• apel

Apel ze szpitala w Obrzycach.

Dzisiaj opublikuję moją niedawną wymianę maili z Anią, która napisała do mnie ze szpitala psychiatrycznego w Obrzycach.

Aniu!

Jestem Twoją ogromną fanką od dawna, dzięki Tobie uwierzyłam, że z bulimii da się wyjść. Dzięki Tobie zaczęłam z tym walczyć. Jestem Ci mega wdzięczna, że dałaś mi odwagę stawić temu czoła.
Jednak od 2 miesięcy jestem w szpitalu psychiatrycznym. Dowiaduję się tu wielu rzeczy o sobie. I po prostu nie mogę znieść, nie mogę odpuścić Ci tego, że tak to wszystko upraszczasz. I jesteś tak arogancka w przekonaniu, że masz rację. Nie jesteś pępkiem świata. To, że Tobie się udało uporać z zaburzeniami odżywiania w taki sposób nie oznacza, że uda się każdemu innemu.

W wielu przypadkach bulimia to naprawdę odzwierciedlenia gówna, które się dzieje w środku. W wielu przypadkach to naprawdę próba zwrócenia na siebie uwagi, rozpaczliwa próba poradzenia sobie z emocjami, wyrzeczenia swojego bólu. Część zaburzenia borderline. Nie wmawiaj światu, że ich jedynym problemem jest jedzenie. W wielu przypadkach jest inaczej. Z
wróć proszę uwagę w swoich filmach na to, że jeżeli ktoś sobie nie radzi to ma do tego prawo. Ma prawo i nawet powinien iść do psychiatry albo terapeuty. Iść do szpitala, wołać o pomoc. Nie zawsze normalne, zdrowe jedzenie jest rozwiązaniem. Ja jem tu normalnie, zdrowo, nieprzetworzenie i nadal rzygam. Bo to jest coś więcej, bo to nie tylko o to chodzi. Nie unieważniaj tego problemu. Zwróć się w stronę dziewczyn głębiej zaburzonych, potrzebujących fachowej pomocy. Namów je do tego. Proszę Cię.

I dziękuję mimo wszystko, bo robisz kawał dobrej roboty, ale dotykasz tylko części problemu. Całuje Cię i pozdrawiam z głębi serca.

Ania.

Moja odpowiedź:

Kochana,

Ale ja też o tym pisałam milion razy. Całe moje podejście zawiera się w tym poście: https://wilczoglodna.pl/terapia-a-zaburzenia-odzywiania/
Ja nie neguję nic z tego co mówisz. Wiem, że niektórym to pomaga.

Zrozum jednak, że blog jest… tylko blogiem, subiektywną wypowiedzią. Ja osobiście w większości spotykam się z takimi przypadkami o jakich piszę. Nie mogę pisać o czymś, o czym nie mam pojęcia.
I tak jak piszę w tym poście – idź do psychiatry, psychologa czy szamana, jeżeli Ci to pomoże.
Ale do tego musisz JEŚĆ, bo inaczej to wszystko na nic.
Nie zgadzasz się, słońce? No powiedz mi?

I jasne, można sobie nie radzić. Sama sobie nie radziłam przez całe życie. Dużo mówię o nałogowym aspekcie bulimii, o uzależnieniu od wymiotów, o OCD.
Nie wrzucam wszystkiego do jednego wora – jedzenie.

Widzę, że trzeba w takim razie odświeżyć mój punkt widzenia – psycholog TEŻ może pomóc.

Ania

*

Aniu, dziękuję Ci za odpowiedź:)

Oczywiście, że się zgadzam, że trzeba jeść, bo bez tego nie ogarniesz, to podstawa by w ogóle żyć. Ale często bywa tak, że jemy już normalnie, nie chcemy chudnąć, a wymioty to tak jakby… Jak cięcie się. Próba ukarania, destrukcji siebie. Gdy robisz to w momentach kryzysowych, w sytuacji ogromnego napięcia emocjonalnego. Cięcie się to również nałóg, jak wymioty właśnie. I takie przypadki miałam na myśli.

Gdy bulimia to tylko część zaburzenia, a nie cały problem. Przeczytałam ponownie post, który mi podesłałaś, bo czytałam go już kiedyś, jak całego Twojego bloga i uważam, że jest bardzo trafny, ale może warto powrócić do tego tematu znowu, odświeżyć trochę i trafić do dziewczyn, które mierzą się z trochę bardziej złożonymi problemami, a na pewno Cię oglądają:).
Tutaj w ogóle każda dziewczyna zmagająca się z ED Cię zna! I wszystkie mają podobne zdanie do mnie – cudowne, wartościowe rady, ale dla nas to jakby za mało. Masz ogromną moc, wykorzystaj ja proszę do tego aby zaapelować, że szukanie pomocy u specjalistów to nie wstyd, bo może dolegać nam coś z czego nie zdajemy sobie sprawy, jak nerwica, borderline, lęki, fobie społeczne.

