metabolizm

Spowolniony metabolizm, Hashimoto i inne cuda

Jakiś czas temu zauważyłam ciekawą zależność. Bardzo duży procent moich podopiecznych (a było ich już ponad sto, przez ostatnie dwa lata), oprócz zaburzeń odżywiania cierpi także na Hashimoto, insulinooporność lub zespół jelita drażliwego. Na początku w ogóle nie połączyłam tych faktów – no chora jest i już – ale przy dziesiątym takim przypadku, zaczęłam się zastanawiać, czy jest w tym coś więcej. Hm, na pewno tak.
Natychmiast zakopałam się w internecie i książkach, szukając potwierdzenia związku jednego z drugim.
I znalazłam: wspólnym i najbardziej oczywistym mianownikiem tych dolegliwości jest zaburzony metabolizm.

Teraz czas ustalić co to w ogóle jest metabolizm.
Jeżeli zapytasz  o to przeciętną osobę na ulicy (no dobra, wybierając taką która raczej nie da Ci w zęby), pewnie usłyszysz coś w stylu: Jest to przemiana materii (jedzenia) w energię; im szybsza, tym osoba szczuplejsza.

Zgoda, ale to jest tylko część prawdy.
Metabolizm to wszystkie zjawiska zachodzące w organizmie: spalanie kalorii, produkcja hormonów, bicie serca, praca nerek, mózgu, mięśni, ruchy robaczkowe jelit itd. Ruszanie dużym palcem w kapciu też jest częścią metabolizmu.
Aby wykonać te wszystkie czynności, nasze ciało potrzebuje energii. Jeżeli nie ma jej odpowiednio dużo, wszystkie procesy zwalniają. W ten sposób organizm adaptuje się do nowej sytuacji; kiedyś żył na 2000 kcal, dzisiaj na 1500, czyli o 1/4 mniej. Musi tak gospodarować zasobami, aby organy mimo wszystko pracowały.
No bo przecież nie wyłączy wątroby czy płuc, prawda? Z boku wszystko wygląda ok, niemniej jednak jest to dla niego kryzysowa sytuacja.

Na początku w ogóle tego nie zauważasz – jaki kryzys? Kilogramy spadają, treningi dają satysfakcję, a życie jest piękne! Aż tu nagle przychodzi moment kiedy waga staje jak wryta. Aby chudnąć dalej, ba! aby utrzymać osiągnięty już spadek, musisz jeść jeszcze mniej i ćwiczyć jeszcze intensywniej, a potem jeszcze mniej i mniej. Porcja kalorii, która kiedyś zostawała natychmiast zamieniana na energię, nagle odkłada się w postaci tłuszczu na boczkach.
Robisz się rozdrażniona, smutna, płaczliwa, zmęczona, puchniesz, jest Ci ciągle zimno, bolą mięśnie, myślisz non stop o jedzeniu i na samą myśl o treningu chce Ci się rzygać. Całkiem możliwe, że zaczynasz to robić.
Czujesz się schwytana w pułapkę; mniej jeść się już nie da, więcej też nie, bo tyję, trenowanie odpada. To znak, że Twój metabolizm ma poważny problem.

Fragment książki „Jedzenie to leczenie” Anny Lewitt, obrazujący codzienne potrzeby energetyczne :

I tak np. u kobiet serce potrzebuje 440 kcal na 1 kilogram swojej masy, aby mogło przetrwać i pompować krew przez 24 godziny. Ponieważ waży 300 g, łatwo wyliczyć, że w ciągu doby musi otrzymać 130 kcal. Wątroba potrzebuje dobowo 200 kcal na 1 kilogram swojej masy. Przy wadze kobiecej wątroby ok 1,5 kg, zapotrzebowanie energetyczne wynosi ok. 300 kcal na dobę. Wpływ na podstawową przemianę materii mają też mięśnie. Ich ilość i jakość określa stan organizmu oraz decyduje o naszej przemianie materii. W ciągu doby potrzebują 13 kcal na 1 kilogram swojej masy.

