• deficyt

Deficytowa check lista

Pamiętasz moje liczne posty o deficycie kalorycznym i jego wpływie na napady objadania się?
Jeżeli nie, to przypomnę, bo sprawa jest bardzo prosta:

Deficyt = objadanie

Dla dalszych wyjaśnień zerknij tu, gdzie opisałam sprawę dość klarownie.

Ok, to najważniejszą sprawę mamy już ustaloną. Pytanie teraz skąd mam wiedzieć, że sobie taki deficyt zrobiłam?
Przedstawię Ci teraz listę najważniejszych odczuć, które powinnaś sprawdzić:

– Jestem fizycznie głodna, burczy mi w brzuchu.
To pierwszy i najważniejszy objaw deficytu energetycznego. Ciało w naturalny, zgodny z fizjologią sposób domaga się uzupełnienia kalorii.
Pamiętaj, głód to nie żart ani złośliwość ze strony organizmu. Jeżeli go czujesz, powinnaś go ZASPOKOIĆ, nie zaś ignorować, bać się go, czy złościć się na niego. Jadłaś przed chwilą? No trudno. Widocznie zjadłaś za mało.
Doceń to, że jeszcze odczuwasz normalny głód, bo często spotykam się z przypadkami, gdzie ciało poddało się i przeszło w tryb: brak głodu – atak obżerania się.

– Jestem wilczo głodna.
Jeżeli rzucasz się na jedzenie, niejako bez świadomości i pożerasz jego ogrom, to najbardziej dobitny znak, że zrobiłaś deficyt. Organizm go sobie właśnie uzupełnił. Nie tak jakbyś chciała? No cóż, on mówił Ci od DAWNA, że jest głodny. Gdzież byłaś wtedy?
Co robić po takim ataku? Nie robić dalszego deficytu i nie nakręcać błędnego koła.

– Jestem głodna „psychicznie”.
Nie czujesz żadnych fizycznych objawów, ale non stop myślisz o jedzeniu, wszędzie widzisz jego reklamy, rozmyślasz o tym co zjesz na kolejny posiłek i nawet chmura na niebie przypomina Ci kanapkę.
No ale przecież nie jestem fizycznie głodna! 
Nie ważne. I tak Ci czegoś brakuje; albo kalorii, albo składników odżywczych. Może być też tak, że naprawdę zjadłaś przed chwilą porządny obiad, ale dziura jest już tak duża, że w dalszym ciągu nie tracisz zainteresowania jedzeniem.

– Czuję głód ekstremalny.
Twój żołądek pęka w szwach, masz na liczniku już 5000 kcal, ale WCALE nie jesteś syta. Każda komórka Twojego ciała woła o jedzenie.
Głód ekstremalny pojawia się na przykład przy wychodzeniu z anoreksji lub innych mocnych restrykcji i jest naturalną częścią procesu zdrowienia. Pisałam o nim więcej tu.

– Jest mi słabo, nie mogę się skoncentrować.
To także klasyczny objaw głodu oznaczający, że zjadłaś za mało. Nie masz sił odpisać na maila, zabrać się za coś konstruktywnego. Twoje nogi są jak z waty, a Ty czujesz się pusta jak wydmuszka. Do kuchni marsz!

– Jestem non stop wściekła.
Na cały świat, bez powodu. Wybucham jak wulkan przy najmniejszej głupocie.
Miałam kiedyś podopieczną, która po dwudziestu latach diety i tygodniu normalnego jedzenia ze mną, skomentowała to tak: Myślałam, że taki mój charakter, że mam (cytuję) krótki lont przy dupie, a ja po prostu byłam głodna!
Mózg musi się upewnić, że całe ciało będzie sprawnie działało. Robi to w bardzo praktyczny sposób. Jeżeli ma za mało energii, by zasilić wszystko, wyłącza najmniej priorytetowe funkcje: odżywianie włosów i skóry – pstryk, funkcje rozrodcze – pstryk, kontrola impulsów (czyli zasilanie naszej kory przedczołowej) – pstryk. Wszystko idzie na bardziej potrzebne czynności czyli na przykład upewnienie się, że mięśnie międzyżebrowe mają siłę skurczyć się do kolejnego oddechu.
Od braku kontroli emocji jeszcze nikt nie umarł (no dobra, od ich konsekwencji może i tak), a od braku oddechu owszem. A jeżeli nie ma kontroli impulsów, to one zaczynają rządzić twoim życiem. Skutki: wydzieranie się i wściekanie na wszystko co się rusza.

