Czy weganizm pomaga w wyjściu z bulimii?

Jestem wielokrotnie przez was pytana, czy weganizm pomaga w wychodzeniu z zaburzeń odżywiania?
Ba! Nawet nie tyle co pytana, ale i posądzana o autorstwo takich tez. Raz podesłano mi wzmiankę z jakiegoś forum dietetycznego, gdzie toczyła się dyskusja o mnie, a byłam w niej nazywana „Tą laską, która promuje wyjście z bulimii i BED przez weganizm”.
Hmmm, pierwsze słyszę. No dobrze, więc co ja o tym wszystkim sądzę?

Dlaczego weganizm?

Słowem wstępu muszę przyznać, że prywatnie faktycznie jestem weganką. I podkreślę tu słowo prywatnie. To moja decyzja, moja sprawa, mój wybór. Nigdy nikogo na weganizm nie nawracam, nie pouczam, nie komentuję. Żyję i daję żyć innym.

Jak to się u mnie zaczęło?
Kiedy miałam ze 13-14 lat oświadczyłam rodzicom, że nie będę jeść mięsa. Tak po prostu. Byłam bardzo wrażliwym, skłonnym do refleksji dzieckiem i któregoś dnia stwierdziłam, że mi coś tu nie gra. Mama zawsze wpajała mi miłość do zwierząt, zawsze wspomagała miejskie schronisko, dokarmiała piwniczne koty i płakała na telewizyjnych reportażach o maltretowanych koniach. Ja przejęłam to po niej.

Ale przecież – myślałam rezolutnie – świnia, krowa czy kurczak to też zwierzę? No to jak to tak? Jedne zwierzęta trzeba wspierać, a inne zabijać? Ja nie chcę żyć w takim rozdwojeniu jaźni.
I przestałam jeść mięso.
Rodzice byli przerażeni (jeszcze nie wiedzieli biedni, że czeka ich coś znacznie gorszego). W tamtych czasach, jak ktoś mięsa nie jadł, to był uznawany za dziwaka na najlepszej drodze do grobu.

Ale ja się uparłam. A jak ja się na coś uprę to koniec. Tak mam.
W tym wypadku to nie była jednak tylko kwestia uporu. Po prostu nie mogłam się przemóc. Za każdym razem uparcie widziałam w wieprzowinie krowę, w drobiu kurę, a w kawałku mięsa czyjś mięsień. No czyli w sumie… całą prawdę o tymże produkcie.

A potem wpadłam w ED i wszystko mi mniej lub bardziej zobojętniało.
Byłam więc wegetarianką on and off, w zależności od tego jak bardzo nasilone były moje zaburzenia odżywiania. Aż w końcu porzuciłam ten pomysł zupełnie w okolicach 25 roku życia, kiedy to zaczęły się najcięższe dla mnie lata – brak kasy, celu, stany depresyjne, nadużywanie alkoholu, nienawiść do siebie i inne takie przyjemności.

Na szczęście w okolicach trzydziestki, kiedy mój ból stał się już nie do wytrzymania, doznałam olśnienia – bulimia to mój nałóg, a nie beznadziejna choroba. Ja mogę po prostu przestać to robić. Ja sama!
I rzuciłam ten cyrk praktycznie z dnia na dzień.
I kiedy tak w końcu stanęłam na nogach, zaczęłam ponownie zastanawiać się nad ważnymi dla mnie sprawami. Na przykład jaki mam wpływ na tę planetę? Czym i jak odżywiam swoje ciało? Co chcę sobą reprezentować? Jakie wartości są dla mnie ważne?

Okazało się, że nadal te same, które wyznawałam jako dorastająca dziewczynka! (Serio, czasami mam wrażenie, że człowiek wie więcej gdy jest dzieckiem, a potem szkoła i media piorą mu mózg.)
W każdym razie przeszłam najpierw na wegetarianizm, a potem, po około dwóch latach, na weganizm.
Nie odegrał więc on szczególnej roli w moim „zdrowieniu”. Raczej pojawił się później, jako konsekwencja rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i duchowego, na który mogłam sobie pozwolić kiedy przestałam zajmować się tylko i wyłącznie rozmiarem mojej d.

Reasumując, jestem weganką i mam ku temu wiele powodów o których nie będę się teraz rozwodzić, bo nie o tym jest ten post. Podam tylko jeden, dla mnie najważniejszy:
W każdym z nas mieszka to samo życie – światło poruszające nasze ciała. Jest ono we mnie, w każdej z nas i w każdym żywym organizmie – nie wykluczając kury, świni, owcy czy krowy.
I ja nie uważam po prostu, że mam prawo to życie komukolwiek odbierać. A już na pewno nie w imię mojego obiadu.

Tyle o mnie. A teraz o bulimii.

Dlaczego weganizm może pomóc?

Wiele youtuberek, blogerek i innych dziewczyn obecnych w internecie twierdzi, że weganizm pomógł im wyjść z zaburzeń odżywiania? Dlaczego?

Myślę że klucz jest w objętościach wegańskiego jedzenia. Chyba oczywistym jest, że żeby dostarczyć sobie potrzebnych kalorii w diecie roślinnej, trzeba zjeść tych „roślin” odpowiednio więcej.
Ten fakt może być bardzo pomocny na początku naszej drogi do normalności. Wiadomo, w bulimii i w BED jesteśmy przyzwyczajone do ogromnych ilości jedzenia. Ciężko nam przestawić się na tak zwane „normalne porcje”. Tutaj z odsieczą przychodzi więc ogromna sałatka, którą można jeść przez pół godziny, a kalorie i tak będą się zgadzać.

Chodzi w tym o komfort psychiczny i brak wyrzutów sumienia, które tak często popychają nas ku głupim decyzjom.
Plus oczywiście to, że rośliny nie obciążają tak bardzo układu pokarmowego, nie zakwaszają, są lekkie, smaczne i zdrowe. To miła odmiana po wieloletnim truciu się słodyczami i wszelkim syfem.

Tak, z tym się zgadzam i przytakuję. W tym świetle weganizm wygląda jak idealne rozwiązanie.
Ale jest też kilka „ale”.

Kiedy weganizm niekoniecznie jest dobry?