Najwięcej energii pochłania mózg.
Aby przetrwać i funkcjonować (bez myślenia), potrzebuje on 240 kcal na kilogram swojej masy na dobę. Waży ok. 1,3 kg, co sprawia, że jego zapotrzebowanie energetyczne na bierne funkcjonowanie przez 24 godziny wynosi 310 kcal. Widać wyraźnie, że spośród wszystkich organów to on jest najbardziej „łakomy”.
Gdy dostarczamy organizmowi mniej kalorii, niż wynosi nasze podstawowe zapotrzebowanie energetyczne, mózg radzi sobie w ten sposób, że „odcina” dopływ energii do poszczególnych organów, a zaoszczędzone w ten sposób pożywienie zabiera dla siebie.
Żywi się przede wszystkim glukozą, potrafi więc – na przykład w chwilach szczególnego stresu, przemęczenia czy niedożywienia – zablokować jej dopływ do tkanek, aby móc się „posilić”. Nic dziwnego, mózg stanowi przecież centrum dowodzenia organizmu, dlatego przy skrajnym niedożywieniu jest w stanie odciąć od pożywienia większość organów, by przetrwać. W krańcowej sytuacji, gdy nie może już funkcjonować, „wyłącza się” jak komputer przechodzący w stan czuwania, czyli zapada w śpiączkę, by uchronić się przed samozniszczeniem.

No dobrze, ale co to ma wspólnego z Hashimoto i jelitami?

Powiedzmy, że doprowadziłaś swój metabolizm do takiego spowolnienia. Jak już ustaliłyśmy, spada wtedy tempo wszystkich procesów życiowych. To się tyczy także produkcji hormonów. Na pierwszy ogień leci leptyna. Ma to sens, ponieważ to ona odpowiedzialna jest za poczucie sytości. Jeżeli będzie jej mniej, organizm odczuje głód dotkliwiej.  W ten sposób mózg, składa zamówienie na większą ilość kalorii.
Oczywiście ciało nie wie, że Ty świadomie nie chcesz jeść więcej. Tak jak udowadniałam wcześniej, gadzi mózg nie rozumie takich pojęć jak „tymczasowa” i „dieta” a już na pewno nie „tymczasowa dieta”. On działa tak: nie ma jedzenia – danger! danger! – zdobyć jedzenie. Dlatego obniża poziom leptyny i robi inne łamańce, o których też już pisałam.

Spada także poziom hormonów płciowych. Miesiączka staje się nieregularna, albo zanika zupełnie.
Burzy się równowaga mikroflory jelitowej i żarty się kończą. Zapadamy na apetycznie brzmiące schorzenia: przeciekające jelito i wspomniany wcześniej zespół jelita drażliwego. Wyłażą alergie pokarmowe, których kiedyś w ogóle nie miałyśmy. Nawet zwykłe trawienie staje się problematyczne: wzdęcia, gazy, zaparcia lub odwrotnie – biegunka.
Na łeb na szyję leci synteza hormonów tarczycy, co z czasem powoduje jej niedoczynność, czy Hashimoto. Do tego zmniejsza się wrażliwość tkanek na insulinę; niezależnie od tego czy jemy węglowodany czy nie. Insulinooporność gotowa.

Jedyne co rośnie to poziom kortyzolu – hormonu stresu. Przecież taka dieta to dla organizmu niesamowite obciążenie – i fizyczne i psychiczne. Kortyzol dodatkowo hamuje proces chudnięcia i robi coś jeszcze: sprawia, że panicznie oszczędzany tłuszcz, odkłada się na brzuchu.
No po prostu zajebiście. O to chodziło: skończyć z nadwagą, opuchnięta, zmęczona i autentycznie chora.
Mam jednak nadzieję, że tak daleko jeszcze nie dotarłaś.

Co teraz?

Jako, że przyczyną tych wszystkich rewelacji była restrykcyjna dieta plus (często) katorżnicze ćwiczenia – rozsądnie jest dać sobie spokój. Natychmiast.
Jedyne co jest w stanie wyregulować rozwalony metabolizm,  to jak najszybszy powrót do normalnego jedzenia! Waga na pewno przez jakiś czas pójdzie do góry zwłaszcza jeżeli dorobiłaś się porządnej niedowagi, ale potem zatrzyma się i spadnie, jeżeli faktycznie masz coś do zrzucenia. (Dokładnie o wychodzeniu z głodu, pisałam tu). Pomyśl jednak, jeżeli tego nie zrobisz, przytyjesz jeszcze bardziej. Przecież wiesz dobrze, że taki stan nie będzie trwał w nieskończoność. W najlepszym wypadku, skończy się tylko na jojo.

