• zapalnika

Czy możliwy jest koniec zapalnika?

Znacie moją teorię zapalników?
Jeżeli jesteś na etapie wychodzenia z choroby, nie tykaj absolutnie jedzenia, którym zwykłaś się objadać. Spowoduje to powrót starego schematu – Gadzi mózg weźmie górę i nakłoni cię do „tego ostatniego już napadu „. Jeżeli gdzieś pod spodem czujesz, że tak właśnie będzie, nie jedz tego jedzenia dzisiaj.
Czy masz z niego zrezygnować do końca życia? Tego nie wiem. Po prostu nie dzisiaj.

Bloga założyłam po pół roku od wyjścia z bulimii. Phi, tak krótko i pozjadała wszystkie rozumy? Nie, nie pozjadałam, ale już wtedy miałam głębokie przekonanie, że odkryłam kilka ważnych prawd i muszę się nimi podzielić.
Przez te półtora roku przeszłam długą drogę i wiele się nauczyłam. Niektóre rzeczy, o których pisałam na początku, już się do mnie nie odnoszą. Jestem po prostu dalej. Zorientowałam się na przykład, że nie muszę już stosować tak pomocnej techniki fali. Ona uratowała mi tyłek wiele razy i bardzo ją polecam, ale sama nauczyłam się po prostu nie wchodzić do tego morza. Jeżeli pojawia się jeszcze myśl, o zjedzeniu za dużo, po prostu obserwuję ją ze swojego bezpiecznego brzegu – nie utożsamiam się z nią, nie przeżywam, nie reaguję.

Zachęcona tym odkryciem, postanowiłam sprawdzić swój stosunek do zapalników i jak zwykle, zrobiłam eksperyment.

Chleb
Wcześniej miałam słabość do słodkich wypieków i świeżego chleba z masłem. Zupełnie traciłam dla nich głowę.
– Ale zaraz, zaraz, czy ciągle jest we mnie pragnienie napchania się tym? No…nie bardzo. – Tak pomyślałam, po czym zamówiłam kanapkę pełnoziarnistą.
Niezły szok! Chleb po tak długim czasie!
I co się stało? Nic. Bo problem nie był w chlebie jako takim, ale w moim stosunku do niego – emocjonalnym, histerycznym wręcz (jeżeli zjem kawałek, pójdę w długą!) Wtedy nie ufałam sobie za grosz (miałam ku temu podstawy), a teraz wiem, że mogę na siebie liczyć.
Stanęło na tym, że chleb czasami zjem, nie za dużo, bo się zwyczajnie odzwyczaiłam (hihi), ale kawałek zdrowego pieczywa nie zaszkodzi.

Słodycze
Dla dobra tego artykułu, poszłam do sklepu i kupiłam batonika. Już przy kasie czułam się z tym źle – sama świadomość, że to najgorszy syf pozbawiła mnie entuzjazmu odkrywcy. Ale czego się nie robi dla dobra nauki.
Ugryzłam go więc, i przysięgam, myślałam że zwymiotuje tam na miejscu. Ohyda! Słodkie, lepiące i zaklejające! Jak bardzo straciliśmy kontakt z naszym ciałem, że przyzwyczailiśmy je do takich smaków! Fuuuuuj!!!
Nie tylko, że nie miałam ochoty jeść dalej (atak), ale nie mogłam dokończyć tego co zaczęłam. Do kosza!
Ten eksperyment utwierdził mnie w przekonaniu, że słodycze mogą dla mnie nie istnieć.
Oczywiście, jak każdy z nas, lubię słodkie smaki. Jem więc owoce (które kiedyś wydawały mi się kwaśne, bo nie mogły równać się intensywnej słodyczy czekolady) i okazjonalnie wypieki słodzone miodem lub stewią.

