Pewnie widząc dzisiejszy tytuł, zastanawiasz się czy aby nie nawiązuje do trwających teraz piłkarskich mistrzostw świata (czy czego tam one są)?
Nie, bez obaw, ciocia Ania jak zawsze monotematyczna i będzie o tym samym; jedzeniu i związanych z nim perypetiach. A dlaczego tak nazwałam ten artykuł, wyjaśni się już za chwilkę.

Pamiętasz na pewno jeden z moich najważniejszych postów o eksperymencie głodowym w Minnesocie? Jeżeli nie, przeczytaj go koniecznie.
Jest to krótki opis największego w historii badania nad głodem.
Przypomnijmy; w USA, podczas drugiej wojny światowej, postanowiono sprawdzić jak długotrwałe niedożywienie wpływa na ciało i umysł człowieka. Spodziewano się fali emigrantów ze zniszczonej Europy i chciano wiedzieć jak z takimi ludźmi postępować.

Do eksperymentu wybrano trzydziestu sześciu młodych, zdrowych i psychicznie (!) i fizycznie mężczyzn których najpierw zagłodzono na diecie 1560 kcal (daje do myślenia, prawda?) a potem próbowano na różne sposoby przywrócić do normalności.
Wyniki eksperymentu są szokujące. Poczytaj i zobacz, że Ci mężczyźni zachowywali się zupełnie tak jak Ty, kiedy byłaś na ostrej głodówce. Część popadła w depresję, część w bulimię, część zaczęła się okaleczać. Znajome klimaty.

Swoją drogą jeszcze bardziej szokujące jest to, że później o wynikach badań niejako zapomniano i dziwne zachowania osób cierpiących na zaburzenia odżywiania zaczęto tłumaczyć traumą z dzieciństwa i innymi oderwanymi od rzeczywistości wydarzeniami.

Ale ja nie o tym.
Chciałabym skupić się teraz na jednym istotnym aspekcie całego przedsięwzięcia; tak zwanym efekcie jojo.
Bo było tak; przed okresem głodzenia, upewniono się że badani doszli do swojej idealnej wagi. Ci, co musieli trochę schudnąć, schudli, ci co musieli przytyć – przytyli.
Potem ich zagłodzono, a potem poddano rekuperacji.
W tym czasie oczywiście ich waga ponownie wzrosła, ale co się okazało? Przekroczyła ona swój idealny wskaźnik. Mężczyźni po prostu rzucili się na jedzenie i nie mogli przestać, nawet jak już teoretycznie powrócili do normy.

Słowem; wyszli z tego całego zamieszania grubsi niż przyszli. Ale uwaga; tak było tylko na początku. Potem dziki apetyt ustał, waga zaczęła samoistnie spadać i po kilku (lub kilkunastu) miesiącach znowu była na dawnym poziomie.
Organizm potrzebował po prostu chwili czasu na to by w zupełności się ogarnąć po traumie jaką było dla niego doświadczenie głodu.

Piszę o tym, ponieważ to samo dzieje się z nami po restrykcyjnych dietach, a już na pewno po anoreksji.
Dlaczego? Ponieważ wygłodzony, spanikowany organizm chce upewnić się na 100%, że sytuacja nie powtórzy się już nigdy więcej. Pomny tego, co właśnie przeżył, zakłada ostrożnie, że obfitość jedzenia jest stanem tymczasowym i trzeba się jak najwięcej nażreć na zapas. Jeżeli znowu nastanie taki straszny kryzys, będzie z czego chudnąć. Uff mała, załatwiłem nam spory bufor. Jak coś, to nic się nie bój, nie umrzemy!

To wszystko mądra aż do bólu strategia przetrwania. Służyła ona, nam ludziom, przez całe tysiąclecia i uratowała niejednego od śmieci.
W dzisiejszych czasach zaś nazywa się ją efektem jo-jo i walczy z nim jak z wiatrakami.

A to wszystko jest zupełnie naturalne i logiczne. Po tym jak Twoja waga mocno spadła (czy to była anoreksja czy nie), będziesz musiała przejść prze KRÓTKI etap wagi troszeczkę większej.
Ona zachowa się jak piłka, która kopnięta z całej siły przez ewolucyjny mechanizm, leci w górę. A co się nieodmiennie dzieje z przedmiotami lecącymi w górę? Ano podlegają one prawom fizyki, czyli stopniowo wytracają impet, aż do zupełnego zatrzymania. A jak go już stracą, zaczyna się spadanie.
To samo dzieje się ze zbędnymi (z naszego „profesorskiego” punktu widzenia) kilogramami. Mogę Ci to obiecać. Proszę, uwierz mi i przestań się szarpać.

Co robić, aby nie spowalniać tego procesu? Trzy rzeczy:

– Nie walcz, nie staraj się być mądrzejszą od swojego ciała, nie odmawiaj mu, nie wprowadzaj na prędce dalszych restrykcji. Teraz lecisz jeszcze w górę i jeżeli najesz się dopiero przy 3000 kcal, zjedz 3000 kcal, jeżeli przy 5000 kcal, zjedz 5000 kcal. To się nazywa ekstremalny głód i pisałam o nim tutaj.

– Jedz jedzenie jak najbardziej nieprzetworzone. Nie zapychaj tego głodu słodyczami i innym syfem. To tylko sprawi że odłoży się tkanka tłuszczowa, a nie zostaną dostarczone żadne cenne składniki odżywcze. Paniczne objadanie się będzie więc trwało.

– Nie bój się. To nie jest tak, że Twoje ciało chce być otyłe. Stanie się tak tylko wtedy, jeżeli zaczniesz z nim walczyć. Ono pomyśli, że to znowu głód puka do drzwi i w ramach akcji „Przeżyj, nie zdechnij” zaopatrzy się w jak największą ilość tłuszczu. Nie puści go dopóki nie zobaczy, że okres normalnego żywienia trwa już od dłuższego czasu, czyli że niebezpieczeństwo minęło.
Gdy to poczuje, puści wszelkie nadmiary i wymiary.

Tak też stało się w przypadku mężczyzn z Minnesoty. Cała sprawa przebiegła szybko i (prawie) bezboleśnie i już po kilku miesiącach ważyli oni tyle samo, co przed eksperymentem.
A to dlatego że mieli w nosie, czy trochę przytyli czy nie. Po prostu jedli zgodnie z tym co sygnalizował im organizm. Jak mówił, że więcej – jedli więcej. Jak chciał trochę mniej, jedli mniej.
I tyle.
My zaś wiemy lepiej, walczymy, panikujemy, wymiotujemy i… mamy problem. Nie raz miałam podopieczne, które tym właśnie sposobem doprowadziły się do, nomen omen, grubej nadwagi.

Bo ciało i tak zawsze zrobi po swojemu. Nie masz wpływu na jego czynności fizjologiczne. Jeżeli nie wierzysz, to spróbuj nie oddychać czy nie spać, a zobaczysz o czym mówię.
Zrozum więc to już teraz i zaoszczędź sobie kilka lat życia, albo nawet całe życie.

*

Uwaga, post nie odnosi się do każdej Wilczycy. Opisuję tutaj konkretną sytuację; zachowanie organizmu po restrykcjach. Metody postępowania wypracowałam z moimi dziewczynami na mentoringu.
A teraz opowiedz nam jak wyglądały Twoje doświadczenia?