Dzisiaj taki temat około noworoczny. Wiadomo: mocne postanowienia, że już nigdy, że już zawsze…
Uroczyste przysięgi, że od dzisiaj to…
Jeszcze tylko ostatnia fajka i już.

Nie zrozum mnie źle, uważam że pierwszy stycznia jest idealnym dniem do wprowadzania zmian. Równie dobrym, jak na przykład siódmy marca, dwunasty września, czy jakikolwiek dzień, który jest DZISIAJ.
Bo zmianę można wprowadzić w życie zawsze tylko dzisiaj. Nie można zrobić jej ani wczoraj, bo tam nie mamy już wstępu, ani nie można jej zrobić jutro, bo tam nie mamy jeszcze wstępu.
Więc spoko, pierwszy stycznia też się nada.

Jednak idealna data nie wystarczy. Do zmiany trzeba podejść metodycznie: mieć plan i podstawową wiedzę o tym, jak się ją wprowadza. Poleganie tylko i wyłącznie na silnej wolidobrych intencjach, jest naiwne. O tym pisałam niejednokrotnie.
De facto cały mój blog kręci się wokół tego tematu, a więc nie będę się tu powtarzać. Ugryzę temat z innej strony.
Pytanie dnia brzmi: Dlaczego nie wprowadzamy zmian?

Dzieje się tak z czterech powodów:

Bo nie dajemy jej szansy.

Wychodzenie z zaburzeń odżywiania jest proste, aczkolwiek nie jest łatwe. Trzeba się trochę mentalnie nagimnastykować:
– Zrobić porządek ze swoją dietą; ukrócić restrykcje, włożyć trochę wysiłku w to, by nie pomijać posiłków.
– Ignorować za każdym razem gadzi głos nałogu, aż ucichnie.
– Ruszać się odrobinę każdego dnia.
To w sumie tyle – w mocnym uproszczeniu.
Ale jest jeden haczyk: Trzeba to ZROBIĆ. Zacząć któregoś dnia (dzisiaj) i kontynuować, a nie tylko planować, albo życzyć sobie aby tak się stało.
Trzeba dać sobie szansę. Bo samo nic się nie stanie się.

Bo jej nie chcemy.

To jest problem motywacji. Za każdym razem, gdy przychodzi do mnie nowa osoba na mentoring, dostaje ode mnie rozbudowane zadanie: znajdź wszystkie korzyści i koszty swojego zaburzenia, oraz korzyści i koszty zdrowia.
To czarno na białym pokazuje co utracisz, przestając się objadać. Nic?
A ten cudowny smak „zakazanego” jedzenia? A ta chwila wytchnienia od reżimu diety? A to poczucie bezkarności?
Jest tego sporo, nie oszukujmy się.
Kilka razy spotkałam się z dziewczynami, które stwierdziły, że „chorowanie” tak dużo im daje, że nie są wstanie tego porzucić. Nie mają także intencji przekonać się, co daje wolność.
Tak im dobrze i już.
Jeżeli więc zobaczysz, że ociągasz się z wprowadzeniem zmian, zastanów się czy faktycznie jej chcesz – bo każda zmiana ma swoją cenę, którą trzeba zapłacić co do grosza. A to na początku po prostu boli.

Bo nie wiemy jak.

No tak, wszystko jasne, wiesz CO robić: skończyć z dietą, ignorować gadzi głos, ruszać się. Banał.
Ale nie wiesz najważniejszego: JAK to zrobić.
To jest pytanie, prawda?
Bo CO robić, powie Ci każdy bliższy i dalszy znajomy: no to nie jedz tyle, no to przestań palić, no to weź tyle nie pij.
Znasz to? Ja też.
Ale JAK to zrobić, to jest zupełnie inna sprawa. Banał? O nie!
Ja odpowiadam na nie od ponad dwóch lat: kilkaset artykułów, ponad setka filmików, dwie książki, setki postów na Instagramie a ja dalej piszę i piszę.
Temat jest chyba bez dna.

Bo nie jesteśmy w stanie.

Być „w stanie” to mieć wszystko co potrzebne do zmiany: możliwość, motywację i wiedzę jak to zrobić.
Nie być w stanie, to tego nie mieć.
Zawsze jesteśmy w JAKIMŚ stanie – w stanie umysłu.
A jak to powiedział niezrównany Albert Einstein: Nie można rozwiązać swoich problemów z tego samego poziomu, na jakim je tworzyliśmy.
Trzeba wejść wyżej, w inny stan właśnie.
Nie możesz skończyć z objadaniem się, ustalając sobie perfekcyjną dietę – bo właśnie perfekcyjną dietą się w to wpakowałaś.
Nie możesz też skończyć z tym, nienawidząc się i karząc – bo właśnie tak w to wchodziłaś.
Nie możesz także powrócić do równowagi, katując się na siłowni, robiąc detoksy (głodówki), oszczędzając kalorie, pomijając posiłki itd.
Słowem, nie możesz robić ciągle tego samego i oczekiwać innych rezultatów!
Trzeba zrobić coś innego; puścić się starych metod i zobaczyć siebie w zupełnie innym miejscu – zobaczyć że jesteś w stanie.
A potem zrobić.

Piszesz mi: Bardzo bym chciała, ale zobaczymy co przyniesie nowy rok.
Mogę Ci od razu powiedzieć co on przyniesie: CZAS.
Tylko i wyłącznie to: więcej czasu, 365 dni, które rozwiną się przed Tobą jak dywan, każdego dnia po kawałeczku.
Ale to Ty decydujesz czym je wypełnisz i jaka będzie ich treść.

Każdego dnia podejmuj decyzje zgodną z tym, czego chcesz Ty, a nie twój głupi nałóg.