– Jest mi zimno.
To także kolejna funkcja na którą już nie starcza pary. Krew co prawda krąży, ale tylko ledwo ledwo, abyśmy nie padły trupem.
Pamiętajmy, że „kaloria” oznacza ciepło (calor, chaleur, caldo, kaloryfer). Nie ma kalorii, nie ma grzania.

– Zasypiam lub budzę się bardzo głodna.
Pisałam i mówiłam o tym niejednokrotnie. Jeżeli zasypiasz głodna, zamiast sobie gratulować, szoruj po kanapkę. Jutro, pojutrze lub za tydzień, organizm sobie odbije ten deficyt i to dwukrotnie, no worries.
Jeżeli budzisz się bardzo głodna; otwierasz oczy i nic tylko JEŚĆ, to także znak, że zjadłaś wczoraj za mało. Normalnie głód powinien się pojawiać przynajmniej pół godziny po przebudzeniu, a nie natychmiast.

– Cierpię na bezsenność.
Odkąd przeszłaś na dietę, nie możesz zasnąć przez długie godziny. Budzisz się w środku nocy lub nad ranem i gapisz się w sufit.
To też bardzo typowe. Mam dużo takich podopiecznych na mentoringu. I co się dzieje? Po kilku dniach normalnego jedzenia, wszystko mija jak ręką odjął.
Przy braku jedzenia nasz mózg jest ciągle niejako w funkcji stand by. On nie chce przegapić ewentualnej okazji, kiedy to pojawi się jedzenie. Cały nastawiony jest na przetrwanie, a jak będziesz słodko spać, to straci swoją szansę.
Na pewno duży wpływ na to ma też podwyższony poziom hormonu stresu czyli kortyzolu. Kiedy on płynie w naszych żyłach, czujemy się jak po pięciu kawach. Nie ma mowy o spaniu.

– Mam zachcianki na słodkie i tłuste, czyli na słodycze.
Nie, to nie znaczy że jesteś beznadziejnie, ostatecznie uzależniona od żarcia i że przepadłaś z kretesem. Znaczy to tylko tyle, że Twój organizm jest mądrzejszy niż Ci się wydaje. On WIE, że w czekoladzie jest wszystko czego tak bardzo mu brakuje; masa szybko dostępnej energii. A jeszcze więcej tej energii będzie w dwóch czekoladach! Hurra, jemy!
Jeżeli zaczniesz jeść BEZ robienia sobie deficytów, zapomnisz o słodyczach praktycznie od pierwszego dnia – magia! Zobaczysz, że coś bez czego nie mogłaś teoretycznie żyć, w ogóle Cię nie kręci. Nawet o tym nie myślisz.

– Zaczynam jeść pod wpływem emocji.
Często słyszymy o jedzeniu emocjonalnym i wiem, że wiele moich podopiecznych jest święcie przekonana, że właśnie z tym mają problem. Tak powiedział psycholog i w ogóle wszystko się zgadza z tym co napisali w książce „Się nie objadaj się”. Nie przeczę, że tak jest. Zajadanie emocji istnieje. Jednak to tylko połowa prawdy.
Druga brzmi tak: jeżeli nie będziesz miała żadnych deficytów, ani stres, ani smutek, ani złość nie sprawią, że sięgniesz po jedzenie. Emocje są TYLKO katalizatorem do uzupełnienia kalorii, których nie ma. Pisałam o tym wyczerpująco tu.
Nie wierzysz? Spróbuj sama. Zjedz porządne śniadanie, drugie śniadanie, lunch i zobacz, że przykra sytuacja, która kiedyś wywołałaby Twój dziki bieg do sklepu, w ogóle nie przynosi takich myśli.