W przypadku kiedy jest on dla Ciebie restrykcją i wyrzeczeniem.
Bardzo często ludzie mówią mi, że mnie podziwiają za to że nie jem mięsa, jajek a nawet – Boże drogi – nabiału. A przecież to nie jest tak, że ja umieram na widok tych produktów i aż mnie trzęsie by je pożreć, ale z godną podziwu wytrwałością, powstrzymuję się od tego.
Nie, ja nie zjadłabym mięsna, nawet gdyby ktoś mi za to zapłacił. Tak jak pisałam, widzę nagą prawdę o nim i nie potrafię jej zignorować. To jest dla mnie oczywiste i nie wymagające żadnego „wysiłku”.

Jeżeli jednak jesteś taką osobą, dla której miałoby to być pokutniczym wyrzeczeniem, nie zaczynaj. Naprawdę nie potrzeba Ci kolejnej restrykcji w imię czegoś, czego po prostu nie czujesz.

Także jeżeli fizycznie nie dajesz rady bez mięsa, odpuść.
Niedawno moja przyjaciółka przeszła na weganizm. Niedługo po tym zaczęła czuć się źle i wyglądać jeszcze gorzej. I to mimo tego, że naprawdę zrobiła to z głową. Niebawem okazało się że ma bardzo złe wyniki i w ogóle ledwo żyje.
W końcu stwierdziła, że musi niestety czasami zjeść mięso, bo tak nakazuje jej organizm i nie może już dłużej tego ignorować.
Teraz je mięso raz na czas i znacznie lepiej funkcjonuje. Ubolewa nad tym faktem, bo zgadza się w stu procentach z ideą weganizmu, ale zrozumiała, że jej organizm potrzebuje czegoś innego.

Jeżeli jesteś jak moja przyjaciółka, nie przymuszaj się. To widocznie nie jest dla Ciebie.

Kolejną rzeczą na którą uczulam, jest prosty fakt, że jedzenie wegańskie także zawiera kalorie.
To nie jest tak, że jak jesteś weganką, to możesz jeść przez cały boży dzień i nie przytyjesz. Absolutnie!
Na weganizmie można tak samo pięknie się utuczyć, jak na każdej innej nadwyżce; suszone owoce, orzechy, awokado, mleko kokosowe – to są rzeczy które mają jednak sporo kalorii.
A nawet jeżeli nie, to jeśli zaczniesz nagle jeść po dziesięć bananów dziennie – przytyjesz.
Trzeba podchodzić do tego tak jak do każdego innego jedzenia.
Piszę o tym po to, abyś nie rzuciła się nagle na „bezkarne” roślinne jedzenie, przytyła i wróciła do punktu wyjścia, kiedy tracisz głowę i zaczynasz w panice kolejną głodówkę.

Pamiętaj także, że jeżeli przechodzisz na weganizm, nie oznacza to że musisz brać z nim ślub. Jeżeli widzisz, że to Ci nie służy, albo jeżeli masz przemożną ochotę na coś nie wegańskiego – daj spokój.
Nie podchodź do tego znowu w sposób perfekcjonistyczny. Świat się nie zawali, jeżeli raz zjesz sobie loda.

Najważniejsze jest to, abyś słuchała swojego ciała. Ono powie Ci czego dokładnie chce.
Dlatego właśnie NIE promuję weganizmu jako metody wyjścia z zaburzeń odżywiania. Co zaś promuję? Jedzenie w większości nieprzetworzone (minimum 80%), według indywidualnego zapotrzebowania na kalorie.
Moje podopieczne na mentoringu mogą jeść co im się tylko podoba, dopóki trzymają się tej zasady.

*

Jestem ciekawa Twojej opinii na ten temat. Czy miałaś do czynienia z weganizmem? Czy pomógł on Tobie? Daj nam znać w komentarzu.

Jeżeli zaś nigdy nie próbowałaś, a chciałabyś zobaczyć jak to jest, zrób to w ramach miesięcznego eksperymentu.
Tak się składa, że ja zaczynam w najbliższą sobotę jadłospis wegański (IG wilczoglodna) i możesz do mnie dołączyć.
Tym razem będzie mała niespodzianką – jadłospis jest bezglutenowy! Zrobiłam go, ponieważ wiele z was pyta o tę opcję. Dla mnie to po prostu nowe doświadczenie. Chcę zobaczyć jak będę się na nim czuć. I z tego co widziałam, w końcu nauczę się wypiekać chleb!

jadłospis

Jadłospis jest na 2000 kcal i 4 posiłki.
Do tego wypuszczam nowy jadłospis wegetariański i nowy jadłospis klasyczny. Także na 2000 kcal i na 4 posiłki.

jadospis

jadospis
Pamiętaj jednak, że zawsze można dodać trochę kalorii jeżeli 2000 to dla Ciebie za mało!

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2018-09-12T09:55:26+00:0011 Wrzesień, 2018|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , , , |

47 komentarzy

  1. Svala Wrzesień 11, 2018 w 11:11 pm - Odpowiedz

    Ja zauważyłam kilka lat temu taką zależność- osoby wychodzące z ED przechodzą na weganizm- okay. Czy z poglądów? Spora część pewnie i tak. Ale odnosilam swego czasu wrażenie że, w myśl zasady Twaina(Jeśli chcesz wyjść z jakiegoś nałogu, znajdź sobie inny), osoby przechodziły z jednych diet na inną- weganizm właśnie. Mi towarzyszyło wraz z ED poczucie wyższości nad innymi i co ważniejsze- wyjątkowości. To ja mam takie i takie zasady żywienia, to ja nie jem tak jak reszta, nie jem „normalnie”(nie lubię tego określenia :/), to mnie ludzie pytają co tym razem wymyslilam, co mam w lunchboxie podczas gdy inni jedzą zwykle, nudne kanapki robione na szybko przed wyjściem z domu itd. W te klimaty. No i właśnie jakoś tak widziałam to przejście na weganizm u ludzi z ED jako takie przejście do kolejnej wyjątkowej grupy ludzi którzy jedzą inaczej niż reszta. Teraz trochę inaczej to widzę, uważam ze jeśli nawet to co napisałam powyzej miałoby komuś pomóc- to dobrze. Zgadzam się w 100% z tymi zastrzeżeniami kiedy lepiej nie przechodzić na weganizm i zgadzam się z tym ze w starciu obiad-życie, życie zawsze wygrywa. Pozdrawiam, S.

