Zmiana jest prosta.

Ala zgłosiła się do mnie pod koniec maja:

„Cześć możesz mi pomóc? Pogubiłam się strasznie…
To już trwa 4 lata. Nikt o tym nie wie i nigdy by się nie domyślił. Ja taka zaradna, uśmiechnięta, biegam, trenuję… a w środku jestem wrakiem człowieka. Jem, wymiotuję, chudnę, tyję, siedzę cały czas na siłowni i nie mogę z niej wyjść. Boję się.
A i tak ludzie na mnie patrzą jakby chcieli powiedzieć: „Jakim cudem tyle trenujesz i TAK wyglądasz? Chyba coś ściemniasz”
Mam odpowiedzialną pracę; stres, dużo godzin, a po pracy alkohol. Muszę się napić, zapomnieć, najeść i spać. Mogę mieć kaca jak mam wolne. I tak nikt nie zauważy.
Jak się za siebie wezmę to jest dobrze, nie mam napadów, dużo ćwiczę, a po trzech tygodniach, z zegarkiem w ręku, wszystko wraca ze podwójną siłą. (Potem okazało się że Ala w tych dobrych okresach je 1000 kcal, a trenuje i biega nawet po dwie godziny)
Ciągle mam kontuzje, a to kostka, a to plecy, a to zabrała mnie karetka z zawodów (półmaraton).
Odchudzam się całe życie, próbowałam wszystkiego: tabletki (potem okazało się że z amfetaminą), głodówki, sport i w końcu wymioty.
Jestem już bardzo zmęczona i boję się, że dłużej tego psychicznie nie wytrzymam. Że dojdzie do tragedii. Potrzebuję wsparcia.”

A więc zaczęłyśmy pracować.
Codzienny kontakt, zaglądanie w talerz (Aluś, miska truskawek to nie posiłek), kontrola treningu (Kochana 40 minut na orbitreku na czczo plus godzina biegania wieczorem dzień w dzień wcale nie jest lajtowym treningiem. Nie, co drugi dzień, też nie jest lajtowe).
Pracowałyśmy nad zmianą nawyków i myślenia. Czułam jak obieram Alę jak cebulę z warstw absurdów, którymi obrosło jej życie. I Ala płakała.
Ale było warto.

Po sześciu tygodniach ostatecznie zakończyłyśmy naszą pracę. Poprosiłam Alę o podsumowanie i dostałam taką wiadomość:

„Aniu, co się zmieniło:
1. Nie pije alkoholu .
2. Jem owoce.
3. Jem makarony /ryż /kasza. (Kiedyś ją to przerażało.)
4. Nie mam napadów na jedzenie.
5. Nie wymiotuje.
6. Nie przeczyszczam się.
7. Nie jem tabletek odchudzających z amfetamina.
8. Jem regularnie 3/4 posiłki w ciągu dnia.
9. Nie boję się jeść.
10. W głowie mam śniadanie/obiad/kolacja a nie wegle/tłuszcz/białko.
11. Nie stosuje diet 1000kcal, głodówek.
12. Nie trenuje jak wariat.
13. Biegam bez muzyki i bez zegarka. Biegam dla siebie . Bez aplikacji. Bez publikacji.
14. Zrozumiałam że nic nie musze. Mogę ale nie muszę.
15. Czytam książki i słucham audiobooków.
16. Nie wchodzę na wagę.
17. Myślę pozytywnie.
18. Spełniłam swoje marzenie (…) (Tu opis marzenia, który zostaje między nami, ale uwierzcie mi: wielkie)
19. Jem w nocy jeśli jestem w pracy. (Kiedyś Ala miała przekonanie, że w nocy się nie je, nawet jeżeli musiała ciężko pracować na nocną zmianę.)
20. Nie walczę o osoby które mają mnie gdzieś.
21. Zrozumiałam, że czasem koniec to może początek czegoś lepszego… Może dobrze się stało… Choć nie będę ukrywać ze czasem po prostu tęsknię… (To apropos pewnej relacji, która zakończyła się w jej życiu.)
22. Po mimo że czasem są myśli o napadzie/o napiciu się alkoholu jestem wstanie sobie to wytłumaczyć już, że to fala to minie, że nie warto.
23. Staram się aby posiłki były ładnie przygotowane. Nie jem przed TV. Jem powoli (o ile nie jestem w pracy, tam wszystko szybko)
24. W ogóle to zmieniło się moje myślenie.
25. Rano wstając i kładąc się spać dziękuję Bogu za to ze mogę i mi się chce. Dziękuję Mu że poznałam Ciebie, bo to nie przypadek.

