Na pewno grałaś kilka razy w życiu w totolotka. Chwila nadziei i wielkich marzeń za jedyne 3 zł.
Ale co tam milion czy dwa, najbardziej ekscytująco robi się w momentach kumulacji, kiedy stawka jest naprawdę wysoka. Wtedy dopiero zaczyna się zabawa.
Im dłużej nikt nie wygrywa, tym bardziej puchnie worek z pieniędzmi i tym więcej osób się do niego dokłada. W kolekturach ruch.
Każdy wie, że ta sytuacja nie może trwać wiecznie, że przyjdzie taki dzień, w którym worek w końcu pęknie – nawet jeżeli miałoby to trwać tygodniami, czy – o losie! – miesiącami. Wreszcie ktoś trafi szóstkę i pula się wyzeruje, a zabawa ruszy od nowa.

Tak samo jest z jedzeniem, wiesz? A raczej z niejedzeniem; z niedostarczaniem kalorii.
Powiedzmy, że przy twoim wzroście, wieku i trybie życia, twój organizm potrzebuje dziennie 2200 kcal, aby normalnie funkcjonować. Jednak dzień w dzień nie dostaje tyle. Oczywiście powody są zawsze tylko dwa: strach lub fałszywe przekonanie, że w ten sposób schudniesz. Albo jedno i drugie.
Wytrwale próbujesz z dietą 1400 kcal, którą przecież dostałaś od dietetyka (tak, to nagminne). I masz nadzieję, że tym razem, po dwudziestu latach męki, akurat dzisiaj, z niewiadomych przyczyn, się właśnie uda się. No bo niby nie można oczekiwać innych rezultatów, ciągle robiąc to samo, ale ja ich właśnie oczekuję i nikomu nic do tego, o!
Jesz te swoje wióry na śniadanie i trociny na obiad, po czym wracasz wieczorem do domu i zaczynasz (co za niespodzianka!) maraton obżarstwa. Organizm po prostu zgarnia pulę potrzebnych mu kalorii. Taka codzienna mała wygrana, nie ma się co ekscytować.

Ale czasami zdarza się coś takiego jak kumulacja. Obserwuję to często w swojej pracy mentorki.
Niektóre osoby, zwłaszcza te wyjątkowo uparte, albo te co świeżo „wzięły się za siebie” potrafią przesunąć moment objedzenia się w czasie. Jak to wygląda?
Dokładnie tak samo jak w totolotku:

Dzień pierwszy:
Jakoś nie byłam głodna. Mam jeść na siłę?
Pominięty został banan, kilka orzechów, dwie kromki chleba.
Deficyt dzisiejszy -500 kcal
Razem:500 kcal

Dzień drugi:
Dzisiaj nie miałam czasu zjeść drugiego śniadania. Na serio nie miałam. Zresztą i tak cały czas jem.
Gadzi wypełnia kupon. Wieczorem przychodzi pierwsza „niewytłumaczalna” myśl o słodyczach.
Deficyt dzisiejszy -400 kcal
Razem: – 900 kcal

Dzień trzeci:
Zrobię sobie interwały. Po nich nic już nie zjem, bo będzie 21.00. To za późno.
Pojawia się poczucie, że nie najadasz się żadnym z posiłków. Jesteś tak samo głodna przed nimi jak i po.
Deficyt dzienny: -400 kcal
Razem: – 1300 kcal.

Dzień czwarty:
Obiad się opóźnił, a nie będę jeść obiadu przed kolacją.
Myśl o słodyczach nie opuszcza ani na chwilę.
Deficyt dzienny: – 600 kcal
Razem: – 1900 kcal

Dzień piąty:
Jakoś tak zabrakło wszystkiego po trochu, ale za to była intensywna tabata.
Głód, cały czas głód. Trzęsą się ręce.
Deficyt dzienny: -500 kcal
Razem: – 2400 kcal

Dzień szósty:
Muszę wziąć się w garść,  chyba faktycznie jem za mało. Dołożę jeszcze kromkę, albo nie, dołożę trochę więcej kaszy… eee w sumie to nie… jem ok, a głód czuję, bo jestem żarłokiem i tyle. Po prostu postaram się o tym nie myśleć i będzie ok.
Gadzi podskakuje z ekscytacji: Ale bogactwo do zgarnięcia! Zaraz będzie moje! I tak jestem tutaj jedynym graczem!
Deficyt dzienny: -600 kcal
Razem: – 3000 kcal

Dzień siódmy:
Napad gigant z bonusem, czyli dwukrotność lub trzykrotność skumulowanego deficytu (tak prewencyjnie, bo potem znowu będzie dieta)
Jak zawsze mamy zwycięzcę: Ludzkie, nastawione na przetrwanie ciało!

Jaki z tego wniosek? Deficyt nie rozpływa się we mgle nocy ani nie znika jak wróżka w bajkach. Możesz zamknąć oczy i zatkać uszy na to co się z Tobą dzieje, możesz przede wszystkim zamknąć buzię, ale on sobie nigdzie nie pójdzie.
Deficyt ZOSTAJE i JEST, dopóki nie zniwelujesz go jedzeniem.
I kumuluje się z dnia na dzień.
Potem wszystko pęka, licznik się zeruje i można  próbować jeszcze raz – najlepiej od poniedziałku. Tym razem musi się udać!

A ja Ci mówię – moja droga maniaczko kolektury totalizatora dietetycznego – zapamiętaj sobie raz na zawsze:
Nie ma czegoś takiego jak zaoszczędzona kaloria. Jest tylko kaloria pożyczona; z własnych mięśni, z własnego serca, z kolejnego dnia. Organizm zawsze się o nią upomni.
Dygresja: Czy jasne jest słowo zawsze? Słownik podaje, że to znaczy „na stałe, do końca życia, za każdym razem”.

Tak jak w prawdziwym lotku, kumulacja nie może trwać wiecznie. Różnica jest tylko taka, że tutaj wygrywa organizm – w dziesięciu przypadkach na dziesięć. On wypełnia kupony od milionów lat ewolucji – trzyma w garści wszystkie możliwe kombinacje. I może o tym nie wiesz, ale to dobrze dla Ciebie. Twoja wygrana oznaczałaby śmierć z wycieńczenia.

Lotto, żyć nie umierać.

*

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, zapraszam Cię na indywidualny mentoring ze mną 1 na 1. Więcej informacji tutaj: mentoring
Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina

Albo na kurs online. Pierwsza lekcja tutaj: Lekcja 0