Czasami dostaję od was pytania z prośbą o diagnozę.
Ania, mam tak i tak, a robię tak i tak – czy to bulimia czy anoreksja? Bo spełniam oba kryteria?
Albo może jednak kompulsywne objadanie? Chociaż to w sumie raczej zajadanie emocji, bo jem, jak się zdenerwuję.

Wtedy myślę sobie, że mogłabym autorytatywnie powiedzieć: tak, to bulimia, albo: tak, to anoreksja, bo wygląda to bardziej na jedno lub drugie, ale już od dawna tego nie robię. Dlaczego? Bo zrozumiałam, że to nie tędy droga, by szukać w ludziach „choroby” i tego co z nimi jest nie tak. Trzeba szukać w ludziach zdrowia i do niego się zwracać.

Co mam na myśli? Dzisiejszy świat ma nam do zaoferowania miliony chorób. Są całe listy tego, co może być z nami nie w porządku i założę się, że każdego roku dokładane są do nich kolejne pozycje. A jeżeli chodzi o tak zwane choroby psychiczne, tu bijemy wszelkie rekordy. Widziałam niedawno dokument na ten temat pt „Crazywise”, gdzie został poruszony ten temat.
Zachowania, które jeszcze 10-20 lat temu były bynajmniej dziwaczne, ale mieszczące się w normie – teraz określa się jako patologiczne. Jest na to numerek, diagnoza i oczywiście leczenie. Czym? Lekami, a jakże. Wszak to często najłatwiejsze, ale zupełnie zbędne (choć nie zawsze).
(O tym jak aprobowane do użytku i na jakiej podstawie przepisywane są leki psychotropowe można napisać kolejny post, ale to innym razem).

A może spojrzeć na to wszystko inaczej? Nie masz „choroby X”, o takim a takim numerze, tylko doświadczasz naturalnej reakcji swojego ciała, które rzuca się na jedzenie, bo je głodzisz w nadziei na mniejszy rozmiar? A dlaczego chcesz się w niego zmieścić? Bo masz skłonności do autodestrukcji (choroba o numerze XYZ)? Nie, na Boga! Pragniesz tego, bo tak uwarunkowało Cię dzisiejsze społeczeństwo ze swoimi normami i kanonami „piękna”. A uwierz mi, każdy chce być piękny, młode kobiety zaś w szczególności.

A więc może to nie Ty jesteś „chora”, ale świat, w którym żyjesz jest?
Śmiem twierdzić, że tak właśnie jest. Gdyby nikt Ci nie sprzedał pomysłu, żeby się odchudzać, to czy kiedykolwiek byś to zrobiła? No pewnie, że nie! To niespotykane w naturze zjawisko, a ludzie nie wpadli na ten pomysł (przynajmniej nie na taką skalę) aż do początków XX wieku.

A gdyby nie ten pomysł, to czy Twoje ciało kiedykolwiek zmuszone byłoby do walki same z sobą? Ymmm… no nie.
A to co się dzieje w Twoim życiu to właśnie ta walka, do której się zmuszasz. Poza tym nic Ci nie jest. Twoje ciało jest w pełni zdrowe, tak samo jak Twoja psychika.
Co Ci więc dolega? Twoje myśli, w które wierzysz i które – jak to już wielokrotnie pisałam – uczyniłaś prawdą. Czy to nie oczywiste?

I tak, nie jesteś pierwszą osobą, która wytworzyła w sobie podobny system działania i myślenia. Zrobiło to na tyle dużo osób, że dostał on swoją nazwę „bulimia”, „anoreksja”, „BED” itd. No to siup; diagnoza i leczenie. I pół biedy, jeżeli tylko rozmową o przeszłości…

A przecież już w latach 40-stych, w Wielkim Eksperymencie Głodowym w Minnesocie odkryto, że przedłużający się głód niekorzystnie działa na naszą psychikę. Zaczynamy wariować, bać się jedzenia, wpadamy w depresję…
Niestety wyniki tego eksperymentu zostały całkowicie zignorowane i zapomniane. Nikt nie bierze ich pod uwagę w „leczeniu” zaburzeń odżywiania. Może dlatego, że lepiej ludzi trzymać w szpitalach i faszerować lekami, a nie powiedzieć im prostą prawdę, że to co czują to normalna reakcja Twojego organizmu i Twojej psychiki na kombinowanie z jedzeniem, na zadzieranie z Naturą, na nieszanowanie jej potężnego głosu?

Z Tobą nie jest nic nie tak; wręcz przeciwnie, wszystko jest z Tobą ok. Twoje reakcje są prawidłowe i przewidywalne, nie zaś patologiczne.
Uwierz mi, zrozumienie, że tak naprawdę jest się zdrowym i zajęcie się tym zdrowiem – które chce się w końcu wydostać spod ciężkiego płaszcza Twoich pokręconych wierzeń – robi coś niesamowitego z człowiekiem.

A więc szukaj jego, nie zaś szufladki ‘choroby psychicznej” w której można się położyć jak w trumnie.

*

Przeczytaj jak ja pracuję na zdrowiu, z moimi podopiecznymi: Metoda Wilczo Głodnej.

*

Jeżeli odniosłaś wrażenie, że jestem przeciwniczką patologizacji normalnych zachowań i natychmiastowego wprowadzania farmakologii (często po kilkunastominutowej rozmowie), to masz rację. Dzisiejszy świat stoi na głowie w wielu aspektach, a to jest jeden z nich. Poświęćmy trochę czasu na refleksję skąd bierze się problem i poszukajmy prostszego rozwiązania, które bardzo często istnieje tuż pod powierzchnią. Obchodźmy się z takimi rzeczami bardzo ostrożnie i odpowiedzialnie. Tylko o to proszę, a to chyba niewiele.