To tylko mała sugestia od zaburzonych dziewcząt ze szpitala w Obrzycach, zrobisz z tym co zechcesz. I tak Cię uwielbiam i będę śledzić.

Buziaki! A.

*

A więc kochana, powtarzam jeszcze raz: Jeżeli czujesz, że to co mówię to za mało, że nie dotykam w pełni Twojego, indywidualnego przypadku, szukaj dalej – idź do psychologa, psychiatry czy innego terapeuty.
Naprawdę tu nie chodzi o to, żebyś wyszła z tego „moją” metodą. Po prostu masz z tego wyjść i już!

Ja polecam to co mi pomogło – mi osobiście, i także moim podopiecznym. Nie twierdzę jednak, że pomoże to każdemu.
Po prostu jestem chyba pierwszą osobą w Polsce, która powiedziała głośno „Możesz zrobić to SAMA” i stąd moja popularność.

Ale jeżeli nie możesz zrobić tego sama, nie dajesz rady, jeżeli jest coś więcej – na przykład borderline, lęki, fobie i nerwice, szukaj pomocy u kogoś kto się na tym zna.
Ja nigdy nie miałam tego problemu i nie wiem jak sobie z nim radzić. Fakt, przeczytałam na ten temat kilka książek, ale w porównaniu do lekarza psychiatry – nie wiem nic.

Pamiętaj proszę, czytając mnie czy pisząc komentarz, że ja jestem tylko człowiekiem – blogerką z pasją i misją – nie guru i nie wyrocznią. Ja też mogę się mylić – tak samo jak lekarz, psycholog i każdy inny człowiek na świecie.
Zasięgnij więc kilku opinii. Rozmawiałam ostatnio z dziewczyną, której zdiagnozowano borderline i przez kilka lat aplikowano leki, a potem okazało się, że nigdy tego nie miała. Po prostu popełniono błąd.
I ja tak samo mogę popełnić błąd – napiszę Ci w mailu, że masz deficyt kaloryczny, podczas gdy ty masz na przykład nerwicę.

Kwestionuj więc autorytety i myśl samodzielnie.

Mam nadzieję, że sprawa jest teraz jasna. Faktycznie muszę o tym przypominać częściej, bo mój post o tym, że psycholog bywa bardzo pomocny, wrzuciłam ponad pół roku temu.
Jeszcze raz; lekarz – nie lekarz, Wilcza – nie Wilcza, Ty możesz z tego wyjść i być znowu wolnym człowiekiem. Wierzę w Ciebie całym sercem.

A Was dziewczyny z Obrzyc i Ciebie Aniu, serdecznie pozdrawiam. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i dziękuję za cenną sugestię.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-08-24T12:21:00+00:0024 Sierpień, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , |

42 komentarze

  1. Anna Sierpień 24, 2018 w 12:27 pm - Odpowiedz

    <3

  2. Kamila S Sierpień 24, 2018 w 1:03 pm - Odpowiedz

    Zabiorę głos jako osoba ,która siedziała w anoreksji i bulimii prze lat 20!!!! do tego jest osobą mającą borderline i bipolar disorder… przez większość życia zmagała się z depresją, samookaleczaniem się, jako ktoś,kto w swoim prywatnym życiu przeszedł przez piekło – gwałty,przemoc,molestowanie, bezdomność będąc w ciąży, uzależnienie od narkotyków m,in. i mnóstwo innych traum. Przeszłam przez lata terapii, pobytów w osrodkach, szpitalach… przez wszystkich uznana za nieuleczalny przypadek. Byłam przez wszystkich i siebie samą skazana na tkwienie w ed i calej reszcie do ostatniego dnia życia,.Były miliony prób wyjścia na prostą- bez rezultatu. Wyszłam z tego SAMA,bez wsparcia czy pomocy lekarzy i terapeutów, rodziny, kogokolwiek.Więc tak- z najgorszego syfu da się wyjść ….trzeba być tylko na to gotowym w 100%, gotowym na wszelkie zmiany i podjąć decyzję,że zostawiasz ed za sobą,zamykasz drzwi i nighdy do tego nie wracasz. Trzymać się jej za wzelką cene, niewazne jak będzie ciężko. Jasne, samo jedzenie odpowiedniej ilości to spore uproszczenie…bo nie załatwi całej reszty. tu potrzeba zmiany wszystkich dotychczasowych schematów, zastąpienia ich nowymi…to praca nad sobą i akceptacją siebie i własnego ciała. To budowanie swojego całego życia od nowa…cegiełka po cegiełce. Natomiast jedzenie to początek. :*