Alkohol
Co to, to nie!
Przez okres mojej prawie dwuletniej abstynencji, zdarzyło mi się kilka razy pić alkohol. Zawsze to samo; mój racjonalny mózg usypia i dopadają mnie demony.
Jedno piwo zmienia mnie ze spokojnej zrównoważonej osoby w pyskatą, emocjonalnie rozchwianą i GŁODNĄ babę. Nie znoszę jej i nie poznaję.
Za każdym razem po alkoholu dawałam upust swoim najniższym instynktom – zazdrość, pretensje, opychanie się jedzeniem. I za każdym razem pojawiała się myśl: Zwróć to po prostu; wytrzeźwiejesz, nie przytyjesz, nie będziesz miała kaca. Brrr.
Usłyszałam kiedyś w programie o uzależnieniach, że jeżeli masz problem z kompulsywnym jedzeniem czy innym uzależnieniem, nigdy już nie powinnaś pić alkoholu. On niezawodnie obudzi twojego potwora i poszczuje go na ciebie.
A więc nie, za alkohol dziękuję.

Jakie płyną wnioski z tego doświadczenia?
Rozwijam się z każdym dniem, który dzieli mnie od ostatniego ataku. Ze zdrowiejącej bulimiczki staję się zdrową osobą.
I ty też będziesz się rozwijać. Coś co teraz jest dla Ciebie problemem, kiedyś będzie zupełnie bez znaczenia (tak jak dla mnie chleb). Przyjdzie taki dzień, że to co jest dla Ciebie obiektem największego pożądania, wzbudzi twój wstręt (tak jak u mnie sklepowe słodycze). A niektóre fakty, nauczysz się akceptować (tak jak ja zaakceptowałam fakt, że alkohol mi szkodzi).
Ale niczego nie przyśpieszysz. W drodze do zdrowia nie możesz skakać po dwa stopnie. Musisz cierpliwie skupić się na tym kroku, który właśnie wykonujesz. Wszystko w swoim czasie.

2016-06-10T10:59:15+00:0010 Czerwiec, 2016|Kategoria: Kontrolowanie napadów|Tagi: , , , , , , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

35 komentarzy

  1. Jill Czerwiec 10, 2016 w 8:46 pm - Odpowiedz

    Ja borykam się z bulimią już 4 lata. Do tego doszła obecnie praca w obiekcie typowo gastronomicznym, gdyż jest to najbliższa opcja dla mojego miejsca zamieszkania. Miesiąc temu podjęłam olbrzymi trud zmagania się ze swoją słabością i już już myślałam, że jestem na jak najlepszej ścieżce do wyzwolenia, ale ponownie nawiedził mnie wilk, który zasiał ziarno zwątpienia w moje własne możliwości. Codziennie pakuję drożdżówki, na wstrzymanym oddechu, aby nie czuć ich zapachu. Po miesiącu moich zmagań zrozumiałam, że to nie tyle sam widok, czy świadomość, że one tam są, ale zapach i wspomnienie smaku są moim gwoździem do trumny. Największym zapalnikiem są tak jak dla Ciebie, Wilczyco, słodycze i pieczywo. Dzisiaj miałam ogromny atak, ale moja świadomość została spowrotem nakierowana na przyszłość i nie potraktowałam tego, jako porażki, która ostatecznie zepchnęła mnie z obranego wcześniej kursu ku wolności, ale jako otarcia się rufą mojego okrętu o bardzo niebezpiecznie położone wzniesienie. Wszak, choć okręt odrobinę naruszony, nadal pozostaje nakierowany na ostateczną rozprawę z samą sobą. A jutro nadejdzie nowy dzień, który rozpocznę poranną sekwencją ćwiczeń, których nawyk wykształciłam od rozpoczęcia mojego zmagania, ponad miesiąc temu i nie opuściłam ani jednego poranka. One koją mój umysł i ukierunkowują mnie każdego dnia na nowo, choć jest to kosmicznie trudne i wydaje się wręcz nierealne, kiedy odżywa wilczy potwór i zaczyna siać zamęt, zsyłać coraz wyższe fale na mój niewielki statek. Bardzo, niesamowicie wręcz nurtuje mnie pytanie, czy powinnam dalej brnąć w takim charakterze pracy, w której zwyczajnie jestem narażona na wszelkie możliwe zapalniki? Rezygnując z niej wybieram bezpieczną ścieżkę, ale pozostając mam szansę na wyzwolenie się, które będzie nosiło miano „nie unikam, lecz nie wybieram”. Proszę o jakąkolwiek podpowiedź, póki jeszcze nie jest za późno na zmianę…

    • Wilczo Glodna Czerwiec 11, 2016 w 6:30 am - Odpowiedz

      Kochana, takie decyzje są ciężkie, to na pewno. Ale cokolwiek postanowisz kieruj się jednym: zdrowiem.