To są objawy deficytu kalorycznego, które udało mi się zaobserwować w pracy z wami. Jeżeli przychodzą Ci jeszcze jakieś do głowy, daj znać w komentarzu.

Jednak najprostszym testem dla Wilczyc będzie zawsze pytanie:
– Czy raz na jakiś czas się objadam?
Jeżeli tak; robisz sobie deficyt.
Jeżeli nie; wszystko jest w porządku.

Kochana, wierzę, że potrzebujesz wsparcia i zasługujesz na zdrowie. Zapraszam Cię więc na mój program mentoringowy, gdzie pracujemy indywidualnie, 1 na 1. Więcej informacji tutaj: MENTORING.

Przeczytaj opowieści kobiet, które mi zaufały: Ania, Kasia, Ala, Kasia D, Paulina.

Niedawno wypuściłam też kompleksowy kurs internetowy dla osób cierpiących na bulimię i kompulsywne objadanie się. Zobacz pierwszą lekcję kursu, zupełnie za darmo: LEKCJA PRÓBNA.

Nie musisz być w tym sama. Napisz do mnie, a razem znajdziemy rozwiązanie dla Ciebie.

2017-12-29T11:43:12+00:0029 Grudzień, 2017|Kategoria: Ogarnąć jedzenie|Tagi: , , |

25 komentarzy

  1. Firanka Grudzień 29, 2017 w 2:30 pm - Odpowiedz

    Mnie do furii wyprowadzają tematy diety i odchudzania. Jak ktoś mnie poucza, co i jak powinnam jeść – a przecież ja to wszystko wiem. Nie wiem do końca dlaczego, przyciągam tez osoby, które w sumie nie wiedzą o moim ed, a narzekają mi, ze sie objadly. Ze chciałyby schudnąć. Ze nie są np od trzech dni na diecie i piszą mi, że chyba zjedzą zaraz cos słodkiego. Nienawidzę ich wtedy…
    Mowię wprost, ze nie chce tego słuchać ale to nie zmienia ich nastawienia. Jak mam im powiedzieć żeby tez nie wydać, ze mam ed?

  2. Scuzz Grudzień 29, 2017 w 2:45 pm - Odpowiedz

    Mi to jest zawsze mega duszno. Jestem zdretwiala I czuje paraliz lezac w lozku, ze to kolejny dzien, nie mam sily wstac i musze znowu robic cos zeby wypelnic ta posted, nie myslec jedzeniu. Jestem najedzona, a czuje brak sil. Kiedy probuje to uzupelnic, jem I wiem, ze juz jest ok, ale or przejedzenia jest mi nie dobrze I ze I take bede myslec ze mam pelny brzuch. Probuje tez sie usprawiedliwic tym ze, to zmeczenie I wciagu dnia spie do 2 godz max. Kiedy wstaje bola mine wszystkie miesnie

  3. Stokrotka Grudzień 29, 2017 w 4:45 pm - Odpowiedz

    Moja mama, osoba która nigdy nie miała problemów z jedzeniem, jak jest glodna, to jest wściekła. Rano przed sniadaniem bez kija nie podchodz :p

  4. Aga Grudzień 29, 2017 w 8:55 pm - Odpowiedz

    A ja natomiast jem dużo pewnie ok 2200 może 2500 tys. kalorii. Nigdy nie liczyłam tak naprawdę ile jem. Jem różnorodne i wtedy, gdy jestem głodna. I tak jest do wieczora. Wchodzę wówczas do kuchni najpierw nomarlna kolacja, a później jem bez końca. Nie mam wymiotów i nie ćwiczę nadmiernie, ale ten nawyk Obżartwo koszmar. Jak siebie namówić żeby z tym skończyć? Czytam każdy wpis Ani od ok 1,5 roku, czyli teoretycznie wiem wszystko, a w praktyce tylko kuchnia

