Kluczowy element

Gdy zakładałam Wilczo Głodną postanowiłam, że będzie to blog o zaburzeniach odżywiania (a raczej o tym jak z nich wyjść), a nie o coachingu, pozytywnym myśleniu itd. Takich blogów jest cała masa, więc nie ma sensu produkować jeszcze jednego. Fakt, zmieniłam swoje życie o 180 stopni; z bulimiczki i alkoholiczki dryfującej bez celu i sensu, stałam się kobietą sukcesu (oczywiście mierzonego własną miarą), ale dokonałam tego przede wszystkim dzięki uporaniu się z moim największym problemem – jedzeniem.
Dlatego piszę głównie o jedzeniu.
Ale dzisiaj opowiem o czymś innym.

Ostatnio dostałam kilka maili takich jak ten:

W tym tygodniu mija równe 5 miesięcy odkąd podjęłam decyzję, że wyjdę z ED….ciężko czasami w to uwierzyć. Tak jak sobie założyłam od początku, nie miałam żadnej wpadki bulimicznej, nie rzygałam ani razu. Faktycznie, moje życie zmieniło się całkowicie, ale czegoś w nim brakuje. Szukam, ale nadal nie mam pojęcia co to jest. Niby mam super prace, w której się realizuje, niby mam córcie, niby z jedzeniem jest ok, niby nie wymiotuje, niby jestem zdrowa ale coś jest nie tak i nie wiem co. To takie uczucie, kiedy wiesz, że potrzebujesz czegoś jeszcze, żeby wypełniło Cię całkowicie i nie możesz tego znaleźć. Mam wrażenie, że właśnie ta malutka cząstka, której brak uniemożliwia mi takie całkowite cieszenie się wszystkim zmianami. Niby się cieszę…ale nie do końca jednak. Jakby coś mnie blokowało.

To oczywiście nasza dzielna Kama, o której pisałam już tu: Świadectwo Wilczycy. Dziewczyna w moim wieku, która dzięki wdrożeniu w życie informacji zawartych w kursie online, po dwudziestu latach wyszła z bulimii.

Czujesz to samo co ona? Ja czułam to bardzo dotkliwie nawet kiedy się zakochałam, podróżowałam, kiedy byłam z przyjaciółmi… bo przecież moje życie mimo bulimii też miało czasami jasne niebo. Jednak kiedy w nie patrzyłam, zawsze widziałam chmurę przesłaniającą słońce.

No więc o to jest? Ta mała cząstka? Coś co nie pozwala Ci się cieszyć wszystkim co masz, co osiągnęłaś, co zdobyłaś?
Coś, co sprawia, że nawet najpiękniejsi, najbogatsi, najbardziej pożądani ludzie tego świata zapijają się na śmierć w swoich willach za milion dolarów. Coś czego boleśnie brakuje; mała dziurka, którą wycieka cała radość?

Myślę, że znam odpowiedź na to pytanie: to wdzięczność.

I zanim przewrócisz oczami, że to kołczingowe bzdury i słyszałaś to milion razy, pozwól, że opowiem Ci o moich doświadczeniach.

Wdzięczność mnie uleczyła. To ona przede wszystkim wyciągnęła mnie z głębokiego na piętnaście lat doła.
Wszystko zaczęło się na długo przed Wilczo Głodną. Byłam wtedy w najczarniejszym momencie mojego życia: emigrantka bez kwalifikacji, zapierniczająca za barem w knajpie, z problemami w związku, z kasą, z jedzeniem i z alkoholem. Każdego dnia na nowo uderzało we mnie poczucie bezsensu – świadomość, że moje życie się nie liczy, że nie wiem po co tu jestem i po co mam się niby tak męczyć.
Czułam się uwięziona w swoim losie i w swoim ciele. Każdy dzień był walką, a myślenie o przyszłości powodowało skurcz żołądka. Nie przesadzam; było źle.