O tak zwanym „normalnym jedzeniu” pisałam tutaj:

Idealna waga
Pseudojedzenie
Kalorie i odchudzanie
Dlaczego dieta tuczy?

To jedne z ważniejszych tekstów na tym blogu.

Polecam też przebadanie się pod kontem wymienionych chorób. Jeżeli dotknęły i Ciebie, nie polegaj tylko na informacjach z internetu, ale zgłoś się do dietoterapeuty (może nie koniecznie do dietetyka, bo różnie z tym może być).

Ile zajmie rekuperacja metabolizmu? Tyle ile musi. To zależy jak bardzo go nadwyrężyłaś. Będzie to prawdopodobnie kilka miesięcy.
Jeżeli wychodzisz z dużej niedowagi, może to potrwać dłużej; nawet rok.
Zrób to jednak koniecznie, by nie skończyć jako kaleka z nadwagą w gratisie. Uwierz mi, widziałam to tak wiele razy.

Dobra wiadomość jest taka, że metabolizmu nie można zepsuć. Można go mocno poturbować, ale nie zepsuć. Ciało ma cudowną moc przywracania się do równowagi. Jedyne czego potrzebuje to odpowiednie ilości nieprzetworzonego jedzenia i czas.

*

Uwaga, ten artykuł ma charakter popularnonaukowy. Opisałam zjawiska zachodzące w naszym ciele w sposób bardzo uproszczony. Jeżeli pragniesz dowiedzieć się czegoś więcej udaj się do specjalisty.

*
Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

26 komentarzy

  • Gabakulka

    Aniu, Twoje wpisy otwierają oczy na świat. Od trzech miesiecy odwiedzam Cię codziennie i od trzech miesiecy miałam tylko jeden atak. W chwilach słabości otwieram Twoją „Matrioszkę” a w gościach przy stole powtarzam słowo „KLIK”. Dzisiaj napisałaś kolejny post, niby tak prosty w treści a jednak potrzeba czasu, zeby słowa dotarły tak na powaznie. Dziekuje Ci za każde słowo na Twoim blogu. Wiem, ze moje ED to tylko był czas przejściowy, nad ktorym to ja mam kontrolę <3

    Wrzesień 22, 2017 at 4:26 pm
  • Kinga

    Nasze ciało to cudowna maszyna, która potrzebuje odpowiedniego paliwa żeby funkcjonować, najgorszy jest stres zarówno ten, który przeżywamy mentalnie, ale nie tylko, stresem dla ciała jest właśnie głód, zbyt intensywne ćwiczenia, brak snu, nadmiar kawy i innych stymulantów, zaburzenia homeostazy przez wymioty, przeczyszczanie, kortyzol idzie do góry, podnosimy poziom glukozy przez zwiększenie glukoneogenezy, co z kolei przy przewlekłym wysokim poziomie powoduje wzrost wytwarzania insuliny mimo, że nie dostarczamy pokarmu tyle ile potrzebujemy, zmniejsza się wrażliwość tkanek na insulinę, wzrost kortyzolu powoduje obniżenie odporności dlatego często chorujemy podczas stresujących sytuacji, dochodzi do zaburzeń immunologicznych stąd Hashimoto ale też inne choroby autoimmunologiczne, zwiększona możliwość rozwoju nowotworów (codziennie nasze komórki obronne likwidują około 40 komórek rakowych). Nasze nadnercza zaczynają się buntować ( tutaj wytwarzany jest kortyzol) dochodzi do ich niedoczynności. Kortyzol w odpowiednich ilościach jest niezbędny do życia, dlatego gdy przestają go wytwarzać, dochodzi do przełomu nadnerczy co w konsekwencji powoduje śmierć. Oczywiście nie dzieje się to szybko, pracujemy na to latami często ignorując objawy.

    Wrzesień 22, 2017 at 6:12 pm
  • anulek

    Droga Aniu,
    prosze pisz to 1000 razy, powtarzaj nam do skutku, ja tego potrzebuje, potrzebuje Ciebie, potrzebuje wiedziec to wszystko, potrzebuje wiedziec, ze jest ratunek, tylko musze przetrwac te puchniecie, tycie, ten dyskomfort, kiedy zaczyna sie normanie jesc, wiem, widze, ze organizm sie naprawia, ale ta waga mnie zatrwaza, czuje sie taka wielka, wiem….zawdzieczam to tylko sobie, gdybym mogla zawrocic czas….