  2. Anianowa Wrzesień 12, 2018 w 8:26 am - Odpowiedz

    Cześć Aniu, świetny post, takie lubię najbardziej w Twoim wydaniu 🙂
    U mnie jest inaczej.
    Najlepiej czuję się na sposobie odżywiania wegetarianizm + ekologiczne mięso w mniejszej ilości. Popieram założenia wege dot. traktowania zwierząt, produkcji przemysłowej itd. ale jem mięso, jaja, ryby – staram się wybierać te ekologiczne (bo tak na prawdę tylko wtedy są zdrowe dla nas). Próbowałam wege – niestety nie jest dla mnie.
    Bolą mnie tylko trochę koszty mojej diety, bo zawsze spora części pieniędzy idzie na jedzenie, niestety droższe produkty są lepsze najczęściej (oczywiście nie zawsze), szybciej się nimi najadam – w sensie jak jest coś słabej jakości to więcej potrzebuję aby się nasycić, a jeśli jest lepszej jakość (i zapewne ma więcej witamin, mikroelementów i tego całego dobra), to wystarczy mi dużo mniej, żeby czuć satysfakcję po posiłku.
    Niemniej jednak, zdarza mi się wciąż wymiotować po jedzeniu (raz na dwa, cztery tygodnie), więc podejrzewam, że nadal coś robię źle i stąd te problemy. Przez kilka tygodni jem dobrze, zdrowo i czuję się doskonale, a później przychodzi dzień że mam apetyt taki, że zjem obiad i mam ochotę na drugą taką samą porcję, nie mogę się nasycić. W efekcie jem zdecydowanie za dużo i po przekroczeniu pewnego progu kalorii, zaczyna mi wszystko obojętnieć – wtedy wpieprzam jak leci, orzechy, czekolady, ciastka itd. Nie mogę znieść, że mam tyle syfu w żołądku i wymiotuję. To daje mi poczucie ulgi, że wyrzuciłam to z siebie, ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że pomimo wymiotów i tak z tego jedzenia przytyję.
    Niestety, ja wciąż szukam gdzie jest problem u mnie, próbuję ustalić przyczynę.

    • Wilczo Glodna Wrzesień 12, 2018 w 9:33 am - Odpowiedz

      Jesz ciągle za mało kalorycznie? Może za mało tłuszczu skoro orzechy i czekolada?
      Nie wymiotuj. Przeczytaj post „Decyzja”.

      • Anianowa Wrzesień 12, 2018 w 9:05 pm - Odpowiedz

        Być może Aniu. Ale nie mogę przeskoczyć w mojej głowie na jedzenie 2000 kcal, kiedy jestem mała (1,58 wzrostu) i mam aktywność malutką. Tyję jedząc 2 tys kalorii. Waga leciutko spada na 1500, na 1800 stoi. Mam ok 7-9 kg do zrzucenia.
        Myślę, że tłuszczu jem dosyć sporo, bo od 60 do 130 g na dobę, a to nie jest mało.
        Nie chcę wymiotować, ale nie mogę na siebie patrzeć, zamiast chudnąć, ciągle tyję lub z trudem utrzymuję wagę.

  3. Nati Wrzesień 12, 2018 w 9:47 am - Odpowiedz

    U mnie wegetarianizm zaczął się po drugiej hospitalizacji z powodu anoreksji. Z początku była to typowa restrykcja i chęć uniknięcia tłustej kuchni w domu. Kiedy jednak zaczęłam się sama utrzymywać, a moje poglądy uległy zmianom, zdecydowałam się na weganizm. Niestety paradoksalnie, kiedy zdarza mi się bulimiczna „uczta” to potrafię sięgnąć po kanapki z serem czy pizze. Mam z tego większą przyjemność niż ze słodyczy. Nie wgłębiałam się bardziej, ale to pewnie kazeina z sera – podobno działa uzależniająco. Poza napadami nie mam problemu, żeby nie jeść produktów mlecznych, a w jego trakcie wszystko jedno. Dziwne, bo o mięsie nigdy bym w takiej chwili nawet nie pomyślała.

  4. krysia Wrzesień 12, 2018 w 10:53 am - Odpowiedz

    to prawda. Weganizm pomaga. konkretnie dieta NPR – nieprzetworzone produkty roślinne. Duże objętościowo, smaczne i ładnie wyglądające na talerzu posiłki, mniejsze wyrzuty sumienia jeśli zjadło się ponad normę, a to jest bardzo ważne – bo to oznacza mniejszą ilość sytuacji „i tak straciłam kontrolę co mi tam”. Od siebie dopowiem że u mnie eliminuje „zachcianki”. Zauważyłam bowiem że zachcianki i najgorsze bulimiczne ciągi pojawiały się zawsze wtedy kiedy okoliczności zmuszały mnie do jedzenia mięsa (okresy pobytu w szpitalu, czy lata w skoszarowanej szkole). Wtedy pojawiały się zachcianki i to właśnie na słodycze, co wiadomo jak się kończyło. Co dziwnego, w tych okresach miałam najgorsze wyniki badań, w szkole to się nawet nabawiłam anemii. Uwrażliwia na krzywdę zwierząt, czyli odwraca naszą uwagę od jedzenia, zaprząta nasz umysł czymś innym niż jedzenie. Rośliny nawet te hodowane konwencjonalnie, mają i tak mniej chemii w sobie niż mięso, zatem nasz organizm otrzymuje mniej toksyn, a więcej witamin i minerałów, co też ułatwia funkcjonowanie mózgowi i innym narządom, nie traci sił na pozbycie się chemii i ma więcej sił na radzenie sobie np. ze stresem, co zwiększa nasze szanse na rozładowanie emocji inaczej niż przez obżarstwo. Osobiście u siebie zauważyłam znaczną poprawę zdrowia i samopoczucia, szybszą regenerację po treningu, i przede wszystkim – jest we mnie mniej agresji, łatwiej radzę sobie z negatywnymi emocjami, lepiej mi się myśli, trudniej przychodzi mi utrata panowania nad sobą i spowodowane złością zaślepienie, kiedy człowiek nie myśli i odruchowo idzie do lodówki. Takich sytuacji jest mniej. A jeśli chodzi o treningi i regenerację to jest w ogóle inny świat. Naprawdę polecam. Żeby było jasne – weganizm to też frytki z keczupem i cola light, to też parówki sojowe o smaku bekonu. Nie o takim weganizmie mówimy. Mówimy o nieprzetworzonych produktach roślinnych – kasze, orzechy, strączki, grzyby, owoce i warzywa, warzywa, warzywa. Tak jak radzi Ania.

  5. Katarzyna Wrzesień 12, 2018 w 11:10 am - Odpowiedz

    Hej Aniu możesz wrzucić jeden przykładowy dzien z jadłospisu klasycznego? Chciałam się zorientować w jakim stylu Jest stworzony czy łatwe i szybkie dania czy sa produkty drozdze i trudno dostępne ?