Pamiętam taką scenę: marzec 2013, zabrałam się za porządki w domu. Już miałam włączyć muzykę, kiedy coś mnie tknęło i zamiast radia, włączyłam darmowego audiobooka z YouTube. Nie pamiętam tytułu książki, ale było to coś w stylu „myśl pozytywnie i zmień swoje życie” – w ten deseń. Lektor opowiadał, jak to trzeba wybaczyć wszystkim, wybaczyć sobie, być wdzięcznym za to co się ma. Że jeżeli nie czujesz wdzięczności za małe rzeczy, nie będziesz jej czuł i za wielkie. Że jeżeli dziękujemy za to co mamy, przyciągamy tego więcej.
Pierwsza moja reakcja: taaaa, piękne,ale to nie dla mnie. Zaczęłam jednak słuchać co raz bardziej uważnie. Ciekawe co by było – pomyślałam – gdybym FAKTYCZNIE zastosowała te rady, a nie tylko pokiwała głową, że mądre i racja.
Co mi szkodzi, gorzej być nie może, a jeżeli będzie lepiej, to super.

To był dzień, kiedy moje życie zboczyło z orbity „autodestrukcja” o kilka stopni. A sama wiesz, że kilka stopni robi ogromną różnicę, jeżeli chodzi o docelowe miejsce lądowania.

Zaczęłam dziękować za wszystko po kolei: za dach nad głową, za dobre zdrowie, za to że urodziłam się w Polsce, a nie na Haiti, za to że moi rodzice nauczyli mnie wielu dobrych rzeczy, za to że jednak MAM szansę stać się kimś w Belgii; chodzę na darmowy kurs języka, mieszkam w mieszkaniu swojego chłopaka i nie muszę płacić czynszu, dostałam pracę i to w końcu NIE jest sprzątanie.

Widzisz tę nową trajektorię jaką obrały moje myśli? Zamiast: jest do dupy, to: mam jednak sporo szczęścia.
Jako, że jesteśmy tym o czym myślimy, z dnia na dzień zaczęłam czuć się coraz lepiej. Stałam się spokojniejsza, milsza dla mojego chłopaka (na którym wcześniej wyładowywałam całą frustrację), zaczęłam regularnie ćwiczyć, lepiej spać, mniej pić z kolegami po pracy…
A przecież nic się praktycznie nie zmieniło: nie wyzdrowiałam jeszcze wtedy, nikt mnie nie awansował, nie zaczęłam wysławiać się płynnie po niderlandzku. Wszystko było dokładnie takie, jak przed miesiącem. To ja byłam inna: nagle doceniałam to co miałam. W każdej sytuacji doszukiwałam się, czegoś za co można podziękować i z niedowierzaniem zaczęłam obserwować jak moje życie się zmienia.
Czyli to co mówią w tych wszystkich amerykańskich „positive thinking” książkach, to jednak prawda? Wow!

Każde dziękuję budowało moją siłę, aż w końcu miałam jej na tyle, by zmierzyć się z zadaniem numer jeden: z jedzeniem. Każde dziękuję, pozwoliło iść mi do przodu, kiedy chciałam się poddać. Brałam siebie za rękę i mówiłam: Ania, masz dla kogo żyć, masz po co. Zobacz jakie cuda Cię spotykają; jesteś zdrowa, sprawna, młoda, wolna, kochana. Jeżeli czegoś Ci brakuje, możesz po to sięgnąć. Życie nie broni Ci dostępu do szczęścia. Ono płynie do Ciebie ogromnym strumieniem, to tylko ty sama stoisz mu na drodze. Zejdź z niej.
Tak sobie powtarzałam codziennie, z mocnym postanowieniem, że nigdy siebie nie opuszczę.
Aż w końcu dałam radę – wyszłam z bulimii.
Potem, z wdzięczności powstała także Wilczo Głodna, z poczucia, że zdobyłam bardzo ważne doświadczenie i teraz muszę podać je dalej. Wdzięczność lubi jak się nią dzieli.

W każdym razie, tamtego marcowego dnia, uczyniłam wdzięczność moim nawykiem. Kiedy wstaję rano, pierwsze co pojawia się w moim zaspanym umyśle, to litania tego, co w życiu dobrego mnie spotyka. Tak samo podsumowuję dzień, gdy kładę się spać.
Chcę zarażać tym nawykiem wszystkich dookoła, bo wiem jak bardzo jest ważny. Często pytam moje mentee, za co dziękują. Jeżeli usłyszę, że za nic, podpowiadam: a wzrok, a słuch, a węch? Przecież to wcale nie jest takie oczywiste!
Zobacz, że nie! Mogłaś mieć mniej szczęścia.

