stres

Zajadać stres

Właściwie nie mam pojęcia dlaczego do tej pory nie napisałam jeszcze o tym artykułu. Tłukę to moim dziewczynom na mentoringu każdego dnia i w ogóle bardzo często jestem o to pytana. Czas więc na pisemne wyjaśnienia fenomenu objadania się na stres.

Na początku trzeba zrozumieć czym jest i jak działa stres.

Stres to prastara reakcja naszego organizmu na pojawiające się zagrożenie. Przyspiesza tętno, rozszerzają się źrenice, oddech staje się szybszy, wyostrzają się zmysły, krew transportowana jest do mięśni, kosztem na przykład układu trawiennego, czy rozrodczego. Nadnercza produkują adrenalinę i noradrenalinę, co pozwala utrzymać nas w gotowości. To przygotowanie do walki lub do ucieczki. Mądre ciało od razu wie jaki jest teraz jego priorytet: przeżyć.

Przez całe tysiąclecia człowiek reagował właśnie w ten sposób, gdy coś zaszeleściło w krzakach za jego plecami – błyskawicznie i skutecznie. Ten, u którego reakcja ta nie była wystarczająco silna (Oj tam, oj tam, to pewnie wiatr), nie przekazał swoich genów dalej, ponieważ już za chwilę skończył jako kolacja czegoś większego niż on sam. My wszyscy jesteśmy więc potomkami tych, którzy reagowali silnie i natychmiastowo.
Stres mamy zakodowany w DNA.

No dobrze, ale w dzisiejszym świecie raczej nie musimy się martwić lwem czającym się za rabatką w parku, ani rzutu dzidy w przerwie na lunch. Jednak owa reakcja fizjologiczna dalej ma się dobrze. Masz w pracy nawał roboty, mało czasu i ogromną presję. Jak reagujesz? Dokładnie tak samo jak Twój jaskiniowy praszczur; zwiększonym tętnem, gotowością do natychmiastowej akcji.

Stres jest bardzo złożoną reakcją ciała, zainicjowaną przez nasz mózgu. Żeby ją wytworzyć, musi zostać uaktywnione; prążkowie, ciałko migdałowate, przysadka mózgowa, nadnercza itd. Na to potrzeba masy energii.
Mózg gospodaruje nią bardzo ekonomicznie. Aby ją pozyskać, osiągając maksymalny efekt, „wyłączy” zasilanie w rejonach, których aktywność nie jest w tym momencie ani potrzebna, ani wskazana: na przykład wspomniany już układ trawienny, czy rozrodczy. Albo taka sobie kora przedczołowa.

Kora, że co?

Kora przedczołowa to najmłodszy ewolucyjnie obszar mózgu. To ona czyni nas tym, kim jesteśmy. I globalnie – jako ludzi i indywidualnie – jako jednostki, jako My. Tam, mówiąc obrazowo, mieszkają nasze emocje, plany, marzenia, charakter – nasze człowieczeństwo.
Tam mieści się także kontrola zachowań i impulsów – umiejętność typowo ludzka. Potrafimy powściągać swoje emocje, reakcje i żądze. Gdyby tak nie było, nasz świat byłby w jeszcze większym chaosie niż teraz. Wyobrażasz to sobie? Robienie pod siebie to najłagodniejszy obraz jaki przychodzi mi do głowy.
No właśnie, i tu dochodzimy do sedna- kontrola impulsów.

Pamiętasz moją serię artykułów o Gadzim (1-12 maj 2016)? Argumentuję tam, że nasze jedzeniowe błędne koło bierze się z walki ludzkiego mózgu – kory przedczołowej (profesora), który decyduje o przejściu na dietę i mózgu pierwotnego (gadziego), najstarszej ewolucyjnie struktury, której zadaniem jest utrzymanie nas przy życiu. Dla gadziego, dieta to zagrożenie życia (całkiem słusznie) i zrobi on wszystko, żebyśmy się w końcu najadły. Zazwyczaj prędzej (kilka tygodni), czy później (skrajne wychudzenie, anoreksja) kończy się to sukcesem i następuje atak obżerania się. Gadzi ZAWSZE górą.
Czasami jednak, bardzo rzadko, profesorowi udaje się pokonać gadziego. Dla właścicielki takiego nietypowego mózgu oznacza to niestety wizytę na cmentarzu w charakterze zwłok.
Gadzi mózg dopnie swego, my się najemy do oporu i co się dzieje? Przerażony profesor, zafiksowany na diecie krzyczy: Coś ty zrobiła!!! Od jutra NIC nie jesz.
I cykl się powtarza.

głód

Nasz znajomy już obrazek.

