobie czas, daj ciału czas. Nie wywieraj na sobie presji, to dopiero 6 dni.
          I tak, zapisz się na zajęcia, wyjdź do ludzi, wyjdź ze swojej strefy komfortu. Czas ją przewietrzyć!
          I powiem ci coś jeszcze; nie jesteś stara. Dzisiaj jesteś najmłodsza. Już nigdy tak młoda nie będziesz, jak w momencie, gdy czytasz te słowa.
          Wszystko przed Tobą!

          Październik 12, 2015 at 2:42 pm
      • Ewa

        Mój wbudowany „poprawiacz” w tablecie zrobił ze mnie analfabetkę, ale taki problem to już nie problem 😉 Nie ma co ryczeć trzeba być dumnym z siebie. Jesteś Matką swojego sukcesu i ciociom setek małych naszych sukcesików i kroczków. Buziaki i mmmm wyściskała bym Cię za to co robisz 😉 Rób proszę nie przestawaj.

        Październik 11, 2015 at 11:35 pm
  • Ilia

    Ech, mój wilk urodził się z poczuciem beznadziei i nieprzydatności, braku celu w życiu i poczuciem ze do niczego sie nie nadaje, jestem już stara i głupia. JAk patrzę na komentujących to mam wrażenie że jedzą mało, potem mają olbrzymie napady i wymiotują. A mój problem to że nie potrafię jeść mało, NIGDY, jem wielkie porcje inaczej jestem głodna i mi słabo.Straciłam nadzieję że kiedykolwiek schudnę, nie potrafię się już głodzić, mam dość kontroli. A mój żołądek jest bez dna. Nie wiem czy może być gorzej niż dzisiaj – jak patrze na Twój instagram czuję się Aniu zdołowana, ze miałabym jeść tak niewiele, w dodatku częścuowo jestem skazana na miasto, i muszę sie bardzo dużo spotyką c z ludzmi wieczorami, nie mogę wrócić do domu i zrobić spokojnie kolacji, weekendy wygladaja pod tym wzgledem jeszcze gorzej. I to się niestety nie zmieni. To jest coś w czym muszę się nauczyć życ. A mi nie wychodzi, ale wiem że to ja a nie zewnetrzne uwarunkowania stanowia problem. Szkoda gadać. Pozdrawiam Cię ciepło choc przez łzy

    Październik 12, 2015 at 11:42 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Ależ ja nie jem mało! Ja jem z 1800 kcal minimum. Moje omlety są wielkie, porcje duże, sycące. Jem więcej niż mój chłopak, co to ma 184 cm wzrostu, a ja tylko 162 🙂
      Ja z Twojej wiadomości wyczytuje jedno; jesteś w błędnym kole; masz rozciągnięty żołądek i złe nawyki żywieniowe i… nie chcesz tego zmieniac. Sama to piszesz; I to się niestety nie zmieni.
      Ja też jestem aktywna, pracuję, spotykam się z ludźmi, ale siłą nawyku poświęcam te 5 minut więcej i robię sobie kaszę z kurczakiem do pudełeczka na wynos. To tylko kwestia chcenia i dobrej organizacji. Sama wiesz, że: to ja a nie zewnetrzne uwarunkowania stanowia problem.
      A skoro Ty stanowisz tu problem, to Ty stanowisz także rozwiązanie. Bo to co zależy od Ciebie, Ty możesz kontrolować. Reszta to wymówki.
      Możesz i potrafisz. Pytanie czy chcesz.

      Październik 13, 2015 at 1:59 pm
      • Ilia

        mówiac że się nie zmieni chodziło mi o to że obiady i kolacje jem na mieście z ludzmi – to się nie zmieni, wybieram zwykle najzdrowsze opcje, ale mam wrażenie ze takie codzienne patrzenie na ludzi zajadajacych sie tłustym i słodkim jedzeniem mi nie służy.

        Październik 13, 2015 at 2:38 pm
        • Bartek
          Wilczo Głodna

          Kochana, bądź ponad to. Niech ludzie jedzą sobie co tam chcą. Oni nie mają Wilka, ty zaś owszem. I musisz zrobić wszystko, żeby się go pozbyć. On sam nie odejdzie. Będzie niszczył Ci życie. Podejmij walkę, wyjdź ze swojej strefy komfortu, nawet jeżeli będzie to oznaczało ograniczenie kontaktów towarzyskich, zmiany i niedogodności. Nie ma nic ważniejszego niż zdrowie.
          Sciskam!

          Październik 13, 2015 at 2:56 pm
          • Ilia

            No wlasnie to sa ciekawe wybory czasem – jak jestem z ludzmi to sie stresuje, przeżywam ciezkie emocje i odreagowuje jedzeniem, po spotkaniach z nimi, zaś gdy sie izoluję to cierpię, ze mimo wszystko nie mogę jak inni cieszyć się z relacji z ludzmi. I się objadam oczwyisćie z tego nieszczęścia. Dlatego włąsnie postanowiłam z nimi wychodzić, przełamywać się – bo wczesniej miałam obsesję, że mogę jeść tylko to i to, nigdy na mieśćie, nigdy z ludzmi, wszystko zdrowe, 0 słodyczy. No i teraz jestem w takim punkcie że nie wiem czy zdrowieję, czy po prpstu faktycznie ludzie nie sa dla mnie i mój świat z moim włąsnym jedzeniem przygotowanym przeze mnie zawsze, świat w którym byłam chuda i skupiona na tym by chudnąć to nie był czasem jednak mój świat. Bo wejśćie do świata ludzi jest dla mnie połaczone nierozerwalnie z kompulsami i byciem grubą, tak się skończyło na razie. Mimo wszystko próbuje wypracować jakis balans, ale czasami sa takie dni że jest ciężko. jak wczoraj, jak dzis. choć dzis jeszcze nie nabroiłam i tego się trzymajmy. Pozdrawiam mocno