    • OLA Sierpień 26, 2018 w 9:48 pm - Odpowiedz

      moj przypadek anoreksji bulimicznej z depresja, samookaleczeniami, fobia spoleczna i lekami lekarze tez okreslali mianem ‚trudny’. W ktoryms momencie sami orzekli, ze nie moga dalej ciagnac terapii i zarzadzili przerwe. To bylo 10 lat temu, na terapie ani do psychatry nigdy wiecej nie wrocilam, wtedy dlatego, ze poczulam sie urazona ich decyzja, pozniej i teraz – bo po prostu wyzdrowialam. Ale nigdy nie przyszlo mi do glowy zeby stwierdzic, ze zrobilam to SAMA. Zlozylo sie na to kilka rzeczy: poznalam swojego obecnego meza ktory dal mi milosc i akceptacje, calkowicie zmienilam swoje srodowisko – wyprowadzialam sie z domu, daleko, bo az do innego kraju… ale uwazam, ze najwiekszy wplyw na to, mialy lata terapii i to co z niej wynioslam mimo tego, ze ja przerwalam, ze zbyt malo sie angazowalam, ze traktowalam ja troche instrumentalnie (jako punkt zaczepienia, cotygodniowy pewnik, cel do ktorego posatanawialam sobie wytrwac). Nic nie dzieje sie nagle, pewne klocki wskakuja na swoje miejsce nawet po dlugim czasie, niektore potrzebuja bodzca. Dopiero kiedy to sie ulozy robi sie miejsce dla decyzji o ktorej wspominasz. Ja tez ja podjelam i mimo to nadal trudno mi uwierzyc, ze mozna wyjsc z tego samemu. Tak jak piszesz, cegielka po cegielce, krok po kroku, wlacznie z tymi, ktore postawilismy juz dawno temu, takze wchodzac do gabinetu terapeuty.

  3. Edyta P Sierpień 24, 2018 w 3:19 pm - Odpowiedz

    Ania dobrze,że ten post został napisany:))
    Ania pisze ze mną długo i za każdym razem pisze”jedz więcej,dzieje się tak,że jesz za mało”a ja czuję się z tym dziwnie za każdym razem jak to czytam bo tak się nie dzieje,bo to właśnie coś więcej niż samo jedzenie.Właśnie jedzenie to sam wierzchołek góry lodowej.Jestem tu bo Ania mi bardzo tym blogiem i mailami pomaga i zawsze to doceniam.Teraz jednak poczułam ulgę,że ktoś podziela moje zdanie i,że nie jestem sama.

    • Wilczo Glodna Sierpień 24, 2018 w 3:29 pm - Odpowiedz

      Kochana, ale wiesz, że od tego trzeba zacząć? Bo jak mi kiedyś napisałaś co jesz, to święty boże nie pomoże, jeżeli tego nie zmienisz.
      Druga sprawa to toksyczne relacje, które Cię oplatają. Tym się też trzeba zająć pilnie.

  4. Zuza Sierpień 24, 2018 w 4:22 pm - Odpowiedz

    Myślę że wybór mądrego specjalisty i nieuleganie niczyjej presji jest tu najważniejsze. Dzięki wyjściu z anoreksji zrozumiałam że każdy podświadomie wie co będzie dla niego najlepsze. Moja mama kiedy przechodziłam przez ekstremalny głód wysłała mnie do terapeutki zajmującej się głównie akupunkturą, bo bała się że to nienormalne. Ja cały czas czułam że to nie do końca ta droga i robiłam to co podpowiadało ciało. Akurat tamte spotkania kończyły się jedynie moją frustracją, ponieważ cały czas miałam wrażenie że tamta pani szukała dziury w całym. Podjęłam decyzję że nie chcę się głodzić ,kiedy zorientowałam się że i tak nikt na mnie nie zwrócił uwagi oraz przede wszystkim jak po raz kolejny zdałam sobie sprawę co ja zrobiłam z moim życiem. W końcu zrozumiałam że muszę wziąć sprawy w swoje ręce, bo inaczej moje życie dalej będzie takie niebiesko-fioletowe jak moje palce wtedy. Do dziś dziękuję sobie za tamtą decyzję, że nie marnowałam czasu na złudzenia że ktoś mnie będzie karmił. Jak czytam te wszystkie historie, to zawsze czuję smutek, że tyle dziewczyn, kobiet i mężczyzn uznało że nie są piękni, wystarczająco dobrzy, interesujący, cokolwiek.. i zaczęli kombinować z jedzeniem. Życzę wszystkim odwagi, bo na pewno każdy znajdzie swoją drogę do pokonania choroby.

  5. Zuza Sierpień 24, 2018 w 4:59 pm - Odpowiedz

    Aha, a Pani Ani dziękuje za posty dzięki którym zrozumiałam że to wszystko jest konieczne i naturalne.