To się rozpisałam. Chyba nie wiedziałam ze aż tyle się zmieniło w ciągu niecałych dwóch miesięcy!
Mam nadzieję ze czegoś nie pominęłam. DZIĘKUJĘ … DZIĘKUJE ŻE DZIEKI TWOJEJ POMOCY POCZUŁAM ŻE ZNÓW ŻYJE A NIE WEGETUJĘ … CHCE MI SIE ŻYĆ POMIMO ŻE W ŻYCIU JEST RÓŻNIE.. DZIĘKUJE.

Ala to pseudonim, ponieważ Wilczyca kryjąca się za nim, nie chce ujawniać swojej prawdziwej tożsamości. Ale jej historia jest jak najbardziej prawdziwa. Jeżeli chcesz możesz się z nią skontaktować, zadać jej pytanie, na specjalnie ku temu stworzonym adresie e-mail. change@op.pl

Wychodzenie z bulimii wcale nie musi być długotrwałym, ciężkim procesem. Zmiana jest prosta i jak najbardziej możliwa. Wystarczy tylko wiedzieć jak się do niej zabrać.

Z ostatniej chwili, nasza bohaterka dostała propozycję awansu. „Odpowiedzialna osoba na odpowiedzialnym stanowisku” – tak uzasadnił swój wybór szef. A Ala wie, że przede wszystkim odpowiedzialna jest za siebie.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2017-10-28T06:47:30+00:00 12 Sierpień, 2016|Kategoria: Bulimia i kompulsy|Tagi: , , , , , , , |

33 komentarze

  1. Ka Sierpień 12, 2016 w 7:09 am - Odpowiedz

    Gratuluję 🙂 I trzymam kciuki 🙂 powodzenia

  2. Koala Sierpień 12, 2016 w 7:27 am - Odpowiedz

    Powodzenia!
    Aniu, chyba nasza polska społeczność potrzebowała takiej osoby jak Ty. Odkąd znalazłam Twój blog i przeczytałam już niemal wszystkie artykuły, staram się jak mogę! Są upadki, ale czerpię z nich naukę. Do przodu, do przodu. Dzięki, że jesteś! Dzięki, że odważyłaś się opowiedzieć o sobie!

