Dzisiaj opublikuję moją niedawną wymianę maili z Anią, która napisała do mnie ze szpitala psychiatrycznego w Obrzycach.

Aniu!

Jestem Twoją ogromną fanką od dawna, dzięki Tobie uwierzyłam, że z bulimii da się wyjść. Dzięki Tobie zaczęłam z tym walczyć. Jestem Ci mega wdzięczna, że dałaś mi odwagę stawić temu czoła.
Jednak od 2 miesięcy jestem w szpitalu psychiatrycznym. Dowiaduję się tu wielu rzeczy o sobie. I po prostu nie mogę znieść, nie mogę odpuścić Ci tego, że tak to wszystko upraszczasz. I jesteś tak arogancka w przekonaniu, że masz rację. Nie jesteś pępkiem świata. To, że Tobie się udało uporać z zaburzeniami odżywiania w taki sposób nie oznacza, że uda się każdemu innemu.

W wielu przypadkach bulimia to naprawdę odzwierciedlenia gówna, które się dzieje w środku. W wielu przypadkach to naprawdę próba zwrócenia na siebie uwagi, rozpaczliwa próba poradzenia sobie z emocjami, wyrzeczenia swojego bólu. Część zaburzenia borderline. Nie wmawiaj światu, że ich jedynym problemem jest jedzenie. W wielu przypadkach jest inaczej. Z
wróć proszę uwagę w swoich filmach na to, że jeżeli ktoś sobie nie radzi to ma do tego prawo. Ma prawo i nawet powinien iść do psychiatry albo terapeuty. Iść do szpitala, wołać o pomoc. Nie zawsze normalne, zdrowe jedzenie jest rozwiązaniem. Ja jem tu normalnie, zdrowo, nieprzetworzenie i nadal rzygam. Bo to jest coś więcej, bo to nie tylko o to chodzi. Nie unieważniaj tego problemu. Zwróć się w stronę dziewczyn głębiej zaburzonych, potrzebujących fachowej pomocy. Namów je do tego. Proszę Cię.

I dziękuję mimo wszystko, bo robisz kawał dobrej roboty, ale dotykasz tylko części problemu. Całuje Cię i pozdrawiam z głębi serca.

Ania.

Moja odpowiedź:

Kochana,

Ale ja też o tym pisałam milion razy. Całe moje podejście zawiera się w tym poście: https://wilczoglodna.pl/terapia-a-zaburzenia-odzywiania/
Ja nie neguję nic z tego co mówisz. Wiem, że niektórym to pomaga.

Zrozum jednak, że blog jest… tylko blogiem, subiektywną wypowiedzią. Ja osobiście w większości spotykam się z takimi przypadkami o jakich piszę. Nie mogę pisać o czymś, o czym nie mam pojęcia.
I tak jak piszę w tym poście – idź do psychiatry, psychologa czy szamana, jeżeli Ci to pomoże.
Ale do tego musisz JEŚĆ, bo inaczej to wszystko na nic.
Nie zgadzasz się, słońce? No powiedz mi?

I jasne, można sobie nie radzić. Sama sobie nie radziłam przez całe życie. Dużo mówię o nałogowym aspekcie bulimii, o uzależnieniu od wymiotów, o OCD.
Nie wrzucam wszystkiego do jednego wora – jedzenie.

Widzę, że trzeba w takim razie odświeżyć mój punkt widzenia – psycholog TEŻ może pomóc.

Ania

*

Aniu, dziękuję Ci za odpowiedź:)

Oczywiście, że się zgadzam, że trzeba jeść, bo bez tego nie ogarniesz, to podstawa by w ogóle żyć. Ale często bywa tak, że jemy już normalnie, nie chcemy chudnąć, a wymioty to tak jakby… Jak cięcie się. Próba ukarania, destrukcji siebie. Gdy robisz to w momentach kryzysowych, w sytuacji ogromnego napięcia emocjonalnego. Cięcie się to również nałóg, jak wymioty właśnie. I takie przypadki miałam na myśli.

Gdy bulimia to tylko część zaburzenia, a nie cały problem. Przeczytałam ponownie post, który mi podesłałaś, bo czytałam go już kiedyś, jak całego Twojego bloga i uważam, że jest bardzo trafny, ale może warto powrócić do tego tematu znowu, odświeżyć trochę i trafić do dziewczyn, które mierzą się z trochę bardziej złożonymi problemami, a na pewno Cię oglądają:).
Tutaj w ogóle każda dziewczyna zmagająca się z ED Cię zna! I wszystkie mają podobne zdanie do mnie – cudowne, wartościowe rady, ale dla nas to jakby za mało. Masz ogromną moc, wykorzystaj ja proszę do tego aby zaapelować, że szukanie pomocy u specjalistów to nie wstyd, bo może dolegać nam coś z czego nie zdajemy sobie sprawy, jak nerwica, borderline, lęki, fobie społeczne.

To tylko mała sugestia od zaburzonych dziewcząt ze szpitala w Obrzycach, zrobisz z tym co zechcesz. I tak Cię uwielbiam i będę śledzić.

Buziaki! A.

*

A więc kochana, powtarzam jeszcze raz: Jeżeli czujesz, że to co mówię to za mało, że nie dotykam w pełni Twojego, indywidualnego przypadku, szukaj dalej – idź do psychologa, psychiatry czy innego terapeuty.
Naprawdę tu nie chodzi o to, żebyś wyszła z tego „moją” metodą. Po prostu masz z tego wyjść i już!

Ja polecam to co mi pomogło – mi osobiście, i także moim podopiecznym. Nie twierdzę jednak, że pomoże to każdemu.
Po prostu jestem chyba pierwszą osobą w Polsce, która powiedziała głośno „Możesz zrobić to SAMA” i stąd moja popularność.

Ale jeżeli nie możesz zrobić tego sama, nie dajesz rady, jeżeli jest coś więcej – na przykład borderline, lęki, fobie i nerwice, szukaj pomocy u kogoś kto się na tym zna.
Ja nigdy nie miałam tego problemu i nie wiem jak sobie z nim radzić. Fakt, przeczytałam na ten temat kilka książek, ale w porównaniu do lekarza psychiatry – nie wiem nic.

Pamiętaj proszę, czytając mnie czy pisząc komentarz, że ja jestem tylko człowiekiem – blogerką z pasją i misją – nie guru i nie wyrocznią. Ja też mogę się mylić – tak samo jak lekarz, psycholog i każdy inny człowiek na świecie.
Zasięgnij więc kilku opinii. Rozmawiałam ostatnio z dziewczyną, której zdiagnozowano borderline i przez kilka lat aplikowano leki, a potem okazało się, że nigdy tego nie miała. Po prostu popełniono błąd.
I ja tak samo mogę popełnić błąd – napiszę Ci w mailu, że masz deficyt kaloryczny, podczas gdy ty masz na przykład nerwicę.

Kwestionuj więc autorytety i myśl samodzielnie.

Mam nadzieję, że sprawa jest teraz jasna. Faktycznie muszę o tym przypominać częściej, bo mój post o tym, że psycholog bywa bardzo pomocny, wrzuciłam ponad pół roku temu.
Jeszcze raz; lekarz – nie lekarz, Wilcza – nie Wilcza, Ty możesz z tego wyjść i być znowu wolnym człowiekiem. Wierzę w Ciebie całym sercem.

A Was dziewczyny z Obrzyc i Ciebie Aniu, serdecznie pozdrawiam. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i dziękuję za cenną sugestię.