Jestem wielokrotnie przez was pytana, czy weganizm pomaga w wychodzeniu z zaburzeń odżywiania?
Ba! Nawet nie tyle co pytana, ale i posądzana o autorstwo takich tez. Raz podesłano mi wzmiankę z jakiegoś forum dietetycznego, gdzie toczyła się dyskusja o mnie, a byłam w niej nazywana „Tą laską, która promuje wyjście z bulimii i BED przez weganizm”.
Hmmm, pierwsze słyszę. No dobrze, więc co ja o tym wszystkim sądzę?

Dlaczego weganizm?

Słowem wstępu muszę przyznać, że prywatnie faktycznie jestem weganką. I podkreślę tu słowo prywatnie. To moja decyzja, moja sprawa, mój wybór. Nigdy nikogo na weganizm nie nawracam, nie pouczam, nie komentuję. Żyję i daję żyć innym.

Jak to się u mnie zaczęło?
Kiedy miałam ze 13-14 lat oświadczyłam rodzicom, że nie będę jeść mięsa. Tak po prostu. Byłam bardzo wrażliwym, skłonnym do refleksji dzieckiem i któregoś dnia stwierdziłam, że mi coś tu nie gra. Mama zawsze wpajała mi miłość do zwierząt, zawsze wspomagała miejskie schronisko, dokarmiała piwniczne koty i płakała na telewizyjnych reportażach o maltretowanych koniach. Ja przejęłam to po niej.

Ale przecież – myślałam rezolutnie – świnia, krowa czy kurczak to też zwierzę? No to jak to tak? Jedne zwierzęta trzeba wspierać, a inne zabijać? Ja nie chcę żyć w takim rozdwojeniu jaźni.
I przestałam jeść mięso.
Rodzice byli przerażeni (jeszcze nie wiedzieli biedni, że czeka ich coś znacznie gorszego). W tamtych czasach, jak ktoś mięsa nie jadł, to był uznawany za dziwaka na najlepszej drodze do grobu.

Ale ja się uparłam. A jak ja się na coś uprę to koniec. Tak mam.
W tym wypadku to nie była jednak tylko kwestia uporu. Po prostu nie mogłam się przemóc. Za każdym razem uparcie widziałam w wieprzowinie krowę, w drobiu kurę, a w kawałku mięsa czyjś mięsień. No czyli w sumie… całą prawdę o tymże produkcie.

A potem wpadłam w ED i wszystko mi mniej lub bardziej zobojętniało.
Byłam więc wegetarianką on and off, w zależności od tego jak bardzo nasilone były moje zaburzenia odżywiania. Aż w końcu porzuciłam ten pomysł zupełnie w okolicach 25 roku życia, kiedy to zaczęły się najcięższe dla mnie lata – brak kasy, celu, stany depresyjne, nadużywanie alkoholu, nienawiść do siebie i inne takie przyjemności.

Na szczęście w okolicach trzydziestki, kiedy mój ból stał się już nie do wytrzymania, doznałam olśnienia – bulimia to mój nałóg, a nie beznadziejna choroba. Ja mogę po prostu przestać to robić. Ja sama!
I rzuciłam ten cyrk praktycznie z dnia na dzień.
I kiedy tak w końcu stanęłam na nogach, zaczęłam ponownie zastanawiać się nad ważnymi dla mnie sprawami. Na przykład jaki mam wpływ na tę planetę? Czym i jak odżywiam swoje ciało? Co chcę sobą reprezentować? Jakie wartości są dla mnie ważne?

Okazało się, że nadal te same, które wyznawałam jako dorastająca dziewczynka! (Serio, czasami mam wrażenie, że człowiek wie więcej gdy jest dzieckiem, a potem szkoła i media piorą mu mózg.)
W każdym razie przeszłam najpierw na wegetarianizm, a potem, po około dwóch latach, na weganizm.
Nie odegrał więc on szczególnej roli w moim „zdrowieniu”. Raczej pojawił się później, jako konsekwencja rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i duchowego, na który mogłam sobie pozwolić kiedy przestałam zajmować się tylko i wyłącznie rozmiarem mojej d.

Reasumując, jestem weganką i mam ku temu wiele powodów o których nie będę się teraz rozwodzić, bo nie o tym jest ten post. Podam tylko jeden, dla mnie najważniejszy:
W każdym z nas mieszka to samo życie – światło poruszające nasze ciała. Jest ono we mnie, w każdej z nas i w każdym żywym organizmie – nie wykluczając kury, świni, owcy czy krowy.
I ja nie uważam po prostu, że mam prawo to życie komukolwiek odbierać. A już na pewno nie w imię mojego obiadu.

Tyle o mnie. A teraz o bulimii.

Dlaczego weganizm może pomóc?

Wiele youtuberek, blogerek i innych dziewczyn obecnych w internecie twierdzi, że weganizm pomógł im wyjść z zaburzeń odżywiania? Dlaczego?

Myślę że klucz jest w objętościach wegańskiego jedzenia. Chyba oczywistym jest, że żeby dostarczyć sobie potrzebnych kalorii w diecie roślinnej, trzeba zjeść tych „roślin” odpowiednio więcej.
Ten fakt może być bardzo pomocny na początku naszej drogi do normalności. Wiadomo, w bulimii i w BED jesteśmy przyzwyczajone do ogromnych ilości jedzenia. Ciężko nam przestawić się na tak zwane „normalne porcje”. Tutaj z odsieczą przychodzi więc ogromna sałatka, którą można jeść przez pół godziny, a kalorie i tak będą się zgadzać.