    • Zuzia Wrzesień 12, 2018 w 12:15 pm - Odpowiedz

      Aniu, ja również prosiłabym o udostępnienie jednego dnia z klasycznego jadłospisu, albo chociaż podanie jaki udział ma w nim mięso, ile razy dziennie/ w tygodniu się pojawia. Będę wdzięczna, bo jestem zainteresowana, ale nie wiem czy będę sobie w stanie pozwolić na przygotowanie tych posiłków.

      • Wilczo Glodna Wrzesień 12, 2018 w 8:56 pm - Odpowiedz

        Będzie!

  6. Ola Wrzesień 12, 2018 w 12:02 pm - Odpowiedz

    Ja nie wyobrażam sobie diety bez jaj, sera, pysznego mięsa albo ryb, wybieram produkty ekologiczne i szanuje zwierzęta bardzo. W moim przypadku gorzej się czuje, gdy zjem ogromną ilość warzyw, kaszy i np tofu , pomimo iż kalorycznie nie jest to duzo to nie jestem aż do teraz w stanie znieść uczucia takiej ilości jedzenia a żołądku. Wolę mniejsza ilość nawet jak jest w tym więcej kalorii. Próbowałam jeść wegańsko przez tydzień, była to katorga. Z mięsa może gdybym musiała to bym zrezygnowała, z ryb, jaj, sera, niee. Każdy musi zobaczyć co jemu służy, a co nie, absolutnie nie może być decyzja o weganizmie spowodowana chęcią restrykcji albo schudnięcia.

  7. Kasia Wrzesień 12, 2018 w 4:52 pm - Odpowiedz

    Dla każdego coś innego. Mnie paradoksalnie pomogła dieta bez zbóż i częściowo bez nabiału. Może nie stricte „paleo ” ale blisko. Mięso jem chętnie ale najwięcej jest w mojej diecie warzyw, tłuszczu i owoców. Dokładnie w tej kolejności:) mam dobre wyniki i lepsze trawienie. Zboża nawet te bezglutenowe zdecydowanie mi nie służą. Duże objętościowo (warzywa) i dość kaloryczne sosy, dipy, oleje, tluszcz z mięsa i samo mięso) to jest to po czym czuję się najlepiej:)

    • Wilczo Glodna Wrzesień 12, 2018 w 8:56 pm - Odpowiedz

      Masz grupę krwi 0?

  8. Angelika Wrzesień 12, 2018 w 4:55 pm - Odpowiedz

    Ponad rok temu powiedziałam głośno, że jestem chora, że to bulimia i że dłużej nie chce tak żyć. Zaczęłam ciężką walkę z uzależnieniem i odrzucenie mięsa w mojej codziennej diecie przyszło samo, tak zwyczajnie. Zauważyłam, że łatwiej radzę sobie z posiłkami, kiedy są lekkie, z dużą ilością warzyw, owoców. Zaczęłam zwracać uwagę na to co jem, jakiej jakości są te produkty, wyeliminowalam całkowicie żywność przetworzoną. Nie wykluczam, że być może kiedyś wrócę do jedzenia mięsa, ale jeszcze nie czuję się na to gotowa. Tak jest bezpieczniej dla mnie. Ale tak jak pisze Ania- to są tylko osobiste doświadczenia i nie uważam, żeby to właśnie było wyjście z bulimii

  9. Martyna Wrzesień 12, 2018 w 6:23 pm - Odpowiedz

    Dziekuje Aniu za ten post 🙂
    Ja jastem w drodze do wyjścia z BED.
    I sama pamietam jak probowalam weganizmu kilka miesiecy temu, zamiast zajac sie problemem nawyku, po prostu opychałam się wegańskim jedzeniem, myślac ze tak rozwiaze problem zaburzenia i schudnę na zdrowym obżeraniu się. Kiedy doszlam do wniosku, że dopóki nie zwalczę nawyku obżerania się, nadal bede stac w miejscu. Jadlam nieprzetworzone jedzenie, mięso również, ale bardzo mocno sie kontrolujac, bo u mnie była prosta droga od zjedzenia posiłku do obżarcia się do fulla. A aktualnie, mam tak samo jak Ty, dojrzałam, moja świadomość sie zmieniła i po prostu nie potrafie nie byc weganka. Ale zgadzam sie z Toba, to absolutnie nie jest patent na wyjscie z zaburzen. Sprawdzone na sobie 🙂 Zadne jedzenie, zadna dieta nie uleczy zaburzeń głowy.

  10. Kate Wrzesień 12, 2018 w 7:23 pm - Odpowiedz

    Kurcze! jak ja bym chciała spróbować weganizmu! daleko mi do niego, ba! nawet do wegetarianizmu. Ale powiem tak – już od dłuższego czasu nie jem prawie w ogóle mięsa. Zdarza mi się co prawda raz na kilka dni, ale są to ilości na dobę: plasterek pasztetu lub pół kotleta. Moją zmorą są słodycze i przez nie przytyłam po wyjściu z objęć wilka dwa lata temu (dzięki Ani oczywiście 🙂 ). Zjadam bardzo dużo nabiału i w zasadzie nie mogę bez niego żyć – nie wyobrażam sobie dna bez jogurtu lub kefiru. Masło także czasem jem. Za owocami nie przepadam, kasze, warzywa, orzechy, pestki lubię, ale czy to wystarczy żeby spróbować? nawet nie mam pojęcia jak wyglądają i smakują posiłki wege i wydaje mi się naprawdę trudne ich przyrządzanie. Nie sądzę bym wytrzymała chociażby tydzień bez słodyczy i jogurtów…więc chyba wege będzie tylko w moich marzeniach…

    • Wilczo Glodna Wrzesień 12, 2018 w 8:55 pm - Odpowiedz

      Spróbuj i się przekonaj 🙂
      A jogurty można jeść sojowe.

