W poprzednim poście zaproponowałam, że w ramach mojego prezentu urodzinowego dla Ciebie, przeanalizuję Twój jadłospis.
Przyszło ponad 300 maili. Połowę urodzin spędziłam więc nad kompem, a potem jeszcze dwa pełne dni tylko na samym odpisywaniu. Uwielbiam! (Ale serio mówię, blog to moja największa pasja.)
Pragnę podziękować tutaj za zaufanie, ciepłe słowa i masę inspiracji na kolejne artykuły.
Na przykład na ten, który teraz czytasz.

Dobra, to do rzeczy. Jakie błędy popełniasz w swoim żywieniu zdrowiejącej Wilczycy?

Jesz:

1. Za mało

Tym punktem, nikt, kto wnikliwie czytał mojego bloga, nie jest zaskoczony.
Jeżeli jesz ZA MAŁO, Twoje ciało szuka sposobu na to, by dostarczyć sobie brakujących kalorii. Wysyła Ci desperackie sygnały głodu; od burczenia w brzuchu do omdleń włącznie. Jeżeli ciągle je ignorujesz, Twój gadzi mózg, troszczący się o przetrwanie organizmu (pamiętaj, to nie jest Twój wróg), odcina Ci świadomość i sprawia że rzucasz się na jedzenie.
Tylko niestety, w większości przypadków, są to słodycze. Dlaczego? Szybko przyswajalny cukier prosty i tłuszcz to towar najbardziej deficytowy i pożądany przez Twoje osłabione i głodne ciało. Organizm wie że taka dawka kalorii szybko postawi Cię na nogi.

I tutaj ważna kwestia: Ty jesz za mało tylko TEORETYCZNIE, oficjalnie, na papierze. W rzeczywistości konsumujesz tysiące kalorii! Nawet jeżeli zwymiotujesz, czy przeczyścisz się w inny sposób, większość kalorii i tak w Tobie zostanie. (Pamiętasz? Każdy atak bulimiczny jest jak wypicie dużego kubka miodu, który zostaje w ciele. Przeczytaj o tym tu: Czy warto się przeczyszczać?)
A więc myślisz że jesz dziennie te swoje śmieszne 1600, podczas gdy w rzeczywistości jesz, na przykład, 3000 kcal.
A potem szok i niedowierzanie, że nie mieścisz się w spodnie.

Jedz więcej w sferze „legalnej”, a unikniesz ataku. Zamiast pochłonąć 3000 kcal w słodyczach, zjedz tyle ile potrzebuje Twoje ciało, czyli powiedzmy 2100 kcal. To o 900 kcal mniej. A co się dzieje, jak zaczyna się jeść o 900 kcal mniej? Tak, waga spada! (No chyba, że nie ma już z czego)

Ja dzięki tej zależności, schudłam po wyjściu z bulimii, o dwa rozmiary.

 

2. Za mało węgli/tłuszczy

Z moich obserwacji wynika, że około 75% Wilczyc boi się węgli (raczej młodsze pokolenie, gdzie zaczęło się mówić o low carb i innych cudach), a 25% unika tłuszczy (dziewczyny starsze, którym wmawiano,  że tłuszcz tuczy i że trzeba jeść wszystko light). Ja należałam do tych tłuszczowych.

I to i to jest totalną bzdurą. Trzeba dostarczać sobie wszystkich składników odżywczych, żeby się od-żywić. To logiczne, prawda?
Jak masz mieć energię do działania, jak masz się skupić i wyprodukować serotoninę, skoro nie jesz węglowodanów?
Jak masz czuć sytość i metabolizować witaminy, skoro nie jesz tłuszczy?
No ni jak.

I znowu; organizm nie pomyśli sobie któregoś dnia: Nooo dobra, niech będzie; nie jem węgli. Pal to licho. Będzie się ich domagał do skutku. A skutkiem będzie wrąbanie całej paczki ciastek i zagryzieniem czekoladą.

3. Za monotonnie

Tutaj wychodzi nasz czysty strach – trzymanie się tylko bezpiecznych produktów, jednego źródła białka, jednego typu śniadania, jednego scenariusza powtarzanego w kółko, w nadziei, że tym razem się „uda”.
Nie, nic się nie „uda”. Ciało nie potrzebuje „bezpieczeństwa”, ale różnorodności.
Inaczej skończysz niedożywiona. A niedożywiony organizm to taki który rozgląda się za jedzeniem non stop.
A ten kto się rozgląda, prędzej czy później coś znajdzie… Omnomnom

4. Brak drugiego śniadania

O tym pisałam dawno temu w poście Największy błąd – traktowanie II śniadania jak przekąski i jedzenie jabłka (banana/ jogurtu).
W efekcie od śniadania o 7.00 do obiadu o 14 masz 7 godzin kalorycznej DZIURY.
I wpadasz w nią każdego dnia jak w pułapkę.

Poranne posiłki są najważniejsze! To one rozkręcą Twój metabolizm, zapewnią Twoje ciało, że dieta się skończyła, jedzenie przychodzi regularnie i że nie ma się co na nie rzucać. To one dadzą Ci także energię na cały dzień i co najważniejsze (dla wilczycy): nie tuczą!
Zdążą się spalić w trakcie nadchodzących godzin, nawet jeżeli nie będziesz super aktywna, oraz UCHRONIĄ CIĘ PRZED NAPADEM WIECZOREM.
Ciało nie jest głupie. Nie będzie domagać się pod koniec dnia czegoś, co dostało już na jego początku.

Proszę, przekonaj się na własnej skórze, że to tak działa. To jest po prostu jest magia! Przez lata odczuwałaś wieczorny pociąg do słodkiego, podczas gdy już od pierwszego dnia stosowania tej „metody” stwierdzasz, że tak właściwie… to nie masz na to ochoty.

5. Za idealnie

Znowu nasze stare, dobre myślenie czarno-białe. „Jeżeli coś już wkładam do ust swych, to musi  być to strawa absolutnie perfekcyjna. Jeżeli tak nie będzie, to wszystko przepadło i równie dobrze można się objeść”.
To okropne, niebezpieczne, głupie myślenie. To ono trzyma nas często w błędnym kole przez lata.
Zrozum, jesteś normalnym człowiekiem i możesz czasami złapać w biegu drożdżówkę, możesz zjeść loda, czy poczęstować się ciastkiem na urodzinach koleżanki.
Daj sobie odetchnąć, zjedz coś na stołówce, jeżeli nie masz czasu. I niech to będą nawet pierogi! Wyluzuj, życie jest pełne niespodzianek i nie da się wszystkiego zaplanować.

*

A Ty jakie błędy popełniasz? Co jest Twoim największym absurdem?

Na koniec chcę zaapelować do Ciebie: Jeżeli możesz, odpowiadaj na komentarze innych Wilczyc. Ja już powoli nie jestem w stanie tego robić. Nawet jeżeli nie przychodzi 300 maili jednego dnia, to jest ich znacznie więcej niż na przykład rok temu. Bardzo chciałabym odpowiedzieć każdemu, ale staje się to niestety niewykonalne czasowo.
Proszę więc, zatroszczmy się też o siebie nawzajem.
Dzięki!