    • Ania Czerwiec 11, 2016 w 12:51 pm - Odpowiedz

      Cześć. Naprawdę ciężko jest doradzać. Ale powiem, że kiedyś zastanawiałam się, czy sama dałabym radę pracować w piekarni, cukierni czy też restauracji. Byłam wtedy na etapie szukania pracy (teraz pracuję w agencji pocztowej, ale na przeciwko jest cukiernia-piekarnia, i te rozchodzące się zapachy…eh). Dlatego doszłam do wniosku, że nie wytrzymałabymtego wszystkiego, ale być może Ty jesteś silniejsza ode mnie 🙂 Staram się unikać wszelkich sytuacji nawet prawdopodobnego zagrożenia, bo wszystko może źle się skończyć, przynajmniej w moim przypadku. Życzę sukcesów!

  2. Walczę i wygram Czerwiec 11, 2016 w 9:36 am - Odpowiedz

    Ania, jak dobrze czytało się ten post 🙂 Wiadomo, że bez bulimii nie musiałybyśmy w ogóle podejmować wysiłku wychodzenia z niej i nie musiałybyśmy eksperymentować na sobie, ani opracowywać naszych sprawdzonych metod… ale (!) bez bulimii chyba nie byłoby też wielu dobrych rzeczy, które nas spotykają. U mnie – nie byłoby zapewne jeszcze przez dłuższy czas głębszego spojrzenia w siebie, wyswobodzenia się z pewnych myśli i takiej ogólnej odwagi i miłości do życia, drugiego człowieka i siebie. U Ciebie pewnie nie byłoby bloga, którym pomagasz teraz tylu ludziom. I tych książek pewnie też nie. Wszystko jest po coś. Niesamowite 🙂 Wielkie gratulacje, że dalej idziesz jak piorun/błyskawica/burza przed siebie.

    Aha. I jeszcze jedno – przepiękne „nowe profilowe” 🙂

    Pozdrowienia!

    Ww.

  3. Ana Czerwiec 11, 2016 w 9:40 pm - Odpowiedz

    Aniu,
    chciałabym się zapytać co wchodzi w zakres „porady dietetycznej” , jeśli chciałabym ją zakupić.

  4. wilczek-wojowniczek _Matylda Czerwiec 12, 2016 w 7:34 am - Odpowiedz

    PRAWDA PRAWDA SAMA PRAWDA!
    Na własnej skórze przekonałam się jak działają wszystkie metody i rozwiązania prezentowane przez Anię
    Wynikiem tego jest to, że od pół roku bulimia nie jest w moim życiu tematem przewodnim (raczej jakąś obocznością bo jak wiadomo nawroty się zdarzają ale trzeba iść NAPRZÓD!) a z każdym dniem wszystko staje się prostsze
    Moje postrzeganie jedzenia diametralnie się zmieniło
    Zresztą nie tylko jedzenia ale także siebie, swoich emocji
    Dzięki twojemu blogu Aniu nauczyłam się tak wiele o tej chorobie i o samej sobie, poczułam, że mogę! Mogę z tym walczyć
    Oczywiście droga nie była prosta ale z podporą w postaci twojego bloga n na prawdę do przejścia
    Jestem Ci za to ogromnie wdzięczna!!!

    • Ania Czerwiec 13, 2016 w 7:21 pm - Odpowiedz

      Cieszę się z Twojego sukcesu! Gratuluję! Szkoda, że ja tak nie potrafię… Szkoda… Pozdrawiam cieplutko 🙂