    • Kinga Wrzesień 14, 2018 w 2:15 pm - Odpowiedz

      Nabiał przez kazeinę w nim zawartą jest uzależniający i dlatego ciężko się od niego odzwyczaić. mi po odstawieniu po jakimś czasie przeszła prawie całkowicie ochota na jogurty, ser itp. Jeżeli cię ciągnie do produktów odzwierzęcych to w sklepach jest już naprawdę masa roślinnych zamienników, na początku może to być pomocne w przechodzeniu na taką dietę 🙂

  11. Agata Wrzesień 13, 2018 w 8:34 am - Odpowiedz

    Cześć Aniu,

    Post pojawił mi się w sponsorowanych (mimo że śledzę Twoje posty samodzielnie od dawna), akurat po tym jak znowu od rana katuję się wyrzutami sumienia po kolejnym obżarstwie i sekretnej schadzce, po przyjeździe do domu rodzinnego. W ostatnich dwóch tygodniach przytłumiona na jakis czas choroba wrocila i znowu wymknęło mi się to spod kontroli. Wyczekiwana wolność chwilowego bezrobocia, zamieniła się w piekło obaw przed tym, że tuczę się we własnej złotej klatce i tym razem naprawdę boję się, że nie uda mi się przestać.
    Tak siedząc wczoraj z włączonym nazbyt długo prysznicem, zastanawiałam się jak to jest. Czy oni (rodzice) naprawdę nic nie słyszą? Zwłaszcza mama, która świadoma mojej choroby lub raczej że mam już wszystko pod kontrolą, nie słyszy „chodzenia” kuchennych szafek i drzwi lodówki, a potem puszczanej wielokrotnie wody?
    Może chodzi o akt przyłapania, może to przyniesie oczyszczenie?

    Ale tu o weganizmie miało być..
    I tak oto tu w domu jest to jedyne miejsce, gdzie np. mięso jest i tak ja na co dzień jem wegańsko, tak przy ataku obojętnieję i wrzucam w siebie każdą swoją pierwotnie silną potrzebę.

    Jednak przez długi czas weganizm trzymał mmie w ryzach, bo ciało po prostu czuło się zdrowsze i nie miało tego typu potrzeb. To jak niejedzeniem cukru, po jakimś czasie potrzeba przechodzi, jak z każdym toksycznym nałogiem.
    Jak się je zdrowo to ciało samo na to odpowie.

    Dużo milosci i dziękuję za tę wspaniałą pracę, którą wykonujesz.

  12. niewegańska-fanka Wrzesień 13, 2018 w 11:12 am - Odpowiedz

    Cześć, Aniu i dziewczyny. 🙂 U mnie to własnie było tak, jak napisała Anka w pierwazym punkcie: chciałam wyjść z ED, przechodząc na wegetarianizm, a jak napady się powtarzały, przeszłam na weganizm. Czułam się lepsza, wyjątkowa, pomagało mi to kontrolować napady (bo nie mogłam się wtedy rzucić na sery, mięso czy słodycze, a zapychanie się jogurtami sojowymi było bez sensu). Ale dość szybko zrozumiałam, że dla mnie weganizm był tylko kolejnym nałogiem (jak przedtem ED) – tak jak ktoś napisał tu w pierwszym komentarzu. To akurat prawda, widzę dużo dziewczyn po ED (albo w trakcie!) na youtube, które mocno ograniczają tłuszcze na weganizmie, kłamią jak to ich ciało świetnie sobie radzi na roślinach, a wyglądają na niedożywione i przeraźliwie chude. Według mnie hipokryzja, i przez takie osoy ludzie później zarzucają dziewczynom wychodzącym z ED, że weganizm to tylko kolejny nałóg. U mnie tak było, dlatego krzywo patrzę na wszystkie cuda-diety po ED. Tylko normalne żarcie, a jak już uporządkujemy głowę, wtedy można się bawić w weganizmy.
    Żeby nie było: jak najbardziej popieram, tak samo komuś może służyć dieta mięsna, paleo, bez nabiału czy bez zbóż. Ja jdnak nie ryzykuję, jem wszystko, bo moje zdrowie (psychiczne też) i samopoczucie jest ważniejsze niż zwierząt w rzeźni.
    Trzymam jednak kciuki za wszystkie PRAWDZIWE wege i wegan.

    • krysia Wrzesień 14, 2018 w 10:21 am - Odpowiedz

      niewegańska fanko, co znaczy według Ciebie „normalne” jedzenie? drożdżówka i biała bułka z masłem albo nie daj boże margaryną polędwicą sopocką, kotlet w panierce i ziemniaki z tłustym sosem na smalcu i białej mące, ciasto z tłustym kremem na maśle na deser i smażona kiełbasa z plackami ziemniaczanymi na kolację? To Ci odpowiem że dla 3/4 ludzkości i dla całej reszty istot żywych na tej planecie to NIE JEST normalne jedzenie. I wystarczy rozejrzeć się wokół żeby to udowodnić. Żadne zwierzę się tak nie odżywia i większość ludzi. Tylko my tak jemy, a efekty takiego „normalnego” jedzenia widać po epidemii otyłości, zawałów, raków i innych chorób cywilizacyjnych. I mniejsza o traktowanie zwierząt w ubojniach i hodowlach, ale Ty naprawdę nie wiesz ile w tym mięsie jest chemii, antybiotyków, hormonów wzrostu i innego syfu? Równie dobrze mogłabyś szamać pastę do butów. Smacznego 🙂

      • niewegańska-fanka Wrzesień 14, 2018 w 5:23 pm - Odpowiedz

        A gdzie ja napisałam, że jem polędwice, białe bułki i tłuste sosy? Nie dopowiadaj sobie.

        • Krysia Wrzesień 17, 2018 w 9:11 pm - Odpowiedz

          To w takim razie co dla Ciebie znaczy „normalne jedzenie”? Bo dla mnie to kasze, strączki, grzyby, orzechy, pestki, warzywa i owoce. Mięso – może kiedyś gdy krowy jadły trawę na łące, kury ziarna na podwórku a człowiek zabijał je raz na pół roku gdy były już stare i wykorzystywał z nich wszystko, łącznie ze skórą i łapami, może i tak. Ale nie dzisiaj gdy roślinożerne krowy karmi się zmielonymi kośćmi, i na pewno nie w takich kosmicznych ilościach w jakich dzisiaj pochłaniamy mięso – nie Fanko, dzisiejsze mięso to na pewno NIE JEST normalne jedzenie. Piszesz że jesz wszystko bo Twoje zdrowie jest ważniejsze niż samopoczucie zwierząt w rzeźniach. Ja WŁAŚNIE DLATEGO nie jem mięsa. Z tego samego powodu co Ty. Bo nie chcę truć swojego organizmu zawartym w tym mięsie syfem. Bo moje zdrowie jest dla mnie ważniejsze niż samopoczucie lobbystów i zyski producentów mięsa i nabiału. Polecam książkę „Nowoczesne zasady odżywiania” prof. T. Collina Campbella. I pozdrawiam

  13. Kasia Wrzesień 13, 2018 w 12:42 pm - Odpowiedz

    Skąd wiedziałaś Aniu? Tak jestem zerówką.