            Październik 13, 2015 at 3:16 pm
  • Ela

    Jejku jak fajnie i dobrze Was poczytać dziewczyny – w sensie że ktoś czuje tak samo jak ja, zmaga się z podobnymi problemami i troskami. Od razu czuje że nie jestem sama z tym wszystkim, to bardzo budujące.
    Do ILIA:
    Jedz duże porcje (dużo warzyw) i niech będzie to tłuste jedzenie (ja bym polecała coś w kierunku diety PALEO – poszukaj sobie w sieci ,,z czym to się je” 🙂 )
    Mi to pomaga. Jedząc same węgle (nawet 2 tys kcal dziennie) wciąż można być głodnym – znam to i rozumiem.
    Powodzenia Kochana 🙂 ja miałam bardzo podobnie (i mam cały czas, raz trochę mi się poprawia raz pogarsza, ale cały czas WALCZĘ).
    Ela

    Październik 13, 2015 at 7:36 am
    • Ilia

      Dziekuję Elu za rady, paelo nie jest dla mnie, ale jedzenie dużej ilości warzyw niejednokrotnie mnie juz uratowało.

      Październik 13, 2015 at 3:36 pm
  • xxmelaxx

    Czesc!
    Na zaburzenia odzywiania choruje od 4 lat.. 3 z nich to anoreksja,a ostatni rok mieszanka napadow bulimicznych i kompulsow . Cale szczescie z wymiotowaniem sobie poradzilam i juz go nie uskuteczniam ,aczkolwiek napady zostaly..Mysle,ze przez 2 lata od zdiagnozowania u mnie ED wykonalam ogromna prace,widze rowniez wiele postepow.Znajduje sie jednak na tyle w niewygodnej sytuacji,ze w tym roku czeka mnie matura,co jest jednym wielkiem stresum,ktory oprocz kompulsow zaczelam okupowac rowniez stanami depresyjnymi.Do tego wiadomo studniowka,sukienka…Jestem osoba bardzo aktywna,cwicze okolo 4-5 razy w tygdoniu od 1,5 do 2,5 h.Moje zywienie malo rozni sie od tego innych wilczyc,czyt.głodowka,napad,glodowka,napada ( a wysilek ciagle taki sam) Twoja strona jest strasznie budujaca i utwierdzajaca w tym,ze wszystko to do czego dochodzilam przez tyle lat jest prawda,ALE ( to nieszczesne i jakze bolesne ale) nie umiem dopiac wszystkiego na ostatni guzik i raz na zawsze pozegnac sie z ed..Prosze o pomoc i moze jakas rade zwiazana z tym jak pogodzic to wszystko,mature,pasje,a do tego jeszcze zdrowienie.Zaznaczam,ze chcialabym ta mature zdac,ale obawiam sie,ze lek mnie od tego odciaga..

    Grudzień 16, 2015 at 12:07 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      Hej kochana, moja rada jest taka: nie próbować dopinać wszystkiego na ostatni guzik, bo ten ostatni guzik odcina dopływ powietrza. A co do łączenia wszystkiego, to może pomoże Ci mój ostatni wpis? Ten o koncie decyzyjnym.

      Grudzień 16, 2015 at 1:24 pm
  • xxmelaxx

    Dziekuje bardzo za odpowiedz,tak,wpis ten idealnie nadaje sie do tej sytuacji ,pamietam jeden tydzien,ktory wspominam bardzo dobrze z racji tego,ze udalo mi sie go przetrwac wlasnie dzieki takim ‚trikom’ i malym wyborom,ale tradycyjnie kolejny byl juz totalna masakra 🙁 Ale mam nadzieje ,ze zagladajac do Ciebie czesciej wszystko bedzie szlo w dobrym kierunku,a ten ostatni guziczek bedzie na tyle zadowolony ,ze nie odczuje potrzeby zapiecia sie .Bardzo szanuje i doceniam to co robisz dla innych,to piekna rzecz,ktora pomaga zainteresowac sie problemem rowniez tym,ktorych to nie dotyczy,a ktorzy tak czesto przyczyniaja sie do naszych ‚zmagan’ nawet nieswiadomie,dziekuje raz jeszcze i pozdrawiam serdecznie !:)

    Grudzień 16, 2015 at 2:43 pm
  • Agnieszka

    Dzieki, wlasnie padlam na podloge i zrobilam 20 brzuszkow, tez chce sie pozbyc tych nadprogramowych kilogramow raz na zawsze, chce zdrowo jesc i miec wysportowane cialo, takze zaczynam i ja swoja walke od dzis. Axo myslisz o wspomaganiu sie suplementami o naturalnym skladzie?

    Styczeń 31, 2016 at 7:53 pm
    • Bartek
      Wilczo Głodna

      „Dziś” niech będzie codziennie. Tego Ci życzę.
      Co do supli, czemu nie? Ja łykam merz special i takiego dzikiego przyrostu włosów na głowie nie miałam jak żyję 😀

      Styczeń 31, 2016 at 10:46 pm
  • Iwona

    Czytam każdy post od początku, w nieskończoność, aż zapamiętam na zawsze 🙂 kiedyś tak myślałam, że jak będę jadła to przytyje…. A teraz olśnienie, jem i to całkiem sporo i schudłam! Jem 3 posiłki + przekąska. Jestem bardzo zadowolona. Rok chudłam, spokojnie krok po kroku. Da się!! Powodzenia

    Czerwiec 13, 2016 at 1:35 pm

Skomentuj

INSTAGRAM