    • Wilczo Glodna Czerwiec 13, 2016 w 8:21 pm - Odpowiedz

      :*

  5. Renata Czerwiec 13, 2016 w 3:58 pm - Odpowiedz

    Witaj Aniu, choruje już od 4 lat. Rozpoczęło się podobnie jak u Ciebie, diety, głodówki , a potem efekt jojo. Myślałam sobie zrobię to raz czy dwa i przestanę kiedy będę tylko chciała. A to już idzie za mną od 4 lat. Mam jej dość, jestem osłabiona, ciągle bym spała. Nie mam na nic siły. Czuję, że przegrywam. Przez chorobę tracę wszystko, znajomych, chłopaka, rodzinę. Ciągle zmienne humorki, raz jestem kochana, a raz wredna, wszystko mnie denerwuje. Nie potrafię panować nad sobą. Gdy rano się budzę prierwsze o czym myślę to jedzenie, że zjem i oddam. Nawet najgorszemu wrogowi nie życzyła bym tej choroby. Moja samoocena to -53638/10. Nie daje rady.

  6. Ania Czerwiec 13, 2016 w 5:02 pm - Odpowiedz

    Jeszcze kilka dni i byłby cały miesiąc bez wilka… Nie udało się :'( Właśnie leżę na łóżku bez cienia nadziei na poprawę. Głowa na poduszce, a z oczu płyną łzy. To nie szloch, to nie ryk. To już brak nadziei, zero wiary w siebie. Taka otępiała ja… Mam nawrót, który mnie „przygwoździł”, zatrzymał i zniszczył mnie – wesołą, bez napadów, uśmiechniętą i patrzącą pozytywnie na świat. Wiem, że nie wybaczę sobie tego… Tak długo byłam wolna (dla mnie te 20 parę dni to prawie jak wieczność), a teraz… Już nie mogę, nie potrafię… Chcę…w sumie już nic nie chcę, nie zależy mi teraz to już wszystko jedno, niedobrze mi. Wstydzę się i jest mi głupio to pisać, nie wiem, dlaczego to robię? Po prostu już… Moje życie nie ma sensu, nie w takim wydaniu… Brak mi słów i sił na mnie… Mam nadzieję, że przynajmniej Wam się powodzi. Trzymam mocno kciuki za Was, Drogie Wilczyce!

    • Wilczo Glodna Czerwiec 13, 2016 w 8:23 pm - Odpowiedz

      Kurde dziewczyno! A czytałaś post o faktach i ich interpretacjach??? Przez 20 dni dałaś radę, 20 DNI! I jedna wpadka, a ty JUŻ rezygnujesz??? Wiesz ile wpadek ja miałam!? To boli, kurna, strasznie, ale ja Ci nie pozwalam się poddać. Nie mam opcji. Wstawaj, bo i tak nie masz wyjścia!

      • Ania The Wolf Czerwiec 15, 2016 w 3:00 pm - Odpowiedz

        Wiesz, że jesteś Aniołem?! Mam nadzieję, że tak 🙂 Twoje wsparcie, Twoje motywujące, pocieszające i „dające mocnego mentalnego kopa” słowa są tak niezwykłe, że aż brak mi słów! Jeszcze się nie poddałam i to tylko dzięki Tobie nie wpadłam w ciąg bulimicznego obżarstwa! Jesteś WIELKA, bo robisz WIELKIE I NIESAMOWITE rzeczy! Z całego mego serducha życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń, nawet tych najmniejszych, dużo radości oraz ogromu miłości (pewnie już to wszystko masz, ale nigdy nie zaszkodzi więcej pozytywnych chwil w życiu ;)). Zawsze bądź sobą, jak w piosence: „… you are amazing, just the way you are…” :* Dziękuję.

      • Ania The Wolf Czerwiec 15, 2016 w 3:10 pm - Odpowiedz

        Ps. Ciągle walczę 🙂
        Nowy nick Ania The Wolf, nowa ja i nowy początek. To musi się… (żeby nie powiedzieć udać)… dobrze zakończyć całkowitym ozdrowieniem. Dzięki Tobie jestem pozytywnie nakręcona, oby zawsze tak było. Ściskam gorąco :*

        • lena Czerwiec 15, 2016 w 4:56 pm - Odpowiedz

          Ania…tak się cieszę,że podniosłas się po tym małym potknięciu,teraz będzie tylko lepiej 🙂 lato sprzyja zdrowieniu…jest tak cudnie,chce się życ,buziaki

