trening

Trening czy kompensacja?

Kompensacja dla zbyt dużej ilości przyjętych kalorii, to w naszym rozumieniu zazwyczaj prowokowanie wymiotów czy przeczyszczanie się.
Te zachowania standardowo definiują bulimię.

Ale co ze sportem?
Czy to też kompensacja? Sposób na pozbycie się jedzenia?
Jak to rozpoznać?
Gdzie kończy się zdrowy ruch, a gdzie zaczyna wywalanie nadwyżek energetycznych?

Oto moje wyznaczniki:

  • Uprawiasz sport, by „naprawić” swój błąd żywieniowy – 100 brzuszków za kostkę czekolady, 1000 za całą czekoladę.
  • Robisz to, pomimo, że nie masz najmniejszej ochoty na ruch – jesteś zmęczona, albo obolała po wczoraj, albo chora, albo wszystko na raz – a i tak nie ma opcji, abyś odpuściła.
  • „Muszę” jest twoją motywacją, nie „chcę”.
  • Trenujesz za długo i za ciężko.
  • Robisz to w szalonych godzinach – bladym świtem, w środku nocy, na szybko pomiędzy zajęciami.
  • Kiedy nie możesz wykonać zaplanowanego treningu, wpadasz w autentyczną panikę.
  • Gdy tylko pojawia się w twojej głowie ślad wątpliwości, wściekle recytujesz w hasła w stylu: No pain, no gain, ty gruba, leniwa świnio. Oczywiście wszystko w ramach motywacji.
  • Trenując, czujesz się lepsza od innych. Z pogardą patrzysz na dziewczyny, które obijają się na siłowni. Gdy ty się obijasz, także sobą gardzisz.
  • Trening jest związany ściśle z jedzeniem. Te dwie czynności nie istnieją w oderwaniu od siebie. Zawsze podczas jego trwania zastanawiasz się, czy już spaliłaś tą drożdżówkę (pizzę, owsiankę, czekoladę, jabłko, ciastko, fit batonika, ryż z kurczakiem) czy jeszcze nie. Kiedy już to spalisz, robisz jeszcze ze sto (dwieście, tysiąc) kalorii na zapas.
  • Patrzysz jak zahipnotyzowana na licznik na bieżni, aplikację w telefonie. Ile tłuszczu już poszło?
  • Opowiadasz sobie przekonywujące kłamstwa, że to dla twojego dobra, że to przecież higiena życiowa itd. Ale prawda i tak będzie wchodzić na wierzch raz za razem. W jaki sposób?
  • A no w taki, że masz napady objadania się. Każdy cykl ćwiczeń zamyka kolejny obrót błędnego koła.
    Robisz sobie deficyt kaloryczny, który pokryje niekontrolowane objadanie się, które z kolei zostanie spalone na siłowni. I jeszcze raz i jeszcze.
    Często nawet nie widzisz, że jest to ze sobą połączone. Jesteś przekonana, że objadasz się, bo jesteś „chora”, słaba, głupia.
  • Nie zwracasz uwagi na sygnały płynące z ciała – ból, wyczerpanie, depresja, rozpacz. Zmęczenie jest dla mięczaków. Ty jesteś twarda.
  • Nie czerpiesz z tego przyjemności. To robota, którą trzeba odwalić.
  • Trening to kara za jedzenie, za brak kontroli.
  • W głębi duszy, nienawidzisz go, ale starasz się o tym nie myśleć.

 

No dobrze, ale gdzie jest ta granica? Czy 100 przysiadów to kompensacja? Czy dopiero 1000?
I 10 przysiadów to kompensacja, jeżeli robisz je z powyższym nastawieniem.

*

Oczywiście nie mądrzyłabym się tak, gdybym sama nie przeżyła tego na własnej skórze.
Zaraz po tym, jak przestałam wymiotować, sport stał się i moją metodą na wyrzucanie niechcianych kalorii.
Nawyk objadania się, był we mnie zakorzeniany przez półtorej dekady i nie wiedziałam jeszcze, jak z dnia na dzień go obezwładnić.
Nikt nie był w stanie mi nic poradzić.
Nie mogłam przecież napisać sobie na przykład do Wilczo Głodnej z pytaniem co robić.

