wpadka

Wpadka

Często piszesz do mnie zrozpaczona: Znowu miałam wpadkę. Już myślałaś, że idzie tak dobrze, a tu upadek, klęska, porażka. Wszystko przepadło!
Brzmi znajomo?
Kiedy przechodziłaś to ostatni raz? Wczoraj, w tym tygodniu? W tym miesiącu?
Czas więc, bym opowiedziała Ci o moim największym potknięciu, które przesądziło – jak widzę po latach – o wszystkim.
Chcę Ci pokazać, że ja naprawdę byłam kiedyś tam gdzie Ty. I to nie tak dawno temu.

Wczesna jesień 2015. Blog „Wilczo Głodna” rozkręca się już teraz w szalonym tempie. Zaprasza mnie TEDx, telewizja, prasa. Piszę swoją drugą książkę „To nie jest dieta”, a ilość maili od Was, wzrasta lawinowo.
Wyszłam z bulimii i z rozmachem realizuję swoją życiową misję: Pokazać innym kobietom, że one też mogą to zrobić.
A tu coś takiego…

Dzień był bardzo ciepły. W naszym przydomowym parku odbywał się właśnie mały sąsiedzki festyn. Fajna muzyka, zapach jedzenia, tłum ludzi, a w nim ja i grupka moich znajomych. Trochę potańczyłam, wypiłam dwa piwa (jeszcze wtedy piłam alkohol), pogadałam, posiedziałam na trawie i coś około północy postanowiłam zmyć się do domu.
Wracałam sama; przyjemny wieczór wypełniony odgłosami oddalającej się imprezy. Po drodze minęłam fryturę. To taki belgijski fast food, serwujące frytki i inne smażone w głębokim tłuszczu frykasy (lub jak kto woli – okropieństwa). Pyszny zapach pociągnął w ślad za mną i tak jak w kreskówce, popukał mnie w ramię. Stary Wilk podniósł przebudzony nagle łeb.

Głód, alkohol, samotność: pyk, pyk, pyk – trybiki w mojej głowie przeskoczyły gładko na znajome pozycje. Co nam daje ta konfiguracja? Atak objadania się, bingo!
I nogi same poniosły mnie próg skwierczącej olejem budy.
Poproszę największą porcję frytek z majonezem – powiedziałam, zupełnie nie poznając swojego głosu, i już za chwilę trzymałam w rękach półkilową, tłustą, gorącą pakę.
Jadłam i równocześnie dziwiłam się tej scenie, jakby to dalej był animowany film. Dlaczego nie gram w niej głównej roli? Kto mnie wyrzucił ze scenariusza? Hej, halo!
Zrobiło mi się niedobrze, ale pchałam w siebie dalej; na siłę, do bólu, bez sensu.
Wyżarłam wszystko, wyrzuciłam papier i zgięta wpół z przejedzenia, wczołgałam się do mieszkania.

Ciemno i cicho; nikogo nie ma. Kolejny trybik wskoczył na swoje miejsce.
Pozbądź się tego, przecież ledwo stoisz! Jeden raz nie zaszkodzi. Dziewczyno, przytyjesz!!! – wyszeptał w mojej głowie schrypnięty od długiego milczenia głos nałogu.
Ach, to znowu ty, poznaję cię, bo zawsze mówisz w drugiej osobie!
Stałam pod kiblem, a NIE MÓJ głos kontynuował niczym animowany diabełek siedzący na ramieniu animowanej mnie:
No dalej – kusił – nikt się nie dowie, a ty zaczniesz jutro z czystą kartą i czysty żołądkiem.
Nie zrobię tego, cmoknij się w dupę – Odpowiadałam mu głosem lekko nietrzeźwego aniołka z drugiego ramienia.

wpadka

Trwało to dobre piętnaście minut, aż poczułam że w tej ciszy jestem już tylko ja. Wilk sobie gada bla bla bla, ale ja go ignoruję, tak jak lecącą w tle bajkę dla dzieci, z której wyrosłam. Słucham tylko jednej czystej spokojnej myśli: Zjadłam za dużo, a to są konsekwencje tego czynu. Nie uciekam od nich. Biorę je na klatę, mimo bólu jakie czuję. Jestem odpowiedzialna za swoje życie.
Jeżeli teraz zostawię te bezsensowne, śmieciowe 1000 kcal w swoim żołądku, nie będzie to miało żadnego znaczenia za tydzień, za miesiąc czy za rok. Nie przytyję od takiego jednorazowego wyskoku. To się dosłownie rozejdzie po kościach. Organizm da radę.

Jeżeli jednak wyrzucę to z siebie, będzie to miało znaczenie i za tydzień i za miesiąc i za rok. Dlaczego? Bo możliwe że wrócę do starych schematów, że wytłumaczę sobie że to nic złego… jeszcze raz i jeszcze i jeszcze i jeszcze…
Możliwe, że będzie to miało wpływ na całe Twoje życie.
I co, tak wyrzucić wszystko co osiągnęłam ze strachu przed paczką frytek? O nie! Stać mnie na więcej!
I poszłam spać.