          • Ania The Wolf Czerwiec 15, 2016 w 6:48 pm

            Dziękuję za miłe słowa i za wiarę 🙂
            Pozdrawiam cieplutko i życzę samych wspaniałych i radosnych chwil 🙂

  7. Lili Czerwiec 13, 2016 w 6:09 pm - Odpowiedz

    Cześć Aniu,
    Ja kiedyś miałam te. Epizody codziennie. Teraz co dwa tygodnie, ale tak czekam na ten dzień, że można zwariować. Cały czas o tym myślę a potem euforia trwa dosłownie 15 min i czuję do siebie po prostu wstręt i wyrzuty sumienia.
    Co robić żeby przestać?
    Nie mam siły.
    Pomóż proszę,

    • Wilczo Glodna Czerwiec 13, 2016 w 8:16 pm - Odpowiedz

      Kochana, czytać Wilczą, oglądać i stosować się do rad. Da się, da.

  8. Katherine Czerwiec 14, 2016 w 12:10 am - Odpowiedz

    Tak sobie myślę … przestudiowałam niemal całego Twojego bloga (tak, wiem, jestem no – lifem), przeczytałam każdy post z osobna i … tak bardzo boli to, jak wiele ma to wspólnego ze mną. Wymiotuję od pięciu lat, myślałam, że przeprowadzka do innego kraju coś zmieni (nadal mieszkam zagranicą, bez rodziny), tymczasem to wszystko poszło za mną. Zawaliłam studia, popadałam w chore relacje, najczęściej na podłożu seksualnym, niestety, co wpędzało w jeszcze większą depresję. Nie mam zielonego pojęcia, po co to wszystko piszę, ale to mój krzyk rozpaczy, z którym totalnie sobie nie radzę … Powodzenia i gratuluję sukcesu w związku z rozwojem strony!

    • Wilczo Glodna Czerwiec 14, 2016 w 7:17 am - Odpowiedz

      Kochana, gdziekolwiek się przeprowadzasz, bierzesz siebie ze sobą. Zacznij tu gdzie jesteś teraz. JUŻ.

  9. Ania The Wolf Czerwiec 14, 2016 w 7:42 am - Odpowiedz

    Jestem na początku mej drogi do zdrowia i wiem, że nie potrafiłbym kupić bułki czy czegoś słodkiego, np. pączka, bez konsekwencji. Wiem i jestem tego świadoma, że nie poprzestałabym na tym… Zawsze kończy się to źle, a jednak jeszcze postępuję tak głupio 🙁 Oh muszę się zmienić. Tak bardzo tego pragnę…

  10. maja Czerwiec 14, 2016 w 7:44 am - Odpowiedz

    Cześć Aniu, od jakiegoś czasu śledzę Twojego bloga i treści, które zamieszczasz. Piszesz o zapalnikach, żeby unikać, problem w tym, że jak mam napad, to jasne jest ochota na słodkie, ale mogę najeść się wszystkim co jest pod ręką, nawet płatkami owsianymi ugotowanymi na wodzie. Nie można przecież unikać wszystkiego 🙁 Może moja historia jest inna, bo najpierw chorowałam na anoreksję, a dopiero od jakiegoś czasu jest to bulimia. I najgorsze jest w tym, że ja wiem jak ma się zdrowo odżywiać, jak kształtować nawyki itd… Wiem, ale nie mam siły, może to coś więcej nie tylko uzależnienie? POMOCY… nie daję rady:(

    • Wilczo Glodna Czerwiec 14, 2016 w 11:05 am - Odpowiedz

      Kochana, połowa dziewczyn tutaj, jak nie więcej zaczynała od anoreksji. Jesteś typowym przypadkiem, co jest dobrą wiadomością dla Ciebie. Bo możesz wyjść z tego jak każda z nas.
      Czytaj Wilczą na spokojnie i dokładnie.
      I dołącz do Wilczego Stada na Facebooku. Zobaczysz, że nie jesteś sama :*

  11. Natalia Czerwiec 15, 2016 w 9:14 pm - Odpowiedz

    To ja mam pytanie za 100ptk. Co jesli u mnie zapalnikiem jest dosłownie wszystko? Jak mam unikać jedzenia którym sie opycham, jesli opycham się wszystkim. Zdrowe czy nie zdrowe…bez roznicy. Warzywa, owoce, jeden orzeszek … wszystko powoduje napad….. Albo nie jem nic, albo wszystko co leci, w ilościach takich, że aż głowa boli….. Jestem załamana 🙁

