Dlaczego większość osób, które kiedykolwiek zapytało mnie o szczegóły mentoringu, nigdy się na niego nie decyduje?
Nie dlatego, że jest on finansową inwestycją. Większość z was rozumie, że i tak bulimia zje więcej kasy (przy nawet 10 zł dziennie przeznaczonym na zbędne jedzenie, mamy już 3650 zł rocznie – patrz zestawienie pod tym postem) oraz zdrowia, czasu, urody, potencjału i generalnie życia w każdym jego aspekcie.

Obawą numer jeden, powstrzymującą was przed tym krokiem, jest strach przed przytyciem. Tak, to przewija się prawie w każdej naszej konwersacji, a uzmysłowiłam sobie to jeszcze dobitniej po przeczytaniu wpisu mojej podopiecznej na Wilczym Stadzie:

„Pierwszy raz od 13 lat święta spędzam w spokoju i radości. Cieszy każda sekunda, bo zaburzeń już nie ma. Też byłam pewna, że to jest niemożliwe!!!
Kochane, myślę o Was dzisiaj. Byłam tam, gdzie Wy… Po mentoring z Anią jestem całkowicie wolna.
Dużo pytacie o mentoring. Często piszecie, że boicie się jeść. Sporo z Was popełnia błędy jedzeniowe, wpada w błędne koło i to przez to te zaburzenia ciągle są. Piszecie też o lęku przed przytyciem. Ja wtedy pytam „A czy chcesz tak żyć, w tej męczarni, wykańczaniu się i obsesji, czy chcesz by tak wyglądało Twoje życie???”

No właśnie. Chciałabym więc to wam dzisiaj naprostować, bo to obawa zupełnie zbędna. Absolutnie nie jest tak, że ceną za „piękną” sylwetkę musi być zmarnowane życie.

No bo pomyśl tylko; czy wszyscy ludzie, którzy nie mają zaburzeń odżywiania są grubi? No nie, prawda? Raczej większość z nich jest normalnej postury.
Spójrz chociaż na swojego męża, przyjaciółkę, znajomych ze szkoły czy z pracy. Raczej są to ludzie, którzy nie borykają się z tym co Ty, nie liczą kalorii, nie wymiotują, nie uprawiają sportu jak porąbani i w ogóle o tym nie myślą. No i co? Źle jest? No nie jest!

Ale ja jestem inna, ja muszę „uważać”, ja tyję od powietrza – powiesz mi. Rozumiem Cię. Ja też to tak zawsze powtarzałam, jak mantrę.
I tak, zapewne masz rację. Dlaczego? Nie dlatego, że jesteś jedynym wyjątkiem na Ziemi, człowiekiem, który nie czerpie z jedzenia energii, ale tyje od niego. Nie, dzieje się tak dlatego, że masz po prostu zmasakrowany metabolizm.

Od lat nie jadłaś normalnie. Była albo głodówka, albo obżarstwo. A nawet jeśli nie głodówka, to jakaś dieta. A może – tak jak u mnie w ostatnich kilku latach bulimii – po prostu rzyganie wszystkim, po praktycznie każdym posiłku.

No to jak ten metabolizm ma funkcjonować? Zrozum, dla organizmu najwyższym priorytetem jest przeżycie, a nie jakiś rozmiar (z) dupy. On będzie robił absolutnie wszystko, by oszczędzić jak najwięcej kalorii na czarną godzinę, która właściwie trwa codziennie. A jak to będzie robić? Magazynując każdą kalorię w postaci tłuszczu. Do przeżycia wykorzysta tylko część tego, co wykorzystywałby normalnie. Dlatego możesz jeść mniej i mniej i mniej….

To jest jednak sytuacja, którą w stu procentach da się odwrócić! Jeżeli zaczniesz jeść normalnie, metabolizm znowu ruszy i wszystko wróci do normy. Ja sama jestem tego najlepszym przykładem. Nie jadłam normalnie praktycznie nigdy, a już na pewno od około 12go roku życia, kiedy to zaczęłam kombinować z odchudzaniem. Potem byłam w bulimii do 30stki, zaliczyłam chyba tysiąc razy jo-jo i też „tyłam z powietrza”. A teraz co? Jem wszystko i trzymam wagę od lat.

Po drugie; wcale nie będziesz jadła WIĘCEJ. Tłumaczyłam to już wiele razy (czy schudnę bez diety). Będziesz jadła MNIEJ niż do tej pory. Jeżeli katowałaś te swoje 1800 kcal, a raz na kilka dni obżerałaś się na 5000, to średnia wychodziła Ci na poziomie – powiedzmy 2600. Stąd te dodatkowe kilogramy. No bo – heloł, nie z powietrza.
To teraz, jak będziesz jadła na przykład 2200 kcal na legalu, to jest to mniej czy więcej? Hmmm…
No właśnie! No to jak masz przytyć?

Jedyną sytuacją, w której trzeba przytyć, jest niedowaga. Jednak, jeżeli ktoś tego nie rozumie i nie jest w stanie zaakceptować, to raczej nie zajdzie za daleko. Aczkolwiek często przychodzą do mnie dziewczyny, które zapowiadają mi, że nie są gotowe przybrać ani grama lub negocjują przytycie tych dwóch kilo do wagi „już prawie minimalnej, ale jeszcze nie”, a potem w procesie mentoringu, kiedy zaczynają jeść i czuć się normalnie, to nagle traci na znaczeniu.

Cała reszta tyć nie musi, a jak powinna schudnąć, to schudnie.
Naprawdę nasz ludzki organizm dąży do równowagi i nie ma żadnego interesu w noszeniu na sobie nadwagi. Po co? Nadwagę będzie miał wtedy, kiedy będzie musiał z nami walczyć o przeżycie.
Tylko nasz mądry rozumek, może nam ją zafundować. Jak rozumek się odwali od fizjologii ciała, to ciało sobie doskonale poradzi. No chyba, że już sobie zrobiłyśmy jakaś cukrzycę czy inne kuku, to wtedy bez leków się nie obędzie.

No i po ostatnie, to co powiedziała moja podopieczna:
Czy chcesz tak żyć? W tej męczarni, wykańczaniu się i obsesji? Czy chcesz by tak wyglądało Twoje życie?

Jeżeli nie chcesz, to się nie bój.
A ja zapraszam do siebie. Wyobraź sobie, że tym razem noworoczne postanowienie „wychodzę z bulimii”, może się spełnić.