Profesor z powrotem łapie kontrolę i trzyma dietę. W swoim sterylnym laboratorium odmierza starannie ziarenka brązowego (!) ryżu i skrupulatnie pilnuje ilość kalorii (nie więcej niż 1500)

I wtedy przychodzi stres i… odcina profesorkowi zasilanie.
Tak jak wspomniałam: stres to tak złożona reakcja organizmu, że cała para musi iść w jej wytworzenie. Wszystko co może w tm przeszkadzać, zostaje chwilowo usunięte. No bo jak goni Cię lew (szef) niewskazane jest rozmyślać o nadchodzących wakacjach, czy naturze Boga. Jeśli nie skupisz się na szybkim przebieraniu nogami (palcami na klawiaturze), zostaniesz pożarta żywcem (w obu przypadkach).
Nie czas na emocje, plany i marzenia. Czas na DZIAŁANIE.
Dlatego cały obszar kory przedczołowej gaśnie. Kontrola impulsów – off.

A co robimy, kiedy nie kontrolujemy impulsów? Płaczemy, krzyczymy, rzucamy przedmiotami, trzęsiemy się, mówimy przykre rzeczy, które już dawno miałyśmy na końcu języka. Krótko mówiąc, jesteśmy wyprowadzone z równowagi. Pomyśl tylko; kiedy nawrzeszczałaś na swojego faceta? Gdy leżeliście na plaży totalnie zrelaksowani, czy raczej gdy wróciłaś do domu po ciężkim dniu pracy?
A jak potem przepraszałaś? Kochanie, nie wiem co we mnie wstąpiło. Byłam taka zestresowana.
Tak. Obszar mózgu, który kontroluje twoje zachowanie miał blackout.

stres

 

Dokładnie tak samo działa na mózg gniew i zmęczenie. Pisałam o tym tu.

Wróćmy do profesora zajętego odmierzaniem ziarenek ryżu i powtarzaniem: Pomiń drugie śniadanie, nie częstuj się tym ciastem, nie sięgaj po węglowodany, nie dolewaj mleka do kawy, wcale nie jesteś głodna, nie przesadzaj.
W momencie kiedy pada mu zasilanie, on zostaje odsunięty od panelu decyzyjnego; zasypia jak odłączony od prądu robocik i już nie ma możliwości egzekwowania tych głupot. Wtedy prowadzenie przejmuje gadzi, który jak pamiętasz, chce tylko i wyłącznie przeżyć i…jedziemy!

Stres to długotrwała reakcja. W pierwszej fazie, kiedy szef walnął papierami na Twoje biurko, w ogóle o tym nie myślałaś o jedzeniu, ale już za chwilę, gdy szok mija, nie wiadomo skąd nachodzi myśl: czekolady, słodkiego, natychmiast! I na miękkich nogach lecisz do sklepu.

Dlaczego? Przecież jeszcze pięć minut temu byłaś absolutnie zdeterminowana, że schudniesz 10 kg! Włożyłaś tyle wysiłku w tę dietę. To co się stało?
Ano to, że obszar mózgu, który ją sobie wymyślił i prowadził w czyn, śpi sobie teraz w najlepsze.
Kto kieruje Cię do sklepu? Gadzi. On wie, że Ty potrzebujesz tych kalorii, a teraz trafiła się niepowtarzalna okazja – nieobecność profesorka.
Nie jesz dlatego, że stres ma w sobie coś magicznego, co zmusza Cię do tego jedzenia. Po prostu zaspokajasz realną potrzebę fizjologiczną, która w końcu wyzwoliła się z więzienia. Zniknął treser powtarzający: Nie wolno!
Tak naprawdę nie jesz by złagodzić stres. Jesz by przeżyć.
Gadzi oddycha z ulgą: Hej mała, w końcu „najadłem Cię” na zapas! Nie wiadomo kiedy znowu trafi się taka okazja, więc fajnie że wymietliśmy całą lodówkę, co? Ocliłem Cię od głodu, widzisz jaki jestem zajebisty?  W końcu po właśnie stworzyła mnie Matka Natura abym ogarniał takie sytuacje. No to ogarniam. To co? Piona wujaszkowi Gadziemu?