Następnego dnia czułam się koszmarnie, nie tak jakbym sama rzygała, ale jakby ktoś dla odmiany wyrzygał mnie.
Wiedziałam jednak, że właśnie zdałam bardzo ważny test.
Nie, nie odniosłam porażki. Ja wygrałam.
Wilk ostatni raz kłapnął paszczą i wyniósł się, jak się potem okazało, na dobre.
Ten moment zmienił wszystko.
Postanowiłam ograniczyć alkohol, a z czasem zrezygnowałam z niego zupełnie. Zdałam sobie sprawę, że nie mogę podchodzić tak lekkomyślnie do sprawy posiłków; jeżeli idę na cały wieczór na imprezę, zjadam porządną kolację.
Już nigdy więcej, po tym epizodzie nie objadałam się i wiem, że więcej nie doprowadzę do takiej sytuacji.

Uważam, że właśnie ten moment, był równie ważny, o ile nie ważniejszy, niż cała praca, którą do tamtej pory nad sobą wykonałam. Potknęłam się, ale nie upadłam.
To nie była moja pierwsza wpadka, ale przy tej było naprawdę groźnie.

A teraz pomyśl, że wybrałabym inaczej. Stchórzyłabym zwiedziona absurdalną wizją przytycia. Kto wie, może nie pisałabym już dla Ciebie? Nie byłoby całej Wilczej społeczności i tego całego dobra, które sobie dajemy.

Teraz patrzę w lustro i nie widzę tej paki frytek, ani na brzuchu, ani na udach, ani na podbródku. Nie ważę dziesięciu kilo więcej, dlatego, że ją zjadłam.
Te kalorie naprawdę nie miały żadnego znaczenia. Ale to co z nimi zrobiłam, owszem – to miało znaczenie fundamentalne.

Wiem, że Ty też masz takie momenty; zmagasz się, potykasz, upadasz, ale wstajesz i idziesz dalej.
W głębi serca podejrzewam, że życie testuje w ten sposób Twoje postanowienie zmiany i pyta raz po raz: Ale to Ty tak serio z tym kończysz? Serio serio? A jak rzucę Ci taką kłodę pod nogi, to dalej będziesz iść do „wyjścia”? A jak przywalę Ci z tej mańki, to też?
A Ty mów wytrwale: Tak tak tak i za każdym razem wybieraj mądrze.

Bo wiesz co się liczy na koniec? To by wstać o jeden raz więcej niż się upadło.
I iść jak gdyby nigdy nic.

*

Kochana, myślę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie, zapraszam Cię więc na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Zobacz także pierwszą lekcję kursu online: Lekcja 0

10 komentarzy

  • Gosia

    Bardzo trafiający do mnie wpis. Mam teraz stresujący czas, ale już nie mydlę sobie oczu wiem, że wilk będzie się odzywał. Jakie to uspokajające, że nic mi nie może zrobić, gdy mu nie pozwolę. Potknięcie to nie upadek, dla mnie to ważne stwierdzenie-nie liczy się perfekcja tylko ja i o siebie zawsze warto walczyć.

    Wrzesień 26, 2017 at 3:03 pm
  • ne

    Dzięki kochana!
    Kupiłam wczoraj waszą książkę „Ja wersja 2.0” i cieszę się, że ją mam.

    Wrzesień 26, 2017 at 3:06 pm
  • Beata

    Świetny Post

    Wrzesień 26, 2017 at 6:21 pm
  • M

    Ja mam widocznie tak cały czas. Potykam się, upada, najadam, ale nigdy nie wymiotuję.. Dopiero się okropnie czuje rano z takim brzuchem. A to powoduje tylko dalsze jedzenie

    Wrzesień 26, 2017 at 7:20 pm
  • Patrycja

    Brawo ten moment w ktorym wygrałaś zakotwiczyl dalsze Twoje sukcesy. Ale włoże łyżkę dziekciu do tej motywujacej historii. Ja myślałam, że pokonalam bulimie na dobre. Uważałam to za mój największy sukces życiowy – 7 lat czystosci, ale pod wpływem bardzo silnego stresu wywołanego problemami rodzinnymi i dużym życiowym zakrętem przeżyłam tak silny lęk ze jak w hipnozie uruchomił się pierwotny gad a ocknelam się dopiero po fakcie. Chce z tego miejsca wyraźnie powiedziec że może nam się wydawać że to co jest teraz bedzcie trwać wiecznie. Ze cos na pewno sie stanie lub czegos na pewno nie bedzie. Otóż nie. To co jest ogromnie potrzebne to pokora do życia, do tej choroby i wielu innych chorob i świadomość tego jakie ograniczenia niesie zycie samo w sobie. Zawsze ale to zawsze trzeba uważać i nie myśleć o sobie jak o kimś od kogo wszystko zależy – otóż nie zależy. Nie wszystko. Przykro mi ze taki pesymistyczny wpis ale chciałam podzielić się z Wami swoją prawdą.