A więc wpadłam w bulimię sportową, czyli jak ja to mówię: sportoreksję.
Latałam na crossfit prawie codziennie, do tego biegałam, biegałam i biegałam.
Ciężkie ćwiczenia fizyczne, aż do poczucia „porzygam się z wysiłku” były normą.
Jednak ciągle byłam niezadowolona ze swojego ciała.
Dlaczego?
Bo ja je tym treningiem karałam, a nie dbałam o nie. Cały czas starałam się po prostu nie przytyć po moich jedzeniowych ekscesach.
Za duży obiad – biegłam na crossfit ze łzami w oczach.
Skubnięte bakalie między posiłkami – cross – fit.

Tak sama rozpięłam się na tym krzyżu.

Aż do pewnego pięknego dnia, kiedy mój kręgosłup nie wytrzymał. Podniosłam skandalicznie ciężką sztangę i nagle poczułam dotkliwy ból we wszystkich moich kończynach, z koniuszkami palców u rąk i stóp włącznie.
Uszkodziłam sobie dysk.
Przez miesiąc byłam na lekach przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Nie mogłam spać, zginać się, podnosić.

I to, na szczęście dało mi do myślenia.
Nagle zdałam sobie sprawę, z tego co robiłam mojemu ciału.
To nie miało nic wspólnego ze sportem jako higieną – to było zwykłe zamęczenie się.

Nie wzmacniałam tak ciała – osłabiałam je.
Nie wzmacniałam tak ducha – degradowałam go – Jedz co chcesz, nie bierz odpowiedzialności za siebie, i tak to wywalisz.

Najlepsze jest to, że sama sobie sprzedałam tanią historyjkę: To dla twojego dobra, Ania.
Sprzedałam i radośnie kupiłam.

Dzisiaj chodzę regularnie na fitness.
Trenuję dosyć intensywnie, ale to pikuś, w porównaniu do tego, co było kiedyś.
Jednak to co zmieniło się najbardziej, to moje podejście do sprawy.
Nie trenuję po to, by coś z siebie wywalić.
Trenuję po to, by coś sobie DAĆ.
Dać te wszystkie dobre rzeczy, które przynosi sport.

I co najważniejsze – to nie ma najmniejszego związku z jedzeniem.
Ja w ogóle przestałam łączyć te dwie rzeczy w swojej głowie.
Teraz mogę i jeść i ćwiczyć i obie czynności robię z prawdziwą przyjemnością, a nie strachem i poczuciem winy.

A jak jest u Ciebie? Dasz mi znać?
Czy mój post dał Ci może do myślenia?

Jeżeli masz wątpliwości, czy sport jest twoim sposobem na pozbycie się kalorii, zadaj sobie pytanie: Dlaczego to robię? Dla siebie, czy przeciw sobie?
Czy daję sobie tym przyjemność? Czy tylko zabieram kalorie?
Chcę czy muszę?

A potem odpowiedz zupełnie szczerze.

14 komentarzy

  • Lamia

    Jeszcze długa droga przedemna…. dziś pozwoliłam sobie na troszke więcej jedzenia… dodatkowy kotlet i gofry cioci… i oczywiście bez najmniejszych wyrzutów sumienia, bo wieczorem gdy dzieci pójdą spać ide spalić te wstrętne kalorie… Ledwo co zbieram sie z kolan z pod kibla trafiam klanami na matę…
    Tak jak piszesz Ania
    to nie sport jest problemem tylko nastawienie…. Muszę się widzę uważniej sobie przyjrzeć, dokladniej swoim myślą, w końcu to rok pokonywania granic swojego myślenia 🙂 Najlepszy rok w moim życiu, wierzę w to.
    Idealnie się Ania wpasowalas z tym wpisem…bo nawet nie zauważyłam jak mogłam się pomylić.
    Buziaki.