    • Ania The Wolf Czerwiec 16, 2016 w 10:54 am - Odpowiedz

      A może spróbuj zdrowych zielonych koktajli owocowych? Wyznaczaj sobie odpowiednią ilość na każdy posiłek, np. po 500 ml. Potem wprowadzaj owoce itd. A jak nie to spróbuj jeść coś czego nie lubisz, za czym nieszczególnie przepadasz lub wręcz tego, czego nienawidzisz..?Zapewniam, że nie będziesz chciała się tym zapychać! I musisz zmienić myślenie na ten temat. Wkręciłaś się w to, że wszystko jest Twoim zapalnikiem i tym sposobem pozbawiłaś się wszelkich jedzeniowych alternatyw. Teraz możesz tylko siąść i nic nie robić – masz wymówkę. Niestety, też tak miałam przez pewien okres. Dlatego radzę Ci zmienić swój stosunek do jedzenia. Na początek do kilku produktów, nawet jeśli będzie polegało to na codziennym wmawianiu sobie, że ten dany produkt nie jest zapalnikiem, tylko zdrowym jedzeniem. W końcu stanie się to prawdą! Zemną też było źle (ciągle nie jest dobrze, upadam, potykam się), ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? Jejku mam nadzieję, że Ci się uda, na pewno tak będzie, tylko ruszaj już teraz i nie oglądaj się za siebie. Co było, to było teraz idziesz nową, zdrową ścieżką! Trzymaj się cieplutko i nie poddawaj się Droga Wilczyco! 🙂

    • lena Czerwiec 17, 2016 w 9:05 am - Odpowiedz

      Tez na początku myślałam,ze wszystko jest moim zapalnikiem,ale nagle uswiadomiłam sobie,ze jednak nie,zapalnikiem jest kazdy dodatkowy kęs.Zaplanowane posiłki o stałych godzinach oraz ich ilosc na talerzu były podstawą dla mnie.Tak jak Ania pisała..zamykam buzię po skonczonym posiłku i nie myśle o jedzeniu do kolejnego.Zadziałało to bezbłędnie.Stało się moim dobrym nawykiem..a wolnośc ktora odzyskałam zmieniła mnie w zupełnie nową,pełną życia osobę.Jeszcze troszke ponad miesiąc i bedzie rok bez wilka,a wiec głowa do gory…cyt:,”łapkę dawaj i wstawaj”z tego mozna wyjsc..naprawde mozna 🙂 buziaki

      • Ania The Wolf Czerwiec 18, 2016 w 12:45 am - Odpowiedz

        Lena, tak jak Ania, jesteś dla mnie wzorem 🙂 Chciałabym tak jak Wy pomóc sobie i pozbyć się w końcu tego problemu… Już prawie, prawie się udaje, przynajmniej w dzień, ale co z nocą?! (piszę o tym w dalszym komentarzu). W każdym razie gratuluję bardzo, ale to bardzo! 😉 Jesteś wspaniałe :-*

  12. Ania Ania Czerwiec 17, 2016 w 7:32 pm - Odpowiedz

    Ania, dzieki za wspis. U mnie alkohol to dokladnie to samo – to po prostu jakis potwor ze mnie wychodzi. Boze, kto to wymyslil!

