• atak

Atak obżarstwa w trzech odsłonach

Jak zawsze inspiracją do napisania tego artykułu była rozmowa z wami. A często w niej przewija się takie pytanie; jak odróżnić atak kompulsywnego objadania się od zaspokojenia potrzeby wygłodniałego organizmu.
Hm, no ni jak. Ponieważ atak to jest zaspokojenie potrzeby wygłodniałego organizmu!
Zazwyczaj. Ale nie zawsze.

To czym jeszcze jest taki „atak”? Dlaczego powstaje?
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i wyszło na to, że mogę wyodrębnić trzy jego rodzaje; nieświadomy, świadomy i mieszany.

Nieświadomy

Występuje zazwyczaj w pierwszej fazie zaburzeń odżywiania i jest wynikiem głodzenia się. Wywołany jest przez najbardziej pierwotny instynkt przetrwania. Po prostu nasza wolna wola będąca na diecie zostaje chwilowo przejęta przez gadzi mózg – strukturę odpowiedzialną za regulacje i egzekwowanie potrzeb organizmu. To dzięki niemu nigdy nie wstrzymamy oddechu aż do uduszenia się, czy nie zarwiemy trzech nocy pod rząd. Oczywiście zawsze można postanowić sobie, że nie będziemy spać, ale w pewnym momencie padnie nam zasilanie, a my padniemy tak jak stoimy.
To samo jest z jedzeniem. Możesz postanowić, że nie będziesz jadła, ale w pewnym momencie mózg pierwotny stwierdzi że jesteś zagrożeniem sama dla siebie, „wyłączy” Ci świadomość i włączy autopilota skierowanego na jeden cel: uzupełnić kalorie. O tym mechanizmie pisałam dokładnie między innymi tutajtutaj.

Podsumowując:

– Jest to napad nagły i niespodziewany.
– Jest on praktycznie nie do uniknięcia.*
– Jest on potrzebą ciała.
– Poprzedza go głodzenie się.

*Uwaga, czym innym jest przykład anorektyczek zagładzających się na śmierć. Jest to jednak temat na inny artykuł.

Świadomy

Występuje w „dojrzałej” fazie zaburzeń odżywiania i jest niejako naszym własnym wyborem (sprzyjające warunki, wolna chata, poczucie pustki i nudy). I tutaj należy podkreślić słowo „niejako”, bo nie do końca tak jest. Jest to wybór wynikający z nałogu jedzenia, w którym jesteśmy.
Tak długo powtarzałyśmy schemat głodówka – żarcie, że w końcu nasza głowa zakwalifikowała to zachowanie jako nawyk; tak jak na przykład mycie zębów.
Skoro powtarza się to codziennie, to znaczy że jest to ważne i kluczowe do przeżycia. A więc w ramach oszczędności energii mózg czyni to automatyzmem. Szybkie przypomnienie: Gdyby nie mechanizm powstawania nawyków, Twoje życie byłoby koszmarem. Wszystko wymagałoby świadomego wysiłku, a za kółkiem samochodu, za każdym razem czułabyś się jak na pierwszej lekcji.
Świadomy „atak” nie ma nic wspólnego z byciem zagłodzoną. Jest on zaplanowany z premedytacją.
Jest mi źle – jem, jest mi dobrze – jem, nudzi mi się – jem, nikt mnie nie kocha – jem itd.
Ten właśnie schemat nawyku jest też przyczyną dla której zaburzenia odżywiania mylnie uznawane są za zaburzenia psychiczne, odreagowanie traumy, brak miłości itd. Pisałam o tym dokładnie tu.

Podsumowując:

– Jest to „atak” (piszę w cudzysłowie ponieważ ciężko nazwać świadome działanie atakiem) zaplanowany, wykonany z premedytacją.
– Można go uniknąć, ignorując myśli automatyczne nakłaniające do niego.
– Jest potrzebą uzależnionego umysł, nałogiem.
– Nie ma wiele wspólnego ze stanem naszego odżywienia.

Mieszany

Występuje w późniejszych fazach zaburzenia odżywiania. Jest wynikiem i diety i nawyku.
Dzieje się to wtedy kiedy żyjesz w przekonaniu, że powinnaś jeść 1500 – 1800 kcal, podczas gdy jesteś młoda i aktywna. Jesteś więc na ciągłym deficycie kalorycznym, który raz na czas musi zostać zaspokojony (pisałam o tym tu). Nie jest to jednak deficyt na tyle duży (przynajmniej nie po pierwszym dniu) by rzucić się na jedzenie jak zwierzę, ale wystarczająco duży, by ciągle o nim myśleć.
Schemat wygląda więc tak: Albo codziennie przejadasz się na noc i to do tego śmieciowym jedzeniem. Bardzo często w ramach pożegnania, bo od jutra dieta (tym razem magicznie się uda!). Albo wytrzymujesz cały tydzień i w weekend organizujesz sobie ucztę.
Takie „ataki” nie dzieją się na totalnym autopilocie, ale także nie są czymś, czego można uniknąć. Organizm po prostu musi zaspokoić niedobór kalorii, ale nie dzieje się to już w tak dramatyczny sposób. Często robisz to pod przykrywką „cheat day’a”, który jakoś tak przeradza się w kilka cheatdejów pod rząd, albo innej mentalnej zasłony dymnej.
Gra tu także rolę przyzwyczajenie, bo od tylu lat wchodzisz do tej cukierni po drodze z pracy, że nie wyobrażasz sobie do niej nie wejść, lub nie sięgnąć po lody, gdy jest Ci smutno.
Za stan rzeczy obwiniasz brak silnej woli, a więc ciężko dostrzec Ci prawdę – jesz za mało i jesteś w błędnym kole.

Podsumowując:
– Jest to zachowanie wynikające i z nawyku i z deficytu kalorycznego.
– Jego przebieg nie jest tak dramatyczny, uczestniczy w nim także wolna wola.
– Można odsunąć go w czasie, ale nie można uniknąć.
– Wpływa na niego stan niedożywienia.

Ja po wpadnięciu na dobre w błędne koło zaburzeń odżywiania (zajęło mi to około trzech lat) przechodziłam z trybu mieszanego w tryb świadomy. Zależy od tego czy postanawiałam „wziąć się w garść” i przejść na dietę, czy było mi wszystko jedno i jadłam jak leci.
Kiedy w końcu postanowiłam z tego wyjść i zaczęłam się ODŻYWIAĆ, ostatnim krokiem było zmierzenie się z automatycznymi, nałogowymi myślami. One pojawiały się w mojej głowie jeszcze przez długi czas, ale konsekwentnie je ignorowałam, aż… zniknęły i nie wróciły.
I skończyły się ataki wszelkiej maści, a zaczęło normalne życie.

A jak to wygląda u Ciebie? W której fazie jesteś teraz?
Co zrobisz, aby to zmienić?

