Jak pewnie możesz się domyślić, dostaję ostatnio bardzo dużo wiadomości od „osaczonych przez jedzenie”, zamkniętych w domach wilczyc. Piszecie mi, że siedząc w jednym miejscu po prostu się nudzicie, a pełna lodówka dostarcza chwilowej rozrywki.  No i jeszcze ta niepewność jutra? Co się z nami stanie? Czy za chwilę będę miała jeszcze pracę i pieniądze na koncie? Czy moi bliscy są bezpieczni i czy nie zachorują? Te wszystkie troski ukoi jedzenie, a raczej tak się Tobie wydaje, o czym pisałam już nie raz.

Doskonale Cię rozumiem, ale pomyśl tylko: czy tych samych pytań nie mogłabyś zadać sobie także w tak zwanym „normalnym życiu”? Czy każdego dnia, kładąc się spać, masz pewność, że następnego ranka wszystko będzie tak samo? Przecież ludzie tracą pracę i zdrowie nawet w normalnych okolicznościach. A więc czy nasze codzienne bezpieczeństwo to nie taka sama iluzja jak obecne, potencjalne zagrożenie?

No ale dobrze, porównajmy teraz Twoje życie przed „koroną” z życiem w czasie „korony”. Czy faktycznie teraz masz więcej tak zwanych powodów do objadania się?

Podam Ci kilka przykładów:

Normalne życie: Moja praca jest tak stresująca, że muszę to odreagować jedzeniem.

Kwarantanna: Brak pracy jest tak stresujący, że muszę to odreagować jedzeniem.

*

Normalne życie: Mam za dużo na głowie. Najem się, bo na to zasługuję.

Kwarantanna: Nie mam nic do roboty. Najem się chociaż.

*

Normalne życie: Chodzenie na siłownię mnie stresuje. Wszyscy się na mnie gapią i oceniają moją słabą kondycję. Nie pójdę tam, zostanę w domu i się obeżrę. Jestem beznadziejna.

Kwarantanna: Zmotywowanie się do ćwiczeń w domu jest po prostu niemożliwe. Zrobię to później. Albo jutro. Albo nie, obeżrę się zamiast. Jestem beznadziejna.

*

Normalne życie: W mojej pracy wszędzie leżą słodycze, co mnie triggeruje do objadania się.

Kwarantanna: W moim domu szafki są pełne słodyczy, co mnie triggeruje do objadania się.

*

Normalne życie: Wszystkie te imprezy sprawiają, że czuje się oceniana. Boję się częstować w obecności innych ludzi. Może odwołam wyjście i nażrę się w samotności?

Kwarantanna: Siedząc w domu czuję się taka samotna. To może nażrę się z tej samotności?

*

Normalne życie: Martwię się swoją pracą, dziećmi, wyborami prezydenckimi, kasą, zdrowiem, pogodą, komentarzami teściowej. Najem się, by chociaż na chwilkę odetchnąć.

Kwarantanna: Martwię się wirusem. Najem się, by chociaż na chwilkę odetchnąć.

*

I tak mogłabym w nieskończoność. Powód do objadania znajdzie się zawsze i nie ma on NIC wspólnego z obecną sytuacją. Ma on zaś wiele wspólnego z tym, że objadanie się, jest po prostu Twoim nawykiem. Tym musisz się zająć, nie czekając aż „będzie łatwiej”, bo zawsze będzie tak samo.

Zrozum, Twoje wyjście z zaburzeń odżywiania nie jest, nie było i nigdy nie będzie zależne od okoliczności. Możesz odbierać tak zwane okoliczności jako sprzyjające lub nie, ale tak na koniec wszystko zależy od Twojego stosunku do myśli, które „powodują” ataki na lodówkę. Pisałam o tym w ostatnim poście i temat ten nie raz poruszałam na blogu.

Także pamiętaj o tym, że trudne sytuacje będą się zdarzać w Twoim życiu. Niekoniecznie będą to pandemie (chociaż kto wie, jak będzie wyglądać przyszłość), ale wszelkiego rodzaju kryzysy. Mimo najlepszych chęci i starań doświadczysz rodzinnych dramatów takich jak choroba i śmierć. Nie raz Twoje plany szlag trafi, co wcale nie znaczy, że machniesz wtedy ręką na całą resztę swojego życia i stwierdzisz, że jak stało się X, to niech się już dzieje co chce.

Teraz jest dokładnie tak samo. To, że mamy światowy kryzys związany z cholernym wirusem, nie oznacza, że masz olać całą resztę swojego życia i pogrążyć się w bulimii z powodu kilkutygodniowego zamknięcia.

Nie, Twoim obowiązkiem jest dalej dbać i walczyć o siebie. Do wyzdrowienia (i do objadania) powód zawsze się znajdzie. A więc co wybierasz?

*

Jeżeli jednak potrzebujesz prowadzenia za rękę, przyjdź do mnie na mentoring. Jego cena to ułamek tego co wydasz na niepotrzebne jedzenie, a teraz można kupić go także na raty.