• niskie

Czy osoby niskie muszą jeść mniej?

Bardzo często spotykam się z tym dziwacznym poglądem: Jestem niska, więc muszę jeść mało; bardzo mało. Najlepiej 1400 – 1700 kcal.
Nie zliczę nawet ile razy to słyszałam.
A skąd takie pomysł? No jak to skąd? Tak wyszło z kalkulatora!
I wszystko byłoby super, gdyby nie ciągle nawracające ataki obżarstwa, które psują obrazek idealnej diety. Jakoś cholera uparty organizm nie może zaakceptować mądrych wyliczeń i wytrzymywać na „odpowiednio niskiej” kaloryce???
Jednak to wcale nie daje do myślenia naszej Wilczycy i nie przyczynia się do zmiany jej zdania. Ona niestety uznaje – tak jak i my wszystkie – że to jej ciało się myli, a nie kalkulator, dietetyk czy inny guru od żywienia.

Co więc robić?
Sprawa jak zwykle jest prosta, ale mentalnie niekoniecznie łatwa do wykonania. Trzeba bowiem zacząć myśleć samodzielnie i olać ciepłym moczem całe te wyliczenia. Tym bardziej jeżeli wchodzą w nich jakieś wartości z kosmosu. Tak właśnie dzieje się w przypadku niskich osób – kalkulator podaje śmiesznie niskie ilości kalorii. Naprawdę nie potrafię powiedzieć dlaczego.

My jednak nie dopuszczamy do wiadomości tego, że wyliczenia mogą być błędne. I to wbrew oczywistym faktom. Upieramy się, że tak ma być i koniec. Jesteśmy jak dzieci, które próbują przepchnąć kwadratowy klocek przez owalny otwór. To powoduje tylko coraz większą frustrację i kolejne ataki. Błędne koło toczy się w najlepsze.
A czy nie tak dzieje się za każdym razem kiedy rozum próbuje triumfować nad naturą?
Czy to nie jest niezawodny przepis na katastrofę?

Kiedy zamieszkałam w Belgii, na początku zatrudniłam się w restauracji. W moim teamie była drobniutka Hiszpanka, Selena. Miała ona może ze 150 cm wzrostu, ale nigdy nie zauważyłam, aby jadła mniej niż reszta dziewczyn. A przecież widziałam ją podczas śniadania, obiadu i kolacji. Często pracowałyśmy ciurkiem i po 14 godzin, więc naprawdę mogłam to zaobserwować. Selena odżywiała się normalnie, bez diet, bez szajby, bez liczenia kalorii, i… wyglądała normalnie.
I czy nie o to właśnie chodzi? By wyglądać normalnie? Jak kobieta, a nie jak jej szkielet lub model anatomiczny z mięśniami na wierzchu.
Swoją drogą, wiele Hiszpanek jest bardzo niskich, a jakoś nie toczą się jak beczki, ani nie bywają na wiecznej diecie, by tego uniknąć.

Więc jeżeli Ty także masz właśnie taki problem przypomnij sobie chociażby, że 1600 kcal to ilość energii odpowiednia dla kilkulatka. Nie zaś dla dorosłej kobiety.
Po drugie, rozejrzyj się wśród swoich znajomych. Na pewno masz równie niskie koleżanki, które w ogóle nie przejmują się kaloriami, nie uważają na to ILE jedzą, a mimo to (a raczej właśnie dlatego) są szczupłe. Zaobserwuj jak one to robią, albo zapytaj o to wprost. Zobaczysz, że nie ma tu żadnych magicznych sposobów. Jest tylko słuchanie swojego ciała.

Bo to nie jest tak, że niski człowiek zużywa setki kalorii mniej tylko dlatego, że jego ciało zajmuje mniej miejsca w przestrzeni. Ono także musi podtrzymać wszystkie procesy życiowe, wytworzyć hormony, ogrzać się, zregenerować. Ono także żyje równie intensywnie jak ciało duże.

Tylko nie zrozum mnie źle; jeżeli masz 155 cm wzrostu, nie będziesz potrzebowała tyle kalorii co dwumetrowy chłop, ale także to nie jest tak, że masz jeść jak przedszkolak.
Jesteś dorosłą, aktywną i fizycznie i intelektualnie kobietą, nie zaś krasnoludkiem.
Klucz jest jak zawsze jeden i ten sam: po prostu słuchaj swojego ciała, bez względu na to czy wspinasz się na palce, czy raczej schylasz się, gdy po coś sięgasz.
Kalorie to koncept wymyślony przez człowieka. Obywaliśmy się świetnie bez niego przez setki tysięcy lat i wszystko było dobrze.
Proszę Cię więc, zamiast starać się wtłoczyć w sztuczne i często absurdalne ramy, zaufaj temu co czujesz.