2018-10-10T10:23:27+00:009 Październik, 2018|Kategoria: Kontrolowanie napadów|Tagi: , , , , |

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

51 komentarzy

  1. pola Październik 9, 2018 w 8:37 pm - Odpowiedz

    Dziękuję Aniu, bardzo potrzebny mi byl ten artykuł.

  2. Wiktoria Październik 9, 2018 w 10:25 pm - Odpowiedz

    Ja jestem w fazie świadomej i dzisiaj jest jakiś 10 dzień maratonu obżarstwa… Czuję się gorzej niż źle, fizycznie i psychicznie. Wiem, że to ja decyduję i nikt fizycznie nie prowadzi mnie na półkę ze słodyczami ani nie wpycha mi ich do ust, ale ja już nie chce się starać, jestem zmęczona… Mam ochotę zawinąć się w koc jak burito i wyć z bezsilnosci. Nie widzę sensu w niczym, czuję się skończona na całej lini, a mam dopiero (a może aż) 20 lat… :’(

    • Zuza Październik 9, 2018 w 11:57 pm - Odpowiedz

      Mam wrażenie, że czytam o sobie….Jestem w twoim wieku. Z jednej strony jeszcze tak wiele mogłoby się zmienić z drugiej patrząc na moich rówieśników czuję się nikim. Nie mam już siły, motywacji nadziei. Każdego dnia chcę zacząć na nowo, a kończy się jak zwykle..przy kasie z rękoma pełnymi słodyczy. Jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie. Życzę nam obu, żebyśmy się z tego podniosły.Trzymaj się Wiktoria, bardzo Cię Pozdrawiam.

      • Agata Październik 10, 2018 w 4:37 am - Odpowiedz

        Wika i Zuza…ja miałam dokładnie 20 lat, gdy zaczęłam przygodę z ED. Teraz mam 31! i jestem już (dopiero) w fazie zdrowienia. Zmarnowałam 11 lat na swoje głupie zapatrywanie się na tyłek XS. Teraz, gdy wszystko mi się przewartościowało, wiem, że nie warto było. Życzę Wam zdrowia kochane.

    • Kamil Październik 12, 2018 w 7:39 pm - Odpowiedz

      Wiktoria, napisz

  3. Żaneta Październik 9, 2018 w 10:30 pm - Odpowiedz

    Ja czekam na ten post o anorektyczkach, bo niesamowicie ciekawi mnie dlaczego one są w stanie przetrwać na ciągłym głodzie bez żadnych ataków obżarstwa 😉

    • Kamka Październik 10, 2018 w 1:51 pm - Odpowiedz

      Chętnie odpowiem ze swojego punktu widzenia – punktu widzenia osoby, która zmaga się z podlotami anorektycznymi. Chodzi o chorą, idiotyczną SATYSFAKCJĘ, że inni jedzą, a ja potrafię nad sobą „panować”. Że ja tu przecież rządzę, że mogę na wszystkich patrzeć z góry – oni będą grubi, a ja umiałam sobie odmówić. I to poczucie wyższości i pełnej kontroli skutecznie tłumi ataki głodu.
      Dziwne, głupie, chore. Wiem.

      Chociaż to nie jest też tak, że nie mam żadnych napadów głodu – mam, ale tłumię je wewnętrznie i zjadam TYLKO to, co sobie na dany dzień zaplanowałam (każdego wieczora mam wpisane posiłki do aplikacji na kolejny dzień). Żelazna silna wola wypracowana przez lata? Nie wiem, może. Kiedy przychodzi moment, że sobie „odpuszczam”, powiedzmy, jakieś święta, to potrafię zjeść 5-6 kawałków ciasta (oczywiście wcześniej to zaplanowałam i przez wcześniejsze dwa tygodnie jadłam mniej / ćwiczyłam więcej żeby wyjść na zero) i gdy inni są już zasłodzeni / najedzeni po 2 kawałkach, ja zupełnie nie – mogłabym zjeść jeszcze 10 kawałków, a mój wygłodniały organizm i tak by się pewnie nie nasycił. Ale nie zjadam, zaplanowałam pięć to zjadam pięć i KONIEC. Jak ciągnie, to zajmuję się czymś innym, idę zmywać/ sprzątać/ biegać i w międzyczasie spieram się wewnętrznie – „chcesz być gruba? To jedz, 10 sekund w ustach, całe życie w biodrach. Warto? Nie warto”. Tak samo jak coś mi nie smakuje – potrafię spróbować i wyrzucić cały talerz, bo nie będę tracić kalorii na coś niesmacznego. Teoria „ostatniego posiłku”, Ania kiedyś o tym pisała.

      Ale to absolutnie nie jest zdrowe podejście. Z taką pełną kontrolą żyję już dwa lata. „Żyję”. Każde wyjście na miasto, każdy nieplanowany posiłek to dla mnie ogromny stres – jak to policzyć, jak wpisać do aplikacji, jak oszacować.

  4. Firana Październik 10, 2018 w 7:13 am - Odpowiedz

    A ja MIAŁAM mieszany. Caly tydzień prawie nic nie jadłam, a w weekend czułam się jak śmietnik. Doslownie. Dojadalam po gościach, wpychała w siebie jak najszybciej i najwiecej…
    Ale dzięki czytaniu wpisów Ani jestem na etapie zdrowienia. A raczej walczenia bardziej ze swoimi myślami. Od długiego czasu jem zdrowe, w 80% nieprzetworzone produkty. Nie pomijam żadnego makroskladnika. I w sumie od tego czasu zleciały prawie 4 kg, co nie ukrywam i tak było ciężkie. Patrzysz na siebie i widzisz same negatywy, ale ostatnio ktoś tu napisał o „przytulaniu siebie” i ja się właśnie tak przytulam 😉

    Dziewczyny, nie warto żyć w tym bagnie, ja zmarnowałam jakieś 3 lata swojego życia. Bo nie miałam innego celu, niż żeby być chudsza. Nie marnujcie swojego potencjału mając całe życie przed sobą

  5. GOŚĆ Październik 10, 2018 w 3:24 pm - Odpowiedz

    Czy po osiągnięciu zdrowszej wagi (wychodząc z anoreksji) apetyt zmniejsza się/ stabilizuje?

    • Firana Październik 10, 2018 w 5:39 pm - Odpowiedz

      Tak, przechodzi

      • GOŚĆ Październik 11, 2018 w 7:16 am - Odpowiedz

        Przy jakim BMI mniej więcej?