  3. Basia Sierpień 12, 2016 w 1:20 pm - Odpowiedz

    Chciałabym podzielić się swoją ”wygraną” właśnie tutaj!
    A więc moja przygoda z tym ‚swinstwem’ (mania odchudzania, obzerania i dietowania na zmiane) trwala okolo 1,5 roku. Straszny okres! Odkrylam w sobie ogromne poklady poczucia winy- obwinialam sie doslownie za wszystko, w kolko wyrzuty sumienia co mnie poprostu…rujnowalo! No jak mozna byc szczesliwym, wolnym czlowiekiem jak w kolko samego siebie sie czepia o kazde zjedzone ciastko? Czlowiek nie pojdzie nigdy do przodu obarczony tak poteznym poczuciem winy! To bylo…chore!
    Wyszlam z tego w dosc prosty sposob.
    Pewnego dnia bedac w trasie z moim chlopakiem (od tak jechalismy sobie autkiem z naszymi znajomymi po autostradzie) tradycyjnie uslyszalam: to co, Mcdonald?
    Oczywiscie sytuacja typowa, ktora miala wygladac jak zawsze: wszyscy ciesza sie jedzonkiem a Baska siedzi z boku i wpiernicza salateczke (wielkosc porcji- jak dla krolika)
    Cos jednak mnie tknelo wtedy (taki jakis impuls) i mowie: okej! Let’s go to Mcdonald! (Moj chlopak jest Wlochem, porozumiewamy sie jeszcze po angielsku 😛 ) I wiecie co? Sama nie moglam uwierzyc w swoje slowa! (moj chlopak tymbardziej! – Jak to, Ty?? Maniaczka diet, cwiczen, zdrowego odzywiania i stylu zycia bedzie jesc MCdonald najwieksza zbrodnie jaka ludzkosc mogla wyrzadzic nam, mlodym ludziom, z planami na przyszlosc, z naszymi marzeniami..oh nie!)
    Ale w koncu zajechalismy na maka, zamowilam sobie mega wielka kanapke chickena z masa sera chedar, do tego frytki, wielka cole a na deser Mcflar. (to takie lody z pokruszonym ciasteczkiem jakby ktos nie wiedzial 😛 hehe )
    Zarcie bylo NIEZIEMSKIEE. Cieszylam sie kazdym kesem jak wariatka, cieszylam sie towarzystwem przy wielkim stole, cieszylam sie tym czasem, „bawilam sie” jedzeniem, karmilam sie nazwajem z moim chlopakiem- nie siedzialam w zaciemnionym rogu stolu ze smetna „wychudzona” mina z wlepionymi oczami w moja biedna salatke, ewentualnie do tego (uwaga, szalenstwo!) Cappucino – oczywiscie bez cukru-

    Skonczylam jesc, wyszlismy z maka i wiecie co sie stalo?
    NIC! absolutnie nic! Zero wyrzutow sumienia, zero strachu, leku, szalenstwa, paniki ze juz wszystko idzie w boczki (oo nieeee!! )
    Wyszlam stamtad szczesliwa i…NAJEDZONA. ( o tak, jak dlugi czas niedojadalam- bo przeciez moge przypadkowo moglam utyc…- a wiec analizowalam doslownie wszystko co szlo do moich ust)
    Tak, tamtego dnia bylam poprostu…szczesliwa.
    Wiecie, czulam ze nastapil jakis..przelom! – jak to, zero strachu? Nie slysze zadnego glosu rozlegajacego sie w glowie, zadnego alarmu, zadnego osaduuu! Zadnego.. (tak jak to baaardzo czesto bywalo) „chce jeszcze! Chce teraz tabliczke czekolady z bakaliami, albo lepiej- oreo! I do tego lody!
    O nie, nie nic z tych rzeczy. Czulam sie zbyt szczesliwa na to. Czekalam czekalam i..nic. Z usmiechem „zapomnialam” o calej sprawie. Albo raczej.. nie zapomnialam poniewaz byl to wspanialy moment- czas z moimi znajomymi, z moim ukochanym.

    Jedzac tak to pelne nasyconych kwasow tluszczowych zarelko, myslalam sobie: rany, gdzie ja bylam przez te ostatnich 8 miesiecy mojego zycia? Dlaczego nie siedzialam w maku z przyjaciolmi raz w tygodniu i nie spedzalam z nimi czasu cieszac sie jedzeniem- kanapka czy lodem. Dlaczego stalam sie taka smetna, taka restrykcyjna…dlaczego tak sobie tego odmawialam!??