    • Ania Grudzień 29, 2017 w 10:05 pm - Odpowiedz

      Proponuję, żebyś sobie podliczyła te kalorie i sprawdziła ile ich jest faktycznie. Nawet niewielki deficyt powoduje napad. A wg teorii Ani (o ile dobrze pamiętam) w napadzie zjadamy chyba 2 razy tyle. Na swoim przykładzie wiem, że można jeść dużo i do syta, a nastukamy mało kcal. Szczególnie, jak jemy dużo warzyw. Ostatnio zmniejszył mi się apetyt. Niby jem gdy jestem głodna, jem różnorodnie,nawet sporo. Zupełnie się nie ograniczam Jednak po podliczeniu okazało się, że dziennie zjadam ok 1500kcal (na początku nowej drogi życia było to ok 2000). Niby napadu nie było, ale myślę, że po prostu w święta uzupełniłam braki, bo zjadłam na prawdę bardzo dużo, ale z głową:) A przed chwilą kupiłam jadłospis od Ani, żeby byc pewną, że zjadam tyle ile trzeba. Po pobieżnym przejrzeniu przepisy wyglądają bardzo zachęcająco:)

  5. Kasia Grudzień 29, 2017 w 9:44 pm - Odpowiedz

    Hej, czy są wśród was osoby, ktore po wprowadzeniu jadlospisu o wartosci kalorycznej równej należnej masie ciała -schudły? Nie wątpie w to co jest publikowane przez Anie :-), tylko potrzebuje uwierzyć, że to działa; czuje lęk i opór przed przytyciem…i to silny 🙁

    • Ania Grudzień 29, 2017 w 10:25 pm - Odpowiedz

      Kasiu, ja nawet pisałam do Ani jęcząc i smęcąc… Tym bardziej, że od ponoć „ogarniętej” dietetyczki, poleconej przez moją panią endokrynolog, której to ufam bardzo mocno dostałam dietę 1300kcal. Ania zaleciła nie mniej niż 2000kcal. Oczywiście próbowałam z tą dietą 1300. Napad po 3 dniach. Znów dieta. Napad po 2 dniach. Poszłam po rozum do Ani:) Zaczęłam jeść ile chcę i kiedy chcę. Oczywiście jedzenie nieprzetworzone, głównie warzywne, bo na takie zaczęłam mieć ogromną ochotę. Już po pierwszym tygodniu zleciało mi tyle, że trzy osoby zauważyły, że schudłam. Robię tak, że jem intuicyjnie, ale zapisuję wszystko – ilość, mniej więcej wagę i na koniec dnia podliczam. Wychodziło mi średnio ok 2000kcal. Jak jednego dnia zjadłam więcej, to drugiego mniej i na odwrót. Nawet kawałek pizzy wpadł i ani po tym napadu, ani nic w tym stylu. Ja byłam tak tym wszystkim zaskoczona, że miałam wrażenie, że śnię, że to niemożliwe, co mi się przytrafia:) Teraz, jak napisałam wyżej zmniejszył mi się apetyt, ale planuję znów go pobudzić, bo mimo, że jem mniej, to znów jakoś spuchłam. Myślę, że organizm znów przeszedł na tryb oszczędzania tłuszczyku, bo dla niego nastał okres głodu. Zaufaj Ani i swojemu ciału. Nie masz nic do stracenia.

