Cheat- funckin’- meal

Oj nie spodoba wam się ten post.

Cheat meal, to jakby ktoś jeszcze  nie wiedział, nadprogramowy, zazwyczaj śmieciowy, posiłek w jadłospisie jedzących ultra zdrowo. Jest to swoista nagroda, odstępstwo od ciężkiego reżimu dla trenujących atletów – zwłaszcza kulturystów będących na długiej redukcji.
Daje mentalne wytchnienie i przypomina zainteresowanemu, że jest człowiekiem,a nie maszyną. W związku z tym czasem możne zjeść pizzę, albo ciacho z kremem, nie wypadając z rytmu ćwiczeń.
Taki posiłek to świadomie zaplanowana część jego diety.

Czasami mamy do czynienie też z cheat day, czyli oszukiwaniem przez cały dzień. Bo cheat to właśnie „oszukiwać”.
No właśnie, i tu dochodzimy do istoty sprawy.
Czy Wilczyca może robić sobie cheat meal’e i cheat day’e?

A to już zależy, kogo chce oszukać.

Przypadek pierwszy: Swój organizm, chorobę i mechanizmy wyzwalające ją.
Tutaj z góry informuję, że ich podatność na takie fikuśne zabiegi, jest zerowa. One zawsze działają tak samo: zapalniki będą zapalnikami, choroba chorobą, a ty zareagujesz w ten sam sposób.
Pamiętasz jak porównywałam zapalnik do granatu ręcznego? Odbezpieczony granat ręczny wybuchnie zawsze. Nawet jeśli pomalujesz go na różowo.

Przypadek drugi: Siebie samą.
Aaaa, to zupełnie inna sprawa. Jeżeli chcesz się sama oszukać, to właśnie znalazłaś ku temu wspaniałe narzędzie.
Cheat meal, brzmi tak profesjonalnie i niewinne zarazem. Wręcz sugeruje, że do tej pory nieźle narobiłaś się na siłowni. A może nawet dzwonią ci już w uszach medale miss bikini?
To przecież nie łamanie swoich własnych zasad, to stawanie w jednym szeregu z największymi znakomitościami instagramowych fitneserek!
One co jakiś czas publikują zdjęcia niewyobrażalnie kalorycznych deserów, w które wbijają swoje białe, odsłonięte w uśmiechu zęby.
Więc ty też możesz.
Lewandowska przyzwala.

Jeżeli ktoś, kto wie o twojej chorobie, złapie cię wtedy za rękę i zapyta z niepokojem, co się zmieniło, że nagle jesz swoje zapalniki, ty tylko wzruszysz ramionami i odpowiesz:
„Ach, dzisiaj wypada mój cheat day.” 
Znowu.

No pewnie, pewnie.

Jest tylko jedna różnica: Lewandowska nie ma Wilka i nie wyląduje po tym skulona w kiblu, po czym nie wpadnie w ciąg obżarstwa na cały tydzień. Chodakowska nie rzuci się na łóżko, płacząc że wszystko jest bez sensu. Mel B nie będzie nazywać siebie w myślach grubą świnią.

Ty będziesz.

Możesz oszukać cały świat i wszystkich dookoła: rodzinę, przyjaciół, trenera, partnera.
Nawet panią w sklepie. „Dzisiaj przychodzą do nas goście”
Lecz swojej choroby nie oszukasz.
Prawda jest twarda, niezmienna i głucha na pięknie brzmiące angielskie słówka.

Ale to, czy zechcesz ją zauważyć, zależy tylko od ciebie.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2016-07-18T13:53:36+00:00 16 Styczeń, 2016|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , , , , , , , |

32 komentarze

  1. pix Styczeń 16, 2016 w 11:44 am - Odpowiedz

    Mi się podoba.
    Ostatnio na grupie zdania są różne, mam mętlik w głowie…

    • Wilczo Głodna Styczeń 16, 2016 w 1:16 pm - Odpowiedz

      Kochana, jeżeli masz mętlik w głowie, to proponuje posłuchać mnie. Po porady na temat samochodu idziemy do mechanika, a po porady podatkowe, do księgowej. Nigdy odwrotnie. 😉

  2. Maria Styczeń 16, 2016 w 12:51 pm - Odpowiedz

    Jeszcze żaden mój cheat meal nie skończył się dobrze.