    Zrozumialam, ze nastapil moment kiedy wlacze takie wlasnie „wyjatki” do swojego..nie menu, lecz..zycia. Ze nie bede sobie juz nigdy tak zabierac tego kawalka (lub raczej sporej czesci) zycia jaka jest wspolne biesiadowanie, celebrowanie chwil, czas na przerwe, czas na odetchniecie, nie zaprzatanie sobie glowy, liczenie tych pieprzonych kalorii (coz za iluzja!) zastanawianie sie- czy przytyje po tym kawalku, czy jeszcze nie.
    O nie, cos sie we mnie zmienilo. Cos zrozumialam. Moge usiasc z moja rodzina, z przyjacielem, z kolezanka w domu, w knajpie, czy juz w tym..Maku i poprostu jak normalny czlowiek- zjesc i wyjsc. I przy tym cieszyc sie ta chwila, tym jedzeniem, nie wyrzucac sobie, nie leciec do „nocnego” po porcje ptasiego mleczka.
    To wszystko jest takie..normalne. Niewiem dlaczego dopiero teraz zrozumialam- tak jakby nagle sie obudzila, ze jedzenie to…tylko jedzenie. To nie zadna meka, katorga, zaden wyrok. To taka codzienna, zwykla (albo i niezwykla czasem 🙂 ) POTRZEBNA do zycia rzecz.
    Zazegnalam pewien okres w swoim zyciu. Tak bardzo czuje sie wolna. Jestem szczesliwsza kiedy wiem, ze czasem, zjem sobie 3 kawaly pizzy a nie kiedy do konca zycia bede na diecie. Dzieki temu w ogole przestalam sie juz nad tym zastanawiac, glowic. Teraz moge zajac sie swoim zyciem.
    Jedzenie nie stoi juz na pierwszym planie.

    Pozdrawiam wszystkie wilczyce walczace i te wygrywajace i te… uzdrowione 🙂 – bo to jest mozliwe, uwierzcie w to, naprawde! A tak jak Ania mowi, takie zycie jest nie do porownania z tym „chorym” i sfiksowanym zyciem wilczycy.
    Wszystkiego co najlepsze
    – Basia

    • Wilczo Glodna Sierpień 12, 2016 w 1:25 pm - Odpowiedz

      Basieńko kochana,
      Dziękuję za ten komentarz. Cudnie! Gratuluję z całego serca :*

  4. lena Sierpień 12, 2016 w 3:01 pm - Odpowiedz

    Witam wszystkie Wilczki,wpadam tylko na chwilę by podzielic sie rowniez swoim sukcesem…a więc..1 sierpnia minał rok odkad nie objadam sie i nie wymiotuję i jestem najszczęśliwszą osoba na ziemi.Aniu gdyby nie Ty…nie wiem jak by wygladało moje zycie teraz…z całego serca dziekuję <3

  5. Iwona Sierpień 13, 2016 w 6:04 am - Odpowiedz

    Aniu, oto moja historia, „normalnej” dziewczyny, której pomogłaś wybrnąć z obsesji na temat jedzenia.

    Nie miałam nigdy zaburzeń odżywiania kwalifikujących się do leczenia, nie rzygałam, nigdy żadnych środków przeczyszczających, waga w normie, mogłabyś pomyśleć, w czym problem?

    Otóż w natłoku informacji (czy też raczej dezinformacji) na temat tego, co i kiedy powinno się jeść, pogubiłam się zupełnie. Wmówilam sobie, że głód jest moim największym wrogiem, no bo przecież głodzony organizm wpada w stan kryzysowy i magazynuje co się da, więc nawet marchewka zjedzona na głodniaka przełoży mi się na wałeczek na brzuchu. Skutek tej polityki: przez lata jadłam, czy było trzeba czy nie, ot na zasadzie czas na posiłek, jak teraz nie zjem, to potem będę głodna, a tego trzeba się wystrzegać jak najgorszej zarazy! Napychałam się zupełnie bez sensu, na zapas, byle tylko w brzuchu nie zaburczało.

    Dzięki Tobie wróciłam do źródeł, czyli jak w domu w dzieciństwie, śniadanie, obiad, kolacja. Jem, na ile pozwala mi apetyt i zdrowy rozsądek, a nie wymyślone przez dietetyków idealne porcje pięć razy dziennie (próbowałam, i słowo daję, toż to orka na ugorze! Dnia nie starcza). Nie muszę już skrupulatnie planować, kiedy, co i jak będę jeść, uwolniłam się od słuchania żywieniowych autorytetów, w końcu żyję już parę lat i powinnam ufać, że potrafię ogarnąć sprawę tak podstawową, jak codzienna micha. Parę kilo zupełnie niechcący zleciało, cera jak ta lala, słowem, wracam do siebie.