      • Ania Grudzień 29, 2017 w 10:44 pm - Odpowiedz

        I jeszcze coś mi się przypomniało.. Nie schudniesz poniżej pewnej wagi. Nie ma opcji.. Opisze Wam coś.. W okolicach lutego „przeszłam na weganizm”, strasznie się wkręciłam. Nie liczyłam kalorii, nic nie ważyłam, nie mierzyłam. Też jadłam intuicyjnie. Schudłam ok 10kg w 3 miesiące, miesiączka jak w zegarku, cera idealna, włos bujny. Ale mi było mało. Tak wkręciłam się w te całe zdrowe odżywiane (ortoreksja?), że postanowiła sobie zrobić post Dąbrowskiej. Nawet zadziałało. Schudłam ok 5kg w dwa tygodnie. 3 kg wróciły od razu po zakończeniu postu. Kto zgadnie ile przytyłam w przeciągu kolejnych 3 miesięcy? Równiutkie 14kg!!! Niedługo minie rok od tamtej pory, a ja jestem w punkcie wyjścia jeśli chodzi o wagę. Ale jestem mądrzejsza o pewne doświadczenia. My, Wilczyce nie możemy pod żadnym pozorem ciąć kcal. Musimy uspokoić nasze ciało, zapewnić je, że era głodu się skończyła. I najważniejsze a jednocześnie najtrudniejsze – zaakceptować swoją wagę optymalną, którą ciało sobie dla siebie wybierze.
        Także, muszę sprostować. Jednak dwa razy w dorosłym życiu jadłam bez ograniczeń. I tylko te dwa razy chudłam bez głodu, bez frustracji, bez wypadających włosów. Może waga nie chciała spaść poniżej pewnej granicy, ale ograniczenia też nie spowodowały jej spadku, a wręcz przeciwnie.
        PS Jeśli wychodzisz z niedowagi, to jedząc wg zapotrzebowania na bank przytyjesz. Ale uratujesz sobie życie.

        • Ania Grudzień 29, 2017 w 10:54 pm - Odpowiedz

          Piszę sama ze sobą, ale nie widzę możliwości edycji, a chcę doprecyzować, że waga, którą osiągnęłam wtedy przed postem Dąbrowskiej był moją idealną wagą, wyliczoną wg dietetyczki (innej niż ta ostatnio) na podstawie analizy składu ciała itp. Była wagą w granicach BMI 22. Ale ja chciałam mniej. Po odchudzaniu mam nadwagę. Taki tam paradoks:)

      • Kate Grudzień 30, 2017 w 2:28 pm - Odpowiedz

        A jak dlugo masz zaburzenia jedzenia i jakie? Ja sie boje,ze chorujac 15 lat nie jestem w stanie jesc normalna ilosc, a dodam ,ze mam niedowage ….

  6. Kasia Grudzień 29, 2017 w 11:09 pm - Odpowiedz

    od prawie dwóch lat nie wymiotuje; na początku wprowadzałam diety o ”podwyższonej ‚ kaloryczności 1400- 1900, ale za każdym razem towarzyszyły im bardzo intensywne ćwiczenia; więc napady były, i ciągłe wahania wagi. I tak na pół gwizdka sobie funkcjonuje, nawet nie wiem kiedy i znowu wylądowałam na diecie 1200 kcal; więc ciągoty do jedzenia wróciły. Zależy mi tylko na zrzuceniu ok 5 kg, Obecnie mam wagę w normie (64 kg\165 cm) , przestraszyła mnie ilość tłuszczu w organizmie; tym bardziej, że od zawsze byłam osobą aktywną. Boję się, że wraz z wzrostem wagi powróci przymus kompensacji..

