walka

Walka

Słowa mają olbrzymią moc, wiemy to doskonale. W kilka chwil można wyznać komuś miłość, albo złamać serce. A jakie są najpotężniejsze słowa jakie mogą być?
Te kierowane do siebie. Dlaczego?
Bo pochodzą od osoby najważniejszej w naszym życiu, tej, która trzyma wszystkie stery – nas.
Pisałam o tym wiele, zwłaszcza w książce: dostajemy zawsze to co sobie z całą mocą wyobrażamy. Nazywanie siebie słabą idiotką, dzień w dzień zrobi cię w końcu taką, nawet jeżeli byłaś silna i mądra. Ale to zupełnie inna historia.
Teraz chciałabym się przyjrzeć fenomenowi pola walki, na które ochotniczo wyruszasz każdego dnia.
Kto nie ma blizn, ten nie wie nic!

Na froncie.
Budzisz się rano w okopie. Przez krótką chwilę dochodzisz do siebie. Gdzie ja jestem? Aha, na wojnie. Walczę z Wilkiem.
Przede tobą zasieki śniadania, pole minowe obiadu i ciężki ostrzał artyleryjski kolacji.
To dopiero połowa dnia, a u ciebie już masakra. Oberwałaś niespodziewanie czekoladowym granatem w przerwie na lancz, rzuconym przez koleżankę. Ale czołgasz się dzielnie dalej.
WALCZYSZ i się nie poddasz!
W sklepie, przy kasie, seria z taśmy – do koszyka wpadają słodycze, przekąski, chipsy. Krew dudni w uszach, nie wierzę, znowu to zrobiłam! Ale po drodze pojawia się nowy strategiczny plan. Nie zjem tego, wczołgam się pod kołdrę maskującą i schowam wrogowi.
Nic z tego. Wilk dopadł Cię i tam.
Odstrzelił głowę, wraz z rozumem, wpakował w brzuch serię z ciastek, krakersów i ogórków kiszonych, po czym zawlókł do kibla i utopił.
Poległaś.Odeszłaś jak bohaterka.
Należy Ci się order ze sreberka z czekolady.

Bywa i tak:

Na ringu.
Wychodzisz na ring, jak w filmie Fight Club – zatęchła nora, dawno nie wietrzona nowymi pomysłami. Na ringu Ty versus Wilk. No bo przecież to jest WALKA.
Runda pierwsza: śniadanie.
Od razu nokaut. Nie umiem, nie potrafię, nie wychodzi. Krwawisz dżemem truskawkowym.
Błagam nie dzisiaj. Nie mam siły. Łup! Tu atakuje wściekle głód.
Naparzanka trwa dalej. Jak codziennie.
Ty jesteś jej organizatorem, uczestnikiem i sędzią. Ty obstawiasz zakłady: 10 do 1 dla wilka.
I bijesz z całą furią: restrykcyjnym jedzeniem z jednej , ćwiczeniami do upadłego z drugiej, kopniaki złych słów. A on ci z furią oddaje – kompulsje, smutek, rozpacz.
A w rzeczywistości jest dokładnie  jak w filmie Fight Club, jesteś jedna jedyna.
Ta, która pragnie szczęścia, jak wszyscy ludzie na ziemi.
Nie ma żadnego przeciwnika. Nie ma żadnego Wilka. To tylko koncept, nazwa na twoje uzależnienie, na część mózgu, którą nauczyłaś pragnąć ogromnych ilości jedzenia.

Wiesz co będzie o wiele mądrzejsze od walki? To co zawsze – rozmowa.
W następnym poście napiszę jak skutecznie przemówić sobie do rozumu, bo to też nie lada sztuka.
Teraz zapamiętaj jedno:
Nie musisz być swoim własnym wrogiem, a życie może toczyć się z dala od bitewnych pól.
Obiecuję.

 

4 komentarze

  • Anka

    Koniecznie!!!!
    Koniecznie napisz jak przemówić sobie do rozumu!!!
    Bo czasem brakuje mi słów.
    Co do bitewnych pól…
    Moje pole bitwy najgorzej wyglądało pewnego ranka
    po nocy przespanej wprost na otwartej tabliczce czekolady…
    Możecie sobie wyobrazić, jak to wyglądało…
    Wyglądało za przeproszeniem, jak kupa g00wna niestety…
    Mało apetycznie 🙁

    Kwiecień 26, 2016 at 11:03 am
  • Anka

    … chlapnęłam z tą kupą?
    Bardzo przepraszam,
    ale przypowieść oparta jest na faktach…
    Tak czy inaczej to przykre doświadczenie było dla mnie przyczynkiem, by czekoladę wizualizować
    jako nieapetyczną plamę tłuszczu, kakao i cukru bezkształtnie rozmazaną na pościelowych barchanach.
    Przynajmniej można stracić apetyt…

    Kwiecień 27, 2016 at 8:25 am
  • M

    U mnie nie ma żadnych reguł ani uniwersalnych argumentów. Wszystko zaczęło sie zmieniać w dobrym kierunku na przełomie listopada i grudnia postęp był ciągły po trochu życie nabrało sensu walki w 99proc były wygrane. A już od przełomu stycznia i lutego powrót do dawnych zachowań 99proc walk przegranych, waga w górę i brak jakiegokolwiek sensu – robienie 2 kroków do przodu i potem tyleż wstecz. Mimo ze czytam bloga mam książki i chęć jestem dokładnie w tym samym miejscu co rok temu i nie rozumiem jak to możliwe…

    Kwiecień 28, 2016 at 11:41 am
  • Ola

    Aniu,
    ostatnio pojawiła mi się w głowie pewna myśl. Otóż przeanalizowałam swoje samopoczucie i tok myślenia w dwóch skrajnych stanach, towarzyszących mi zamiennie: głodu i objedzenia do granic. Doszłam do wniosku, że w każdym z nich odnajduję swego rodzaju ulgę, ponieważ są tak ekstremalne, że opanowują cały mój umysł. Wówczas nie ma w nim miejsca na inne kwestie, które bolą naprawdę: samotność, odrzucenie, lęki. Wiem, że to próba unikania doświadczania ich prowadzi mnie do zagłady… Jak się nauczyć przeżywać trudne emocje?

    Kwiecień 30, 2016 at 4:50 pm

Skomentuj

INSTAGRAM