    Wrzesień 22, 2017 at 6:50 pm
    • ne

      Ja tak samo – potrzebuję takich postów. Bardzo.

      Wrzesień 23, 2017 at 12:11 pm
  • edyta

    Potwierdzam! 10 lat bulimii i w pakiecie: niedoczynność tarczycy, hiperinsulinizm, hipoglikemia, zespół policystycznych jajników (PCOS), lata anemi, obniżone ciśnienie, i rozwalone hormony! BADAJCIE SIĘ.

    Wrzesień 22, 2017 at 7:37 pm
  • Roksana

    Świetny wpis, dziękuje 🙂 czy mogłabyś powiedzieć coś wievej właśnie o alergiach pokarmowych, które pojawiają się właśnie w trakcie tych restrykcyjnych diet albo może był już o tym gdzies post?

    Wrzesień 22, 2017 at 11:16 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      To naprawdę nie ma reguły. Moje dziewczyny mają uczulenia na różne rzeczy. Bardzo to uciążliwe, jeżeli nagle nie możesz jeść połowy produktów. :/

      Wrzesień 23, 2017 at 5:55 am
  • tt

    ja sie chyba poddaje, jestem 10kg ciezejsza odkad zaczelam jesc ‚normalne’ jedzenie, zawsze bylam dosc umiesniona i wazylam ciut wiecej, praca fizyczna 8-10 czasem 12h, do tego rower, odkad zaczelam jesc normalnie i przybylo mi te 10kg jestem jak wielka klucha, nie chce mi sie ruszac, nie mam sily na nic, jestem opuchnieta, wygladam tragicznie, nie mam ochoty nikomu sie pokazywac, wygladam gorzej niz kiedy zywilam sie slodyczami i jednym jogurtem :/

    Wrzesień 23, 2017 at 2:56 pm
  • Kamila S

    tak dla przestrogi ,może trafi to do którejs z dziewczyn: po 20tu latach anoreksji bulimicznej i bulimii jestem absolutnym wrakiem człowieka.! Ed zasialo takie spustoszenie w moim organiźmie! przez lata byłam pewna,ze mnie to nie dotknie, zadne negatywne zdrowotne skutki mnie nie dopadną…pomyliłam się! teraz jestem wolna od ED, ale nadal walcze ze wszystkimi „prezentami”,jakie zostały mi po nich.Dorobiłam sie m.in. niedoczynności tarczycy, arytmii, przewleklego zapalenia trzustki, kwasicy metabolicznej, stresu oxydacyjnego organizmu, anemii, wrzodów żołądka, , uszkodzenia nerek, stanu zapalnego jelita, stanu przedrakowego przełyku i wielu innych. Część jest nieodwracalna i bee się z tym zmagac do konca życia.Dbajcie o siebie,badajcie się regularnie i uciekajcie z zaburzeń odzywiania póki nie jest jeszcze za późno!!!!!

    Wrzesień 23, 2017 at 3:21 pm
    • Ania

      Jakie badania najlepiej zrobic? Z krwi sie czegos dowiemy?

      Wrzesień 29, 2017 at 6:56 am
  • anonim

    Potrzebujemy takich właśnie postów.

    Wrzesień 23, 2017 at 3:24 pm
  • Mel

    A ja juz sama nie wiem jak powinnam podejść do tej sprawy: czy zacząć dietę 2000 kcal czy słuchać sie ciała. Wyszłam z bulimii tej ostrej jednak sporo nawyków mi zostało np jak nie zjem duzo to cieszę sie ze mało zjadłam.
    A potem to wszystko wraca na weekend.
    Nie obiadami sie jak kiedys ale zjem za duzo chipsów czy innego jedzenia. Jednak boje sie tort 2000 kcal bo wtedy znowu wpadam w szał liczenia itd. Jak ty Aniu sobie z tym radzisz? Czy wchodzenie w dietę 2000 kcal jest wporzadku kiedy napady masz z głowy, ale psychika dalej jest poniszczona?

    Wrzesień 25, 2017 at 5:45 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, a jesteś pewna, że Twoje zapotrzenbowanie to 2000?