A może właśnie Ty jesteś taką niską kobietą? Czy miałaś podobne doświadczenia?

*

Chciałam tutaj także podziękować za duży odezw po moim ostatnim poście.
Dziękuję za każdy komentarz i email, jaki do mnie napisałyście. Od kilku osób dostałam wręcz instrukcję, co robić krok po kroku, by przekształcić moją jednoosobową działalność w sprawnie funkcjonującą organizację.

Już teraz mogę powiedzieć, że na pewno stworzę swój team ambasadorek, które pomogą mi i w mentoringu i w propagowaniu mojej metody. Zapisałam wszystkie adresy mailowe osób, które wyraziły chęć współpracy. Będę się do was odzywać, kiedy będę miała już jakieś konkrety.
Na razie muszę opracować i stworzyć materiały szkoleniowe, oraz ogarnąć formalności prawne (bo to oczywiście nie tak hop siup)
Daję sobie na to wszystko rok, co jest, jak myślę, realistycznym czasem. Wtedy też właśnie minie pięć lat od założenia Wilczej, więc będzie co świętować.

Śmiałam się także, że z blogiem to trochę jak ze związkiem. Na początku było zakochanie po uszy, liczył się tylko ON. Nie robiłam nic innego, nie wychodziłam na imprezy, nie chciałam innych przyjemności. Kiedy zasypiałam, nie mogłam doczekać się poranka, kiedy to znowu będę mogła zasiąść przed kompem, a rano biegłam do niego jak na skrzydłach.
Dla niego rzuciłam swoją pracę w zawodzie i przeprowadziłam się do Internetu. Wszystko mu poświęciłam, wszystko oddałam. Taki to był płomienny romans; utrata głowy.
Potem faza zakochania naturalnie minęła. Nasz związek został sformalizowany prawie dwa lata temu, kiedy to założyłam własną działalność gospodarczą. Teraz zaś czas na kolejny krok. Na dzieci!
Jeżeli chcesz zostać moją Wilczą córką, na pewno będziesz miała ku temu możliwość. Dam znać, kiedy przyjdzie na to czas.

I tak w ogóle, dzięki, że jesteście.

2018-11-02T18:46:41+00:002 Listopad, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , |

28 komentarzy

  1. Firana Listopad 2, 2018 w 8:30 pm - Odpowiedz

    Identyczny post mógłby być skierowany po prostu do kobiet. Bo kobieta musi jeść mniej… Nie powinna mieć całego jedzenia talerze, w ogóle to chyba tylko okruszki jak wróbelek…

    Etap objadania mam dawno za sobą. Jem nieprzetworzone produkty, dużo warzyw, głównie świeżych. I bardzo boli mnie fakt, ze każdy podkreśla, ze jest tego za dużo „jak na dziewczynę”. Ostrzegają, ze przytyje, ze powinnam się opamiętać. Ale nie widzą, ze ich baton ma tyle samo kcal jak moja zapiekanka makaronowa… Czasami nie mam siły tego tłumaczyć.

    • Karolina Listopad 2, 2018 w 8:39 pm - Odpowiedz

      Dokładnie . Zawsze trąbi się ze mężczyźni powinie jeść więcej ale … ja dziennie chodzę do pracy pieszo po 3 km w jedna stronę mam prace fizyczna do tego poborach zajmowanie się domem zakupy itp , mój narzeczony jeździ wszędzie samochodem ma prace średnio aktywna fakt trenuje ale to godz w ciągu całego dnia i co ? On ma nibybwieksze zapotrzebowanie kaloryczne niż ja …

  2. Joanna Listopad 3, 2018 w 5:45 pm - Odpowiedz

    Mam 155 cm w kapeluszu z wysokim rondem. W 12 roku życia przestałam rosnąć z powodu ‚awarii’ kręgosłupa. I tak mi zostało. I ciągle słyszałam, że jestem malutka i powinnam jeść połowę tego co inni. Na szczęście nie słyszałam tego od rodziców, ale od nauczycieli i rówieśników.

