Codziennie otwieram taką wiadomość od Ciebie:
Nie rozumiem, jak to się stało… Jak z dziewczyny o żelaznej woli, która potrafiła odmówić sobie dosłownie wszystkiego i chudnąć, zmieniłam się w żrącego potwora, którym jestem.
Wtedy miałam tyle energii, tyle zapału, a świat leżał u moich stóp. Żyłam jakby na wyostrzonych zmysłach, a teraz? Teraz nie mogę nawet zrozumieć co ktoś do mnie mówi, bo cały czas mam w głowie tylko jedno: jedzenie.

Czy ty też tego doświadczyłaś? Ja tak. Zaczynałam od głodzenia się, chociaż nigdy nie odchudziłam się do samych kości. Wystarczyło jednak, żeby wypadła mi połowa włosów (o dziwo nigdy już tak ładnie nie odrosła), żeby było mi cały czas zimno, żebym mieściła się bez trudu w dziecięce rozmiary. Oczywiście w ogóle tego nie widziałam, a im bardziej chudłam, tym grubsza się stawałam w lustrze. Paradoks i pułapka anoreksji.

Ta „dieta” przyszła mi bez najmniejszego trudu, wtedy za pierwszym razem, gdy miałam 15 lat. Odmawianie jedzenia było dla mnie tak naturalne jak oddychanie. Wręcz śmiałam się z tego, jak można jeść głupi obiad, ha ha ha, w głowie mi się nie mieściło.
Pamiętasz to? To absolutne poczucie mocy i totalne niezrozumienie co ta matka tak panikuje z tą zupą, nienormalna jest?
Potem zaczęły się schody; co raz większa obsesja i wszechogarniający smutek, na przykład dlatego, że zjadłam 132 kalorie, a nie 100, bo dolałam mleka do kawy.
Później była depresja. Gdy tylko otwierałam rano oczy natychmiast żałowałam, że żyję.
Brak okresu, sine wargi, brak siły.
A potem, tak jak u Ciebie, „coś” pękło.
I zaczął się piętnastoletni karnawał obżerania, odchudzania, diet, rzygania i innych atrakcji.

Przez cały ten czas dziwiłam się, że nie mogę po prostu wrócić do tego stanu, gdy niejedzenie było takie proste i naturalne; wziąć się w garść jak kiedyś.
Ale dlaczego??? – płakałam – Jak to się stało, że z dziewczyny o żelaznej woli zmieniłam się w żrącego potwora, a wraz z każdą dietą problem pogłębiał się tylko. Doszło do tego, że na samo słowo „dieta” chciało mi się płakać.
Tak jest w sumie do dzisiaj; jeżeli tylko pomyślę o tym, że miałabym się niby odchudzać, COŚ we mnie wpada w panikę, natychmiast czuję napięcie wymieszane ze smutkiem. Przekonałam się o tym dobitnie ponad rok temu, gdy przyjaciółka zaproponowała mi oczyszczanie na sokach; tylko dwa dni, żadnego głodzenia się – zdrowe soczki. Po pół dnia byłam rozedrganym kłębkiem nerwów gotowym do płaczu.
Nawet gdy przychodzi do mnie nowa podopieczna na mentoring i na początku wysyła mi zdjęcia swoich dietetycznych posiłków (dopiero przy mnie koryguje swoje zachowanie), robi mi się nieprzyjemnie.
Albo gdy jestem z chłopakiem w podróży i pora obiadu odsuwa się z powodu spóźnionego autobusu, czuję po prostu strach.
Tak się załatwiłam.
Aczkolwiek to jeszcze nic, znam dziewczyny, które na samą myśl o diecie zaczynają się objadać.

No dobrze, ale co to jest, to coś, co tak panikuje i nie pozwala wrócić do starych dobrych czasów?
To bohater tego artykułu: instynkt samozachowawczy.