  3. Maryśka Styczeń 16, 2016 w 12:51 pm - Odpowiedz

    Moim zdaniem stanowisko jest tylko jedno – nie ma opcji!! Tez przetestowaclam na sobie – zawsze sie komczy tak samo. Dlatego mysle ze tal ważna jest celebracja codziennych posilkow bo mamy poczucie satysfakcji kazdego dnia???? jesli juz trzeba to niech bedzie to cos z listy tych naszych deserów..tych bezpiecznych

  4. Wilczo Głodna Styczeń 16, 2016 w 1:14 pm - Odpowiedz

    dokładnie tak!

  5. Fela Styczeń 16, 2016 w 2:23 pm - Odpowiedz

    Ogromnie się cieszę, że Cię znalazłam.
    Po kilkunastu latach pogoniłam wilka do lasu, co nie znaczy, że nie próbuje wychylać on swojego wściekłego pyska spomiędzy drzew. Uzależnionym jest się do końca życia i tak samo jak alkoholik nie może sobie pozwolić bez konsekwencji na żaden „cheat drink” tak samo my nie możemy pozwolić sobie na cheat meal. O czym się po raz 2342354 przekonałam wczoraj wieczorem (apropo wilka łypiącego spomiędzy drzew) po zjedzeniu garstki smażonych, mega solonych orzeszków. Nie – nie rzuciłam się na resztę szafek kuchennych ani nie biegłam do wc w wiadomym celu ale dziś rano w amoku próbowałam wbić się w najmniejsze dżinsy aby sprawdzić, jak bardzo „się upasłam”.

    • Wilczo Głodna Styczeń 18, 2016 w 7:57 am - Odpowiedz

      Prawda, sama prawda.
      „cheat drink” – zajebiste, notuję na przyszłość :*

  6. Ciociac Styczeń 16, 2016 w 2:33 pm - Odpowiedz

    Ja sobie robie cheat day raz w miesiącu, ale nie tyle ze jem jak świnia tylko pozwalam sobie na gluten którego na co dzien unikam. Zjadam bułkę z masłem, wypijam piwo i wciagam jakaś pizzę/tortillę/pyzy na obiad na co nie moge sobie pozwolić przez cały miesiąc. Nie mam po tym pretensji do siebie, zjadam tyle samo co w każdy inny dzien tylko z innymi składnikami. Cieszę sie każdym kęsem i pod koniec dnia mam pełny brzuszek i zaparcie przez problem z trawieniem glutenu. Dlatego nie ciągnie mnie do tego za często. Chociaz kiedyś walczyłam z wilkiem, dzisiaj na tyle go oswoiłam, ze wiem na ile moge sobie pozwolić, poza tym bezglutenowa dieta wymaga wielu wyrzeczeń i zastanowienia sie 10 razy czy moge to włożyć do ust 🙂

  7. K Styczeń 16, 2016 w 4:37 pm - Odpowiedz

    U mnie sprawa wygląda trochę inaczej. Cheat meal faktycznie czasem działa. Udawało mi się pójść na dwa piwa ze znajomymi, iść z kimś na burgera, zjeść parę ciastek i na tym poprzestać. Tylko u mnie jest tak, że 3 razy się uda ale za czwartym po powrocie z tego piwa ze znajomymi są jeszcze dwie wizyty w sklepie… Wyeliminować zupełnie? Nie no, przecież czasem jest ok, można się poczuć jak jeszcze 3 lata temu jak choroby nie było. Ale z drugiej strony – co jeśli tym razem będzie jednak źle?…

