Czy można uzależnić się od jedzenia jako takiego? Takie wrażenie można odnieść otwierając Internet w poszukiwaniu informacji na ten temat.
Ja sama właśnie przed chwilą to zrobiłam i złapałam się za głowę, jakie szkodliwe bzdury można tam znaleźć. Nie będę ich tu cytować, bo szkoda mi na to czasu, energii i nerwów. W każdym razie jak uzależnisz się od jedzenia, to masz przesrane do końca życia. No nie tak? Nie, bo od jedzenia nie da się uzależnić.

Co??? Takie stwierdzenia na tym blogu? No jak to?
Już wyjaśniam.

Uwaga, na pierwszy ogień idzie banał stulecia, jednak mało kto o tym kiedykolwiek pomyślał: Każdy człowiek, zwierzę i inny organizm żywy jest uzależniony od jedzenia od momentu poczęcia, do momentu śmierci. Wszak od jedzenia ZALEŻY nasza fizyczna egzystencja.
Tak samo jesteśmy uzależnieni od powietrza, wody i odpowiedniej temperatury. Jeżeli jeden z tych czynników zmieni się lub zniknie, jesteśmy martwi w przeciągu kilku dni lub nawet minut.

Każdy z nas musi jeść. To nie jest coś, co możemy świadomie wybrać. No dobra, ponoć są ludzie, którzy odżywiają się praną, czyli energią kosmiczną (czy co to tam jest), ale ten temat zostawmy w spokoju.
A więc do czego odnoszą się te wszystkie wyniki z Google w liczbie 3.460.000 ?
Ano do niezgodnych z naturą, szkodliwych czy niebezpiecznych zachowań dotyczących jedzenia, czyli jak ja to mówię: ŻARCIA, które to z normalnym jedzeniem nie ma nic wspólnego.

Jakie to zachowania? O ludzie, gdybym miała je wymienić, życia by nie starczyło. Wspomnijmy tylko kilka z nich: diety, główki, posty, wszelkie dziwne systemy odżywiania, wykluczanie konkretnych makroskładników, przeczyszczanie się, wymiotowanie, kompensowanie, obżeranie się, żucie i wypluwanie, nadmierne skupienie na składzie poszczególnych produktów itd.

Od tego się można uzależnić, a nie od jedzenia jako takiego. Można z tych wszystkich czynności uczynić sobie nawyk, bo tak jak to często wspominałam, nasz mózg podłapuje powtarzające się schematy, uznając, że to coś ważnego dla naszego przeżycia, a potem podtrzymuje je „bezmyślnie”.
Więc jeżeli na przykład ze strachu przed przytyciem czytasz wszystkie etykiety produktów, już za chwilę zaczniesz odczuwać przymus robienia tego, nawet jeżeli nie chcesz.

Kolejnym krokiem będzie wykluczanie coraz większej ilości „niezdrowych” produktów, ponieważ im bardziej reagujemy na myśli o jakimś zachowaniu, tym bardziej się one pojawiają. Aż na koniec bez strachu będziesz jeść tylko sałatę i kiełki bambusa. To potrwa jakiś czas, aż w końcu rzucisz się na jedzenie. Z tego rozwianie się albo BED, albo bulimia.

I już niedługo będziesz googlować frazę „uzależnienie od jedzenia” znajdując informację, że już nigdy nie będziesz jadła normalnie i że trzeba lecieć do psychologa lub psychiatry, bo się „zepsułaś” i trzeba Cię teraz jakoś naprawić.
Voila, kolejny „uzależniony od jedzenia” gotowy.

Już chyba zaczynasz widzieć, dlaczego poprawne nazwanie sprawy jest takie ważne? Bo zakłada zupełnie inne „metody” leczenia.
Jeżeli uznamy, że ktoś jest uzależniony od jedzenia, to problemu będziemy szukać w jedzeniu. Wymyślimy mu wtedy jak ma jeść, co i ile, by nie spaść na łeb, na szyję w odmęty obżarstwa.
Takim przykładem jest program abstynencji AJ. Tam uznaje się, że biała mąka i cukier realnie mogą Ci odebrać kontrolę nad sobą i spowodować atak na lodówkę. W sensie, że wpada mąka do Twojego żołądka i… zaczyna poruszać Twoimi rękami i nogami, które niosą Cię do kuchni? Hmm, ciekawe.