    Także dzięki, zmieniasz życie nie tylko Wilczyc 🙂

    • Wilczo Glodna Sierpień 13, 2016 w 9:12 pm - Odpowiedz

      Oj weź, bo się usmarkałam cała :.) Dziękuję za ten komentarz :* :* :*

  6. Patrola Sierpień 13, 2016 w 7:29 am - Odpowiedz

    Dziewczyny znów to zrobiłam. Zjadłam na śniadanie tyle jedzenia, co wystarczyłoby mi na cały dzień aby porządnie się najeść i być głodną. Umieram z bólu,chciałabym cofnąć czas chociaż o godzinę wstecz, teraz nie byłam bym jak kaleka, który nie może doczłapać się do toalety i zamiast tego musiałam zwymiotować do reklamówki, którą miałam pod ręką 🙁
    Szło mi ostatnimi czasy super, ale od trzech dni nawracała myśl o tym, aby się najeść, objeść do syta. i w końcu ta myśl przerodziła się w czyn 🙁 Nawiedzała mnie ona aż w końcu się jej poddałam. Nie chciałam tego, chciałam zjeść tylko trochę więcej, tłumaczyłam sobie, że w ciągu dnia zdążę to spalić, ale jak zaczęłam od zapalnika to nie potrafiłam skończyć. A teraz jestem prawie nie przytomna bo mam wrażenie że rozsadza mój brzuch od środka.

    • Wilczo Glodna Sierpień 13, 2016 w 9:11 pm - Odpowiedz

      Taka jest siła zapalnika. Niezawodna.

  7. daisy19 Sierpień 13, 2016 w 12:49 pm - Odpowiedz

    Aniu, jesteś potrzebna!
    Miałam problemy z jedzeniem – anoreksja, ale to było tak dawno. Po chorobie nie ma śladu na zewnątrz. Teraz skończyłam liceum, zamierzam studiować, ale mam problem ze sobą… Coś we mnie umarło i nie potrafię sobie pomóc. Mam bardzo smutną twarz. Wegetuję.

    • Ania Sierpień 14, 2016 w 6:10 am - Odpowiedz

      Szukaj! Rob jak najwiecej rzeczy, a znajdziesz to, co daje Ci przyjemnosc. Wiem cos o tym. Tez choruje na przemian z remisja od wielu, wielu lat i naprawde to pomaga.

      • Wilczo Glodna Sierpień 15, 2016 w 6:19 am - Odpowiedz

        Kochana, polecam powiedzieć sobie, że wyzdrowiałaś 🙂 Remisja to podświadome czekanie na powrót, prawda?

  8. Ania The Wolf Sierpień 15, 2016 w 6:23 pm - Odpowiedz

    Koniec ze mną… Zmiana jest prosta? Dlaczego więc, tak bardzo pragnąc zmiany, nie potrafię się zmienić? Czy podświadomie chcę w tym dalej tkwić?! To bez sensu 🙁 Taka wewnętrzna hipokryzja: chcieć i nie chcieć wyjścia z bulimii. Jak to zrobić, by nie tkwić w tym jednym miejscu do końca swoich dni? Niestety, poległam. Pisząc ten tekst, biegam do łazienki… Miałam 85 czystych dni bez wymiotowania, bo napady obżarstwa i tak się zdarzały 🙁 Ale udawało mi się opanować od przeczyszczania. Teraz nie mam nic. Jestem zerem na własne życzenie, ale to nic. Może tak już ma być, może jestem skazana na to… Przykry scenariusz, ale życie pisze różne „książki” – moja będzie miała tytuł: „przegrane życie, czyli jak zatrzymać czas, pozostając ciągle w jednym miejscu – samodestrukcja na poziomie fizycznym i psychicznym”. No cóż, nic więcej nie potrafię dodać, chyba czas się po prostu wycofać z życia… Dziękuję Aniu za wszystko i Wam Wilczycom – Wasze wsparcie tak wiele dla mnie znaczy… Przykro mi, że zawiodłam Was i nie mogę pochwalić się sukcesem…