Chodzi w tym o komfort psychiczny i brak wyrzutów sumienia, które tak często popychają nas ku głupim decyzjom.
Plus oczywiście to, że rośliny nie obciążają tak bardzo układu pokarmowego, nie zakwaszają, są lekkie, smaczne i zdrowe. To miła odmiana po wieloletnim truciu się słodyczami i wszelkim syfem.

Tak, z tym się zgadzam i przytakuję. W tym świetle weganizm wygląda jak idealne rozwiązanie.
Ale jest też kilka „ale”.

Kiedy weganizm niekoniecznie jest dobry?

W przypadku kiedy jest on dla Ciebie restrykcją i wyrzeczeniem.
Bardzo często ludzie mówią mi, że mnie podziwiają za to że nie jem mięsa, jajek a nawet – Boże drogi – nabiału. A przecież to nie jest tak, że ja umieram na widok tych produktów i aż mnie trzęsie by je pożreć, ale z godną podziwu wytrwałością, powstrzymuję się od tego.
Nie, ja nie zjadłabym mięsna, nawet gdyby ktoś mi za to zapłacił. Tak jak pisałam, widzę nagą prawdę o nim i nie potrafię jej zignorować. To jest dla mnie oczywiste i nie wymagające żadnego „wysiłku”.

Jeżeli jednak jesteś taką osobą, dla której miałoby to być pokutniczym wyrzeczeniem, nie zaczynaj. Naprawdę nie potrzeba Ci kolejnej restrykcji w imię czegoś, czego po prostu nie czujesz.

Także jeżeli fizycznie nie dajesz rady bez mięsa, odpuść.
Niedawno moja przyjaciółka przeszła na weganizm. Niedługo po tym zaczęła czuć się źle i wyglądać jeszcze gorzej. I to mimo tego, że naprawdę zrobiła to z głową. Niebawem okazało się że ma bardzo złe wyniki i w ogóle ledwo żyje.
W końcu stwierdziła, że musi niestety czasami zjeść mięso, bo tak nakazuje jej organizm i nie może już dłużej tego ignorować.
Teraz je mięso raz na czas i znacznie lepiej funkcjonuje. Ubolewa nad tym faktem, bo zgadza się w stu procentach z ideą weganizmu, ale zrozumiała, że jej organizm potrzebuje czegoś innego.

Jeżeli jesteś jak moja przyjaciółka, nie przymuszaj się. To widocznie nie jest dla Ciebie.

Kolejną rzeczą na którą uczulam, jest prosty fakt, że jedzenie wegańskie także zawiera kalorie.
To nie jest tak, że jak jesteś weganką, to możesz jeść przez cały boży dzień i nie przytyjesz. Absolutnie!
Na weganizmie można tak samo pięknie się utuczyć, jak na każdej innej nadwyżce; suszone owoce, orzechy, awokado, mleko kokosowe – to są rzeczy które mają jednak sporo kalorii.
A nawet jeżeli nie, to jeśli zaczniesz nagle jeść po dziesięć bananów dziennie – przytyjesz.
Trzeba podchodzić do tego tak jak do każdego innego jedzenia.
Piszę o tym po to, abyś nie rzuciła się nagle na „bezkarne” roślinne jedzenie, przytyła i wróciła do punktu wyjścia, kiedy tracisz głowę i zaczynasz w panice kolejną głodówkę.

Pamiętaj także, że jeżeli przechodzisz na weganizm, nie oznacza to że musisz brać z nim ślub. Jeżeli widzisz, że to Ci nie służy, albo jeżeli masz przemożną ochotę na coś nie wegańskiego – daj spokój.
Nie podchodź do tego znowu w sposób perfekcjonistyczny. Świat się nie zawali, jeżeli raz zjesz sobie loda.

Najważniejsze jest to, abyś słuchała swojego ciała. Ono powie Ci czego dokładnie chce.
Dlatego właśnie NIE promuję weganizmu jako metody wyjścia z zaburzeń odżywiania. Co zaś promuję? Jedzenie w większości nieprzetworzone (minimum 80%), według indywidualnego zapotrzebowania na kalorie.
Moje podopieczne na mentoringu mogą jeść co im się tylko podoba, dopóki trzymają się tej zasady.

*

Jestem ciekawa Twojej opinii na ten temat. Czy miałaś do czynienia z weganizmem? Czy pomógł on Tobie? Daj nam znać w komentarzu.

Jeżeli zaś nigdy nie próbowałaś, a chciałabyś zobaczyć jak to jest, zrób to w ramach miesięcznego eksperymentu.
Tak się składa, że ja zaczynam w najbliższą sobotę jadłospis wegański (IG wilczoglodna) i możesz do mnie dołączyć.
Tym razem będzie mała niespodzianką – jadłospis jest bezglutenowy! Zrobiłam go, ponieważ wiele z was pyta o tę opcję. Dla mnie to po prostu nowe doświadczenie. Chcę zobaczyć jak będę się na nim czuć. I z tego co widziałam, w końcu nauczę się wypiekać chleb!

jadłospis

Jadłospis jest na 2000 kcal i 4 posiłki.
Do tego wypuszczam nowy jadłospis wegetariański i nowy jadłospis klasyczny. Także na 2000 kcal i na 4 posiłki.

jadospis

jadospis
Pamiętaj jednak, że zawsze można dodać trochę kalorii jeżeli 2000 to dla Ciebie za mało!