    Luty 3, 2017 at 6:51 pm
  • Judy

    Wlasnie odkrylam Twoja stronke. Chyba czas sie przelamac, choc przyznam ze jest mi ciezko nawet o tym problemie czytac. Choruje 15 lat i do tej pory zniechecaly mnie bzdurne teorie pisane na temat tej choroby. Podziwiam Cie i marze o tym by wyzdrowiec tak jak Ty. Trzymam kciuki za powodzenie w dalszej walce. ( przepraszam za brak polskich znakow)

    Luty 4, 2017 at 1:09 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, jak poczytasz mojego bloga, zobaczysz, że ja z niczym nie walczę. Ja żyję. I Ty też możesz; o wiele szybciej i prościej niż myślałaś 🙂
      Przeczytaj na początek:http://wilczoglodna.pl/walka/

      Luty 4, 2017 at 6:52 am
  • Wera

    Wiem,że nie dokońca w temacie,ale nie wiem co robić bo lekarka przepisała mi lek Zotral-50 ma mi pomóc,bd mieć więcej energi i mniej myśli kompulsyjnych i niepokoju. Brać czy nie ??…

    Luty 4, 2017 at 7:16 am
  • Karolina

    Ja również próbuje swoje jedzeniowe wyrzuty sumienia zabić sportem . Jednak tłumaczę sobie i mojej głowie ze Tak od razu nie da się wyjść z zaburzeń i zdrowo jeść. Jest ciężko , mega ciężko !!! Ale walczę o siebie co dwa tygodnie wyciągam wnioski i widzę że mimo trudności jest coraz lepiej. Ataki objadania są coraz dłuższych odstępach, Czasami powiem swojemu wilkowi NIE i wtedy jestem dumna z siebie . Czuje się wtedy jak bym dostała złoty medal na olimpiadzie . Czasami nie dam rady mu się sprzeciwić , czasami próbuje spalić sportem . Grunt że jest coraz lepiej w walce samej z sobą . Wierzę że jedzenie nie będzie moim problemem , nie będzie siedziało 24 H w mojej głowie .

    Luty 4, 2017 at 5:34 pm
  • Żaneta

    Ćwiczę , bo lubię ! Moje bieganie i moja joga , to moja pasja 🙂 Nie ma nic wspólnego z jedzeniem . Pozdrawiam ciepło :-))

    Luty 4, 2017 at 8:31 pm
  • Aga

    Jestem dopiero od około roku na etapie żeby nie robić sobie krzywdy ćwiczeniami. Nie miłam nigdy takiego myślenia jedzenie ćwiczenia. Ale zawsze gdy mam aktywny dzień nie boję się jedzeni. Jem swobodnie.
    Sprawa złożona.

    Luty 4, 2017 at 8:44 pm
  • Walczę i wygram

    Myślę, że sport jest ważnym tematem w wychodzeniu z bulimii nawet wtedy, kiedy tej typowej kompesacji (sportoreksji) u nas nie ma i nie było. Ja też właśnie wracam po latach (!!!) do normalnego podejścia do sportu. Tylko że, zamiast pomiędzy „niby uzdrowieniem” a teraz nie było nałogowego ćwiczenia. Było lenistwo ekstremalne, które uzasadniałam tym, że daję sobie odpocząć, bo moje ciało na to zasługuje. Pewnie po części tak. Po części było też tak, że bałam się powrotu do tej całej „fit” sfery, przez którą wkopałam się w bulimię. Ale za tym wszystkim czaiło się też to, że chyba WSTYDZIŁAM SIĘ ćwiczyć i pokazywać. Teraz chodzę na fitness, na siłownię i to z kolegą albo koleżanką. Razem ćwiczymy, pocimy się a przy okazji mamy z tego ubaw. Ale nadal boję się trochę gadania jednego z trenerów fitnessu, który nalega, żeby mierzyć sobie poziom tłuszczu, każe nam się katować na treningach. Zapala mi się takie STOP. Ale to chyba już raczej nie strach, a rozsądek. Jeszcze nadal nie jestem na tyle silna, żeby znowu się w to wszystko pakować. I nie chcę. A to już raczej też oznaka zdrowia.

    Przykro mi czytać, że przechodziłaś i przez tę fazę bulimii. Jesteś najlepsza na świecie, że nam o tym mówisz. To chyba taki etap, z którym wiele z nas wojuje. To „chyba już zdrowa, ale nie”. No ale… proces to proces 🙂 Dobrze, że już wszystko ok.