No dobra, a co jeżeli nie jestem na żadnej diecie, a i tak się objadam?

Niedawno odwiedziłam o kilka lat starszą znajomą, która ma około 12 – 15 kg nadwagi. To, jak twierdzi, efekt „objadania się na stres”. Poprosiła mnie o radę.
Pierwsze pytanie, to czy się odchudza; Nie, ale stara się nie jeść słodyczy. (Do momentu stresu oczywiście.)
Drugie, czy są śniadania. Oj Ania, nie mam na nie czasu, zresztą do 12 nie mogę nic przełknąć. To jest problem. Kiedy wracam do domu po ciężkim dniu, nogi same prowadzą mnie do cukierni. Potem siadam i jem. Nie chcę tego, ale to robię. Rano ciągle jestem najedzona. Nie ma szans na śniadanie.
Poprosiłam, czy mogę zerknąć do jej lodówki; kilka worków pierogów z garmażerki, margaryna, serek topiony, kurczak w panierce z Biedronki, kefir, jeden zdechły pomidor, uschła marchewka.
No widzisz – rozkłada bezradnie ręce – ja naprawdę nie mam czasu gotować.
Sytuacja bez wyjścia, co?

Nieprawda.
Po pierwsze i po ostatnie, organizm jest niedożywiony. Jeżeli nie jesz śniadań i żywisz się bezwartościową żywnością, to taki jest efekt.
Raz po raz, Twój organizm startuje w dzień na pustym baku. W momencie stresu za wszelką cenę próbuje to odbić. Wysyła silny sygnał: Potrzebne mi słodkie, tłuste jedzenie, czyli napakowane jest witaminami i kwasami omega. Problem jest niestety taki, że przez całą historię ludzkości, oznaczało to owoce, orzechy. Teraz przychodzą na myśl słodycze – tłuste, słodkie… niestety po fakcie okazuje się, że i bezwartościowe.
I tak koło niedożywienia napędza się co raz bardziej.

Rozwiązanie problemu jak zwykle jest proste: Skoro masz czas objadać się przez godzinę i leżeć potem z bólem brzucha, to znaczy, że masz też czas na gotowanie. To tylko kwestia priorytetów.
Oznacza to wyjście ze strefy komfortu na kilka dni, ale potem już będzie z górki.
Jeżeli Ty nic nie zmienisz, to nic SIĘ nie zmieni.
Samo jedzenie na stres to wierzchołek góry lodowej. Problem zaczyna się o wiele wcześniej; podczas zakupów spożywczych po najmniejszej linii oporu.

*

A teraz zrób eksperyment.
Przestań się głodzić i zacznij jeść wartościowe jedzenie, a w trudnych momentach w ogóle nie pomyślisz o czekoladzie! Spróbuj, zanim ewentualnie się nie zgodzisz. Wiem, że to co piszę, może wydawać się zbyt piękne, aby było prawdziwe. Ale czy to nie jest logiczne? Tyle się trąbi o samym jedzeniu w stresie, a ja Ci mówię, że trzeba sięgnąć jeszcze głębiej. Do tego co się dzieje ZANIM nastąpi stres. Wszystko ma swoje racjonalne wytłumaczenie. Natura to potężna, ale dająca się zbadać siła.

No ok, ale jeżeli ta „czysta reakcja fizjologiczna” stała się nawykiem? Nałogiem?

Pracuję teraz z dziewczyną, która na diecie była przez ostatnie 20 lat. Jej życie wyglądało tak: dieta, dieta, dieta – jakiś stres – żarcie słodyczy. Potem znowu dieta, dieta, dieta. I tak przez dwie dekady.
Teraz, pod moim okiem, zaczęła jeść wartościowe jedzenie, w normalnych ilościach.
Niedawno przydarzyła jej się nieprzyjemna sytuacja i Asia faktycznie starym zwyczajem poszła do sklepu.
Ale nie pobiegła tam bezmyślnie, jak za czasów głodzenia się. Najpierw pogadała ze mną, pomarudziła, że tak jej źle, że tylko słodycze mogą ją uratować, z drugiej strony jednak, nawet nie ma na nie ochoty… No ale robiła tak chyba od zawsze i zawsze pomagały…
Powiedziałam jej, że niech w takim razie idzie, zje i sprawdzi. Poszła do sklepu i tu pierwsze zaskoczenie; nie kupiła, jak zawsze, siaty słodyczy, ale dwa wafelki. Zjadła i napisała: Ania, to było totalnie bez sensu, nawet mi nie smakowało. I ani trochę nie pomogło.
No pewnie, że nie. Głód jest przecież najlepszą przyprawą. A skoro nie jesteś głodna, to jedzenie nie smakuje. Dla organizmu te wafelki nie były ani atrakcyjne, ani kluczowe dla przeżycia. Dlatego też ich zjedzenie, nie wywołało w mózgu kaskady endorfin, sygnalizujących: „Dobrze zrobiłaś, brawo! Powtórz to następnym razem”. (W ten sposób uczymy się danych zachowań, ale to temat na osobny post.)