  7. Ania Grudzień 30, 2017 w 8:14 am - Odpowiedz

    Kasiu, wg teorii Ani, jest tak, że jeśli jemy za mało, to organizm bardzo mocno trzyma wszelkie zapasy. Gromadzi sobie jedzonko na gorsze czasy. Może to jest Twoim problemem? U mnie tak to działa. Jem porządnie – chudnę, jem zbyt mało – waga staje, a nawet rośnie. Tak, jak Ania kiedyś napisała – typowa dieta redukcyjna, na jaką sobie tam kiedyś przeszłyśmy zadziałała tylko za pierwszym razem i tylko do pierwszego obżarstwa. Teraz, gdy tniemy kcal, organizm broni każdego grama tłuszczu, bo nie wie co jeszcze strzeli nam do głowy.
    Do mnie mocno dotarło jedno zdanie Ani, które miało mniej więcej taki wydźwięk: ” Spróbuj. Niczym nie ryzykujesz. Zawsze będziesz mogła wrócić swoich starych metod, do diet, obżarstwa wymiotów” ile lat siedzisz na tej jojo-huśtawce? Ja mam za sobą 16 takich lat. Co Ci szkodzi poświęcić kilka miesięcy na spróbowanie nowej metody? Tym bardziej, że stare zawodzą. Powtórzę się, ale chcę, żeby moje doświadczenie komuś pomogło. Wiem, że straciłam rok, bo chciałam przechytrzyć ciało. Jadłam zgodnie z zapotrzebowaniem i chudłam. Postanowiłam schudnąć bardziej, szybciej. Obcięłam kcal. Przytyłam. Zatoczyłam koło, bo tkwiłam w błędnym rozumowaniu.
    Aniu, przepraszam, że tak się wcinam w Twoje kompetencje, ale ja sama liczyłam na potwierdzenie innych dziewczyn, że to wszystko o czym piszesz, to prawda. A, że jestem tego przykładem, to się uzewnętrzniam:)

  8. Aga Grudzień 30, 2017 w 8:46 am - Odpowiedz

    Aniu, dziękuję za podpowiedź. Rzecz w tym, że jak napisałam nie liczę kalorii, ale patrząc jak inni jedzą, czy jadłospis Ani, mi wychodziło by ponad 2500 kalorii. Latem jak się ruszam jest ok teraz mniej ruchu to od razu łapię boczki. To nie jest jednak najważniejsze, że ciałka trochę złapie. Najgorsze jest to, że nie mam ochoty na nic innego wieczorem jak tylko objaśnienia. W konsekwencji później po kilku miesiącach zimowych jest rozpacz, bo w nic się nie mieszczą. I jest to ten sam krąg o którym pisze Ania, tylko rozłożony w czasie tycia i powolnego powrotu do wagi przed zimą. Czuję, jakbym głową walił w mur

    • JoannaR Styczeń 5, 2018 w 11:59 am - Odpowiedz

      Aguś 🙂 A może to jedzenie wieczorem to taki …nawyk? Ścieżka w mózgu… U mnie wyglądała przez lata tak: Powrót ze szkoły/uczelni/pracy – umyć ręce – kawka, gazeta lub książka i jedzeeenieeee… Mój sposób na rozładowanie emocji z całego dnia. Gdy niedawno uświadomiłam sobie ten nawyk, postarałam się to zmienić, przerwać. Po pierwsze oczywiście nie dopuszczam do tego, żeby być mega-głodna. Po drugie – po przyjściu do domu robię inne rzeczy, żeby odciągnąć swoją uwagę i nie wrócić w stare, wydeptane koleiny. Może Tobie też by to pomogło? Po kolacji zacznij natychmiast robić coś innego, co absolutnie nie kojarzy się z jedzeniem. Spacer? Szydełko? Coś, co lubisz. Początki będę trudne, stary nawyk będzie Cię wciągał, ale gwarantuję, że po 2 tygodniach osłabnie, jak nasz Gadzi, gdy się ignoruje jego podszepty 🙂 Powodzenia!!!!

  9. Aga Grudzień 30, 2017 w 8:48 am - Odpowiedz

    Ja tylko jedzenie miało być

  10. Aga Grudzień 30, 2017 w 8:50 am - Odpowiedz

    Przepraszam za literówki. Zmienia mi pisownię coś mój tablet.

    • Ania Grudzień 30, 2017 w 1:12 pm - Odpowiedz

      A może masz braki w mikroskładnikach i organizm sie dopomina? Może wit D warto by bylo suplementowac? Czytałam, że jej brak wpływa na zwiekszony apetyt i gromadzenie tłuszczyku. A ponoc wszyscy mamy braki-tak twierdzi moja endokrynolog. Ale poczekajmy co powie Ania.