  3. Jagoda Listopad 3, 2018 w 11:43 pm - Odpowiedz

    Jestem niska, każdy kilogram widać u mnie migusiem. Dzisiaj przeszłam załamanie. Od długiego, długiego czasu zaprzestałam brzydkich bulimiowych praktyk- jem NORMANIE, ćwiczę, nie wymiotuje, nie gloduje. Od 2 lat jem bardzo zdrowo- dużo warzyw, owoców, nieprzetworzone rzeczy, ale oczywiście za mało. Więc zaczęlam jeść normalnie, po prostu dorzuciłam posiłek, ale wyeliminowalam napady. Od 2 miesięcy przyłam ponad 6 kg i ta waga nie chce spaść- tyle ważyłam jedząc kiedyś całymi dniami śmieci i nie ruszając się. Jest mi zwyczajnie przykro. Nie chce znów wpaść w bulimiczne koło obsesji, ale też nie czuję się dobrze z takim dodatkowym bagażem i za ciasnymi spodniami, źe ledwo, ledwo… Dziś miałam wpadkę na złość sobie „a co, jak mam jeść tam zdrowo i bez efektow, to sobie nie bede odmawiala!”. Najbardzie boje się powrotu obsesji w głowie, strachu, bycia wrakiem. Jak to pogodzić… wyniki zrobiłam- okej. Niedawno zazegnalam anemie (jestem weganka). Ten etap puchniecia to chyba nie to- bo jem juz normalnie od lipca chyba. Wybaczcie, muszę się wyżalić…

    • Firana Listopad 4, 2018 w 9:30 am - Odpowiedz

      U mnie opuchnięcie trwało około 4 msc. Serio. Organizm musi się przyzwyczaić. A później jak teką odjął spadło 4 kg i nawet jak jem więcej, to waga ponad tą „dobrą” wagę nie pokazuje – poczekaj jeszcze trochę. Mamy listopad. Daj sobie czas do połowy stycznia – przynajmniej 😉 będzie dobrze, wiem co mówię 😉

      • GOŚĆ Listopad 5, 2018 w 8:48 am - Odpowiedz

        Jakie masz BMI?:

    • Daria Listopad 10, 2018 w 8:34 am - Odpowiedz

      Ja ma 21 lat i 161 cm wzrostu ( nie wiem czy to kwestia wzrostu ale…) mój organizm nie wybacza żadnej dodatkowej kalorii ani opuszczonego treningu. Ostatnio miłam okres lekkiego rozluźnienia zamiast 5 treningów w tygodniu 4, brak z powodu smogu spaceruję teraz tak dużo no i uczelnia, na której siedzenie jest niestety jedyną opcją i efekt jest taki że przytyłam z 48 do 50,5 kg i już kombinuje jakby te kilogramy zrzucić. Ogólnie nigdy w życiu (znaczy od czasu w którym zaczęłam liczyć kalorie a pierwszy raz na poważnie odchudzałam się mając 12 lat – oczywiście bez wiedzy rodziców) nie jadłam więcej niż 2000 kcal ale to był bardzo aktywny okres mojego życia. Obecnie jem 1800 i jest to niestety taka smutna ilość, w której nie bardzo można zawrzeć wyjście ze znajomymi na pizzę czy burgera a nawet ciasto od koleżanki w pracy. A skoro 1800 to moja dzienna norma to żeby zrzucić te 2 kg będę pewnie musiała zejść znowu na magiczne 1500. I moje kółko zawsze wygląda identycznie 1500 chudnę jem stopniowo więcej i więcej do 1800-1900 i znowu kg wracają ja wtedy znowu obcinam kalorie i tak w kółko 🙁

      • Wilczo Glodna Listopad 11, 2018 w 1:51 pm - Odpowiedz

        Kochana, dwa problemy: jesz za mało. Ja jestem podobnego wzrostu, 13 lat starsza, podobnie aktywna i jem 2100 około a w dni kiedy ćwiczę nogi to i z 2600 pewnie. Dwa: 48 kg nie jest Twoją naturalną wagą podejrzewam. 50-51 brzmi lepiej do tego wzrostu. Zrób z tymi informacjami słońce, co uważasz.

  4. Joanna Listopad 4, 2018 w 9:32 am - Odpowiedz

    Jagoda, przytyłam 20kg i też nie mogę tego zrzucić. Nawet grama. Więc rozumiem Twój ból. Hormony masz w porządku?

  5. Jagoda Listopad 4, 2018 w 2:40 pm - Odpowiedz

    Joanno, z badania pojedynczego krwi wyniki wyszly w normie, ale wiem, ze to nie są dokładne badania i mój lekarz zbywa. Prawdę mówiąc- raz jestem bardziej balonem, raz już mniej, tak w kratkę. Dziękuję za wsparcie.

