Tycie i głosy

Ostatnio dostałam taki komentarz:

U mnie też leci miesiąc za miesiącem „na czysto” czasami nawet skubnę zapalnik i…tragedii nie ma, myśli o zapychaniu się na maksa praktycznie nie przychodzą choć czasem zechce się czegoś „niezdrowego”, ale wtedy jem. Po głowie czasem krążą myśli ” ty grubasko co zrobiłaś? Po co Ci był ten batonik?”, ale szybko je zwalczam. Piękne jest nie pochylanie się nad kiblem, ale nie wszystko jest też tak bardzo kolorowe. Jedzenie pełnowartościowych posiłków sprawiło, że choć minęło już ponad pół roku waga wzrosła i… zrzucenie nawet 1kg graniczy z cudem. To boli, zwłaszcza dla kogoś kto intensywnie ćwiczy. Boję się jeść i boję się nie jeść. Taki mam etap. Oczywiście bez ataków życie stało się dużo bardziej satysfakcjonujące, ale za ciasne spodnie doprowadzają mnie do szału. Ne czuję się dobrze ze swoim wyglądem. Boję się, że znów zacznę się odchudzać.
Justyna

Są w nim interesujące rzeczy, dlatego postanowiłam odpowiedzieć na niego publicznie. Zacznijmy od końca:

1. Tycie po wyjściu z bulimii.

Generalnie jest to mit, że żeby wyjść z ED trzeba utyć. Ja na stałe zrzuciłam 7 kg, kiedy zaczęłam normalnie jeść.
Wyglądam teraz tak, jak zostałam zaprojektowana przez moje geny, czyli po prostu dobrze. Nie mam ani kaloryfera na brzuchu, ani nie jestem chuda, ani „przy kości”. Jestem normalnie, zwyczajnie szczupła.
Widzę to u większości moich podopiecznych; waga spada kiedy przestają się objadać i wymiotować. (Przeczytaj artykuły w których odniosłam się do tego, jak efektywne jest przeczyszczanie się)

Wyjątki od tej reguły:

Niedowaga
Jeżeli ją masz, powyższe prawdy Cię nie dotyczą. Przytyjesz do swojej prawidłowej wagi, ponieważ organizm nigdy na dłuższą metę nie zgodzi się żyć w niedowadze. ALE to wcale nie znaczy, że obrośniesz tłuszczem!
Jeżeli jesteś za chuda, oznacza to, że zjadłaś głównie swoje mięśnie i inne tkanki. Właśnie je organizm zacznie odbudowywać w pierwszej kolejności, nie zaś tłuszcz, który jest przecież zapasem.
Wyobraź sobie swoje ciało jako głodnego człowieka. Co zrobi najpierw, gdy dorwie się do jedzenia? Posili się, by nie paść z nóg, czy zacznie układać jedzenie w spiżarce?
Oczywiście tkanka tłuszczowa też zostanie odbudowana, ale bez przesady.

Puchnięcie
Na samym początku, przy wychodzeniu z bulimii i restrykcji (!) możemy spuchnąć. Organizm zaczyna wytwarzać enzymy trawienne, których wcześniej było tyle co kot napłakał, a to powoduje gromadzenie się wody w przestrzeniach międzykomórkowych. (Pisałam o tym tu). Tak, wiem to nie fair, ale tak jest. Spuchniesz, organizm się zregeneruje i dopiero potem puści wodę. Cierpliwości, bo i tak tego nie przeskoczysz.