Odpowiadając więc na pytanie Kamy, czego jej brakuje, dlaczego nie może cieszyć się z tego co ma, napisałam, że brakuje jej wdzięczności. A potem stworzyłam ten tekst.

A Ty za co dziękujesz?

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2017-10-30T15:51:46+00:00 27 Październik, 2017|Kategoria: Psychologiczna rozkminka|Tagi: , , |

14 komentarzy

  1. Edyta P. Październik 27, 2017 w 10:55 am- Odpowiedz

    Ja dziękuje za brzydką pogodę dzisiaj,która pozwoliła mi wyleżeć się pod kocem i wypłakać -zrobić to czego potrzebuje…Dziękuje za pyszne śniadanie,spokój i uśmiech bliskiego mi człowieka,za moją córcię, mój wygląd,charakter,ukończone szkoły,kursy i doświadczenie zawodowe.A już najbardziej za to,że widzę różnicę jak żyłam dawniej i wiem jak chcę żyć teraz i za to,że mam odwagę marzyć.I za Ciebie Aniu:*

  2. tt Październik 27, 2017 w 8:43 pm- Odpowiedz

    Ostatnio rozmyslam o tym, ze jak na ironie mimo choroby mam szczescia, ludzie zapadaja na choroby, zyja w biedzie, ulegaja dziwnym wypadkom losu, a ja katuje sie tyle lat, a organizm jakos daje rade, tylko jestem moze bardziej zmeczona takim zyciem. Z drugiej jednak strony budzi sie we mnie jakis bunt, wdzieczna komu? mimo choroby nigdy nie spoczelam na laurach, to ze mam dach nad glowa, kase w kieszeni i zaufanych przyjacoil zawdzieczam sobie tak naprawde

    • Wilczo Glodna Październik 28, 2017 w 7:26 am- Odpowiedz

      Komu? Może swojemu ciału, że mimo choroby, nie rozłożyło się jeszcze totalnie i mogłaś zarobić tę kasę, poznać ludzi itd. Oczywiście, mi też pieniądze z nieba nie spadają tylko dlatego że jestem wdzięczna, zawdzięczam je sobie, ale gdyby nie to, że mam dwie rączki (za darmo, od losu, tak po prostu), nie zarobiłabym ani złotówki.

  3. Żanienka Październik 28, 2017 w 7:13 am- Odpowiedz

    Ojojoj! Popłakałam się jak głupia!

  4. Joanna Październik 28, 2017 w 7:21 am- Odpowiedz

    Cóż, mnie to ani razu nie pomogło.

    • Wilczo Glodna Październik 28, 2017 w 7:23 am- Odpowiedz

      Kochana, bo to nie chodzi o to żeby czegoś oczekiwać.Jak dziękujesz komuś za prezent to dziękujesz, bo jesteś wdzięczna i innych powodów nie ma, prawda?

  5. Mama Dominiki Październik 28, 2017 w 2:16 pm- Odpowiedz

    A ja bardzo dziękuję Ani za To że mogłam ja poznać,że mogę do niej napisać.. dziękuję Wam dziewczyny bo dzieki Wam przestałam się obwiniać pomoglyscie mi zrozumieć jak myślała moja córeczka..dzis wiem że nie dojrzała jeszcze do chęci leczenia i ja nie mogłam tego zmienić..dziekuje za wspaniałego psychologa który uczy mnie jak cieszyć się tym że córcia była że mną przez prawie 18 lat ..narazie słabo mi wychodzi ale mam nadzieję że będzie lepiej ..dziekuje mojej wspaniałej jogince Gosi za jej ciepło dobroć i uczenie nas pokory i cierpliwosci w asanach .dziękuję za moich rodziców kochających mojego męża który mnie bardzo kocha i za mojego synka Wojtka który ma wielkie serce..dziekuje za zdrowie i za wszystkich dobrych ludzi którzy mnie otaczają…

  6. jw Październik 28, 2017 w 2:52 pm- Odpowiedz

    U mnie też to nie działa.Taki strasznie „słodki” ten post. Chyba nawet za słodki…

    • ania Październik 28, 2017 w 3:37 pm- Odpowiedz

      Nie będzie ‚działać’ teraz-zaraz i na zawołanie. Trzeba włożyć wysiłek, żeby zacząć myśleć w ten sposób, wyrobić w sobie taki schemat. Potem idzie już łatwiej. Może i brzmi to ‚za słodko’, ale taki punkt widzenia naprawdę ułatwia życie. Po co koncentrować się na złych rzeczach, jeśli można na tych dobrych? Może i złe bardziej rzucają się w oczy, tak też jest zbudowana nasza psychika, ale dobrych rzeczy w naszym życiu też można znaleźć bardzo dużo.