    Wrzesień 26, 2017 at 7:27 pm
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      Kochana, dziękuję za świadectwo, ale powiem Ci, że wcale nie nastroiłaś mnie tym negatywnie. Ja pamiętam o swoim niegdysiejszym uzależnieniu i czuję pokorę przed swoją przeszłością. Serio.
      I dlatego będę zawsze o siebie dbać, to mogę sobie obiecać, a co życie przyniesie, nie wiem.

      Wrzesień 26, 2017 at 7:40 pm
  • Justyna

    Fajnie że się z nami dzielisz też takimi „przygodami”. Dawno temu zastanawiałam się czy też miałaś tego typu sytuacje i byłam pewna, że jednak nie. Oglądając Twoje pierwsze filmiki byłaś ostra i stanowcza. Byłam pewna, że nawet trzech frytek byś nie dotknęła. Alkohol? Myślałam, że od 3 lat nie wiesz jak piwo smakuje…a tu proszę. Twój post pokazuje,że każda z nas zmaga się z identycznymi problemami. Podnosić się to rzecz najważniejsza. Ja czysta jestem już prawie pół roku, ataki na objadanie się słabną bardziej z tygodnia na tydzień. Wszystko dzięki Twojemu blogowi. Pozdrawiam

    Wrzesień 27, 2017 at 8:59 am
  • Paulina

    Ja chciałam zapytać o inną rzecz, może również zaproponować temat kolejnego posta. Nie mam jeszcze dzieci (ale pewnie pojawią się w niedalekiej przyszłości) i zastanawiam się jakie jest twoje zdanie w kwestii ich karmienia? Ja jestem trochę zdania, że powinny jeść tyle ile potrzebują, a często jest tak, że rodzice zmuszają dziecko, aby zjadło do końca. Nie pozwalają mu słuchać organizmu. Z drugiej jednak strony zdaje sobie sprawę jakie są dzieci. Obiadu nie zjedzą do końca, a za godzinę po kryjomu wezmą coś słodkiego albo coś mało wartościowego. Podejrzewam, że jest to kwestia bardzo indywidualna. Każdy zna swoje dziecko i wie jak powinien do niego podejść, jednak chciałam bardzo poznać twoją opinię. Jeszcze jedna sprawa, że ucząc dziecko, aby jadło do końca, uczymy je, aby nakładało sobie tyle ile faktycznie zje. Zauważyłam to w rodzinie wielodzietnej, że tam szanuje się jedzenie, aby się nie marnowało, dlatego każdy to co sobie nałoży, musi zjeść. Nie ma tam grubych dzieci, ale starsze rodzeństwo jest często na diecie albo potrafi się przejadać (tylko dziewczyny).
    Jeszcze jedna kwestia słodyczy: mój mąż miał zasadę z rodziny wielodzietnej, że słodycze po obiedzie. Z jednej strony to zrozumiałe, ale z drugiej ja mu tłumaczyłam, że jak zjem obiad to już nie dam rady zjeść nic słodkiego, więc czasem najpierw zjadłam sobie czekoladę, a gdzieś za dwie godziny dopiero obiad. Oczywiście z tego względu, że miałam na nią ochotę (zdarzało się to bardzo rzadko). Wydaje mi się, że w rodzinach jest też problem słodkiego deseru. Zje się obiad, a potem człowiek rozpycha się deserem zamiast zjeść go później. Takie nawyki powodują, że później się przejadamy. Jak ty to widzisz? Jak w twojej rodzinie to wyglądało?
    Pozdrawiam! 🙂

    Wrzesień 27, 2017 at 10:00 am
  • /m

    ja mam dokładnie tak samo, niestety :/
    Co jakiś czas nażeram się tak, że po prostu nie jestem w stanie wstać i się wykąpać, tylko zasypiam na sobie umalowana, w ubraniu…

    Wrzesień 30, 2017 at 2:53 pm
  • Marlena

    dziekuje ci Anno za ten bardzo wazny i madry wpis,uczy on tego ze potkniecie jest czescia procesu uczenia sie,komentarze pod nim za to sa forma uzmyslowienienia ze my wilczyce musimy plynac z pradem zycia,akceptowac z pokora je takim jakim jest,za czesto sie potykam i zaczynam panikowac w konsekwencji upadam teraz juz wiem ze zjedzenie paru nadprogramowych kacl to nie tragedia a akurat w moim przypadku koniecznosc wywolana wychudzeniem. Prosze pisz jak najwiecej bo dzieki twoim wpisom wzrastam i dam rade pokonac swojego wilka

    Październik 1, 2017 at 6:01 pm

Skomentuj

INSTAGRAM