  6. KOCIAQ Listopad 4, 2018 w 4:21 pm - Odpowiedz

    Dziewczyny, to wszystko to prawda. Ja mam 156 cm wzrostu, waga sprzed zaburzeń, do której niestety przez ich głupie wrócenie mam do dobicia w górę 2 kg, to 45 kg. Na 1600 swojego czasu doprowadziłam się do 37. Więc serdecznie nie polecam takiego cięcia. Te kalkulatory to wytyczne bardzo ogólne, czasami faktycznie działają tak, że do PPM dodają powiedzmy kalorie spalone na 8 godzinach siedzenia (wyliczone statystycznie). A przecież każdy coś chyba zawsze nogą ruszyć. Całkiem niedawno byłam w pkcie dietetycznym Natur House(pierwsza konsultacja jest darmowa – jak ktoś chce to później może chodzić odpłatnie, ale mi zależało na zważeniu, wyliczeniu % bf i właśnie przemiany materii) i… okazało się że, nawet ten PPM mam niecałe 200 kcal większe niż takie z internetowego kalkulatora. Kobiety nie są z metra cięte. Wiecie, jedne z pierwszych wytycznych odnośnie zapotrzebowania energetycznego powstały coś w okresie dwudziestolecia międzywojennego. To było coś w granicach 2500 kcal na kobietę i 3200 na mężczyznę. A wtedy ludzie byli statystycznie niżsi niż teraz (mój pradziadek miał w dowodzie „wzrost wysoki”, a miał 170 cm wzrostu,a obecnie przecież taki wzrost u mężczyzny uchodzi za raczej niski),ale z racji większego aktywności musieli jeść więcej. No wiadomo, my się nie ruszamy tyle, co ktoś pracujący w polu, do którego dojeżdża rowerem. Ale nie oznacza to konieczności jedzenia zupy z naparstka 😀

    • GOŚĆ Listopad 4, 2018 w 4:24 pm - Odpowiedz

      Ile zjadasz kcal?

      • KOCIAQ Listopad 8, 2018 w 8:31 pm - Odpowiedz

        Kochana,sorry,że s że się tak spóźniam z odp, ale ostatnio tu nie wchodziłam. Mam jednak nadzieję,że moja spóźniona odp może CI coś rozjaśni. Wiem,że powinnam jeść tak w granicy 2400-2600 kcal, ale… nie liczę! Uważam to za sukres Podczas kursu spisywałam to,co jem (trzymając się kaloryczności), a teraz wzoruję się na porcjach, które wtedy miałam. Jak chcesz, podaj proszę swój e-mail, to mogę CI wysłać przykładowe „menu”.

  7. KOCIAQ Listopad 4, 2018 w 4:23 pm - Odpowiedz

    przepraszam za zbyt duże natężenie wzrostu (wyrazu) w poprzednim komentarzu 🙂

  8. Joanna Listopad 4, 2018 w 11:03 pm - Odpowiedz

    Jagoda, jak organizm przyzwyczai się do regularnych posiłków i prawidłowe trawienie wróci to opuchlizna będzie maleć. Aż zniknie. Wszystko wymaga czasu.

  9. Joanna Listopad 4, 2018 w 11:05 pm - Odpowiedz

    Nigdy nie korzystałam z żadnych kalkulatów. Nie rozumiem ich idei. I nie rozumiem bzika na ich punkcie.

  10. GOŚĆ Listopad 5, 2018 w 8:49 am - Odpowiedz

    Dziewczyny ja mam 147 cm.. jestem po prostu już zmieszana, nie wiem ile mam jeść!

    Ile wy jecie? Pomóżcie.

  11. Joanna Listopad 5, 2018 w 10:27 am - Odpowiedz

    Jeatem niewiele wyższa od Ciebie a na pewno jem 2000kcal. Nie liczę.

