Mówisz mi tak:
Boję się jeszcze raz spróbować wyjść z zaburzeń odżywiania, ponieważ boje się że przegram.
Nie zniosę kolejnego rozczarowania.

Znowu zepnę wszystkie siły – obstawię się zdrowym jedzeniem, kupię karnet na siłownie, zacznę wypełniać twoją książkę, albo formularz zmiany (zapisałaś się już na niego?)
Wywalę z szafek resztki słodyczy i środków przeczyszczających i zrobię jeszcze tysiąc innych rzeczy, które zawsze robiłam w trybie „Zdrowa Ja”
Słowem: stanę do walki, podniosę się z klęczek.

Zaczynamy!

A potem znowu to wszystko mnie przerośnie.
Zmęczy mnie cyrk zwany zdrowieniem – staranie się, pilnowanie.
Więc cichutko, bocznymi drzwiami wymknę się do toalety, na chwilę spokoju… która zamieni się w kolejne lata.

Mam znowu czuć się jak chodząca porażka?
Nie, dziękuję.

Więc na wszelki wypadek nie spróbuję.
Powiem sobie, że nie jest tak źle. Przecież z tym też można żyć.
Albo, że to mój sposób na stres i nikomu nic do tego.
Albo lepiej – to mój styl życia. O! Styl życia brzmi spoko – taki mój wybór i już.

A może inaczej:
Będę sobie mówić, że teraz nie jest najlepszy czas na wychodzenie z wilka.
On nadejdzie niedługo, jak skończy się zima, lato, jesień, po egzaminie, jak dzieci będą duże, jak rzucę palenie…
jutro, nie teraz.
Teraz nie.

A tak naprawdę po prostu się boję…

Wiem. Też się bałam.
Właśnie tego, że po raz kolejny nie dam rady. Zawiedzione nadzieje i zero szacunku do siebie.

Aż zrozumiałam jedno:

Wychodzenie z bulimii to nie jest jakaś cholerna gra w ruletkę!
Że masz jedną szansę i albo wypadnie na tak, albo na nie.

O tak:
Rzucam się na zdrowienie jak piłeczka na rozpędzone koło.
Daję radę, lecę lecę lecę, na skrzydłach motywacji i kręcę się pięknie, ale zaraz obijam o stare nawyki, podskakuję – niesiona siłą bezwładu i…. bum!
Czarne.

Przegrałam. Do widzenia, dziękuje pa.
I złość na siebie: Po co mi to było? Co ja sobie wyobrażałam? Myślałam, że się tym razem uda???

A przecież zmiana nawyków to nie gra z czarno – białym rezultatem.
To jest proces.
To gra strategiczna. Jak na przykład poker – skoro już przy kasynowych metaforach jesteśmy.
Potrzebujesz potrzebujesz wsparcia kogoś kto gra do tej samej bramki (na przykład dziewczyn z Wilczego Stada).
Do tego musisz mieć jakąś wiedzę o zasadach gry oraz umiejętność zręcznego blefowania Wilka.
Silna wola i mocne postanowienie poprawy, niestety nie wystarczą.

Stalowe nerwy także się przydadzą. Czasami będzie ciężko, ale ty zachowasz spokój.
Nie na darmo mówi się pokerowa twarz, prawda?

Ale nawet gdy jesteś przygotowana i spokojna, nigdy nie wiesz, jak potoczy się rozdanie. Nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego.
I tak; czasami przegrasz rundę.

I co z tego?

Noc jest długa, czasu wiele – możesz zagrać jeszcze raz, bogatsza o to doświadczenie – nie popełniając tych samych błędów.
Wyciągaj wnioski z poprzednich „rozdań” i graj do skutku.
Nie licz na czarno – biały szybki rezultat.

Bądź wytrwała.
Nie tracisz niczego.

Jedyna waluta to czas.
Jedyna korzyść to doświadczenie.
Jedyna wygrana to wolność.

Spróbuj, warto.