  13. Ania The Wolf Czerwiec 18, 2016 w 12:38 am - Odpowiedz

    Ja mam pytanie? Może jakaś dobra duszyczka mi doradzi… Będę wdzięczna :-* Obecnie w dzień potrafię normalnie jeść 4 posiłki, pomijając moje zapalniki. Jednak, jak w przypadku ostatniego mojego nawrotu, który był wywołany widokiem wielkiej czekolady milki, zaobserwowałam u siebie napady nocne, które czasem przeciągają się na kolejny dzień lub dni :'( Myślę wtedy, że skoro w dzień nie mogę nic zakazanego zjeść, to pod osłoną nocy jak zjem w tym przypadku trochę czekolady, a potem bułki itd., to nic nie będzie znaczyć. Mój mózg wkręcił sobie, że to jest nic wielkiego. Nie jestem wtedy świadoma, po prostu budzę się idę i jem, a po jedzeniu przychodzi myślenie: „co ja zrobiłam?! Znowu to samo?! Jak to możliwe?!” Wyłącza mi się całkowicie mój racjonalny „przyjaciel” profesor. Przecież on śpi w nocy! Przez to nie działa żadna technika ani pisania, ani fali, bo po prostu nie myślę o tym, tylko jem, a świadomość przychodzi po chwili. A ja nie chcę gryźć tego pierwszego kęsa 🙁 Jak to zrobić i zapobiec kolejnym nawrotom?! Jeszcze nie znalazłam mądrego rozwiązania… To jest moja obecna zmora i problem. Boję się tego i to bardzo… :'(

  14. Ania The Wolf Czerwiec 18, 2016 w 12:52 am - Odpowiedz

    Ps. Mój potwór to niestety „nocny-obżartus-wszystko-żrący-rekompensujący-dzienne-zakazy”. Po prostu porażka… Przez własną głupotę wytworzyłam sobie kolejny zły nawyk, jakby już ich było mało?! :'(

    • lena Czerwiec 18, 2016 w 6:48 pm - Odpowiedz

      Aniu The Wolf kochana uświadom sobie,ze jedzenie tuz przed snem oraz w nocy jest niezdrowe,wszystko co zjesz zamiast w energię przekształci sie w tłuszcz.I myśl o tym gdy obudzisz się w nocy,przygotuj sobie butelkę z wodą mineralną,i pij…pij małymi łyczkami i myśl na spokojnie….to noc,nie będę nic jadła,zasnę..a rano zjem zdrowe śniadanko.I wyrzuc tę czekoladę!!!Za szybko,by przechowywac zapalniki w domu.Za parę miesięcy,zobaczysz obsesja minie…Pozdrawiam ciepło..buziaki 🙂

      • Ania The Wolf Czerwiec 18, 2016 w 7:28 pm - Odpowiedz

        Dziękuję Lenko 🙂 Tak też zrobię. Kupiłam zapas wody, jeszcze tylko muszę zmienić myślenie. Najgorsze jest to, że wiem, że jest to niezdrowe i pogłębia moją i tak prawie zerową samoocenę ( moje ciało jest paskudnie tłuste)… 🙁 Dam radę, będę silna! Muszę w to wierzyć, bo nie mam wyjścia! Za kilka dni ruszam z książka To nie jest dieta. Mam nadzieję, że dzięki niej dokonam rewolucji w swoim marnym jak na razie życiu :'( Dziękuję za pomoc :-*

    • Wilczo Glodna Czerwiec 20, 2016 w 9:25 am - Odpowiedz

      Ale możesz go zniszczyć 🙂

  15. Motylek Lipiec 4, 2016 w 11:40 am - Odpowiedz

    Od roku się objadam. Nie mogę nad tym zapanować. Każdego dnia obiecuje sb, że dziś to już ostatni raz. Wiadomo jak to się kończy… :'( Czytam dużo na ten temat i wiem już chyba wszystko, ale nie potrafię wykorzystać tego w praktyce. Nie potrafię się już nawet uśmiechnąć. Strasznie się przez ten rok zmieniłam.

  16. Perfekcyjna Sierpień 23, 2016 w 7:49 pm - Odpowiedz

    Kurczę, bardzo ciężko mi się konfrontować ze swoim problemem, ale chyba zaczynam Cię czytać. Strasznie po-wo-li 🙂 To bardzo niekomfortowe dowiadywać się, że to jednak mnie dotyczy… Może niebawem zdobędę się na Twój kolejny wpis. Dziękuję.

    • Wilczo Glodna Sierpień 23, 2016 w 8:07 pm - Odpowiedz

      Może czas się skonfrontować z faktem, że nie jesteś taka perfekcyjna, kochana 🙂 Nikt nie jest :*
      Ale uwierz mi, lepiej znać prawdę o sobie i coś z tym zrobić, niż łudzić się całe życie i obudzić się, gdy będzie już za późno.

Zostaw komentarz