Każdy żywy organizm jest w niego wyposażony. Jeżeli ktoś niespodziewanie krzyknie, skoczysz na nogi. Jeżeli poczujesz zagrożenie staniesz do walki lub uciekniesz. Jeżeli będzie za mało jedzenia, wszystkie Twoje zmysły wyostrzą się do granic możliwości, żeby móc je znaleźć (coś Ci to przypomina?).
Instynktu nie można ani zepsuć, ani oszukać. To nasz potężny anioł stróż pochodzący z Gadziego mózgu, który czuwa nad fizycznym przeżyciem ciała.
Jednak można go nieźle straumatyzować. (Tak to nazywam z braku innego określenia.)

Widziałaś lub czytałaś kiedyś jak reaguje uprzednio bity pies na podniesiony głos? Kuli się i ucieka.
A bity człowiek? Ktoś kto przeżył tajskie więzienie, albo inną okropność? Tak samo.
A jak zachowuje się ktoś, kto przeżył długi głód? Pewnie nie spotkałaś takiej osoby na żywo, ale możesz dowiedzieć się tego, sięgając po pierwszą lepszą książkę o wojnie.
Albo przeczytaj wywiad z Yeonmi Park, autorką wspomnień z ucieczki z Korei Północnej, która teraz zawsze musi mieć przy sobie chociaż kawałek chleba, bo w młodości nie miała co jeść.

Ty jesteś właśnie taką straumatyzowaną ofiarą głodu. Nie byłaś nigdy w obozie koncentracyjnym i nie żyłaś pod butem szalonego dyktatora. Nie musiałaś. Ty zrobiłaś to sobie bez niczyjej pomocy, w zaciszu domowym. Efekt jest jednak ten sam:
Na samą myśl o jakiejkolwiek restrykcji kalorycznej, zapalają Ci się w głowie wszystkie czerwone lampki. Wyje alarm mobilizacji dla Twojego organizmu, który teraz zrobi wszystko, aby sytuacja głodu się nie powtórzyła.
Kiedy zaczynałaś odchudzać się po raz pierwszy, takiej reakcji jeszcze nie było. Nie miałaś przed sobą przeciwnika w postaci oszalałego ze strachu instynktu samozachowawczego.
On jeszcze wtedy był spokojny, teraz siedzi jak na szpilkach i na każde pominięte śniadanie reaguje paniką. Uwaga, tak będzie prawdopodobnie już do końca życia. Swoim działaniem podrażniłaś giganta wytworzonego przez ewolucję na przestrzeni 500 milionów lat i musisz z tym żyć.

 

instynkt

 

Uwierz mi, już nigdy, ale to przenigdy nie wrócisz do dziewiczego stanu sprzed diety. Nawet jeżeli wyciągniesz się z ED i w przyszłości będziesz potrzebowała schudnąć kilka kilo po ciąży czy operacji, może to być problematyczne. Będziesz musiała zrobić to bardzo ostrożnie (opisuję to w serii Jak jeść normalnie).

Jeżeli raz doprowadziłaś się do takiego stanu, że organizm sam zaczął rzucać się na jedzenie (u mnie było to po pół roku głodzenia się) – to pozamiatane. Nie da się już nigdy „skutecznie” pójść na restrykcyjną dietę. Kilka dni i siedzisz w lodówce umazana czekoladą.
Za każdą naiwną próbą, będziesz doświadczać co raz dłuższych i co raz bardziej „brutalnych” kontrataków ze strony instynktu samozachowawczego.
To se ne vrati, jak to śpiewała Maryla.

A więc jeżeli łudzisz się, że jakaś dieta, której jeszcze nie próbowałaś zadziała – przestań już teraz i zaoszczędź sobie kilka lat.
Nigdy już nie będziesz mogła „bezkarnie” się głodzić. I dzięki Bogu.
Jedyne co możesz zrobić to zacząć jeść normalnie, tyle ile potrzebujesz. Wtedy będziesz wyglądać NORMALNIE, tak jak potrzebujesz (jak zdrowa kobieta a nie jakieś Instagramowe dziwadło). Pogódź się ze swoim instynktem samozachowawczym i żyj.