Uzależnienie od jedzenia to najgorsze uzależnienie na świecie!
Gdybym była palaczką, pijaczką czy nawet narkomanką, sprawa byłaby o wiele prostsza – odstawiłabym i już.
Bo bez tych substancji można przecież żyć.
Oczywiście, pierwsze dni, tygodnie czy nawet miesiące, to męczarnia. No ale potem jest z górki.
A jak żyć bez jedzenia? Przecież to niemożliwe!
A więc jestem do końca życia skazana na mękę abstynencji?
Już do ostatnich moich dni będę musiała ograniczać się i męczyć?
Ja nie chcę takiego życia!

Często dajecie wyraz tym obawom w listach, czy na forum.
Doskonale to rozumiem. Sama miałam je jeszcze niedawno.
Uważałam, że aby być zdrową, moje życie musi upłynąć bez grama słodyczy, czy chleba.

Z bólem pogodziłam się z tym, że będę musiała już zawsze planować posiłki i pilnować ich pór.
Każde wyjście ze znajomymi, będzie logistycznym przedsięwzięciem, a każde „Może masz ochotę na…” będę musiała zbywać wystudiowanym, asertywnym: Nie dziękuję.
Bo przecież jestem uzależniona od jedzenia.

Na szczęście, okazało się, że grubo się myliłam, do czego przyznaję się bez bicia.
(Możecie więc odetchnąć z ulgą)
Dlaczego?
Pomyliłam dwie kluczowe sprawy.

Myślałam, że jestem uzależniona od jedzenia, podczas gdy byłam uzależniona od jedzenia kompulsywnego.

A bez niego można przecież żyć!

Kiedy to zrozumiałam spadł mi kamień z serca.
Nie muszę „rzucać” jedzenia, tak samo jak rzuciłam fajki. Nie muszę obwarowywać się nakazami i zakazami do końca moich dni. Jedzenie jest zupełnie OK!
Muszę tylko przestać jeść kompulsywnie i wszystko będzie dobrze.

A czym różni się jedno od drugiego?

Jedzenie to zaspakajanie naszych podstawowych funkcji biologicznych sygnalizowanych przez głód.
To jedna z najbardziej podstawowych czynności, jaką wykonuje każdy żywy organizm.

Jedzenie kompulsywne zaś, to NAŁÓG.
To jedzenie dla samego jedzenia – zabijanie w ten sposób nudy, dyskomfortu spowodowanego przygnębieniem, poczuciem osamotnienia i innymi czynnikami.
Kompulsywnie potrafią jeść tylko ludzie. Jest to związane z aktywnością naszej kory mózgowej, o czym już pisałam w serii artykułów o Gadzim mózgu.

Widzisz już różnicę?

Kompulsywne jedzenie, w odróżnieniu do jedzenia po prostu, nie jest ci do niczego potrzebne! I dlatego możesz spokojnie go zaprzestać.
Oczywiście, nie mówię, że stanie się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, o czym też pisałam.
Jednak jest to jak najbardziej możliwe.

Więc gdy pytasz mnie retorycznie: To ja mam żyć BEZ jedzenia?
Całkiem poważnie odpowiem Ci: Tak.
Bez jedzenia kompulsywnego.