  11. An Grudzień 30, 2017 w 3:14 pm - Odpowiedz

    Teoria teorią, ale każdy organizm jest inny, naprawdę. Ja wychodze z anoreksji. Pare miesiecy temu mialam 10 bmi. Teraz jem, na poczatku pare kilo wpadlo a teraz stoje w miejscu. Dalej z drastycznie niskim bmi.. Dodam, ze choruje ponad 10 lat i nie wiem jak dlugo trzymalam tak niska wage, bo sie nigdy nie wazylam.. dopiero ostatnio postanowilam „ogarnac sie”.. Nie wiem jak to bedzie, walcze. Raz jest lepiej, raz gorzej..

  12. Ania Ania Grudzień 30, 2017 w 4:33 pm - Odpowiedz

    Witam, ja po raz pierwszy trafilam na bloga juz prawie dwa lata temu. Wtedy dopiero zaczelo mi przechodzic przez glowe, ze powinnam z bulimia skonczyc. Stosowalam sie do zasad Ani, sama rowniez czytalam duzo z zkrasu zaburzen odzywiania i uzaleznien. Nie moglam kupic kursu, poniewaz bylam bliska bankructwa, miedzy innymi dlatego, ze w pracy spedzalam czas na zarciu i rzyganiu i wiecznie nie bylo mnie przy biurku, wiec mnie z niej wywalono, a jednoczesnie zafundowalam sobie bardzo drogie mieszkanie. W koncu mi sie nalezalo, a co, prawda?! Mialam oczywiscie zero oszczednosci – wiadomo, cala kasa spuszczona w kibel 🙁 Moja sytuacja zyciowa siegnela praktycznie dna. Nie mialam innego wyjscia, tylko spojrzec prawdzie w oczy. Pisze to tylko ku przestrodze, a nie zeby sie nad soba uzalac.

    Jesli chodzi o samo wychodzenie z bulimii to moge wyszczegolnic takie etapy:
    1. abstynencja – szczegolnie od zapalnikow, ale rowniez jedzenia smieciowego i alkoholu; proba odnalezienia sensownego planu jedzeniowego, zrozumienie co to jest porcja, uczenie sie „jedzenia” od nowa – okres 9 miesiecy;
    2. nawrot choroby w mniejszym zakresie niz oryginalnie i sporadycznie, kiedy rowniez ciagle bylam na jakiejs restrykcji kalorycznej, dzielilam jedzenie na dozwolone i niedozwolone, etc. – okres ok. 4 miesiecy. Stalo sie to, kiedy wrocilam do zycia towarzyskiego. Poniewaz znalazlam nowa prace, to wrocilam do wiszenia na barach/drinkowania i jedzenia fryciorow o 11 w nocy po niejedzeniu od lunchu. Zdarzalo sie to jednak bardzo rzadko i w bardzo konretnych okolicznosciach. Byl to okres najbardziej dla mnie kluczowy, poniewaz mialam pelna swiadomosc tego, co sie dzieje i po prostu jak obserwator szukalam wyjscia z sytuacji. Bylo to jakbynauczenia sie bycia w realu, a nie tylko w rzeczywistoci wirtulanej w bardzo sztucznymch zyciowo (NA SZCZESCIE!!!) warunkach. Takze – wliczam tu niekoniecznie rzyganie (bo po okresie abstynencji bylo to bardzo rzadkie), ale rowniez akcje, gdzie sie bardzo objadlam po tym, gdy bylam glodna przez tydzien.
    3. Ostatnie 11 miesiecy – 23 stycznia 2017 objadlam sie po raz ostatni. Dokladnie pamietam ten moment, kiedy powiedzialam sobie, ze to byl ostatni raz. I ze nie bede ograniczac kalorii. Stwierdzilam, ze bede szukac codzieninie tej ilosci jedzenia, po ktorej nie mam nocnego/weekendowgo ataku. Takiej ilosci, przy ktorej cialo jest syte i mozg nie szaleje. Plus nie bede czula sie obzarta. No i dosc szybko udalo sie. Nagle skoczylo sie jedzenie na przyklad 6 jablek pod rzad, albo „planowanie dnia obzartucha”. Jem wszystko. Jestem aktywna sportowo. Wrocilam do takiego jedzenia, jak w dziecinstwie – do syta, ale bez przejadania, ale to wyrobienie poczucia sytosci w organizmie zabralo mi troche czasu.