        • Firana Październik 11, 2018 w 10:09 am - Odpowiedz

          Myśle ze nie na tym powinnaś się skupiać. Każdy organizm jest inny. A BMI nie jest najlepszym wyznacznikiem

          • GOŚĆ Październik 11, 2018 w 8:51 pm

            Wiem… a jak było u Ciebie? Bardzo potrzebuję jakiejkolwiek porady i doświadczeń

          • Firana Październik 12, 2018 w 8:42 am

            Zaczęłam jeść cztery posiłki z produktów nieprzetworzonych. Np pierwszy posiłek omlet z warzywami, drugi owsianka ze skyrem, trzeci kasza z mięsem i warzywami, czwarty tortilla z kurczakiem. Odpuściłam siłownie i zaczęłam jeździć na rowerze. Max 3 razy w tygodniu. Waga przez pierwsze trzy tygodnie pokazywała max 1,5 kg więcej. Postanowiłam nie wchodzić, tylko zrobić sobie zdjęcia sylwetki w bieliźnie – przód, tył i bok. Zmierzyłam się. Bo trzech tygodniach było mniej pod pępkiem. Woda zeszła. Jelita zaczęły normalnie funkcjonować. A ja zaczęłam normalnie chodzić do toalety i normalnie się wysypiać. Ciało zdrowieje. Teraz skupiam się na „głowie” bo myśli nie zmieniają się za pstryknięciem palca ale jest o wiele łatwiej jak ciało jest spokojniejsze

          • GOŚĆ Październik 12, 2018 w 11:34 am

            Jak to pięknie opisałaś! Dziękuję Ci bardzo.

  6. Karolina Październik 10, 2018 w 4:46 pm - Odpowiedz

    nigdy nie miałam ataków objadania; raczej po prostu zdarzało się że już nie wytrzymywałam z głodu i robiłam sobie dodatkową kanapkę, jogurt czy coś takiego – i potem tego żałowałam (tak, żałowałam że zjadłam nieplanowanie dosłownie jedną, lekką kanapkę, albo jogurt z owocami!), następnego dnia ścinanie kalorii od nowa… i po jakimś czasie znowu wracał ten niepohamowany głód. mam takie przebłyski: nie do końca wiedząc jak do tego doszło, nagle znajdowałam się w kuchni ze słoikiem masła orzechowego w dłoni, które wyjadałam łyżeczką i dosłownie nie mogłam przestać – to było trochę takie uczucie, jakby ktoś sterował moją ręką 😛
    do wszystkich mających wątpliwości – tak, to przechodzi całkowicie – i nawet dość szybko! -, gdy zacznie się normalnie odżywiać (i osiągnie odpowiednią wagę, ja np. musiałam wyjść z niedowagi).

    • asiula Październik 14, 2018 w 6:41 pm - Odpowiedz

      Cześć chciałam Cię zapytać jak wyszłaś z niedowagi ?

  7. Anianowa Październik 10, 2018 w 7:23 pm - Odpowiedz

    A ja nie wiem jaki rodzaj głodu mnie dopada, ciężko mi to zdiagnozować. Może Ania rzeczywiście ma rację i każdy rodzaj ataku jest w jakims stopniu powodowany brakiem składników odżywczych?
    po ok 10-12 dniach dużego wysiłku fizycznego (sport prawie każdego dnia) i jedzeniu średnio 1800 kcal znowu zaliczyłam dwa dni jedzenia za dużo. Wczoraj 2600 kcal a dzis 2300 (głównie ze zdrowego jedzenia). Dopiero przy takiej ilości czuję, że jestem syta i najedzona.
    O co chodzi?

    • Karolina Październik 10, 2018 w 7:44 pm - Odpowiedz

      Jak to o co chodzi ? Twój organizm nie daje rady na 1800 i tyle

  8. Anianowa Październik 10, 2018 w 7:48 pm - Odpowiedz

    Karolina, kochana, ja mam tylko 1,59 wzrostu i ważę za dużo (59 kg:/).
    Jeść więcej i ruszać się więcej?
    podzielisz się ze mną swoją radą. Jaki mogę mieć deficyt żeby chociaż troszkę schudnąć? 200, 300 kcal?

    • Karolina Październik 10, 2018 w 8:10 pm - Odpowiedz

      Nie masz nadwagi , oaza tym ciężko określić jaki masz mieć deficyt skoro jak sama mówisz jesteś aktywna a taka osoba potrzebuje więcej niż książkowe 2000 kcal dla dorosłej kobiety która czasem siedzi cały dzień przy biurku . Musisz jeść jak mówi twój organizm kiedy czujesz się najedzona , ale to tylko teoria której mi w praktyce nie da się opanować

  9. Karolina Październik 10, 2018 w 7:50 pm - Odpowiedz

    Ja mam obecnie świadomy atak obżarstwa ale hm sama nie wiem jak to sprecyzować , otarłam się o początki anoreksji później bulimia bo miałam niedowagę i byłam wygłodzona i zajechana ćwiczeniami wiec organizm się domagał a teraz ? Niby świadoma jestem wszystkiego jem dużo naprawdę a mimo to nie potrafię się najeść , cały czas myśle o jedzeniu jem nie liczę kalorii ale jest to ponad 2000-2500 kcal napewno wagę i literki mam w oczach ale nie myśle o tym bo bym zwariowała a mimo to ataki są cały czas Oczywoscie mniej natężone niż w momencie niedowagi i głodzenia się z objadaniem na przemian ale są kilka razy w tyg .. ciężko walczyć z tym , bo nie głodze się jem wszystko normalne ilości a raczej zdecydowanie większe niż „normalni ” ludzie

    • Anianowa Październik 10, 2018 w 8:13 pm - Odpowiedz

      ja mam bardzo podobnie, JEM NORMALNIE A NAWET WIĘCEJ NIŻ PRZECIĘTYNY CZŁOWIEK.
      Czy takie są skutki diet?
      że teraz muszę jeść wiecej żeby się najeść?
      czasem zjem więcej niż mój chłopak, mimo że jego zapotrzebowanie znacznie przewyższa moje.
      Karolina, jak się czujesz jedząc te swoje 2-2,5 tys kcal? nie tyjesz? przy takiej ilości dobrego pożywienia głód się stabilizuje?

      • Karolina Październik 11, 2018 w 3:34 pm - Odpowiedz

        Przytyłam do normalnej wagi czyli okolo53 kg na 164 dwa lata temu ważyłam 46 i wyglądałam jak wrak człowieka Oczywoscie gdzieś tam mi się yo podobało . Jem duZo ale tez jestem raczej aktywna osoba . Ciężko stwierdzić jaki mam bilans kaloryczny tyg skoro napady są częste wiec wiadomo kaloryka idzie w górę . tak naprawdę nie określę ile jem dokładnie dziennie ale jest to naprawdę dużo więcej niż mój narzeczony itp zdecydowanie . Niestety jedzenie jest tutaj nałogiem i o tym wiem ale najbardziej przeraza mnie ze nie potrafię tak poprostu zjeść najeść się i przejść do normalnego funkcjonowania tylko non stop o nim myśle

        • Gabakulka Październik 12, 2018 w 12:23 pm - Odpowiedz

          Bo masz jeszcze niedożywiony organizm. To normalne. Zwracaj uwagę na dobrej jakości produkty, głównie zdrowe tłuszcze – orzechy, awokado, oliwa z oliwek. To minie, ale nie wywołuj wymiotów lub nie katuj się na silowni