    • GOŚĆ Listopad 9, 2018 w 8:29 am - Odpowiedz

      dzięki

  12. blurryface Listopad 5, 2018 w 5:14 pm - Odpowiedz

    ojej, to jest tak bardzo o mnie! i dokładnie tak to sobie zawsze tłumaczyłam: jestem niska i drobna (155 cm, waga naturalna w granicach 44-45 kg), więc 2000 kcal to dla mnie o wiele za dużo! w okresie w którym cierpiałam na anoreksję ciągnęłam etat w pracy i drugi etat na uczelni, jeździłam rowerem po 10 km dziennie i robiłam kilkugodzinne spacerki… a dowaliłam sobie dietę 1500 kcal, bo tak mi się ubzdurało. nie wytrzymałam długo – i całe szczęście!
    teraz, już po wyjściu z zaburzeń, wciąż mam ten sam wzrost i wagę – kalorii na co dzień nie liczę, ale tak na oko to wychodzi właśnie między 1900-2000. jak pracowałam fizycznie, to dobijałam nawet do ponad 2500 – tak, ja, filigranowa osóbka 😉
    ale najlepszym sposobem jest po prostu posłuchać swojego ciała. bo nawet, jeśli ja tu napiszę ile zjadam – to ktoś inny o tych samych „parametrach” może potrzebować więcej kalorii. słuchajcie swoich organizmów, dziewczyny – a nie żadnych kalkulatorów i tabelek!

  13. Kasia Listopad 5, 2018 w 6:46 pm - Odpowiedz

    Mi za każdym razem odechciewa się jeść jak słyszę komentarz: „i ty to wszystko zjesz?” lub „to jest twoj posilek na caly dzień”. Tylko nie patrza na to, ze na moim talerzu znajdują się same zdrowe składniki, a oni po kątach wpieprzają ciasto z kremem…

  14. Mika Listopad 5, 2018 w 9:24 pm - Odpowiedz

    A tak w innym temacie, to się zastanawiam, bo moja siostra rano na śniadanie przed szkołą je Płatki z mlekiem, takie zwykłe słodkie. No a potem albo nic nie je, albo jedna kanapkę i tak do 15. Kiedy wraca, to albo weźmie tylko coś małego do jedzenia, albo zje po godz, albo już jak chce zjeść obiad, to je, potem je kilka słodyczy i potem późno bardzo zje trochę. No i ja się tak zastanawiam, że czemu ona się czuję normalnie. Bo ja zjadłam ostatnio tak samo jak ona płatki słodkie i po paru godz trzeslam się i było mi nie dobrze. Tzn w jej wieku też jadłam coś w stylu, rano kakao, w sql kanapka i w domu coś tam, chyba że naprawdę byłam już głodna. Ktoś wie o co może chodzić?

  15. Ola Listopad 6, 2018 w 12:11 am - Odpowiedz

    A ja mając 151 wzrostu ważę z 50 kg. Tak, może to nie super mało, ale wyglądam ekstra. I zgadzam się mega z tym postem. Jem z 2000 kcal, nie zbyt ćwiczę (wynika to z mojego lenistwa) i moja waga od 23 dni (tyle nie wymiotuję, jakiś rekord) stoi w miejscu.
    Aniu, post jest cudowny!
    Dziewczyny, walić wzrost!

  16. Joanna Listopad 6, 2018 w 12:31 am - Odpowiedz

    Mika, masz po prostu taki organizm. Żadna filozofia. Np. inni ą w stanie wypić puszkę piwa a ja nie, dostaję mdłości i tyle. Inni mają celiaklię, jeszcze inni alergie i nietoleacje pokarmowe, kolejni puchną po jabłkach. Tak ten świat złożony jest i nie ma co się nad tym rozwodzić tylko słuchać swoich wnętrzności. A swoją drogą kiedyś byłam w stanie zjeść naraz puszkę karmelu. Teraz nie dotrę nawet do połowy, bo po prostu jest mi po tym słabo. Organizm też ma swoje preferencje w zależności od tego czym jest karmiony.