    Czyli – JESLI STOSOWALABYM ZASADY ANI DOT. NIEOGRANICZANIA KALORYCZNOSCI PONIZEJ ZAPOTRZEBOWANIA, Z BULIMII WYSZLABYM CALKOWICIE W CIAGU 1 MIESIACA. A TAK SKOCZYLO SIE NA 14-STU. Przy czym podkreslam, ze od poczatku bylam absilutnie zdeterminowana do zerwanai z nalogiem.

    ANIA MA RACJE, ANIA MA ZAWSZE RACJE W KWESTIACH ED!

    P.S. Nie waze sie, ale ubrania leza na mnie jak w okresie abstynencji. No i oczywiscie waze mniej niz przy bulimii. Miec te chorobe to tak, jak byc chodzacym cliche. Naprawde, dzwieczyny skonczcie z tym zanim zbankrutujecie – finansowo, zdrowotnie, uczuciowo i ogolnie zyciowo!!!

  13. Kasia Grudzień 30, 2017 w 11:16 pm - Odpowiedz

    Dzięki ;-), już wierzę…

  14. Roma babcia Domusi. Grudzień 31, 2017 w 11:14 am - Odpowiedz

    Kochana Aniu. To co napisalaś to najszczersza prawda.Po śmierci Domusi [umarla nagle w nocy 27.05.2017 -po około półtora roku anoreksji bulimicznej od dawna bedąc w leczeniu u psychiatry i psychologa }Wiadomo policja , prokurator, lekarz.Na policji sprawdzano jej telefon[najwięcej było zdjęć i wpisów o jedzeniu i jedzenia} i przesłuchiwano najbliższą koleżanke ze szkoły.Wszystkie słyszały jak stale burczało Jej w brzuchu, brała ze sobą pudełko z jedzeniem , koleżanki chciały się z Nią dzielić jedzeniem a odpowiedż była jedna NIE DZIĘKUJĘ NIE JESTEM GŁODNA….A teraz już Jej nie ma….

  15. Marta Styczeń 1, 2018 w 11:03 pm - Odpowiedz

    Czegoś nie rozumie. Żeby schudnąć trzeba mieć ten deficyt kalorii. Inaczej nie schudniemy. Jeśli będę jesc te 2000 kalorii to jak mam schudnąć? Skoro sp ale tył samo co zjem

  16. Też wilczyca Styczeń 2, 2018 w 8:35 pm - Odpowiedz

    Marta.
    Osoba Z wagą np.75 kilogramów potrzebuje do utrzymania swojej wagi powiedzmy 2700 kcal dziennie a osoba o wadze 65 kg 2400.
    Jeśli ta 75-cio kilogramowa osoba chce schudnąć do wagi 65 bo taka jest jej waga optymalna dla organizmu to musi jeść te 2300 wtedy będzie miała deficyt kaloryczny dla swojej obecnej wagi ale normę dla tej prawidłowej więc pozbędzie się nadmiaru kilogramów nie głodząc organizmu.
    Ania kiedyś to tłumaczyła 🙂

  17. Kasia Styczeń 12, 2018 w 9:38 pm - Odpowiedz

    Hej,mam pytanie! 🙂
    Od kilku miesięcy jem jedzenie nieprzetworzone, zgodnie z moim zapotrzebowaniem i czuję się już coraz pewniej, Chciałabym spróbować jedzenia intuicyjnego. Niestety nadal mam sporą nadwagę. Czy organizm będzie się domagał ilości jedzenia (kcal) potrzebnego do utrzymania mojej obecnej masy ciała, czy dla mojej idealnej, zapisanej w genach wagi? To jest jedyna kwestia, która mnie jeszcze powstrzymuje przed zaufaniem swojemu ciału…

Zostaw komentarz