    Buziaki!

    Luty 4, 2017 at 11:40 pm
  • Ania

    Ja chodzę na zumbę od 2 lat i uwielbiam to. Trening jest momentami morderczy ale w seksownym tańcu i wśród wspaniałych dziewczyn nawet nie wiem kiedy mija godzina. Jeśli chodzi o wspólny mianownik jedzenia i sportu, to kiedyś wracając z treningu żarłam więcej bo ” teraz szybciej się spala”. Takie usprawiedliwienie obzarstwa. Ale ostatnio, dzięki Tobie Aniu (i dzięki spbie też) zmieniłam myślenie. Po treningu biorę długą kąpiel, balsamuję się i w ogóle urzadzam takie domoewe spa. To jest moja nagroda za wysiłek. A kiedy bierze mnie ochota na żarcie, kładę się, głęboko oddycham i czekam. Potem wstaję, robie lekką sałatkę i jem powoli, żeby poczuć sytość. Czasem też myślę, jakie to wspaniałe uczucie, gdy na drugi dzień po treningu czuję się lekko i szczuplej 🙂

    Luty 16, 2017 at 6:41 pm
  • Róża

    Witaj Aniu. Ten post to do mnie chyba . Ja taka robiłam ćwiczyłam ciężkie treningi (jak dla mnie były ciężkie ) do których sie zmuszałam byłam zmęczona wilczoglodna i jeszcze taz głodna . Ja ogólnie myślałam o jedzeniu non stop . A jak mama przywiozła mi trufle z polski czasem i ponad kilo zjadłam na raz ptasie mleczko tak samo całe opakowanie na raz . A potem ćwiczenia jeżeli byłam w trybie WSZYSTKObo jak upadłam na NIC to nie robiłam nic tylko jadłam i użalałam sie nad sobą i w takim momencie wpadłam na ciebie . Jest inaczej umie juz rozpoznać gadzi głos . I wiesz co pierwszy raz w życiu czuje spokój choć na poczatku bardzo sie bałam a to dopiero 4 dzień z Tobą. Mam problemy z kręgosłupem biegam od lekarza do lekarza (mam nadzieje po rezonansie wyjdzie co to jest) Teraz nie mogę za bardzo cwiczyc i troche sie z tym źle czuje . Jak by ktoś mi cos odebrał . Boje sie kiedy przyjdzie Napad ze sie poddam . Jestem perfekcjonalistka (cieżko byc taka osoba ) bo chyba cieżko ponieś klęske . Pozdrawiam cie mocno kochana moja z nieba mi spadłaś

    Maj 1, 2017 at 11:56 am
  • Róża

    A teraz Aniu to juz mi sie nie chce ale tak kompletnie nic. Ja tez byłam leniuchem nic mi sie nie chciało a jak ćwiczyłam z chodakowska to sie katowałam . Za dużo tego było ze jak pomyśle o treningu to juz mi sie spac chce

    Maj 1, 2017 at 12:11 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Zacznij od 10 min, słońce.

      Maj 1, 2017 at 12:38 pm
  • Edi

    Wydaje mi się, że granica pomiędzy jednym i drugim podejściem jest bardzo cienka.
    Wiem, że sport daje mi dużo satysfakcji i zastrzyk energii, poprawia samopoczucie oraz pewnie jest dla mnie zdrowy (tego jednak sama nie potrafię sprawdzić). Mimo to, kiedy mam wstać, założyć buty i wyjść z domu, albo rozłożyć matę na podłodze i powyginać się w rytm ulubionej muzyki, bardzo często znajduję tysiąc powodów, żeby odsunąć to w czasie.
    Skąd takie myślenie? Czy to po prostu przekora?

    Maj 26, 2017 at 6:48 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Może po prostu zwyczajny, ludzki leń i nie ma sie co martwić 🙂 Dyscyplina to czasami robienie tego na co sie nie ma ochoty. No chyba, że ćwiczysz codziennie ciężki trening i się tym katujesz.

      Maj 27, 2017 at 11:33 am

Skomentuj

INSTAGRAM