  17. Patrycja Listopad 6, 2018 w 9:57 am - Odpowiedz

    A ja miałam zawsze odwrotny problem, odkąd pamiętam mam kompleks bycia „wielką babą”. Mam około 172 cm wzrostu i miałam tyle już w wieku gimnazjalnym. Tak mi się zakorzeniły w głowie słowa mamy, kiedy jako 12-14 latka słyszałam od niej że „mam gabaryty jak dorosła baba”(nie mówiła mi tego złośliwie, bardziej w sytuacjach gdy przymierzane w „młodzieżowych” sklepach ubrania były na mnie za małe, albo kiedy podawała mi np.całą tabletkę leku przeciwbólowego, a w ulotce było napisane, że młodzież do 12 roku życia powinna zażywać tylko połowę). Nie mniej tak wrosło mi to w głowę, że do teraz, chociaż jestem już dorosła i rozumiem, że faktycznie byłam jako dziecko trochę większa, ale już schudłam, czuję się na tle moich koleżanek taka ogromna, gabarytna, „wielkie babsko”, „babsztyl”, mam wrażenie, że jestem taka szeroka, że wszystko mam wielkie: dłonie, stopy, szerokie ramiona. Moja waga oscyluje teraz w granicach 65 kilo i realistycznie patrząc raczej nie różnię się tak bardzo na tle innych dziewczyn, ale ciągle gdzieś to za mną chodzi, że wyglądam jak wielka beczka i bardzo jest mi za to wstyd (?). I zazdroszczę właśnie niskim, filigranowym dziewczynom i bardzo, bardzo chciałabym być też taka drobna, chociaż przecież tego nie zmienię.
    A z drugiej strony, właśnie kiedy najwięcej schudłam, było to w liceum, nasłuchałam się tyle komentarzy, że mam przestać się odchudzać (chociaż wcale tego nie robiłam, nowa szkoła narzuciła na mnie trochę inny tryb życia, miałam więcej ruchu, jedyne co świadomie zmieniłam, to zaczęłam w miarę regularnie jeść, żeby nie chodzić w ciągu dnia głodna), mama straszyła mnie, że będzie stała nad moim talerzem dopóki nie zjem (nigdy nie zostawiałam posiłków), że będzie mi robiła badania, a jak chociaż jedna rzecz wyjdzie nie w normie, to będzie koniec diety i odchudzania (przypominam, nie odchudzałam się celowo), od znajomych i rodziny słyszałam non stop, że jestem chuda, żebym już więcej nie chudła; od mojej przyjaciółki usłyszałam kiedyś „jesteś już chuda, FUJ!!, nie masz już cycków!!” (nigdy nie ważyłam mniej niż 64 kilo jako dorosła osoba).
    I jak kiedyś w podstawówce i gimnazjum płakałam, że jestem gruba, tak w liceum utwierdziło mnie w przekonaniu, że cokolwiek nie zrobię, będę wyglądała źle i teraz koniec końców, nie wiem jak wyglądam. No zwyczajnie nie wiem. I może z tego to wynika, że teraz mi się wydaje, że wyglądam jakoś i staram się racjonalizować moje wyobrażenia, bo odbicie w lustrze nie mówi mi totalnie nic.
    Przepraszam za taki długi i może średnio na temat, ale czytając ten post, jakoś tak te wszystkie uczucia mi się przypomniały.

    • Anvi Listopad 6, 2018 w 3:03 pm - Odpowiedz

      Wyobraź sobie, że ja ważę 52 kg przy 170 cm i mam dokładnie takie same odczucia. Wszystko przez to że byłam wysoka i masywna jak byłam dzieckiem.

  18. Jadzia Listopad 7, 2018 w 3:24 pm - Odpowiedz

    Tekst trafiony w punkt. Mi ostatnio pewien „profesjonalny” program wyliczył, że jeśli chcę chudnąć 1kg tygodniowo (tak jak niby jest zalecane) to powinnam jeść… 822 kcal dziennie przy lekko aktywnym trybie życia. Przy wzroście 160cm. 822!!! Nie muszę chyba mówić jak bardzo triggerujące są takie wytyczne… choć nawet w najgorszym momencie zaburzeń odżywiania jadłam więcej, a doprowadziłam się do okropnego stanu. Ku przestrodze!

  19. Beata Listopad 9, 2018 w 9:15 am - Odpowiedz

    Pozdrawiam wszystkie siostry duże i małe;-) Długo tu nie zaglądałam ale dzięki Wilczogłodnej doprowadziłam do sytuacji że napady żarcia pojawiają się najwyżej co 2 tyg i zawsze potrafię się ocknäć i przestać. Hej, nic się nie stało. Po prostu przestań, pomyśl jak inaczej się utulić, pocieszyć. Wymiotów nie ma, przeczyszczaczy nie ma. Jest 160 cm i dzisiaj rano 56,8 kg. Kalorii nie liczę. Planuję jedzenie co 3-4 h. Moim celem jest pokochać siebie. Ok. Mam BMI w normie. Ok nie będę dążyć do 50kg wagi jak w liceum,ale tłuszczyk wokół talii i brzuszka trzeba zgubić dla zdrowia. Powoli, bez głodu, bez szału, bez zażerania po trudnym tygodniu pracy. Dzisiaj piątek. Dla mnie zawsze trudny dzień pod względem napadów żarcia. Pozdrawiam Was!

Zostaw komentarz