Asia stwierdziła, że chyba czas najwyższy wziąć się w końcu za rozwiązanie tego problemu, który od lat przykrywała czekoladą, a on sobie tak trwał i jakoś nie chciał odejść.
Teraz, kiedy nie grozi jej już śmierć głodowa (piszę zupełnie serio) i priorytetem ciała nie jest wykombinować jak by się tu nażreć, zrobiło się dużo miejsca na bardziej kreatywne rozwiązania.

*

Jeżeli objadasz się na tak zwany stres, przyjrzyj się w pierwszej kolejności swojej diecie: czy jesz wszystkie kalorie, których potrzebujesz? Czy jesz wszystkie makro i mikro składniki? Czy już od pierwszych chwil dnia stawiasz organizm w stan alarmu, czy uspokajasz go dobrym śniadaniem.
Jeżeli zrobisz to wszystko, ciągoty do słodyczy w trudnych momentach powinny być o wiele mniejsze.
To nie znaczy, że nigdy już o tym nie pomyślisz, to nawyk, na który pracowałaś latami. Ale wtedy będziesz mogła łatwo odpędzić od siebie te myśl. Nie będzie ona jawiła się jako potwór, ale jako mała muszka, która lata koło głowy i trochę wkurza.
Muszkę chyba zniesiesz, co?

To może jeszcze na koniec słowo o mnie.
Ja także żarłam na stres. To była moja pierwsza myśl, gdy działo się coś niedobrego. Nagrodzić się, przytulić, dać sobie poczucie bezpieczeństwa.
Teraz też mam stresy, wiadomo – takie jest życie, ale do głowy mi nie przyjdzie lecieć po czekoladę. Nagradzam się PRAWDZIWYM ZADBANIEM O SIEBIE – odpoczynkiem, spacerem, wyłączeniem kompa (mimo że ktoś coś bardzo chce i to na już!), medytacją – postawieniem siebie na pierwszym miejscu, a nie krzywdzeniem się fizycznie i psychicznie i nazywanie to substytutem miłości. Zamiast substytutu daję sobie prawdziwą miłość.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0

Zawsze możesz też do mnie napisać: wilczoglodna@gmail.com

27 komentarzy

  • Ania Niunka

    dziękuje

    Lipiec 25, 2017 at 8:01 am
  • Kamila S.

    ok,ja się jak zwykle doczepię troszeczkę. 🙂 a co jeśli pomimo stosowania zbilansowanej diety,zgodnie z zapotrzebowaniem,zdrowej ,jedzenia regularnych posiłków ,nie wymiotowania itp. stany,kiedy masz ochote rzucic sie na lodówke i pożrec wszystko,co tam jest,zeżreć całe słodycze świata- nie mijają? Co jeśli takie stany nie są związane ze stresem,ale z KAŻDĄ silniejszą emocją? nie jest istotne czy to radość,złość,frustracja,czy bezgraniczne szczescie- organizm reaguje dokładnie tak samo.Popaprany organizm,czy po prostu az tak rozregulowany….a może kosmitka ze mnie?

    Lipiec 25, 2017 at 8:36 am
    • Wilczo Glodna
      Wilczo Glodna

      kochana, przeczytaj podlinkowany wpis: HALT.
      Ja myślę, że w Twoim wypadku nigdy się tak do końca nie odżywiłaś, kochana. To co Ci mówiłam z tym ekstremalnym głodem.

      Lipiec 25, 2017 at 8:39 am
      • Kamila S.