    • Wilczo Glodna Wrzesień 13, 2018 w 12:52 pm - Odpowiedz

      No bo jesz jak zerówka. Kiedyś myślałam, że to bzdura, ale po setkach podopiecznych widzę, że jednak nie.

      • Ilia Wrzesień 14, 2018 w 4:25 pm - Odpowiedz

        ja jestem zerówka i od 7 lat jestem weganka, a wczesniej wegetarianka i nie przepadałam nigdy za miesem. Króliki też maja różne grupy krwi, ale zasadniczo jedzą to samo. A my ludzie chyba na siłe szukamy interpretacji, tam gdzie jest przypadek. Wiekszość ludzi lubi mięso, wegetarianie to jakieś 10 proc pewnie, wegan jest jescze mniej, a „o” to najczestsza grupa krwi( jakieś 45%) Wiec najbardziej prawdopopdbne jest spotkanie na swojej drodze osoby która nie jest wege i ma grupe krwi 0. Naprawdę zabawne jak mózg poszukuje wzórów wszędzie

        • gusia Wrzesień 14, 2018 w 5:25 pm - Odpowiedz

          Dokładnie, mam nadzieję, że Ania nie popiera tych głupich podziałów na kolor oczu, grupę krwi czy dietę dla choleryka…

          • Krysia Wrzesień 17, 2018 w 9:32 pm

            Jeden z najpopularniejszych obecnie biegaczy, Scott Jurek, zapalony weganin i kucharz z zamiłowania, ma grupę krwi „0”. Większość Hindusów ma grupę krwi A, która to grupa ponoć najlepiej funkcjonuje na wegetariańskiej diecie, i faktycznie, generalnie w Indiach mięsa jada się bardzo mało, większość społeczeństwa faktycznie stosuje wegetariańską dietę. Dodać trzeba że u nich na ogół krów nie trzyma się całe życie bez dostępu do słońca i nie karmi się mączką kostną, więc i mleko w Indiach ma inny smak i inne właściwości. Myślę że to jest tak jak z rakiem – dziedziczy się predyspozycje, ale nie oznacza to że właściciel rakowych genów na bank zachoruje, a tym bardziej umrze na raka. Ja mam grupę krwi 0 a weganką jestem od nastolatki, 30 lat byłam wyczynowym sportowcem i to w sztukach walki, więc ta dieta musiała mi służyć bo inaczej bym się nie utrzymała tak długo w czołówce sportowej. Na inteligencję też nie miała negatywnego wpływu bo skończyłam naprawdę ciężkie techniczne, „męskie” studia i pracuję w wyuczonym zawodzie. Niestety nie uchroniłam się przed bulimią. Konkluzja – weganizm to na pewno nie jest dieta cud, bo cudów nie zdziała, ale w dzisiejszym oszalałym z żądzy zysku świecie gdy cukier dodaje się nawet do kiełbasy, sól do ciastek a dzieciom tłoczy do głów że mleko jest zdrowe, aby tylko jego producent jak najwięcej zarobił, a potem się dziwi że mają alergie, cukrzyce, osteoporozę, ADHD, gdy cukru i mięsa zjadamy dziś w tydzień tyle ile nasi przodkowie nie zjadali w miesiąc, w tych czasach dieta oparta na nieprzetworzonych produktach roślinnych to może być dla wielu osób nie dieta cud, tylko fajny, rozsądny sposób odżywiania. Zgodzę się że nie każdemu będzie służyć. Ale takiej diety dla wszystkich nie ma

  14. Denisa Wrzesień 13, 2018 w 1:24 pm - Odpowiedz

    Jestem laktowegetarianką. Mleko piję. Ale poza tym,nie spożywam żadnych produktów zwierzęcych. Mięsa, wędlin,ryb,jajek. Sam ich widok powoduje u mnie obrzydzenie,a zapach i myśl o tym,że miałabym to zjeść,wywołuje odruch wymiotny. Warzyw i owoców dużo.
    I tu jest problem. Zdaję sobie sprawę,że cierpię na zaburzenia odżywiania. Jestem też uzależniona od senesu,którym przeczyszczam się,gdy zjem za dużo.
    A moje odżywianie waha się od porcji niemal głodowych,po dni „żarte”,gdy zjadam zieleninę kilogramami. Do tego płatki z mlekiem lub na sucho. I później dawka senesu. Nawet dziesięciokrotnie silniejsza niż zalecana.
    Obecnie byłam na etapie głodówki. Przez jakiś czas moja waga stała w miejscu. Wczoraj byłam jednak u lekarza na rutynowych badaniach i przy okazji się zważyłam. Okazało się,że spadłam do 43kg. Pochwaliłam się tym przyjacielowi,a on stwierdził,że nie mam się z czego cieszyć,bo mieć taką wagę to przykre. O co jemu chodziło? Ze nadal za dużo ważę,czy jak? Mam 163cm wzrostu.

    • w Wrzesień 13, 2018 w 5:29 pm - Odpowiedz

      Skoro to Twój przyjaciel, to czemu nie zapytałaś o co mu chodziło? Jestem na 99,9%, że chodziło mu o to, że to przykre, że tak MAŁO ważysz (każdy normalny facet by tak powiedział).

    • Karola Wrzesień 14, 2018 w 10:25 am - Odpowiedz

      Denisa na bank ważysz za dużo. Uważam że powinnaś ważyć max. 29 kg. A najlepiej 27