          • Karolina Październik 12, 2018 w 2:41 pm

            Nie katuje się na siłowni ćwiczę w domu dwa razy w tyg zazwyczaj ale mam fizyczna prace i dużo do tego chodzę . Problem w tym ze jeśli mam dzień wolny i nie jestem aktywna nie mogę zrozumieć czemu jestem głodna boje się jeść albo następuje atak . Nie potrafię odpoczywać bo wiecznie mam w głowie ze jeśli bd cały dzień odpoczywać nawet jak jestem przemęczona to poprostu nie bd mogła jeść ile chce

  10. Kochana Październik 10, 2018 w 8:04 pm - Odpowiedz

    A się tak zastanawiam co ze mną jest nie tak… Ja już jestem zdrowa, jem normalnie od jakichs dwóch lat choć żeby to osiągnąć walczyłam wcześniejsze dwa (nawet w ciąży potrafiłam prowokować wymioty i wmawiać mężowi że to poranne nudności), przez cały ten czas mimo drugiej ciąży ważę ile powinnam (wiadomo w ciąży przytyłam ale 3 miesiące po porodzie jestem i waga praktycznie jak przed ciążą). Wyglądam normalnie, umiem cieszyć się jedzeniem. A jednak czasem wciąż w głowie mam takie głupie rzeczy. Ostatnio zostałam zupełnie sama w domu, słowo daję że nie myślałam o jedzeniu, nie myślałam że się objem bo nikogo nie ma, a jednak co chwilę otwierałam lodówkę … Potem było mi tak ciężko na brzuchu i zdałam sobie sprawę że zjadłam sporo i miałam ochotę to zwymiotować. Ale udało mi się tego nie zrobić 🙂 to spory sukces bo jednak mimo naprawdę fajnego odżywiania czasem gdy zostawałam sama i zdążyli mi się przejesc to jednak prowokowalam wymioty. I mimo tych sukcesów czasem włącza mi się takie myślenie że chce się znowu głodzić i mieć anoreksję (bo moje ed zaczęło się od anoreksji a potem przeobraziło w bulimie), że chce być wychudzona i chora. Dodam że mam 25 lat a to myślenie rodem jakbym była w gimnazjum czy liceum. Na szczęście na myśleniu to pozostaje i szybko biorę się w garść

    • Firanka Październik 11, 2018 w 10:32 am - Odpowiedz

      Ile pijesz wody w ciągu dnia? Jak wyglądają u Ciebie zdrowe tłuszcze? Napisz dokładnie w jakich ilosciach

  11. Kasia Październik 11, 2018 w 11:13 am - Odpowiedz

    Ok dziewczyny. Jedzenie 2500 kcal dziennie to norma w Waszym wieku.. Mlody organizm potrzebuje paliwa. Ale Aniu, co jeśli ma się 40-stke na karku i pracę biurową? Stepper 45 min i lekka gimnastyka rano ok 20 min to cała moja aktywność.. Muszę wyjść z niedowagi ale opornie mi to wychodzi. (177cm i 55 kg). Jestem w etapie „świadomym” ale już się nie przeczyszczam, jem wszystko i kiedy jestem glodna..po prostu mam te dręczące myśli. Ciągle myślę o jedzeniu ale boję się, że przy moim trybie życia poplynę i skończę jak reszta mojej rodziny ( z kilkudziesięcioma kg nadwagi)..

  12. Gumiś Październik 11, 2018 w 8:57 pm - Odpowiedz

    U mnie to sprawa dosyć złożona – myślę, że najwięcej razy przeszłam ten świadomy, nieświadomy rzeczywiście zdarzał mi się na początku…ale i tak kończył się wymiotami. Teraz nie zdarzają mi się aż takie ataki obżarstwa – wiele razy zdarzyło się tak, że mój przełyk krwawił, ale ostatnim razem było to zbyt bolesne – i chyba wtedy to był mój taki ostatni bardzo duży atak. Teraz wygląda to tak, że mam świadomość, że jestem niedożywiona – więc stwierdzam, ze zjem ciut więcej, ale zaraz łapią mnie wyrzuty sumienia, że za dużo kalorii – i jestem rozbita, stoję na równoważni – wiem, że nie mogę wymiotować, ale wyrzuty sumienia nie dają mi spokoju.

    prawarekawgipsie.blogspot.com

  13. Kate Październik 12, 2018 w 8:18 am - Odpowiedz

    A ja mam takie pytanie czy to prawda co Ania pisze w książce „Super laska” że każdy może jeść 2000 kalorii? Bo nie mogę uwierzyć że ja mogę tyle jeść gdy nie ćwiczę.

    • Karolina Październik 12, 2018 w 8:42 am - Odpowiedz

      Przecież na każdej stronie w każdych książkach i badaniach jest podane ze dorosła zdrowa kobieta powinna jeść 2000 kcal to jest taki ogół co prawda ale zawsze podawane są takie wartości . Nie mówimy tu o redukcji masie czy czymś podobnym tylko p normalnym funkcjonowaniu

    • Wilczo Glodna Październik 12, 2018 w 9:18 am - Odpowiedz

      Ale to nie jest „tyle”. To jest całkiem normalnie. Problem jest w tym że mamy wyprane mózgi kolorowymi magazynami, które odkąd żyjemy wałkują dietę 1000- 1600. Ehhh

      • Kate Październik 12, 2018 w 9:48 am - Odpowiedz

        Czyli naprawdę mogę? I nie będę tyć?

      • gość Październik 12, 2018 w 11:36 am - Odpowiedz

        Co z osobami niższymi ? 150 cm.. też 2000 ? ;(

      • Edyta Październik 16, 2018 w 5:33 pm - Odpowiedz

        Ania jakie Ty gazety czytasz????????????
        Bo w tych co ja czytam jest tylko mowa o dietach 2500 – 3000 kalorii

    • Ewa Październik 13, 2018 w 4:37 pm - Odpowiedz

      Kate polecam zegarek z całodobowym pomiarem aktywności, tzw. smartwatch. Ja sobie sprawiłam cudeńko – Garmin Fenix z wbudowanym czujnikiem tętna, ale jest wiele tańszych a równie skutecznych, np. Tomtom czy Polar. Podobno Polar ma oprogramowanie pozwalający na najdokładniejsze, najbardziej miarodajne pomiary aktywności. Kate to cudo wyleczyło mnie skutecznie z takich chorobliwych myśli, że jem za dużo i utyję. Na szczęście nie wpadłam w anoreksję ale byłam blisko, zaczęłam drastycznie obcinać kalorie. Zegarek uczciwie i cierpliwie pokazywał mi ile kalorii spaliłam danego dnia. Czarno na białym. I wyszło że moja BMR (podstawowa przemiana materii) wynosi więcej niż ja dostarczam sobie kalorii przez cały dzień, pracując w pracy, w domu, w ogrodzie, przy zwierzętach i uprawiając sporty. Przedstawię liczby – krótko przed zakupem zegarka dostarczałam sobie 1400 kcal. Tymczasem po krótkim okresie synchronizacji zegarka z moją codzienną aktywnością wyliczył on moje BMR na 1550 kcal (mam 170 cm wzrostu i ważę obecnie 62 kg i wyglądam w sam raz), a moja całodzienna aktywność wynosi średnio 2700 – 2800 kcal. A ja chciałam ujechać na 1400…
      Każdej dziewczynie która ma taki dylemat że je za dużo polecam taki sprzęt. Aniu uważam że powinnaś wymagać posiadania takiego sprzętu od swoich podopiecznych z anoreksją.
      Pozdrawiam