        Aniaaaaaaaaa! Ty mi powiedz ile to może trwac,bo ja już nie ogarniam. Wiadomo-głod non stop powoduje u mnie mysli napadowe i któregos razu po prostu juz nie bede w stanie powiedziec NIE

        Lipiec 25, 2017 at 8:44 am
        • Megi

          Będzie tyle trwać na ile „temu” pozwolisz. Ja odkryłam, że za bardzo skupiam się na sobie i na słowie: ” JA „Czytam bloga, wzięłam się za swoje myśli, dietę zbilansowaną i nie myślę w kółko o tym. Lekarka opowiedziała mi swoją historię, że kupiła w trudnych chwilach aby nie myśleć maszynę do szycia…..i najpierw tragicznie te twory jej wychodziły a teraz regularnie szyje fajne ubrania. Czas odmienić myślenie, a to czasami trwa. Ja zaczynam cieszyć się życiem i wiem że wszystko zależy ode mnie.

          Lipiec 25, 2017 at 9:58 am
          • Kamila S.

            wiesz,tylo to nie jest głód emocjonalny,psychiczny,ale czysto fizyczny głod. Bardzo silny i tutaj nie mam na niego wpływu. Uwierz mi,ze staram sie na nim nie skupiac,ale sie po prostu nie da.Nie ma opcji przejscia do porzadku dziennego nad wiecznym burczeniu brzuchu i bolem żoładka z głodu własnie. To strasznie utrudnia kazdy moment. Wczesniej nie miałam takiego problemu, jadlam,rzygalam,glodzilam sie a głod yl gdzies obo,taki zwyczajne.Odkad zaczelam jesc i wychodzic z ed-zaczeło sie głodowe piekło.Extreme hunger posuniety do granic mozliwosci

            Lipiec 25, 2017 at 10:26 am
        • Wilczo Glodna
          Wilczo Glodna

          Kochana, ale mówiłam Ci. Ten głód nie przejdzie. Tak jak nie przejdzie zmęczenie, jak będziesz spać 5 godzin dziennie. Niby to już nie są 2 godziny, ale ciągle za mało. Musisz go zaspokoić. Pogadaj z tą Karoliną, która do Ciebie napisała. Ona właśnie miała taki przypadek – ekstremalnego głodu. Co zrobiła? Żarła (bo inaczej tego nie określę) przez 3 tyg po 5000 kcal dziennie. I nagle bum, je normalnie. Nic o dziwo nie przytyła, może z kilogram maks. Organizm wie co robi, słońce.

          Lipiec 25, 2017 at 2:35 pm
    • edyta

      dokładnie tak jak napisała Ania, moze myslisz ze twoje posilki sa dobrze zbilansowane ale tak nie musi byc i pewnie nie jest samemu trudno na poczatku dobrze bilansowac idealnie pod wzgledem mikro i makro, zwlaszcza ze nasza polska kuchnia w tym nie pomaga, najprawdopodobniej jesz tez za duzo weglowodanow w tym prostych prostych i pszenicznych rzeczy dlatego cukier Ci szybko skacze a pozniej jeszcze szybciej spada i masz napady obzarstwa, obsesje myslowe itd. z tego powodu, po latach bulimi moglas sie nabawic insulinoopornosc lub hipoglikemi albo innych problemow z gospodarka cukrów, hormonalna itd, i nie wiesz otym a to BARDZO CZESTY problem i przyczyna

      Lipiec 25, 2017 at 11:12 am
      • edyta

        czyli twoj organizm jest wyglodzony! zacznij jesc wiecej i po problemie.

        Lipiec 25, 2017 at 11:15 am
      • Kamila S.

        korzystam z jadłospisu z kursu Ani, oczywiscie dokladam jeszcze do niego kalorie(orzechy,awokado itp).Węglowodany proste jem tylko w postaci owoców i niektórych warzyw,nie jadam cukru,słodyczy,bialego pieczywa itp. Za to jem duuuuuzo węgli złożonych. Jestem weganką,bazuje na kaszach,owsiankach,płatkach jaglanych,gryce,orzechach i wszystkim,co ma duzo blonnika:) teoretycznie po takich posilkach,jakie jem powinnam byc mega syta a tu NIC