  6. Waniliowa Sierpień 24, 2018 w 5:34 pm - Odpowiedz

    Stawiasz na równi psychologów, psychiatrów z szamanem? z całym szacunkiem, ale to żałosne
    Psycholodzy odwalają kawał dobrej roboty w tej kwestii, często są osobami które same miały bulimie, stąd wybrały taki kierunek.

    • Wilczo Glodna Sierpień 24, 2018 w 8:16 pm - Odpowiedz

      Słońce, na serio to właśnie wywnioskowałaś?
      Ja tu podaję RÓŻNE formy pomocy. A z szamanem wcale nie żartuję. Znam osobiście szamana (tu w Belgii to regulowana prawnie profesja) oraz osoby które korzystają z takiej pomocy. Polecam zgłębić temat zanim wyrazisz swoją opinię.

      • Waniliowa Sierpień 25, 2018 w 12:19 am - Odpowiedz

        Jest też zawód / profesja „poławiacz pereł” … chodziło mi o to zestawienie, które jest trochę rażące. To tak jak byś napisała chirurga, kardiologa czy jakiejś salowej / woźnej.
        Ale mniejsza już o to 😉 Z resztą się zgadzam, że każda pomoc jest ważna, nie wszystkim wystarczy tylko Twój cudowny blog aby się uporać z problemem, którym czasem nie jest tylko to „jedzenie”.

        • Wilczo Glodna Sierpień 25, 2018 w 8:56 am - Odpowiedz

          Absolutnie tak nie jest kochana. Szaman (a mogłam wymienić tu lekarza medycyny chińskiej, mistrza Reiki, Ajurwedy czy akupunkturzysty) to nie symbol ciemnogrodu. To ludzie pracujący z naszą energią, duszą czy jak tam kto to nazywa. Wcale nie chodziło mi o to by zdyskredytować tym porównaniem psychologa. Szczerze – osobiście prędzej bym zaufała komuś z tak holistycznym podejściem, ale to już inna kwestia.
          No i tak jak ja sama piszę – problemem nie jest tylko jedzenie. Jest nim także nałóg, obsesja, uzależnienie od wymiotów, OCD… albo wszystko na raz, jak to było u mnie.

          • jankaff Sierpień 27, 2018 w 4:47 pm

            Anka, myślałam ,że ty jesteś rozsądną babką. Serio, czakry, altmed? Dobra, ten blog mnie przerósł, kopernik, zatrzymaj ziemię, ja wysiadam.

  7. Edyta P Sierpień 24, 2018 w 7:55 pm - Odpowiedz

    tak Ania jem zdecydowanie więcej niż kiedy o tym pisałyśmy.Nad relacjami też pracuje i stawiam granice tylko z mężem ciągle się nie umiem porozumieć..ale może mimo moich starań nie jest nam to pisane,może po prostu nie umiemy się dogadać.

    • Wilczo Glodna Sierpień 24, 2018 w 8:18 pm - Odpowiedz

      Albo tylko jedna strona chce się dogadać….

  8. Edyta P Sierpień 24, 2018 w 10:19 pm - Odpowiedz

    Zgadza się:(

  9. Gertruda Sierpień 25, 2018 w 9:30 am - Odpowiedz

    Pracuje na oddziale gdzie leczy się zaburzenia osobowości, często właśnie borderline. (Swoją drogą borderline jako takie absolutnie nie leczy się lekami, tylko psychoterapia… Leki są na objawy, nie przyczynę zaburzeń osobowości. Czasem konieczne, często jednak w trakcie intensywnej psychoterapii u nas powoli odstawiane). I zgadzam się absolutnie z Anią z listu ze szpitala – wymioty to często u naszych pacjentów sposób odreagowania, wyuczony sposób na frustrację, właśnie jak roznego rodzaju samookaleczenia. Jednak aby moc być w terapii, trzeba najpierw.. no właśnie, zdrowo jeść. To podstawa. Na oddział nie są przyjmowane osoby z „czynna bulimia”, tylko takie, które nauczyły się odżywiać (choć czasem też ich tutaj tego trochę uczymy..). Żeby nad sobą pracować i żeby to miało sens dana osoba nie może mieć uporczywych myśli i tendencji samobójczych, głodzić się czy na każdą frustrację automatycznie reagować samookaleczeniem.. to nie ma sensu wtedy i jest po prostu niebezpieczne. Zatem podstawą żeby „kopać głębiej” w przypadku gdy bulimia jest objawem czegoś poważniejszego (jak np borderline) niż same złe nawyki żywieniowe i tak jest zadbanie o właściwie odżywianie się, jako o podstawę życia, w ogole.