    • Wilczo Głodna Styczeń 18, 2016 w 7:55 am - Odpowiedz

      No właśnie taka jest natura zapalnika. Zawsze pier…, ale czasami z opóźnieniem. a nie wolałabyś się poczuć jak trzy lata temu, ale nie za sprawą jedzenia? Po prostu być wolna? Przecież nie musi wiązać się to z czekoladą czy innym pokarmem. To jedzenie nie musi być zawsze cholernym warunkiem szczęścia; zawsze a pierwszym miejscu.

  8. Paulina Styczeń 16, 2016 w 5:01 pm - Odpowiedz

    Nowy rok – nowa ja. Miało tak być, niestety dwa dni temu pozwoliłam sobie trochę zaszaleć, raptem jeden baton, skończyło się na więcej. I trwa to dzisiaj. Ja już przestałam wierzyć, że mi się uda wygrać z kompulsami. Post jednak dał mi do myślenia, masz rację – cheat meale czy daye nie są dla nas.

  9. Iss Styczeń 16, 2016 w 5:02 pm - Odpowiedz

    Mnie cheat meal wpedził w objęcia wilka właśnie. Od tego się zaczelo, byłam na rygorystycznej diecie i w fazie wychodzenia z niej był zaplanowany chyba jeden cheat meal w tygodniu. U mnie każdy z tych posiłków kończył się jako cheat Day. A później to już cheat day mialam codziennie. Zaplanowane obzarstwo? Żaden problem, jeśli ktoś lubi być chory. Zaplanujcie nie objadanie się i wytrwajcie w postanowieniu, to dopiero wyzwanie!

    • Wilczo Głodna Styczeń 18, 2016 w 7:52 am - Odpowiedz

      Myślę, że też istotne jest nie bycie na rygorystycznej diecie. Wtedy nie trzeba oszukiwać 🙂

  10. Ilia Styczeń 17, 2016 w 9:03 am - Odpowiedz

    Ja wprawdzie nigdy nie nazywam tego cheat meal, ale od czasu do czasu pozwalam sobie na ciasto, pizzę czy coś takiego. Zauważyłam że dla mnie brak narzucania sobie co mogę zjeść a czego nie ma dobry wpływ, zwykle nie lecę się dojeść, jak miałam zły dzień to każdy posiłek mógł się zamienić w wielkie obżarstwo – wszystko jedno co to było – płatki owsiane czy warzywa z tofu. Właściwie w ogóle już nie łączę obżarstwa z konkretnymi produktami, ale ze stanami emocjonalnymi, sytuacjami stresowymi i w relacjach, które sama prowokuję – owszem. Od dziecka czułam się inna, a przez to gorsza i stygmatyzowanie się dodatkowe, że tego nie jem z ludzmi, tamtego nie ruszę – wywoływało u mnie jakąś nie do opanowania frustrację. JAk zaczęłam patrzeć na siebie jak na człowieka, który ma prawo przeżywać ciężkie emocje i mieć słąbości ( u mnie perfekcjonizm wykańczał i duszenie emocji w sobie) to jakoś zelżało.

    Nie zachęcam nikogo by robił tak jak ja, a przynajmniej nie gdy jest na początku drogi. Chodzę na terapię już drugi rok, być może bez tego też by jeden pączek źle się dla mnie kończył. Choć sam pączek nie jest winny, tylko myśli i wyrzuty sumienia, które po nim odpalamy.

  11. Ana Styczeń 17, 2016 w 11:29 am - Odpowiedz

    U mnie unikanie zapalników i wszelkiego rodzaju „cheatów” doprowadziło do tego, że jem w kółko te same 5 produktów. To ogranicza napady, ale doprawdy trudno to nazwać powrotem do zdrowia… Macie na to jakieś rady?