        Lipiec 25, 2017 at 11:50 am
    • Ola

      po pierwsze: tak jak wspomina Edyta – skontroluj poziom cukru we krwi. po drugie: po wyjsciu i w trakcie wychodzenia z anoreksji bulimicznej oprocz wlasnie gwaltowynych spadkow cukru, bardzo czesto mylilam sytosc z glodem! to sie moze wydawac dziwne ale im dluzej jadlam (np. obiad – to troche trwa, nie mowie tu o zadnym ciagu) tym glodniejsza sie robilam i nie mam na mysli apetytu, tylko wlasnie fizyczne objawy jak ucisk zoladka, doslownie mialam wrazenie, ze zaraz mi go wykreci z glodu na druga strone 😉 czasem nadal tak mam ale wiem juz, ze to jakis ‚psikus’ ciala. Po trzecie: jesli chodzi o sfere psychiczna. Zwyczajnie mam czasem ochote na cos konkretnego, bez znaczenia czy na ogorka czy chipsy, i potrafie zjesc niemal wszystko co jest w moim zasiegu poki nie zjem tego wlasnie ogorka/chipsow. moj organizm tak bardzo domaga sie konkternego produktu, ze nie odpusci poki go nie dostanie chocbym wlasnie zjadla dwa konie i krowe. I nie mozna tego wytlumaczyc brakiem jakiegos skladnika, ciagiem na slodycze czy cokolwiek innego.

      Lipiec 25, 2017 at 11:50 am
  • Karolina

    Cudowny post! Dziękuję !

    Lipiec 25, 2017 at 9:07 am
  • Ana

    Świadomość tego co się dzieje w głowie, to połowa sukcesu. Jak jestem zestresowana, siadam i mówię głośno jakie emocje mną rządzą (np. „nie jestem głodna, jestem zła, bo pokłóciłam się z M.”, albo: „nie jestem głodna, jestem wściekła, bo kolega z pracy mnie wkurzył”), to pozwala obudzić Profesorka, bo każda analiza sytuacji go obudzi. Gadzi nie analizuje, on reaguje. No, a z obudzonym Profesorem to już daję radę. Dobrze jest też zadać sobie pytanie: czy 300 gramowa Milka i litr lodów na pewno pomogą w rozwiązaniu problemu? czy nie będzie jeszcze gorzej? Mój M., który się nie odchudza i je normalne posiłki jak jest zły to jest zły i wcale nie leci do kuchni „odreagować”. Pozwólmy sobie przeżyć te (złe też) emocje.

    Lipiec 25, 2017 at 10:17 am
  • Edyta

    Dokładnie.Obżarstwo bierze się tez stąd,że nie pozwalamy sobie na te przykre emocje.Przecież to ludzkie mieć gorszy dzień.Mogę przepłakać swoje nie idąc od razu do lodówki.Wcześniej jak tylko się zanosiło na coś przykrego to od razu góra żarcia i wszystko „pod dywan”. Chcę nauczyć się przeżywać też smutek,żal,gniew bez zażarcia bo potem z każdym razem (widzę po sobie) jest łatwiej odgonić myśli od jedzenia.

    Lipiec 25, 2017 at 11:18 am
  • Małgorzata

    A u mnie znowu odwrotnie. Mam za sobą w życiu dwa okresy czau, gdy stres był wwyjątkowo duży. nr jeden: ciężka choroba dziecka. nr dwa: kłopoty rodzinne. Za każdym razem wiazało się to z blokadą apetytu i odrzuceniem jedzenia. Wtedy byłam najchudsza… Pamiętam: bliscy prosili mnie abym coś zjadła.
    A gdy dziś juz jest w miarę różowo – to i apetyt, i kilogramy powróciły. Moje doswiadczenie wskazuje, że jem (i objadam się 5 dokładkami) z nudów albo po prostu – dla przyjemnosci (uwielbiam gotować). Nie umiem się oprzeć niektórym potrawom.
    Kolejny paradoks: Nie mam nigdy ochoty na słodycze.

    Lipiec 25, 2017 at 12:36 pm
  • Ania

    Aniu,
    może pomyślałabyś nad napisaniem osobnego posta o objadaniu się (do nieprzytomności) niezdrowym, przetworzonym jedzeniem jako nawyku?
    Chodzi mi o takie przypadki, gdy napady są z góry planowane (np. na cały dzień), jako w kółko powtarzany schemat.
    Dziękuję kochana!

    Lipiec 26, 2017 at 3:49 pm
  • Daria

    Aniu, a może artykuł o napadach głodów podczas PMS?