      • Kate Październik 14, 2018 w 1:14 pm - Odpowiedz

        Ewo dziękuję za odpowiedź i za radę tylko problem w tym że ja mam taki zegarek (Fitbit charge 2) i mi niestety on nie pomaga bo licząc na kalkulatorach internetowych wychodzi mi że dziennie gdy nie ćwiczę powinnam jeść 1900 kcal a zegarek takiego dnia pokazuje mi ok 1700-1800 kcal. Stąd było właśnie moje pytanie czy gdy nie ćwiczę i mój ruch ogranicza się do przejścia do pracy, na uczelnię, zrobienia zakupów, chodzenia po domu to czy mogę jeść to 2000 kalorii. A tak na marginesie zastanawiam się czy te zegarki dobrze mierzą spalone kalorie bo co prawda liczą na podstawie tętna ale przecież nie uwzględniają naszego metabolizmu, zawartości mięśni w organizmie, energii zużytej na trawienie itp. Dlatego sama nie wiem ile jeść 🙁

  14. […] Poprzedni […]

    • Ewa Październik 15, 2018 w 4:48 pm - Odpowiedz

      Widzę Kate w czym problem. .. w perfekcjonizmie. Na miłość boską daruj sobie 100 kalorii w te czy we wte. To chodzi o orientacyjne spalanie, żebyś miała pojęcie że np. przy Twoim trybie życia i wadze spalasz np. 2000 – 2200 kcal a nie 1400. Nawet kalulatory on-line podadzą Ci różne wyniki. Dokładny da Ci chyba tylko pomiar u lekarza. Mój garmin też trochę niedoszacowuje, obliczył mi BMR na 1450, a u lekarza wyszło 1550. Dla mnie ważne że ok. 1500 a nie 1000 czy 1200, ani że nie 2000. Oblicz średnią i jej się trzymaj. Proponuję dietę Ani – nieptrzetworzone roślinki, jesz do syta, a zachowujesz szczupłą sylwetkę. Jak Scott Jurek, jedz i biegaj.

  15. świadoma-dziewczynka Październik 13, 2018 w 1:44 pm - Odpowiedz

    Ja wolę nieświadome, bo jestem wtedy jak w transie i nie bardzo ogarniam, co się dzieje. Świadome są NAJGORSZE, bo czuję się jak śmieć, jak gowno, jak szmata. Planuję, jaram się, zamykam w pokoju i żrę. Obrzydliwe.

  16. krysia Październik 13, 2018 w 5:01 pm - Odpowiedz

    Aniu po długiej przygodzie z Twoim blogiem chyba sobie podaruję planowany u Ciebie mentoring i cały Twój blog. Pieniążki cudem nieprzejedzone pójdą na coś innego. Po tym tutej blogu widzę że jesteś monotematyczna i nie tak naprawdę nie rozumiesz problemu bulimii. Wszystkie jej przyczyny sprowadzasz do jednej – głodzenia się. Według Ciebie wszystkie dziewczyny któe wpadły w bulimię, wpadły w nią TYLKO I WYŁĄCZNIE dlatego że jadły za mało. Kompletnie, ale to kompletnie ignorujesz inne przyczyny. Tymczasem bulimia to JEST często skutek traumy, problemów emocjonalnych i tego wszystkiego co Ty negujesz. Rzadko spotyka się kogoś kto tak spłyca problem. Wiele razy pytałam Cię na tym forum, w komentarzach, co ma zrobić dziewczyna która JE odpowiednio, która nigdy się nie odchudzała i nigdy nie nazwała siebie grubą świnią, a mimo to wpadła w bulimię. Ani razu nawet mi nie odpisałaś. Wychodzi na to że taka przyczyna bulimii Ciebie po prostu przerasta. Kłóci się z Twoją prostą złotą receptą – zacznij jeść. Przy okazji – piszesz żeby po prostu ignorować myśli o jedzeniu (tym wilczym) kiedy się pojawią. Szkoda że nie piszesz JAK to zrobić. Bo gdyby to było takie proste to po prostu każda z nas by to robiła i nie miałabyś dla kogo pisać, chyba jedynie rzeczywiście dla tych anorektyczek które żyją o liściu sałaty a potem się dziwią że pustoszą lodówkę po nocach. Właśnie – JAK nie poddać się tym myślom? JAK je ignorować kiedy się pojawią? Nie wiesz. Oczywiście że nie wiesz, bo i skąd, skoro wszystko sprowadzasz do deficytu kalorycznego. Być może masz po prostu lwią część właśnie takich przypadków. OK. Ale w takim razie Twój blog nie jest dla mnie. W takim razie tylko tracę czas czytając go i w takim razie straciłabym pieniądze gdybym je wydała na Twój mentoring. Lepiej przeznaczę je na szukanie pomocy u fachowców od mojego przypadku. Cóż, zostaje mi życzyć Ci powodzenia w wyprowadzaniu dziewczyn z anoreksji, bo typowej bulimiczce pomóc nie będziesz potrafiła. Wszystkim Twoim podopiecznym anorektyczkom życzę powrotu do normalnego jedzenia. Tryzmajcie się

    • Wilczo Glodna Październik 13, 2018 w 10:26 pm - Odpowiedz

      Jestem totalnie zaskoczona takim komentarzem, bo pisałam o tym nie raz, na przykład tu: https://wilczoglodna.pl/objawy/ Tak, jakaś trauma mogła spowodować to że zaczęłyśmy się odchudzać (tak jak na załączonym schemacie), ale żeby się z tego wyciągnąć trzeba zacząć jeść. O tym jak NAJLEPIEJ (z mojego doświadczenia i z doświadczenia moich czytelniczek) ignorować myśli pisałam nie raz także, np tu: http://wilczoglodna.pl/jak-wychowac-gadziego-bachora/ I w dziesiatkach innych artykułów – o myślach automatycznych, o nawykach itd. Zresztą pytanie „jak” jest w ogóle samo w sobie bez sensu. Co byś mi powiedziała gdybym zapytała „Jak ignorować uciążliwego sąsiada?” „Jak ignorować piosenkę w radiu, której nie lubię?” No jak? No, hmmm nie zwracać uwagi, prawda? Ale jak? Czy ktoś jest w stanie odpowiedzieć na takie pytanie?
      Co do odpowiedzi na forum to trzeba mnie oznaczyć, żebym zobaczyła. Pisze do mnie multum ludzi. Nie jestem w stanie wszystkiego przeczytać.
      A co do mentoringu, no to rany, pewnie. Ja tam się nie czuję urażona (bo chyba taki był cel podkreślenia tego kilka razy że nie przyjdziesz), że nie będę mogła Ci pomóc. Jeżeli ktoś zrobi to lepiej, taniej i szybciej, to pewnie. Życzę Ci z serca powodzenia i to wcale nie jest złośliwe czy ironiczne. Naprawdę.