    • Wilczo Glodna Październik 28, 2017 w 4:32 pm- Odpowiedz

      No moje życie jest słodkie. Jeżeli Cię to razi, to przykro mi.

  7. ania_cieri Październik 28, 2017 w 3:11 pm- Odpowiedz

    Od prawie trzech tygodni, budze sie wczesniej. Spedzam pare minut w ciszy zadajac sobie pytanie za co dzisiaj jestem sobie wdzieczna. Odpowiedz przychodzi sama. Nie wiem czy dusza, czy cialo, czy moze serce bardzo potrzebowalo wlasnie tych paru minut, ale to byl poczatek przygody, ktora z Toba zaczelam. xxx

  8. Merry Październik 29, 2017 w 5:03 pm- Odpowiedz

    Wdzięczność jest ważna ale to nie ona jest odpowiedzią na pustkę duszy.
    Jest nią Chrystus. (nie linczujcie mnie od razu za użycie tego imienia) Tak dużo się mówi o duchowości, bo człowiek jej potrzebuje. Ale dlaczego Chrystus? Przecież to niemodne. Hinduizm, Buddyzm ewentualnie inny oświecony ateizm mają większość przychylność świata, niż pozornie zatęchłe Chrześcijaństwo.
    A ja jednak wybrałam Jedynego Boga, który jest miłosierny i obdarowuje miłością. Tego który uczy, że należy miłować siebie i innych ludzi oraz kochać Boga swego stwórcę.
    Wiara pozwala znaleźć sens codzienności w perspektywie wieczności. Wiedząc że mam jedno życie które nigdy się nie powtórzy i że po śmierci dalej będę istnieć, zmieniam podejście do życia. Postawiona przed pytaniem czy chcę być częścią miłości czy pustki, jaką jest jej brak, wybieram miłość a ona nadaje sens życiu i pociąga do czynienia dobra (w które wpisuje się wspomniana w powyższym poście wdzięczność).
    Jeżeli Bóg mnie kocha, a oddzielający mnie od niego grzech został już zniszczony przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, to wydaje mi się przywilejem przyjmowanie jego miłości, odwzajemnianie jej i dzielenie się nią z innymi.

    Tłumacząc z polskiego na język doświadczeń: spotkanie Boga poprzez Pismo Święte i drugiego człowieka, sprawiło że z osoby pragnącej śmierci przemieniłam się w osobę pragnącą życia. Jezus przyszedł wyzwolić zniewolonych, mnie wyzwolił ze smutku i skłonności autodestrukcyjnych. Owszem sama pracowałam by wyjść z nałogu ale On zmienił moje myślenie i sprawił że niemożliwe stało się możliwe. Nie jestem święta, ciągle popadam w grzechy ale przyjaźń z Chrystusem oddanie się jemu w opiekę pozwala mi stawać się lepszą, i z dołu upadku tak jak marnotrawny syn powracać do Ojca.

    Wpisy z tego bloga pomogły mi kiedyś w trudnym momencie życia dlatego teraz dzielę się Tym który jest moim lekarstwem na pustkę.

    Życzę wszystkim wilczkom by znalazły swój spokój i zdrowie.

  9. wilk Październik 29, 2017 w 11:25 pm- Odpowiedz

    może ktoś polecić jakąś książkę o wdzięczności?

    • Ania Październik 30, 2017 w 7:33 am- Odpowiedz

      Tysiac darow. O sztuce codziennego szczescia. – to tak bardziej z chrzescijanskiego punktu widzenia. Z bardziej ogolnoduchowego pomogly mi w tej kwestii Biale zeszyty Soni Radunskiej.

Zostaw komentarz