    Lipiec 27, 2017 at 7:53 am
  • aronia

    Dobrze rozumiem, że twierdzisz, że jedyną przyczyną ED jest dieta?

    Lipiec 27, 2017 at 1:33 pm
  • Ania N.

    Aniu, nie wiem co się dzieje, robię wszystko zgodnie z Twoimi zaleceniami z bloga, vlogów i książek. Jem codziennie co najmniej 1800 kcal (co i tak dla mojej wagi, wzrostu i poziomu aktywności jest trochę za dużo- we wszystkich kalkulatorach wychodzi mi 1700, a jem 1800 do 2 tys kcal/dobę), ale jem.
    Stosuje dietę nisko-węglowodanową, która dodatkowo bardziej syci niż tradycyjna, a wysoka ilość tłuszczu (wysoka, mam na myśli średnio 100-150 g na dobę) powinna mi dać satysfakcję i sytość na bardzo długo.
    Nadal jednak jem zdecydowanie za dużo :/ jakieś 2 tygodnie temu zjadłam 3000 kcal jednego dnia…. a dziś 4500 (mam straszną ochotę na orzechy i tłuste rzeczy).
    Co robić? jak to opanować?
    dodam że nie jem nic przetworzonego, same zdrowe, wartościowe produkty.
    Nie chcę bardziej tyć, ważę obecnie 57 kg, 158 cm wzrostu.
    Proszę Aniu, ratuj, tylko Ty i Wy dziewczyny mnie rozumiecie.

    Lipiec 27, 2017 at 4:54 pm
    • Kamila S

      a ja tak sobie mysle,ze moze własnie w złym zbilansowaniu diety tkwi problem? masz diete nisko węglową,wiec organizm wariuje,jest niedozywiony i stad napady na lodówke.Poza tym , jesli masz nadal ataki to cos jest nietak. Wiem po sobie,ze dopiero,kiedy z 2000 kalorii wskoczylam na wiele wiecej -uspokoilo sie. Bylam pewna,ze to sie nie sprawdzi a tu prosze-niespodzianka:) i nie- nie tyje:)

      Lipiec 27, 2017 at 7:11 pm
  • Ania N.

    OOO Kamilko, dziękuję za odpowiedz 🙂
    A ile dokładnie zjadałaś kcal w okresie w którym ,,się uspokoiło”?
    Ile masz wzrostu i wagi? ćwiczysz coś?
    chcę się zmotywować do ćwiczeń i zwiększyć kaloryczność.

    Lipiec 28, 2017 at 4:58 am
    • Kamila S.

      powiem tak- od 7 miu tygodni nie wymiotuje,nie głodze się ,nie mam napadów. Zrobilam kurs Ani ,potem dalej byłam na jadłospisie z niego(tzn dołozylam do 2000 kalorii,bo takie mam zapotrzebowanie). przez te tygodnie czułam strasznie silny,niemijający fizyczny głód,był ze mna non stop,nawet po posiłku.Zwiekszyłam jeszcze do 2100-2200 i nic,dalej to samo. I tutaj był dla mie problem,bo przeciez jem według swojego zapotrzebowania ,wiec głosu nie powinno przeciez byc.Gadałam z Anią na ten temat i okazało się ,ze ten mój extreme hunger nie mija dlatego,ze po 20tu latach chorowania mój organizm jest tak niedozywiony,ze musi miec czas,zeby wszystko odbudowac. Ania powtarzała- jedz w tym okresie tyle,zebys sie najadała,nie licz kalorii,nie bój się(nawet jesli to mialoby byc 5000 kalorii dziennie,oczywiscie w ramach regularnych posilków,zbilansowanych) Nie musze Ci mówic,ze byłam przerazona i bałam się jak cholera,ze przytyje i to bardzo szybko(bo u mnie to kwestia typu zjem wiecej dzien czy dwa- i kilogram na plusie). Więc walczyłam z tym głodem dalej jedząc te 2000-2200, tyle ze było coraz gorzej,to było tak silne,ze non stop myslalam o jedzeniu,liczylam czas do posilku,ciezko było sie skoncentrowac. I w koncu odpuscilam,posłuchałam Ani i zaczełam słuchac swojego ciała.Moje przerazenie znikneło dosłownie 2 go dnia i pojawiło sie ogromne uczucie ulgi,jakby ktos ze mnie zdjął jakis ciężar. Pierwszy raz w zyciu nie musiałam sie kontrolowac-kalorii,obsesyjnie pilnowac sie porcji i myslec o jedzeniu. W koncu poczułam wolnosc.Nie wiem ile np wczoraj zjadłam,nie licze już,ale jadłam do momentu kiedy byłam najedzona i już. Ten extreme hunger minął w koncu a organizm zaczyna sie stabilizowac. Co do ćwiczeń- nie mam na nie czasu,bo sama wychowuje córcię,wiec mam mnostwo latania dookoła niej:) jedyne co to codzienny spacer z nią -30-45 minut i bieganie po domu z nią,czasami ćwiczenia w domu.wiesz,tyle,że ja codziennie od 4;30 jestem na nogach ,wiec mam dłuzszy dzien trochę:) a wzrostu mam 168/169 cm, waże już w normie ,tzn 54-55(pare miesiecy temu było ponizej normy,ale udało sie wrócic do normalne wagi).I przez te 7 tygodni nie przytyłam nic.Był taki moment ,ze troszke spuchłam i nagromadziłam wody,ale zeszło.