      • krysia Październik 16, 2018 w 4:27 pm - Odpowiedz

        Właśnie Aniu. PisaŁAŚ. Z naciskiem na czas przeszły. Z jaką datą są te wpisy? Od dłuższego czasu śledzę bloga i widzę że to wszystko ewoluuje w kierunku sztampy. Od dobrych kilku miesięcy każdy wpis jest poświęcony dziewczynom jedzącym waciki. Jednocześnie obserwuję drugie, jeszcze groźniejsze zjawisko – stopniowo zaczynasz wszystko sprowadzać do problemu deficytu kalorii. Z ostatnich kilku miesięcy można wywnioskować że jedzenie odpowiedniej liczby kalorii rozwiąże wszystkie problemy i bulimia zniknie. A raczej anoreksja, bo tym rodzajem ED zajmujesz się najchętniej. Trudno się oprzeć wrażeniu że to jedyne przypadki ED z jakimi masz do czynienia. Być może tak jest. Być może nikt inny nie pisze do Ciebie oprócz dziewczyn jedzących waciki. Ale… czy rzeczywiście? A co z moim przypadkiem? Kolejny raz zadałam Ci pytanie – co z taką dziewczyną która się NIE odchudza a mimo to ma bulimię, i po raz kolejny nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedy ostatnio pisałaś o takich przypadkach? A kiedy o kimś kto się tylko objada ale nie wymiotuje ani nie głodzi? Czy w ogóle kiedykolwiek?
        Przedstawię Ci kilka przypadków zaburzeń łaknienia w moim otoczeniu – te osoby żyją i istnieją naprawdę. O żadnym podobnym przypadku nic nie znalazłam u Ciebie na blogu. Jakby dla Ciebie podobne przypadki nie istniały. Tymczasem ewidentnie są to przypadki ED, chociaż przyczyną żadnego nie było „kombinowanie z jedzeniem” i odchudzanie.

        1. Kuzynka. Przy wzroście 174 cm ważyła 42 kg. Rozmawiałam z nią. W domu – tresura to za mało powiedziane. Ona nie jadła wacików, nie marzyła o zdjęciach na Instagramie ani nie myślała tylko o jedzeniu. Właściwie w ogóle o nim nie myślała. Do tego stopnia że zapominała jeść. Wypłakała mi się kiedyś że nie jest w stanie nic przełknąć i że chciałaby po prostu zniknąć. Doradziłam jej wyjazd na studia na drugi koniec Polski. W ciągu pół roku przytyła 20 kilo. Teraz wygląda jak – Twoje świetne powiedzenie – milion dolarów. Odzyskała radość życia, uśmiech i wiarę w siebie. Pomagałam jej w wyfrunięciu z domu jak mogłam. A Ty? Powiedziałabyś jej że ma „normalnie jeść”? Zgodnie z zapotrzebowaniem, albo nie daj Boże – tak jak jej mówi organizm? Uważasz że jej problem tkwił w odchudzaniu?

        2. Jej młodszy brat. Poszedł w drugą stronę. Wiek 15 lat, wzrost 170 cm, waga 98 kilo. Chodzi ciągle głodny. Zwyczajnie. Nie przejdzie spokojnie koło jedzenia. Jedzeniem zajada tresurę domową. I też wyfrunie z domu jak tylko będzie mógł. O ile tylko ze swoją wagą będzie w stanie poderwać się do lotu… I co, jemu też powiesz że ma „normalnie jeść”? Albo nie daj Boże, „tak jak mu każe organizm”? Uważasz że jego problem tkwi w odchudzaniu?

        3. Otyły wujek. I w ogóle cała rodzinka otyła. Jak jeden mąż wszyscy BMI powyżej 40, tryb życia już nawet nie siedzący, ale leżący. Podstawa diety – mięso. Tłuste mięso, smalec, słonina. Do herbaty 3 łyżki cukru. Oczywiście białego. Śniadanie wujka: bochenek (tak, duży kilogramowy bochenek) białego chleba, kostka smalcu albo masła, pół kilo kaszanki lub wątrobianki. Pomarańcze jedzą raz w roku na gwiazdkę, a jabłka z sadu tylko w tłustych racuchach. W tej rodzinie nikt nie dożył emerytury. W wieku 50 – 55 lat padają pokotem jak muchy, wszyscy, co do jednego. Zawał cukrzyca rak zawał cukrzyca rak zawał cukrzyca rak. Ale w tej rodzinie nie ma problemów emocjonalnych, podejście do życia jest zdrowe, dzieci szczęśliwe, akceptują siebie takimi jakimi są, wacików nie jedzą a jeżeli w ogóle cokolwiek spędza im sen sposób to jedzenie jest ostatnią rzeczą. Po prostu to są prości ludzie, rolnicy, nie przywiązujący żadnej wagi do jedzenia, bezmyślnie kopiujący model żywienia swoich rodziców, dziadków, pradziadków i w ogóle nie mający pojęcia że można jeść inaczej. Dla nich to jest właśnie „normalne jedzenie”. A jednak… uważasz że to jest dla nich dobre? Nie uważasz że akurat w tej rodzinie przydałoby się trochę jednak policzyć kalorie i jednak zacząć przyglądać się temu co się je? I co, wujkowi też powiesz że ma „normalnie jeść”? Albo nie daj Boże „tak jak mu każe organizm”? Też uważasz że nie powinien kombinować z jedzeniem?

        4. Koleżanka którą „posądzam” o bulimię. Konkretnie byłą bulimię. Dlaczego? Dobrze znam te zachowania z autopsji. Biurko pełne ciastek których za chwilę nie ma, za to sprzątaczka wynosi worek na śmieci, pełen szeleszczących papierków. Znikanie godzinami w łazience i później charakterystyczny zapach i worki pod oczami. Nie zarabiała mało, a ciągle była bez pieniędzy. I te poharatane kostki na dłoniach… W pewnym momencie to wszystko zaczęło znikać. Koleżanka znacznie zeszczuplała, trzymała stabilną wagę. W biurku pojawiły się owoce i wegańskie zdrowe sałatki. Tyle że… osobowość jej się nie zmieniła. I ciągły brak pieniędzy jak był tak pozostał. Pojawiły się za to najpierw dziesiątki, potem setki nowych bluzek, torebek, butów. Później pojawiło się pierwsze manko w kasie, drugie, trzecie… W końcu wylali ją z pracy. Niedawno komornik wszedł jej na konto. I co, jej też każesz „normalnie jeść” i uważasz że w tym jej problem tkwi w odchudzaniu?