      Wrzesień 25, 2017 at 11:18 am
      • Paulina

        Na razie robię jednak eksperyment i będę jadła wtedy kiedy będę głodna, tylko ile trzeba. Zobaczymy jak wyjdzie 🙂 Daje sobie co najmniej dwa tygodnie. Jak nie wyjdzie to pomyślę o diecie. Napisałam też do ciebie w kwestii mentoringu, ale nie wiem czy wiadomość doszła :<

        Wrzesień 27, 2017 at 9:50 am
        • Wilczo Glodna
          Wilczo Glodna

          Dwa tygodnie? To mało kochana. Od razu Ci mówię, że dieta przyniesie takie same rezultaty jak do tej pory: jojo i tycie. Zaufaj mi

          Wrzesień 27, 2017 at 10:27 am
  • Edyta P.

    no właśnie,mi np musi wszystko „grać”nie tylko na talerzu ale też w głowie…Ja nie jestem już w stanie nawet uwierzyć,że mogę wygrać i to jest chyba najgorsze.Wierzę,że ktoś jest w stanie to zrobić,ale jeśli już chodzi o mnie to…nie ma szans.

    Wrzesień 25, 2017 at 10:27 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      „Jeżeli mówisz, że potrafisz – masz rację. Jeżeli mówisz, że nie potrafisz – też masz rację” Henry Ford.
      A więc tak, nie ma szans, masz rację.
      No chyba, że zmienisz myślenie, wtedy owszem.

      Wrzesień 25, 2017 at 11:17 am
  • Kasia

    Jutro zaczynam walkę o zdrowie! Rzucam te całe gówno, obżarstwo i wymiotowanie… Wierzę że potrafię, lubię zdrowo jeść. Wymiotowałam gdy się nudziłam.. bo jak nie ma co robić, można jeść… Głupota!
    Jutro zdam relację jak mi poszło. 26 września.. to będzie mój dzień. Już na zawsze chcę z tym skończyć. Cieszę się że są takie strony jak Twoja. Będę się jej trzymać jak mamy za rękę. Pozdrawiam! 🙂

    Wrzesień 25, 2017 at 7:29 pm
  • Marta Sz.

    Ja też mam Hashimoto. Pytałam endokrynologa, czy może to mieć związek z anoreksją bulimiczną. Nie dopatrzył się żadnego związku:) A przecież to wydaje się dość logiczne, zwłaszcza dla specjalisty w tej dziedzinie.

    Wrzesień 27, 2017 at 9:01 am
  • K.

    Pisze tu pierwszy raz… Chociaż czasami Cię odwiedzam , dzisiaj nie potrafię po prostu wyłączyć strony.
    Opisalas mnie… Dokładnie mnie…
    Najpierw mega dieta , zaczynając z wagą 50kg przy wzroście 158cm. Wagą normalna, ale jednak będąc w 1liceum uważałam to za tragedię. Zeszlam do 43kg, zanik miesiączki też się pojawił. Były wymioty, przeczyszanie się, głodówki… Było wszystko… Ale wagę ,,piękną” osiagnelam. Teraz, mają 23lata, waze 70kg. Walczę z niedoczynnoscia tarczycy, wyniki kortyzolu też nie są za dobre , zbadalam ten hormon również po przeczytaniu Twojego artykułu , ale nie wiem co z tym zrobić… Miałam niedowage , teraz za to nadwaga… Ze skrajności w skrajność

    Wrzesień 28, 2017 at 1:32 pm
  • Mira

    Hashimoto to choroba autoimmunologiczna, gdzie organizm atakuje wlasna tarczyce; ta zjadana przez przciwciala slabnie i wydziela coraz mniej hormonow, nie ma zwiazku z zaburzeniami jedzenia i nie jest choroba tarczycy a ukladu odpornosciowego. Nie mozna sie jej nabawic tak jak opisane w artykule.

    Wrzesień 28, 2017 at 6:19 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Takie informacje znalazłam na stronach o Hashimoto, dietoterapii i blogach kilku dietoterapeutek.

      Wrzesień 28, 2017 at 7:07 pm
  • BOŻENA

    Nie jesteś sama skądś to dobrze znam wiem jak to jest przechodzę przez to samo licznik bije do góry Nie ublaganie i ja zamknięta w swoim polswiadku już niewiem która drogę wybrać, jaką kroczyć… Cały czas myślę o tym że może kiedyś w końcu będzie lepiej.

    Październik 8, 2017 at 1:15 pm

Skomentuj

INSTAGRAM