    Dzięki za Twoją pracę Aniu, to niesamowicie potrzebne co robisz 🙂

  10. Gertruda Sierpień 25, 2018 w 9:35 am - Odpowiedz

    ..choć przeglądając Twoja stronę też dochodzę do wniosku, że nieco za dużo tu Twojej omnipotencji 😉 a za mało polecania konsultacji ze specjalistami w wypadku, gdy bulimia jest jedynie objawem czegoś większego… A z mojego z kolei doświadczenia 😉 to bardzo częste..

  11. Paulina Sierpień 25, 2018 w 9:35 am - Odpowiedz

    A dla mnie w punkt jest nie ma autorytetów!każdy wie co dla niego jest najlepsze i podświadomie wie co robić ale boi się odpowiedzialności za swoje czyny i chce mieć winnego często pisałam do Ani czy to co zjadłam to dużo, a skąd ona ma to wiedzieć?- nie siedzi u mnie w żołądku ale jakbym stała się gruba to co? To ktoś mówił że jem dobrzeTakże trzeba polegać na sobie, uwierzyć w siebie nie i nie bać porażek bo to tylko nauka na przyszłość. U mnie w dużej mierze przez strach siedziałam w chorobie bo łatwiej było przesiedziec nad kiblem i jakoś to będzie niż wziąść odpowiedzialność i zacząć coś robić

  12. Sylwia Sierpień 25, 2018 w 11:41 am - Odpowiedz

    Tu nie chodzi o to czy Ania ma racje, czy nie. Nie ma uniwersalnej metody na wszystkich. Faktem jest jednak że brak napadów i normalne jedzenie nie sprawi że problemy znikną.
    Tak to już jest- jeden wpadnie w to przez dietę, a inny -w tym ja- będzie chciał wyrzygać całe to gó*** które go otacza.
    Racja jest gdzieś po środku. Aby panować nad głodem – trzeba jeść.
    Aby pozbyć się innych problemów- trzeba czegoś innego. Łatwo nie będzie, ale WARTO!

    • Krysia Sierpień 25, 2018 w 4:57 pm - Odpowiedz

      Waniliowa, poczytaj o energii ludzkiej, o ciałach fizycznym, astralnym i tak dalej. Doucz się a potem porównaj zestawienie salowej z psychiatrą i szamana z psychiatrą. Bo medycyna chińska jest trochę starsza od naszej, a opiera się głównie na ludzkiej energii. I może się okazać że przy wysokiej klasy specjaliście od energii to blado wypadnie właśnie ten psychiatra który na wszystko wszystkim przepisuje jeden rodzaj pigułek, akurat te od których ma największą prowizję. Dopiero ostatnio okazuje się że nasza zachodnia medycyna alopatyczna z wysokiej klasy „specjalistami” okazuje się coraz częściej być mało skuteczna w porównaniu z holistycznym a za to zindywidualizowanym podejściem do człowieka, praktykowanym m.in. przez właśnie tak wyśmiewanych przez Ciebie szamanów

      • Wilczo Glodna Sierpień 25, 2018 w 6:30 pm - Odpowiedz

        Amen.

        • Krysia Sierpień 31, 2018 w 1:47 pm - Odpowiedz

          ANIU JESTEŚ BOSKA!!! 😀

  13. Krysia Sierpień 25, 2018 w 4:48 pm - Odpowiedz

    Podbijam apel. NIGDY się nie głodziłam. NIGDY nie miałam żadnych problemów z akceptacją swojego ciała. Byłam wyczynowym sportowcem i dietę (wegańską zresztą, co 30 lat temu było nie lada odwagą i wyczynem) ułożył mi klubowy dietetyk. Raczej miałam w drugą stronę – pilnowałam żeby nie zjeść ZA MAŁO, co przy moim zapotrzebowaniu kalorycznym wtedy wymagało również sporego wysiłku, bo dieta wegańska, mam na myśli nieprzetworzone rośliny a nie parówki sojowe na glutaminianie sodu. Smakowało mi takie jedzenie, to był mój świadomy wybór, służyło mi (służy nadal). Do słodyczy, mięsa czy słonych przekąsek mnie nigdy nie ciągnęło, nigdy nie miałam żadnych „zachcianek” więc widocznie zaspokajało ono moje potrzeby żywieniowe. Nawet teraz jak mam atak to nie mam ochoty „na coś” tylko jem byle co, co jest w domu, albo co stoi najbliżej na półce w sklepie, albo co jest najtańsze, w zależności od stanu konta. Byłam (i ciągle jestem) zgrabna, nigdy nie wyzywałam siebie w lustrze od tłustych świń, nawet jak w najczarniejszym okresie bulimicznym ważyłam 70 kilo, i wtedy oj tak, wtedy byłam gruba, aż znajomi to mówili i mój ukochany tata. Nawet wtedy nie czułam jednak odrazy do siebie. Zatem nie zaszła żadna przesłanka która stanowi główny czynnik według Ani. A jednak wpadłam w bulimię. I walczę z nią 27 rok. Tak. 27 lat. Jestem chyba rekordzistką na tym blogu. Co się zatem stało? Ano czynniki tylko i wyłącznie psychologiczne. Tak wykształcił się nałóg. Cały ten czas, całe 27 lat, również się nie głodziłam, pilnuję żeby nie zjeść ZA MAŁO. A mimo to jem i rzygam. To przychodzi zawsze wtedy kiedy czuję że tracę kontrolę nad swoim życiem. Kiedy tracę niezależność. Kiedy atakują mnie najbliższe mi osoby. Bo ja niestety nie mam tak komfortowej sytuacji jak Ania i niektóre dziewczyny z ED, szczęśliwe w swoim nieszczęściu, bo mają wsparcie w najbliższych. Czasem czuję że w moim otoczeniu są takie energetyczne wampiry.
    Nie zawsze jedyną przyczyną bulimii jest odchudzanie