Zatrzymanie metabolizmu
Podejrzewam, że to przypadek autorki komentarza. Jeżeli jesz za mało i ćwiczysz za dużo, dla organizmu jest to dokładnie taka sama sytuacja jak głodzenie się. Ba! Jest jeszcze gorzej; bo nie dość, że jedzenia jest za mało to jeszcze cały czas wytwarzany jest hormon stresu spowalniający przemianę materii i doprowadzający do otyłości brzusznej.
Przecież dla organizmu intensywny bieg – na przykład – oznacza mniej więcej coś takiego: Goni mnie drapieżnik! Ratunku!
Nasze ciało na poziomie czysto fizycznym jest ciągle na etapie człowieka jaskiniowego (lub zwierzęcia, jak kto woli), dla którego każdy wysiłek oznacza kłopoty.
A jeżeli masz i kłopoty i do tego nie ma jedzenia to ciało dochodzi do jednego słusznego wniosku: Spowolnić wszelkie czynności życiowe i nie zmarnować ani jednej kalorii, bo nie wiadomo jak długo kryzys jeszcze potrwa.
Ciało po prostu jest mądre i nie zamierza „strzelić sobie w kolano” pozbywając się tłuszczu w czasach niedoboru.

2. „Grubasko, co Ty zrobiłaś?”

A teraz powtórka z polskiego: Określ osobę w jakiej sformułowana jest ta wypowiedź.
Las rąk! Dziękujemy.
Tak, to II osoba liczby pojedynczej.
Co to oznacza? To, że jest to komunikat z „zewnątrz” przekazany Tobie. Czyj? Wadliwie zaprogramowanego gadziego mózgu, który z automatu stara się podtrzymać nasz nałóg. (Jak to się wszystko stało, przeczytaj tu)
Przecież gdybyś to TY mówiła to do siebie, brzmiałoby to tak: „Co ja zrobiłam? Jestem grubaską”
Powiedz szczerze, praktycznie nigdy tak do siebie nie mówisz, prawda? Dlaczego? Bo Ty wiesz, że nie jesteś grubaską i nic złego nie zrobiłaś. To „wilk” próbuje Ci to wmówić. Nie słuchaj go.
W ogóle nie słuchaj żadnych treści przekazanych w II osobie liczby pojedynczej lub I osobie liczby mnogiej (Co my zrobiłyśmy). To są zazwyczaj komunikaty niezgodne z tym kim jesteś Ty i czego chcesz.
„No nażryj się, no zjedz.” Kto chce żreć? Ty? No przecież najbardziej na świecie pragniesz PRZESTAĆ żreć!
Masz rozdwojenie jaźni? W pewnym sensie tak, ale nie do końca, bo ten głos nie jest twoją jaźnią, a Twoim nałogiem.
Co z nim zrobić pisałam tu.

3. Jeżeli konsekwentnie jesz, bez głodzenia się i pomijania posiłków, myśl o tym by się objadać znika.

Wiele moich dziewczyn na mentoringu wręcz nie wierzy w to, czego doświadcza. Już praktycznie od pierwszego dnia znika chęć na słodycze, podjadanie i skubanie. Po prostu zostaje to zastąpione przez normalne, regularne posiłki.
Spróbuj a stanie się z Tobą to co opisuję w punkcie pierwszym; wyjdziesz z bulimii i schudniesz – jeżeli masz coś do zrzucenia, oczywiście.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-01-05T10:50:59+00:00 5 Styczeń, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|

15 komentarzy

  1. JoannaR Styczeń 5, 2018 w 11:24 am - Odpowiedz

    Jestem od 6.09.2017 bez ataków.
    Potwierdzam – gdy odzyskałam kontakt z własnym ciałem, skończyły się ataki „na coś słodkiego”. Odkryłam, że gdy dotychczas miałam taką fazę „cos bym zjadła…” kończącą się szarżą na lodówkę – po prostu chciało mi się pić… tyle lat w błędzie… Uwielbiam wszystkie posty na tym blogu, ale jeden najbardziej do mnie przemówił – ten po podsikiwaniu między sikaniami 😉 Trafiło mi to prosto pod dekiel i od czasu przeczytania tego posta – gdy czuję ochotę na przekąskę – po prostu zjadam posiłek i już 🙂 Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję!!! :-*