    • Anyway Sierpień 16, 2016 w 6:19 pm - Odpowiedz

      Chciałam zacząć od „Co Ty opowiadasz dziewczyno?!”, ale dotarło do mnie, że to nie Ty. To on. Wilk za Ciebie mówi. To jego gierka, masz się czuć marna i stracić nadzieję. Po co? Żeby zostać z nim na zawsze i grzecznie go karmić. Spójrz, proszę, spójrz, ile dokonałaś!! Napisz to sobie, policz procentowo. Nie słuchaj go. Pamiętaj, co mówi Ania. Jeden dzień. Wytrzymaj jeden dzień, samo pójdzie. Czytając Twój komentarz, wszystko mnie boli. Chciałabym Ci zabrać to uczucie, które on Ci teraz serwuje. Ale musisz to zrobić sama. Wiesz już jak. Poradzisz sobie. Jestem pewna, tylko nie wierz jego słowom. Przeczytaj wszystkie posty raz jeszcze, jeśli trzeba. Trzymaj się Dziewczyno!

      • Ania The Wolf Sierpień 18, 2016 w 2:26 pm - Odpowiedz

        Kochana, dziękuję za te słowa. Pozwoliły mi one na zatrzymanie się i zastanowienie… Masz stuprocentową rację. Jesteś mądrą i świadomą kobietą. Podziwiam! Wiem, że muszę to zrobić, bo nikt inny nie jest w stanie tego dokonać. Każdy ma swojego Wilka, swojego Demona, który zatruwa nas od środka. Jest ciężko wstać po takim „nokaucie”. Jednak jak piszesz staram się zacząć od początku i zrobić ten pierwszy krok (najtrudniejszy… ufff). Jeszcze całkowicie nie wróciłam do siebie – dzisiaj zjadłam kawałek mojego zapalnika, ale stwierdziłam, że gdybym miała się nagle rzucić na te bułki, to wolę sobie pozwolić na to, aż będę w stanie w ogóle przestać go jeść. Powiedziałam sobie „no dobra, możesz zjeść ten kawałek, ale tylko tyle, przecież nie chcę Cię krzywdzić i zabierać Ci coś, co uwielbiasz, zaufam Ci, w końcu jesteś mądrą dziewczyną, racja?”. Pomogło. Wieczór jest jednak najgorszy, wtedy puszczają wszelkie hamulce. Wszystko przede mną, jak to przetrwam, to zaliczę mały sukces… W każdym razie dziękuję. Nawet nie wiesz jak bardzo 🙂

    • Marta Ż Sierpień 18, 2016 w 12:01 pm - Odpowiedz

      „Chcesz” w tym pozostać, bo to chorobliwie przyjemne, to nałóg, daje narkotyczną radość – sztuczną, bolesną. A przy okazji daje to później możliwość WYPŁAKANIA SIĘ, przeżycia negatywnych emocji. Może nie robisz tego na co dzień, unikasz smutku? Trzymasz w sobie dużo napięcia, nie rozmawiasz z bliskimi, nie płaczesz, nie krzyczysz? Poczuj ból, nie zagłuszaj go jedzeniem!

      Chyba mam w swym orężu niewiele poza tym, że czerpię przyjemność z wielu innych rzeczy, medytuję, fascynuję się biografiami ciekawych ludzi, uprawiam sport, który daje mi inne korzyści niż wygląd (a to przy okazji).

      Cali jesteśmy złożeni z małych „hipokryzji”, nie jesteśmy czernią ani bielą, jesteśmy składową wieeeeelu elementów.

      Szukaj, wsiąknij w coś! Rozmawiaj ze sobą – w ciszy, w „swoim” miejscu. Oddaj się temu. Pośpiewaj mantry. Oglądaj rośliny na spacerze. Daj sobie prawdziwą radość.