    • Wilczo Glodna Sierpień 25, 2018 w 6:31 pm - Odpowiedz

      Kochana, to napisz do mnie. Na pewno jest coś co da się zrobić.
      Miałam kiedyś panią co wymiotowała 40 lat, więc do rekordu jeszcze daleko. Nie bij go, ok?

      • Krysia Sierpień 31, 2018 w 1:51 pm - Odpowiedz

        Aniu zamierzam to zrobić od chwili kiedy trafiłama na Twój blog. Czyli od kwietnia. Chcę kupić u Ciebie mentoring. Co miesiąc odkładam pieniądze i co miesiąc na koniec je przejadam…

  14. Ad Sierpień 25, 2018 w 9:01 pm - Odpowiedz

    Ja niedawno pisalam Tobie Aniu ( w komentarzu ) ze udao mi sie wyjsc z ED. Dzisiaj totalna klapa. Nie potrafie stwierdzic dlaczego. Chociaz plus jest taki, ze przejadlam sie tylko kanapkami..bylo ich baaardzo duzo ( zazwyczaj lecialo wszystko – konczac na tonach slodyczy ). Teraz mysle po co ? Po co to bylo ? Obiecuje Tobie Aniu , Wam, a przede wszystkim sobie – nigdy wiecej. I tym razem nie pobiege zaraz po senes

  15. Ania Ania Sierpień 25, 2018 w 10:45 pm - Odpowiedz

    Ja mysle, ze poruszane tu sa dwie oddzielne sprawy: ED i ED plus cos innego (bipolar, anxiety, etc.). No i jeszcze kwestia radzenia sobie z roznymi emocjami czy problemami zyciowymi zazeraniem. U mnie bylo tak:
    1. przestalam rzygac
    2. zaczelam jesc psedu-normalnie (cialge za idealnie, za malo, bla bla)
    3. jedzenie normalne – koniec bulimii/ED

    Ale… Ale…

    Mialam pelno dlugo, bylam bezrobotna, bez faceta. Zadluzona. Bez niczego. Wiec dopadla mnie depresja. Ale nie jakas forma kliniczna, raczej normalna reakcja po przebudeniu z 16 lat bulimii i zobaczeniu, ile zycia, kasy, relacji poszlo w kibel.

    No wiec, jak ktos ma powazne problemy psychologiczne w dodatku do ED, to jest to jakas hybryda, na ktora leczenie samego ED pewnie nie bedzie wystarczajace.

    Ale co do ED samej w sobie, to zgadzam sie z Ania (Gruszczynska) – w moim przypadku cala ta 16-letnia masakra zaczela sie od diety, przerodzila w nalog i wymknela spod kontroli…

  16. Joanna Sierpień 26, 2018 w 9:03 pm - Odpowiedz

    Zastanawiam się tylko skąd nagle ta fala, że bulimia to nie tylko jedzenie….. to jest taki temat na ktory mozna pisac poematy i postawić drugi chiński mur. Jesteśmy różni, mamy różne problemy, są różne rozwiązania. Nie pomaga jedno, sięga się po kolejne. Ania przedstawia rozwiązanie jedno z wielu. I nie zauważyłam, żeby Ania traktowała siebie jako guru. Może nie miała traumatycznych doświadczeń, może nie przeżyła innych zaburzeń psychnicznych, może (uuufffff, na całe szczęście) miała mniej dotkliwe problemy, z którymi musiała się zmierzyć, ale to w żaden, a w ŻADEN sposób nie umniejsza ani jej osoby, ani doświadczeń, także tych związanych z bulimią. Wasze nagłe oburzenie jest dla mnie po prostu niezrozumiałe.