      Lipiec 28, 2017 at 6:21 am
  • Asia

    Aniu, zaje*iście pomagasz, tylko tyle powiem! Dzięki tobie zaczęłam odżywiać ciało, patrzeć na jakosc jedzenia to dopiero
    5 dni bez obzarstwa, 1900 kcal, a czuję się jakbym wyczołgała się z piekła, nawet myśli depresyjne i przygnebienie są mniejsze, mam przerwę ok 13h pomiędzy kolacją i śniadaniem i to takie cudowne uczucie prawdziwego głodu, płaski brzuch, brzuch nie boli, matko, moje samopoczucie+ 1000, chce tak na zawszeee, mam nadzieję, że nic nie zwalę, że teraz już dam radę, że się nie pośpies zylam z tym chwaleniem, ale kiedy po miesiącach, latach zjadania ok 3000+ kcal na dzień 5(!) dni jem normalnie, to święto i czuję się tak dumna i szczęśliwa. Zauważyłam, że jak wywalilam słodycze, to pożywne posiłki, które zaspokajają mój głód same wychodzą właśnie ok 1900, oczywiście mam dalej to uczucie: no jak to??! To już koniec?! Żryj dalej, dokladka, słodycze, więcej, ale poczekalam 15 min i okazało się, że, ej mam pełny żołądek, uczucie najedzenia przychodzi do mnie bardzo późno, dlatego podczas napadów zjadalam 3000+ kcal i nie czułam, że to dużo, dopiero po ok 1h to docieralo. W każdym razie na razie jest dobrze, tak dobrze dawno nie było, to najlepsze 5 dni od nie wiem kiedy!!!

    Lipiec 28, 2017 at 12:53 pm
  • anonim

    Aniu, dziewczyny, może wy miałyście podobnie. Mój organizm po 5 latach anoreksji się chyba jeszcze nie pozbierał. Waga – w normie, badania podstawowe – w normie. Po anoreksji niestety nie udało mi się jeszcze odzyskać miesiączki i nie wiem czy jestem skazana na leki hormonalne do końca życia 🙁 (?) Poza tym u mnie uczucie głodu jest bardzo intensywne, silne. Jak mijają 2/3 czasami 4 godziny od ostatniego posiłku, bardzo gwałtownie słabnę. Z miejsca. Wtedy myślę TYLKO o jedzeniu. Jestem bardzo niespokojna. A nie zawsze można zjeść od razu, usiąść spokojnie. Poza tym mam częste spadki energii, studiuję (zaocznie) i pracuję i bardzo ciężko mi pogodzić obie rzeczy. Przerasta mnie to wszystko. Brakuje mi energii…

    Lipiec 28, 2017 at 2:43 pm
  • maslana

    A ja właśnie nie zajadam bo w stresie nic nie przełknę , kiedy stres mnie trzyma kilka dni to łykam nervomix control, szybko mnie uspokaja i po kilku dniach wszystko wraca do normy.

    Sierpień 18, 2017 at 7:10 pm
  • Sara

    Pięknie i mądrze napisane, czytałam z przyjemnością i zainteresowaniem. Że też dopiero teraz odkryłam Twojego bloga :O

    Wrzesień 5, 2017 at 10:40 am

Skomentuj

INSTAGRAM