    • Kasia Styczeń 17, 2016 w 1:36 pm - Odpowiedz

      Stopniowe wprowadzanie produktów do planu żywieniowego? Stopniowa zamiana tych 5 produktów na jakieś inne?

    • Wilczo Głodna Styczeń 18, 2016 w 7:51 am - Odpowiedz

      Tak, krok po kroku. Eksperymentuj; raz kasza taka, raz inna. Raz brokuły, raz kalafior. Szukaj smaków i nie bój się. Jeżeli nie jest to jedzenie przetworzone, nie może Ci zaszkodzić.

  12. Ogrzyca Styczeń 17, 2016 w 1:25 pm - Odpowiedz

    Jestem dopiero na początku drogi. Niecałe 6 tygodni „abstynencji”. Powolutku zaczynam podejrzewać, że jednym z zapalników może być u mnie perfekcyjne unikanie niektórych produktów. Na razie nie mam wprawdzie odwagi otworzyć czekolady z myślą „będą ją jadła po jednej lasce przez 6 dni”, bo obawiam się, że zjem ją na raz i będę miała wyrzuty sumienia. Wolę sobie obiecywać, że dziś nie będę jadła czekolady, ale oczywiście kiedyś tak. Ale chodzi mi po głowie, żeby zaplanować sobie na obiadokolację małą pizzę, zjeść ją i… zobaczyć co się wydarzy. Śmiem przypuszczać że w moim przypadku, o ile zjedzenia pizzy nie będzie poprzedzał wilczy głód, to po jej zjedzeniu nie wydarzy się nic groźnego.

    • Ana Styczeń 18, 2016 w 8:19 am - Odpowiedz

      W moim przypadku zawsze kończy się to kataklizmem – co najwyżej w trochę dłuższej perspektywie. Na przykład, jednego dnia daję radę zjeść 2 kostki czekolady, drugiego też, trzeciego mam kompuls. Trudno zgadnąć jak będzie u Ciebie, to pewnie indywidualna sprawa.

  13. MWilczka Styczeń 17, 2016 w 10:20 pm - Odpowiedz

    Jak zwykle trafione w sedno..
    Każdy twój post pozwala przejrzeć na o oczy i uświadomić sobie wiele rzeczy
    Uwielbiam Cię czytać, bardzo motywujesz dzięki tobie walczę dalej <3

  14. Anka Styczeń 18, 2016 w 12:18 pm - Odpowiedz

    Yyyy,
    samo wyobrażenie takiego cheat’owego dnia, posiłku
    obudziło mojego wilka.
    Jak pragnę zdrowia- moje myśli zaczęły już galopować między regałami w spożywczaku.
    Nie nie nie!!!!
    To nie dla mnie!

  15. Maryśka Styczeń 18, 2016 w 8:48 pm - Odpowiedz

    u mnie tez tak bylo – ze nawet zdrowy posilek mogl sie okazac zapalnikiem i mysle ze dlatego wazny jest ten moment -„uff” o którym pisze nasza mentorka bo to czesto bierze sie z mysli „i tak zjadlam za duzo to teraz dobije”

  16. Ania Styczeń 21, 2016 w 11:28 pm - Odpowiedz

    To jest to… Lewandowska, Chodakowska czy MelB…. nawet nasza imienniczka Ania, której profil też śledzę – one wszystkie zawodowo ćwiczą nawet po kilkanaście godzin dziennke i jak sobie „wszamią” słodki deserek czy „własnoręcznie upieczone dietetyczne ciasteczko” to inna perspektywa spalą to i wyćwiczą na treningu
    a my (ja) … po 8 godz siedzącej pracy nie raz wyczerpującej….mam dość i ruchu brakuje
    Może sie to unormuje…..