    • Anna Sierpień 27, 2018 w 11:13 am - Odpowiedz

      Nie jestem oburzona, przeczytałaś post? Napisałam w mailu, że jestem fanką, słucham rad Ani, ale DLA MNIE to za mało i poprosiłam o zwrócenie się do dziewczyn podobnych do mnie. Nikogo nie atakuję.

  17. Joanna Sierpień 26, 2018 w 9:07 pm - Odpowiedz

    A poza tym w gwoli ścisłości – ktoś tu chyba pomylił pojęcia. To, że człowiek wymiotuje jako reakcję na stres, frustrację, zaburzenie osobowości, itp. jest opisane jako odrębne zaburzenie psychiczne. NIE JEST TO BULIMIA.

    • OLA Sierpień 26, 2018 w 10:02 pm - Odpowiedz

      Oczywiscie, ze wymiotowanie to nie bulimia. Na bulimie sklada sie wiele najrozniejszych czynnikow/predyspozycji (od indywidualnych, przez srodowiskowe, po biologiczne, w tym takze genetyczne). Co nie zmienia faktu, ze czesto, w ktoryms momencie je sie juz tylko po to, zeby sie wyrzygac.

    • Anna Sierpień 27, 2018 w 11:18 am - Odpowiedz

      Tak dokładnie, dlatego poprosiłam Anię aby o tym napisać, bo myślisz że wszystkie osoby, które działają w taki sposób wiedzą co jest z nimi? Pewnie nie i może próbują kombinować ze zdrowym odżywianiem a ich problem tkwi w czym innym. To jest tylko apel, skoro Ania ma tak ogromna moc przekazu to co Ci przeszkadza, że wykorzystała go aby pomóc jeszcze większej ilości ludzi? Być może po tym poście ktoś uświadomi sobie, że potrzebuje innej,bardziej fachowej pomocy, bo jego problemem jest nie tylko bulimia, albo nie jest nią w ogóle.

    • Krysia Sierpień 31, 2018 w 1:54 pm - Odpowiedz

      Asiu jeśli to nie jest bulimia to co to jest?…

  18. Monika28Lat Sierpień 26, 2018 w 10:01 pm - Odpowiedz

    Aniu ja już od roku jem porządnie, ponad 2000kcal codziennie, 3 wartościowe duże posiłki: mięso, warzywa .., A pomiędzy nimi cały czas bym podjadała słodycze, w nocy sny o lodach, batonach. Samotne weekendy i znów czekolada z monopola o 23 w nocy 🙁 To straszne 🙁 Nawyk ma większą siłę niż ma wolna wola 🙁

    • Krysia Sierpień 31, 2018 w 2:09 pm - Odpowiedz

      Monika ja mam to samo. Nigdy się nie odchudzałam, jem wartościowe posiłki, nieprzetworzoną żywność, odpowiednio kalorycznie. Żadnego ograniczania się. A mimo to… często mnie to dopada. Nagle nogi same mnie niosą do sklepu, a ręce same wrzucają do koszyka co popadnie, byle dużo. Przy kasie płacę pieniędzmi odłożonymi na coś naprawdę ważnego. I nie są to nowe szpilki ale np. OC na samochód… I też potrafię pojechać o 2 w nocy na stację po kretyńsko drogie ciastka. I jakoś wtedy mi nie szkoda ani snu ani pieniędzy pomimo że szkoda ich na mnóstwo innych rzeczy jak choćby np. nowe buty których rzeczywiście potrzebuję bo stare dziurawe już.
      Ania kiedyś pisała że jak się nie trzyma w domu słodyczy to się nie będzie ich jadło. Oczywiście to bardzo pomaga bo gdyby one w domu były to by było jeszcze gorzej. U mnie nie ma takiej ilości słodyczy która by uchowała się u mnie w domu dłużej niż godzinę. To bardzo pomaga ale niestety nie zapobiega całkowicie bo jak przychodzi Wilk to człowiek jest w stanie spod ziemi wydrzeć coś do jedzenia. I to nieraz tak zupełnie bez powodu.
      Aniu powiedz co się dzieje z takim mózgiem że człowiek potrafi w środku nocy jechać 30 km na stację benzynową pomimo że musi o 4 rano wstać i jechać do ciężkiej pracy na 12 godzin, i że w dniu się naprawdę solidnie najadł, i przejeść pieniądze na OC albo rachunek za telefon? Coś się przelącza? Jak nad tym zapanować?
      Aniu powiedz jak to jest?

  19. Joanna Sierpień 26, 2018 w 10:20 pm - Odpowiedz

    Monika, zamień ten nawyk na inny.

  20. Joanna Sierpień 26, 2018 w 10:22 pm - Odpowiedz

    Ola, na tym właśnie polega bulimia. Na żarciu i m.in. rzyganiu. Inaczej nie byłaby to bulimia.