  2. JoannaR Styczeń 5, 2018 w 11:47 am - Odpowiedz

    Acha, bo się rozpisałam nie na temat.
    Od tegoż września schudłam 5kg, absolutnie nie ograniczając się – jem solidne śniadanie, kanapki w pracy, obiad i wczesną kolację w domu. Ćwiczę „Schodakowską” 😉 codziennie wieczorem, dlatego kolację lekką zjadam ok 18:00. Po ćwiczeniach już nic nie jem – bo nie czuję takiej potrzeby. Chyba już się pogodziłam z myślą, że nigdy nie będę mieć filigranowej figury – zawsze byłam „przy kości”, Trzeba się z tym pogodzić, jak i z tyloma innymi rzeczami… Teraz tylko pracuję nad sobą, żeby nie wróciły czarne czasy objadania się. A efekty w postaci schudnięcia? – może przyjdą może nie.

  3. Justyna Styczeń 5, 2018 w 1:04 pm - Odpowiedz

    Dziękuję za ten wpis Aniu…nigdy nie sądziłam, że jedzenie będzie trudniejsze niż niejedzenie. Bać się jeść. Paranoja. Pozdrawiam was Wilczyce! Wszystkie kurde przechodzimy przez to samo.

  4. ilia Styczeń 5, 2018 w 3:48 pm - Odpowiedz

    Ja byłam maniaczką słodkiego smaku, wydawało mi się że nie przeżyję bez ton ciasta, że nigdy nie mogę mieć w domu blachy, bo zjem całą. Wszystko skończyło się od czasu, gdy po prpstu dałam sobie pozwolenie na jedzenie słodkiego gdy mam ochotę. I zwykle tej ochoty nie mam za często, a jak mam to zadowalam się jednym kawałkiem, czasem dwoma, ale nigdy całą blachą. Dziewczyny nie dążcie do tego by jeść idealnie, ale patrzcie na te osoby w waszym otoczeniu, które są szczupłe i jedzą normalnie – raz lepiej, raz gorzej. Tylko tak można dojść do normalności, nie dla nas jest uczenie się od ortorektycznych fitnesek, modelek i guru żywieniowych. Normalność przede wszystkim. Inaczej choroba bedzie sublimować w coraz to nowe obsesje – jak sportoreksja, ortoreksja, jakieś skrajne diety od zegarka. Normalność przede wszystkim

  5. Aga Styczeń 5, 2018 w 9:21 pm - Odpowiedz

    Świetny post. Do mojej sytuacji mogę odnieść w 100% dziękuję!

  6. Paulina Styczeń 6, 2018 w 7:26 am - Odpowiedz

    Postów o puchnięciu nigdy za wiele :)) Tego upewnienia potrzebowałam, dziękuję kochana <3

  7. Kasia Styczeń 6, 2018 w 8:09 am - Odpowiedz

    Jak zwykle dobry wpis 🙂
    Aniu,czy masz jakieś rady,co zrobić w przypadku spowolnioego metabolizmu i tycia w związku z tym? Zwiększyć jeszcze bardziej kalorie? Czy po co prostu zagryźć zęby i przeczekać? Pozdrawiam

  8. Klaudia Styczeń 6, 2018 w 12:50 pm - Odpowiedz

    Zaczelam jesc normalnie od maja 2017. Od tego czasu sporo przytylam – piszac sporo, nie mam na mysli 2 czy 5kg tylko x razy wiecej. Wiadomo, strasznie wjezdzalo mi to na psychike, szczegolnie na poczatku, ale z czasem jakos sie z tym oswoilam i nie zwracam na to az tak duzej uwagi. Fakt faktem, zle sie ze soba czuje, bo cholera, moze i nie jestem „grubasem” ale na pewno nie mam normalnej wagi. Przez te wszystkie miesiace cwiczylam, nie jakos tubo inensywnie, glownie podnoszenie ciezarow, zadnego kardio, 2-3 razy w tygodniu max i ogolnie mam dosc aktywny tryb zycia. Staram sie codziennie wysypiac, srednio 8h.
    Badani krwi, hormony w miare sie unromowaly, po 3ch latach wrocil okres – super extra.