        5. Mój przypadek. Ofiara brutalnego gwałtu zbiorowego z pobiciem, którego efektem była niechciana ciąża, usunięta pokątnie w atmosferze nagonki na te wredne, jędzowate czarownice które miały czelność mieć plan na życie nieco inny niż poświęcenie go dla wychowywania niechcianego dziecka spłodzonego przez nieznanego ojca bandytę. Sprawcy nigdy nie zostali złapani, bo nie zgłosiłam sprawy na Policję z obawy przed wstydem. O dzieciństwa walcząca o akceptację własnej matki, próbująca ulepić własną osobowość na miarę jej niewypowiedzianych wymagań, wyklęta przez nią tylko za to że miała czelność mieć własny pomysł na życie, nieco odbiegający od wyobrażeń matki. Moja mama do dziś uważa że jak nie zje na obiad kotleta to wieczorem ją zabiorą na błyskach na OIOM, w nocy będą reanimować, a nad ranem wywiozą nogami do przodu. Na sam dźwięk słów „warzywa” i „owoce” dostaje gęsiej skórki i drgawek. Uważam że mama nie ma zdrowego podejścia do sprawy jedzenia. Traktuje je bardzo emocjonalnie. Odmówić zrobionego przez nią kotleta to gorzej niż pożreć żywcem oboje jej rodziców. Do dzisiaj tak jest chociaż od lat jestem weganką, służy mi to i ona o tym wie. Moi rodzice nie wiedzą o gwałcie. Tylko mój mąż o nim wie, ale tak jakby bagatelizował sprawę. Męża też nie mam takiego jak masz szczęście mieć Ty swojego Belga ze zdroworozsądkowym podejściem do życia. Mój mąż jest apodyktycznym neurotykiem, wybuchającym złością z byle powodu i bez powodu, przy czym często ta sama rzecz, to samo zachowanie, raz go zadowala, a raz złości. Wracając do domu nigdy nie wiem o co wybuchnie awantura i w jakim będzie humorze. Ogólnie – panowanie nad emocjami -10. Odejść od niego nie mam jak bo niechybnie upomniałby się o te 100 tysięcy które wyłożył żeby spłacić moje długi powstałe z bulimii wyjście z której mi w znacznym stopniu utrudnia.
        Miałam mnóstwo pięknych pasji, które mnie prowadziły przez życie aż do niemal pełnoletniości, kiedy doznałam na treningu kontuzji i krótko potem padłam ofiarą tego gwałtu. Z kontuzji się wychodzi, ale zdałoby się duchowe nawet tylko wsparcie najbliższych. Ale od najbliższych, szczególnie od matki i jej koleżanek codziennie słyszałam że „mają nadzieję” że już nigdy nie wrócę do sportu. Czytaj: mamy nadzieję że już nigdy nie będziesz robić tego co kochasz i co cię uskrzydla. Czytaj: mamy nadzieję że już nigdy nie zaznasz szczęścia. Zrównasz się do naszego poziomu, tłustych, chorych, niezadowolonych z życia matron. Matka zawsze pakowała we mnie na siłę mięso, którego ja nigdy nie znosiłam. W szpitalu niestety musiałam je jeść bo nie było nic innego. Rodzice nie przywozili mi owoców z obawy „żeby się nie zepsuły”. Za to góra słodyczy za którymi nigdy nie przepadałam, rosła z każdą ich wizytą. Mamusia widząc salowe roznoszące posiłki, z satysfakcją konkludowała: „no teraz wreszcie zaczniesz jeść normalnie”. Któregoś dnia jak pojechali, po prostu zjadłam te wszystkie słodycze. Jakbym chciała żeby coś zniknęło. Czułam że coś sprzątam w ten sposób. Coś oczyszczam. Potem poszłam do kibla i wszystko zwróciłam. Poczułam niesamowitą ulgę i spokój. Potem regularnie czyściłam szpitalny kiosk ze słodyczy. Potem straciłam nad tym kontrolę. Mam za sobą kilka prób samobójczych, zajęcie konta przez komornika, grzebanie za jedzeniem w śmietnikach. Przeszłam kilka psychoterapii, poznałam najciemniejsze i najjaśniejsze zakamarki swojej duszy. Trochę to pomogło, ale zostały ścieżki neuronowe – złe nawyki. Ale przez cały ten czas nigdy nie myślałam że jestem za gruba i muszę schudnąć. I co, też mi powiesz że mam po prostu „jeść normalnie” a wszystkie problemy same znikną? Też mi powiesz że gdybym nie zaczęła „kombinować z jedzeniem” to bym nie zachorowała? To najpierw wskaż mi w którym momencie zaczęłam „kombinować z jedzeniem”.
        Odnośnie tego co tak wyśmiewasz i czemu zaprzeczasz, że bulimia jest tylko efektem diety i gdyby dana delikwentka nie zaczęła „kombinować z jedzeniem” to by nie zachorowała, to pomyśl, przypomnij sobie – czy w normalnych, ale takich naprawdę normalnych rodzinach, zdrowych emocjonalnie, czy tak dziewczyny chorują na zaburzenia odżywiania? Naprawdę uważasz że dziewczyny które jedzą waciki są zdrowe emocjonalnie, wszystko z nimi w porządku, tylko niepotrzebnie się odchudzają? Bo mi się wydaje że nie. I jeśli nawet taką dziewczynę namówisz na „normalne” jedzenie ale nie dodasz jej że przede wszystkim musi posprzątać w głowie, i w tej głowie pozostanie bałagan, to on kiedyś i tak wylezie i rozleje się smrodem, jeśli nie w nawrocie jedzenia wacików, to w czymkolwiek innym. W alkoholu, w hazardzie, w seksoholizmie, narkotykach. Bo tak jak organizm upomni się o kalorie, tak samo upomni się o ujście dla emocji. I potem będzie wielkie zdziwienie. Bo wszelkie zaburzenia, w tym ED, zaczynają się w głowie. Od nierozwiązanych problemów i nieuporządkowanych emocji. A odchudzanie jest rozpaczliwą próbą poradzenia sobie z nimi. Jest skutkiem problemów a nie ich przyczyną. Dziewczyny zdrowe emocjonalnie nie chorują na ED. Owszem, chudną, tyją, mają jo-jo. Ale szkopuł tkwi w tym że im to nigdy nie spędza snu z powiek, nie staje się naczelnym priorytetem w życiu, a ich świat nie kończy się na jedzeniu. A jeżeli ktoś je waciki, albo pustoszy wszystkie sklepy w okolicy, o czym dawno nie pisałaś, to musi mieć jakiś problem. I na pewno nie jest nim dieta. Dziwne, że niby tyle książek przeczytałaś, a jakby ten temat u Ciebie nie istniał. Szczególnie ostatnio.
        I jeszcze jedno na koniec – sprzeczność w Twoich wywodach. Z jednej strony każesz wyliczyć sobie z kalkulatora zapotrzebowanie energetyczne i jeść zgodnie z nim. Ale jednocześnie nalegasz aby nie liczyć kalorii, nie ważyć porcji. To w takim razie bądź łaskawa objaśnić jak w takim razie ocenić czy ilość jedzenia spożytego w ciągu dnia jest zgodna z zapotrzebowaniem? Na oko? Na węch? Na słuch? Pewnie powiesz żeby „wsłuchać się w organizm”. A czy Ty nie rozumiesz znaczenia terminu „zaburzenia łaknienia”? Przecież cały nasz problem z łaknieniem polega wszak właśnie na tym że organizm wysyła nam BŁĘDNE sygnały odnośnie głodu i sytości i dlatego chorujemy na ED. Ja rozumiem że należy właśnie to zrobić – nauczyć się słuchać organizmu. Ale on też musi się nauczyć wysyłać właściwe sygnały. To wszystko wymaga czasu. Mnóstwa czasu. Myślę że więcej niż miesiąc który Ty obiecujesz. A zanim to nastąpi, musimy liczyć kalorie. Przynajmniej na początku. Bo inaczej nasz organizm nigdy nie nauczy się ile to jest „porcja” i „zgodnie z zapotrzebowaniem”. I myślę że czasem nawet lepiej odkroić ten plasterek marchewki żeby się kalorie zgadzały, jeżeli tylko to miałoby mnie uchronić przed zwolnieniem hamulców. Przy założeniu oczywiście że dzienna porcja rzeczywiście jest zgodna z zapotrzebowaniem, a nie stanowi jego połowy albo jednej trzeciej. Z czasem organizm nauczy się ile to jest „zgodnie z zapotrzebowaniem” i zacznie wysyłać właściwe sygnały, i stopniowo przestaniemy liczyć kalorie, bazując na wzrokowej ocenie wielkości porcji.