      Pozdrawiam i ściskam! Uśmiechnij się 🙂

      • Ania The Wolf Sierpień 18, 2016 w 2:50 pm - Odpowiedz

        Tak. To jest, niestety, takie przyjemne… ale jest to de facto gorzka przyjemność, przez którą wylałam hektolitry łez 🙁 Moja Droga dałaś mi do myślenia. Jestem introwertyczką i nigdy nie okazuję emocji, zwłaszcza tych negatywnych. Po prostu nie potrafię. Zamykam je w sobie i wydaje mi się, że po kłopocie, nie ma ich, ulotniły się, a ja żyję dalej. Może to złudne i przychodzi moment, kiedy „czara się przelewa”, kiedy za dużo jest tych „toksyn” we mnie i rozładowuję się poprzez jedzenie, a potem płacz, krzyki w samotności, „szarpanie” się ze sobą, czasem agresja skierowana przeciwko sobie… Już sama nie wiem, jak to ze mną jest 🙁 Nie wiem jak mam poczuć ten ból, jak go rozładować? Nie wiem czemu, ale dla mnie ‚okazywanie emocji’ = ‚słabość’. Nie chcę być słaba, zawsze robiłam wszystko, żeby pokazać, że jestem silna, niezależna i perfekcyjna. Wstyd, ale tak mam…
        Uwielbiam sport i ruch… jogging, łyżworolki, rower, spacer, ćwiczenia… robię to, bo lubię i nie wyobrażam sobie dnia bez aktywności fizycznej! Ale z drugiej strony, może to złudne. Zdarzyły mi się dni, kiedy na zewnątrz panowała straszna pogoda deszcz, burze, błyskawice cały dzień, a ja… ja nie potrafiłam znaleźć dla siebie miejsca, „nosiło” mnie po całym domu, aż trafiłam przed drzwi lodówki. Taki dzień kończył się spotkaniem z Wilkiem…
        Na spacerze, na rolkach… zauważam i doceniam cały świat. Cieszę się szumem liści, śpiewem ptaków, przelatującymi obok mnie motylami… tak wtedy oddycham pełną piersią.
        Ale może powinnam się wyciszyć i spróbować rozładować swoje emocje poprzez medytację? Chcę osiągnąć jakoś wewnętrzną równowagę, której mi ostatnio brak.
        Dziękuję za „oświecenie” mnie w pewnych kwestiach 🙂 Nie wiem, jak Ci się odwdzięczę 😉 Daj znać jak mogę to zrobić, a postaram się o to 🙂 Również ściskam gorąco 🙂

        • Marta Ż Sierpień 19, 2016 w 7:15 pm - Odpowiedz

          Jak się cieszę, że coś drgnęło 🙂 Ja też dopiero niedawno skupiłam się na tym, by próbować nie blokować emocji. Jesteśmy chyba trochę inne, bo ja np. byłam beksą w dzieciństwie, a potem… niechcący zaczęłam jeść zamiast płakać. Zastanów się, czy te łzy, które i tak wylejesz, nie mogłyby pojawić się wcześniej – gdy jesteś smutna/zła/rozczarowana z zupełnie innych powodów niż pełny brzuch itd. Ja zaczęłam to zauważać – gdy rozzłości mnie facet lub bardzo nie chcę robić czegoś stresującego, zaraz chcę się najeść i przestaję czuć. A łzy przecież i tak przyjdą, tylko będę już obżarta i czuć się żałośnie…

          Może na początek nie okazuj emocji konkretnym osobom, a tylko idź wyryczeć się w samotności 😉 Ale odczuj te wszystkie złe emocje. Na nie też jest miejsce w życiu! Zobacz, co będzie dalej.

          Nie możemy być perfekcyjne 🙂 Może powinnaś to zaakceptować, jak i to, że Twoi bliscy mogą widzieć Cię nie tylko jako silną kobietę. Zwłaszcza, że Wilk odbiera Ci to złudzenie siły…

          A tam, nie wmawiaj sobie, że Twoja radość ze sportu itd. jest złudna. Nie zawsze trzeba mieć ochotę. No i – wracamy znów do emocji – nie zawsze musi być przyjemnie… Mamy takie czasy, że wszyscy dążymy do szczęścia, carpe diem itepe. Może też potrzebowałabyś rozluźnić nacisk na wykorzystywanie każdego momentu, pobyczyć się czasem, zdrzemnąć… Puść sobie mantrę, np. om mani padme hum i pośpiewaj lub tylko posłuchaj. 🙂

          Mam nadzieję, że nie mieszam Ci w głowie. Czasem natłok informacji wprowadza zbyt duży chaos, a Ty potrzebujesz ładu. Trzymaj się!