    W czym problem?

    Ten cholerny kortyzol wciaz utrzymuje sie na gornej granicy normy, a jak wiadomo, normy roznia sie od wieku – dla 27latki, gorna granica to nie norma. I nie wiem juz co mam robic, rokzladam rece. Nie obzeram sie, nie wymiotuje, jak mam ochote zjesc wiecej to zjem, jak cos niezdrowego wpadnie to tez nie ma tragedii.

    Zdawalam sobie sprawe, ze proces zdrowienia nie przebiegnie tak hop siup, liczylam sie z faktem, ze to troche potrwa. Zaciskalam zeby i gleboko wierzylam, ze musze przez to jakos przebrnac i w koncu cos zaskoczy, zaczne wracac do normalnej wagi bo przeciez wszystko jest OK. A tu zonk, lipa. Kupa miesiecy pracy a tu nadal otylosc brzuszna, spuchniete nogi, a co za tym idzie, samopoczucie do dupy. Wiem, ze sie nie poddam, ale cholera, nie wiem co dalej robic … Aniu, jakies rady?

    • Justyna Styczeń 8, 2018 w 9:20 am - Odpowiedz

      No właśnie mnie też to dręczy. Czy po wejściu w „normalność” puchnąć, tyć czy jak to zwał będziemy przez rok, dwa, trzy czy w nieskończoność. Mając 33 lata mam się nastawić że do 40-stki będę rosła i tyle…Wiem, że winić mogę tylko siebie, ale nie zmienia to faktu, że to dość demotywuje, kiedy jesz 2000 kcal, wcinasz te warzywka i owoce, węgle, tłuszcze itd.ruszasz się a efekty są odwrotne.

      Justyna

    • Ania Styczeń 8, 2018 w 5:15 pm - Odpowiedz

      Mam tak samo. U mnie to juz 5 rok od niezzczeznego głupiego odchudzania, kiedy faktycznie schudlam ale potem jojo i 2 razy tyle przytylam. W tym czasie juz nawet nie próbując sie odchudzac część przybrana sama zeszla do tej sprzed glodowek, ale teraz mimo ruchu itd nic nie idzie. Raz tylko udało sie zrzucić ale na 1000 kcal i 3-4 h Cardio dziennie. Potem oczywiście odbicie do wagi z ktorej nie moge zejsc. Chyba to taka najlepsza dla mojego organizmu. Moze i nie wyglądałam źle ale duzo sie ruszalam i to juz bardziej przenyslany trening silowy, mały deficyt kcal. A moje cialo zero zmian. To mi dało do myslenia, zaakceptowalam swój wyglad, wiadmo sa lepsze i gorsze dni, ale podobał sie sobie, natomiast dziwi mnie brak reakcji organiznu. Poszlam do dobrego dietetyka (ale podkreslam serio odpowiedniej osoby, po przeszukaniu polowy internetu, grup fb, fanpagow, yt itp zeby sie upewnić ze ta osoba mi pomoze) i sie okazalo ze nic dziwnego ze nie chhudne, bo po tylu latach zajezdzania zjadła tarczyca, uaktywnilo sie hashimoto, jelita w oplakanym stanie, hormony plciowe tez nienajlepiej ( głodząc sie nie mialam miesiaczki ) a do tego mnostwo nietolerancji. Poprawilysmy tarczyce ale jeszcze długo potrwa zanim organizm dojdzie do siebie. (To oczywiscie zalezy od przyladku) i tez juz tracę nadzieje ze kiedys mi sie uda trochę zredukowac. Moze nawet nie to jest w tym najgorsze, a najbardziej boli to, ze wkładasz w cos mnostwo pracy, starasz sie a efekty sa kompletnie niewspolmiernie do tego wysilku 🙁 i tylko oglądasz laski na.insta czy tam gdzieś indziej które tym samym wysilkiem maja o wiele lepsze i szybsze efekty, albo redukuja na 3k kcal kiedy ty mozesz tylko na 1k mimo ze i tak zapierdalasz z ciezarami.