  17. Iwona Styczeń 30, 2016 w 6:52 pm - Odpowiedz

    właśnie… o to chodzi. weekend luźniejszy czas, pozwalam sobie na coś słodkiego, wypadam z ustalonego rytmu i pękam… trzymałam się od września z dosłownie kilkoma potknięciami…a teraz? Nie wiem czy to wina tej terapii na którą chodzę? nie chce się tłumaczyć, nie wiem… mam słabszy czas.

  18. sylwia Luty 2, 2016 w 1:10 pm - Odpowiedz

    Ja jestem trzeci tydzien bez wilka,staram sie jesc regularnie ale po trzech godzinach od posillu mam silne bole w lewtm boku
    Czy to normalna reakcja.
    A co do cwiczen to tez po calym dniu fizycznej pracy .Padam .Awogole mam dosyc takiego zycia.Czy na poczatku walki tez nie mnialyscie sily na nic.

    • lena Luty 6, 2016 w 5:34 pm - Odpowiedz

      Ja miałam mnóstwo siły i energii,byc moze dlatego,ze był to lipiec,gorące dni,urlop.Jezdzilam po kilka h rowerem(uwielbiam)plaża,pływanie.Jednak nic się nie zmieniło do teraz,oczywiscie bywają dni,ze mam lenia,wtedy odpuszczam,nic na siłę.Pij duzo wody Sylwia,obowiązkowo na czczo woda z cytryną.Pij siemię lniane,wszystko się ustabilizuje.Po poł roku z ręka na sercu mogę przysiąc, ze moja przemiana materii jest jak u zdrowej osoby,a chorowałąm na bulimię baaardzo długo.Wytrwalosci i powodzenia :)i jeszcze coś,z mojego punktu widzenia,już po poł roku bez wilka naprawdę trudno jest poddac sie atakowi obzarstwa,nie mowiąc juz o zwroceniu tego.

  19. pawelg83 Luty 5, 2016 w 12:01 pm - Odpowiedz

    Cheat meal – gładkie pojęcie. Podobnie jak fast food. Szybkie i smaczne jedzenie. A to że niezdrowe to już przecież mniej istotne. Próbowałem kiedyś stosować cheat meal, ale w moim przypadku nie zdało to egzaminu. Teraz po prostu od czasu do czasu pozwalam sobie na zżarcie czegoś niezdrowego. Bez narzucania temu regularności i nazywania cheat fuckin mealem 😀

  20. An Lipiec 29, 2016 w 10:45 am - Odpowiedz

    Ja już sama nie wiem czy coś mi dolega czy nie ,od 13 roku życia albo jestem na diecie albo sie objadam ,okresy diety i ćwiczeń(wtedy czuje sie cudownie wszystko pod kontrolą szczupła i coś warta)i okresy tzw .ide na całość .Ostatnio nawet jem w nocy i tak mineło 17 lat czasem już brak mi sił….a przecież trzeba myslec o dzieciach zmagac sie z codziennością …..więc czekam na książke i czytam ten blog bo jest świetny

  21. niki Marzec 3, 2017 w 2:17 am - Odpowiedz

    to znaczy,że co my już nigdy nie będziemy mogły zjeść czekolady,pizzy,lodów,wyjść z przyjaciółmi do Mca,usiąść z rodziną pry stole i zjeść ciasto,to dla nas koniec wszelkich przyjemnośći?,to nie jest życie,życie polega też na przyjemności,a nie na wiecznym odmawianiu sobie

    • Wilczo Glodna Marzec 3, 2017 w 12:38 pm - Odpowiedz

      Kochana, jesteś tu nowa, prawda? 🙂 Absolutnie nic z tych rzeczy. Poczytaj nowsze posty. Będzie normalnie, już niedługo! 🙂

  22. niki Marzec 3, 2017 w 2:15 pm - Odpowiedz

    tak,nowa.czytam od początku,bo chciałam wszystko zrozumieć i podjąć właściwe kroki.czyli,że nie trzeba sobie odmawiać?a dlaczego w tym poście jeszcze tak uważałaś,co się zmieniło potem?

Zostaw komentarz