          • Ania The Wolf Sierpień 19, 2016 w 9:36 pm

            Kochana nie mieszasz mi w głowie… Szukam siły i sposobu na poradzenie sobie ze sobą i moim Wilkiem. Będę wdzięczna za każdą podpowiedź, jak tego dokonać i co zrobić, by z sukcesem iść do przodu 😉 Na pewno spróbuję Twoich metod… Oby były pomocne, bo już nie wiem, co robić 🙁
            Ps. Gdybyś miała więcej takich mądrych słów, to chętnie skorzystam (mój mail: ania_the_wolf@o2.pl). Dziękuję 🙂

    • Arleta Sierpień 23, 2016 w 6:37 pm - Odpowiedz

      dziewczyno jestes czlowiekiem -a czlowiek wszystko moze dopoki zycie trwa-nikokogo nie zawoidlas-wstajemy i idziemy do przodu-ja tez-pozdrawiam

  9. Perfekcyjna Sierpień 23, 2016 w 5:51 pm - Odpowiedz

    Przeczytałam ten wpis. Alu, gratuluję.
    Czy to możliwe, że dwa miesiące mogą aż tyle zmienić? Czy raczej ma na to wpływ także osobowość? Ja bym się skłaniała ku osobowości jednak. Schematach itd.
    Odkąd tu trafiłam (całkiem niedawno) bardzo subtelnie bez pompy przygotowuję się psychicznie do terapii. Na razie zarabiam na nią pieniądze. 22 lata bulimii zapewne nie poddadzą się tak łatwo. Myślę, że będzie to bardzo ciężka praca, zwłaszcza, że borykam się nie tylko z zaburzeniem odżywiania. Stworzyłam także na te potrzeby osobnego bloga. Myślę, że tak łatwiej mi będzie panować nad emocjami. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Zdrówka! 🙂

    • Wilczo Glodna Sierpień 23, 2016 w 8:10 pm - Odpowiedz

      Kochana, to chyba pracuję z samymi „łatwymi” osobowościami. Tu po prostu trzeba dużo zdrowego rozsądku, odwagi spojrzenia prawdzie w oczy i jaj, żeby to zmienić. Utarło się, że wyjście z bulimii jest takie żmudne i ciężkie. Nieprawda. Ile zajmuje palaczowi rzucenie palenia: sekundę. Tak samo jest z bulimią. Decyzję zapada w jednej chwili, a potem tylko trzeba konsekwentnie żyć według niej.

  10. […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  11. Anna Lipiec 18, 2017 w 12:02 pm - Odpowiedz

    Uratujcie mnie. Zabijam się już od ponad 15 lat.

    • Kamila S. Lipiec 18, 2017 w 12:13 pm - Odpowiedz

      Słoneczko, przeciez wiesz,że nikt Cie nie uratuje….TY SAMA musisz się uratować! ludzie dookoła mogą Ci ewentualnie dać wsparcie,wskazać drogę,byc przy Tobie,ale to Ty musisz zacząc coś z tym robic. Kochana, uwierz mi-DA SIĘ!!!!! ja sama intensywnie walcze od prawie 20tu lat….i odbiłam sie w koncu z dna,po tylu nieudanych probach-od prawie 6ciu tygodni jestem „czysta”:) Ty tez sobie poradzisz :*

  12. […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  13. Obżartuchy - Wilczogłodna Lipiec 21, 2017 w 10:29 am - Odpowiedz

    […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  14. Ekstremalny głód - Wilczogłodna Sierpień 4, 2017 w 8:56 pm - Odpowiedz

    […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  15. Chuda suka - Wilczogłodna Sierpień 18, 2017 w 12:00 pm - Odpowiedz

    […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  16. Czy ufać dietetykom? - Wilczogłodna Październik 10, 2017 w 10:55 am - Odpowiedz

    […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  17. […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, […]

  18. […] Więcej informacji tutaj: mentoring Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia […]

Zostaw komentarz