Powiedzmy, że już od jakiegoś czasu idzie Ci dobrze. Dzięki czytaniu tego bloga i moich książek zrozumiałaś, jak działa mechanizm zaburzeń odżywiania i postanowiłaś coś z tym zrobić.

Jesz już w miarę odpowiednio, nie głodzisz się i wyrzuciłaś ze swojego życia wszelkie diety. Do tego ignorujesz głos nałogu, który czasami jeszcze podsyła Ci kolorowe wizje wszelkiego rodzaju słodyczy. Wiesz też, że Ty nie jesteś swoim nawykiem i nie słuchasz jego czczych obietnic czekoladowego szczęścia.

Aż tu nagle trafia się tak zwana wpadka. Nie dojadłaś, bo byłaś zajęta, a potem spanikowany latami głodówek organizm, rzucił się na jedzenie, jakby świat nie istniał.
Albo po prostu stary nawyk odpalił się po raz kolejny, a Ty zorientowałaś się, że Gadzi Cię przechytrzył, jak już nie było co zbierać, oprócz papierków po cukierkach.
Fakt jest jednak niezaprzeczalny; Ups, I did it again.

No i co teraz? Jak zareagować? Co robić? Aaaaa!

Przede wszystkim uspokój się i posłuchaj mnie uważnie, bo powiem Ci coś, co mówię wszystkim swoim podopiecznym, kiedy kończą mentoring ze mną. Gotowa? No to uwaga: wpadki są naturalną częścią procesu wychodzenia z nałogu i trzeba się po prostu na nie przygotować. I to nie tak, że „wpadki mogą się zdarzyć”, czy że „czasami będzie Ci trudno”. One będą jak 2+2=4 i jak to, że Ziemia się kręci wokół Słońca.

No bo jakby tak się zastanowić, to przecież to zupełnie normalne, że jak się robiło coś całymi latami, to właśnie ta droga postępowania jest dla nas najbardziej naturalna. A żeby wyrobić w sobie zachowanie, które stanie się niebawem nową normą, trzeba je wielokrotnie powtórzyć. No właśnie; WIELOKROTNIE. Sto razy może nie wystarczyć i za sto pierwszym pójdzie się starym schematem.

Widzę to doskonale wśród moich czytelniczek i podopiecznych właśnie; przez długi czas jest dobrze, a tu nagle BAM i wpada cała czekolada, albo i dwie!
Sama przecież tego doświadczyłam wielokrotnie – o czym wspominałam w książce, nagrałam przynajmniej jeden filmik i napisałam przynajmniej jeden post (może więcej, ale po tylu latach już nie pamiętam).
A więc tak się po prostu dzieje i dziać się będzie do skończenia świata – wpadki będą nas czasami męczyć, aż… w końcu przestaną.
Mamy to? Przetrawione i zaakceptowane? Jak tak, to idziemy dalej, bo teraz mam dla Ciebie najważniejszą wiadomość:

To nie jest problem.
Absolutnie żaden problem.

No ale jak to nie jest? To znaczy, że mam się tym nie przejmować? Własnie tak!
Ale przecież jeżeli nie będę się tym przejmować, to zaraz zrobię dokładnie to samo! – Ha! I tu dochodzimy do sedna mojego wywodu.

Sama wpadka nie jest problemem, bo tak jak mówię, jest to zupełnie normalne. Problemem będzie to, co my z tej wpadki ZROBIMY. Wielkie, tłuste „halo”? Porażkę życia? Powrót do „punktu wyjścia”? Dowód na to, że absolutnie nie wyszłyśmy z zaburzeń odżywiania i to wszystko było zbyt piękne, żeby było prawdziwe?

Jeżeli tak, no to… mamy problem. Na własne życzenie. I to tam, gdzie problemu nie ma.
Dlaczego? Bo nawet jeżeli takie coś się wydarzy, to nie oznacza to, że zaczynamy znowu od zera. Jeżeli już zrobiłyśmy ogromną pracę nad sobą, zaczęłyśmy jeść, ignorowałyśmy głos nałogu, to WIEMY CO ROBIĆ w obliczu takiej wtopy. Co? Dokładnie to co przed nią!

To, że wtopa była, nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli jednak nadamy je temu jednemu momentowi słabości – on tego znaczenia nabierze.
I może zamiast latać  jak z pieprzem, musisz przeanalizować co się stało i wyciągnąć z tego wnioski? Może byłaś bardzo zmęczona i głodna? Może zestresowana? Może trochę więcej wyrozumiałości i miłości do siebie, by nie zaszkodziło?

Ile razy czytałam spanikowane maile czy posty na Wilczym Stadzie, że ktoś właśnie poszedł starych schematem i już żegna się z tak ciężko wypracowaną wolnością, że ktoś zjadł za dużo i już wszystko przepadło, a było przecież X czystych dni!
Kochani, zupełnie niepotrzebnie! Same kopiemy sobie takim myśleniem grób i niestety często kładziemy się do niego na kolejne kilka miesięcy czy lat. Albo i na zawsze. A to wielka wielka szkoda!

Proszę Cię więc dzisiaj z całego serca; jeżeli zaliczysz takie potknięcie, nie rób z tego dramatu. Bo właśnie w tym jest problemem, a nie to że zjadłaś za dużo, wymiotowałaś czy wzięłaś środki przeczyszczające.
To się może zdarzyć i im szybciej otrzepiesz się i wstaniesz, tym lepiej dla Ciebie. Ty wiesz DOSKONALE co dalej robić – ciężko na to zapracowałaś, więc nie wyrzucaj tego przez okno!

W jednym z moich pierwszych postów porównywałam wychodzenie z zaburzeń odżywiania do wspinania się na górę. Jeżeli podczas wspinaczki upadniesz, to nie znaczy przecież, że spadłaś aż do podnóża góry. Upadek i spadek, to nie to samo. No chyba że stwierdzisz nagle, że to wszystko bez sensu i totalnie odpuścisz. Wtedy na własne życzenie zawrócisz tuż przed szczytem i pobiegniesz z płaczem i krzykiem w dół.
A to chyba nie ma sensu, prawda?