Natrafiłam jakiś czas temu na opis bardzo ciekawego eksperymentu, który został przeprowadzony w latach 60tych.
Niestety nie mogę odszukać na tę chwilę, kto był jego autorem, ale jeżeli znowu na niego gdzieś trafię, dodam tę informację w przypisach.
W każdym razie chodziło o badanie zdolności poznawcze gołębi i czy są one w stanie zauważać związki przyczynowo – skutkowe.

Założenie było proste: w klatce znajduje się niebieski i czerwony guzik. Kiedy naciśnie się czerwony – do karmnika wpada jedzenie, kiedy niebieski – nie dzieje się nic. Okazało się, że ptaki bardzo szybko połączyły fakty i za każdym razem, gdy chciały trochę pysznej szamki, naciskały odpowiedni guzik.

No dobrze, pomyśleli eksperymentatorzy – a co się stanie, jak zmienimy zasady i teraz niebieski guzik będzie uwalniał porcję karmy?
Po krótkim zamieszaniu w gołębniku, ptaki załapały tę nową zasadę i teraz niebieski był na topie.

Ok, to teraz przekombinujmy sprawę; trzeba nacisnąć najpierw czerwony, a potem niebieski, a potem odwrotnie i jeszcze raz.
I tak toczył się eksperyment, co przytaczam ogólnie z pamięci, nie wiedząc dokładnie w jakiej kolejności kazano naciskać im te guziki i czy to były faktycznie guziki czy może coś innego. To jednak nieistotne.

Gołębie dawały jako tako radę, aż w końcu zadanie przerosło możliwości ich maleńkich łebków i nie były one w stanie zapewnić sobie karmy na żądanie. Logika stojąca za jej pojawieniem się, stała się niezrozumiała.

I wtedy stało się coś arcyciekawego. Ptaki zaczęły zachowywać się bardzo dziwnie: jeden uparcie ponosił lewe skrzydło, czego wcześniej nigdy nie robił, inny śmiesznie przekrzywiał głowę, jeszcze inny obracał się na boki. Co jest, kurcze? Powariowały?

Po przejrzeniu nagrań z eksperymentu, sprawa stała się jasna. Ptaki powtarzały tę czynność, którą robiły w momencie otrzymania karmy!
Jako że straciły one nad tym wszelką kontrolę, którą miały wcześniej, wykształciły w sobie tak zwane myślenie magiczne. Oznacza to tylko tyle, że przypisały moc sprawczą pojawienia się jedzenia, podnoszeniu skrzydła czy ruchom głową. Teraz powtarzały swój rytuał w nadziei otrzymania niezbędnego do życia pokarmu.

Dlaczego o tym piszę? Bo osoba uzależniona od jakiejkolwiek substancji jest takim właśnie gołębiem.
W jakim sensie? W takim, że przypisała swoje dobre samopoczucie lub wolność od uporczywych myśli od nałogu (w późniejszych etapach) jakiemuś rytuałowi; jedzenia, palenia, picia, zakupów itd.

Pamiętasz, jak pisałam w poście „Z miłości do siebie” o tym, że pójście za głosem nałogu i objedzenie się jest tak naprawdę wyrazem miłości do siebie, nie zaś autodestrukcji, jak to mówiono nam na terapiach? Tak bardzo cierpimy z powodu uporczywości myśli wzywających nas na żer, że wolimy zrobić to i poczuć ulgę, niż znosić katusze. Po prostu my ludzie, chcemy czuć się dobrze, bo dobre samopoczucie jest naszym naturalnym stanem, do którego zawsze grawitujemy.

U dzieci dzieje się to naturalnie. Dziecko nie potrzebuje papierosa, jeżeli zdenerwuje się na brak zabawki czy czekolady, kiedy mu smutno, prawda? Założę się, że już samo wyobrażenie trzylatka, który trzęsącymi się rękami odpala fajkę, wywołuje Twój uśmiech. Przecież to absurdalne!
A dlaczego to samo zachowanie u dorosłego zupełnie Cię nie dziwi? Dlaczego sama tak robisz?

Bo właśnie wierzysz – jak te nieszczęsne gołębie – że Twoje rytualne akcje są odpowiedzialne za poprawę twojego nastroju.
Nic bardziej mylnego! Twój nastrój poprawia się sam – tak jak u dzieci i nie musisz niczego robić, by to się stało. To po prostu naturalna funkcja bycia człowiekiem; raz czujemy się dobrze, raz źle, a potem znowu dobrze. Nasze doświadczenie życia jest płynne, faluje jak morze.
Co trzeba zrobić, by niepożądany nastrój się zmienił? Podnieść skrzydło i obrócić się 3 razy na lewej łapce? Zapalić papierosa? Zjeść? Nie. Trzeba poczekać.
To tyle.

Także, jeżeli czujesz się fatalnie z powodu uporczywych myśli o wykonaniu swojej nałogowej czynności (zjedz, no nażryj się, i tak nie wytrzymasz, to takie przyjemne) i w końcu zrobisz ten swój rytuał i one odejdą, WIEDZ ŻE TO NIE STAŁO SIĘ POPRZEZ TEN RYTUAŁ!!! Tak jak pasza gołębi nie pojawia się dlatego, że zrobiły one obrót głową.

Te myśli przeszły, bo TY się OD NICH ODCZEPIŁAŚ. Przestałaś je męczyć i mielić w głowie. Jednak OMYŁKOWO swoje dobre samopoczucie przypisujesz temu, że zjadłaś dużą ilość słodyczy. Jesteś przekona, że to one zrobiły Ci dobrze.
Tak jak pisałam w poście o misiu; uczucie spokoju i komfortu płynie zawsze z Ciebie, Ty zaś myślisz, że to z pluszowego misia (jak masz 5 lat) lub z czekolady (jak masz lat 30).
Tylko, że jakoś w sprawie misia widzisz jasno, że to niemożliwe, a w sprawie czekolady nie widzisz. Ot co.

Znowu; nasz nałóg ciągnie się za nami przez zwykłe niezrozumienie tego, jak on działa.
Jako że człowiek zawsze robi to co ma dla niego sens, będziesz wykonywać swoje nawykowe czynności, dopóki nie zobaczysz, że nie ma to zupełnie sensu, że się pomyliłaś i podnoszenie skrzydła (lub czekolady do ust) nic Ci nie da. Kiedy zobaczysz prawdę o nawyku, on straci dla Ciebie sens i nie będziesz tego robić. No bo po co?

A jaką konkluzję wysnuli nasi ptasi eksperymentatorzy? Jedzenie przychodzi jako pewnik, tylko że gołębie nie rozumieją tego i myślą, że to przez ich dziwne tańce.
I tak samo jest tu; ulga, spokój i dobre samopoczucie JEST dla Ciebie pewnikiem, tylko że tego jeszcze nie rozumiesz. Zrozum, a nie będą Ci potrzebne żadne rytuały, by go uzyskać.

*

Jeżeli potrzebujesz pomocy w wyjściu z matni rytuałów, zapraszam Cię na swój mentoring, na który teraz możesz też wskoczyć za 63 zł miesięcznie. W porównaniu do ceny jaka idzie na zbędne jedzenie, diety i Bóg wie co jeszcze, to jest naprawdę nic.