  21. Wanessa Sierpień 27, 2018 w 11:25 am - Odpowiedz

    Moim zdaniem każda z nas wilczyc ma poważny problem psychiczny. Czy to wynika z chęci samookaleczenia czy też przez brak akceptacji siebie/ swojego wyglądu.

    Choć sama już z tego wyszłam, to najwiecej czasu musiałam poświęcić głowie. Latami myślałam, że tylko chudość da mi szczęście, miłość, akceptację, powodzenie w życiu.

    Dopiero zmiana myślenia pozwoliła mi w zupełności wyjść z ED.
    Ale moim pierwszym krokiem zdecydowanie było skończenie z wymiotami. A że jadłam od zawsze zdrowo i w końcu organizm nie był głodzony, to z czasem jedzenie się ogarnęło i trzeba było po prostu odczepić się od własnej sylwetki

  22. agniecha0 Sierpień 27, 2018 w 4:57 pm - Odpowiedz

    Oczywiście, że każda wilczyca ma problem natury emocjonalnej. Nie każda bulimia wywodzi się w traumy (ale może), ale na pewno zawsze jest coś, co ją powoduje, tylko własnie często same nie potrafimy się do tego dokopać. Jedzenie to TYLKO wierzchołek góry lodowej, ale zgadzam się, że należy je uporządkować. Najczęsciej bulimia wiąże się z brakiem akceptacji, niskim poczuciem wartości (albo narcyzmem), chęcią udowodnienia sobie/komuś czegoś, brakiem zrozumienia ze strony nabliższych, często też poczuciem pustki i bezsensu życia (nie mylić z depresją, to inna choroba). Nie wolno mówić, że bulimię leczy się normalnym jedzeniem. To zbyt duże uproszczenie. To jakby powiedzieć osobie w anoreksji: po prostu zacznij jeść. Nie da się. Nie na dłuższą metę. Kiedyś zawsze nadejdzie moment, że jak zostaniesz bez „mentora”, pękniesz. Bo nie będzie osoby, której wczęśniej mogłas się wygadać i która cie kontrolowała.
    Metoda Anki jest świetna, bo motywuje, ale to tylko dobry początek. Całą robotę musimy odwalić same 🙂

  23. Joanna Sierpień 27, 2018 w 8:21 pm - Odpowiedz

    Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Ania przekazuje to, co wie. To co z tym zrobimy, to nasza sprawa.

  24. Joanna Sierpień 27, 2018 w 8:25 pm - Odpowiedz

    Anna, chodziło mi wyłącznie o niektóre komentarze. Nie czepiam się przecież

  25. Oleńka Sierpień 31, 2018 w 8:28 pm - Odpowiedz

    Wyszłam z bulimii i po pół roku poszłam na terapię. Tkwiąc w wilku podeszłam do tematu tak: zrobię to co na blogu – zacznę jeść więc z samego tego mój mózg zacznie znowu normalnie działać. Było cholernie, cholernie ciężko, ale wyszło. 5 posiłków dziennie zaplanowanych zjedzonych co do okruszka aż do przywiązywania się na 2h do krzesła żeby nie wyrzygać. Po miesiącu czułam się bosko, liczyłam czyste dni. Były pojedyncze wpadki. Wiatr w żagle, ale bolały mnie wspomnienia, bolało mnie sporo rzeczy. Nagle zaczęłam patrzeć realistycznie na siebie i swoje życie. Poszłam na terapię, bo taki był plan: ogarnąć bulimię a POTEM z najedzonym, działającym mózgiem zobaczyć czemu coś mnie w to popchnęło. To nie jest normalne wpaść na pomysł zjadłam to wyrzygam. I to był u mnie strzał w 10. Myślę, że dla ogarnięcia jedzenia takie mega uproszczenie działa idealnie. Dla wyjścia z tego, ale to nie rozwiązuje w pełni albo często może nie rozwiązywać problemów które nas w te chorobę pchnęły. I tu bywa (zazwyczaj) potrzebny psychiatra. Szczerze polecam po ogarnięciu jedzenia, siebie, wzięcia sterów w swoje ręce do wizyty – nawet jednej – u psychiatry do oceny waszego stanu. Niektóre mechanizmy/problemy mogą być głębokie i mogą wymagać terapii albo wy możecie czuć potrzebę pomocy w porządkowaniu sobie życia. Mi kilka tygodni dało wiele, bo poszłam w pełni sił nastawiona na pracę nad sobą. Gdybym tam była w trakcie choroby to wpadłabym w doła idąc na terapię a po niej nad kibel. Dlatego myślę że zadziałało a praca nad problemami to długa droga, którą łatwiej przejść nie koncentrując się na jedzeniu tylko na konkretnym problemie np. emocjonalnym.

Zostaw komentarz