    • Kate Wrzesień 14, 2018 w 12:25 pm - Odpowiedz

      mi to wygląda na skrajna anoreksję…taka waga 🙁

  15. Kasiek Wrzesień 13, 2018 w 2:16 pm - Odpowiedz

    Ja postanowiłam przejść na weganizm żeby spróbować jak to jest. Zrobiłam sobie taki miesięczny eksperyment, i powiem szczerze, że na weganizmie czułam się fantastycznie. Miałam dużo energii, nie miałam napadów, nie chodziłam ciągle głodna itp. Wtedy nie wiedziałam jeszcze czemu tak weganizm na mnie podziałał, aż do czasu kiedy minął miesiąc i pomyślałam „ok było fajnie ale chyba wrócę sobie do starego sposobu żywienia” (czyli zaczęłam na powrót jeść wszystko, ale oczywiście nadal było to jedzenie nieprzetworzone).Wtedy znów na moim talerzu zaczął pojawiać się nabiał i mięso. Tylko że zauważyłam że chodzę z ciągle głodną głową. Mimo że nie miałam na nic ochoty to mózg ciągle wołał „zjedz coś”, „jeść”, i to mnie strasznie wykańczało psychicznie (a jadłam dalej tyle samo kalorii co na weganizmie). Zaczęłam wtedy czytać wtedy o sposobie odżywiania dostosowanym do grupy krwi co wcześniej uważałam za kolejny wymysł ale gdy się wgłębiłam w ten temat zmieniłam zdanie bo okazało się, że dieta zgodna z moją grupą krwi (mam grupę A) zakłada właśnie wykluczenie mięsa i nabiału. I nie powiem w tym momencie mnie olśniło dlaczego ja tak fantastycznie czułam się na weganizmie.
    Teraz właśnie mam zamiar wrócić częściowo do weganizmu, tylko częściowo bo lubię od czasu do czasu zjeść serek wiejski czy jajka, ale wiem że właśnie na takim sposobie odżywania czuję się najlepiej bo nie chodzę ciągle psychicznie głodna i fizycznie mam więcej energii.
    Tak że ja mogę powiedzieć że weganizm nie tak do końca pomógł mi wyjść z ED ale dzięki niemu znalazłam sposób odżywiania idealny dla siebie 🙂

    • Wilczo Glodna Wrzesień 13, 2018 w 5:28 pm - Odpowiedz

      No ja właśnie też mam A i najlepiej funkcjonuje na roślinach i węglach w ogóle.

  16. Kasia Wrzesień 13, 2018 w 2:17 pm - Odpowiedz

    Nauczyłam się słuchać swojego organizmu i dostarczać mu takie paliwo, które najlepiej wykorzysta. Mogą to być zupełnie różne produkty dla każdej z nas. Dla jednych weganizm, dla innych nie. Ciało samo daje sygnały, czego potrzebuje. Ja na bezmiesnej diecie nabawiłam się anemi i ZJD.. A np Ty Aniu- świetnie funkcjonujesz i wyglądasz. Najważniejsze, co zrozumiałam śledząc Twój blog to, żeby JEŚĆ. A co? Organizm sam nam podpowie, jeśli damy mu szansę.

    • Wilczo Glodna Wrzesień 13, 2018 w 5:28 pm - Odpowiedz

      Exactly!

  17. Cusco Wrzesień 13, 2018 w 7:33 pm - Odpowiedz

    Aaach, wspaniale, wegański bezglutenowy! <3 Dziękuję, dziękuję~!

  18. Alicja Wrzesień 14, 2018 w 2:16 pm - Odpowiedz

    Ależ boli mnie sprzedawanie jednego, niezindywidualizowanego jadłospisu dla wszystkich .Cena nie jest wygórowana jak na jadłospis aż na 4 tygodnie, z tym, ze powinien być dobrany dla każdej kobiety indywidualnie. Poza tym któraś z kobiet nie posiadająca alergii ani nadwrażliwości na gluten przejdzie na dietę wykluczająca gluten niepotrzebnie i narazi się na niedobory …

    • Wilczo Glodna Wrzesień 14, 2018 w 4:04 pm - Odpowiedz

      Słońce, na niedobory to się narazi kobieta, która się obżera słodyczami i wymiotuje, bo takie właśnie przede wszystkim czytają tego bloga. Więc błagam, miesiąc fajnego, ustabilizowanego jedzenia jej nie zabije, nawet bez glutenu. Zawsze można iść do dietetyka po zindywidualizowany jadłospis, bo udział w tym wcale nie jest obowiązkowy.

  19. Ilia Wrzesień 14, 2018 w 4:25 pm - Odpowiedz

    ja jestem zerówka i od 7 lat jestem weganka, a wczesniej wegetarianka i nie przepadałam nigdy za miesem. Króliki też maja różne grupy krwi, ale zasadniczo jedzą to samo. A my ludzie chyba na siłe szukamy interpretacji, tam gdzie jest przypadek. Wiekszość ludzi lubi mięso, wegetarianie to jakieś 10 proc pewnie, wegan jest jescze mniej, a „o” to najczestsza grupa krwi( jakieś 45%) Wiec najbardziej prawdopopdbne jest spotkanie na swojej drodze osoby która nie jest wege i ma grupe krwi 0. Naprawdę zabawne jak mózg poszukuje wzórów wszędzie

  20. EDominika Wrzesień 14, 2018 w 4:28 pm - Odpowiedz

    Dwa lata temu wpadłam na pomysł, aby spróbować być weganką. Początkowo wmawiałam sobie, że to tylko dla sprawdzenia swojej siły woli, aby zdrowiej się odżywiać i być ogólnie zdrowszą, szczególnie, że po długim czasie żarcia tabletek i herbatek przeczyszczających, moje jelita były jednym, wielkim… niczym. Wmawiałam sobie, że tak będzie lepiej. I przeszłam na ten weganizm, bez większych problemów, z dnia na dzień. Trwało to prawie rok, rok wypadania włosów, złego samopoczucia, omdleń, rok ciągłych nawrotów choroby. Zrozumiałam wtedy, że czas przestać się oszukiwać i że ten weganizm wcale mi nie wyszedł na zdrowie. I od początku nie chodziło o zdrowie, tylko o ukrócenie możliwych kalorii podczas codziennych posiłków czy napadów. O weganiźmie nie zdecydowałam ja, tylko choroba. Przecież mleko, sery, jajka, nabiał – to wszystko ma tyle kalorii! Po roku z trudem wróciłam z powrotem na wegetarianizm (zaczęłam być wege zanim nabawiłam się ed), swój pierwszy jogurt jadłam trzy dni, płacząc – pamiętam to do dzisiaj. A potem jadłam po pół jogurtu na dzień, potem po jednym, później sięgnęłam po inny nabiał a po kilku miesiącach przekonałam się do jajek. Przejście na weganizm jednak nie miało samych minusów, bo mnie czegoś nauczyło – skoro z dnia na dzień rzuciłam coś, co było dla mnie chlebem powszednim i wyrobiłam sobie nawyk obrzydzenia do nie wegańskich rzeczy nawet podczas napadów – czy to nie oznacza, że jednak mam tę „silną wolę”? Wtedy też zrozumiałam, że mogę z tym wygrać, że nigdy nie byłam tak blisko celu. I choć nadal czasami jest ciężko, płaczę po kątach, czasami nic nie jem, albo mam ochotę się zaćpać środkami przeczyszczającymi, to daję radę. Może straciłam kilka włosów, ale przynajmniej dowiedziałam się, jak bardzo silna jestem i jak wiele potrafię 🙂
    Od tamtej pory systematycznie do głowy wpada mi myśl „a może by tak jeszcze raz spróbował z tym weganizmem”… I owszem, bardzo bym chciała, ale strach, że cały mój wysiłek włożony w wychodzenie z tego bagna spełźnie na niczym, jest silniejszy. Ale poszłam w pewnym sensie sama ze sobą na kompromis. Przecież nie muszę być weganką z krwi i kości, aby móc jeść wegańsko. Nadal mogę pić mleko sojowe, ograniczać ser, jajka, chodzić do wegańskich restauracji… A to, że w między czasie opędzluję sobie loda, jogurt albo zupkę chińską czy inne świństwo, nie czyni ze mnie gorszej. Najważniejsze jest podejście i zdrowy rozsądek. Potem już idzie z górki. Czasami po grudzie, ale nadal z górki 🙂