  9. Daria Styczeń 8, 2018 w 9:45 pm - Odpowiedz

    No Ok, to co dalej z tym zatrzymanym metabolizmem? Czekałam do końca posta na wskazówki, a tu tylko komentarze, ze nie da się z tego wyjść. No dół Noo..

  10. Daria Styczeń 9, 2018 w 6:51 pm - Odpowiedz

    Wow. Wyobraź sobie, ze kiedyś to czytałam. Z perspektywy czasu widzę, ze musiałam mieć odłączony mózg, bo tylko 1/5 informacji do mnie dotarła. Teraz zrozumiałam 100% przekazywanej treści, ale chyba musiałam do tego dojrzeć (albo odżywić organ odpowiedzialny za rozumienie;) jem jak człowiek od ponad pol roku. Waga się trzyma w miejscu co jest super, ale ze 10kg ponad moja naturalna wagę co jest średnio radosne. Dlatego tu zaglądam. Oprocz spowolnionego metabolizmu mam kłopoty z leptyna. Fajnie jakbyś kiedyś napisała o tym post. Organizm po tych głodówkach wyłączył sygnał głód czyli greline, a co za tym idzie, antagonistyczną leptyne. Pamietam jak zaczęłam jeść >normalnie< a ciagle nie czułam sytości, ew. Ból brzucha (rozpieranie) wtedy wiedziałam, ze już dość. Niestety jak leptyna jest nisko to nie ma szansy na chudniecie, może tu tkwi problem wielu dziewczyn. Wiem, ze to długi proces, ale już bliżej niż dalej;) Jakbyś miała dostęp do badań/artykułów to proszę podziel się, może jest fajny sposób żeby podbić leptyne. Ja narazie uczę się na błędach, ale idzie mi niezle;) dzięki za linki i pozdrawiam serdecznie!

  11. Paula Styczeń 10, 2018 w 1:32 pm - Odpowiedz

    Mnie demotywuje to puchniecie. Pije środki przeczyszczajace – woda schodzi, czuje się lepiej, mam mniejszy brzuch i wagę. Po w dniach nagle 2 kg więcej, opuchnięte oczy, brzuch wylany, jak ciasto, wszystko mi w nim bulgocze i przelewai się tam woda. Tak jakby organizm właśnie bal się ze znów ja utraci i magazynował.. brzuch na eysokosci zoladka wyglada tak jakbym polknela pilke… po za tym czuje sie przejedzona, a malo jem, eaga rosnie a to stresuje wiec jem … zazwyczaj czekam do końca tyg… potem znów się przeczyszczam albo wymiotuje (to już bardzo bardzo rzadko) i tak w kółko. .. ostatnio bardzo bolą mnie całe nogi.. szczegolnie wieczorem …

  12. Klaudia Styczeń 10, 2018 w 10:59 pm - Odpowiedz

    A mnie sie zdaje ze sorry ale jesli chodzi o slodycze to bzdury ze ochota na nie odchodzi. No wiec nie odchodzi, moge zjesc pozadne sniadanie, caly obiad (np schabowy,ziemniaki,dwa rodzaje surowek) a napad na slodycze dalej Przyjdzie. Nie ma ma to ratunku. Kiedy psychicznie nie czuje sie dobrze nie jestem w stanie kontrolowac jedzenia I nie jestem w stanie poczuc sie mentalnie lepiej przez jedzenie. Kolo sie zamyka. Od poczatku grudnia juz tak plyne I nie moge sie zatrzymac.

Zostaw komentarz