        OK. Wylałam Ci wszystko co mi leżało na sercu. Obecnie robię gruntowne porządki ale w głowie nie w diecie. I dopiero teraz powoli to jakoś idzie.
        Postaraj się pamiętać że normalne jedzenie jest warunkiem koniecznym do wyjścia z ED, ale absolutnie niewystarczającym. Przede wszystkim trzeba posprzątać w głowie. Jeśli się tego nie zrobi to normalne jedzenie nic nie da. Emocje znajdą ujście inna drogą, może znacznie gorszą. I wtedy będzie wielkie zdziwienie.
        Pozdrawiam

        • Wilczo Glodna Październik 16, 2018 w 7:36 pm - Odpowiedz

          Kochana, ale ja o tym wszystkim piszę, na Boga. Zresztą jakie waciki??? Aż weszłam na swojego własnego bloga, czy ja piszę o jakiś wacikach i na pierwszych dwóch stronach: post o motywacji, post o dbaniu o siebie, o dawaniu miłości, post o myśleniu magicznym, post o normalnym podejściu do jedzenia, relacja Karo z miesiąca bez wilka… Naprawdę tak jak zawsze. Przepraszam, jeżeli moje rady do Ciebie nie trafiają. Tak jak piszę w najnowszym poście – czas widocznie poszukać kogoś kto Ci pomoże i nie wchodzić tutaj, skoro wywołuję w Tobie taką frustrację. I mówię to zupełnie bez cynizmu. Szukaj własnej drogi, słońce i wyciągaj się z tego.

    • Maja Październik 13, 2018 w 10:49 pm - Odpowiedz

      Mam dokładnie takie same odczucia jak Ty. Niestety, ale od pewnego czasu mam wrażenie jakby wszystkie wpisy Ani kierowane były do dziewczyn, które cały czas są na głodówkowych dietach, a ich napady ograniczają się do weekendowego napadu na lodówkę.Do dziewczyn, których waga jest w normie, ale boją się przytyć kiedy zaczną jeść normalnie.. Nigdy się nie odchudzałam. Zaczęłam zajadać stres związany z fatalną atmosferą w domu rodzinnym… Nie miałam przyjaciół. Wychodziłam z domu, kupowałam słodycze i pomagało, niestety tylko na chwilę. Jadłam więcej i więcej. Zaczęłam nie mieścić się w ciuchy, a że w domu się nie przelewało i nie miałam pieniędzy na nic nowego, zaczęłam stosować środki przeczyszczające. I tak trwa to już kilka ładnych lat. Nigdy się nie głodziłam. Nie wiem jak odgonić raz na zawsze te myśli żeby się objeść. Wiem, że to stało się moim nałogiem, ale mam poczucie, że to w cale nie chodzi o jedzenie, a raczej o powód dla którego zaczęłam to robić…szkoda,że nie ma tutaj na blogu żadnych wpisów na temat innych przyczyn objadania się niż tylko jedzenie za mało.

      • Wilczo Glodna Październik 14, 2018 w 9:20 pm - Odpowiedz

        Kochana, no nie jestem niestety alfą i omegą i widocznie w tym przypadku nie pomogę, skoro jest to zupełnie inny przypadek niż wszystkie opisane na blogu. Ja nie mam uniwersalenj recepty na bulimie dla absolutnie wszystkich. Ja mam SUBIEKTYWNĄ receptę. Zadziałała ona na 99999 osób, ale na tą jedną nie zadziała. Wtedy trzeba szukać dalej.

  17. Edyta P Październik 14, 2018 w 11:38 am - Odpowiedz

    dziewczyny co Wy w ogóle piszecie?nie przeczytałyście widocznie reszty artykułów i wyciągacie wnioski tylko na podstawie jednego??nie rozumiem.Nie musicie się zgadzać ze wszystkim co pisze Ania,bo każdy ma prawo mieć swoje zdanie ale też nikt Was nie zmusza do śledzenia bloga.Mi osobiście to bardzo pomaga i leczy.Przeczytajcie słowo w słowo inne artykuły to będziecie wiedzieć,że nie tylko do głodzenia Ania sprowadza nasze problemy z jedzeniem.Powodzenia,każda z nas niech się ratuje na swój sposób,ale bądźcie sprawiedliwe;*

    • Wilczo Glodna Październik 14, 2018 w 9:15 pm - Odpowiedz

      Dziękuję kochana :*

  18. Justyna Październik 16, 2018 w 8:04 am - Odpowiedz

    Mieszany… staram sobie z tym poradzić, ale tak jak w przykładzie. Przychodzi piątek/sobota i puszczają hamulce, no przecież należy się po całym tygodniu czystej diety yhhh…

    • Wilczo Glodna Październik 16, 2018 w 8:42 am - Odpowiedz

      Kochana, to nie trzymaj żadnej głupiej czystej diety. Po prostu.

Zostaw komentarz