Tutaj wspomnę słowem o cukrze, bo to akurat jest składnik psychoaktywny. Cukier wpływa na ośrodek nagrody w mózgu. Tak stworzyła go natura, abyśmy poszukiwali wysokoenergetycznego jedzenia.
Jednak po pierwsze: biały cukier to nie jedzenie. To wytworzony przez człowieka silny ekstrakt substancji znajdującej się w jadalnych produktach. Nasi przodkowie, którzy jedli tylko naturalne jedzenie, nie mieli takiego problemu, bo nie byli w stanie zjeść aż tyle cukru na raz.
A więc tak, tu możemy uzależnić swój mózg od poczucia haju jaką daje nam ta substancja DODAWANA do jedzenia, a raczej pseudojedzenia, czyli czegoś wykreowanego w laboratorium.

Po drugie: uzależnienie od cukru jest podobne do uzależnienia od nikotyny. Syndrom odstawienia nikotyny trwa do 24-48 godzin. Potem znika ona fizycznie z naszego ciała i nie jest w stanie wywoływać nieprzyjemnych objawów. Dlaczego jednak palacze cierpią? Bo są przekonani, że chcą tego papierosa. Więcej pisałam o tym w poście o gotowości do wyjścia z zaburzeń odżywiania.
Jeżeli chodzi o cukier to trwa to ponoć kilka dni. I ok, jesteśmy wtedy zirytowane i boli nas głowa, ale to symptomy, które każdy dorosły może spokojnie znieść. No chyba, że opowiemy sobie na ten temat niestworzone historie w swojej głowie typu: bez czekolady nie jestem w stanie się odstresować czy nawet żyć.

Wróćmy jednak do tematu. Jeżeli uznamy, że problem jest w jedzeniu jako takim, a nie w naszym stosunku do jedzenia, będziemy na przykład zastanawiać się, jakie potrzeby emocjonalne zaspokajamy sobie danym produktem. Coś, co trzeba gryźć, na pewno reguluje naszą złość, słodki aksamitny smak daje nam poczucie bezpieczeństwa itd.

Jaki będzie tego skutek? Nadamy jedzeniu więcej znaczenia, zamiast nadać mu go mniej. Jeżeli zdołamy się przekonać, że bez produktu X pozabijamy swoją rodzinę i wszystkich wkoło, to OCZYWIŚCIE, ŻE NIE BĘDZIEMY W STANIE GO RZUCIĆ! Byłoby szaleństwem pozbyć się z życia jedynego sposobu na utrzymanie Cię w ryzach zdrowia psychicznego, prawda?

I tu znowu następuje błąd poznawczy. Jesteśmy przekonane, że uzależniłyśmy się od produktu X, podczas gdy uzależniłyśmy się od znaczenia, jakie mu przypisałyśmy.
Uświadamiam to bardzo dobitnie moim podopiecznym, które często przychodzą na mentoring z misternie wypracowaną przez lata psychoanalizą i listą powodów, dla których nie mogą rzucić czekolady. Lista ląduje w koszu już pierwszego dnia.

A więc podsumowując:
– Każdy człowiek jest uzależniony od jedzenia, bo od niego zależy nasza egzystencja.
– Jedzenie samo w sobie nie jest narkotykiem, no chyba że wyekstrahujemy go z niego.
– Możemy ewentualnie uzależnić się od schematu jedzenia i od historii, jakie sobie o nim opowiadamy w naszej głowie.

Wniosek: wszystko opiera się na naszej cudownej zdolności do kreowania rzeczywistości za pomocą swoich myśli. Jeżeli wiesz, że masz tę moc i widzisz jak niechcący wykorzystałaś ją przeciwko sobie, możesz to raz na zawsze zmienić. Jesteś wolna już teraz, tylko może jeszcze o tym nie wiesz.

*

Jeżeli potrzebujesz pomocy w odkryciu tego, serdecznie zapraszam do pracy ze mną: mentoring.