Nie da się policzyć, ile razy czytałam już coś takiego: Nie jestem w stanie wytrwać na diecie, jestem więc:
– mało konsekwentna,
– leniwa,
– beznadziejna,
– inna niż wszyscy, których owa dieta odchudziła,
– niezdyscyplinowana,
– tylko bym żarła, co za wstyd.

I słyszę to nawet od stałych czytelniczek, które już niby wiedzą, jak działa mechanizm dietowania i jojowania i że to nigdy nie zadziała.

Tak bardzo wryte mamy w mózg przekonanie, że jak nie dajemy rady WYTRZYMAĆ na diecie, to znaczy, że Z NAMI jest coś nie tak, a nie z dietą. A przecież już samo to słowo o czymś świadczy, prawda? Bo czy musisz „wytrzymywać” na czymś, co jest naturalne? Jak prześpisz w nocy 8 godzin, to czy musisz wytrwać, żeby nie uderzyć w kimę w pracy przed komputerem? Nie, bo w ogóle o tym nie myślisz. Nie ma tego na Twoim radarze. Tak samo jest z jedzeniem i każdą inną potrzebą fizjologiczną; kiedy ją po prostu zaspokajasz, nie musisz niczego wytrzymywać.

Dieta zaś to tymczasowy, nienaturalny stan, który trzeba przetrwać, by… no właśnie co? Schudnąć? Nie! A co? Spowolnić metabolizm, wprowadzić organizm w stan paniki i w efekcie rzucić się na jedzenie jak wygłodniały zwierz.
A jak tak zrobimy, to jak się czujemy? Jak ostatnie gówno. I winimy za to siebie, podczas gdy w rzeczywistości nie jest to nasza wina.

Wyciągamy więc bardzo konkretne wnioski o sobie, na podstawie czegoś, co w swojej esencji zaprojektowane jest tak, aby nie mogło się udać. I to bez względu na to, jak bardzo jesteśmy zdeterminowane czy pełne entuzjazmu. To zatruty owoc, który wyrósł z ziarna porażki i porażka będzie jego ostatecznym rezultatem.

To trochę tak, jakby porównywać się do pani z reklamy, która potrafi ogarnąć dzieci, posprzątać, ugotować obiad, zrobić karierę i jeszcze wyglądać przy tym jakby cały dzień tylko leżała, najlepiej u kosmetyczki. Sorry, ale nigdy taka nie będziesz. I to nie dlatego, że czegoś Ci brakuje, ale dlatego że tak się nie da. To nierealne – tak jak nierealna jest dieta.

Dieta Dukana, kapuściana, baletnicy, kopenhaska, South Beach, low carb, paleo, IF, Dąbrowska, 1600 i ostatnio darmowe diety od NFZ. (Czy ktoś widział to cudo?)
Wszystko wrzucam do jednego wora z napisem „Trzymać się z daleka”.
A jak się za nią, nie daj Boże, skusisz i padniesz po kilku dniach czy tygodniach (bo padniesz), przypomnij sobie jeszcze raz to zdanie: to dieta jest do dupy, a nie Ty.

Pomyśl tylko, dlaczego mamy takie zatrzęsienie wszelkich sposobów odchudzania?
Bo żaden z nich na dłuższą metę nie działa. Tak, dobrze czytasz: ŻADEN – NIE DZIAŁA. Gdyby było inaczej, to kurde, ktoś by już dawno odkrył coś, co przynosi TRWAŁE rezultaty, prawda?
Wtedy wszyscy, co mają schudnąć, zrobiliby to raz dwa, a przemysł dietetyczny załamałby się w przeciągu pół roku. Tak jednak się nie stało i nigdy nie stanie. (No chyba, że zmądrzejemy).

Zresztą statystyki są nieubłagane. Z badań wynika, że prawie wszystkie restrykcyjne diety kończą się – w przeciągu maksymalnie dwóch lat – powrotem do starej lub wyższej wagi. W każdej naukowej książce na temat odchudzania (a przeczytałam ich sporo) pojawia się taki właśnie wniosek.
Po prostu sposób tracenia masy ciała oparty na restrykcji zawsze będzie powodował odwrotnie proporcjonalną reakcję naszego ciała. Tak jak pisałam tu. Praw natury nie oszukasz.
Dowód? Rozejrzyj się dookoła. Od kiedy odchudzacie się wszystkie w biurze? Czyżby nie od zarania dziejów? I co? To samo…

Przestań więc winić siebie i oceniać swój charakter na podstawie kryterium „czy jestem w stanie wytrzymać na diecie”. Nie, nie jesteś. Posłuchaj mnie teraz i zaoszczędź sobie pół, a nawet i całe życie.
Naprawdę nie jesteś beznadziejna. Wręcz przeciwnie; Twoje ciało jest mądre i nie pozwoli Ci się zagłodzić samym białkiem, tłuszczem czy ogólnym brakiem kalorii.
To dieta jest beznadziejna – bez-nadziei na powodzenie.

*

Chcesz skończyć z życiem na dietach i w zaburzeniach odżywiania? To jest możliwe. Pozwól, że Ci pomogę i poprowadzę do wyjścia, które znalazłam kiedyś dla siebie, a potem dla setek (!) podopiecznych. Ogłaszam nabór na mój mentoring na miesiąc wrzesień. Jeżeli jesteś zainteresowana napisz do mnie na wilczoglodna@gmail.com i dowiedz się jakie są warunki wzięcia udziału w nim.  To inwestycja warta dokonania. Naprawdę.