  21. Joanna Wrzesień 14, 2018 w 5:22 pm - Odpowiedz

    Mi weganizm bardzo zaszkodził. Dostałam żółciowego zapalenia żołądka po miesiącu. Byłam ociężała, spuchnięta, bolały mnie bardsiej mięśnie po wysiłku i wróciły migreny.

    • Ilia Wrzesień 14, 2018 w 5:48 pm - Odpowiedz

      Przykro mi bo to poważna choroba. W jaki sposób wywołal ją u Ciebie weganizm? Wiem że niektórzy mają problem z trawieniem straczków na poczatku, ale to mija, jednak na pewno może być zniechęcające, zwłaszcza że już mamy jakąś nieprzyjemną historię za sobą gdy zmieniamy dietę, więc chcielibyśmy żeby było od razu lepiej. Mojemu mężowi akurat weganizm pomógł w walce z nawracającymi zapaleniami żołądka, bardzo cierpiał, ale zmiana diety okazała się zbawienna + lepszy stress management:)

  22. zerowkabarbarka Wrzesień 14, 2018 w 5:28 pm - Odpowiedz

    Mi weganizm też nie służył, nawet na laktoowo ciągle byłam niedojedzona. Wróciłam do jedzenia ryb i mięsa i napady przeszły. Nie ciągnie mnie nawet do słodyczy… Grupa krwi 0…

    • Ilia Wrzesień 14, 2018 w 5:57 pm - Odpowiedz

      Ja też tak miałąm na początku weganizmu, ale ponieważ byłam zdeterminowana żeby zostać przy tym sposobie odżywiania (poglądy, dobro zwierząt etc) zasięgnęłam porady dietetyka specjalizującego się w dietach roślinnych. To był 2011 rok, weganizm nie był aż tak popularny, ale znalazłam specjalistkę, którą nawet dziś bym polecała z czystym sumieniem. Okazało się po analizie mojego jadłospisu, że jem nie tylko za mało kalorycznie, ale przede wszystkim za mało zielonych warzyw i roślin strączkowych, przez co potencjalnie narażałam się na anemię i niedobory cynku, wit z grupy B. No i też byłam ciągle jakby niedojedzona. Chwile mi zajęło żebym nauczyła się gotowaći komponować posilki w taki sposób, żeby weganizm mi służył. Można ograniczać produkty odzwierzęce, albo robić sobie wegańskie dni czy np nauczyć się 10 wegańskich przepisów i je czasem stosować. Albo nauczyć się piec beznabiałowo:) Dziś doradziłąbym to sobie sprzed 7 lat, bo też uważam że była to dla mnie za duża zmiana jak na moje możliwości gotowania i wiedze

  23. Joanna Wrzesień 14, 2018 w 10:43 pm - Odpowiedz

    Po prostu za dużo warzyw. Mój organizm nie byl w stanie tego przetrawić. Nieważne czy były surowe, gotowane, pieczone, na parze. Po prostu nie. Owoców też nie mogę za dużo jeść, np. arbuz tylko zblendowany i rozcieńczony wodą, inaczej przez kilka godzin mam mdłości.

  24. Emily Wrzesień 16, 2018 w 11:34 am - Odpowiedz

    Bulimia dopadła mnie jak już byłam na roślinnym odżywianiu. Oczywiście byłam bardzo chuda od biegania maratonów i ucinaniu kalorii z wegańskich posiłków, które swoją drogą, bardzo mi smakowały i smakują do dziś. Wpadlam w depresję, przestałam biegać, zaczęłam tyć…przytylam na „wegańskiej bulimii” 10 kg… ku zdziwieniu innych. Ale to wynika z niewiedzy ile produktów jest wegańskich (nawet słodyczy!)w sklepach, jak można zjeść cały bochenek chleba z masłem orzechowym (pół litrowym) i słoikiem dżemu… takich abstrakcji mam w zanadrzu duzo więcej. Oczywiście pomogła mi strona Wilczoglodnej, wegańskie jadłospisy i…wróciłam do „normalnej” wagi, gdzieś pomiędzy wyglodzeniem a opuchnięciem z obżarstwa. Jestem zadowolona, dalej jestem weganką i korzystam z tych cudownych smaków jakie daje roslinna dieta.
    Ale nie polecam żadnych diet przy wychodzeniu z zaburzeń odżywiania. To nic nie da. Nic nie da kolejna restrykcja.

    Specjalnie nie poruszyłam aspektu moralnego. To jest zupełnie inny temat.

  25. Ar Wrzesień 16, 2018 w 1:28 pm - Odpowiedz

    Mi tez nie sluzy weganizm, wegetarianizm, ani zadne ich odmiany, probowalam wiele razy, za kazdym razem zle sie konczylo, oslabienie, zly stan skory, wlosy lecialy garsciami, miesnie flaczały, mialam ciagle zaparcia i nie moglam sie skupic w ogole. Jem mieso, ale uwazam na ilosci, ostatnio zwiekszylam ilosc ryb, szczegolnie lososia, dobrze sie po nim czuje. Pozatym jem wszystko, chleb, warzywa, owoce, maslo, poprostu nie wymyslam Bog wie jak,.bo wtedy zaczynam znow swirowac, wykluczam te produkty po ktorych zle sie czuje, np jajka. Dobrze funkcjonuje na weglach, ale mam straszne wzdecia po.kaszach I owsiance, nie lubie jesc duzych objetodciowo posilkow, najwazniejsze dla nnie zeby jedzenie dawalo mi energie I dobre samopoczucie. No I ruch, ja potrzebuje ruchu, zeby dobrze funkcjonowac. Mam grupe krwi A i nie potrafie byc wylacznie roslinozerca.

Zostaw komentarz